on się zabił.. a my?

07.02.05, 00:02
Gdy ktoś ginie, w wypadku lub w wyniku choroby, wiadomo jest to tragedia, on
chciał żyć, ale nie bylo mu dane. Jakaś wyższa siła, Bóg, fatum,
nieszczęśliwy zbieg zdarzeń, lub co tam chcecie, zadecydował o tym że jego
życie się tu i teraz zakończy. Tak tragedia. Ale jeśli ktoś sam wybierze
śmierć? Sam zadecyduje, że już nie chce życ z różnych powodów? Zadecytuje ze
na tym p******** świecie nie ma nawet najmniejszej rzeczy dla której warto
życ. Ale rzeczy materialne są nieważne, zadecyduje że nie opłaca się przeżyć
chociażby jeszcze jednego dnia dlużej, bo i tak sie nic nie zmieni, że lepiej
będzie się zabić. Moj kolega popełnił samobójstwo, wiedzieliśmy że miał różne
problemy, ...ale kto ich nie ma? Rozmawiał z nami o swoich problemach ale
nigdy nie mówił o śmierci, był na prawdę wesoły, żartował. Moja relacja może
się wydawac chaotyczna, ale ja na prawde nie mogę zrozumieć jego
postępowania, i nas, ludzi którzy mu na to pozwolili, codziennie bylismy
swiadkami jego cichej męki a nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Po
prostu nie mieści się to w mojej świadomości, jak on musiał widzieć świat,
skoro nie przewidywał dla siebie najmniejszej nadzieji, skoro nawet nie bylo
takiego człowieka, o ktorym pomyslałby, że będzie strasznie smutny po jego
stracie i jednak by sie rozmyślił. Czy on wogóle o nas myślał? A może dla
niego bylismy tak samo mało istotni, jak lecąca właśnie w telewizji
telenowela. On odszedl a my dalej tu jesteśmy, i jesteśmy beznadziejni bo
pozwoliliśmy żeby on odebral sobie zycie, coś co jest dla innych bezcenne, i
najważniejsze (np. dla ludzi chorych na nieuleczalne choroby).Teraz czuję się
jakbym go wogóle nie znała, jakby on żył z nami ale za jakąś szklaną
ścianą... Wiem, że ten post może tu trochę nie pasować ale... nie wiem
chciałam cos na ten temat napisać, że jak ktoś popełnia samobojstwo to
pozostawia innych z pytaniami i poczuciem beznadzieji i... winy. JAK KTOŚ
MOŻE nie widzieć w życiu pozytywnych rzeczy?????????? A może ono na prawdę
jest takie, tylko my tego nie widzimy? Może wszycy powinniśmy się zabić?
ludzie i tak nigdy nie otworzą się przed drugim człowiekiem w 100% , nawet w
50% się nie otworzą, bedziemy żyć w kłamstwie i fałszu oraz przekonaniu, że
jest cacy, a może wszsycy popełnijmy samobojstwo, bo skoro są tacy ludzie
którzy nie chcą wogóle żyć, to z tym światem musi być na prawdę coś nie tak.
    • roy.jones Re: on się zabił.. a my? 07.02.05, 00:31
      jakby mój dobry kolega miał duze problemy i mi o nich mówił to bym mu pomógł na
      maximum swoich mozliwosci a nie sluchał, potakiwał a tak wlasciwie olewał bo co
      mnie to w sumie obchodzi a potem wyzalał sie na forum
      • kobieta_na_rozdrozu Re: on się zabił.. a my? 15.02.05, 23:06
        roy.jones napisał:

        > jakby mój dobry kolega miał duze problemy i mi o nich mówił to bym mu pomógł
        na
        >
        > maximum swoich mozliwosci a nie sluchał, potakiwał a tak wlasciwie olewał bo
        co
        >
        > mnie to w sumie obchodzi a potem wyzalał sie na forum


        Coz, zdaje sobie sprawe ze ten post nie oddal w pelni postaci sytuacji, pewnie
        dlatego czytam tak zlosliwy komentarz. Jednak odpowiem ci: to nie byl moj
        bliski przyjaciel, i problemy o ktorych mowil byly podobne do moich: uczelnia,
        kasa itp.. w swoja prawdziwe problemy nas jednak nie wtajemniczal, dopiero
        teraz dowiedzialam sie o nim wielu rzeczy i o jego zyciu, np o sytuacji
        rodzinnej nic nie wiedzialam i w sumie to nikt chyba nie wiedzial, co moglam
        zrobic?? moze cos moglam teraz tego sie nie dowiem, tyle..
    • isabar Re: on się zabił.. a my? 07.02.05, 00:43
      No i powoduje w nas też złośc, do której czasem trudno nam się przyznać.
      Czasem to jest chwila, moment ,podjęcie decyzji, autoegzekucja.
      Splot okoliczności, kropla, która spowodowała, że ta czara sie przelała.
      co zmieniłoby się gdybyśmy lepiej się rozumieli, moglibyśmy wtedy równie dobrze
      dopierdzielać sobie z dużo większą siłą,rozum bez serca nic nie znaczy.

      Śmierć bliskiej osoby uświadamia nam sens życia.

      Widzisz jakie spustoszenie zrobił w kółko, to jest odpowiedź, którą chciał
      uzyskać, ale nigdy, NIGDy, się tego nie dowie.
      Ty możesz próbować.

      Nie przejmuj się, że nie odpowiadają, mnie też rzadko chce się czytac takie
      długie teksty przy takim zalewie innych, bo to trzeba się jeszcze zastanowić co
      napisać, a czas goni, takie czasy.
      pozdrawiam

      --
      Kobieta osiągnęła doskonałośc
      Jej nagie ciało...S.Plath
    • lola999 Re: on się zabił.. a my? 07.02.05, 01:22
      Mam nadzieje ze rozumiesz dobrze angielski, tu jest link do site dla ludzi
      ktorzy stracili kogos bliskiego z powodu samobojstwa
      pages.ivillage.com/judynvickey/journeythroughsuicidegrief/index.html
      Wyobrazam sobie ze stan w ktorym jestes teraz jest straszny, gorzej pewnie
      czuje sie tylko jego bliska rodzina. Poczucie winy i zalu musi byc
      obezwladniajace, ale postaraj sie zeby z tej tragedii wyszlo cos pozytywnego:
      jezeli nauczysz siebie i innych wiekszej wrazliwosci na drugiego czlowieka to
      byc moze uda sie zapobiec innym takim tragediom. Jest to koszmarne ale
      prawdziwe, czlowiek popelniajacy samobojstwo na zawsze przekresla wszystko, a
      przeciez nawet najwieksze problemy sa tylko tymczasowe. Czy masz jakas osobe
      ktora jest postronna ale sensowna i mozna z nia pogadac? moze jakis madry
      ksiadz? psycholog? Modlitwa moze pomoc i tobie i duszy twojego zmarlego kolegi.
      W sumie jest tak wiele w zyciu czego nie rozumiemy. Trzymaj sie.
    • psychoguru Rozdroza myslenia 07.02.05, 08:55
      kobieta_na_rozdrozu napisała:

      > Gdy ktoś ginie, w wypadku lub w wyniku choroby, wiadomo jest to tragedia, on
      > chciał żyć, ale nie bylo mu dane. Jakaś wyższa siła, Bóg, fatum,
      > nieszczęśliwy zbieg zdarzeń, lub co tam chcecie, zadecydował o tym że jego
      > życie się tu i teraz zakończy.

      Moze tez o tym decydowac przypadek, prawdopodobienstwo. Nie ma zadnych powodow
      by mowic o fatum.

      > będzie się zabić. Moj kolega popełnił samobójstwo, wiedzieliśmy że miał różne
      > problemy, ...ale kto ich nie ma? Rozmawiał z nami o swoich problemach ale
      > nigdy nie mówił o śmierci, był na prawdę wesoły, żartował. Moja relacja może
      > się wydawac chaotyczna, ale ja na prawde nie mogę zrozumieć jego
      > postępowania, i nas, ludzi którzy mu na to pozwolili, codziennie bylismy
      > swiadkami jego cichej męki a nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Po
      > prostu nie mieści się to w mojej świadomości, jak on musiał widzieć świat,

      No wiec wiadomo ze przyczyna samobojstw sa problemy psychiczne o charakterze
      depresyjnym. A te z kolei wynikaja z zaburzen w nastrojeniu systemu aktywnosci
      zyciowej w mozgu. A te zaburzenia maja glownie powody chemiczne, zaklocone
      wydzielanie neurotransmiterow z roznych przyczyn (genetyczne, srodowiskowe).
      Czesc ludzi wpada w ostra depresje i wtedy kieruje sie do lekarza ktory
      daje piguly i stan sie poprawia. Czesc ludzi maskuje te problemy bo depresja
      nie jest gleboka tylko atakuje gleboko ta czesc systemu aktywnosci zyciowej
      ktora odpowiada za planowanie przyszlosci. Brak rownowagi neurotransmiterow w
      tym systemie powoduje efekt w postaci utraty sensu zycia.

      > stracie i jednak by sie rozmyślił. Czy on wogóle o nas myślał? A może dla
      > niego bylismy tak samo mało istotni, jak lecąca właśnie w telewizji
      > telenowela. On odszedl a my dalej tu jesteśmy, i jesteśmy beznadziejni bo
      > pozwoliliśmy żeby on odebral sobie zycie, coś co jest dla innych bezcenne, i
      > najważniejsze (np. dla ludzi chorych na nieuleczalne choroby).Teraz czuję się
      > jakbym go wogóle nie znała, jakby on żył z nami ale za jakąś szklaną
      > ścianą...

      To sa typowe objawy otoczenia ale tu nic nie da sie zrobic. Ludzie w depresji
      nie przejmuja sie otoczeniem bo depresja z natury odcina od otoczenia.

      >Wiem, że ten post może tu trochę nie pasować ale... nie wiem
      > chciałam cos na ten temat napisać, że jak ktoś popełnia samobojstwo to
      > pozostawia innych z pytaniami i poczuciem beznadzieji i... winy. JAK KTOŚ
      > MOŻE nie widzieć w życiu pozytywnych rzeczy??????????

      No wiec widzisz w zyciu pozytywne rzeczy a nawet moze dostrzegasz zycie jako
      wesole i pelne uroku bo w twoim mozgu wydziela sie i prawidlowo odzialywuje na
      system planowania odpowiednia ilosc neurotransmiterow zwanych opiatami. To sa
      zwiazki chemiczne ktore maja duzo wspolnego z narkotykami, a na receptory
      opiatow maja tez wplyw alkohol i nikotyna. Jakbys miala problemy z opiatami
      to zycie staloby sie ponure i nieprzyjemne bez sensu.

      >A może ono na prawdę jest takie, tylko my tego nie widzimy? Może wszycy
      >powinniśmy się zabić?

      To chyba juz teraz widzisz ze takie rozumowanie to absurd. Wlasciwie to jest tak
      ze pod wplywem tych negatywnych bodzcow nastapilo zaklocenie wydzielania
      opiatow w twoim mozgu i masz czarne mysli bo system planowania nie dziala
      na pelna moc. Teoretycznie moglabys pojsc do lekarza ktory by przepisal jakies
      piguly (np. Prozac) i te mysli przestalyby sie pojawiac.

      > ludzie i tak nigdy nie otworzą się przed drugim człowiekiem w 100% , nawet w
      > 50% się nie otworzą, bedziemy żyć w kłamstwie i fałszu oraz przekonaniu, że
      > jest cacy, a może wszsycy popełnijmy samobojstwo, bo skoro są tacy ludzie
      > którzy nie chcą wogóle żyć, to z tym światem musi być na prawdę coś nie tak.

      Oh, byc moze nastapilo u ciebie powazne zaklocenie dzialania systemu aktywnosci
      zyciowej mozgu po wplywem wstrzasu. Normalnie ten stan minie po okresie
      najwyzej kilku miesiecy, jesli nastroje depresyjne by sie poglebialy to
      wskazana jest wizyta u lekarza. Ale jest to malo prawdopodobne bo przeciez
      niedlugo wiosna a potem lato, jak wiadomo brak swiatla to jeden z waznych
      czynnikow regulacji hormonalnej wiec wszystko sie poprawi juz niedlugo.

      Swiat jest taki jaki jest i wlasciwie normalne jest to ze w dzialaniu mozgow u
      ludzi pojawiaja sie nieprawidlowosci tak samo jak normalne sa choroby takie jak
      rak. Mozna sie nawet dziwic jak to jest ze u zdecydowanej wiekszosci przez cale
      zycie wszystko dziala prawidlowo. To swiadczy ze mozg i inne narzady sa
      zbudowane w niezwykle odporny sposob. Tylko u niektorych cos sie psuje i sa
      problemy. Niektore z tych problemow w mozgu umiemy juz rozwiazywac na przyklad
      odpowiednimi pigulkami ale niektore sa tak paskudne ze blokuja ludzi przed
      ujawnieniem problemow lub podjeciem leczenia i wtedy nic sie nie da zrobic.
      • fobik Re: Rozdroza myslenia 09.02.05, 23:48
        A po co zyc?
        Piszesz, ze ktos potem placze, po stracie..ludzie wlasnie dlatego sie zabijaja,
        ze nie widza innych wokol siebie, czuja sie samotni i niepotrzebni.
        Moi rodzice? Powiedzieli mi, ze nie jestem ich corka, ze ich corka byla inna.
        Siostry? Nie pamietam, kiedy ostatni raz zaproponowaly mi
        spotaknie..Przyjaciele? Znikneli, kiedy okazalo sie, ze mam problemy..Moj swiat
        to praca - dom, a tu i tu komputer. Mysle, ze nikt nawet nie zauwazy, ze
        odejde, a rodzina odetchnie z ulga. Wsparcie? Cos takiego nie istnieje. A
        leki...nie wystarczy zmineic chemie w mozgu, nie wystarczy uratowac komus
        zycie - trzeba jescze pomoc mo odanlezc w nim sens.
        Jestem niepzystosowana jednostka, chora, inna. Nie mam prawa zyc..
        Zwyczajne prawo dzungli.
        Moze to da Ci jakas odpowiedz..
    • lunar1978 Re: on się zabił.. a my? 07.02.05, 12:14
      codziennie bylismy
      > swiadkami jego cichej męki a nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Po
      > prostu nie mieści się to w mojej świadomości, jak on musiał widzieć świat,
      > skoro nie przewidywał dla siebie najmniejszej nadzieji, skoro nawet nie bylo
      > takiego człowieka, o ktorym pomyslałby, że będzie strasznie smutny po jego
      > stracie i jednak by sie rozmyślił. Czy on wogóle o nas myślał? A może dla
      > niego bylismy tak samo mało istotni, jak lecąca właśnie w telewizji
      > telenowela. On odszedl a my dalej tu jesteśmy, i jesteśmy beznadziejni bo
      > pozwoliliśmy żeby on odebral sobie zycie, coś co jest dla innych bezcenne, i
      > najważniejsze

      Tak to jest...moim zdaniem nie masz co się obwiniać, czasami to jest naprawdę
      niezauważalne, człowiek potrafi się doskonale maskować. Myślał o Was napewno,
      ale czyjeś cierpienie jest czasami tak silne że egoizm zwycięża. Piszesz o
      swoim Koledze a ja tak trochę odnajduję w Nim siebie. Też nigdy nie rozmawiam o
      swoich problemach, ale ja nie mam z kim, a On miał, tym bardziej może Was to
      boleć. Ale dla Niego wszystko musiało być ok, mimo wszystko, tak jak dla mnie.
      Może ktoś to jeszcze przeczyta i zastanowi się nad tym, zanim odejdzie ...
      • czarnycharakter Lunar, 07.02.05, 12:43
        jesli naprawde nie masz z kim gadac - skrobnij do mnie. Pogadam z Toba.
        czch
    • leksheygyatso Ad vocem samobójstwa 07.02.05, 14:55
      witam,
      historia bardzo smutna i dramatyczna zarazem.
      Niestety wszyscy musimy umrzeć.Jedni wcześniej drudzy póżniej.
      Nic na tym świecie nie dzieje sie przypadkowo.
      Warto dlatego przeżyć zycie uważnie i mądrze.
      samobójstwo bowiem nie jest żadnym rozwiązaniem problemu cierpienia i bólu.
      Niestety jak wierzą buddyści stan umysłu z którym umieramy warunkuje nastepne
      odrodzenie.Stąd samobójcy moga odrodzic sie w piekle bólu i strachu-piekle
      własnego umysłu,którego nieuporządkowali.
      W takij sytuacji o, której była Pani łaskawa napisać bardzo pomaga mi
      tekst Mistrza Buddyjskiego Kalu Rimpoche o reinkarnacji i nietrwałości.
      Zamiesczam poniżej
      pozdrawiam
      OM MANI PEME HUNG
      NAMO BODHISATTWA KSITIGARBHA
      lekshey

      O NIETRWAŁOŚCI

      Podobnie jak wszystko inne nasze Cenne Ludzkie Ciało nie jest trwałe i to jest
      następną rzeczą której musimy być nieustannie świadomi. Musimy uczyć się
      dostrzegać nietrwałość wszystkiego. Poprzez to zrozumiemy, że musimy
      praktykować Nauki właśnie teraz, że nie możemy czekać do jutra lub na inny
      dzień. Jeśli będziemy utrzymywać taką postawę przez cały czas, wówczas z tej
      świadomości wypływać będzie nasze działanie i unikniemy przez to wiele
      cierpienia. Wszystko co robimy powodowani myślą o trwałości rzeczy nie może
      skończyć się inaczej jak cierpieniem, gdyż nic nie jest trwałe.

      Kiedyś przebywaliśmy w łonie matki, teraz rośniemy a wkrótce umrzemy. Myślimy
      zawsze, że nie nastąpi to akurat teraz, tym niemniej wszystkie istoty wszędzie
      muszą umrzeć, toteż nawet gdy jesteśmy młodzi nie wolno nam myśleć, że mamy
      dosyć czasu, ponieważ nie mamy go nigdy. Możemy umrzeć w każdej chwili, tak
      nagle jak świeczka zdmuchnięta przez wiatr. Wszyscy znamy ludzi którzy umarli
      młodo. Gdzie wówczas pójdziemy, nie wiemy, lecz małe są szanse na to byśmy
      znaleźli się w którymś z tych rzadko spotykanych stanów egzystencji gdzie, jak
      obecnie, mamy możliwość osiągnięcia wyzwolenia.

      Musimy również uczyć się dostrzegać nietrwałość we wszystkim wokół nas. Gdy
      spojrzymy na rzekę z odległości to wydaje się nam nieruchoma, ale gdy zbliżymy
      się zobaczymy że ani jedna kropla wody nie pozostaje w tym samym miejscu.
      Wszystko powstaje i zanika. To co zebrane zostaje rozproszone. To co zbudowane,
      rozpada się. Nie wiemy nawet czy to co posiadamy przyniesie nam szczęście w tym
      życiu, czy stanie się przyczyną zmartwienia. Oto ilustracja tego punktu
      zaczerpnięta z jednej z nauk Buddy: Pewien mnich, uczeń Buddy znalazł klejnot
      spełniający życzenia swego właściciela o cokolwiek by on poprosił. Klejnot ten
      nie miał jednak specjalnej wartości dla mnicha który wyrzekł się wszelkiej
      własności. Dlatego zapytał on Buddę co ma z nim zrobić. Budda powiedział mu,
      żeby dał go pewnemu królowi. Zarówno mnich jak i król zastanawiali się nad tym
      bardzo jako że król już był bogaty a mich nie potrzebował niczego. Kiedy król
      przyszedł zapytać Buddę o powód, Budda powiedział: "Posiadasz więcej niż
      ktokolwiek inny i dlatego ciągle lękasz się, że to stracisz. Toteż właśnie ty
      potrzebujesz tego klejnotu bardziej niż ktokolwiek."

      Jeśli nauczymy się dostrzegać fakt że nic nie jest trwałe, jak wszystko
      powstaje, zmienia się i przemija, wówczas zaczniemy stopniowo rozumieć, że
      wszystko jest kombinacją różnych warunków które raz skupiają się razem a innym
      razem rozdzielają się i nie posiadają jakiejkolwiek własnej natury czy esencji.
      Rozumienie tego jest właśnie drogą prowadzącą poza uwarunkowaną egzystencję.

      Jeśli jednak umrzemy wraz ze złudzeniem o rzeczywistości "Ja", wówczas nie
      będziemy mieć żadnego wyboru i nasze wcześniejsze działania w pełni uwarunkują
      to co wówczas nastąpi. Jest zatem rzeczą życiowo ważną, żeby zanim umrzemy
      nauczyć się nauk mówiących nam o przyczynie i skutku, czyli o KARMIE.

      KARMA

      Karmą nazywamy te niezmienne i całkowicie bezosobowe prawa, które rządzą
      przyczyną i skutkiem. Wszystko zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz co nazywamy
      naszymi "jaźniami" jest rezultatem czegoś co wydarzyło się wcześniej i stało
      się przyczyną późniejszego skutku. Karma odnosi się również do moralności.
      Doświadczamy nieprzyjemnych skutków niezdrowych przyczyn, i przyjemnych skutków
      zdrowych przyczyn. Wszystko co robimy, mówimy lub myślimy jest podobne do
      nasion, które dojrzewają często przez wiele żywotów zanim warunki dla nich
      zejdą się razem i w ten sposób zbierzemy z nich owoc. Trujące nasiona rodzą
      trujący owoc, zdrowe nasiona rodzą zdrowy owoc.

      Przyczyną tego że robimy rzeczy które prowadza do nieprzyjemnych skutków i
      tego, ze nasz umysł jest z nimi związany jest podstawowa nieznajomość natury
      umysłu. Czyni ona naszą działalność podobną do wystrzeliwania strzał z łuku w
      mrok bez możliwości widzenia tarczy. Z tej całkowitej niewiedzy, której nie
      jesteśmy świadomi, powstaje nasze poczucie rozdwojenia na "Ja" i coś o czym
      twierdzimy, że różni się od niego. Ten błędny, dzielący rzeczywistość punkt
      widzenia prowadzi do sześciu trucizn umysłu: nienawiści, pożądania, głupoty, a
      następnie gniewu i zazdrości, chciwości i skąpstwa, dumy i egoizmu,. Te z kolei
      wyrażają się w dziesięciu niezdrowych działaniach ciała, mowy i umysłu,
      zabijaniu, kradzieży, seksualnym nadużyciu, kłamstwie, obmawianiu, gadulstwie i
      szorstkiej mowie, zawiści, złej woli i fałszywych poglądach. Te działania są
      złe, ponieważ prowadzą do cierpienia. To czego nie życzymy sobie i naszym
      bliskim, powinniśmy unikać aby nie czynić innym. Zamiast tego dobrze jest
      czynić dziesięć pozytywnych działań będących przeciwieństwem złych.

      chronić życie innych istot
      być hojnym na wszystkich poziomach
      posiadać właściwą aktywność seksualną
      mówić prawdę
      mówić tylko wtedy gdy zachodzi tego konieczność
      rozprzestrzeniać zgodę
      mówić uprzejmie
      być zadowolonym z własnego losu
      posiadać współczucie dla wszystkich istot
      posiadać wiarę w praktykę Nauk.
      Z umysłem musimy pracować. Gdy umysł jest rozgniewany nastąpi szorstka mowa i
      agresywne działanie, a gdy umysł jest w dobrym stanie, wtedy i cała reszta jest
      dobra.

      To, co zawierają nasze umysły obecnie i w chwili śmierci jest przyczyną
      wszelkiego szczęścia lub cierpienia. I tak doświadczamy świata w różny sposób w
      zależności od nastroju w jakim się znajdujemy. Jednego dnia wszystko jest
      piękne ponieważ jesteśmy szczęśliwi, innego dnia wszystko jest ciemne, dlatego,
      że znajdujemy się w złym nastroju.

      W ten sposób dojrzewają owoce naszych słów, myśli i działań, a gdy umysł
      opuszcza ciało dzieje się to samo, tylko teraz wzloty i upadki stają się o
      wiele mocniejsze. Ptak wysoko w powietrzu nie rzuca wyraźnego cienia, ale kiedy
      usiądzie na ziemi, cień jego jest wyraźnie widoczny. W identyczny sposób
      manifestuje się nasza karma w chwili śmierci. Wówczas, ponieważ nie dochodzą do
      nas żadne wrażenia od zmysłów, umysł rozpoczyna projektowanie swojej własnej
      treści. Jeśli jest pełen dobrych wrażeń, to doświadczamy tego samego co w
      przepiękny dzień i następuje intensywna szczęśliwość, gdyż nie ma rozproszenia
      spowodowanego ciałem. W tym stanie umysł "otwiera się" i mówimy że 'jest teraz
      w innym świecie'. Trwa on w tym stanie tak długo dopóki treść należąca do tego
      świata nie wyczerpie się w nim zupełnie. Po tym okresie budzi się w nim jego
      obecnie najmocniejsza skłonność i ta z kolei staje się przyczyną następnych
      doświadczeń wprowadzając go w ten sposób w następną sferę egzystencji. Toteż w
      zależności od tego, która z trucizn umysłu przeważa odradzamy się stale od nowa
      w jednym z sześciu światów. Trzy wyższe światy będące owocem dziesięciu
      zdrowych działań są światami bogów, półbogów i ludzi. Trzy niższe światy, owoc
      dziesięciu szkodliwych działań to piekło, oraz światy zwierząt i duchów.

      Jeśli po okresie przejściowym powtórnie doświadczymy gniewu i nienawiści
      cierpimy wówczas bardzo, i często przez wyjątkowo długie okresy czasu, w ciągu
      których zawartość naszego umysłu wyczerpuje się,
      • leksheygyatso Re: Ad vocem samobójstwa 07.02.05, 14:59
        Jeśli doświadczymy chciwości, pojawimy się wówczas w świecie duchów, gdzie nasz
        ustawiczny głód i pragnienie nie są nigdy zaspokojone.
        Jeśli jesteśmy wyjątkowo głupi to stajemy się zwierzętami.
        Jeśli czyniliśmy dobrze, ale kierując się egoistycznymi pobudkami będziemy
        doświadczać wielkiej radości dopóki nasze dobre czyny, myśli i słowa nie
        wyczerpią się. Jest to świat bogów.
        Tylko wówczas, gdy czynione przez nas dobro wypływa ze współczucia i miłości
        dla innych jest ono dla nas naprawdę wyzwalające.
        Jeśli jesteśmy zawistni, wówczas zachłannie patrzymy na dobra innych, pożądamy
        ich, jesteśmy rozdrażnieni i agresywni. W takim stanie jesteśmy półbogami.
        Stajemy się ludzkimi istotami, gdy najmocniejsze jest pragnienie. Cenne Ludzkie
        Ciało uzyskujemy wówczas, gdy mamy wielką zasługę.
        Jeśli przyjrzymy się uważnie temu co nas otacza i temu czego doświadczamy
        zobaczymy, że my wszyscy tutaj żyjemy w każdym z tych sześciu światów właśnie
        teraz. Pragnienia, egotyzm, zazdrość są nam dobrze znane. Często gdy nie
        panujemy nad sobą wpadamy w trzy niższe światy z powodu gniewu, chciwości i
        głupoty. Musimy zatem być nieustannie świadomi faktu, że znajdujemy się w samym
        środku uwarunkowanej egzystencji i posiadamy niewielką kontrolę nad tym, co się
        dzieje.

        Nic nie jest przypadkowe. Posiadamy wspólną karmę z tymi, których lubimy lub
        nie lubimy, z tymi z którymi mamy wypadki, lub czyimi dziećmi albo rodzicami
        jesteśmy. Ta karma, dobra lub zła, jest przyczyną tego że mamy dobrą żonę,
        hałaśliwego sąsiada, czy kochających rodziców. Jest ona owocem naszych
        wcześniejszych słów, myśli i czynów, które obecnie dojrzewają. Nasze reakcje na
        te wydarzenia będą z kolei w tym, lub innym życiu, kiedy odpowiednie warunki
        się zgromadzą, przyczyną doświadczenia czegoś przyjemnego, lub nieprzyjemnego.
        Zazwyczaj działania karmy są dla nas trochę niejasne, gdyż jednocześnie
        zbieramy dobre i złe skutki. Nasze działania są kierowane niewiedzą i dlatego
        przeważnie pomieszane. Stąd może trudno zobaczyć jak te prawa działają.

        Większość z nas posiada jednak ich mgliste zrozumienie. Wiemy o tym, że
        agresywni i gniewni ludzie mają często wypadki, że chciwi i skąpi cierpią i
        stają się niewolnikami swoich posiadłości. Znamy także uczucie wyrzutów
        sumienia z wielu przypadków w codziennym życiu. Dopóki nie będziemy w stanie
        widzieć bezpośrednio jak karma pracuje, musimy postarać się zrozumieć, że skoro
        pracuje obecnie to musiała pracować w przeszłości i że będzie także pracować w
        przyszłości. Jeśli działamy rozumiejąc to, zaoszczędzimy sobie i innym
        nieskończonych cierpień.

        Wszystko posiada karmiczną przyczynę: to co znamy lub czego nie znamy, gdzieśmy
        się urodzili, jak wyglądamy, czy jesteśmy szczęśliwi lub smutni, każda choroba,
        nawet wszelkie odcienie kolorów na ogonie koguta. Nasze obecne ciało jest
        produktem wcześniejszej karmy i właśnie teraz stwarzamy jej przyszłe skutki.
        Przyszłość zależy od teraz i jedynym sposobem zatrzymania cierpienia jest
        powstrzymanie się od popełniania dziesięciu splamionych działań, a zamiast tego
        praktykowanie dziesięciu zdrowych działań.

        Tak mało wiemy o przyczynach wszystkiego że musimy być dobrzy dla wszystkich
        istot. Wyzwalające Nauki podają nam całkiem proste wskazówki, których
        skłonności w naszych umysłach musimy się wystrzegać. Skłonności te są
        rezultatem egzystencji w których znajdowaliśmy się przed tym życiem i są często
        mocnymi przyzwyczajeniami, które prowadzą nas do cierpienia, jeśli nie jesteśmy
        wystarczająco ostrożni.

        Jeśli często chorujemy, musimy pilnować się, by nie zabijać nawet insektów.
        Jeśli nie mamy nigdy czegoś dosyć, musimy unikać brania tego czego nam nie
        dano.
        Jeśli mamy problemy z współmałżonkiem, musimy wystrzegać się niewłaściwych
        zachowań seksualnych.
        Jeżeli nikt nam nie wierzy, musimy czynić wszystko, żeby unikać kłamania.
        Gdy nikt nas nie słucha, musimy wystrzegać się skłonności do bezmyślnego
        gadulstwa.
        Gdy jesteśmy bardzo samotni musimy pilnować się by nie mówić źle o innych.
        Gdy nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co otrzymujemy, musimy usunąć
        zazdrość z naszego umysłu. Gdy jesteśmy pogardliwie traktowani, to nie wolno
        nam reagować uczuciem złej woli, a gdy jesteśmy głupi, to musimy starać się ze
        wszystkich sił unikać złych poglądów.
        Jeśli chcemy osiągnąć naturę prawdy musimy zrozumieć, że dobro prowadzi do
        dobra a zło do zła.

        Tych całkiem prostych sprawdzianów umysłu możemy wszyscy używać i być ich
        świadomi. Możemy nawet znaleźć siłę do aktywnego czynienia dobra. Kiedy
        zrozumiemy karmę, to będziemy czynili tylko dobrze. Zobaczymy Buddę jako bardzo
        zdolnego lekarza, zrozumiemy święte nauki jako lekarstwa a sześć trucizn umysłu
        jako choroby. Zrozumiemy, że nie potrzeba nam trucizn, że nie czynią nas one
        szczęśliwymi, ale że są przyczyną wszelkiego cierpienia. Ciągle od nowa
        stwarzają one złą karmę i utrzymują nas w kole cierpienia. Musimy zatem
        traktować je jak źle zachowujące się dzieci, które trzeba nauczyć właściwego
        zachowania. Musimy je tak kontrolować, by nie stać się ich niewolnikami.

        Jest to trudne, ale nie ma powodu do rozpaczy jeśli wyda się nam, że znajdujemy
        coraz więcej zła w sobie samym. Pierwszym krokiem jest czynić dobrze. Próba ta
        będzie podobna do małego płomienia, a błogosławieństwo Buddy do wiatru, który
        roznieci go w wielki ogień.

        Błogosławieństwo umożliwi nam widzieć trochę więcej dobra, co znowu oczyści
        nasz umysł tak, że będziemy w stanie widzieć jeszcze więcej. W ten sposób
        otrzymujemy nowe błogosławieństwo i tak to już pójdzie dalej. W końcu staniemy
        się tak oświeceni, że nie upadniemy więcej, a przez to będziemy zdolni pomagać
        innym istotom. Będziemy mogli uczyć innych tego, co robić, żeby uniknąć
        cierpienia i pomagać im usunąć niewiedzę, przyczynę cierpienia.
        TEKST POCHODZI ZE STRONY:
        www.dharma.pl/index_autorow/k/k alu_4podst_med.html

      • czarnycharakter leksheygyatso !!!??? 07.02.05, 15:21
        Dlaczego uzywasz formulek,ktorych znaczenia nie rozumiesz a istoty nie zglebiasz
        ? Czyzbys chcial sie dowartosciowac ?
        czch
        • hubkulik Re: leksheygyatso !!!??? 07.02.05, 15:24
          Ciekawe czy Lekshey Ci odpowie.
          Ale pewnie nie.
          hehe
        • vlad.trollovnik ??? :D 07.02.05, 16:55
          czarnycharakter napisał:
          >Dlaczego uzywasz formulek,ktorych znaczenia nie rozumiesz a istoty nie
          >zglebiasz ? Czyzbys chcial sie dowartosciowac ?


          Dlaczego imputujesz leksheygyatso brak rozumienia i zgłębiania ?
          Czyżbyś odreagowywał na nim swój permanentny brak wzwodu ?

          :D
          • czarnycharakter Mily Trolu, 07.02.05, 19:43
            czyzbys znowu pomylil i m p u t e n c j e z impotencja ? Czsto Ci sie to
            zdarza ? Moze chcesz porozmawiac o przyczynach, oczywiscie hipotety i teorety
            cznych ???
            czch
            • vlad.trollovnik Tyś tabula rasa, a nie czarny charakter ... :D 07.02.05, 20:10
              :D

              Widzę że nie kojarzysz prostych słów..
              Otóż, imputować = przypisywać, zarzucać coś komu.
              I teraz UWAŻAJ, napnij się cały, zmarszcz swe filigranowe czółko..
              Ponawiam bowiem pytanie:

              Dlaczego IMPUTUJESZ leksheygyatso brak rozumienia i zgłębiania /buddyzmu/ ?

              Czyżbyś odreagowywał na nim swój permanentny brak wzwodu ?
              Tzn. IMPOTENCJĘ.

              ?

              :D

              ps.
              Badz mezczyzną, odpowiedz.
              • czarnycharakter Re: Tyś tabula rasa, a nie czarny charakter ... : 08.02.05, 09:36
                Proponuje, abys ponizsze przeczytal jeszcze raz o ile oczywiscie nie nadwyrezy
                to Twoich mozliwosci:
                "czyzbys znowu pomylil i m p u t e n c j e z impotencja ? Czsto Ci sie to
                zdarza ? Moze chcesz porozmawiac o przyczynach, oczywiscie hipotety i teorety
                cznych ???"
                Zaczyna cos cwierkac, iskrzyc et cetera ? Spotykaja sie dwa ocalale po
                hektolitrach samogonu neurony ? Jam dla Ciebie nie "tabula rasa", jeno terra
                incognita, i takim zawsze dla Ciebei i Tobie podobnych pozostane...
                W k l a d a c zas (bo takie jest pierwotne znaczenie pojecia, ktorego
                zrodloslowu i Ty - jak widac - nie kojarzysz) czegokolwiek do makowy
                "LEKSHEYGYATSO" lub Twojej nie zamierzam bynajmniej niczego, z tej prostej
                przyczyny, ze wypelnione sa one smieciem pod sufit i nie ma tam juz miejsca na
                cokolwiek sensownego...Quod erat demonstrandum.
                A teraz podogadzej lepiej Twojej Marynce, zamiast wypisywac glupoty na forum.
                comprende ?
                czch
                • vlad.trollovnik :D 08.02.05, 13:05
                  No.
                  Podobnie jak brazylijskie seriale i rumuńskie sracze, jesteś
                  i /mam nadzieję /zawsze pozostaniesz dla mnie terra incognita..


                  :D
                  • czarnycharakter Trolusiu mily, 08.02.05, 15:06
                    co to sa "brazylijskie seriale" i "rumunskie sracze" ? - Nigdy sie z takimi
                    pojeciami nie spotkalem...
                    czch
                    • vlad.trollovnik :D 08.02.05, 21:37
                      czarnycharakter napisał:
                      > co to sa "brazylijskie seriale" i "rumunskie sracze" ? - Nigdy sie z takimi
                      > pojeciami nie spotkalem...

                      Wrzuć to do gogla głąbie... :D

                      • czarnycharakter slodki trolusiu 09.02.05, 19:06
                        jestes zaiste tak bezdennie pusty, ze wszelka dysputa z Toba bylaby w najwyzszym
                        stopniu niecelowa. Zaprezentowana przez Ciebie "logika" mowi zas tomy cale o
                        strukturze Twojego umyslu. "Terra incognita" to dla Ciebie cos, w czym jak widac
                        jestes doskonale zorientowany ("brazylijskie seriale" & "rumunskie sracze").
                        Wnioskuje wiec, ze obydwa te terminy odpowiadaja zarowno Twoim gustom z jednej,
                        jak i Twojej aparycji z drugiej strony...
                        Wybacz wiec, iz nie bede marnowal czasu na glupie utarczki, gdyz wiesz zapewne -
                        T e m p u s f u g i t, d e b i l i t a s m a n e t !
                        Ciao, amigo mio...
                        • vlad.trollovnik Uciekasz już smętny matołku ? Ale mam... 09.02.05, 19:43
                          ..nadzieję, że kiedyś tu jeszcze wrócisz. Co ?
                          Bo z kogo ja się, karfffa, będę nabijał, ha ?!
                          Komu będę spuszczał wirtualny wp....ol ?!!
                          Najpierw dał dyla pokurcz pt. komek57, a teraz ty, matołku...?

                          Cóż można tu rzec...
                          Nieutulony w sercu żal ..
                          Nieutulony.

                          :D


                          ps.
                          Będę na ciebie czekał smutny matołku...



                          :D
                          • karielcia Tancowala igla z nitka. 09.02.05, 23:54
                            jedna ladnie - druga brzydko.
    • procesor Re: on się zabił.. a my? 07.02.05, 22:39
      Będziesz sie zastanawiac - i nigdy sie nie dowiesz co było naprawde.

      Może naprawde tego nie chciał. Ot, przyszła zła chwila, splot okoliczności,
      zabrakło na chwile czyjejs obecności - i stało sie.

      Stopniowo będziesz o tym myslec spokojniej.
      Ale jesli był naprawde bliski - nigdy nie zapomnisz.

      Ja pamiętam. I będę pamietać. To juz niedługo 13 rocznica..

      Pomódl się za niego jeśli wierzysz. To pomoze i jemu, i tobie.
      • forumromanum Re: on się zabił.. a my? 08.02.05, 16:16
        myślę,że ze śmiercią jest podobnie jak z narodzinami, płodzeniem dzieci...
        z jednej strony można powiedzieć,że się jest egoistą gdy chce się iść przez
        życie w pojedynkę a z drugiej,ze jest się egoistą bo chce się mieć coś swojego..

        w tym przypadku: jesteśmy źli na tych co odchodzą, myśląć,że byli egoistami..
        jesteśmy źli bo co? bo nas zostawili. NAS ! I teraz to my musimy przez nich
        cierpieć- czy to nie jest jakaś forma egoizmu?

        Myślę,że jedyną rozsądną możliwością jest uszanować jego decyzję. to była jego
        decyzja, nie podoba się nam ale jednak...

        i nie zawsze do tej decyzji potrzebna jest depresja, przeszkody, czasem
        wystarczy pomyśleć o tym gdzie i jak żyjemy...obliczyć bilans zysków i strat
        i czy "opłaca" nam się męczyć dalej...

        pozwól mu odejść...i nie bądź zła na niego.

        a czy wiesz,ze zaraz po śmierci nasi znajomi krążą wokół nas i nam pomagają?
        Pomyśl,ze masz dodatkowego Anioła Stróża....
        pozdrawiam
        • psychoguru Wciskanie kitu 08.02.05, 19:52
          forumromanum napisał:
          > Myślę,że jedyną rozsądną możliwością jest uszanować jego decyzję. to była
          > jego decyzja, nie podoba się nam ale jednak...

          Pytanie czy decyzja podjeta przy braku rownowagi neurotransmiterow w mozgu
          byla naprawde decyzja i czy trzeba stosowac do niej wyraz szanowac...

          > i nie zawsze do tej decyzji potrzebna jest depresja, przeszkody, czasem
          > wystarczy pomyśleć o tym gdzie i jak żyjemy...obliczyć bilans zysków i strat
          > i czy "opłaca" nam się męczyć dalej...

          To jest zupelnie bledne rozumowanie. Przy prawidlowej rownowadze
          neurotransmiterow nie ma obliczania zyskow z takim wynikiem. Swiadczy
          miedzy innymi o tym fakt ze leczenia pigulami przynosi doskonale wyniki.

          > a czy wiesz,ze zaraz po śmierci nasi znajomi krążą wokół nas i nam pomagają?
          > Pomyśl,ze masz dodatkowego Anioła Stróża....

          Fajna herezja hehe. W ogole przestan wciskac kit.
          • forumromanum Re: Wciskanie kitu 10.02.05, 13:51
            ...no-o przy Psychoguru to ja wymiękam...
            Lepiej ci?
            słyszałeś o czymś takim jak współczucie...? pocieszenie? wrażliwość?
            czy przemawiają do ciebie jedynie naukowe wywody? i ilość neurotransmiterów?
            w ten sam sposób możnaby tłumaczyć wszystkich morderców i zboczeńców...czegoś
            im tam w mózgu brakuje i sa niesamodzielni a tym samym osądzić ich nie można...
            no bujda przecież...

            A czemu to mam nie szanować samobójców? ja staram się szanowac wszystkich
            każdy ma problemy ,ty też, sądząc po sposobie w jaki wykładasz swoje
            treści,...ale czy z tego powodu mam cię nienawidzieć?
            po prostu moim PSYCHOGURU z taka "wrażliwością" na pewno nie będziesz...

            No cóż każdy orze jak może...
            A co według ciebie POWINNA ZROBIĆ? napluć na grób? czy może wpaść w deprechę...
            o życiu asrtalnym nie pogadamy więc może skończę na tym....
    • ladyinred00 Re: on się zabił.. a my? 08.02.05, 18:26
      wiesz...jestem w podobnej sytuacji jak Ty...w tym roku miną 3 lata, a to wciąż
      boli tak samo:( był bratem mojej najlepszej przyjaciółki, może nie
      przyjacielem, ale napewno kolegą. wiem, że miał bardzo wielu przyjaciół, ktorzy
      tak jak Ty nie potrafili sobie odpowiedziec na pytanie: Dlaczego? skąd jestes?
      Trzymaj się:*
      • kobieta_na_rozdrozu Re: on się zabił.. a my? 15.02.05, 23:00
        boli masz racje, on nie byl tak smo moim przyjacielem, to byl kolega... dzieki
        za slowa otuchy, poszlam na pogrzeb i jakby mi lepiej .. jakby
    • cokolwiekbadz Re: on się zabił.. a my? 16.02.05, 11:37
      człowiek staje się mądry po szkodzie. gdy wydarzy się taka tragedia - w naszej
      głowie rodzą się setki pomysłów - co moglismy zrobić, jak zapobiec temu. sama
      przez to przeszłam, zresztą - do dzisiaj przechodzę. zarzucam sobie, że niczego
      nie zauwazylam albo co gorsza, widziałam - a udawałam, że nie widzę. że
      przecież mogłam zareagować, zadziałać. gdybym coś wtedy zrobiła - to może nie
      wydarzyło by się nic złego...ale takie wyrzuty nie mają sensu. teoretycznie to
      wiem, bo wciąż się zadręczam. a przecież się stało tak - bo tak się stać
      musialo. wszystko jest z góry zaplanowane. tylko, niestety, ta świadomość, nie
      sprawia, że strata bliskiej osoby boli mniej
    • alicja-ciekawska nie ma sensu 16.02.05, 11:56
      obarczac sie wina ,za to ze ktos popelnil samobojstwo.
      Nawet gdy sie starasz. Nie ma nigdy pewnosci,czy ta osoba nas poslucha.
      Czy poslucha naszej rady.Nie tak latwo jest nakazac komus ,co i jak ma zrobic.
      Decyzja nalezy do nich samych.Niestety!
      A to boli,tych co zostaja.Ale to nie nasza wina.
Pełna wersja