Dodaj do ulubionych

Chyba potrzebuję się wygadać...

27.09.24, 23:56
Dzien dobry wszystkim...piszę chyba dla siebie, żeby przestac dusić w sobie, i po prostu sie wygadać... jestem zdradzoną emocjonalnie żoną. Strasznie ciężko to przeżyłam. Nie podobało mi sie wiele w zachowaniu męża, mówilam głośno, ze jego relacje z pewną panią są zbyt bliskie, i nie podoba mi się to. Wiele razy mowilam, zwracałam uwagę, prosiłam. Przez 2 lata kłótnie, zaprzeczenia, psychiczna przemoc, przerzucanie odpowiedzialności, wzbudzanie poczucia winy u mnie. W końcu romans ujrzał swiatło dzienne, i juz nie miałam zahamowań. Niestety, brakło mi sił żeby temat ostatecznie rozwiązać. Zmusiłam męża do wizyty u psychologa, a następnie psychiatry. W związku z utratą pracy zachorował na depresję, a ten romans sie nałożył na to wszystko. Leczy się, prochy bierze. Jestesmy na terapii juz prawie1,5 roku. Wiele zrozumiałam. Przede wszystkim to, ze jestem ofiarą, i część moich zachowań jest z tym związana. Mąż jest w lepszym stanie, bardzo sie stara. Ale ja nie umiem tego docenic, staram sie, ale nie mogę. O uczuciach nie mówimy, jestesmy razem 35 lat, motyle w brzuchu dawno minęły.Zakopalam uczucia głęboko, to pomogło mi przetrwać. Mamy dwoje dzieci, starsze juz wyfrunęło i studiuje, buduje obecnie zwiazek od łóżka, a nie od poznawania siebie nawzajem, uczucia czy czegos takiego. Dla mne jest totalnie zakochana, ale nocowanie u faceta po 3 tygodniach znajomosci jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie miałam nigdy problemu z odseparowaniem córki, nigdy jej nie kontrolowałam, nie sprawdzałam, nie wydzwaniałam gdzie jest i co robi. Tak minął 1 rok studiów, a na drugim miłość zawładnęła jej głową, no i zgłupiało mi dziecko. Oczywiscie tłumaczenie, ze nie tak buduje sie relacja w związku nic nie pomagają, wiec dałam sobie spokój. Powtarzam tylko, ze jako dorosły człowiek musi byc odpowiedzialna i poniesie konsekwencje swoich decyzji, i dobrych, i złych. Chłopaka widzialam raz na oczy, to tez wzmaga mój strach -ja go nie znam. Nie jestem juz w stanie dźwigac na sobie depresji męża, zdrady, problemów i troski o córkę. Nie mam juz sił. I nie mam sił, żeby odejść i zacząć samotne zycie. Nie chcę ciągać młodszego dziecka po sądach , albo dzielic majątku po ponad 30 latach małżeństwa. Boli mnie, ze starsza córka jst w domu jak w hotelu, bo miałyśmy kiedys znakomitą relację. Wszystko mnie boli, życie mnie boli. Terapia juz niewiele mi daje, co mialam z siebie wyrzucic to juz wyrzuciłam. Chodzę, bo chodzę. Wydawało mi sie ze odzyskałam kontrolę- ale niestety nie. Jestem strasznie przytłoczona ostatnimi 4 latami, tym wszystkim, strachem, lękiem, czuję się jak w klatce, w jakims potrzasku. Jak sobie pomóc? Nie mam pojęcia. Leki biorę, na terapię chodzę. Żyję w ciągłym kłamstwie, i nie umiem sie wydostac. Zyję w związku bez zaufania, o ile to mozna jeszcze nazwac związkiem. Boję się o córę, bo nie wiem, z kim ona jest. Boję się, ze zacznę byc toksycznym rodzicem, choc nie sadze, ze którejkolwiek z matek spodobałoby sie takie nocowanie u faceta poznanego w necie 3 tygodnie wczesniej. I niestety, nie umiem niczego sensownego zrobic ze swoim zyciem. Jestem w jakims potrzasku. Tu mąż, tu dzieci, tu niełatwa i obciążająca głowę praca. Nie mam siły tego wszystkiego dźwigac, nie mam siły żyć. Sorki, ze długo i chaotycznie, ale pozbierac mysli tez juz nie umiem. Po prostu musiałam to jakoś wylać. Ada.
Obserwuj wątek
    • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 09:47
      Tego czy by się matkom podobała sytuacja córki dowiesz się na emamie. Jak dla mnie wychowawczo-krytyczne integrowanie w związek córki może tylko popsuć wasze relacje i od siebie oddalić. Czy ta znajomość będzie dobra, czy zła i tak czas pokaże, nie ma recepty jaki sposób znajomości zapewnia perspektywiczną miłość. A raczej powinna mieć do ciebie zaufanie, jeśli ją kochasz i w razie czego chcesz pomóc rozwiązywać problemy, a nie mieć tylko satysfakcji - a nie mówiłam. Na relację z mężem, to jednak tylko terapia może ci pomóc zrozumieć, czy jest możliwość odbudowania wspólnego życia, czy to już tylko coś niszczącego. Zniszczenie zaufania jest czymś realnym, ale albo chcesz współpracować w jego odbudowywaniu, albo wolisz stan "zemsty", teraz to ja bojkotuję twoją dobrą wolę, jak ty raniłeś mnie przed tym. To już ty musisz sobie w pełni uświadomić czy chcesz stworzyć nowy kontakt na gruzach, bo oboje musicie się zmienić, czy to jest człowiek, z którym po prostu nie chcesz być. Ale to trzeba przepracować, jaką zażyłość jesteście w stanie znowu zbudować, bo życie razem dla robienia sobie ping ponga przykrości jest wyniszczające i bez sensu.
      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 13:20
        Nie ingeruję w związek córki. Opowiadam tylko o swoich rozterkach i obawach. Po prostu-zaprząta mi to myśli, nic w tym dziwnego. Z córką na ten temat rozmawialam tylko raz. Powiedzialam swoje i milczę do dzis, obserwując bezradnie jak idzie prosto do ognia. Nie moge nic z tym zrobic i jest mi z tym trudno. Jest mi trudno patrzec i milczeć. Ale patrzę i milczę, choć widze ze to w dobrym kierunku nie zmierza. Bedzie płakac, nie uchronię jej, nic nie moge zrobic, wiem o tym.

        Pisze o córce z innego powodu- to, co robi ma potezny wplyw na mój stan psychiczny. Borykam sie z dwoma problemami i zwyczajnie sobie nie radzę. Bezradnosc w przypadku córki i beznadzieja w przypadku związku po prostu mnie dobija. Nie wiem czego chcę, nie umiem podjac zadnej decyzji. Chcę jakiegos spokoju, ale strasznie sie miotam. Nie umiem dac mężowi szansy, ale nie umiem tez odejść. To tez nie jest tak, ze ja sie obecnie mszczę swoją obojętnością-po prostu jestem obojętna. Doszlam do jakiegos paskudnego narożnika, do ktorego wtłoczył mnie mąż, a córka zrzuciła głaz na łeb. I nie mam pojecia, co zrobic zeby sie wydostać. Terapia, leki-co jeszcze moge dla siebie zrobic. Pomyslów mi brak niestety. Ale juz nie moge tego wytrzymac, po prostu.
        • szare_kolory Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 30.09.24, 13:24
          adamina-adamina napisał(a):

          > Bedzie płakac, nie uchronię jej, nic nie moge zrobic, wiem o tym.

          Wiesz, ale chyba trudniej z przyjęciem tej wiedzy - bywa. Córka będzie płakać; nie raz i nie dwa. Przeżyje swoje życie, swoje emocje, swoje rozczarowania i swoje radości i to ona się z tego będzie rozliczać, nie Ty. Teraz przeżywa radości, muszą nadejść i łzy. Gdzie będziesz i co jej powiesz, kiedy przyjdą trudne dla niej czasy? I kiedy się o nich dowiesz,? Ja swojej matce mówię o problemach, kiedy nie ma już innego wyjścia, bo wiem, że ani mnie nie wesprze ani nie pomoże. Będzie lamentować tak, jak Ty poniżej, że jeszcze dokładam jej ciężaru, dlatego nie wie o mnie prawie nic. Kim chcesz być dla swojej córki? Wsparciem czy figurą, której sie unika? Nie odpowiadaj tutaj, ale odpowiedz sobie, tak naprawdę i szczerze. Czy chcesz jej pomagać? Bo jeśli nie chcesz, to może to wcale nic złego. A pomocą nie będzie "a nie mówiłam".


          > Pisze o córce z innego powodu- to, co robi ma potezny wplyw na mój stan psychiczny. Borykam sie z dwoma problemami i zwyczajnie sobie nie radzę. Bezradnosc w przypadku córki i beznadzieja w przypadku związku po prostu mnie dobija. Nie wiem czego chcę, nie umiem podjac zadnej decyzji.

          Jaką decyzję chcesz podejmować w sprawie dorosłej kobiety? Ty masz do podjęcia swoje własne decyzje, w swojej własnej sprawie, a nie w sprawie córki. No wyobraź sobie: o czym możesz tu decydowac? Zakażesz jej spotkań?

          > Doszlam do jakiegos paskudnego narożnika, do ktorego wtłoczył mnie mąż,a córka zrzuciła głaz na łeb.
          Nikt Ci niczego nie zrzucał, a już na pewno nie córka. To Twoje reakcje, Twoje emocje i Twoje decyzje doprowadziły Cię do miejsca, w którym jesteś. Nie obarczaj odpowiedzialnością swoich dzieci za stan, w którym jesteś. Wyobraź sobie, że córka zerwie związek - czy Tobie się poprawi? Jeśli tak, to dlaczego? Żyj swoim życiem, nie cudzym.


          > Terapia, leki-co jeszcze moge dla siebie zrobic. Pomyslów mi brak niestety. Ale juz nie moge tego wytrzymac, po prostu
          .

          Bardzo, bardzo jest mi przykro. To, co napisałam wyżej może odbierzesz jako atak na siebie, ale nie taki jest mój zamiar. Pewnie nie ma innego wyjścia jak terapia i leki. Spróbuj może innego psychoterapeuty, innego lekarza. Trudno osiągnąć inny efekt robiąc ciągle to samo.
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 01.10.24, 00:12
            Nie, nie odbieram jako atak. Ja tego wszystkiego o czym piszę tutaj córce nie mówię. Opisuję tylko swoje emocje i uczucia, zeby ktos, kto czyta miał jakis obraz tego, co czuję. Daleka jestem od tzw satysfakcji słów-a nie mowilam. Chcę zeby mloda wiedziala ze jestem, swoją rolę jako matki doroslej corki widze jako osoby z boku, potrzebnej w razie W. Jej niewlasciwe wedlug mnie drcyzje owszem, dobijają mnie, ale to tez jest wiedza dla mnie. Jak napisalam-próbuję przekazac swoj stan psychiczny, a to tez ma wplyw, to oczywiste. Ona wlasnie zaczela 3 rok studiów, jest samodzielna, choc za naszą kasę, zdazylam przywyknąć do tego, ze jej nie ma. Przezywam te jej rozne decyzje raz mocniej, raz slabiej, zalezy od tego, w jakim stanie jestem sama. Ona nie wie, co czuję i myślę. Rozmawialam z nią na ten temat tylko jeden raz, na początku tego nowego związku, prosząc zeby sie tak nie spieszyla, ale akcentując tez, ze to jej wybór, nie mój. Nie robie jej wymówek. Piszę o tym zeby naswietlic kontekst tego co sama czuję.

            Niestety, wszystko co sie dzieje ma wplyw na to, ze jestem tu gdzie jestem, czyli w niezbyt fajnym miejscu. Odciac sie od mysli, ze mloda błądzi niestety nie umiem. Chcialabym cos zrobic, ale wiem ze nie moge i tego nie robie. Zaufac mężowi nie umiem. Niby daję szansę, ale mam poczucie, ze w tym wszystkim nie ma mnie. Tylko odnalezc siebie tez wlasnie nie potrafię. Za bardzo sie boję.


            Jaką decyzję chcesz podejmować w sprawie dorosłej kobiety
            No ja pisalam o sobie, ze nie potrafię podjąć zadnej decyzji zwiazanej ze sobą. Nie chodziło mi o dziecię, tylko o siebie. Bo faktycznie, zadnej decyzji co zrobic ze swoim zyciem podjac nie potrafię.

            Jedyny przypadek, w ktorym wkroczylabym w zycie i zwiazek córki to przemoc. Gdyby jej partner robiłby jej taką krzywdę, nie zawahalabym sie ani chwili. To dla zadnej matki byloby nie do przyjecia.

            Zmiana terapeuty nie wchodzi w grę. Nie mam ani sily ani ochoty opowiadac kolejnej osobie o swoim zyciu. To skomplikowane i trudne, wciąż rana, ktora sie otwiera. Poza tym, na dwoch terapiach byc tez sie nie powinno. To nieprofesjonalne. No i tak tkwie w tym marazmie i nie wiem, co sie mialoby stac, zebym sie "wziela w garść".
            • kariwitch00 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 01.10.24, 00:28
              A gdyby ci te 30 lat temu ktoś powiedział
              że kryzys będzie napewno że ten człowiek się napewno zmieni to dziś miałabyś mniej żalu w sobie? Bo widzisz te rzezy są pewne
              W życiu nie jest możliwe żeby po latach mieć tego samego człowieka nie doświadczyć kryzysu to naturalne jak oddychanie
              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 01.10.24, 07:28
                Jest kryzys i kryzys. Oczywiste , ze sie zmieniamy z wiekiem i zwiazek tez jest inny. Ale ze dotknie mnie zdrada i przemoc-nie, tego nie zakladam jako normalności i naturalności w ewolucji zwiazku. Ani to norma, ani naturalna zmiana. To zdrada i przemoc. Jeszcze z depresją w tle, o którą moglabym podejrzewac wszystkich- poza moim mężem.
        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 19:23
          A skąd ta pewność, że będzie płakać, napisałaś, że nawet nie znasz chłopaka.
        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 19:26
          Piszesz o mężu, piszesz o córce, odrębne osoby, na które nie masz całkowitego wpływu. Co z rzeczami Twoimi własnymi, na które wpływać możesz? Czy masz jakąś przyjaciółkę, jakieś hobby, pasję, pracę, dającą satysfakcję? Może warto poszukać czegoś dla siebie. Wtedy jest się odpowiedzialnym, wtedy można mieć kontrolę.
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 07:52
            Tak myślę, ze bedzie plakać-nie, nie czekam na to absolutnie. Ja tego chlopaka poznalam, widzialam go 2 razy- wiec poznalam, ale nie znam. Jest w nim cos, co od razu mi sie nie spodobało, ale nie chce sie uprzedzac. Trudno jest kogos poznac bez kontaktu, ale cos jest w nim dziwnego. Na razie czekam na głębsze poznanie, no i na proze życia-bo póki co ona mówi, ze on nie ma wad. A przeciez kazdy je ma. Muszą jej klapki z oczu spaść, czyli ten pierwszy etap zauroczenia, fascynacji musi przejść i wtedy zacznie sie życie.

            Ja mam trudną pracę na bardzo odpowiedzialnym stanowisku kierowniczym. Czy daje mu satysfakcję? Czasem tak, czasem nie. Przyjaciółki mam, dwie serdeczne. W pracy nie, bo tam, gdzie kierowanie niestety konczą sie przyjaźnie. Hobby mialam, bardzo piekne, zrezygnowalam bo brakowalo mi sil do wyjscia z domu. Teraz sily mam, ale mi sie troche nie chce. Domatorka ze mnie, wracam pozno z pracy, i po prostu jestem w domu i w nim najchetniej odpoczywam. W lecie inaczej, jest dluzej jasno, jest co robic. Teraz wracam do domu jak juz jest szaro, zanim zjem juz jest ciemno, wiec juz mi sie nie chce. Zajmuję siě wiec sobą w domu.
            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:23
              Muszą spaść, bo? Takie jest Twoje życzenie? Skąd wiesz, czy tych wad nie widzi, ale niekoniecznie chce z Tobą o nich mówić, bo mogłaby Ci dać pożywkę, skoro jesteś negatywnie nastawiona?
              Zadziwia mnie nieco to, że "ona mówi, że on nie ma wad". Tym mocniej, że Ty też przed wszystkimi udajesz, że mąż nie ma wad.
              Powiem tak, mam dwójkę dzieciaków, które przeszły przez różne związki, jedno jest rozwodnikiem. O wadach ich partnerów słyszałam dopiero na etapie rozstań. Nigdy nie mówili nam o wadach swoich partnerów, będąc w danych związkach. Wady zobaczyliśmy sami, nie przez pryzmat ich opowieści albo wychodziły i wychodzą w jakichś sarkastycznych uwagach partnerów. Wybacz, przemyślałabym sposób, w jaki rozmawiasz z córką.
              Brak zaufania nie jest wynikiem zdrady, on w ogóle w Tobie siedzi. Zobacz, córka Ci nic nie zrobiła, a w trafność jej wyborów też nie możesz zawierzyć.
              • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:31
                Nie moge czytac, co ta watkownica pisze. Przeciez ta corka jest mloda, moze jeszcze bedzie kochala wiele razy, w tym plakala - tak wyglada normalne zycie uczuciowo-zwiazkowe. Musialaby byc stuknieta i mocno nielojalna, zeby z matka omawiac wady czlowieka, ktorego kocha....

                Kolezanko, kup sobie karnet na silke, to spuscisz pare i mniej glupot ci bedzie w glowie.
                • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:54
                  To nie czytaj. To takie proste🙂
                  • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:36
                    Nie jestes u cioci na imieninach tylko w miejscu publicznym. Przygotuj sie, ze bede komentowac twoje zachowanie.
              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:34
                Muszą i spadną, jak sie zacznie proza -zycia. Ja nie jestem na nic nastawiona bo nie znam czlowieka, a poznac trudno, bo dzieli nas ponad 300 km.

                Po raz n'ty piszę, ze NIE rozmawiam z córką o wielu rzeczach, dzielę sie spostrzezeniami tutaj i to wszystko. To ona sama bedzie ukladac swoje zycie, a ja sie przyglądam. Jak bedzie szczesliwa-wspaniale, jak bedzie plakać-to przytulę, o ile bedzie tego chciała. Nie chodzi o to co mi corka zrobila a czego nie, i to nie ma nic wspolnego z brakiem zaufania. Popełnia błędy, i bedzie je popełniac, to są jej wybory. Ja sie tylko moge przyglądac, no i to wlasnie robie. Chce ją chronic przed tym co zle, ale niestety sie nie da. Jest moim dzieckiem i jej los nigdy nie bedzie mi obojętny, nawet jak bedzie miala tyle lat co ja teraz.

                Brak zaufania to absolutnie efekt zdrady. I nie wiem, czy da sie to jakos odwrócic w głowie. Obawiam sie ze niestety nie.

                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:06
                  Inaczej zadam pytanie, dlaczego uważasz, że córka ma klapki na oczach? To tym dziwniejsze, że ponoć z nią nie rozmawiasz, choć jednak jakaś rozmowa i to akurat z pytaniem o wady się pojawiła, hm.
                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:20
                    To slowa terapeutki. Pisalam o tym gdzis nizej. Rozmawialismy na terapii, rozmowa byla wielowątkowa, zeszła na człowieka bez wad, no i wtedy ten temat sie rozwinął. Mamy czekac, taka jest jej rada, bo póki co, afekt mocny i stąd tez takie a ne inne decyzje, ktore sie nam obojgu nie podobały. W tej chwili ja jestem na etapie czekania i chce w koncu poznac chlopaka blizej. Na razie to ja go tylko widzialam.
                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:34
                      Terapeutka powiedziała Wam, że osoba, której na oczy nie widziała, ma klapki na oczach... Czy tylko mnie się to wydaje dość słabe i mało profesjonalne?
                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 19:47
                        Nigdzie nie pisalam, ze terapeutka nie zna mojej córki. Owszem, zna, i to dosc dobrze. Wytłumaczyła nam ten etap euforycznego zakochania, wytlumaczyla ze teraz rozmowy nie mają sensu, czekamy wiec az sie to pouklada i troche okrzepnie. Jej zdaniem jest pare kwestii do obgadania miedzy corką a nami jako rodzicami, ale nie teraz. Teraz to trzeba czekac i sie poznac. No to czekamy.
                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 19:59
                          Hm, znam taki układ, że terapeuta pracuje osobno z członkami rodziny i jednocześnie systemowo, sama korzystam. Z tym zastrzeżeniem, że w kwestii syna jakiekolwiek stwierdzenia na jego temat padają w jego obecności, nawet jego słowami albo gdy dał indywidualnie przyzwolenie terapeucie na ich przedstawienie. Przyznam, że znowu nieco mnie zadziwiają kompetencje Waszej terapeutki, ale może ktoś bardziej fachowy się wypowie.
                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:45
                  Po raz kolejny zapytam - skąd tak mocne przekonanie, że córka ma klapki na oczach? To ją bardzo infantylizuje.
                  Ona jest po prostu na etapie zakochania, ten etap ma swoje uwarunkowania (naturalne), ale naprawdę nie każdy związek niszczy proza życia, a wady partnera wcale nie muszą powodować łez u drugiej osoby. Co więcej - Twoja córka może być świadoma wad partnera, ale wcale nie musi Ci o nich mówić. Ty byś jej mówiła np. o impotencji męża? Choć... O zdradzie powiedziałaś.
                  Przenosisz coś na córkę, co gorsza terapeuta Ci pozwala na to, żebyś o życiu córki za dwadzieścia lat myślała tak, jak teraz myślisz o swoim aktualnym.
                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 19:53
                    Jak wyżej. Córka byla tematem naszych rozmów, stąd taki wniosek.

                    Nie wiem, co przenosze na córkę. I po raz kolejny-o zdradzie nie powiedzialam. Corka sie domyśliła sama, i sama mnie na pewne rzeczy otworzyła oczy. Bo ja nie widzialam, ona stojąc z boku i przyjezdzając co jakis czas widziała lepiej co sie dzieje. Jak juz bylam pewna, to tak-rozmawialysmy o zdradzie.
                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 19:55
                      Nie wiem, może do tego doszło, ale z ojcem też rozmawiała?
                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:16
                        Tak, oczywiscie. Jest dorosła, dała sobie takie prawo, staneła w mojej obronie, choc jej o to nie prosilam. Potem powiedzialam wyraznie, ze doceniam, ale to są sprawy miedzy mną a ojcem. Obie zgodnie powiedziały, ze to ich tez dotyczy. No troche tak, ale troche nie.
    • nida21 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 09:50
      Ado, każdy ma do przeżycia swoje życie. Nie przeżyjemy życia za kogoś, ani za własne dzieci. Twoja starsza córka jest już dorosła i będzie żyła po swojemu. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby skończyła studia i zdobyła zawód i mogła podjąć pracę. Jeżeli rzuciła studia, to powinna się z domu wyprowadzić i stanąc na własnych nogach
      Ty powinnaś zająć się własnym życiem. Bez podjęcia ważnych decyzji w Twoim życiu nic się nie zmieni. Twoje dalsze życie i to jak ono będzie wyglądało leży w Twoich rękach. Terapie i branie leków nie wpłynie magicznie na to, że problemy które masz na co dzień znikną. Musisz zastanowić się na czym bardziej Ci zależy, ale też nie myśleć roszczeniowo co byś chciała. Nie da sie mieć jabłko i zjeść jabłko. Stoisz w rozkroku i stąd Twoje rozterki.
      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 13:24
        Napisalam sporo wyzej. Nie wiem co mam dalej robic. Wiem jednak ze dlugo tak nie pociagnę, bo juz brakuje mi sił. Liczylam, ze leki rozjasnią mi głowę, a terapia pomoze stanąć ma nogi. Ale nic takiego sie nie stało, jest coraz gorzej. Za to jestem mistrzem w udawaniu. Tylko na udawanie tez juz nie mam sił😪
        • nida21 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 14:20
          Jeżeli nie mamy na coś wpływu - mam tu na myśli postępowanie córki - należy ten temat zostawić. Nie wolno przeszkadzać energii, niech idzie swoim torem. Zadbaj o swoje zdrowie, o siebie, żeby w przyszłości, jak zajdzie taka potrzeba móc pomóc córkom. Twoje postępowanie, brak decyzji, milczenie to negatywny przykład, który dajesz swoim córkom odnośnie kobiet i funkcjonowania małżeństwa.
          Napisałaś: "Doszłam do jakiegoś paskudnego narożnika, do którego wtłoczył mnie mąż". Do tego narożnika sama się wtłoczyłaś własnymi rękami przez niezdecydowanie i niepodejmowanie decyzji.
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 16:23
            No wlasnie ja nie umiem odciąć tego, na co nie mam wplywu. I to jest pewien problemik, calkiem spory. Natomiast piszę, ze mąż mnie wtłoczył do naroznika, bo to prawda. Nie ja zdradzilam. Nie ja jestem temu winna. Moją winą jest to, ze nie umiem wyjść, i rzeczywiscie, najlepszego przykladu córkom nie daję, choc teraz jest dobrze. On byl wspanialym mezem i ojcem przez 24 lata. Nie wiem co mam ze sobą zrobic, zeby w koncu umiec podjac jakąś decyzję. Jestem za słaba zeby odejsc. I dlatego staczam sie coraz mocniej i głębiej😪
            • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 16:32
              Jak udajesz, to udajesz też na terapii, nawet mimowolnie sama przed sobą, a taka nie może pomóc. W rozgoryczeniu zbudowałaś sobie swój schemat i nie możesz z niego wyjść. Też musisz zdecydować się być - inaczej.
              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 20:39
                Nie, na terapii nie udaję. Padło wiele słów, trudnych, dołujących, wylałam wiele łez. Wiele zrozumiałam. Odkryłam pewne mechanizmy, przez które jestem jaka jestem. Nie zdawalam sobie z tego sprawy wczesniej. Terapia duzo mi dała, ale nie wzmocniła na tyle, zebym umiała podjąć jakąś decyzję. Udaję w pracy, udaję na treningach, przed częścią znajomych. Na terapii nigdy. To jest jedyne miejsce gdzie nie boję sie zdjąć maski. Ale jak wyjsc i byc gotową do zycia-nie wiem.
            • nida21 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 16:48
              Nie Ty zdradziłaś i nie Ty jesteś temu winna, ale to Ty podjęłaś decyzję, że dasz się wtłoczyć. Czy on był wspaniałym mężem przez 24 lata, śmiem wątpić. Prawdopodobnie wiele akceptowałaś i starałaś się nie widzieć aż do czasu. Ten ostatni etap trwa u Was, jak policzyłam 11 lat, a od 4 jak napisałaś jest źle.
              "Ja nie umiem się od tego odciąć, na co nie mam wpływu". Może staraj się zamieniać słowo "nie" na "tak", albo mam wpływ jeżeli zaczynasz mieć negatywne myśli. Poza tym nie wspominaj w głowie tego co było, bo to się nie zmieni, a skup się na sytuacji dnia dzisiejszego i dojrzewaniu do podjęcia jakiejś decyzji. Może to być decyzja nicnierobienia z tym wszystkim, ale musisz być o tym przekonana. Nie ma dobrej wróżki, która pomoże.
              "I rzeczywiście najlepszego przykładu córkom nie daję, choć teraz jest dobrze". Co jest dobrze, to że
              męczysz się tą sytuacją w małżeństwie? Myślisz, że córki tego nie widzą?
              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 20:53
                Był dobrym mężem i super partnerem przez wiele lat. Jestesmy z sobą od gówniarza, bylismy niemal idealną parą. Kochalismy sie bardzo, rozumielismy sie super. Jak urodzily sie dzieci, on oszalał na ich punkcie. Zajmowalismy sie dziecmi na zmiane, on tak jak i ja, karmił, pieluchy zmieniał, wstawał w nocy, przezywał choroby. Kiedy cos sie zaczeło dziac? Nie wiem dzisiaj. Zdalam sobie sprawe z tego co sie działo przez ostatnie lata calkiem niedawno. Nie wiem jak to sie stało. Bardzo sie zmienił, jak mowi moja tesciowa- zjadła go wlasna duma i ambicja. Ja nie postawilam granic, potem próbowałam, ale było juz za późno.

                Oczywiscie ze dziewczyny widzą wszystko. Wiedza, ze nie jestem szczesliwa. Pamietają mnie, jak szczesliwa byłam. Nie jest im łatwo, tak, jak i mnie. Tylko i ja, i one tez nie wiemy, co nam wróci szczescie- walka o zwiazek czy rozwód. Ja im tlumaczę, ze to jest moja decyzja, nie ich, choc na ich zycie bedzie miała wpływ. Tylko żadnej ddcyzji podjąć nie umiem. No pierdoła ze mnie, wiem. Jestem tak strasznie skołowana ze szok. I nie przypominam siebie ani troche. Zawsze bylam wrazliwa, ale nie byłam taką fujarą jak teraz. Moja pewnosc siebie została przez to wszystko pogrzebana.
                • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 21:29
                  To przypadkiem nie przerywaj terapii, jeśli jesteś na etapie dostrzegania. Bo czas postępowania powinien lada moment nastać. Na razie nie podejmuj decyzji, czy raczej nie zmuszaj się do działania bez przekonania. Możliwe, że twoje silne teraz rozbicie to chwila ostatecznego kruszenia się skorupy, w której tkwiłaś, najbardziej bolesne, ale wydostaniesz się z kokonu i rozwiniesz skrzydła. Bo przeorganizowanie nastać musi. Relacji z mężem, tej która była i tak już nie ma. Albo stworzycie nową, albo się jej stworzyć nie da, bo na tym etapie spotykacie się jak sobie nieznani. Obojętny ci nie jest, bo tkwisz w żalu. A żal do niczego nie prowadzi. A właśnie obiektywne, co jest swojego rodzaju obojętnością, spojrzenie by się przydało, by ocenić perspektywy przyszłości.
                • nida21 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 22:01
                  Ładnie opisałaś Wasze małżeństwo. Jak coś długo trwa łatwo wejść w rutynę i przestać się starać. Ani Ty ani on nie zdecydowaliście się rozwieść może z uwagi na to, co kiedyś Was łączyło. Napisałaś, że mąż jest w lepszym stanie, bardzo się stara, ale nie umiesz tego docenić.
                  Terapia dużo Ci dała, jak zauważasz, ale może za bardzo namieszała Ci w głowie i Ciebie nie wzmocniła. Nie lubię słowa walka o związek, a te słowa stały się modne i często używane. Najlepiej byłoby porozmawiać z mężem i dojść do względnego porozumienia w kwestii Waszego małżeństwa. Myślę, że Wasze wzajemne relacje w tej chwili mają poważny wpływ na depresję męża poza innymi przyczynami. Skoro mąż się stara to być może żałuje tego co zrobił. Czujesz się zdradzona, ale z małżeństwa nie rezygnujesz. Może motyli w brzuchu już nie będzie, ale przynajmniej nastąpi spokój i nie będziesz się tak szarpać. Wszystko w życiu się zmienia. Małżeństwo też. Masz w pamięci jaki był wspaniały. Powoli odkopuj zakopane głęboko uczucia. One nie przepadły. Popatrz na męża oczami, którymi kiedyś na niego patrzyłaś. Jeżeli go kochałaś, jesteś w stanie pogodzić się z nim. Odrzuć truciznę, która toczy Twoją duszę. Póki Twój mąż zyje jest nadzieja na pogodzenie się i lepsze życie. Szkoda marnować własne i życie i szczęście, bo potem może być za późno.
                  • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 23:12
                    Ten człowiek nie jest już tamtym człowiekiem, trudno spojrzeć na niego jak na tamtego. Trzeba spojrzeć na coś nowego, na co spojrzeć warto. Widocznie tego nowego nie widać, bo nie wzbudza innego spojrzenia. Nieufność do "starania się" jest zrozumiała, bo cóż to znaczy -stara się. Może to -stara się- jest tylko zamazywaniem tego co się stało, przywracaniem poprzedniej rutyny, w której czuł się bezpiecznie. To nie jest zmianą sytuacji, ani nawiązaniem relacji, która może się rozwijać na zmienionych warunkach. Nie przekonuje, że pragnienie tamtego poszukania szczęścia naprawdę właściwie ocenił i czy dostrzegł, które szczęście jest tym prawdziwym i czy w ogóle dostrzega w tym szczęście, czy balast do pogodzenia się z nim za bytową wygodę.
                    • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 29.09.24, 00:12
                      Ja sie wlasnie cały czas obawiam, ze ta "zmiana" to tylko wygodnictwo i wyrachowanie. Nie jestem w stanie uwierzyc w dobre intencje, ale jestem tez za słaba, by odejść. Jestem strasznie pokiereszowana, ale jeszcze umiem myśleć.

                      Na jakim etapie terapii jestem-nie wiem. Tęsknię za starym zyciem, ktorego nie bede juz miała, bo to niemożliwe. Nie umiem zaakceptowac nowej sytuacji. Człowiek, ktorego kochałam i za ktorego wyszłam juz nie istnieje. Czy chcę tego nowego-nie wiem. Pragne sie tylko uwolnić od tego wszystkiego, tylko nie wiem jak i w którą stronę.
                      • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 29.09.24, 10:31
                        Przy udawaniu traci się rozeznanie własnych emocji. Trzeba je na terapii rozpoznać i ponazywać by wyjść z zagubienia czego chcesz. To nie jakaś wina, tylko taki jest psychiczny mechanizm, którego się nie przeskoczy w takich sytuacjach. By wyjść z błędnego koła trzeba to przepracować. By znaleźć drogę, mgła musi opaść.
                      • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 19:34
                        I tu pojawia się pytanie, czy on się na pewno stara, skoro nie masz pewności, czy to tylko wygodnictwo i wyrachowanie. Jak spędzacie ze sobą czas?
                        • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 08:00
                          On sie stara, zmiana jest duza. To ja nie potrafie wybaczyc mu tej przeszlosci, i to ja jestem na te starania zamknieta. Pewnosci nie mam, bo nie ufam. Juz raz mnie skrzywdził. A co warte jest bycie razem bez zaufania? No nic. I dlatego mną takie rozterki targają. Nie umiem totalnie rozeznac, co nim kieruje, chęć powrotu do mnie i jakies uczucie, czy faktycznie tylko wygodne zycie. Gdybym umiala to rozeznac, wiedzialabym co robic. Boję sie, ze skoro sie to wszystko stało, to moze sie stac drugi raz. A tego bym juz na bank nie zniosła.
                          • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 08:23
                            Masz prawo mu nie wybaczyć, masz prawo nie zapomnieć. Nie musisz tego robić. To że on się stara nie oznacza że ty masz działać wbrew sobie.
                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:25
                              Otóż to. Przede wszystkim warto byłoby się zastanowić, jaka by dla adaminy była korzyść tego wybaczenia. Na razie mowa tu tylko o utrzymaniu status quo, ale to kiepski status quo.
                              • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:39
                                Wybaczenie nie oznacza zapomnienia, tylko zaakceptowanie faktu i zamknięcia tego etapu. Fakt coś zmienia i buduje się i z nowych klocków w nowym miejscu. Razem, albo osobno, zależy jaki istniejący materiał po katastrofie się znajdzie.
                                • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:59
                                  Wybaczenie równa się zaakceptowanie faktu?
                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 12:26
                                    Pewnie każdy wybaczenie interpretuje trochę inaczej, ale akceptacja dla faktu chyba rzeczywiście zdaje się najsensowniejszym wyjaśnieniem. Aczkolwiek może nie chodzi o akceptację dla zdrady, ale akceptację, że to się stało, się nie odstanie, jest częścią naszej historii.
                                  • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 13:07
                                    Jako przyjęcie do wiadomości i że tego co zaistniało się nie zmieni. I nie walczenie z tym, jakby to można było zlikwidować z zaistnienia.
                                  • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:10
                                    Dlaczego moje wypowiedzi potrzebują akceptacji moderatora?
                                    • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:17
                                      A co ci zniknęło? To sformuj to inaczej.
                                      • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:21
                                        Trzy wiadomości, w których pisałam że akceptacja a słowo na wy ... Acz...ie ( bo może to to słowo jest źle odbierane na tym forum) są bardzo dalekie od siebie.
                                        • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:25
                                          Może po akcji rozpirzenia tego forum przez taniąradę, są bardziej uczuleni na wulgaryzmy.
                                          • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:34
                                            Ani jednym moim poście nie ma wulgaryzmu.
                                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:28
                                          Czym w takim razie jest wybaczenie?
                                          Wiesz, przeczytałam wątek jeszcze raz i z tego, co rozumiem, adamina chodzi na terapię indywidualną, na małżeńską nie. Gdyby na taką chodziła, rozumiałaby intencje męża, gdzie w tym powinny być córki, a nade wszystko rozumiałaby kiedy i dlaczego jej małżeństwo się popsuło i kto jaki miał w tym udział. W takim wypadku byłoby łatwej wybaczyć. U mnie nie poszło trudno, gdy zdałam sobie sprawę, że zdrada męża to pokłosie. Pokłosie tego, że byliśmy razem jedynie logistycznie, ale nie mentalnie. Znacznie łatwiej jest - paradoksalnie - gdy zejdzie się z roli ofiary i sprawcy jako drugiej osoby. Gdy dojdzie się do wniosku - każde z nas jest ofiarą, każde z nas jest sprawcą wtedy przychodzi właśnie akceptacja, że do tego dojść musiało.
                                          • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:37
                                            Mogę zaakceptować że ktoś mnie zdradził ale w dalszym ciągu nie muszę mu tego wybaczać. O ile brak wybaczenie skutkuje końcem małżeństwa.
                                            • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:47
                                              Wybaczenie nie oznacza braku konsekwencji. Jest po to by się samemu nie miotać w destrukcyjnych emocjach. Ale jaki mieć na to pogląd i co z tym zrobić, trzeba mieć jasną głowę, by nie nawarstwiać błędów i samemu nie dobudowywać katastrofalnej sytuacji.
                                              • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:54
                                                Więc nic nikomu nie musiałam wybaczać, bo w dalszym ciągu nie rozumiem.

                                                Dla mnie wybaczenie to nie wracanie do danego tematu, przynajmniej w formie wymówek.
                                                • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:01
                                                  Jak to nie jest w formie trupa w szafie, gdy się nie trąca tematu, ale śmierdzi, to owszem wybaczenie to jest.
                                            • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:02
                                              eagle.eagle napisała:

                                              > Mogę zaakceptować że ktoś mnie zdradził ale w dalszym ciągu nie muszę mu tego w
                                              > ybaczać. O ile brak wybaczenie skutkuje końcem małżeństwa.


                                              a możesz zaakceptować że ktoś przeżywa coś inaczej niż by się myślało, albo że rozumie coś inaczej niż Ty? :-)
                                              • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:32
                                                Akurat moja odpowiedź była do całkiem innego, pobocznego tematu. O tym, jak ja rozumiem wybaczenie i akceptacja. Że dla mnie nie są równoznaczne.
                                                • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:35
                                                  tak :-) ja wiem
                                                  i właśnie o to rozumienie definicji mi chodzi :-)
                                                  no niestety czasem się nie dojdzie do jednej :-D
                                                  • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:38
                                                    ale przepraszam, może niepotrzebnie się wtryniam w ucieranie jednolitego rozumienia :-D
                    • nida21 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 29.09.24, 09:36
                      Bez szczerej rozmowy z mężem nie dowiesz się, jak z jego punktu widzenia postrzega istnienie dalsze Waszego małżeństwa. Zorientujesz się, czy zrobił się wygodny i wyrachowany. Będzie Ci może łatwiej podjąć decyzję. Ty też nie jesteś już tą samą kobietą, z którą ożenił się Twój mąż. Starego życia juz nie bedzie, ale nowe życie też może być ciekawe i satysfakcjonujące jeśli oboje się postaracie.
                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 08:02
                        Wiele razy rozmawialismy, on deklaruje jasno. A ja nie deklaruję niczego bo sie boję kolejnego bólu. I wlasnie totalnie nie umiem rozeznac, czy to wyrachowanie czy nie.
                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:26
                          Czy Wy aby na pewno chodzicie na terapię małżeńską?
                          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:31
                            No tak🙂 na małżeńską🙂
                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:05
                              Długo? Bo jeśli krótko, to może jeszcze warto dać szansę, może jeszcze nie przerobiliście najważniejszych dla siebie rzeczy? Mówisz terapeucie, co Cię gnębi w kontekście męża, co niepokoi, co chciałabyś wiedzieć?
                              • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:22
                                Widzę, że w starterze jest, półtora roku. Sporo.
                                • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:26
                                  ikonieckropka napisała:

                                  > Widzę, że w starterze jest, półtora roku. Sporo.

                                  w terapii ważny jest cel, a nie termin
                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:30
                                    Nie no jasne, aczkolwiek martwi mnie, że po takim czasie Ada wciąż nie zna intencji męża i nie chce włączać ojca w wychowanie.
                                    • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:33
                                      ikonieckropka napisała:

                                      > Nie no jasne, aczkolwiek martwi mnie, że po takim czasie Ada wciąż nie zna inte
                                      > ncji męża i nie chce włączać ojca w wychowanie.

                                      wiesz kropka, jak to czasem jest ciężko o elementarne zaufanie :-) prawda?
                                      to ono też jest potrzebne w tym o czym piszesz
                                      zostało zniszczone, a odbudować trudno
                                      • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:38
                                        Dla mnie trwanie w takim stanie związku, to nie jest niemożność działania, ale działanie. Zobacz co zrobiłeś i teraz w tym gnij.
                                        • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:42
                                          yadaxad napisał(a):

                                          > Dla mnie trwanie w takim stanie związku, to nie jest niemożność działania, ale
                                          > działanie. Zobacz co zrobiłeś i teraz w tym gnij.

                                          heh, no tak też można na to spojrzeć, fakt
                                        • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:54
                                          yadaxad napisał(a):

                                          > Dla mnie trwanie w takim stanie związku, to nie jest niemożność działania, ale
                                          > działanie. Zobacz co zrobiłeś i teraz w tym gnij.

                                          Tylko że ona gnije w tym razem z nim. A z nimi i córka.
                                          • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:58
                                            Może to poświęca dla, nie chcę pisać zemsty, ale ukarania.
                                          • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:01
                                            jak się nie ma jasnego poczucia co dalej
                                            to tak jest
                                      • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:44
                                        Jasne, wiem, może za bardzo tutaj odbieram wątek przez swój pryzmat, bo nam z naszą relacją poszło trochę szybciej, a wiadomo, to mogą być zupełnie inne sytuacje.
                                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:47
                                          Acz mimo wszystko na miejscu adaminy zastanowiłabym się, jaką właściwie korzyść ma nieść wybaczenie z jednoczesnym trwaniem w tym związku, czy widzi jakąś możliwość, by czuć się dobrze z mężem. Może być tak, że wcale nie chce się w tym urządzić, że wcale nie chce darować. I w jej przypadku może być tak, że będzie to łatwiejsze i dla niej lepsze. Może cięzko idzie na terapii, bo adamina ma w rzeczywistości inny cel, niż się wydawało początkowo.
                                          • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:49
                                            to też nie byłoby zaskoczeniem
                                            cele się zmieniają
                                            czasowo znikają
                                            itd
                                        • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:55
                                          Zaufania się nie odzyskuje, ale zdobywa. Bo zaufanie, że nigdy nie zakocha się w innej i będzie pierwszej miłości wierny jak odzyskać, jak się stało. Można znowu zbudować zaufanie, ale reorganizując je razem. Indywidualnym zachowaniem bez odzewu nie ruszy się z punktu, zaufanie to zawsze relacja.
                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:37
                                Rok. Oczywiscie ze mówię. Juz powiedzialam wszystko. Ale to ciagle otwarte sprawy, nie są zamkniete w zaden sposób i ciagle krawią. Czasem mniej, czasem bardziej.
    • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 28.09.24, 23:41
      No ja nie wiem, nie wiem, ale z tego, co piszesz, przebija straszny entitlement... Sorry, ale nie bede glaskac, bo mnie to odpycha. Corka nie jest Ci nic winna, to naturalne, ze dla studentki dom jest hotelem. I zdrowe! Ona buduje wlasny swiat, wlasne relacje. Jak bedziesz madra, to w nim zostaniesz, jak glupia, to nie. Twoja rola jest ja wspierac baezwarunkowo, nie pouczac, jak teraz to robisz, tylko starac sie zrozumiec jej wybory.

      Nie wydaje ci sie, ze nie jestes kompetentna w pouczaniu corki, jak sie buduje relacje? To mloda kobieta. jak na obyczaje jej pokolenia, dosc dlugo czekala z ta posciela. Ma prawo, a wrecz obowiazek widziec inaczej normy w relacjach damsko-meskich. To nie jest twoje pokolenie, jej swiat jest inny, nic o nim nie wiesz. Czybys nie rozumiala, ze starcy zawsze kwestionuja wybory mlodych, ktore nigdy nie sa gorsze od swiata starcow, tylko po prostu inne? A moze jej podswiadomie zazdroscisz, ze Ty nie mialas nigdy udanego, pelnego pasji zycia erotycznego?

      Lepiej sie ogarnij z ta corka, bo to, co piszesz, jest okropne.
    • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 01.10.24, 21:30
      A może zacznij żyj w prawdzie.

      Przestań oszukiwać wszystkich dookoła że jest dobrze. Powiedz że jest Ci źle z mężem i nie chcesz z nim byc jak mąż i żona. Nie chcesz rozwodu, podziału majątku, ale tak jak on przestał się o Ciebie troszczyć lata temu to ty teraz przestajesz się troszczysz o niego. Zacznij żyć dla siebie.
      Tyle lat pozwalałas mężowi na zdradę może w końcu warto aby poniósł jej konsekwencje.
      Najpierw zacznij od siebie, zdrowego egoizmu, rób tak aby tobie było dobrze.
      • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 01.10.24, 22:50
        Trzeba się jakoś zorientować czego się oczekuje. Bo nie można twierdzić, że mąż jest obojętny, a jednocześnie mieć w stosunku do niego oczekiwania, bo tym jest nieufność. Taki stan porzucenia i przywiązania jednocześnie kończy się zawsze starciem, spontanicznym, a wiec bardzo niebezpiecznym. Trzeba wyznaczyć sobie cele, również te emocjonalne i przemyśleć rozwoje akcji.
        • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 01.10.24, 23:21
          Ale mąż może nie być obojętny wobec niej, pewnie nie jest. Tylko że swoim postępowaniem zamknął pewien etap ich życia. I otworzył ten w którym autorka postu cierpi i pomimo leczenia, terapii i wielu rozmów nie jest lepiej. Ona musi dać sobie pozwolenie na zamknięcie tego związku, a nie ciągłą walkę o niego. Nie stanie się nic strasznego jak przyzna przed światem że jest nieszczęśliwa, jak przestanie kłamać - pewnie to ją tak zjada.
          Niech jej celem będzie pogodzenie się z sytuacją którą ma w domu: jest źle, bardzo źle. I dopiero wtedy może ruszyć dalej, ku lepszemu.
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 01:35
            Moje najblizsze otoczenie wie, ze nie jestem szczesliwa. Udaję, bo muszę-wiadomo, w pracy, wsrod dalszych znajomych. To nie są rzeczy do opowiadania każdemu. Ci, ktorzy są blizej mnie, wiedzą od dawna, znają całą prawdę. Łącznie z rodzicami.

            Nie mam pojęcia, co znaczy zyc dla siebie. Zawsze najpierw liczyli sie inni, kosztem siebie oczywiscie. Przywykłam, w sumie to taki model wybrałam. Teraz czuję okropną pustkę. Nie wiem, czy chce byc z mężem czy nie. Wiem, ze moje zycie zmieniło sie nieodwracalnie, zdaję sobie z tego sprawę, natomiast mam klopot z akceptacją tego stanu rzeczy, i pewnie dlatego tak się morduję nie umiejąc niczego sensownego zrobic ze swoim zyciem. Nie widze zadnego wyjscia. Dlatego jestem tutaj.

            • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 02:09
              Wydaje mi się że zapętliłaś się w tym wszystkim ( po twoich wszystkich tu wypowiedziach, nie tej ostatniej). Że wszystko to co robisz teraz, nie doprowadzi Cię do innego, lepszego stanu. Musisz coś zmienić. Odpocząć, odciąć się. Może samotny wyjazd na weekend, i ciąg takich wyjazdów. Aby być tylko sama ze sobą. Może zwolnij z terapią, mózg też potrzebuje przerwy aby to wszystko sobie poukładać, przestać się samobiczować. Za dużo o tym wszystkim myślisz, kręcisz się w kółko. Uważasz że za wszystko jesteś odpowiedzialna, wszystko kontrolujesz, wszystko jest w twoich rękach, że jak się bardziej postarasz to się uda - odpuść. Odetchnij i niech się wszystko samo toczy, czasami z tobą, czasami obok ciebie.
              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 07:46
                To trafna diagnoza, ja sie strasznie poplątałam, dlatego pisze o tym narozniku, klatce itd. , ze wszystko mi sie na łeb zwaliło, a decyzje córki dobiły choc przeciez to wszystko trwa i nie wydarzyło sie nagle, czy w jeden dzien. Czy jasie samobiczuję? Chyba nie, po prostu w takim jestem stanie emocjonalnym. , czyli nienajlepszym niestety, z czego zdaję sobie sprawę. Po prostu nie umiem z tego sie podniesc, bo nie wiem, co robić ze sobą i swoim zyciem. Jest we mnie totalna gonitwa mysli. Odpuścic? Dobra rada, tylko jak? Zeby sobie pomoc, musze sie pozbierac, a totalnie nie wiem jak. I tu wlasnie jest problem. Wyjazd to dobry pomysĺ, ale nie chce zostaiac mlodszego dziecka tylko z ojcem. Poza tym, wyjazd to nie panaceum na wszystko, ale jak odzyskac kontrole nad sobą, jak sie dowiedziec od siebie czego tak naprawde chcę--nie wiem. Mam wrazenie, ze terapia nie tylko nic mi nie daje, ale czasem miesza. W czasie tego obecnego załamania byłam u pani psycholog z mężem, omawialismy pewne sprawy. I wyszlam prawie rozjuszona, a nie uspokojona jak zwykle, z garścią informacji do przetrawienia. Raczej bym powiedziała, ze ze złością i buntem w głowie. Tak chyba mialam drugi raz od kiedy chodzimy,. No ciezki przypadek ze mnie, to tez wiem, jestem niestety rozumnym człowiekien, i troche o pewnych sprawach i mechanizmach wiem. Zdaję sobie sprawę, ze siedze na dnie i niszcze samą siebie, ze sie zadręczam, ale wyjsc z tego dna nie potrafię. Moze dlatego ze wiem, ze po tym dnie czeka na mnie decyzja, której obawiam sie podjąć no miazga ze mną, wiem🙈
                • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 08:01
                  Ile ma twoja młodsza córka ?

                  Dlaczego nie chcesz zostawić ją z tatą? Jego stan jest tak zły ? Moja mama miała depresję i opiekowała się nami w każdym okresie swojego życia - oczywiście oprócz tych co była w szpitalu. Ewentualnie niech zostanie na noc u babci, cioci, koleżanki. Na wszystko jest rozwiązanie. Zawsze możesz pojechać z córką, beztroskie zakupy, wypad na basen, muzeum. Miej przynajmniej jeden, dwa dni w miesiącu kiedy odcinasz się od tego wszystkiego, przestajesz wszystkim kierować - świat się nie zawali.

                  Co chcesz uratować terapią?
                  Siebie czy męża i małżeństwo? A może nie widzisz siebie bez męża?

                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 14:38
                    Ma 15 lat, jest pod opieką psychologa, a ja sie boje prania mózgu od ojca-moze niepotrzebnie, ale sie obawiam, jak zresztą wszystkiego. Z córką oczywiscie jechac moge, to nie problem.
                    Natomiast na pozostale pytania nie znam odpowiedzi. Chcialam ratowac malzenstwo, w imie tego, ze moj mąż naprawde przez całe lata byl dobrym partnerem i ojcem. Ale teraz nie wiem, czy ma to w ogole sens. Siebie w przyszlosci to w ogole nie widze, ani z mężem ani bez. Finansowo jestem niezalezna, dam sobie rade. Przerazają mnie jednak zmiany, te wszystkie formalnosci, i to, ze nie bedzie odwrotu. Ja ciezko znosze zmiany wszelakie, a tu rewolucja-wiec wygląda na to, ze wole tkwic w gównie niz podjac jakąkolwiek decyzję. A to mnie dobija niestety😪
                    • nida21 Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 15:35
                      Eagle dobrze Ci radzi, jeżeli chodzi o wyjazd. Ja też jestem tego zdania, że powinnaś wyjechać, ale sama i na tydzień. Do hotelu lub pensjonatu w odległy rejon kraju. Jak tam się znajdziesz sama, to najpierw będziesz płakać, puści wszystko to co w sobie dusisz. Po kilku dniach zaczniesz się uspokajać. Najlepiej przyglądać się swoim problemom z boku, gdy nie musisz niczego udawać ani chować głęboko uczuć. Nikt tam nie będzie Ciebie znał. Będziesz sama ze sobą i nabierzesz dystansu do swoich spraw. Myślę, że dla Ciebie to ostatnia deska ratunku na przemyślenie życia i dojrzenie do podjęcia decyzji.

                      Napisałaś: Nie mam pojęcia, co znaczy zyc dla siebie. Zawsze najpierw liczyli sie inni, kosztem siebie oczywiscie. Przywykłam, w sumie to taki model wybrałam. Teraz czuję okropną pustkę

                      I teraz nadszedł czas dla Ciebie, żeby coś dla siebie zrobić - czyli wyjazd, bo ten odpoczynek jest Tobie bardzo potrzebny. Córkę zostaw w domu z ojcem, nic jej się nie stanie. Przecież mieszka z ojcem w domu.
                      Nie myśl, że nikt sobie rady nie da bez Ciebie. Dadzą i to dobrze. Jak Ciebie zabraknie, świat się nie skończy,
                      więc wyluzuj i zatroszcz się o siebie, o siebie z miłością żebyś mogła wrócić do domu odmieniona i spokojniejsza.
                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 19:39
                      Jeśli obawiasz się prania mózgu przez ojca, to już raczej nic z tego związku nie będzie. Nie widzisz go ani jako ojca, ani jako partnera.
                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 19:38
                  Czy przypadkiem sama nie masz depresji? I dlaczego wahasz się zostawić córkę z mężem, który ponoć jest tak świetnym ojcem? No i przecież zawsze możesz wyjechać z córką.
                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 08:18
                    Pisałam, ze on był swietnym ojcem. Czas przeszły uzyty celowo😉 jak moze byc swietnum ojcem obecnie, skoro tak zawiódł i mnie , i dzieci. Tak, obawiam sie prania mózgu, nie wiem czy slusznie, ale jestem tak podejrzliwa ze kreslę w glowie rozne scenariusze. Za dużo myslę, za duzo analizuję. Mam taki umysł, no a to zranienie i brak zaufania totalnie mi brudzą głowę. Jestem na lekkich antydepresantach, nie wiem czy mam depresję czy nie, przechodzę raczej takie okresowe kryzysy , pu czym wracam do jakiejs formy. . W kazdym razie- na lekach i terapii jestem. Mąż ma stwierdzoną depresję lękową.

                    Teraz wyjechac nie mam jak, koniec roku sie zbliza. Szef nie da urlopu, za duzo pracy.

                    Bylam sama na 10 dniowym urlopie na wakacjach, córka byla wtedy na obozie. Nie bardzo to niestety pomoglo na ulozenie sobie czegos w głowie. Owszem, odpoczelam, wyspalam sie, teoretycznie cos ułożyłam w głowie. Wrocilam do domu i po tygodniu, moze dwóch byl powrót do stalego stanu.
                    • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 08:22
                      > Wrocilam do domu i po tygodniu, moze dwóch byl powrót do stalego stanu.>

                      I nie daje Ci to do myślenia ? Powodu do podjęcia decyzji.

                      Nikt Ci nie pomoże jak sama sobie nie pomożesz.
                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:52
                        eagle.eagle napisała:

                        > I nie daje Ci to do myślenia ? Powodu do podjęcia decyzji.
                        >
                        > Nikt Ci nie pomoże jak sama sobie nie pomożesz.

                        Daje. Wiem.

                        Tylko nie umiem sobie pomóc.

                        Dlatego piszę sobie tutaj, zeby spuścic ciśnienie choc troche. Ale to i tak nic nie da, bo nie umiem podjąć decyzji. Żadnej.
                    • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 10:54
                      W samotności można tylko odetchnąć od męczącej atmosfery, ale psychicznie nie zmienia się sposób widzenia sytuacji. By się wydostać ze swojego schematu trzeba wejść w inny, znaleźć się w "innym świecie", gdzie sprawy wywołują inną atmosferę, inne niż nasze są wyobrażenia i mają one autorytet, czyli odbiera się je jako realne i zakotwiczone w rzeczywistości. Jak ma się dobrych znajomych, czy innych bliskich, takie przeniesienie robi często to samo co terapia. Ale jak się pisze o udawaniu, to raczej takiego otoczenia się nie ma. Trochę tu się dziwię terapii, że potrzeby takiego wsparcia nie dostrzega. Bo choćby to, że zwróciłaś się do forum, twój umysł instynktownie o takiej potrzebie wie. Musisz zobaczyć świat w innej chemii mózgu, a tej zmiany nie dają medykamenty, bo świadomość wie, że to plaster, ulga niezakotwiczona w rzeczywistości i na całokształt widzenia się nie przenosi. Myślę, że powinnaś zasugerować terapii, by z jej znajomości ciebie i jej własnego doświadczenia z pracy zasugerowała ci kierunek w czym powinnaś się znaleźć, by wyjść z kociołka, w którym się topisz. Bo w nim rozwiązania nie znajdziesz, są w nim wciąż te same składniki i smak ciągle ten sam. A w końcu to się przypali.
                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:33
                      Też jestem po zdradzie, nigdy nie uważałam, że zdrada męża to cios bezpośrednio w dzieci, nie przenosiłam swojej krzywdy na nie, bo miałoby to olbrzymi wpływ na ich relacje z ojcem, a naprawdę można być dobrym rodzicem bez związku z drugim biologicznym rodzicem.
                      Jakie to miałoby być pranie mózgu? Przedstawienie się jako dobry rodzic? Tego nie chcesz? Jeśli tak, to zmieniłabym terapeutę, bo na razie pielęgnujesz swoją krzywdę, ale to nic, więcej: przenosisz tę krzywdę na innych, i dobrze się czujesz, jeśli dzieci też są nośnikiem Twojej krzywdy. Nie dajesz mężowi szansy nie tylko w relacji z Tobą, ale także dziećmi. Chcesz by był winien, by całe życie nosił ten krzyż i był karany także przez dzieci za to, co zrobił. A to jest Wasza sprawa, nie Waszych dzieci. One mają prawo do czasu z ojcem. Maja prawo nosić swoje zdanie względem sytuacji, a nie Twoje.
                      Może nie taka jest prawda, ale, wybacz, tak to odbieram i postanowiłam to napisać, bo być może da Ci to do myślenia.
                      • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 12:44
                        I wiesz? Jeszcze taka przestroga ode mnie. Dwójka naszych dzieci spojrzała na sprawy w taki sposób, że uznała, że ich ojciec pozostaje ich ojcem, że schrzanił jako mąż, ale nie chcą go dyskwalifikować jako tatę, bo w tej roli zawsze się świetnie sprawdzał. Nasze najmłodsze dziecko poczuło, że nie ma zmiłuj, musi stanąć po mojej stronie, że mąż i ojciec to to samo, ta sama zdrada również na nim. Wziął moją krzywdę na siebie i jako nastoletni dzieciak ją pielęgnował i to mocniej ode mnie. W całym swoim życiu najbardziej żałuję, że wtedy nie zareagowaliśmy, że nie wzięliśmy go do psychologa. Bo tak się dziwnie złożyło, że starsza dwójka z różnymi perturbacjami, ale dzisiaj jest super ludźmi, którzy ogarniają swoje dorosłe życie. Najmłodszy wciąż jest ofiarą, wciąż jest małym chłopcem, odrzuconym w swojej głowie przez ojca wedle logiki - jeśli mamę ojciec porzucił, to mnie też. I ma to swoje bardzo głębokie konsekwencje, z którymi nasze dziecko już do grobu pójdzie. Dlatego moja propozycja - zrób wszystko, żeby ojciec jeśli się stara, rósł i się rehabilitował w oczach dzieci, daj mu tę szansę. Nie dopuszczaj do sytuacji, w której Twoje córki poczują się przez niego zdradzone. Bo to Ciebie zdradził, nie je. Ty jesteś ofiarą. I chyba nie chcesz, żeby Twoje dzieci weszły w dorosłość z syndromem tejże. Zanim zaczniesz oceniać ich związki, pomyśl nad ich relacjami z ojcem.
                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 14:08
                          W ogóle to tak jeszcze się zastanawiam, dlaczego w ogóle Twoje córki wiedzą, że mąż Cię zdradził. Bo wynika z Twoich wypowiedzi, że wiedzą, skoro "je zawiódł".
                          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:49
                            Wiedzą. Nie od początku, i oczywiscie nie ze szczegółami, ale wiedzą. Nie da sie tego ukryc przed dziećmi, ze sie miedzy rodzicami psuje. Starsza córka zgłębiła temat sama, byla juz dorosła i poskładała klocki. A potem niestety musialam z dziecmi porozmawiac. I nie musialam duzo mowic. Same widziały co sie dzieje. Wyjazdy ojca, nagle telefony, wychodzenie z domu i totalną zmiane zachowania. Myślę, ze dzieci podejrzewaly wczesniej niz ja. Bo ja dlugo go bronilam, bo pracuje, bo zarabia, bo musi wyjsc, musi wyjechac itd. To ja bylam głucha, ślepa i głupia, nie moje dzieci niestety. Popełniłam kupę błędów, bedac pewną, ze mnie sie to nie moze przydarzyc. A jednak. Tak, bylam głupia . I dalej jestem, bo nie umiem pogonic czlowieka, ktory nas skrzywdził. I chyba ratunku dla mnie to juz nie ma. Sama sobie winna jestem, zem jest taka, jaka jestem. Tak, to juz tez wiem, i nie trzeba mi tego uswiadamiać wiecej.
                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:54
                              Między "się psuje", a "ktoś zdradził" jest przepaść.
                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:00
                              Powinnaś pogonić dla dzieci. Bo z tego nic nie będzie, a pokazujesz córkom złe wzorce. Plus mieszkając z mężem w relacje córek z ojcem, żywiąc do niego urazę, powodujesz, że też na ojca patrzą przez pryzmat tej zdrady i Twojej krzywdy.
                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:45
                                Wiem to wszystko. Ale nie umiem odejść.
                            • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:36
                              > Popełniłam kupę błędów, bedac pewną, ze mnie sie to nie moze przydarzyc.>

                              A niby co i jak inaczej mogłaś zrobić ?
                              Jakbyś zauważyła wcześniej to nic by nie zmieniło.

                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:49
                                Moze by zmieniło. Nie wiem. Na pewno powinnam była zareagowac wczesniej, czego nie zrobiłam. I tego, ze tak długo pozwoliłam nas krzywdzic nigdy sobie nie wybacze.
                                • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 17:52
                                  adamina-adamina napisał(a):

                                  > Moze by zmieniło. Nie wiem. Na pewno powinnam była zareagowac wczesniej, czego
                                  > nie zrobiłam. I tego, ze tak długo pozwoliłam nas krzywdzic nigdy sobie nie wyb
                                  > acze.

                                  To teraz zrób to co uważasz że powinnaś zrobić wtedy.
                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:14
                                    Nie mam na tyle odwagi i siły . Tu jest problem. Nie potrafie zdecydowac.
                                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:36
                                      A może jednak potrafisz i już zdecydowałaś? Jeszcze nie fizycznie, ale psychicznie już tak. Bo skoro mąż się stara, a Ty tych starań nie odbierasz, jeśli wciąż nie rozumiesz jego intencji, minęło już trochę czasu, jest terapia, a Ty się boisz zostawić męża z córką, nic nie piszesz o Waszym wspólnym spędzaniu czasu...
                                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:01
                                        Wątki mi uciekają😉 spedzamy troche czasu razem, w lecie troche na rowerkach, pare dni urlopu na wyjezdzie, teraz częściej siedzimy w domu, bo ja mam wiecej pracy i mniej czasu. Jak jest ladnie, to bierzemy mlodą i jedziemy gdzies za miasto w niedzielę. To tak wygląda, jakbysmy sie uczyli siebie na nowo, w tych nowych warunkach. Na terapii uczymy sie rozmawiac na nowo.

                                        Ale ja jestem juz bardzo zmęczona tym wszystkim. Gdybym sie zdecydowała, byloby po wszyskim. Nie umiem podjąć decyzji-żadnej.
                                        • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:44

                                          Ty jesteś zdecydowana i to bardzo. Ty jesteś zdecydowana ciągnąć to małżeństwo, robisz wszystko aby to małżeństwo trwało. Nie odpuszczasz, ciągle coś wymyślasz, terapie, a teraz np musicie być razem aby nie przysporzyć córkom zmartwień, to one są najważniejsze ich spokój i aby rodzice byli razem. Wszystko co robisz i mówisz świadczy o tym że ty jesteś zdecydowana i dążysz tylko do tego.
                                          • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:50
                                            To bycie razem i nieprzysparzanie córkom zmartwień... One już mają zmartwienia i rodzice, którzy tylko mieszkają ze sobą, tylko to pogłębiają. No chyba, że coś zmienią w swoim związku. A ja wrócę do czego innego i zadam pewne pytanie: co, adamino, mogłabyś zrobić dla siebie, tak po prostu dla siebie. Dalej - może zamiast zastanawiać się, co mąż może zrobić dla Waszego małżeństwa, Ty też się zastanowisz, co mogłabyś dla niego zrobi. Bo jesteś w stagnacji, chyba sama nie wyciągasz ręki, choć w tym tkwisz.
                                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:55
                                              O, wiem jak to ująć. Ten układ, w którym Ada widzi w mężu wiarołomcę, nie pozwala także córkom spojrzeć inaczej na ojca, to będzie rzutowało na ich relacjach i relacjach dziewczyn z mężczyznami. Więc myślę, że zupełnie nie jest to żaden dobrostan córek, bo w domu z dwójką rodziców ciągle mają ten kontekst zdrady.
                                              • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:59
                                                I gdy sama o tym myślę, to... Dla najstarszych dzieciaków dobrem była sytuacja, w której ojciec się wyprowadził, bo nie mieli tego kontekstu, rzadko nas widywali razem po tym, co się wydarzyło. Dla młodszego pewnie inaczej. Ale teraz mi przyszło do głowy, że ja bym się chyba z mężem nie zeszła, gdyby on został wtedy w domu. I może, Ado, powinnaś się sprawdzić? Może przestańcie ze sobą mieszkać na jakiś czas i zobaczycie wtedy, czy macie ochotę reanimować związek, czy łączy Was tylko wspólny budynek.
                                                • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:32
                                                  Tak, tylko ja mam wrażenie, że przy całym rozgoryczeniu i niby zagłębieniu się w sytuacji, jest jednocześnie z powodu straty nie przyjmowanie jej do świadomości. Dlatego ta niemożność decyzji i ruchów, kroków do przodu. Z przywiązania do tego co było, czy wydawało się, że jest, jest taki syndrom nie przyjmowania rzeczywistości jakby to odwracało stracone. Nawet opisywane ignorowanie sygnałów zdrady, widzianych przez córkę mogło wynikać z wyparcia, utrzymać wyobrażenie tego, do czego jest się przywiązanym. A mówienie o klapkach na oczach córki, z jednej strony jest psychologiczną prawdą, że na pewnym etapi nie ma się szans z krytyką, z drugiej strony może być uproszczeniem tematu przez terapeutkę, by Adę odciągnąć od tematu, by nie na niego przenosiła energię działania, tylko na swój problem.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:34
                                                    A to też możliwe, dzięki, że się odniosłaś.
                                              • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:24
                                                Kropka, przecież ja wiem że najlepiej dla dziewczyn by było gdyby ich rodzice byli szczerzy ze sobą i z nimi (oczywiście bez szczegółów) a nie udawali że wszystko jest ok. Napisałam to bo autorka szuka tematów zastępczych do swoich zamartwien i powodów dlaczego musi dalej być z mężem.
                                                • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:27
                                                  Przecież nawet to że córka nie może zostać sama z mężem w domu. Przecież jakby się z nim rozwiodła to by to było prawie na porządku dziennym, znaczy tata - córka , sam na sam. Kolejny powód dlaczego nie może odejść od męża, aby ten nie robił prania mózgu.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:33
                                                    A w tym jeszcze więcej niż coś. To zakłada bardzo znikomą kontrolę nad ich relacjami, ale dla dzieci warto. Nawet jeśli boli.
                                                  • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:06
                                                    Oczywiście powinno być " robił pranie mózgu", bo poprostu mógłby mieć fajną, rodzicielską relację z córką, a którą ona nie mogłaby kontrolować.

                                                    Np. moja mama do tej pory nie może zdzierżyć że mogę z ojcem żartować, przecież on jest tym złym, tym który tyle krzywdy nam wyrządził - i oczywiście że nigdy tego nie powiedziała na głos, wystarczy że wtrąca się w każdą naszą rozmowę i go "tępi" przy mnie - a ojciec nie pije już ponad 20 lat.
                                                    Tu pewnie jest podobnie.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:13
                                                    To jest bardzo trudne, ale nie wolno zdradzonym blokować takich relacji.
                                                  • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:19
                                                    Przeciez to proste - autorka watku forsuje narracje "zdrazil tez dzieci, nigdy sie juz z tego nie podniosa" zeby w postronnym (oraz swoich) oczach zmaksymalizowac jego "wine". Boi sie utracic kontrole nad relacja corka-ojciec, zeby corka czasem nie zobaczyla jak to wyglada oczami drugiej strony, stad wymysla "pranie mozgu".
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:19
                                                    juz chyba o tym pisalam, nie pamietam. O tzw praniu mózgu ja sie dowiedzialam od psycholożki młodej. Nawet nie podejrzewałam niczego podobnego. To było w fazie głębokiej depresji męża, dla mnie marne pocieszenie. Dla wyjasnienia-córka jest objeta pomocą od paru lat, nie
                                                    ma to zupełnie zwiazku z naszą sytuacją.

                                                    Teraz mąż zachowuje sie inaczej, ale mój strach pozostał.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:23
                                                    Coooo???
                                                    Zaraz, i Ty jeszcze z nim jesteś, jeśli dochodziło do takich rzeczy? O jakim praniu mózgu mowa?
                                                    Przepraszam, ale coraz mniej wierzę w ten wątek i w te dziwne relacje między Wami, psychologami i psychoterapeutami.
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:28
                                                    Wierz albo nie, wszystko, co pisze jest niestety prawdą. Psycholożka młodej powiedziala mi, ze nastawiał ją przeciw mnie i dziecko było miedzy młotem a kowadłem. Moze to źle nazwalam praniem mózgu, moze zbyt ostro. Ale takie są fakty.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:30
                                                    Od takiego człowieka się odchodzi. Chyba, że chce się nauczyć córki bycia ofiarą, ale wtedy słowa nie można powiedzieć o tym, jak się prowadzą. Wedle wzorców. Matka się nie szanowała, ja też nie będę, bo nie umiem, nikt nie nauczył.
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:38
                                                    Niestety, to prawda i mam to na tyle głowy. Tyle, ze to mleko juz sie wylało, a ja nie zareagowalam wtedy kiedy powinnam była.
                                                  • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 23:12
                                                    A po co, wtedy, nastawiał przeciw tobie? Chyba, że miał zamiar się rozwieść, ale dama nie chciała być więcej niż przygodą i sprawa się rypła. Bo po co mu wtedy deprecjonowanie ciebie? Chyba, że dla uciszenia cię, byś nie burczała w sprawie trwania romansu i twoje pretensje, że coś tu nie gra, nie miały znaczenia w ciepełku domowej wygody.
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 23:30
                                                    Zabrzmi jak usprawiedliwianie, choć daleka jestem od tego- on byl wtedy w ostrej fazie depresji, sprawa sie wydała, nie mam pojęcia co chciał osiągnąć. Moze to zebym w oczach młodej nie była taka idealna, choc przeciez nie jestem. Ale młoda odebrała sytuację po swojemu-zerojedynkowo. Mama dobra, tata be. A to jednak tez przekłamanie. Tyle, ze młoda tak odbiera świat.
                                                  • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 23:45
                                                    To bym rzeczywiście niedowierzała jego "nawróceniu się", staraniu bycia --małżeńskim-, bo takie deprecjonowanie nie tyle ma za cel pranie mózgu "małej", co przed nią ulewało mu się co ma do ciebie. Może w ogóle uważa, że go do tego romansu zmusiłaś. I dopóki się nie wysypie przed tobą, najlepiej kontrolowanie, na sesji, to sytuacja będzie nie rozwiązana. W którąkolwiek stronę by się rozwiązywać miała.
                                                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:32
                                                  Coś w tym jest, a nawet więcej niż coś.
                                          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:07
                                            Oj nie, ja nie jestem zdecdowana. Dalam szanse ratowania zwiazku, bo tak czułam. Ale czy to miało i czy ma szansę -nie wiem.
                                            Dzieci są pokiereszowane tak czy siak, z rozwodem czy bez. Spokoju i tak juz nie będą miały raczej. Starsza juz na swoim, a młodsza jeszcze nieletnia. Nie chce jej ciagac po sądach. No i jak pisałam, ja sama nie jestem gotowa do rewolucji pt sprzedaz mieszkania i podziału majątku.
                                            • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:14
                                              O czym ty piszesz? Od kiedy to dziecko musi byc swiadkiem na sprawie rozwodowej???
                                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:15
                                              Ale dlaczego miałabyś ciągać córkę po sądach z racji WASZEGO rozwodu? Żeby zeznawała przeciwko tacie? Co Ci chodzi po głowie?
                                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:24
                                                Jest nieletnia, bedzie wzywana. Trzeba ustalic kwestię opieki i miejsca zamieszkania. Chcialabym tego uniknąć, a ponoc to niemożliwe.

                                                Nawet mi nie przyszło do głowy ze mialaby zeznawac przeciwko ojcu, o matko droga, co to w ogole za pomysł!!!
                                                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:28
                                                  Co to za pomysł u Ciebie? Dziecko nie musi uczestniczyć w ustalaniu opieki i miejsca zamieszkania. Przepraszam, ale nie wierzę, pracujesz na wysokim stanowisku, do zdrady doszło dawno, a Ty nie wiesz, że córki nie trzeba w to mieszać? Boże!
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:31
                                                    Podpowiem, dzieci miały dokładnie 20, 15, 10, żadne nie uczestniczyło w naszym rozwodzie ani ustaleniu opieki.
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:31
                                                    Tak mi powiedziała psycholożka córki, ze moze tak być. A ja sie tym nie interesowalam. Pracuję w zupełnie innej branży. Jesli jest tak, jak mówisz, to kamien z serca.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:42
                                                    Zmień kadrę wokół swojej rodziny. O ile nie chcesz męża pozbawiać praw, ograniczać, to raczej żaden sąd córki nie wezwie, bo i co, skoro jest dwójka dorosłych. Gdyby było na noże, kto wie, ale to bardzo, bardzo mało prawdopodobne.
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 23:24
                                                    Nie zamierzałam ograniczac praw. Młoda bardzo sie bała ewentualnej wizyty w sądzie. Jesli nie jest to konieczne, to naprawde dobra wiadomosc. Ja wciaz gdzies slysze o trudnych rozwodach, czort wie, jak by wygladał mój. Ale dziecko przed tym uchronic muszę- ta myśl zakotwiczyła mi w głowie.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 23:58
                                                    Młoda się bała, a Ty nie wygooglowałaś, nie zapytałaś nawet dyskretnie rozwiedzionych znajomych, dziwne to. Tak zupełnie poważnie dziwne.
                                                  • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 00:05
                                                    Instynktownie czuje swad toksycznosci w tym watku.

                                                    Decyzja o rozwodzie nie zapadla, a z dzieckiem bylo rozmawiane o rozwodzie??? Kierowniczka i nie wie, ze dzieci sie przesluchuje, jesli w ogole, poza sala rozpraw i z psychologiem? Zgooglowanie kwestii czy to jest w ogole temat to minuta, nie trzeba byc "z branzy", co za bzdurne tlumaczenie...
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 00:22
                                                    No psycholożce uwierzyłam. Z jakiego powodu mialabym nie uwierzyc terapeutce córki? Skoro mówila, ze tak moze byc i jest to wielce prawdopodobne, no to nie mialam powodu zeby to sprawdzac. Po prostu uwierzyłam i tyle. A młoda to przepracowała na terapii.
                                                  • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 00:48
                                                    Bo nie jest prawniczka. W kwestii ktore gary sa najlepsze tez bys jej uwierzyla bezkrytycznie? Przeciez gotuje od lat.
                                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 09:54
                                                    Tak więc przepracowywała coś, co najpewniej nie miałoby wcale miejsca.
                                                    Czy psycholożka powiedziała, dlaczego uważa, że córka niby miałaby w tym uczestniczyć? Bo aż trudno uwierzyć w takie brednie. No chyba, że jest coś u Was w rodzinie, o czym nie mówisz tudzież ktoś z Was zasadzałby się na rozwód z rozlewem krwi.
                                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 19:24
                                                    Nie, nie ma nic takiego co by powodowało rozlew krwi na rozwodzie, bez przesady. Uslyszalam ze jest to mozliwe, mloda sie tego obawiala-nie ode mnie to uslyszala, nie rozmawiam z psychologiem przy córce, a rozwodem wtedy sie nie interesowałam. Uwazsm, ze psycholog postapila slusznie -jesli mloda sie bała, to trzeba bylo ten problem przerobic. Możliwe ze to młoda wyolbrzymiła tę opcję, nie wiem. Ona jest specyficzna, i wtedy akurat takiej pomocy potrzebowała i ją otrzymała. Na pewno psycholog nie zrobilaby czegos glupiego. Prowadzi mlodą juz pare lat i zna ją dobrze.
                                                  • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:11
                                                    Nieletnie dzieci mają tylko rozmowę z psychologiem przy rozwodzie, poza sądem. Chodzi o prawa rodzicielskie i miejsce zamieszkania czy kontakty z rodzicami.
                                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:08
                                  Spójrz na to realnie - do tej pory nic nie zmieniłaś, dlaczego więc sądzisz, że wtedy byś zmieniła?
                    • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 11:35
                      jak moze byc swietnum ojcem obecnie, skoro tak zawiódł i mnie , i dzieci.

                      A jak on zawiodl dzieci? Zdradzajac ciebie? :D

                      Chryste, co za baba...
                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:35
                        No kultura Twojej wypowiedzi to faktycznie, ech.... tak, zawiódł dzieci, rozwalając im bezpieczny i szczesliwy dom, który miały przez lata. To mało? To nie zawód, nie krzywda dla dzieci?
                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 15:52
                          Wybacz, ale nie był to szczęśliwy dom. To właśnie jeden z warunków wybaczenia - zdać sobie sprawę, że coś już przed pojawieniem się tej drugiej musiało być nie tak. Zadać sobie pytanie, czy tylko z jednej strony czy z obu. Mojego małżeństwa nie rozwaliła ta druga i mąż. My, tylko my je rozwaliliśmy. Być może u Ciebie jest inaczej, ale jakieś takie mam wrażenie, że niby chodzicie na terapię, ale niewiele na niej przerobiliście, skoro nawet nie znasz aktualnych intencji męża i przez pryzmat zdrady wobec Ciebie oceniasz go jako ojca. Z tym byłabym bardzo, ale to bardzo ostrożna, uważam, że wasze córki w ogóle nie powinny o tym wiedzieć - nie o zdradzie. O kryzysie trudno, żeby nie, ale powodu tego nie musiały wcale znać.
                        • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:01
                          Nie pouczaj mnie "kulturalna" kolezanko, bo od poczatku prezentujesz w tym watku bute. Szkoda, ze jestes tak skoncentrowana na sobie, ze nie widzisz, jak krzywdzisz innych.

                          Corka, ktora sypia z mezczyzna, jest DOROSLYM CZLOWIEKIEM. Jej ojciec nie ma juz zadnych zobowiazan wzgledem niej co do utrzymywania dla niej jej domu rodzinnego na swoj koszt emocjonalny czy inny. Matka tak samo. Tobie sie wydaje, ze robisz cos wspanialego dla dzieci mieszkajac pod jednym dachem z mezczyzna, o ktorym piszesz w tak lodowaty sposob? Mam watpliwosci. Masz prawo go opuscic. To nie ma nic wspolnego takze z Twoim rodzicielstwem - bycie dobra matka polega na czyms zupelnie innym niz reanimacja trupa.

                          Boisz sie zostawic corke z ojcem, ktory byl zawsze dobrym ojcem??? Serio??? Zaczynasz powoli rozgrywac dziecko w swojej walce z nim...

                          Troche mniej rozliczania innych za ich dzalania niezgodne z Twoim interesem, a troche wiecej samokrytycyzmu bym sugerowala.

                          BTW, zdrada nie jest przyczyna rozpadu relacji. Skutkiem.
    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 02.10.24, 17:45
      Poruszyłaś na terapii temat córki? Czy nie jest czasem tak, że nie mając kontroli nad własnym życiem przenosisz kontrolę na córkę?
      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:08
        Tak, oczywiscie, poruszalam. Teoria różowych okularów i klapek na oczach to slowa terapeutki. Trzeba czekac az emocje zakochania okrzepną. Zgodnie z jej radą czekam i nie rozmawiam za wiele. Nie mowie jej tez za duzo o sobie, zeby jej nie obciążac. Wiem ze i tak sie martwi, to wystarczy.

        Ale fakt, kontroli nad swoim zyciem nie mam, to akurat prawda.
        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:38
          Terapeuta raczej powinien takie rzeczy tłumaczyć etapami związku, a nie jakimiś metaforkami rodem z popkultury, które w gruncie rzeczy nic Ci nie mówią. A i gdyby z Wami rozmawiała o pewnych etapach relacji miłosnej, to i Wam byłoby łatwiej. Mam wątpliwości co do tej pani.
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:08
            No ale ona dokladnie tak tłumaczy, etapami zwiazku. Teraz jest etap euforii i zakochania, wiec etap bezkrytycznego patrzenia na partnera. Czyli tw różowe okulary czy tez klapki na oczach. Potem bedzie inny etap, proza zycia, i to bedzie prawdziwy test tego uczucia i związku.

            Jak pamietam siebie, to rzeczywiscie czlowiek mocno zakochany nie widzi nic😉 potem dostrzegłam wady, jak mi zupelnie nie pasowało, zrywałam. Wady obecnego męża jakies widzialam, ale je zaakceptowalam i jakos z nimi , jak i z moimi wadami zylismy wiele lat.
    • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:12
      córka ma prawo do swoich doświadczeń, i nawet jeśli uważasz coś inaczej niż ona, pozwól jej na swoje błędy, które wcale nimi nie muszą się okazać

      nie umiesz podjąć kroku w żadna stronę? widocznie to nie na teraz
      jesteście w terapii, to czasem trwa, pewnie przyjdzie moment że zaczniesz wiedzieć co chcesz zrobić i zaczniesz umieć to zrobić. terapia dla par może pomóc nawet w tym żeby się rozstać w cywilizowany sposób
      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:12
        Niedawno pytalam terapeutki, co dalej i jaki mamy cel. Próbowac łatać ten związek, czy tez dojsc do etapu cywilizowanego rozstania. Ja sama nie wiem. Terapeuta tez nie jest od tego. To ja musze finalnie podjac decyzję, a tego nie umiem😪 chyba jeszcze nie czas.
        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:40
          Podjąć decyzję musisz rzeczywiście sama, natomiast terapeuta powinien wydobywać informacje tak, żeby zweryfikować Was, skonfrontować, czy jest jakiś zbiór między Wami, w którym jest jednakowy cel.
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:10
            No dla mnie to ona tak troche stoi z boku, sama nie wiem. No ale nie moge oczekieac ze za nas podejmie decyzję.
            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:43
              Z boku ma stać, ale słowem nie powinna się odezwać za plecami kogoś, kogo też terapeutyzuje. A Wy na terapii powinniście się zająć bardziej swoim małżeństwem niż dorosłą córką, bo dorosła Was już nie łączy tak jak kiedyś, by miało to być Waszym głównym zajęciem. Zapatrywanie się na czyiś związek przy kryzysie we własnym jest dla mnie osobiście dziwne. Ale to tylko moje zdanie, może ktoś mądrzejszy się wypowie. Niemniej - abstrahując od kompetencji psychoterapeutki, ja wciąż nie rozumiem, co ta córka takiego strasznego robi.
              • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 20:45
                I czy przypadkiem nie robicie z córki na terapii tematu zastępczego, bo na przykład do przerobienia macie zbyt trudne rzeczy lub żadnego tematu poza dziećmi już u Was nie ma. Gdybam, nie mogę nawet mieć pojęcia, jaka jest prawda, ale może z tego gdybania coś Ci przyjdzie do głowy.
                • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:46
                  Nie, nie. To na pewno nie. Córka absolutnie nie jest tematem zastępczym. Tematów jest sporo. Najwazniejszym jest zaufanie.
                  • yadaxad Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 22:01
                    Zaufanie się ma, jeśli się wie jak jest się kimś wartościowym dla partnera. Ty w tę wartość teraz nie wierzysz i jeśli już, to mąż musi cię o tym przekonać, czym, to sprawa jego terapii. I czy ma czym.
              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:37
                Rozmawialiśmy na 2 sesjach, akurat pewne jej zachowania bardzo mocno nas wzburzyły, jestesmy mimo wszystko rodziną, a wspólnie rodzicami, no i te problemy zdominowały naszą uwagę, faktycznie, mniej było o naszych relacjach, tak jakbyśmy na chwile oboje zapomnieli o naszych klopotach, a skupili sie na dzieciach. Ale to tez nie bylo na zasadzie-nasza córka jest be, pani kochana, ratunku. Rozmawialismy o niej, ale i o naszych reakcjach i naszych zachowaniach w związku z córką. To tez sporo wniosło, bo nagle sie okazało, ze jestesmy wyjątkowo jednomyślni, a dawno tak nie było.

                Nie chcialabym tu opisywac dokladnie, co sie nam w zachowaniu córki nie podoba, nie to zresztą jest problemem głównym. Ale są to rzeczy istotne. Córka nie jest objęta terapią.
                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:44
                  Przepraszam, ale ja już chyba nie rozumiem tych zawiłości. Psychoterapeutka zna Waszą córkę, ale córka nie jest objęta terapią. Chyba nie chcesz powiedzieć, że to jakaś Wasza znajoma.
                  Natomiast, że znaleźliście wspólny kierunek - super, dobry początek, fajnie, jeśli z czasem znajdziecie też coś poza dziećmi.
                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 21:56
                    Oj nie, nie, to nie znajoma. swoich sie nie "leczy", wiem o tym doskonale. Córka troche chodziła do niej przed maturą, bo sie bała ze nie zda. Pare lat pozniej trafilismy do niej my. Córka przez jakis czas w ogole nie wiedziała, ze zdecydowalismy sie na terapię. A i terapeutka nie skojarzyła, bo minęło troche czasu. My tez nie mowilismy o tym. Moze tu zrobilam błąd, ale to, ze to nasza córka babeczka ogarnęła jakies 4 spotkania wstecz. Świeży temat.

                    I teraz sie tak zaczelam zastanawiam, co dalej i czy powinnismy kontynuowac spotkania u niej. Teraz mi dalas do myślenia. Czy wystarczy nie podejmowac tematu córki zeby móc kontynowac u niej wlasne sprawy. Nie wiem mowiąc szczerze.
          • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 01:19
            ikonieckropka napisała:

            > Podjąć decyzję musisz rzeczywiście sama, natomiast terapeuta powinien wydobywać
            > informacje tak, żeby zweryfikować Was, skonfrontować, czy jest jakiś zbiór mię
            > dzy Wami, w którym jest jednakowy cel.

            różne są szkoły
            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 09:51
              To oczywiście, natomiast pewne założenia w każdym typie są. Tu autorka najpewniej korzysta z systemówki, skoro z mężem, a i temat córki się gdzieś przewija. Warto poczytać i zweryfikować, czy jest jakiś rozwój w obszarach, o których mowa.
              mentalpath.pl/2024/04/11/terapia-systemowa-czym-jest-jak-przebiega-i-jakie-daje-efekty/
              • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 13:20
                tak, to wygląda na systemowe podejście
                ale bardziej mi chodziło o styl obecności terapeuty w tym procesie

                pisałaś "terapeuta powinien wydobywać informacje tak, żeby zweryfikować Was, skonfrontować, czy jest jakiś zbiór między Wami"

                do tego nawiązywałem
                • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 19:29
                  No ja specjalistą nie jestem, i nie wiem, jak terapeuta nas prowadzi i do czego. Nie powiem-oczekiwalam troche czegos innego, no i coraz czesciej mam wrazenie, ze to nie idzie w dobrą stronę. Ale zmiana terapeuty bylaby masakrą, ja sobie tego nie wyobrazam totalnie, zebym miala kolejny raz mówic to wszystko. To było naprawde straszne. Oj, wiele łez wylałam w gabinecie, nie chcę przez to przechodzic kolejny raz.
                  • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 19:40
                    Tylko że teraz co innego byś mówiła. Bo już część tematów przerobiłas i co innego teraz jest ważne i ważniejsze. A czasami "świeże oko" się przydaje czy też inne spojrzenie na problem.
                    Myślisz że u tej terapeutki coś nowego się jeszcze zadzieje?
                    • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 19:54
                      Nie wiem, ale cos mi mowi ze nie. Świeże oko fajna rzecz, ale trzebabyloby opowiadac to wszystko żeby sytuację naświetlic, a ja tego nie chcę, to trudne. A do dwóch terapeutów tez sie chodzic nie powinno.
                      • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 20:34
                        Tylko raz chodziłam dłużej na terapię, półtora roku, ale jakoś nie czułam że połowy już nie muszę mówić bo terapeutka to wie.
                        Później kilka razy zaczynałam terapię i ani razu nie nakreślałam mojej historii, pracowaliśmy nad tym co mi aktualnie dokuczało - wracając oczywiście do dzieciństwa - ale to i u stałej terapeutki jest konieczne.

                        Ale rozumiem, że nie lubisz nowości, siedzisz w tym co znane, wszystko inne uważasz że zabierze Ci komfort dnia codziennego.
                        • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 01:32
                          Nie chodzi o nowosci, ale zeby wlaśnie nakreslac swoj stan i spróbowac dac sobie pomóc, niestety trzeba wrócic do przeszłości, a to jest trudne.
                      • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 16:13
                        zrobisz co czujesz
                        terapia ma różna dynamikę, są momenty, że jest przełom za przełomem, są momenty stagnacji, a nawet chwile zwątpienia i pojawia się chęć porzucenia terapii czy zmiany terapeuty
                        powtórzę jeszcze raz ale wyraźniej, 1,5 roku w terapii to niby długo? guzik prawda
                        nie ma żadnego takiego założenia że po poł roku masz być w połowie drogi, a po roku to już jesteś ze wszystkim poukładana
                        w tym nie ma żadnego konkretnego terminu, żadna terapia nie jest taka jak terapia innej osoby, żadne więc porównania nie mają sensu
                        cele terapii, jej kierunek, w trakcie trwania też ulegają zmianie, bo w czasie pracy w terapii ujawniać się mogą kolejne, nie brane wcześniej pod uwagę nierozwiązane problemy

                        ale zrobisz jak uważasz, najlepiej zgłoś swoje wątpliwości terapeucie, posłuchaj wyjaśnień, słuchaj rad postronnych osób, ale nie na nich opieraj swoje kroki
                        • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 16:24
                          przemilczając przed terapeutą swoich obaw, wątpliwości, przemyśleń, emocji
                          nie spodziewaj się że terapia będzie coś przynosić

                          również twoje wątpliwości co do przebiegu terapii, są tym o czym trzeba mówić
                          czy milczysz w jeszcze innych kwestiach?
                          nie odpowiadaj mi na to pytanie, rozpatrz odpowiedź na nie w sobie
                          • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 16:38
                            Afq, podzielam w stu procentach, dobrze by było, adamino, abyś o swoich rozterkach i wątpliwościach dot. Twojego stanu i efektywności terapii opowiedziała terapeucie. A może też powinnaś zacząć pracować indywidualnie? Może aby poukładać związek, dobrze by było przyjrzeć się sobie?
                            • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 17:15
                              to jest zdaje się najlepsza droga
                              najpierw poukładać się ze sobą, a dopiero potem z innymi
                  • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 19:05
                    Moim zdaniem powinnaś przedstawić terapeutce, jakie są Twoje oczekiwania.
                    • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 09:27
                      Rozmawialismy nie tak dawno o tym, terapeutka powiedziala, ze jej zadanie to sluchac, a nie komentowac czy oceniac. No ok, rozumiem. Tylko teraz jestesmy na takim etapie, ze przychodzimy, rozmawiamy i niewiele z tego wynika. Na począrku, tak powiedzmy przez jakies 8-9 miesiecy wszystko szło bardzo dynamicznie. Wiele wtedy zostało odkryte, wiele ja sie o sobie dowiedziałam, przede wszystkim to, dlaczego moje zachowanie bylo takie a nie inne. Nie zdawalam sobie sprawy z wielu rzeczy, terapeutka to uswiadomiła. Tylko swiadomosc to dobra rzecz, ale co dalej? Jak sobie dalej z tym radzic, jak z tym zyc-nie wiem. Moim zyciem niestety wciaż kieruje strach.
                      Nie wiem, jaka obecnie jest rola terapeutki, jak ją określic, jakie mam oczekiwania. Przez ostatnie 2 miesiące znowu mam bajzel w głowie. Nie bardzo mi sie podobały ostatnie sesje- mialam wrazenie ze terapeutka jakby chciala wcisnąć cos, czego nie było, choc ja wyraźnie zaprzeczalam ze to nie tak. Mąż juz mial takie wrażenie wczesniej-niby terapeutka nie komentuje, ale jednak to robi i czasem próbuje cos wcisnac. No i włączył sie ten mój analityczny umysł, myślę i mielę . Bede kobiecie wdzieczna zawsze za odkrycie pewnych spraw. Niemniej, chcialabym nie tylko odkrywac, ale umiec sobie z tymi odkryciami poradzic i jakos zyc dalej. A terapia tylko odkrywa, a nie uczy, jak sobie poradzic. Nie wiem, jaki jest cel takiej terapii.
                      Mam porownanie, bo widze jak to u młodej leciało- tez było odkrywanie, ale potem wzmacnianie przede wszystkim. Czyli dla mnie rzecz najwazniejsza- co zrobic, zeby sobie poradzic. Z awanturami, ktore urzsdzał ojciec, z zastraszaniem, przeciaganiem na swoją stronę, z problemamu z akceptacją w szkole, z lękiem przed sprawdzianem z matmy, itd, itp. Widzę po młodej, ze jej to bardzo pomogło, ze od pewnych spraw umiala sie odciać. Wiadomo, ma wzloty i upadki, ale tez radzi sobie jakos. Moja ostatnia prosba do terapeutki-oswoic rozwód, przygotowac na rozwód, zeby w razie W młoda umiała to jakos znieść. I mloda ma takie wsparcie, uczy sie swoich dobrych stron, odkrywa siebie i pracuje nad slabościami, walczy z lękami. No to zupelnie inna terapia, moze przez ten pryzmat ja czegos innego oczekuję. W kazdym razie, uwazam ze samo odkrycie problemu nie wystarczy, trzeba go umiec przetrawic i rozwiazac. Tego rozwiazania nie ma, a problemy sie nawarstwiają.
                      • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 14:10
                        Ech, no właśnie, bo zgadzam się z afq, nie można oceniać czy półtora roku to długo czy krótko - obiektywnie, ale subiektywnie już tak. A więc sama musisz to rozsądzić, czy ma to sens.
                        Patrząc na terapie swoje i osób z rodziny, mogę powiedzieć, że gdyby mój starszy syn miał czekać co najmniej półtora roku na rozwiązanie swoich problemów... Obawiam się, że mogłoby już go z nami nie być. Najmłodszy - to samo, zwariowałby ze sobą, a jego otoczenie z nim.
                        Ważne więc zdaje się określenie potrzeb, wyznaczenie czasu dla jakichś celów. Terapeutka powiedziała Ci, że jej zadaniem jest słuchać. Niekoniecznie, to kwestia jej modelu pracy. Jej preferencji. A jakie są Twoje? Może więcej osiągnęłabyś z terapeutą, który jednak nie tylko słucha. I tu znów odwołam się do własnych doświadczeń - gdybyśmy teraz chodzili (którekolwiek z nas) do terapeuty, który wyłącznie słucha... No nie, na przykład dla mnie terapia to nie podcast, tylko dialog, wymiana perspektyw, ćwiczenia, budowanie empatii, zrozumienia, wybaczania, godzenia się, ustalenie błędów, szukanie sposobów na minimalizację ich konsekwencji, ustalenie ról, powinności, rozdzielanie odpowiedzialności w odpowiedni sposób. Ale to ja. Ty musisz zastanowić się nad sobą, natomiast absolutnie nie jest tak, że każdy terapeuta wyłącznie słucha. Zależy od nurtu i zależy od samego terapeuty.
                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 16:35
                  To prawda, jeden psychoterapeuta tylko słucha, inny naprowadza na jakieś konkrety.
                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 09:29
                    Dokladnie tak. Wysluchanie to bardzo wazna rzecz, ale ja potrzebuję nie tylko wysłuchania, ale przede wszystkim wsparcia.
                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 14:14
                      Hm, nie wiem, czy możesz od terapeuty oczekiwać wsparcia. Tego chyba jednak szukałabym gdzie indziej.
                      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 21:44
                        Wsparcie dla mnie to nie jest poglaskanie po główce i powiedzenie -ojej, jaka jestes biedna, współczuję Ci. Wsparcie dla mnie to rozpoznanie problemu i nauka, jak sobie z nim poradzic. Takiego rodzaju wsparcia oczekuję. Takie wsparcie dostaje młoda i to mi by sie przydało mnie. Moze przeceniam role terapeuty, ale nie wydaje mi się, moim zdaniem psycholog powinien wspierac pacjenta, zeby tenże umial sobie poradzic. Może sie myle, nie wiem. Nie znam sie na tym.
                        • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 22:23
                          Sorry, że tak prosto, ale może mogłabyś spisać sobie wady i zalety każdego z rozwiązań (rozwód czy pozostanie razem) i wagę tych wad i zalet, i nad tym przeprowadzać refleksje.
                          Samo słuchanie przez terapeutę moim zdaniem to za mało, nie wiem w jakim nurcie pracuje wasza terapeutka, mi więcej pomagała bardziej dyrektywna terapia.
                          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 22:29
                            Robilam to juz. Różnie wychodzi. Nigdy nie było zdecydowanej przewagi którejkolwiek opcji. Ale myslę, ze to tez niestety jest spowodowane lękiem.
                            • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 22:33
                              Mówi się, że niepodejmowanie decyzji też jest decyzja.

                              A co mówi Twój instynkt (nie wiem jak to dokładnie opisać po polsku, takie Twoje głębokie, wewnętrzne poczucie, bez roztrzasania na rozum, co byś bardziej chciała)?
                              • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 23:11
                                > Mówi się, że niepodejmowanie decyzji też jest decyzja.>

                                Mam wrażenie że, w tym temacie, jest tylko brana tylko jedna decyzja pod uwagę - decyzja o rozstaniu.

                                A jak nie ma rozstania- tzn nie ma decyzji.

                                A to jest jednak trochę inaczej jest.

                                Zostanie z mężem i ratowanie małżeństwa to też decyzja.

                                A że Admina źle się z tym czuje ... Ale ma prawo w niej trwać.
                                • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 23:19
                                  Nie, chodziło mi o albo o podjęcie decyzji o pozostaniu razem albo o rozstaniu. Bo w takim zawieszeniu to trudno żyć. Ale oczywiście decyzji nie da się wymusić na sobie, ona musi dojrzeć.
                                  • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 23:22
                                    Mi się wydaje że ona podjęła decyzję o pozostaniu z mężem, bo to co robi ku temu dąży, np wspólna terapia.
                                    Przecież jakby od niego odeszła też by mogła być nieszczęśliwa - tego co będzie nikt nie wie.
                                    • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 23:31
                                      Dlatego napisałam, że niepodejmowanie decyzji też jest decyzja - w tym przypadku o byciu nadal razem, tylko poprawie tej relacji na terapii, zdobyciu zaufania, przekonaniu, że jest to dobra decyzja.
                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 07.10.24, 15:02
                                Walczę, więc pewnie podskórnie chcę uratowac ten związek. Ale nie jestem tego pewna. Niczego nie jestem pewna, jest we mnie strasznie duzo emocji i boję sie popełnić błąd. Bo decyzja bedzie na reszte zycia, jakakolwiek by nie była.
                                • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 12:35
                                  Dlaczego na resztę życia? Przecież to, że teraz postanowisz zawalczyć, nie oznacza, że za pięć lat uznasz, że to jednak nie to. Albo że za pięć lat po rozstaniu i separacji nie uznasz, że tęsknisz za mężem.
                                  • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 12:38
                                    I może w tym problem, że za bardzo wybiegasz, myślisz o tym, czego przewidzieć się nie da, snujesz scenariusze, w czym umyka Ci tu i teraz.
                                  • eagle.eagle Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 12:48
                                    ikonieckropka napisała:

                                    > Dlaczego na resztę życia? Przecież to, że teraz postanowisz zawalczyć, nie ozna
                                    > cza, że za pięć lat uznasz, że to jednak nie to. Albo że za pięć lat po rozstan
                                    > iu i separacji nie uznasz, że tęsknisz za mężem.

                                    Też jestem tego zdania. Zmieniajmy życie aby tu i teraz było nam dobrze. Za rok, dwa, dziesięć zmienimy tak aby wtedy było dobrze. Rozwód nie zawsze oznacza zerwanie z kimś wszystkich relacji. Można się później przyjaźnić a nawet zejść spowrotem. Bycie teraz razem i walka o małżeństwo teraz też nie oznacza że za pół roku nie będzie można powiedzieć: już nie chcę walczyć, chcę odejść.

                            • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 22:36
                              Lęk czasem może być uzasadniony, niestety jest też druga opcja - czasem przeszkadza podjąć mądra decyzje.
                        • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 22:54
                          A czy liczysz się z tym, że terapeuta "mocniejszy" by Ci powiedział: oprócz systemówki, indywidualnie; że powiedziałby: pani oczekuje, że ja dam drogowskaz albo powiedziałby Ci: pani najpewniej nie chce wybaczyć, tylko chce utrzymać status quo, którego już nie ma?
                          Pytam zupełnie poważnie, bo oczekujesz od terapeuty więcej, ale byłabyś na to gotowa? Na przykład na zadanie - zostawienie córki z ojcem i niewykonanie ani jednego telefonu?
                          Wiesz, może Twoja terapeutka wyczuwa, że byłoby to dla Ciebie nazbyt radykalne i być uciekła, a zaniechanie byłoby gorsze od bardzo mozolnego dochodzenia do celów. Tak też może być.
                          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 07.10.24, 14:59
                            Powiem tak-ja na nic co sie wydarzyło na terapii nie bylam gotowa. Wydawalo mi sie, ze po prostu-wylejemy brudy, nauczymy sie siebie nawzajem, zaczniemy rozmawiac i tyle. A tu niestety trzeba było siegnąć duzo głębiej. I padło wiele twardych i ostrych słów, ze wszystkich stron.
                            Ja obecnie jestem strasznie zdołowana, i potrzebuję rady, jak sie podnieść i co zrobic, zeby przetrwac. Kolejna sesja niedlugo, no zobaczymy.
                            • szare_kolory Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 07.10.24, 20:03
                              adamina-adamina napisał(a):

                              > Ja obecnie jestem strasznie zdołowana, i potrzebuję rady, jak sie podnieść i co zrobic, zeby przetrwac. Kolejna sesja niedlugo, no zobaczymy.

                              No to może, po prostu, to nie jest czas na decyzje. Może jeszcze potrzebujesz czasu i przestrzeni, żeby sobie wszystko poukładać. To nie wyścig, może nie musisz nakładać na siebie samą presji, że jakieś decyzje trzeba podjąć tu i teraz. Bądź dla siebie dobra, poświęć sobie w ciągu dnia choćby krótką chwilę, ale tak mądrze. Niech to będzie kąpiel, posiłek, książka albo myśl, byle to było coś, co Cię zbuduje i da Ci coś dobrego. Jak to mówią starzy Chińczycy: "jak nie wiesz co zrobić, to się herbaty".


                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 07.10.24, 21:54
                                Masz rację, to nie czas. Natomiast ja jestem bardzo, bardzo zmęczona. Juz nie moge wytrzymac, po prostu. Dlatego próbuję sobie pomóc, i nijak nie wychodzi. 😪
                                • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 19:23
                                  Natomiast ja jestem bardzo, bardzo zmęczona. Juz nie moge wytrzymac, po prostu

                                  Rower albo karnet na cos: basen, silownia. I do oporu.
                                • szare_kolory Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 20:21
                                  adamina-adamina napisał(a):

                                  > Masz rację, to nie czas. Natomiast ja jestem bardzo, bardzo zmęczona. Juz nie moge wytrzymac, po prostu. Dlatego próbuję sobie pomóc, i nijak nie wychodzi. 😪

                                  Jedno jest pewne: wszystko się ułoży. Zawsze się układa: gorzej lub lepiej. Zadanie na teraz to może wcale nie decyzje, a raczej wyobrażanie sobie czy nawet planowanie Twojego życia za miesiąc, pół roku, rok, 3 lata. Ale nie tak, że lamentujesz nad córką, a potem być może nad czymś innym. Tylko raczej: gdzie jesteś, z kim, czy siebie lubisz, czy uczysz się czegoś nowego, czy tli się w Tobie jeszcze jakaś nadzieja. A może właśnie za tych parę lat jesteś w kompletnie innym miejscu w życiu, bo stałaś się silniejsza. Jest taka jedna dobra i dosadna rada: "od.pi.e.r.d.ol się od siebie".
                                  • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 21:03
                                    No chwilowo nie bardzo mam nadzieję na cokolwiek i nie widzę siebie w przyszłości. Próbuję sobie poradzic z dnia na dzien , no ale cieżko sie zyje, jak tej nadziei nie ma. Jest tylko stagnacja i egzystencja. Terapeutka niedawno mowila o żałobie, to jest cos w tym stylu. Płaczę za tym, co utracone, niestety-pewne rzeczy zostały utracone bezpowrotnie. Chcialabym wydobyc sie z tego stanu i zacząć znowu życ. Moze kiedys bedzie to mozliwe, na razie nie jest. No spory dół mnie dopadł, zdaję sobie z tego sprawę. Boję się ze to bedzie trwało i trwało, a ja sie bede tylko pogrążać. Próbowalam sie wyżyć fizycznie, pomogło na chwilę. Z dnia na dzien mam coraz wieksze siano w głowie. Terapeutka mówi-daj sobie czas, przeżyj to. No daję sobie czas. Tyle ze w tej chwili to nie pomaga, a ja sie pogrążam.
                            • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 12:40
                              Terapeuta nie będzie Ci doradzał, chyba pragnęłabyś, aby ktoś zdjął z Ciebie odpowiedzialność, ale terapeuta winien dążyć do czegoś zupełnie odwrotnego.
                              • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 18:27
                                Nie, nie tego oczekuję. Napisalam wyraznie-oczekuję wsparcia, a nie decydowania za mnie.
    • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:15
      i jeszcze coś,
      przyszłaś się wygadać, jak dla mnie to w porządku
      to czasem też pomaga, zwłaszcza że to tego co piszesz, może wrócić i spojrzeć na swoje własne słowa raz jeszcze
      co nie jest możliwe w zwykłej, nawet najlepszej, rozmowie
      • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 16:19
        ..więc wygaduj się do woli, bez względu na to jak cię ktoś oceni
        to twój ból i on w tym rządzi
        a nie rozsądek innych ludzi
      • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 03.10.24, 18:09
        Czytalam juz kilka razy😉 tak, ja sie przyszlam wygadac. Tylko tyle.
        • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 01:17
          adamina-adamina napisał(a):

          > Tylko tyle.

          i aż tyle ;-)
          • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 04.10.24, 19:32
            Teraz to nie wiem czy dobrze zrobilam. Akurat bylam w fazie załamki i słabosci. Liczylam sie oczywiscie z oceną, niemniej, troche mam zamieszania w głowie teraz. A mój analityczny umysł oczywiscie mieli i myśli. Za duzo myśli i za dużo mieli. A jak ten młynek wyłączyc to tez nie wiem.
            • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 16:46
              Osoba, z ktora powinnas rozmawiac, jest mezczyzna, ktoremu ewentualnie dasz szanse. Wiecej i szczerzej. Nie jaks glupia czy madra terapeutka, ta lub kolejna, i nie randomy w sieci. Uciekasz od rozmowy z jedyna istotna osoba w tej historii.
              • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 17:16
                no pewnie, pod warunkiem że się umie rozmawiać z drugim człowiekiem, o wspólnym problemie
              • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 19:02
                Terapeutka może w tej rozmowie pomóc. Tylko z moich doświadczeń wynika, że terapeutka na początku chciała wiedzieć, czy ma pracować na sesjach nad porozumieniem czy rozstaniem.
                • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 19:03
                  A tu może faktycznie pomoc równoległa terapia indywidualna dla Ciebie.
                • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 19:09
                  To cos dziwnego. Skad ktos, kto przychodzi do terapeuty, mialby od razu wiedziec lub mialby od razu byc zrodlem wiedzy, czy ma byc rozstanie czy porozumienie.

                  Tylko terapie krotkoterminowe, nastawione na cel. Nikt mnie raczej nie przekona, ze babranie sie w sobie latami sluzy czemukolwiek innemu niz temu, zeby terapeuta mial na wikt i opierunek. Watkownica korzysta z uslug dlugo, a wydaje sie byc nadal w punkcie wyjscia. Natomiast co kase puscila, to puscila. Karnet na basen bylby skuteczniejsza inwestycja.
                  • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:16
                    yppah napisała:

                    > To cos dziwnego. Skad ktos, kto przychodzi do terapeuty, mialby od razu wiedzie
                    > c lub mialby od razu byc zrodlem wiedzy, czy ma byc rozstanie czy porozumienie.
                    >
                    Z tym się spotkałam na terapii systemowej. Ale z kolei na terapii współuzależnienia dopiero podczas albo na końcu terapii podejmowałysmy refleksje nad kontynuacja lub zakończeniem związku.
                    • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:22
                      Duzo wiesz o terapiach. Mozna by Cie nazwac ekspertka od strony klientki/pacjentki. Ale czy uwazasz, ze dzieki tym przygodom z terapiami masz lepsza kontrole nad swoim zyciem...?
                      • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:31
                        Należałoby bardziej zadać pytanie, czy terapie dają takie zrozumienie siebie, że wie się, czego chce i rozumie, jak to osiągnąć. Bo to dopiero prowadzi do kontroli. Terapeuta raczej kontroli nie da, podsunie skrzynkę z narzędziami, by ją samodzielnie odzyskać.
                        • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:43
                          No wlasnie, ale sensem i koncowym efektem terapii musi byc lepsza kontrola nad wlasnym zyciem, lepsze samopoczucie itd. Inaczej chyba szkoda czasu i kasy?
                          • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:52
                            To prawda, ale nie da się, jak zauważył tu afq, określić, kiedy ten efekt ma nadejść. A w trakcie bywa, że jest gorzej, niż było, bo cele zaczynają się mieszać. Dla mnie osobiście liczy się kwestia postępu, czy są jakiekolwiek zmiany czy stagnacja, ale to u mnie. Natomiast efekt... Też nie da się go założyć bez żadnego kontekstu. Efekty też muszą być celami realnymi, czasami terapia nie załatwi wszystkiego. A sam klient musi mieć cele i w nie wierzyć. Musi chcieć je w ogóle wyznaczyć. A często nawet jeśli wyznaczy na teraz, one się mogą zmienić i może się znowu pogubić i wrócić do terapii.
                      • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:39
                        Każda z terapii była odpowiednia na dany etap mojego życia - jedna w młodości, która pomogła mi dorosnąć i się usamodzielnić. Druga systemowa - pomogła na wiele lat posklejać moje małżeństwo, dzięki czemu córki mogły dorosnąć w rodzinie.
                        Potem terapia DDD, która jednak nie poukładała do końca moich relacji z rodzicami. Teraz, jak dam radę warsztat 3 miesięczny (spotkania raz na tydzień) dla opiekunów osób z demencja, może coś mi pomoże.
                        Co do kontroli nad swoim życiem to nie wiem, czy jest to do końca możliwe, są inni ludzie, różne okoliczności. Wierzę, że Bóg ma kontrolę nad moim życiem i to mnie pociesza.
                        Ale swoją drogą lubię być w terapii. Tak sobie myślę, że przydałaby mi się jeszcze terapia do radzenia sobie z nadmiernym, zgeneralizowwnym lękiem i zamartwianiem się oraz obniżonym nastrojem, ale tak do końca nie wierzę, że da się z tym poradzić tak prawdziwie przy pomocy terapii. Chociaż podobno terapia poznawczo-behawioralna jest w tym dobra, ale mi jak dotąd się to nie udało.
                        • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:46
                          Ale swoją drogą lubię być w terapii.

                          No wlasnie takie robisz wrazenie. Nie wiem, czy to jest az tak dobrze. No ale skoro w jakichs aspektach Twoje zycie sie poprawilo, to moze i tak.
                          • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:55
                            Wiele lat już nie byłam w terapii :) Jakoś dawałam sobie radę. Tylko teraz od prawie roku sytuacja się pogorszyła w związku z opieka nad rodzicami i jest sporo powodów do niepokoju i obniżonego nastroju. Pomagają rozmowy z przyjaciółkami, koleżankami, też rozmowy na forum. Nie wiem, czy w tej sytuacji terapia jest potrzebna czy to kwestia okoliczności, które zrobiły sie ciężkie.
                            • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:04
                              Szczególnie, że spora część tych lękow dotyczy spraw materialnych - ciągle tu się coś psuje w domu u rodziców, a ja nie jestem zbyt zaradna w kontaktach z fachowcami, teraz z kolei wymiana instalacji gazowej u mnie w domu, znów muszę wziąć fachowca, który udostępni rury. Jakaś terapia zaradności by mi się przydala :)
                              Z czasem sprzedaż domu, aż mi się nie chce o tym myśleć.
                              • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:14
                                Bierz fachowcow z fixly i czytaj, co ludzie o nich pisza. Ja mialam mase szczescia w ten sposob. Nie wiem, moze sie w czepku urodzilam, ale trafialam na fantastycznych ludzi...
                                • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:20
                                  yppah napisała:

                                  > Bierz fachowcow z fixly i czytaj, co ludzie o nich pisza. Ja mialam mase szczes
                                  > cia w ten sposob. Nie wiem, moze sie w czepku urodzilam, ale trafialam na fanta
                                  > stycznych ludzi...

                                  Dzięki.
                                • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:25
                                  Ja w sumie do tej pory też miałam raczej szczescie, oprócz jednego, który kompletnie schrzanił robotę i mam lekki uraz. U mnie jeszcze dochodzi problem z przekonaniem ojca, że naprawa jest konieczna. Mam też we wspólnotach złote rączki, im najbardziej ufam.
                                  • yppah Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:30
                                    Jesli naprawda jest konieczna bezdyskusyjnie, bo jej brak stanowi zagrozenie, to nie ma co z ojcem dyskutowac, jesli nie rozumie. Moze zabrac go na spacer na czas naprawy czy cos w tym stylu :)
                                    • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:35
                                      On już ostatnio od leku od neurologa/w zasadzie od psychiatry/ przestał być taki agresywny i na wiele więcej się zgadza, na szczęście.
                          • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:00
                            Bo to jest tak, że pierwsza skuteczna terapia to przekroczenie rubikonu. Zwłaszcza dla osoby, która się dowiedziała, że ma jakieś czułe struny, które zostaną nadszarpnięte przez pewne wydarzenia życiowe. I taka osoba wie, jak bardzo groźne może być to, że ta struna zadrży, wyda dźwięk.
                            • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 21:07
                              I jak się przekona jak skuteczna może być taka terapia. Jak pomaga w dalszym życiu. I fakt, że potem okoliczności znów mogą nas nadwyrężyc i potrzebny jest powrót do terapii.
                      • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 08.10.24, 14:38
                        nie wiem czy mozna mieć pełnie kontroli nad zyciem
                        mozna raczej zyskać zgodę na to że się tej pełni nie ma
                        wpływ to mozna mieć na siebie, ale raczej nie na to co zycie ze soba niesie
                    • mona.blue Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 05.10.24, 20:23
                      Raczej osobista decyzje, refleksje to były w trakcie całej terapii, poznając mechanizmy alkoholizmu i współuzależnienia, czym jest nadodpowiedzialnosc, nadkontrola itp.
                  • afq Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 03:02
                    ludzie sie zglaszają do terapeuty z jakiegos powodu, wiedza co ich gniecie i potrafia to okreslic
                    nikt nie przychodzi zeby sobie zobaczyc bo moze cos mi sie zachce

                    a ze jeden problem potrafi przykrywac inny problem, do ktorego z czasem sie dociera to sie i wizja tego czego sie chce ulega zmianie

                    ale tez prawdą jest ze bez sensu jest spedzac zycie w gabinecie
                    zostawmy portfel terapeuty, ale chocby i z tego powodu ze zawsze znajdzie sie cos do rozpracowania, z czasem mozna sie spodziewac ze sie umie rozpracowac rozne sytuacje samodzielnie, do tego ta praca tez ma prowadzic

                    mi tylko rzucilo sie w oko ze 1,5 roku to juz dlugo i powinny byc efekty jakies koncowe, to nie jest sluszne zalozenie po prostu
                    • adamina-adamina Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 09:31
                      Ni dla mnie to długo. Moze i tak ma byc, i to nie jest długo, ale jestem po prostu zmeczona.
                    • ikonieckropka Re: Chyba potrzebuję się wygadać... 06.10.24, 14:13
                      O nie, o końcowych efektach w ogóle nie wspominałam, nie zrozumieliśmy się. Wspominałam o wnioskach i samoświadomości, że powinno być już łatwiej w określeniu celu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka