jgpk2
22.09.09, 20:21
Zaczęłam od tego poniedziałku terapię na oddziale dziennym - grupa
otwarta przez trzy miesiące 5 razy w tygodniu. Miałam wielkie
nadzieje, ze może tym razem bedzie mi łatwiej i lepiej ale jest
jeszcze gorzej niż na 7F. Wiem że na początku trzeba zaplacić
frycowe bo jest się nowym - ale czy tak powinno być? Mam poczucie że
znowu mimo moich wysiłków, żeby tutaj przyjść - wszystko jest nie
tak i zaczynam znowu zamykać się w sobie, wpadać w głębszą deprechę.
Jak byłam na konsultacji to widzieli moje papiery z borderem - a mam
wrazenie że tam sa ludzie nie z tej bajki. Nie wiem co mam już robić
bo znowu gdy cos zaczęłam to wszystko zaczyna się psuć-mimo to iz
jeszcze nic na tej terapii nie zrobiam. Może to kolejny niewypał z
tą terapią, a może ja po prostu jestem inna, dziwna, niepotrzebna
nikomu? Nie mam siły walczyć, chociaż jutro zamierzam tam pójść-
zmuszam się do tego żeby dac sobie szansę- czy ja naprawdę nie
potrafię zobaczyć nic innego poza moja chęcią destrukcji całkowitej?
Jak mam żyć, skoro nie potrafie widzieć życia w innej kolorze niż
czarnym?