ziemiomorze
17.01.05, 18:18
Zwlaszcza po latach mieszkania z kims; nagla pauza, zgaszone swiatla, kiedy
wracasz do domu, zadnych zapachow-niespodzianek (chyba, ze TY zapomnisz
wyrzucic smieci) i budzenia rano wlaczonym czyjas reka radiem. Pojawia sie
miejsce na to, co sie do tej pory chowalo - wychodza fobie i leki, demony,
niewiarygodne jakies esktrawagancje i swir, czasem powazne zaburzenie. Czemu
zazwyczaj latwiej - jednak - mieszkac z kims? Czemu latwiej, ale
niekoniecznie lepiej (hehe)?
Nie zna zycia, kto nie mieszkal samemu, nie otarl sie o to powyzej, bo - w
koncu - to otarcie o siebie jest, z kims obok mniej mozliwe,