Dodaj do ulubionych

czy można tak dalej żyć???

22.09.09, 20:21
Zaczęłam od tego poniedziałku terapię na oddziale dziennym - grupa
otwarta przez trzy miesiące 5 razy w tygodniu. Miałam wielkie
nadzieje, ze może tym razem bedzie mi łatwiej i lepiej ale jest
jeszcze gorzej niż na 7F. Wiem że na początku trzeba zaplacić
frycowe bo jest się nowym - ale czy tak powinno być? Mam poczucie że
znowu mimo moich wysiłków, żeby tutaj przyjść - wszystko jest nie
tak i zaczynam znowu zamykać się w sobie, wpadać w głębszą deprechę.
Jak byłam na konsultacji to widzieli moje papiery z borderem - a mam
wrazenie że tam sa ludzie nie z tej bajki. Nie wiem co mam już robić
bo znowu gdy cos zaczęłam to wszystko zaczyna się psuć-mimo to iz
jeszcze nic na tej terapii nie zrobiam. Może to kolejny niewypał z
tą terapią, a może ja po prostu jestem inna, dziwna, niepotrzebna
nikomu? Nie mam siły walczyć, chociaż jutro zamierzam tam pójść-
zmuszam się do tego żeby dac sobie szansę- czy ja naprawdę nie
potrafię zobaczyć nic innego poza moja chęcią destrukcji całkowitej?
Jak mam żyć, skoro nie potrafie widzieć życia w innej kolorze niż
czarnym?
Obserwuj wątek
    • annarchia Re: czy można tak dalej żyć??? 23.09.09, 11:10
      A próbowałaś psychoterapię indywidualną?
      Opartą na relacji pełnej zaufania, akceptacji, zrozumienia?

      Do mnie grupowe także nie przemawiały, wcale. Nic mi nie dały oprócz miłych bądź
      mniej miłych rozmów.
      • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 23.09.09, 19:57
        miałam świetna terapeutkę ale niestety powiedziała, że ona juz nie
        może mi pomóc - chociaż raz na wielkie dzwony spotykamy się, gdy
        jestem w bardzo głebokim dołku. Potem jak byłam na 7F miałam
        indywidualną - ale babka chyba sama miała ze soba problem-wogóle nie
        mogłam z nią nawiązac kontaktu - były to raczej spotkania, żeby
        cokolwiek powiedzieć a nie coś wyjaśnić czy uzmysłowić sobie - zero
        empatii, zaufania, akceptacji, zrozumienia Miałam wrażenie że
        rozmawiam z jakims posągiem, bez wyrazu. I tak było przez cały pobyt
        na oddziale przez pół roku. Z tego co rozmawiałam z innymi ludźmi z
        nią mieli takie same problemy-babka po prostu sie chyba nie
        nadawała. Szkoda, że nie trafiłam na inną terapeutkę. Niestety nie
        stać mnie na prywatną psychoterapię więc spróbowałam grupowej, bo
        byla najszybciej. Zobaczymy co będzie dalej - ale widzę to wszystko
        w czarnych smolistych barwach.
        • annarchia Re: czy można tak dalej żyć??? 23.09.09, 22:49
          jgpk2 napisała:

          > miałam świetna terapeutkę ale niestety powiedziała, że ona juz nie
          > może mi pomóc

          No to faktycznie świetna...

          A jak długo chodziłaś na terapię? No i właśnie: jak pracowałaś na terapii oprócz
          "chodzenia"?
          • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 25.09.09, 00:05
            Cześc annarchia - tak uważam, że miałam świetna terapeutkę i
            pracowałyśmy prawie dwa lata ze sobą - ale w pewnym momencie już nie
            potrafiła mi pomóc- i szanuję ja za to że potrafiła mi to powiedzieć
            a nie ściemniać i robić coś na siłę. Nie wszyscy specjalizuja się w
            borderze - ona mi pomogła na tyle na ile mogła i za to jestem jej
            wdzięczna. Miałam z nią naprawde świetny kontakt- z żadnym terapeutą
            nie miałam nawet w połowie tak dobrych relacji-kontaktu jak z nią.
            Pozdrawiam :)
        • aigala Re: czy można tak dalej żyć??? 24.09.09, 08:43
          jgpk2 napisała:

          Niestety nie
          > stać mnie na prywatną psychoterapię więc spróbowałam grupowej

          Ale przeciez terapia na kase chorych nie oznacza wylacznie terapii grupowej. Ja
          chodze od 9 miesiecy na terapie indywidualna, spotkania raz w tygodniu i nie
          place za to nic. Koniecznie dowiedz sie o taka forme terapii u ciebie w miescie,
          bo z tego co piszesz rozumiem, ze terapia grupowa nie do konca ci odpowiada. A
          przeciez zeby dokonywac postepu w terapii sama musisz czuc ze to co robisz ma sens.

          Przerazily mnie troche twoje slowa na temat oddzialu 7F. Kilka miesiecy temu
          bylam zdecydowana aby sie tam dostac takze na polroczna terapie. Jednak
          znalazlam sie w szpitalu i cala rekrutacje diabli wzieli, a pozniej musialam
          nadrobic zaleglosci w szkole i tak jakos 7F przeszedl mi kolo nosa. Ale nie
          ukrywam, ze bardzo to przezylam, bylam nawet zdania, ze juz tylko ten oddzial
          jest mi w stanie pomoc. Podczas pierwszej wizyty kwalifikujacej na oddzial
          mialam bardzo mieszane uczucia co do tego miejsca. Ludzie bardzo oschli,
          rekrutacja tasmowa, zero empatii, no ale "to specjalisci" tlumaczylam sobie,
          "widocznie tak musi byc".
          Mowisz, ze jednak poswiecenie pol roku na terapie w tym miejscu nie przynioslo
          zadnych efektow!? Boze, a ja bylam gotowa szkole rzucic zeby dostac sie na ten
          oddzial. Moze jednak dobrze sie stalo, ze sie tam nie dostalam...
          • jgpk2 Re: aigala 24.09.09, 23:59
            Cześc aigala - to nie tak z tym oddziałem 7F - akurat w moim
            przypadku terapeutka nie dała rady- albo ja z nią- gdyby terapeutka
            była moja pielęgniarka pewnie było by zupełnie inaczej. Ale jest tam
            wiele naprawde świetnych terapeutów -niestety ja miałam pecha i
            trafiłam na niewłaściwą mi osobe- czasami tak się zdarza. Wiele
            osób, które już wyszły z oddziału mówi, że dużo im dala ta terapia-
            dlatego uważam że powinnaś spróbowac-to może byc dla Ciebie naprawde
            szansa. W sumie to dzięki też tej terapii na 7F od kilku miesięcy
            wygrywam z bulimią i nie żygagam jak kot a jest to dla mnie ogromnie
            ważne. Wszystko zalezy od Ciebie i od Twojego podejścia. Wiele osób,
            które były na oddziale studiowały, lub uczyły się i jakoś udawało im
            się to wszystko pogodzić. Jak będziesz chciała uzyskac więcej
            szczegółowych informacji to pisz a odpowiem na wszystkie pytania na
            temat oddziału 7F- oczywiście na które będę znała odpowiedź.
            Pozdrawiam :)
            • jgpk2 Re:czy mozna tak dalej zyć? 26.09.09, 23:27
              kolejne dni terapii za mną- coś ruszyło ale kompletnie nie potrafię
              nad tym zapanować. Tak głebokich odczuć nie miałam juz dawno a teraz
              po prostu, strach, panika i ucieczka. Jak widze tych wszystkich
              ludzi nie potrafie teraz nic powiedzieć, uciekam z zajęć bo nie moge
              wytrzymać tago napięcia. Mam wrażenie że wszycy mnie obserwują. Mam
              ochotę po prostu sie zabić. Czekam do lekarza bo wiem że musze się
              wyciszyć wspomagaczami i przed samym wejściem do niego uciekam -
              dlaczego- ano dlatego że panicznie sie boje że mnie znowu zamkna na
              oddziale i w pasy. Co moge zrobić skoro myślę ciagle o śmierci, o
              tym jak się unicestwić, żeby uwolnic od siebie bliskie mi osoby.
              Boję się o tym mówic komukolwiek- ale ten strach nie jest przed
              śmiercią, przed odrzuceniem - tylko przed pasami i oddziałem
              zamkniętym- bo tego nie zniosę po raz kolejny. Co robić- bo ja już
              nie znam odpowiedzi. Jak mam dalej żyć? :(
              • jgpk2 Re:czy mozna tak dalej zyć? 28.09.09, 22:47
                dalej panika mnie ogarnia, chociaż bardzo sie staram- ale mam
                wrażenie jakbym to co robie nie miało sensu. Czy wogóle jest sens
                życia z piętnem "nieprzyjaciółki borderki". Co robić żeby nie
                zwariować- schizy i jeszcze raz schizy!!! A może ja już zwariowałam-
                może nie wiem co to już jest poczucie bezpieczeństwa? Szkoda że nie
                piszecie- bo bardzo tego potrzebuję- a może po prostu za wiele
                chciałabym? No cóż sami osądzicie. :(
                • dziwny.90 Re:czy mozna tak dalej zyć? 29.09.09, 08:08
                  Niestety tutaj żaden z Nas Ci nie pomoże.. na pewno jest Ci ciężko, ale
                  jeśli jesteś borderem to jedno o co możesz być spokojna - mimo tego jak
                  bardzo źle się czujesz - to fakt, że niedługo twój nastrój ulegnie
                  zmianie. Będzie to prędzej czy później, za tydzień, miesiąc, a może
                  nawet za kilka godzin. Wytrwałości Ci życzę, wszystko zależy od Ciebie.
                  Pozdrawiam.
                  • jgpk2 Re:czy mozna tak dalej zyć? 29.09.09, 14:45
                    dzięki dziwny .90 - zdaję sobie sprawę, że nikt tutaj mi nie pomoże,
                    ale nawet czytanie Waszych postów dodaje mi trochę nadziei.
                    Najgorsza jest ta cisza i pustka. Nietety wpadam w coraz głębszą
                    deprechę i tak naprawdę nie wiem kiedy nastąpi poprawa mojego
                    chwiejnego nastroju- a trzyma mnie juz ładnych kilka dni i jest
                    coraz to gorzej. Pozdrowionka
                    • dziwny.90 Re:czy mozna tak dalej zyć? 29.09.09, 15:37
                      Uwierz mi, że wiem co przezywasz, tzn. na pewno motyw twojej deprechy jest inny,
                      ale samo przeżywanie tego pewnie aż tak bardzo nie różni. Nie ma lekko i jakoś
                      trzeba sobie pomóc choć, gdy mamy spadek humoru nigdy nie wiemy jak... Nie wiem
                      posłuchaj muzy, "wróć" myślami do czegoś co kiedyś sprawiało Ci radość może to
                      coś pomoże. Nie jesteś sama, są tacy co przeżywają bardzo podobne rzeczy. Wierzę
                      w Ciebie.
                      • jgpk2 Re:czy mozna tak dalej zyć? 29.09.09, 21:25
                        dzięki dziwny,90- jest to cholernie trudne, żeby nad soba zapanować-
                        nawet muza nie potrafi mnie wyrwac z tych szponów. Jestem po prostu
                        za słaba na zrobienie czegokolwiek. Ciągłe myśli co i jakby tu
                        zrobić żeby wreszcie się już więcej nie męczyć. Zero checi do życia.
                        Czuję sie jakbym nawet od wenątrz była martwa. Nic mi już nie
                        sprawia radości- nawet wspomnienia- czuję sie jak nawis śniezny na
                        stoku, który napewno kiedyś się zerwie i poleci w czeluść. Ale
                        dzięki za wsparcie- jest to dla mnie cholernie ważne.
                        • dziwny.90 Re:czy mozna tak dalej zyć? 29.09.09, 21:37
                          Męczyć - nie męczyć, autodestrukcja to nigdy nie jest wyjście. Jeśli jesteś w
                          baardzo głębokim dole, to przydałaby się jakaś farmakologia (na czas tej
                          depresji) bo widać inaczej będziesz miała ciężko się podnieść. Mimo wszystko
                          uważam, że kwestią czasu jest zanim przejdziesz na "drugi brzeg jeziora" i znowu
                          ponownie zaczniesz się uśmiechać, cieszyć itd. To wszystko się zmienia np. Ja
                          jeśli mam dobry humor - który też często u mnie nie gości - to korzystam z
                          "niego" w pełni, zdaje sobie sprawy, że nie będzie to trwało wiecznie, że to
                          tylko kwestia czasu, ale staram się tym cieszyć. Co do tej terapii to jak to się
                          mówi "początki są zawsze trudne", bądź dobrej myśli - jest to po to, aby Ci
                          pomoc. Życzę spokojnej nocy :)
                          • jgpk2 Re:czy mozna tak dalej zyć? 29.09.09, 22:47
                            Znowu coraz częściej myśle że autodestrukcja jest nieunikniona- a
                            wręćz mnie wciąga i pochłania- co z tego że wspomagam sie
                            farmakologią jak to nie działa- co rusz to nowe, mocniejsze leki i
                            d... blada- jak stałam nad przepaścia tak stoję. Ja Tobie tez życzę
                            spokojnej nocy. - Chyba wezme potrójną dawkę, żeby choć trochę
                            przespac nocy. :(
                            • jgpk2 Re:czy mozna tak dalej zyć? 30.09.09, 21:09
                              I jak tu dalej żyć???- jak ja mam się podnieść z tej deprechy skoro
                              jest coraz to gorzej-czy los dał mi jakąś szansę- otóż nie wręcz
                              przeciwnie ukarał mnie jeszcze bardziej. Zabrał mi na zawsze bliską
                              mi osobę- w piątek pogrzeb i nie wiem jak się mam do niego czqasub
                              pozbierać, co począć. Do du.. jest to życie- zwłaszcza gdy się
                              patrzy na okropne męki najblizszych osób. Więc po co dalej zyć?-
                              chyba po to tylko by później cierpieć.
                              • dziwny.90 Re:czy mozna tak dalej zyć? 30.09.09, 21:24
                                Pogrzeb to bardzo ponure doświadczenie nie zależnie od tego czy masz bpd czy
                                nie. Odczuwać smutek w takiej chwili to normalne, gorzej gdyby się go nie
                                odczuwało, wtedy można by się zacząć bardzo poważnie martwić... Nie ma tutaj
                                jakieś metody na pozbycie się depresji, "czas leczy rany", po prostu trzeba
                                zaczekać.
    • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 01.10.09, 23:21
      dziwny.90 napisał:

      > jakieś metody na pozbycie się depresji, "czas leczy rany", po
      prostu trzeba
      > zaczekać.

      Z tym czasem to jest tak, że od maja zeszlego roku- czas sprawił, iż
      czuję się coraz to gorzej, a teraz odejście wujka spotęgowało to po
      wielokroć. Mam coraz to gorsze "jazdy"- schizy izupełnie sobie z tym
      nie daję rady. Troszeczkę tylko farmakologia mi pomaga, że jeszcze
      żyję na zewnątrz, chodź już czuję że umarłam wewnątrz.

      Potrzeuję niesamowicie Waszego wsparcia więc jeżeli możecie i
      chcecie to piszcze do mnie. w ten sposób choc na chwile czuję, że
      żyję bo samotność sprawia, że umieram na zewnątrz a ból psychiczny i
      fizyczny sprawia, że umieram wewnątrz. :(
      • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 10.10.09, 21:36
        czy warto wogóle żyć? po jaka cholerę tak się męczyć. Zycie to jedno
        wielkie bagno-które wciąga na dno!!!
        • mkmarzena Re: czy można tak dalej żyć??? 10.10.09, 21:46
          jestem partnerem.. a własciwie byłam .. takich osób jak ty jgpk2. Dziś moja
          znajoma przegrała walkę z białaczką swojej 6letniej córki. Chce mi się wyć w
          niebo.. i mam pytanie do was wszystkich którzy tak nie szanujecie daru jakim
          jest życie... KTO WAM K>> A DAŁ TAKIE PRAWO ? Po cholerę się męczyć ? Odpowiedz
          sobie sama.. Bo TY możesz, możesz wygrać ... innym takiej szansy nie dano
          !!!!!!!!!!!!!!!! Życie jest piękne.. tylko nie każdy może żyć ! Kończę swoje
          wypowiedzi na tym forum.. tym postem.. jeśli któreś z WAS BORDERÓW TO CZYTA to
          zróbcie coś da świata.. zacznijcie szanować swoje życie i zycie ludzi którzy
          chcą wam nieść pomoc.. Trudne.. wiem.. Ogromnie trudne !!!! Ale łatwiejsze niż
          mała trumna z bukietem białych róż.
          • exross Re: czy można tak dalej żyć??? 10.10.09, 22:23
            "i mam pytanie do was wszystkich którzy tak nie szanujecie daru jakim
            > jest życie... KTO WAM K>> A DAŁ TAKIE PRAWO ?"

            Ty sobie jaja robisz? A kto Ci dał prawo wypisywać takie głupoty, jakbyś miała monopol na jedyne, jedynie słuszne zdanie?

            "Życie jest piękne.. tylko nie każdy może żyć !"
            Życie nie jest piękne, życie jest szare bure i ponure, jak deszczowy, zimowy dzień, albo jak papier toaletowy (też czasem bywa delikatne i kolorowe ;)
            Ci co żyją i się męczą, nie mogą umrzeć, choć próbują, a Ci co kochają żyć, umierają... Czyżby życie było okrutne. A skoro jest okrutne, czy może być piękne?

            "Ale łatwiejsze niż mała trumna z bukietem białych róż."
            Ile ja bym dał, żebym mógł się znaleźć w takiej trumience, nieżywy (a co za tym idzie, nie cierpiący) w bukiecie białych róż...
          • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 11.10.09, 21:11
            mkmarzena napisała: > jestem partnerem.. a własciwie byłam .. takich
            osób jak ty jgpk2. Dziś moja
            > znajoma przegrała walkę z białaczką swojej 6letniej córki. Chce mi
            się wyć w
            > niebo.. i mam pytanie do was wszystkich którzy tak nie szanujecie
            daru jakim
            > jest życie... KTO WAM K>> A DAŁ TAKIE PRAWO ? Po cholerę się
            męczyć ?

            Owszem nie ma nic gorszego niz śmierć dziecka, własnego dziecka.
            Wiesz co mkmarzena -ja juz zbyt wiele śmierci widziałam za swojego
            życia-cierpienia tych ludzi gdy nie jestem w stanie nic zrobić, dla
            moich najbliższych.

            CZy Ty wogóle kiedykolwiek doznałaś cierpienia na własnej skórze,
            będąc w niewoli własnego ciała i umysłu.

            I wiesz co myślałam że mozna walczyć o siebie, ale ta walka prowadzi
            do nikąd, zwłaszcza gdy ciało odmawia Ci posłuszeństwa, starasz sie,
            wygrywasz z wozkiem inwalidzkim, którego masz juz dosyc. czekasz na
            kolejny rzut choroby, zero wsparcia od innych, zostajesz sama i
            widzisz jak możesz w kazdej chwili stać się warzywkiem, do ktorego
            czasami przyjdzie pielęgniarka, ktora podetrze ci tyłek, lub umyje
            cię, albo nakarmi.

            Więc nie mów mi że nie mam prawa umrzeć, kiedy ja tego chcę!!! Wizja
            bycia warzywkiem jest nie do zniesienia-jeżeli wogóle wiesz co to
            znaczy nim być. A do tego ten mój popaprany borderownski i dda
            umysł. No tak moze poprosze o coś jeszcze to "wspaniałe" życie? jak
            sądzisz mało tego? :(
            • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 16.10.09, 23:27
              chyba za bardzo pojechałam z poprzednim postem. No ale trudno.
              Szkoda tylko, że to nasze życie jest takie popaprane. Z której
              strony nie patrzę to dostaję w łeb i jak z tym wszystkim dawać sobie
              radę. Jakoś nie widzę jasnych barw w tej sytuacji :(
              • dziwny.90 Re: czy można tak dalej żyć??? 17.10.09, 21:24
                Dalej Cię ta deprecha trzyma? Masz jakieś hobby?
                • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 19.10.09, 20:22
                  niestety deprecha mnie nie chce opuścić, tak się do mnie przczepiła,
                  że już na nic nie mam siły i nic nie sprawia mi ani odrobiny
                  ukojenia.

                  Czy mam jakieś hobby?- owszem miałam ale wszystko szlak trafia i nic
                  mi się już nie chce. :( Moje hobby nie sprawia mi juz wogóle
                  przyjemności a wręcz przeciwnie zamieniło się w katorgę. To całe
                  moje popaprane życie jest nic niewarte :(
    • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 24.10.09, 20:09
      mam dosyć juz tego cholernego świata- tych ludzi pijawek, którzy
      wypijaja ostatnia krew ze mnie. Czy swiat i zycie musi byc tak
      popaprane? Czy naprawde nie można liczyć na nikogo? Dajesz serce a w
      zamian dostajesz kopa w tyłek z odrzutem.

      Nie mam juz po prostu siły- wypaliłam się by dalej tak żyć!!!
      Po cholerę żyć i tak cierpiec i męczyc siebie a może i innych
      Może świat będzie lepszy beze mnie!
      Może tam po drugiej stronie tęczy swiat jest piękniejszy-
      przynajmniej mam taka nadzieję.

      Pozdrawiam wszystkich i dziękuję Wam za wszystkie posty, ktore
      pisaliście do mnie.
      Jeszcze raz dzieki i trzymajcie się - do zobaczenia kiedys i gdzieś
      tam. :(
      • aigala Re: czy można tak dalej żyć??? 24.10.09, 20:29
        chcialabym cie jakos pocieszyc, ale sama jestem w bardzo zlej formie... Ale moze
        chociaz to bedzie dla ciebie pocieszenie-nie tylko tobie jest teraz ciezko:*
      • dziwny.90 Re: czy można tak dalej żyć??? 25.10.09, 21:17
        Jakie do zobaczenia, masz mi tu pisać i to zaraz. Nie każdy "ludź" to "pijawek"
        często dana osoba wydaje nam się całkowicie inna niż jest w rzeczywistości.
        Trzeba kogoś poznać, później dopiero można stwierdzić jaki Ona/On jest. Co tam u
        Ciebie poza tym, że ludzie są nic nie warci?
      • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 28.08.10, 17:51
        cześć wszystkim - wróciłam z dalekiej podróży i ciekawa jestem na
        jak długo. Muszę trochę poczytać Waszych postów oj bo bardzo dawno
        tutaj nie byłam. Całusy dla osób które ze mną pisały :)
    • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 28.08.10, 17:59
      napiszcie coś ciekawego tak na nowy start. Po powrocie do szarej
      rzeczywistości. :(
      • aigala Re: czy można tak dalej żyć??? 28.08.10, 19:18
        witaj ponownie:)

        Az z ciekawosci poczytalam sobie co takiego pisalam do Ciebie ponad rok temu;)
        U mnie zmienilo sie bardzo duzo, tzn jesli chodzi o samopoczucie,
        funkcjonowanie, trwam w tej samej terapii o ktorej pisalam we wczesniejszych
        watkach, czyli to juz ponad rok i 7 miesiecy, ach powiem nieskromnie, ze jestem
        z siebie dumna;)
        Czuje, ze zyje mi sie duzo lepiej, ach no i mojemu otoczeniu ze mna mysle, ze
        rowniez. Ciezko pracuje na terapii, zaczelam nawet pisac bloga, co kiedys
        wydawalo mi sie totalnym debilizmem zwiazanym z zakochanymi, rozczarowanymi
        miloscia nastolatkami(nie obrazajac nikogo):)
        Czuje, ze bardzo duzo mi to daje, glebiej analizuje rozne sprawy, wracam do
        niektorych napisanych przeze mnie watkow, z czasem widze, ze inaczej patrze na
        rozne problemy. Przygladam sie sobie, otaczajacym mnie ludziom, terapii.
        Naprawde duzo mi to daje, wiecej niz sie spodziewalam;)

        No to chyba troche Cie pocieszylam:)? Moze byc lepiej, naprawde.
        • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 29.08.10, 16:14
          cześć aigala - super że u Ciebie sie troche pozmieniało. :)

          Ja niestety nie miałam takiego szczęścia - opisałam to w poście:(
          Jednym słowem prosiłam a wręcz błagałam o moc wiele osób i razy -ale
          bez skutu, czego efektem była kolejna b. głeboka deprecha i kolejny
          raz - przed którym próbowalam się ratować mimo wszystko, i naprawdę
          żałuję że się nie udało. Teraz próbuję coś zrobic ze sobą, tak aby
          przetrwać, ale nie mam pojęcia jaki tego będzie skutek. Chciałabym
          sobie dać szansę ale jak mam to zrobić skoro inni mi jej nie dają :
          ( !!!
    • annarchia Re: czy można tak dalej żyć??? 28.08.10, 20:23
      jgpk2 napisała:

      > otwarta przez trzy miesiące 5 razy w tygodniu. Miałam wielkie
      > nadzieje, ze może tym razem bedzie mi łatwiej i lepiej ale jest
      > jeszcze gorzej niż na 7F.

      A mogłabyś napisać, co konkretnie oznacza dla Ciebie to "źle" na 7F?
      Skończyłaś tamtą terapię w terminie?


      > frycowe bo jest się nowym - ale czy tak powinno być? Mam poczucie że
      > znowu mimo moich wysiłków, żeby tutaj przyjść - wszystko jest nie
      > tak

      Możesz to rozwinąć, co jest wg Ciebie "nie tak"?

      > Jak mam żyć, skoro nie potrafie widzieć życia w innej kolorze niż
      > czarnym?

      Powiem coś o moich ostatnim odkryciu, choć nie musi się ono pokrywać z tym, co
      Ty przeżywasz. Widzenie świata, ludzi, w kolorze czarnym nie tylko z czegoś
      wynika, ale i czemuś służy, przed czymś chroni, mimo cierpienia. Na przykład
      przed pozytywnymi stanami emocjonalnymi i miłymi doświadczeniami w kontakcie z
      ludźmi, przed przeżywaniem satysfakcji z kontaktów z innymi. Taka blokada na
      pozytywy. Dlaczego? Z silnego lęku przed bliskością z innymi, przed
      przywiązaniem. Bliskość uczuciowa może się jawić jako niebezpieczna, bo...
      • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 29.08.10, 16:06
        cześć annarchia- dzięki za posta. odnośnie 7F to skoczyłam terapię w
        terminie, i jak dla mnie to terapia za dużo mi nie dała. Tak jak
        opisywałam w dalszych postach nie trafiłam na odpowiednią
        terapeutkę. Nie potrafiłam rozmawiac z kobieta która zachowuje się
        jak królowa śniegu a w zasadzie "lodu". zero empatii i to nie tylko
        moje spostrzeżenia ale również i pozostałych WSZYSTKICH pacjentów
        stacjonarnych z oddziału, których ona akurat miała. :(

        Tak poza tym gdyby nie ta kobieta to reszta zajęć i ludzie byli OK
        chociaż jak to zawsze bywa na dłuższych pobytach nie zawsze jest
        kolorowo. Ale tak ogólnie to OK.

        Odnośnie drugiej terapii to było tak jak napisałam. Wydaje mi się -
        oczywiście jest to tylko moje subiektywne odczucie że chyba nie za
        bardzo byli dobrani ludzie do poszczególnych grup. Były dwie: 1-
        neurotyczna i 2-psychotyczna do której mnie dołączyli wraz ze
        schizofrenikami. Mówili żeby mówić otwarcie o swoich problemach-OK
        mówiłam co wiązało się z bardzo silnymi przeżyciami jak dla mnie i
        wyglądało to tak że grupa mnie wysłuchała albo i nie, terapeuta o
        coś sie dopytał i pozostawiał mnie z tym całkiem samą -rozwaloną
        psychicznie bez żadnej pomocy i wsparcia. Terapia miała trwać 3
        miesiące a wypisali mnie po 2 stwierdzając że już zobaczyli co mi
        jest i potraktowali gorzej jak psa twierdząc że muszę sobie sama
        teraz radzić. Czyli sama musze się teraz poskładać do kupy to co oni
        porozwalali, a leczyć mogę się ambulatoryjnie w rejonie - no i widać
        tego efekt- kolejny niestety nieudany RAZ. Próbowałam jeszcze gdzieś
        indziej niestety kolejna porażka - po kilku testach i rozmowach
        kwalifikacyjnych terapeutka stwierdziła że za dużo przeszłam i
        niestety ten ośrodek nie jest mi w stanie pomóc. zastosowała
        spychotekę tak jak pozostałe ośrodki. Kolejne próby były takie same.
        Nawet zastanawiałam sie czy jest w takim razie sens pisać i mówić
        prawdę w testach i na kwalifikacjach - skoro cię odrzucają jak
        piszesz prawdę.

        Dlatego też wszystko widzę w czarnych kolorach bez nadziei na
        szarość- życie mnie tego nauczyło bo gdy z wielkim trudem udało mi
        się poprosić o pomoc to jej nie uzyskiwałam. cała ta mrzonka o
        pomocy psychologicznej jest wielkim GÓWNEM oczywiście sa wyjątkowi
        terapeuci ale ja poza jedną osoba(z dawnych lat) na innych już nie
        trafiłam. :(
        • aigala Re: czy można tak dalej żyć??? 29.08.10, 16:38
          hmmm, a skad jestes? Lub chociaz wojewodztwo podaj, to moze akurat ktos Cie
          pokieruje do jakiegos dobrego osrodka lub przychodni.
          Jesli dolny slask, to ja bardzo chetnie Ci pomoge:)

          Ja mialam wielkie szczescie i gdzies dopiero pol roku temu zdalam sobie z tego
          sprawe. Trafilam na terapeutke, ktora jak sie okazalo pracuje tylko i wylacznie
          z osobami z zaburzeniami osobowosci lub zaburzeniami odzywiania, a mnie akurat
          dopadlo jedno i drugie, tak wiec trafilam swietnie. Babka mloda, a genialnie
          sobie ze mna radzi, nie daje sie prowokowac, co nie raz uskutecznialam, jednym
          dobitnym zdaniem potrafi mnie sprowadzic na ziemie, jakby wylala na mnie kubel
          zimniej wody. A mimo wszystko jest w tym ciepla i zatroskana o pacjenta, co
          czuje na kazdym spotkaniu. Zawsze powtarza, cos w stylu terapeuty Rachel z
          "Uratuj mnie", ze ona nigdy mnie nie zostawi, ze ona chce mi pomoc a jedyna
          osoba, ktora moze sobie zaszkodzic jestem ja sama i tylko ode mnie zalezy czy
          wytrwam w terapii, bo z jej strony nigdy nie uslysze tego, ze ona juz mi
          dziekuje, wiecej nie da sie zrobic.

          Bardzo bym chciala, zeby udalo Ci sie znalezc kogos, kto w koncu Ci pomoze,
          zwlaszcza, ze widac, jak bardzo chcesz dac sobie pomoc, szukasz tej pomocy a los
          jakos tak nieudolnie Cie kieruje, ze trafiasz na samych niewyksztalciuchow,
          ktorzy nie umieja Ci pomoc...
          • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 30.08.10, 15:47
            dzięki aigala- jestem z Krakowa i wydawałoby się że w tak dużym
            mieście nie będzie problemów z dobrym terapeutą. Ja miałam 3 lata
            temu świetną psycholog, ale niestety stwierdziła, że ona nie potrafi
            sobie juz dalej ze mna poradzić- bardziej specjalizowała się w
            terapii wspomagajacej a nie borderowskiej. Powiedziała że nawet
            gdyby chciała to nie potrafi dalej mnie prowadzić i za to ją bardzo
            szanuję. Potrafiła powiedzieć jasno że to jest za trunde dla niej a
            nie obiecywać mi gruszek na wierzbie.

            Nie rozumiem tylko jednego. A mianowicie tyle się mówi o osrodkach i
            terapeutach otwartych na NAS a tak naprawdę gdy się juz pojawimy u
            NICH to dostajemy kopa w dupę, i dalej stosuja ta swoja spychetekę.
            Ja naprawdę potrzebuję osoby, która potrafiłaby mnie poprowadzić bo
            sama wiem że nie dam rady. Zawsze się łudzę że to może ta osoba a
            potem załamka.

            Może bym miała inne podejście gdybym nie próbowała szukać, chociaż
            uwierz mi jest to dla mnie bardzo trudne - PROSIĆ o POMOC !!!.
            Dlatego pytam DLACZEGO NIKT nie chce mi pomóc. :(
            • aigala Re: czy można tak dalej żyć??? 14.12.10, 20:44
              jgpk2, zagladasz tu jeszcze? Co tam u Ciebie? Zaczelas moze jakas nowa terapie? Jak sie czujesz?
              • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 26.01.11, 20:19
                aigala napisała:

                > jgpk2, zagladasz tu jeszcze? Co tam u Ciebie? Zaczelas moze jakas nowa terapie?
                > Jak sie czujesz?

                cześć aigala, żadko kiedy zaglądam bo jakoś ludzie nie piszą to mnie jakoś tak zatkało. Nie mam weny i siły wchodzic na posty innych - mam troche ciężki czas i same czarne myśli. Nie zaczęłam żadnej terapii - ponieważ strwierdziłam że to nie ma sensu- kolejne rozczarowania,odsyłania do innych- za dużo tego było i za duża trauma pozostała- ale dzięki że pytasz:)

                A co u Ciebie? pozdrowionkia :)
                • aigala Re: czy można tak dalej żyć??? 27.01.11, 14:48
                  Szkoda, bo czuje jakas taka rezygnacje w "Twym glosie":) Nikt nie nakloni Cie do terapii, jesli sama nie czujesz takiej potrzeby, zwlaszcza, ze jak mowisz na wielu sie zawiodlas. Moze za jakis czas znowu zechcesz sprobowac, nie zarzekaj sie, ze nie, bo nigdy nic nie wiadomo;)

                  U mnie dobrze. Mimo, ze mam mase, mase problemow, chyba w sumie nawet najgorszych jakie mialam do tej pory w zyciu, jakos sobie radze.
                  Co najciekawsze jestem bez lekow od ponad 4 miesiecy, za kilka dni zaczne 5 miesiac "czystosci";) I jest dobrze. Jakby to opisac? Kiedys, gdy mialam problemy, bylam tak przytloczona, mialam poczucie, ze nikt nie rozumie, jak bardzo jest mi ciezko i ile mnie kosztuje radzenie sobie z tym wszystkim. I kazde niepowodzenia tak strasznie mnie zalamywalo a to dodatkowo blokowalo mnie na jakiekolwiek dzialanie, aby uporac sie z problemami...
                  A teraz mimo, ze wokol mnie dzieje sie bardzo zle, to mam jakies takie wewnetrzne poczucie, ze i tak dam sobie rade. Nie ja jedna mam problemy i nie ja jedna z nich wychodze. Fakt, ze wielu ludzi nie dotkna takie trudnosci jak mnie, ale czy to powod, zeby sie nad soba uzalac?
                  Tlumacze sobie co dzien "pomalu, powoli, jakos z tego wybrniesz". I malymi krokami ide do przodu. Fakt, ze zdarza mi sie poryczec, gdy juz nie mam sil, ale zwroce sie wtedy o pomoc do przyjaciolek, porozmawiam, przytule sie, poslucham rad innych ludzi i jakos mi lzej:) Kto by pomyslal, ze robie to ja, ktora 2 lata temu nie miala prawdziwej przyjaciolki i ostatnia rzecza ktora bym zrobila w chwili slabosci, to rozmawiala o tym z kimkolwiek.
                  Bardzo duzo ucze sie na terapii, nie mam napadow agresji, niekontrolowanych wybuchow emocji, takowy zdarzyl sie raz w ciagu ostatniego roku a bylo to ponad 8 miesiecy temu. Ucze sie czerpac z bycia blisko innych ludzi, co kiedys napawalo mnie tak niewyobrazalnym lękiem (samo slowo "bliskosc" juz powodowalo u mnie dreszcze) a teraz sama umiem przyjmowac od przyjaciolek troske o mnie, nawet "zwykle" ich przytulenie mnie nie zamyka mnie tak jak kiedys, sama umiem mowic o trosce o kogos, okazywac ja, no ogolnie "byc blisko".
                  Jestem jakas taka lagodniejsza, spokojniesza, mimo, ze nie biore lekow a to one przez ostatnie lata mnie stabilizowaly. Bardziej naturalnie przyjmuje rozne wydarzenia, to, ze raz cos mi sie uda, innym razem nie, to ze ktos postepuje inaczej niz bym chciala itd. Juz nie jestem takim pieniaczem i egocentrykiem ( a to, ze nim jestem, oczywiscie nie widzialam) ;)

                  Ach w sumie to moglabym pisac i pisac, bo zmienia sie wszystko, naprawde wszystko:) I moje zachowanie i moje odczucia i to jak zyje z otoczeniem w kazdym doslownie kazdym wymiarze. Ktos "zdrowy", kto czyta o tym co pisze moze sobie pomyslec "a co to za osiagniecie, ze daje sie przytulic kolezance?" albo "wielkie mi co, ze poszla sie zwierzyc przyjaciolce". Jedynie border doskonale wie, jaka walka okupione sa takie osiagniecia.

                  Chyba nigdy nie mialam takiej wiary jak teraz w poklady sil, ktore we mnie sa. Mimo, ze wokol dzieje sie zle, czesto nie po mojej mysli, to reaguje adekwatnie. Nie odreagowuje, nie wyzywam sie.
                  Jest dobrze:)

                  A Ty jgpk2 jak sobie radzisz?

                  • jgpk2 Re: czy można tak dalej żyć??? 08.05.11, 18:07
                    cześć aigala- sory że nie odpisywałam ale miałam doła. Jakoś nie po drodze mi było na nasze forum. U mnie jest nieciekawie. Ciągłe schizy, i namole mysli sm. nawet nie mam odwagi iść do swojej lekarki. Każde wyjście z domu jest dla mnie czymś niewyobrażalnym. Nie mam siły:(
                    • perpetua-mobila do jgpk2 09.05.11, 11:52
                      Hej, jako żem borderka czuje że może nie powinnam sie wtracac, ale kto jesli nie ja (my) powinnismy sobie nawzajem pomagac i sie wspierac w gorszych chwilach:]
                      Wiesz sama że musisz w końcu sie przełamać- to nie Ty-teraz nie chcesz wyjsc z domu, tylko przezyte krzywdy Cie blokuja i hamuja kazde dzialanie. To czego potrzebujesz teraz jest najwazniejsze bo przeszlosci juz nie ma, siedzi tylko w Twojej glowie. Dlatego powinnas i MOZESZ zrobic to co jest dla Ciebie najlepsze- pojsc do specjalisty. Nie warto sie tak meczyc, nie ma to zadnego sensu, szczegolnie ze pomoc masz w zasiegu reki. Trzymam kciuki ze predzej niz pozniej odwazysz sie wyjsc z domu:)
                      • jgpk2 Re: do perpetua-mobila 30.05.11, 21:41
                        dzieki za wsparcie - udało mi się dzisiaj umówić do psychola na piątek. Ciekawe tylko czy odważę się wyjść z domu i czy zdobęde na to siły. Czy wogóle warto prosić kolejny raz o pomoc?
                        • inga_beta Re: do perpetua-mobila 31.05.11, 13:37
                          jgpk2
                          Przeczytałam o tym co cię spotkało, i mnie to przeraziło, że nikt nie chciał ci pomóc w takim mieście gdzie jest tylu dobrych specjalistów.
                          Ja włąśnie w Krakowie uczęszczam na terapię już od 3 lat do bardzo dobrego terapeuty. Gdy zaczynałam, byłam na granicy choroby psychicznej, a teraz już jest o wiele lepiej. Ja nie mam bpd, tylko zaburzenia osobowości typu schizotypowego.
                          czy ten twój obecny specjalista to osoba pewna i sprawdzona? Bo może mój terapeuta mógłby ci dać namiary na kogoś dobrego, jezeli byłabys tym zainteresowana.
                          Idziesz na fundusz czy prywatnie? Mój terapeuta przyjmuje również na fundusz.
                          To F7 było na Babińskiego? Moja znajoma z forum leczy się tam obecnie.
                          • jgpk2 Re: do perpetua-mobila 05.07.11, 17:34
                            Ja byłam na 7F i interesuje mnie tylko terapia na NFZ bo na inną mnie po prostu nie stać. Z moją terapeutka niestety spotykam sie tylko raz na pół roku lub na kilka miesięcy:(
                            • inga_beta Re: do perpetua-mobila 13.07.11, 09:44
                              A nie mogłabyś spróbować dostać się na NFZ do mojego terapeuty? Podałabym ci namiary.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka