sarenka28
30.08.05, 22:37
To okropne uczucie. Kiedy na pozór niczego nie brakuje. Kiedy kochasz drugą
osobę już od dziesięciu lat i nie masz jej nic do zarzucenia.
Pokonujecie razem kolejne lata budując dalsze plany na przyszłość.
Wszystko idzie swoim torem.
I tylko nagle nie daje spokoju to piekielnie poczucie osamotnienia.
Zadaję sobie pytanie czy to ja mam zbyt dużą potrzebę bliskości, jedności,
pragnienie 'nadawania na tej samej fali'.
Staram się to stłumić w sobie. Przekomarzam się z sobą w duchu, że zachowuję
się jak bohaterka romansideł, która tęskni za wielkimi uniesieniami.
Przekonuję siebie, że to normalne, że to właśnie tak wygląda ZWIĄZEK
prawdziwy, nie książkowy, nie filmowy, wymyślony...
A potem zadaję sobie pytanie czy to poczucie osamotnienia jest może jakimś
znakiem, alarmem by coś zmienić, czyli przerwać...
Samotność w związku jest chyba gorsza niż ta odczuwana w pojedynkę. Bo
nieuzasadniona (?).
Czy ktoś z Was ją jeszcze czuje.
Może powinien mnie ktoś ściągnąć na ziemię?
Przekona, że trzeba się cieszyć tym co się posiada.
Obwiniam siebie, że za bardzo pragnę, czegoś co nie istnieje.