adamina-adamina
27.09.24, 23:56
Dzien dobry wszystkim...piszę chyba dla siebie, żeby przestac dusić w sobie, i po prostu sie wygadać... jestem zdradzoną emocjonalnie żoną. Strasznie ciężko to przeżyłam. Nie podobało mi sie wiele w zachowaniu męża, mówilam głośno, ze jego relacje z pewną panią są zbyt bliskie, i nie podoba mi się to. Wiele razy mowilam, zwracałam uwagę, prosiłam. Przez 2 lata kłótnie, zaprzeczenia, psychiczna przemoc, przerzucanie odpowiedzialności, wzbudzanie poczucia winy u mnie. W końcu romans ujrzał swiatło dzienne, i juz nie miałam zahamowań. Niestety, brakło mi sił żeby temat ostatecznie rozwiązać. Zmusiłam męża do wizyty u psychologa, a następnie psychiatry. W związku z utratą pracy zachorował na depresję, a ten romans sie nałożył na to wszystko. Leczy się, prochy bierze. Jestesmy na terapii juz prawie1,5 roku. Wiele zrozumiałam. Przede wszystkim to, ze jestem ofiarą, i część moich zachowań jest z tym związana. Mąż jest w lepszym stanie, bardzo sie stara. Ale ja nie umiem tego docenic, staram sie, ale nie mogę. O uczuciach nie mówimy, jestesmy razem 35 lat, motyle w brzuchu dawno minęły.Zakopalam uczucia głęboko, to pomogło mi przetrwać. Mamy dwoje dzieci, starsze juz wyfrunęło i studiuje, buduje obecnie zwiazek od łóżka, a nie od poznawania siebie nawzajem, uczucia czy czegos takiego. Dla mne jest totalnie zakochana, ale nocowanie u faceta po 3 tygodniach znajomosci jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie miałam nigdy problemu z odseparowaniem córki, nigdy jej nie kontrolowałam, nie sprawdzałam, nie wydzwaniałam gdzie jest i co robi. Tak minął 1 rok studiów, a na drugim miłość zawładnęła jej głową, no i zgłupiało mi dziecko. Oczywiscie tłumaczenie, ze nie tak buduje sie relacja w związku nic nie pomagają, wiec dałam sobie spokój. Powtarzam tylko, ze jako dorosły człowiek musi byc odpowiedzialna i poniesie konsekwencje swoich decyzji, i dobrych, i złych. Chłopaka widzialam raz na oczy, to tez wzmaga mój strach -ja go nie znam. Nie jestem juz w stanie dźwigac na sobie depresji męża, zdrady, problemów i troski o córkę. Nie mam juz sił. I nie mam sił, żeby odejść i zacząć samotne zycie. Nie chcę ciągać młodszego dziecka po sądach , albo dzielic majątku po ponad 30 latach małżeństwa. Boli mnie, ze starsza córka jst w domu jak w hotelu, bo miałyśmy kiedys znakomitą relację. Wszystko mnie boli, życie mnie boli. Terapia juz niewiele mi daje, co mialam z siebie wyrzucic to juz wyrzuciłam. Chodzę, bo chodzę. Wydawało mi sie ze odzyskałam kontrolę- ale niestety nie. Jestem strasznie przytłoczona ostatnimi 4 latami, tym wszystkim, strachem, lękiem, czuję się jak w klatce, w jakims potrzasku. Jak sobie pomóc? Nie mam pojęcia. Leki biorę, na terapię chodzę. Żyję w ciągłym kłamstwie, i nie umiem sie wydostac. Zyję w związku bez zaufania, o ile to mozna jeszcze nazwac związkiem. Boję się o córę, bo nie wiem, z kim ona jest. Boję się, ze zacznę byc toksycznym rodzicem, choc nie sadze, ze którejkolwiek z matek spodobałoby sie takie nocowanie u faceta poznanego w necie 3 tygodnie wczesniej. I niestety, nie umiem niczego sensownego zrobic ze swoim zyciem. Jestem w jakims potrzasku. Tu mąż, tu dzieci, tu niełatwa i obciążająca głowę praca. Nie mam siły tego wszystkiego dźwigac, nie mam siły żyć. Sorki, ze długo i chaotycznie, ale pozbierac mysli tez juz nie umiem. Po prostu musiałam to jakoś wylać. Ada.