Dodaj do ulubionych

racja, przekonywanie, dowody

21.04.02, 19:24

przypuscmy, ze ktos was o cos posadzil/oskarzyl
lub zwyczajnie w cos wam nie wierzy ...
i przypuscmy, ze mimo, iz nie jest to wielka sprawa,
to jednak drazni was to ...

co robicie w takim przypadku?
staracie sie przekonac go?
udowodnic swoja wersje?
przekonac, po czyjej stronie jest racja?
czy raczej "olewacie" sprawe - skoro nie wierzy, to jego problem?

czy zawsze tak robicie?
czy inaczej, gdy ta osoba jest dla was kims bliskim/waznym,
a inaczej, gdy to ktos ... hm ... nazwijmy go "przypadkowy"?


Obserwuj wątek
    • Gość: kasia28 Re: racja, przekonywanie, dowody IP: *.atol.com.pl 21.04.02, 19:38
      Gdy ktoś mi nie wierzy staram się go przekonać, wytłumaczyć, dowieść swojej
      racji. Jeśli pomimo tego dalej mi nie wierzy to:
      -gdy jest to ktoś "dalszy" macham ręką i stwierdzam, ze szkoda czasu,
      -gdy jest to ktoś bliski, odchodzę zrezygnowana i czasem w kącie "ryczę" z
      bezsilności, a potem jeszcze raz próbuję albo macham ręka.
      A generalnie to nie umiem bronić "swego", z reguły szybko można
      mnie "zaszczekać" i wręcz udowodnic, że to ja nie mam racji. Moje sprzeczki z
      kimkolwiek wyglądają tak, ze ja próbuję coś wytłumaczyć, a potem tylko słucham
      długiego monologu na swój temat i stosunków miedzy nami, włacznie z
      przypominaniem rzeczy dawnych. W trakcie jestem juz tak zmęczona, ze nie chce
      mi się juz nic i jestem w stanie zgodzić sie na wszystko, byle spór zakończyć.
      Niestety za spokojna jestem i czasem ktoś po głowie mi "jeździ":(

      Pozdrawiam
      kasia
    • Gość: dorkasz Re: racja, przekonywanie, dowody IP: 62.233.183.* 21.04.02, 19:47
      ja mam wlasnie problem odwrotny - posadzilam kogos o kradziez, co najgorsze
      posadzilam o to dziewczyna ktora znam od wielu lat, poszlam do niej w
      odwiedziny i stracilam portfel i komorke... niestety billing wyraznie wskazuje
      na to ze to ona, nie ma innej mozliwosci i ona wlasnie sie nie przyznaje, wiec
      sprawa potoczy sie urzedowo (chcialam tego uniknac). wiesz to bardzo wazne zeby
      umiec sie przyznac do bledu, ale jesli go nie popelnilas, przedstaw wszystkie
      dowody na to, ze to nie Ty, nawet jesli jedynym dowodem mialoby byc Twoje
      slowo. mysle ze warto sie bronic chocby po to, zeby byc uczciwym bez wzgledu na
      to, co ten ktos sobie pomysli. to bardzo boli jesli nadal pozostaje sie winnym,
      ale wiadomo ze wykorzystalo sie wszystkie srodki.
    • Gość: Manitra Re: racja, przekonywanie, dowody IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.04.02, 20:11
      czarodziejka napisał(a):

      >
      > przypuscmy, ze ktos was o cos posadzil/oskarzyl
      > lub zwyczajnie w cos wam nie wierzy ...
      > i przypuscmy, ze mimo, iz nie jest to wielka sprawa,
      > to jednak drazni was to ...
      >

      Jezeli wiem, ze prawda lezy po mojej stronie, ze nic nie zrobilam, ze zostalam
      zle osadzona, to staram sie przekonac, ale jezeli osoba, ktora uparla sie mi nie
      uwierzyc jest:
      - kims dla mnie "dalekim", to w pewnym momencie macham reka
      lecz gdy
      - jest mi bliska, i pomimo moich usilnych staran nie ma nadal zaufania, wiary w
      to co mowie, zaczynam sie to wtedy zastanawiac dlaczego, ze cos jest nie tak, cos
      niedobrego, ze to juz jest chyba cos wiecej...
      i zaczynam wtedy rozmawiac juz nie tylko o tym konkretnym przypadku, lecz gdzie
      tkwi wlasciwy problem, gdzie jest to sedno oskarzen, braku wiary, co sie tak
      naprawde dzieje (lub zaczyna dziac, skad), bo jezeli w czyms blahym nie jest w
      stanie mi uwierzyc, to co dopiero mowic, jezeli jest cos powazniejszego... (?)
      zakladajac oczywiscie, ze nigdy przedtem nie dalam tej osobie nawet najmniejszych
      powodow do takich zachowan, do braku zaufania, nie bylo klamstw, falszu,
      podstepow...
    • kwieto Re: racja, przekonywanie, dowody 21.04.02, 22:02
      Zwykle wychodze z zalozenia, ze to ktos mi musi udowodnic, ze mowie nieprawde.
      Nie mam zamiaru udowadniac, ze "nie jestem wielbladem". Oczywiscie, przekonuje,
      mowie co i jak... ale na sile przekonywac nie bede, jesli mi nie wierzy, to
      jego problem (z zaufaniem na przyklad) a nie moj.
      • Gość: A27 Re: racja, przekonywanie, dowody IP: *.proxy.aol.com 21.04.02, 22:45
        Nigdy mie sie nie zdarzylo posadzenie o cokolwiek. Jesli natomiast dyskutuje i
        probuje kogs przekonac o slusznosci mojej racji to robie to jakis czas, a potem
        olewam sprawe.
        • czarodziejka Re: racja, przekonywanie, dowody 22.04.02, 01:08
          A27 napisał(a):
          > Nigdy mie sie nie zdarzylo posadzenie o cokolwiek.

          no to ci zazdroszcze, bo mi sie nieraz zdarzylo, ze posadzono mnie np. o to,
          ze gdzies bylam - posadzajacy twierdzil, ze mnie widzial (a to siedzialam wtedy
          grzecznie w domu np.),
          ze gdzies dzwonilam, ze ...
          ech ...
          a ostatnio, ktos mi probuje wmowic, ze mam na imie agnieszka i ukrywam sie przed
          nim ...
          ech ..

          i co wtedy?

          ;o((
      • czarodziejka dzieki kwieto 22.04.02, 01:11
        kwieto napisał(a):
        > Zwykle wychodze z zalozenia, ze to ktos mi musi udowodnic, ze mowie nieprawde.
        > Nie mam zamiaru udowadniac, ze "nie jestem wielbladem". Oczywiscie, przekonuje,
        > mowie co i jak... ale na sile przekonywac nie bede, jesli mi nie wierzy, to
        > jego problem (z zaufaniem na przyklad) a nie moj.


        dzieki kwieto za twe slowa
        mysle bardzo podobnie
        ale drazni mnie to i denerwuje, gdy mi ktos mowi, ze czarne jest biale i ze niby
        to widzi ... a ja patrze na to samo i widze cos innego (nie mowie o ocenie
        jakiejs sytuacji, mowie o faktach)
        niby jego problem
        ale ja najpierw sie smuce, ze mi nie wierzy, a potem zaczynam sie wsciekac

        • kwieto Re: dzieki kwieto 22.04.02, 06:32
          Tak czy siak, zawsze sie znajdzie ktos, kto twierdzi, ze np. niebo jest
          czerwone. przejmowac sie takimi? po co?
          • czarodziejka Re: dzieki kwieto 23.04.02, 01:07
            kwieto napisał(a):
            > zawsze sie znajdzie ktos, kto twierdzi, ze np. niebo jest
            > czerwone. przejmowac sie takimi? po co?

            tylko czemu ja spoykm takich ludzi tak czesto?
            i czemu daje sie wmanewrowac? czemu mi zalezy na udowodnieniu prawdy?
            zloszcze sie sama na siebie, ale i siebie mi zal ...
            nie umiem sobie z tym poradzic
            to zostalo mi pewnie z dziecinstwa ;oP ;o(


            ps. ale przeciez niebo BYWA czerwone (widze to prawie codziennie z mojego
            okna) ;o)


    • kropel Re: racja, przekonywanie, dowody 23.04.02, 01:14
      Jedyne osoby, które zawsze warto przekonywać, to my sami.
      Uświadomienie sobie słuszności danych racji przynosi, bowiem korzyści, kto ich
      nie chce tego strata, nie rozdawaj, zatem "pieniędzy" ludziom z "dziurawymi
      kieszeniami”, bo i tak im zaraz wylecą...
      • Gość: asia Re: racja, przekonywanie, dowody IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 23.04.02, 08:54
        Przekonywanie..no właśnie..moje zycie wyglada na nieustannym udowadnianiu
        rzeczy,ktore nie istnieja,które nigdy nie miały miejsca...mam namysli
        meza..ciagłe jakies oskarzenia,że robiłam to czy tampo..że byłam np tu i tam..a
        w rzeczywistosci robiłam co innego..jakis obłęd!a najlepsze,że on w to
        strasznie wierzy..ludziom..to co ja mowie nie ma znaczenia..bo i tak on wie
        lepiej..hihi raz mnie widział niby w telewizji...pamietacie taki
        program "rykowisko"ale miałam nie przyjemnosci..bo ojciec mu jakichs głupot
        nagadał..a on w nie wierzy...przykładów mogłabym wymieniac..hoho..ale ja juz
        nie wytrzymuje tego..ma byc miłosc a nie zycie ,które polega na ciagłym
        udawadnianiu..że jest w błedzie,że sie myli...to starsznie meczące...
    • wredna2 Re: racja, przekonywanie, dowody 23.04.02, 10:02

      Wrednie sie czuje, gdy musze sie tlumaczyc z niezawinionych spraw,
      bo odnosze wrazenie, ze jeszcze bardziej sie pograzam wtedy...

      wiec nie tlumacze sie...

      niech sobie mysla i gadaja co chca


      zreszta...poki gadaja, to znaczy ze jeszcze zyje...

      wr.2

    • Gość: rick Re: racja, przekonywanie, dowody IP: *.unisys.com 23.04.02, 18:26

      imponują mi ludzie, którzy potrafią żyć wierząc w swoje racje samotnie, tj. nie
      potrzebują potwierdzenia od kogoś drugiego. to dotyczy tzw. 'dużych racji',
      takich, za które można nawet stracić życie. patrząc z boku trudno jest czasem
      taką ich rację odróżnić od wiary.
      • czarodziejka ale ...... --- do ricka 23.04.02, 19:00
        rick napisał(a):
        > patrząc z boku trudno jest czasem taką ich rację odróżnić od wiary.

        ale nie o tym jest ten watek, slonko, nie o tym ....
        nie chodzi mi o opinie, chodzi mi o fakty

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka