mustang301
17.04.05, 21:25
Od dwóch lat spotykam sie z facetem. Na początku była to ogromna fascynacja,
bazą związku był aspekt erotyczny. Iskrzyło nieprzeciętnie. Facet ciagnał
mnie do łózka, ale ja nie byłam jeszcze na to gotowa. Wystarczały mi
pieszczoty, mimo,że marzyłam o czyms więcej. Pierwszy seksik zaliczylismy po
5 miesiącach (oczywiście on był inicjatorem). Było bosko. Nie zamieszkalismy
razem, ale spotykalismy sie bardzo często, i choc te spotkania były
przesiaknięte erotyzmeme i chemią, miałam poczucie, ze on nie dązy do niczego
więcej. Tak jakby wystarczały mu tylko pocałunki, uściski i trzymanie się za
rączki. Mnie juz niestety nie:(
Na moje propozycje romantycznej nocki reaguje wymówkami w stylu: nie dziś bo
1. stres pracy, 2. nie mamy warunków (mieszkamy oddzielnie), 3. chodźmy na
kolację, 4. chodźmy do kina (gdzie prawie doprowadza mnie do orgazmu, z
wzajemnością). W ciągu tych 2 lat, spędziliśmy ze sobą tylko 5 nocy, mimo, że
często słyszę, że schrupałby mnie, albo przeleciał na restauracyjnym stoliku.
Czy on jest chory, czy że mną cos nie tak? Dodam, ze jego aparacik działa jak
trzeba i moze to robić 2-3 razy pod rząd. Facet twierdzi, ze on nie ma tak
wybujałego temperamentu i nie potrzebuje kochac sę częściej. Czy to
możliwe??? help!!