Dodaj do ulubionych

nie umiem poradzić sobie z rozwodem rodziców:/

14.03.05, 23:41
To mnie przerasta... Może na tym forum jest jakiś psycholog, który na łączach
internetowych poświęci mi trochę czasu i uwagi... Rodzice byli ze sobą 20
lat. Ojciec uzależnil sie od netu Postanowil ze swoimi nowymi znajomymi
Paniami rozpocząc nowe zycie Ma prawo. Ale nie umiem sobie poradzic z moimi
uczuciami Jestem niby dorosla, a czuje sie jak odstawiona zabaweczka przez
kogos, komu ufalam bezgranicznie, kto byl dla mnie idealem
Nie moge spac Nie jem Wszystko stalo sie bez sensu Boje sie ufac ludziom Boje
sie przyszlosci Stracilam moj azyl Poczucie Bezpieczenstwa
RATUNKU
Mam nerwice, ciagle mnie glowa boli i serce, ze nie umiem czlowiekowi mi
najdrozszemu patrzec w oczy Nie wierze w ani jedno jego slowo...
TO boli, cholernie boli....
Obserwuj wątek
    • psychoguru Rozwod ale nie twoj 15.03.05, 06:50
      yo-anna84 napisała:

      > To mnie przerasta... Może na tym forum jest jakiś psycholog, który na łączach
      > internetowych poświęci mi trochę czasu i uwagi... Rodzice byli ze sobą 20
      > lat. Ojciec uzależnil sie od netu Postanowil ze swoimi nowymi znajomymi

      Masz nieco ponizej 20 lat (ile?) i mieszkasz z rodzicami? Matka bardzo przezywa
      rozwod? Czy masz kontakt z ojcem? Jakie sa twoje uczucia wobec niego?

      Metoda autoterapii w tym przypadku musi isc po linii ze jest to fatalna sprawa
      ale jednak NIE twoj rozwod. Natomiast moze on zniszczyc cie psychicznie i
      wykoleic twoje zycie. Potrzebne jest wiec bardziej obiektywne spojrzenie na ta
      sprawe.
      • habitus Re: Rozwod ale nie twoj 15.03.05, 07:15

        Nie denerwuj się. Mężczyźni w tym wieku często próbują ułożyć sobie życie na
        nowo. Weź pod uwagę, że i Twoja mama ma szansę na trochę inne spojrzenie na
        świat. Jej to, paradoksalnie może dać dużą siłę. To jeszcze nie koniec świata.
        Na razie obydwoje są w wielkim szoku i emocjach. Potem to opadnie i priorytety
        wrócą na swoje miejsce. Internetowe znajomości są bardzo powierzchowne ale
        Twojemu ojcu chuba potrzebne jest sprawdzenie, czy poradzi sobie w nowej
        sytuacji, w nowym związku. Ma złudzenie, że jego problemy w starym związku są z
        winy mamy. Są w nim - i wkrótce sam do tego dojdzie. Przeczekaj, przeżyj
        rozczarowanie i zawód jawnie, bez udawania, że nic się nie stało. Staraj się
        zrozumieć, że ludzie błądzą z własnej winy, nie z winy innych, i trzymaj się.
        Wszystko będzie dobrze chociaż może nie tak jak sobie teraz wyobrażasz.
        Jest takie chińskie przysłowie: Bóg każdy dar opakowuje w cierpienie. Im większe
        cierpienie tym piękniejszy prezent...
      • yo-anna84 Re: Rozwod ale nie twoj 15.03.05, 23:38
        Moje uczucia do ojca to miłość i nienawiść w jednym. Kocham Go, bo w ogromnym
        stopniu zawdzięczam Mu to, kim jestem i jaka jestem. Pokazał mi ścieżki,
        którymi powinnam kroczyć, dał mi cel w życiu...
        Zawsze zresztą byłam bardziej "córeczką tatusia" niż mamy. O wszystkim
        rozmawialiśmy, do niego leciałam z każdym problemem, czy też jakimś "życiowym
        odkryciem". Mamy jednakowe gusta i charaktery...
        Ale później pojawił się mój chłopak i naturalnym jest, iż mniej już miałam
        czasu na spędzanie czasu z ojcem.
        Zaczęliśmy się od siebie oddalać...
        Teraz jeszcze doszedł do tego fakt, że między nami stanęły jego nowe
        znajomości, jego nowe życie. Nie chcę być z nim na dystans, ale nawet nie
        próbuję się do niego zbliżyć, bojąc się, że akurat trafię na jakąś Panią u
        niego w domu, albo mi odmówi, bo będzie miał inne plany. Nawet jak już jesteśmy
        razem, więcej rozmawiamy sztucznie i konwencjonalnie, jak z obcą, niedawno
        poznaną osobą, niż jak córka z ojcem. Częściej zapada krępująca cisza.
        Nienawidzę GO za to, co zrobił z życiem mamy, z życiem swoich dzieci. Zabrał im
        poczucie bezpieczeństwa, a kocham Go za to, że mimo wszystko się stara chociaż,
        żeby nasz ból zminimalizować...
        • habitus Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 12:28
          On prawdopodobnie do was (tak czy inaczej) wróci więc nie pal mostów. Facet musi
          wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć jak mu będzie w innym układzie. To też jest
          rodzaj dojrzewania - nie ma co udawać - bardzo bolesnego dla bliskich. Wszyscy w
          tym układzie: ojciec, mama, ty i brat przechodzicie przyśpieszony kurs. W życiu
          nic nie dzieje się bez przyczyny. Przeczekaj cierpliwie, ufaj swojej intuicji bo
          podświadomie wiesz co robić.
          Mama też robi to co jej dyktuje intuicja - zajęła się sobą i pracą. Staje się
          samodzielna czyli też się zmienia, dojrzewa. Tata też chce sobie pobyć kimś
          mniej odpowiedzialnym. Pewnie zmęczyła go rola jedynej dorosłej osoby w domu
          (Tak ON subiektywnie mógł oceniać swoją rolę). Nie martw się. Takie rzeczy
          często się zdarzają. To nie twoja wina, ani twojego brata. Rodzice porządkują
          swoje życie - i chociaż to bolesne - widać jest potrzebne. Trzymaj się, dziewuszko.
        • barwa1 Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 13:33
          yo-anna84 napisała:

          > Moje uczucia do ojca to miłość i nienawiść w jednym. Kocham Go, bo w ogromnym
          > stopniu zawdzięczam Mu to, kim jestem i jaka jestem. Pokazał mi ścieżki,
          > którymi powinnam kroczyć, dał mi cel w życiu...
          Rozwód nie jest rzeczywiście ani Twój ani z Tobą. Ojcu zawdzięczasz
          wiele dobrego, ale czy było tam coś o prawie drugiego człowieka o decydowaniu o
          sobie? Dlaczego odmawiasz ojcu prawa do zmiany w życiu, jeśli czuje się źle w
          dotychczasowym. Nie wiesz napewno czy ojcu odbiło czy przeanalizował swoje
          dotychczasowe życie i stwierdził, że czegoś mu brakuje. Może właśnie dotąd nie
          pamietał otym co dla niego dobre o ważne, a za to miał czas być zawsze dla
          Ciebie. Skąd wiesz, że był szczęśliwy z mamą? A może to tez szansa dla Twojej
          mamy, żeby znalazła drogę dla siebie? Rozwód nie musi być krzywdą, jeśli
          wszyscy podejdą do tego bez egoizmu, bez chęci narzucenia swoich potrzeb innym.
          Nie potrzebnie srożysz się na kobietę wybrana przez ojca. Znasz ją, wiesz kim
          jest? A wiesz, że Twój ojciec ją akceptuje, może kocha? Czy sądzisz,że mógłby
          kochać kogoś kto jest bezwartościowy?

          > Zawsze zresztą byłam bardziej "córeczką tatusia" niż mamy. O wszystkim
          > rozmawialiśmy, do niego leciałam z każdym problemem, czy też jakimś "życiowym
          > odkryciem". Mamy jednakowe gusta i charaktery...
          > Ale później pojawił się mój chłopak i naturalnym jest, iż mniej już miałam
          > czasu na spędzanie czasu z ojcem.
          > Zaczęliśmy się od siebie oddalać...
          > Teraz jeszcze doszedł do tego fakt, że między nami stanęły jego nowe
          > znajomości, jego nowe życie. Nie chcę być z nim na dystans, ale nawet nie
          > próbuję się do niego zbliżyć, bojąc się, że akurat trafię na jakąś Panią u
          > niego w domu, albo mi odmówi, bo będzie miał inne plany. Nawet jak już
          jesteśmy
          >
          > razem, więcej rozmawiamy sztucznie i konwencjonalnie, jak z obcą, niedawno
          > poznaną osobą, niż jak córka z ojcem. Częściej zapada krępująca cisza.
          > Nienawidzę GO za to, co zrobił z życiem mamy, z życiem swoich dzieci. Zabrał
          im
          >
          > poczucie bezpieczeństwa, a kocham Go za to, że mimo wszystko się stara
          chociaż,
          >
          > żeby nasz ból zminimalizować...
          • yo-anna84 Re: Rozwod ale nie twoj 17.03.05, 18:03
            Rozwód nie jest rzeczywiście ani Twój ani z Tobą. Ojcu zawdzięczasz wiele
            dobrego, ale czy było tam coś o prawie drugiego człowieka o decydowaniu o
            sobie? Dlaczego odmawiasz ojcu prawa do zmiany w życiu, jeśli czuje się źle w
            dotychczasowym. Nie wiesz napewno czy ojcu odbiło czy przeanalizował swoje
            dotychczasowe życie i stwierdził, że czegoś mu brakuje. Może właśnie dotąd nie
            pamietał otym co dla niego dobre o ważne, a za to miał czas być zawsze dla
            Ciebie. Skąd wiesz, że był szczęśliwy z mamą? A może to tez szansa dla Twojej
            mamy, żeby znalazła drogę dla siebie?
            Nie mam za złe ojcu, że chce zmienić coś w swoim życiu, ale raczej to, w jaki
            sposób to robi, chcąc pozbawić mamę praw, które słusznie jej się należą np.
            chcąc jej zabrać to mieszkanie, w którym się teraz znajdujemy, odmawiając mamie
            rozwodu z jego winy /bo uwierzcie rozpad pożycia małżeńskiego to bezpośrednio
            wina jego/ Tato poza tym jest typem człowieka, który zawsze i przede wszystkim
            dbał o swoje dobro, swoją wygodę i dlatego nie uważam, aby szczególnym
            poświęceniem było dbanie o mnie jako o jego córkę, byłam dla niego taką
            maskotką do zabawy, której zachowanie przestało mu się podobać, gdy zaczęłam
            wyrażać swoje, czasem odmienne od niego zdanie. Nie odmawiam mu prawa do
            własnego życia, ale chyba nikt go nie zmuszał do zakładania rodziny, a skoro
            się na nią zdecydował, to przecież rodzina /dom, żona, dzieci/ to nie zabawka,
            którą się rzuca bez konsekwencji.
            Ojciec jeszcze pół roku wcześniej mówił mamie, że jest szczęśliwy, że cieszy
            się, że tak im się układa życie, że nigdy by rodziny nie poświęcił dla żadnej
            kobiety... I co?? Nagle zmienił zdanie i doszedł do wniosku, że całe życie musi
            zmieniać??
            Nie potrzebnie srożysz się na kobietę wybrana przez ojca. Znasz ją, wiesz kim
            jest? A wiesz, że Twój ojciec ją akceptuje, może kocha? Czy sądzisz,że mógłby
            kochać kogoś kto jest bezwartościowy?
            Z tego, co wiem, to ojciec spotyka się nie z jedną, ale z co najmniej kilkoma
            Paniami, z którymi zawarł znajomość na necie. Rozmawiają ze sobą przez łącza,
            albo dzwonią do siebie, wiem na pewno, iż to nie jedna kobieta, ale przelotne
            znajomości z Paniami znudzonymi życiem, które nie mają żadnych skrupułów przed
            spotykaniem się na niezobowiązujący seks z żonatym facetem...
            Gdyby miał stałą kobietę, o której myslałby, że się w niej zakochał - mniej by
            to bolało. Ale poczucie, że ojciec myśli "nie tą głową" co trzeba i brzydko
            pisząć leci tam, gdzie mu dają - boli o wiele mocniej... Bo jak zrozumieć, że
            rodzina, z którą go tyle łączy przestała się liczyć dla kilku chwil seksu i
            uniesienia. Widziałam te Panie, ani nie są piękne, ani nie są specjalnie
            inteligentne, bystre... I tak naprawdę, znam ojca i wiem, że na dłuższą metę z
            tak pustymi osóbkami zanudziłby się na śmierć!


        • barwa1 Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 13:45
          yo-anna84 napisała:

          Sorry, coś przycisnęłam i nie skończyłam myśli.


          >> Ale później pojawił się mój chłopak i naturalnym jest, iż mniej już miałam
          > czasu na spędzanie czasu z ojcem.

          Ojciec pozwolił Ci odejść, bo to Twój czas. A Tobie przeszkadza to, ze on
          szuka miejsca dla siebie. On też ma prawo do swoich nowych znajomości, jak i do
          doświadczeń jakie mu one przyniosą. Ma też prawo odmówić Ci spotkania w czasie
          przez Ciebie wskazanym. To o niczym przeciwko Tobie nie musi oznaczać. Zapytasz
          poprostu: a kiedy?


          Częściej zapada krępująca cisza.

          Napewno jest Wam obojgu trudno. Dlatego ta cisza. Ale jeśli powiesz mu co
          czujesz, jaki lęk w Tobie wywołała ta sytuacja, może ulzy Wam obojgu. On pewnie
          też przeżywa trudności w kontakcie nie tylko z mamą, ale i z Tobą.

          >Zabrał im poczucie bezpieczeństwa, a kocham Go za to, że mimo wszystko się
          stara chociaż, żeby nasz ból zminimalizować...

          Przemyśl co dawało Ci dotychczas poczucie bezpieczeństwa? To, że ojciec wraca
          codziennie do domu, że był gotów pomóc Ci, pogadać? Dlaczego sądzisz, że to się
          skończy? ...

          Nie jest Ci łatwo, bo pewien układ, pewna kontelacja rozpadła się. Ale to nie
          musi być tragedia. Najlepiej byloby gdybyście całą rodziną usiedli i
          powiedzieli sobie wzajemnie jak się czujecie, jak się czuliście dotąd, jak
          możecie wspólnie pracować nad złagodzeniem skutków decyzji ojca...
          Życzę Ci siły i rozsądku, życzę Ci uspokojenia emocji.
          A.
          • habitus Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 14:01
            Chyba nie do końca tak jest. Obowiązki rodziców wobec dzieci są inne niż
            obowiązki rodziców wobec dzieci. Rodzice nie mają prawa podkopywać poczucia
            bezpieczeństwa u dzieci bo to jest podstawa udanego życia. Problem polega raczej
            na tym, by zminimalizować poczucie winy u dzieci a nie dokładać im na kark
            konieczność zrozumienia postępku ojca. I co, może jeszcze mają polubić panią,
            która rozbiła małżeństwo i podkopała to poczucie bezpieczeństwa? To się być możę
            stanie - ale jeszcze nie teraz. Moja rada - wszystko zostawić swojemu biegowi bo
            się wkrótce ułoży. Dzieci nie obciążać, maksymalnie pozostawić sprawę w gestii
            rodziców. niech to oni ponoszą konsekwencje swoich błędów i niech te błędy jak
            najmniej rzutują na przyszłe związki dzieci.
            Twoje rady brzmią tak, jakby pochodziły od przemyśliwającego nad rozstaniem
            znudzonego męża i ojca, szukającego racjonalizacji swoich fantazji i szukającego
            winy w swoim małżeństwie - nie w sobie. Ne są obiektywne ani życzliwe moim zdaniem.
            • barwa1 Do habitusa 16.03.05, 14:39
              Nie stoję po stronie ojca. Nie tłumaczę ojca, lecz oddaję to co sprawiedliwe
              ludziom w ogóle. Nie wiem przecież czym ojciec dziewczyny tłumaczy rozstanie z
              matką. Próbuję jej wytłumaczyć, żeby nie szła ścieżką, która nie dotyczy jej
              relacji z ojcem. Nie dość tego to, co piszę płynie jak najbardziej z
              życzliwości do dziecka (dużego :))).
              Moim zdaniem nic się samo nie układa dobrze. Jeśli dziewczynie jest źle, to
              uważam, że ma prawo mówić swemu ojcu co czuje. Nie dość tego ma prawo wysłuchać
              argumentów ojca i tego co czuje.
              Uważam też za nadużycie obarczanie osoby trzeciej (kobiety czy mężczyzny) za
              rozpad małżeństwa: dobre małżeństwo nie rozpada się pod żadnym wpływem.
              Obarczając tę trzecią odpowiedzialnością za rozpad czyjegoś małżeństwa
              zwalniasz z odpowiedzialności za swój związek małżonków. Czynisz z (tu)
              mężczyzny bezwolnego matołka, którego może sobie wziąć pierwsza lepsza kobitka,
              a on nie protestuje. Na siłę go wyrwała z cudownego związku z inną kobietą???
              W tym też przejawia się mój obiektywizm.
              Ale wróćmy do sedna. Ojciec rozwodzi sie z matką, a nie z dziećmi. Ich
              dojrzałość powinna przejawiać się w neutralizowaniu trudnej sytuacji
              psychologicznej dzieci. Jak dziewczyna twierdzi, ojciec to robi (stara się i
              ona to widzi). Matka też zaczyna dojrzewać, mimo, że dotąd zdana była
              całkowicie na męża. Uważam też, że dzieci, kiedy są traktowane poważnie, czyli
              gdy się im wyjaśnia co się dzieje, mają większe poczucie bezpieczeństwa, bo
              więcej rozumieją.
              Oczywiście zgadzam się z tym, że rodzice powinni ponieść konsekwencje swoich
              błędów. I poniosą. Ważne jest, by umieli pokazać dzieciom jak je naprawiać.
              Taką sytuację też można wykorzystać jako lekcję dla dorosłych, ale i dla dzieci.
              • habitus Re: Do habitusa 16.03.05, 14:45
                Zgadzam się zkażdym słowem. Ale wprowadzanie przez ojca na siłę do rodziny "tej
                trzeciej" w sytuacji gdy rany są świeże uważam za, eufemistycznie mówiąc,
                niedelikatne. Wiem, że ojciec bardzo chciałby udowodnić dzieciom jak bardzo
                słusznie uczynił i jak jego szczęści też jest ważne. Ale próbując zachęcać
                dzieci do zaakceptowania swojej internetowej zażyłości zmusza je do przyznania,
                że jest ona LEPSZA OD ICH MATKI. Żadne dziecko tego nie zaakceptuje bez
                poczucia, że zdradza i tak zdradzoną matkę. Niech ten facet wyprowadzi się
                całkiem do swojej nowej miłości, niech nie nachodzi rodziny i niech da się
                zabliźnić ranom. Z dziećmi może widywać się po za domem. W końcu odszedł czy nie
                odszedł? A może chciałby zjeść ciastko i mieć ciastko.

                • barwa1 Re: Do habitusa 16.03.05, 15:41
                  habitus napisała:

                  Ale wprowadzanie przez ojca na siłę do rodziny "tej
                  > trzeciej" w sytuacji gdy rany są świeże uważam za, eufemistycznie mówiąc,
                  > niedelikatne.
                  Wiesz, nie zauważyłam chyba faktu, że ojciec wprowadza na siłę "tę trzecią".
                  Myślę jednak, że na siłę nic nie zrobi. Dzieci powinny wiedzieć, że jest ta
                  trzecia, ale nie muszą w tej sprawie zajmować stanowiska. Przynjamniej do
                  czasu, kiedy wszyscy ochłoną. Potem powinny jednak przyjąć fakt, że ona jest
                  (jeśli tak się skończy). Nie muszą jej kochać, ale powinny uszanować wybór ojca
                  (jeśli tego dokona).
                  Oczywiście huśtanie się ojca typu: nie wiem jeszcze czy wyprowadzić się czy
                  może jedną nogę zostawić na wszelki wypadek zakrawa na zachowanie pieska, który
                  na wszelki wypadek zaznacza teren, by móc w razie czego wrócić i szczeknąć, że
                  jest jego. Matka powinna wyrazić w tej sprawie swoje zdanie, ale czy jest do
                  tego zdolna?

                  Wiem, że ojciec bardzo chciałby udowodnić dzieciom jak bardzo
                  > słusznie uczynił i jak jego szczęści też jest ważne. Ale próbując zachęcać
                  > dzieci do zaakceptowania swojej internetowej zażyłości zmusza je do
                  przyznania,
                  > że jest ona LEPSZA OD ICH MATKI.

                  Chyba za daleko posunięty wniosek. Może rzeczywiście ojciec chce przekonać
                  dzieci (a pewnie i siebie) do swojej decyzji, ale czy dzieci są tu do
                  czegokolwiek zmuszane? Dzieci przecież są suwerennymi jednostami pod względem
                  swoich uczuć i napewno nie da się ich zmusić, by odwróciły się od matki!
                  Uważam, że kochając matkę nie muszą manifstować niechęci wobec partnerki ojca.
                  To jest niepotrzebne nikomu! Matka będzie matką dzieci bez względu na to, co
                  dalej będzie z jej małżeństwem. Nie ubędzie jej miłości od dzieci, jeśli nie
                  będą one okazywać niechęci tej trzeciej. Wymaganie od dzieci takiej postawy
                  będzie źle świadczyło o matce i bardzo dzieci poturbuje psychicznie. To zbędne.
                  A.
                  • habitus Re: Do habitusa 16.03.05, 16:16
                    barwa1 napisała:

                    > Wiem, że ojciec bardzo chciałby udowodnić dzieciom jak bardzo
                    > > słusznie uczynił i jak jego szczęści też jest ważne. Ale próbując zachęca
                    > ć
                    > > dzieci do zaakceptowania swojej internetowej zażyłości zmusza je do
                    > przyznania,
                    > > że jest ona LEPSZA OD ICH MATKI.
                    >
                    > Chyba za daleko posunięty wniosek.
                    To się nie odbywa na poziomie świadomym, wniosek jest jak najbardziej
                    uprawniony. Facet wybrał "drugą" porzycając ich matkę.

                    > Uważam, że kochając matkę nie muszą manifstować niechęci wobec partnerki ojca.
                    > To jest niepotrzebne nikomu! Matka będzie matką dzieci bez względu na to, co
                    > dalej będzie z jej małżeństwem. Nie ubędzie jej miłości od dzieci, jeśli nie
                    > będą one okazywać niechęci tej trzeciej. Wymaganie od dzieci takiej postawy
                    > będzie źle świadczyło o matce i bardzo dzieci poturbuje psychicznie. To zbędne.
                    Matka nie wymaga od dzieci niechęci. One ją czują same! Ich świat się rozpadł.
                    Trudno im winić rodziców bo tak to już jest z dziećmi, że bronią rodziców nawet
                    wtedy gdy ci je krzywdzą. Pozostaje żywić niechęć do osoby, która wpłynęła na
                    zmianę układu, bez analizowania procentu winy. To mechanizm obronny psychiki a
                    ty chcesz dzieci go pozbawić. I co w zamian? Czy sama byłabyś zdolna powstrzymać
                    złe uczucia i ekumenicznie dać błogosławieństwo? Bo ja napewno nie... Ale ja złą
                    kobietą jestem...
                    I myślę, że przynajmniej w początkowym okresie rozłąki te złe uczucia są nie
                    tylko naturalne ale i zupełnie słuszne. Wypieranie się w żywe oczy swojej złości
                    i rozczarowania oraz udawanie, że akceptuje się postępek ojca może tylko wywołać
                    nerwicę. To co się przydarza nalezy przeżyć uczciwie i do końca, a
                    wartościowanie uczuć - te dobre, a te złe - to nieporozumienie.

                    Asiu, ani ty ani twój brat nie musicie się wstydzić złości, wstydu i
                    rozczarowania. To normalne uczucia w tej sytuacji. One miną same, kiedy
                    zobaczycie, że rodzice (oboje) są szczęśliwi, nawet w sytuacji gdy ich związek
                    się rozpadnie bezpowrotnie. Jak mają taką mądrą córkę to sami też muszą być
                    fajnymi ludźmi, nie tłumokami. Przeżyjecie to i będzie dobrze.

                    • yo-anna84 Re: Do habitusa 17.03.05, 18:40
                      Dziękuję Ci Za Słowa otuchy, w których jest niewątpliwie wiele mądrości i
                      zrozumienia.
                      Wiem, że potrzeba nam wiele czasu, żeby zaakceptować obecną sytuację... A może
                      też ojcu, aby zrozumiał co jest dla niego najważniejsze...
                      Czasem trzeba coś stracić, żeby to docenić.
                      Wiem, że tato będzie tego żałował. Sam został adoptowany przez niezbyt
                      odpowiednią do tego rodzinę. Nie miał nigdy tak naprawdę odpowiednich wzorców
                      życia rodzinnego. Nie jest typem, który godzi się na kompromisy i naprawdę
                      bardzo trudno będzie mu znaleźć osobę, która go zaakceptuje. Jest zamknięty w
                      sobie, nie jest wylewny, a w kobiecie szuka kochanki, gosposi w jednym. Martwię
                      się o niego, że odchodząć od mamy skazuje się tak naprawdę na samotność w
                      czterech ścianach, bo te jego przelotne, internetowe znajomości kiedyś
                      przestaną go fascynować...
                      Odbił mu też sukces w pracy, awans za awansem sprawiły, iż zaczął chcieć więcej
                      i więcej. Już nie cieszyły go to co miał, ale posłuchał swoich znajomych z
                      netu /do czego sam mi się przyznał/, że może mieć lepsze, ciekawsze życie.
                      Pytanie tylko : czemu rozrywką tych kobiet, może jedyną /skoro same wiodą jako
                      rozwódki takie ciekawe zycie/ jest ślęczenie przed kompem całymi dniami i
                      wyrywanie żonatych mężczyzn...
                      ALe to już pytanie pewnie na zupełnie inny wątek. A ja jestem świadoma tego, że
                      przecież ojcu ta andropauza przejdzie i co wtedy??
                      • habitus Re: Do habitusa 17.03.05, 18:55
                        I wtedy będzie chciał wrócić, tylko może nie mieć do czego. To co opisałaś to
                        objawy kryzysu wieku średniego. Jeżeli mieszkasz w Warszawie mogę dać ci książkę
                        dla Mamy. Książka ma tytuł "Jak przeżyć kryzys wieku średniego swojego męża". :)
                        Wierz mi, to da się przeżyć. Ojciec zachowuje się teraz jak "spuszczony ze
                        smyczy" nastolatek, a potem będzie mu głupio. Tak wogóle to wydaje mi się, że to
                        jakaś pokazówka dla twojej Mamy a wy, dzieci, stoicie w polu rażenia... Myślę,
                        że to, ze tych znajomości jest więcej niż jedna to lepszy znak. Strasznie
                        wspólczuję wam, dzieciom. Mama da sobie radę.
                        • yo-anna84 Re: Do habitusa 17.03.05, 21:05
                          Piszesz normalnie jakbyś była osobą tu obecną:) Faktycznie też mam takie
                          wrażenie. Niestety mieszkam w woj. zachodniopomorskim.
                          Jeszcze raz dziękuje za Wsparcie.
                          :*
              • yo-anna84 Re: Do habitusa 17.03.05, 18:26
                > Uważam też za nadużycie obarczanie osoby trzeciej (kobiety czy mężczyzny) za
                > rozpad małżeństwa: dobre małżeństwo nie rozpada się pod żadnym wpływem.
                > Obarczając tę trzecią odpowiedzialnością za rozpad czyjegoś małżeństwa
                > zwalniasz z odpowiedzialności za swój związek małżonków. Czynisz z (tu)
                > mężczyzny bezwolnego matołka, którego może sobie wziąć pierwsza lepsza
                kobitka,
                Nikt tu nie obarcza żadnej kobiety, bo musiałabym obarczyć tym co najmniej z 5
                kobiet.
                >Uważam też, że dzieci, kiedy są traktowane poważnie, czyli
                > gdy się im wyjaśnia co się dzieje, mają większe poczucie bezpieczeństwa, bo
                > więcej rozumieją.
                Racja, kiedy są traktowane poważnie, ale my mamy wrażenie, że nie jesteśmy -
                kiedy staramy się swoje zdanie przedstawiać, słyszymy "że jesteśmy gó..arzami
                i to nie nasza sprawa", nie wyjaśnia się nam też wszystkiego, co prowadzi do
                niepokoju naszego o naszą przyszłość
            • dobrydzien Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 14:43
              Barwa ma rację. Dzieci są na tyle duże iż mogą starac się zrozumieć
              postępowanie swych rodziców. Mogą zobaczyć w nich zwykłych ludzi a nie
              superludzi.

              • habitus Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 14:53
                Nawet dorośli ludzie mający już swoje rodziny przeżywają ciężko rozwód rodziców.
                A co dopiero delikatna, młodziutka córka, która swój najważniejszy związek w
                życiu ma jeszcze przed sobą. Albo jej brat. Jaki przykład relacji małżeńskiej
                mają te dzieci? Takie sprawy jak romans, zdrada czy rozstanie - zdarzają się.
                Wiadomo. Jednaak rodzice powinni maksymalnie ograniczyć pole rażenia swoim
                egoizmem i nie wciągać dzieci w jakieś gry " w zrozumienie" czy
                "zaakceptowanie". Czy rodzice tak ochoczo rozumieją wybory dzieci, ich decyzje?
                A przecie żądają od własnych dzieci pełnej akceptacji, zaufania, posłuszeństwa
                ponieważ zawsze mają rację i chcą dobrze zaś potem kompletnie na odwrót: dziecko
                ma zrozumieć, że rodzic też człowiek i ma przyziemne potrzeby. Bueee... Nie za
                dużo dla rodziców, nie za mało dla dzieci?....
            • habitus Re: Rozwod ale nie twoj 16.03.05, 14:55
              Przepraszam jest pomyłka w poście - powinno być:
              Obowiązki rodziców wobec dzieci są inne niż
              obowiązki dzieci wobec rodziców.
          • yo-anna84 Re: Rozwod ale nie twoj 17.03.05, 18:20
            "Ojciec pozwolił Ci odejść, bo to Twój czas. A Tobie przeszkadza to, ze on
            szuka miejsca dla siebie. On też ma prawo do swoich nowych znajomości, jak i do
            doświadczeń jakie mu one przyniosą. "

            CHyba jest jednak różnica między mną a ojcem - wszak, ja nie mam męża, któremu
            coś ślubowałam Gdy będę miała własnego męża to zamiast szukać nowych znajomości
            będę wolała dbać o jak najlepsze relacje we własnym domu.

            "Ale jeśli powiesz mu co czujesz, jaki lęk w Tobie wywołała ta sytuacja, może
            ulzy Wam obojgu. On pewnie też przeżywa trudności w kontakcie nie tylko z mamą,
            ale i z Tobą."

            Łatwo jest powiedzieć "pogadaj". Po pierwsze ojciec nigdy nie umiał rozmawiać o
            uczuciach... Jest zamknięty w sobie. Po drugie - ja też nie umiem z nim
            rozmawiać, za dużo we mnie emocji, zaraz płaczę...

            " Przemyśl co dawało Ci dotychczas poczucie bezpieczeństwa? To, że ojciec wraca
            codziennie do domu, że był gotów pomóc Ci, pogadać? Dlaczego sądzisz, że to się
            skończy? ..."

            Poczucie bezpieczeństwa dawał mi fakt, że absolutnie ufałam własnemu ojcu, że
            zawsze wiedziałam, że mówi prawdę. Że zawsze spełniał, to co już obiecał. A
            teraz wielokrotnie łapię go na kłamstwie. I nie wiem już w co mam wierzyć...

            "Najlepiej byloby gdybyście całą rodziną usiedli i powiedzieli sobie wzajemnie
            jak się czujecie, jak się czuliście dotąd, jak możecie wspólnie pracować nad
            złagodzeniem skutków decyzji ojca..."

            Nie znasz nas, więc nie możesz wiedzieć, ile razy siadaliśmy do takiej rozmowy,
            która zawsze kończyła się krzykiem, płaczem i lamentem. Nie potrafimy rozmawiać
            o swoich uczuciach, zresztą nie jest to już chyba potrzebne nikomu, tak
            przynajmniej to wygląda...
    • jmx Re: nie umiem poradzić sobie z rozwodem rodziców: 15.03.05, 15:28

      Taaak... Poczucie czy świadomość, że ojciec (w ogóle rodzice) nie jest ideałem
      boli jak każda utrata złudzeń. A tu jeszcze rozwód... Skoro jest z powodu
      internetowych zanjomości to, być może, da się go odkręcić. Jeśli nie - to mimo
      wszystko pamiętaj, że ojciec rozwodzi się z żoną (Twoją matką) ale nie z córką.
      Jego uczucia do Ciebie nie musiały ulec zmianie, zawsze będziesz jego
      dzieckiem, o które się troszczy i którego los leży mu na sercu.

      Związek między Tobą a nim, a nim i jego żoną to, mimo wszystko, dwie różne
      sprawy. Może wasza relacja na tym zyska, może bedeziesz potrafiła spojrzeć na
      niego jak na 'zwykłego człowieka' a nie autorytet bez skazy...?

      pozdrawiam :)
      • yo-anna84 Re: nie umiem poradzić sobie z rozwodem rodziców: 15.03.05, 23:19
        Dziękuję Wam za słowa otuchy. Wiem, że to nie mój rozwód, ale nie umiem się
        zdystansować. Mam 20 lat, mieszkam teraz z bratem i mamą, bo ojciec się
        wyprowadził ulicę dalej do kawalerki. Ale codziennie bywa u nas w domu. Siedzi
        przy komputerze, przewraca papiery i dokumenty.
        Mama jest strasznie niezaradną osobą, całe życie oddaną ojcu i kochającą go
        ponad miarę. Pierwszy szok u niej mija, albo może raczej ucieka w pracę.
        Ja staram sobie wszystko jakoś tłumaczyć, ale tak naprawdę żyję bardziej
        mechanicznie. Wstaję, jem, jadę na uczelnię, wracam, uczę się, spotykam z
        chłopakiem... Myślami jestem bardzo daleko. W chwilach szczęśliwego dzieciństwa
        najczęściej.
        Jest mi ciężko. A może to brak słońca i depresja??
    • habitus Asiu odbierz pocztę "gazetową" 17.03.05, 23:41
      Nie wiem czy dotrze bo grzebałam w ustawieniach. Jeżeli nie - daj znać na forum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka