wizualna
22.05.05, 23:07
jai on..my..na początku super,ten sam poziom,te same sostrzeżęnia, no
idealnie..jest tak dalej..lecz..on lubi gdy jego jest gurą..przy wielu
dyskusjach mimo mojej racji,prawdy usłysze,ze jednak nie,ze on ma racje,ze
nie mam argumentów...wiec zamykam sie powoli, dyskusje prowadza coraz
częściej tylko do wielkiej sprzeczki..on pyta czemu nie rozmawiam z nim,kiedy
ja mówię mu włsnie to, to on,ze sobie wymyśłałm,ze tak nie ma ,ze kłąmie..i
od nowa...wiec koniec rozmów..on na to tyle,ze sszuka na necie dziewczyn do
rozmów...szuka kogoś z pasją,bo ze mnie cała pasję wyssał..nie mam już siły
na cokolwiek,bo on i tak ni to przegada,poprawi,udoskonali...jednym słowem
delikatnie zniechęci.. czy to jest toksyczne,porwadzi do zagłądy..?? nie
rozumiem jednego, po prostu bym wyszła,spakowała i odeszła..ale coś mi nie
pozwala..coś trzyma..kocham go?? przyzwyczaiłam sie do tego???chyba
nie...próbuje cały czas wstac i isc razem z nim,ale jakoś czuje,ze ide za...