jmx
07.05.05, 02:14
"Pewnego dnia na oddział szpitalny w niewielkim miasteczku przyszła matka z 16
letnią córką która wyła z bólu. Ginekolog postanowił ją zbadać, dziewczyna
zabroniła matce wchodzic do gabinetu... Po chwili lekarz wyszedł z gabinetu i
odesłał matkę do domu po rzeczy córki-"Będzie musiała zostać w szpitalu na
dodatkowe badania". Nie powiedział matce tego czego zabroniła mówić
dziewczyna - w gabinecie odeszły wody - rodziła...
Nie chciała się przyznać który to miesiąc, ani też do tego, czego domyślili
się bez trudu lekarze - ile i jakich tabletek poronnych się (przepraszam za
wyrażenie) nażarła.
Po godzinie na sali porodowej nikt nie cieszył się z narodzin chłopca. Lekarz
nie dawał mu szans na przeżycie- maleństwo mieściło się na dłoni...
Dziewczyna wiadomość "Ma Pani syna" skwitowała pytaniem: "Mogę już iść do
domu?". Nie chciała nawet zobaczyć Maluszka, zabroniła informowania rodziny.
Pielegniarki czym prędzej wzięły wodę.
"Ja Ciebie chrzczę Stanisławie..."
I tym samym Maluszek został Stasiem. Spodziewano się Jego śmierci lada
minuta. Umieszczono Go w inkubatorku... A On żył ku zaskoczeniu wszystkich...
Chciał żyć widocznie... Jedna godzina... Druga... Trzecia... Zmarł po cztrech
godzinach.
Wiem że może to jedna historia z wielu... Ale i tak wiele łez wylałam za
Stasiem. Tak samo zresztą jak Pani doktor- pediatra z oddziału noworodkowego,
która o Stasiu mi opowiedziała.
Ta historia ma tez i dalszy równie tragiczny ciąg.
Otóż Pani doktor zadzwoniła do parafii z której pochodziła "matka" Stasia
próbując dowiedzieć się jakie formalności należy wypełnić przed pogrzebem...
Ksiądz zapytał o rodziców, z jakiej są parafii, czy są po ślubie, oraz o akt
chrztu dziecka. Po opowiedzeniu historii Stasia ku swojemu przerażeniu
usłyszała "Niestety ja nie mogę Pani pomóc. Do zorganizowania pogrzebu
potrzebni są rodzice. Nie ma rodziców nie ma dziecka." Argument że Mały był
ochrzczony i to przy wielu świadkach którzy mogą ten fakt potwierdzić nie
pomógł. Na pytanie pani doktor, co w takim razie mam zrobić z Dzieckiem
ksiądz odpowiedział "NIE WIEM." Nie zezwolił na pochówek na cmentarzu
parafialnym, nie wyraził zgody na odprawienie przy małym ciałku naborzeństwa.
Podobne były odpowiedzi księży z 6 sąsiednich parafii. Wszędzie powtarzano
tylko "Nie moja parafia. No NIE WIEM co Pani ma zrobić, truna sytuacja."
I tak Stasiu ubrany w szpitalne śpioszki o wiele jeszcze za duże, położony w
pudełku po butach na pieluszce tetrowej został zakopany przez dwie
pielęgniarki w kącie cmentarza."
Historia Stasia jest w 100% prawdziwa, nie podaję nazwy miejscowości, nie
jest to konieczne. Nie chcę robić żadnej sensacji, chcę tylko żeby ktoś
jeszcze pamiętał o Stasiu, któremu świat dał tak niewiele :(((
* * *
Przekopiowałam tę historię z innego forum. Jestem wstrząśnięta...
I zastanawiam się ile takich Stasiów "przewineło się" przez polskie szpitale, po których nie został żaden fizyczny ślad i o których nikt nie pamięta, jakby nigdy ich nie było...