Dodaj do ulubionych

amfetamina/przerazajace sny

04.10.05, 17:58
prosze doradzcie mi co mam zrobic z moim mezem... niedlugo pewnie ex-mezem.
mamy 24 lata, jestesmy 2 lata po slubie i mamy malutka coreczke.
coreczka jest naszym szczescim, ale zwiazek malzenski jest kompletna porazka..
.
kilka razy decydowalismy sie na rozstanie i zawsze wracalismy do siebie ze wzgledu na dziecko i to co przezylismy przed slubem. teraz juz wiem, ze wtedy bylismy innymi ludzmi a to co bylo nie wroci.. poza tym to co wyrzadzil mi moj maz (psychicznie mnie maltretowal, olewal, przezywal, publicznie krytykowal itp) wydarlo we mnie ostatnie uczucia i tak gasnacej milosci..

miesiac temu dowiedzialam sie od obcych ludzi ze moj maz od ponad roku zazywa nalogowo amfetamine. przyznal sie do wszystkiego i blagal zebym nie odchodzila. powiedzial, ze dla mnie i dla coreczki zrobi wszystko, ze ja i ona bedziemy najlepsza motywacja.. uwierzylam mu. minelo kilka tygodni. wiedzialam ze nie bral, ale nasze zycie nie bylo nadal sielanka... ciagle sie klocilismy. wczoraj, po kolejnj klotni spojrzalam mu w oczy. Zrenice mial wielkie jak teczowki... :(
postanowilam odejsc na dobre. na razie jeszcze mieszkamy razem, ale rozwod wisi w powietrzu. Wiem, ze musze odejsc, bo nigdy nie bede szczesliwa z tym czlowiekem, ale wim ze to tez nie bedzie proste...

moja prosba dotyczy pomocy dotyczacej meza, jak mu pomoc, gdzie sie skierowac, jak to wszystko zalatwic... na dniach maz sie wyprowadzi do swoich rodzicow. Jak ich o tym wszysktim poinformowac... to bardzo madrzy ludzie (oboje z doktoratami)ale tez wrazliwi.. boje sie, ze to ich moze zalamac:(

problem nr2
sny mojego meza.. od jakiegos czasu ma dziwne sny.. robi dziwne, przerazajace miny, wydaje przy tym okropne dzwieki.. zupelnie jakby byl chory psychicznie, uposledzony.. nie wiem. i jeszcze ten smiech:( boje sie go wtedy bardzo. najgorsze jest to, ze nie moge go dobudzic. nie zdarza sie to czesto, ale jdnak ma co jakis czas miejsce.. co takie sny moga oznaczac? co mam z tym zrobic?

bardzo prosze o pomoc, moze ktos przezyl cos podobnego, moze ktos podzieli sie ze mna swoimi przemysleniami na ten temat.. moze ktos sie podzieli swoja wiedza na temat amfetaminy. w necie mozna znalezc wiecej na temat produkcji niz o skutkach brania i pomocy osobie uzalznionej:(

jestem kompletnie skolowana i nie wiem jak wybrnac z tej sytuacji..
____________________________

D.
Obserwuj wątek
    • psychopata.z.borderline Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:02
      pale tylko maryche i hasz jak mam chec, tego gówna nie ruszam
      ale pamietam kolesia, który to brał, nie chciałabym mieć nic wspólnego,
      manipulant, krętacz i tchórz
    • on.ma.klapki Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:09
      powiedzieć amfetaminie, azeby przestała się podszywać pod narkotyki i przestała
      się wygłupiać. Ktoś zażywa i ma halucynacje?
      • psychopata.z.borderline Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:10
        jakie halucynacje?
        raz ten shit wziełam przed egzaminem i dość
        to jest jakis absurd
        • psychopata.z.borderline Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:17
          biorą tez ci, którzy chcą pokazać, jak oni o mogą duzo wypić, idioci
          • on.ma.klapki Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:21
            czy ja wiem. nie znam takicgh. A jeżeli znam, oni sami nie spojrzeliby mi
            prosto w oczy.
            Swoją drogą, ps, nie jestem zaskoczona, po takiej dawce.
            • psychopata.z.borderline Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:23
              mnie coś takiego nie kręci absolutnie
        • on.ma.klapki Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:20
          pscyho, ostroznie podchodź do tematu, skoro brałeś
          nie zbliżaj się w takim stanie do kompa, bo to nie tylko tym którzy cię czytaja
          szkodzi
          tobie chyba nawet bardziej.
          skoro shitem jest cos takiego jak amfa to po co to wo gole bierzesz, zapytale
          sie sam siebie?
          • psychopata.z.borderline Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 18:22
            nie biore amfy, zwariowałeś?
    • zza_krzaka Deanke zajrzyj 04.10.05, 18:32
      na Forum Uzależnienia.
      • deanke Re: Deanke zajrzyj 04.10.05, 19:41
        a mozesz podac mi linka?
        nie moge znalezc..

        ____________________________

        D.
        • zza_krzaka Re: Deanke zajrzyj 04.10.05, 20:00
          Adres nie chce się mi skopiować:(
          Forum>Uzależnienia - trochę poniżej Forum Psychologia

          3m się:)
          • zza_krzaka Re: Deanke zajrzyj 04.10.05, 21:07
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=176
            teraz chyba się uda:)
    • nabij_faje Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 19:18
      przez lata żyłam z facetem nałogowo używającym,

      >> @
      • deanke Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 19:37
        i co?
        odeszlas od niego?
        on nadal bierze?
        ____________________________

        D.
        • nabij_faje Re: amfetamina/przerazajace sny 04.10.05, 19:44
          odeszłam,
          nie utrzymujemy kontaktów prawie, to wrak.
          z tego co widzę, ma okresy ciągów, bz.
    • psychopata.z.borderline jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 19:50
      bo to, że są poqrwieni ze biorą to gó.. to już wiemy

      ale co zrobić ,zeby zaczeli normalnie żyć?
      • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 19:53
        dac im szansę, wziąć za siebie odpowiedzialność.
        • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 19:55
          za siebie tak, ale za nich dlaczego?

          jak ich przekonać nie biorąc za nich odpowiedzialności?
          • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:02
            napisałam: dac im szansę, wziąć za siebie odpowiedzialność.

            to oni właśnie muszą poczuć, że za wybory, których dokonają odpowiadają sami,
            reszta umywa ręce.
            • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:07
              wiesz, znam człowieka, dobry człowiek, ale nie ma szans
              artysta, ale rodzice chcieli zrobic z niego rzemieśnika, bo z tego jest kasa

              przykre, wiele nabroił w życiu, ale jego oczy mówią wszystko...
              • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:14
                w uzależnienia jest duży wkład rodziców, w zasadzie to podwalina nałogu- brak
                świadomości i egoizm
                • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:24
                  ale ja znam takich, którzy maja szanse bo im sie udało, jakby trafili w
                  człowieka zamiast w słup ich życie byłoby skończone
                  • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:29
                    szanse są dla wszystkich,
                    nie każdy ma ochotę z nich skorzystać,
                    wolna wola Panie

                    "każdy ma prawo decydować o swym losie,
                    każdy ma prawo żyć tak, jak chce!"
                    I.
                    • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:31
                      ale "ludzie" nie pozwolą...
                      nigdy nie zrozumiem zboków i zbrodni z premedytacją
                      • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:39
                        żartujesz? od kiedy skończyłam 9 lat, ludzie mogą mi skoczyć i nawzajem pewnie
                        też.
                        • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 20:56
                          mnie również, ale są jednostki
                          • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:04
                            oczywiście, bez tego nie byłoby sensu dychać jeszcze
                            • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:06
                              tak, ale jak ktos sprzedaje uzywki zeb utrzymac zone i dziecko a mógłby robic
                              cos innego?
                              • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:17
                                każdy przypadek indywidualny, nie można uogólniać

                                z doświadczenia Ci jednak powiem, że w takiej sytuacji nie ma czystych układów,
                                nie wierzę w to! człowiek jest tylko świnią.
                                • psychopata.z.borderline Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:19
                                  ale czasem czlowiek chce ale nie ma szans, bo nawet rodzice są przeciw
                                  • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:23
                                    rodzice?
                                    nie jesteśmy dziećmi! mogą najwyżej palcem w bucie.
                                    nigdy nie czułam przynależności do rodziców, przynajmniej nie pamiętam.
                                    • stary_babsztyl Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:32
                                      no jasne,znamy już przyczynę wszelkiego zła...rodzice! są przyczyną i
                                      przeszkodą,ale dobrze chociaż że niektórzy nie czują przynalezności do nich.
                                      To ci,którzy wyskoczyli z pudełka po butach
                                      niektórzy mieli przyciasne i im się główki ciut spłaszczyły:)
                                      w ich przypadku przyczyną i przeszkodą jest niedopasowanie pudełka do wymiarów
                                      Ciekawe czy mają jeszcze te pudełka, ot tak,jako pamiątkę
                                      i czy czują do nich jakąś przynalezność?...:)
                                      • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:37
                                        szybka reakcja, doceniam mamusiu, ja tez jestem matką, stąd te przekonania.
                                        pzrepraszam za zwłokę, muszę położyć dzieci.
                                        • stary_babsztyl Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:39
                                          nabij_faje napisała:

                                          > szybka reakcja, doceniam mamusiu, ja tez jestem matką, stąd te przekonania.
                                          > pzrepraszam za zwłokę, muszę położyć dzieci.


                                          Stara ale wciąż jara:)
                                          Moje same się już kładą, oczywiście każde w swoim pudełku:)
                                          • nabij_faje Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:42
                                            ja mam jeszcze duzo lat przed sobą, zanim odetchnę.
                                            • stary_babsztyl Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 21:46
                                              nie chcę cię smucić,ale nie odetchniesz:) będziesz musiała nauczyć się oddychać
                                              inaczej:)
                                              • deanke Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 23:44
                                                a to co?? chat sobie zrobiliscie w moim watku? ;)


                                                ____________________________

                                                D.
                                                • zla.macocha Re: jak tym ludziom pomóc? 04.10.05, 23:51
                                                  odpadłaś, poszłaś na U.
                                                  • deanke Re: jak tym ludziom pomóc? 05.10.05, 00:42
                                                    gdzie poszlam?
                                                    mozesz jasniej?
                                                    ____________________________

                                                    D.
                                                  • zosia_p Re: jak tym ludziom pomóc? 05.10.05, 09:13
                                                    noakowskiego 16
                                                    centrum pomocy rodzinie
    • solaris_38 przyszedł TEN moment 05.10.05, 00:26
      cokolwiek się dzieje zawsze musisz zakładac że może będziesz musiał sobie
      dac rady sama

      przyszedł ten moment

      rozumiesm że kochasz jeszcze męża i chcesz mu pomóc ale w takiej sytuacji
      musisz dac mu szanse udowodnienia że chce wyjść z nałogu

      to powazny nałóg a on tylko czeka na argument że to przez ciebie nie mógł
      rzucić bo go zostawiłaś

      ale to nieprawda

      jesli chce z tobą byc niech to oakże w czynach

      zatem odejdz i CZEKAJ na niego
      niech wie że jak wróci to ty jesteś

      jesli naprawde mu zalezy to doceni i skorzysta

      jesli wciska kit i nie jest zdeterminowany sama w sobie aby to zrobić
      wszystko będzie pretekstem i nie pomoże że mu wszystko nha tacy podasz ,..
      gdzie się leczy itd

      to dorosły facet

      będzie chciał przestac przestanie i poradzi sobie

      zgadzam sie że pomoże mu w tym juesli będziesz czekac na niego

      ale to nie trwa miesu=iąc ani dwa

      daj mu z rok czasu kiedy będzie robił badania i one nIE wykażą amfetaminy

      to ostry nałóg

      zrujnuje ci zycie i dziecku a nie tylko jemu

      on w to wszedł sam mając waszą miłość
      jakos nie chciał być odpowiedzialny

      jesli nie chesz być zniszczona to daj mu szanse ale odchodzac i czekając:)

      Razcej sądze że zwycieżysz jesli w ogóle zdołasz uciec

      • deanke Re: przyszedł TEN moment 05.10.05, 00:31
        dzieki:)
        naprawde ciesze sie ze napisalas!
        prosto, pieknie i prawdziwie...

        wiem, ze musze odejsc
        nie moge zostac, nawet gdybym chciala - bo juz nigdy by mnie nie szanowal i robil co by chcial...

        dalam mu szanse... wytrzymal 4-5 tygodni
        wiem, ze bez pomocy specjalisty sie nie obedzie...

        jeszcze razz dzieki


        ____________________________

        D.
        • solaris_38 ONO SIE POTRAFI ODMIENIĆ 05.10.05, 00:37
          może ta decyzją zmieniłas swoje KOŁO FORTUNY

    • marylucky Nie poddawajcie się 05.10.05, 13:48
      To co chcę ci napisać jest bardzo ważne. Wiem to z własnych doświadczeń. Być
      może twój mąż jest już w takim stanie, że będzie potrzebował pomocy fachowca.
      Nie znam nazw ośrodków, bo wyszłam z tego sama- widocznie w porę się ocknęłam,
      nie było łatwo.
      ALE ...
      Najważniejsze co chcę ci powiedzieć, to to, że człowiek uzależniony nie jest
      sobą. Wiem jak trudno jest zapomnieć i wybaczyć to jak się zachowywał ale
      piszesz, że masz dobre wspomnienia sprzed ślubu. Musisz zrozumieć, że narkotyki
      zmieniają świadomość. Nie tylko jak się jest pod ich wpływem ale też na
      codzień, kiedy się nie bierze. Ja miałam to samo. Zmiana zachowań, zmiana
      moralności, zanik odruchów serca, zanik miłości, krzywda wyrządzana ludziom
      bliskim, niewytłumaczalne zachowanie. Pada na psychikę, człowiekowi odbiera nie
      tylko rozum ale i chyba serce :(
      Nie pisz, że to co było nie wróci. On znowu może być tym samym człowiekiem
      którego pokochałaś, tylko musi z tego wyjść. Boję się, że jeśli ty mu nie
      pomożesz, być może nikt mu nie pomoże. Może nie mieć tego momentu ocknięcia
      który miałam ja i wtedy bez ciebie się stoczy. Wybór oczywiście należy do
      ciebie. On też musi mieć wolę walki.
      Ale musisz uwierzyć że to jest MOŻLIWE. Ja z tego wyszłam i jestem znowu sobą,
      znowu czuję, znowu umiem współczuć, znowu umiem kochać.
      Trzymam za was kciuki. Macie wspólne dziecko. Małego człowieka, który was
      potrzebuje. Życzę, zeby nadszedł taki moment, że spojrzycie sobie w oczy i
      będziecie bez słów wiedzieli że wam się udało i wszystko się ułoży.
      Pozdrawiam
      • nabij_faje Re: Nie poddawajcie się 05.10.05, 14:46
        marylucky napisała:
        Nie pisz, że to co było nie wróci. On znowu może być tym samym człowiekiem
        którego pokochałaś, tylko musi z tego wyjść. Boję się, że jeśli ty mu nie
        pomożesz, być może nikt mu nie pomoże. Może nie mieć tego momentu ocknięcia
        który miałam ja i wtedy bez ciebie się stoczy. Wybór oczywiście należy do
        ciebie. On też musi mieć wolę walki.

        * stwarzasz dziewczynie iluzję, że ta coś może, a tak naprawdę, to jedynym
        rozsądnym zagraniem jest odstawienie go i to właśnie ze względu na pzreszłość i
        na dziecko. ludzie z takim problemem usilnie uchwycą się bliskiej osoby,
        wmawiając jej, że jest ważna, że bez niej nie dadzą rady a w rzeczywistości
        znajdą sobie kozła ofiarnego na swoje potknięcia. nie ma zmiłuj!
        • marylucky Re: Nie poddawajcie się 05.10.05, 14:58
          Nie wiem jak duże masz doświadczenie z osobami z takim problemem ale ja Z
          AUTOPSJI wiem, że ktoś bliski może dać kopa do powiedzenia sobie DOŚĆ. W moim
          przypadku było to dziecko. Celowo nie napisałam w jaki sposób ma mu pomóc. Być
          może odejście będzie dobrym rozwiązaniem, ale to ona go zna najlepiej- dla
          jednego to będzie mobilizacja dla drugiego kompletna załamka i ostatnie
          pchnięcie na dno. Głównym moim celem było uświadomienie koleżance, że nie
          powinna tracić nadziei na odmianę i definitywnie wykreślać ze swojego życia
          człowieka którego kocha, bo nawet jeśli jest to bardzo trudne to jeszcze
          wszystko może wrócić do normy. Pod warunkiem dobrej woli z obojga stron.
          Pozdrawiam.
          • nabij_faje Re: Nie poddawajcie się 05.10.05, 15:12
            zauważ, że jesteś lekko stronnnicza w swojej opinii.
            dziewczyna powinna zadbać przede wszystkim o siebie i o dziecko, nie martwić
            się teraz czy koleś da radę, czy nie- na tym nie zbuduje szczęścia dla dziecka
            i siebie. to za duży bagaż dla niej, niezależnie od predyspozycji faceta.
            źle widzę także pocieszanie bez podstaw, będzie się łudzić w nieskońzconoćś.
            • marylucky Re: Nie poddawajcie się 05.10.05, 15:27
              No jasne, to co? Lepiej powiedzieć jej: Wystaw walizki ćpuna za drzwi, zemnij i
              wyrzuć na śmietnik swoje uczucia, szukaj innego tatusia dla swojego dziecka??
              To chyba nie takie proste. I prawda jest taka, że my możemy tu sobie na chłodno
              komentować, ale gdy w grę wchodzą emocje i uczucia to nic nie jest czarne czy
              białe :/
              Masz dużo racji w tym, że powinna zadbać przede wszystkim o siebie i dziecko,
              ale nie przekreślać męża, postawić ultimatum, dać mu jakiś okres czasu na
              poprawę, bo ja wiem? I jak się nie wywiąże- wtedy układać życie na nowo- bez
              łudzenia się w nieskończoność. W przeciwnym razie- gdy nie da mu szansy- wtedy
              właśnie będzie się w nieskończoność zastanawiać, czy nie było innego wyjścia.
              Nabij_faję, straszny z ciebie sceptyk, trochę wiary w człowieka, mi się udało-
              może jemu tez się uda?
              • deanke Re: Nie poddawajcie się 05.10.05, 15:35
                ale on 5 tygodni temu dostal szanse.. plakal, obiecywal, przysiegal..
                a pozniej robil mi jazde w domu o niezmyta szklanke.. i przedwczoraj i wczoraj byl na amfie... ile mozna? jak dlugo mozna znosic taki zachowanie i zycie w klamstwie, iluzji?
                chce mu pomoc, tlyko nie wiem jak.. dlatego napisalam tego posta, by ludzie ktorzy mieli troche z tym do czynienia napisali od czego zaczac, jak postepowac z takim czlowiekiem (bo na pewno nie po dobroci)..

                dzisiaj sie wyprowadzil do rodzicow.. ale ja tego nie zamierzam tak zostawic.
                dlatego tu jestem!
                ____________________________

                D.
                • marylucky jazdy 05.10.05, 15:46
                  Jazdy to normalka, nawet jak nie jest na amfie możesz się ich spodziewać. W
                  zależności od stopnia uzależnienia narkotyki schodzą z człowieka dłużej lub
                  krócej. U mnie trwało to cztery miesiące :/ zanim wróciła mi moja "normalna"
                  psychika. Więc wasze kłótnie i jazdy to nic dziwnego. Skoro nie skorzystał z
                  szansy- nie wiem co jeszcze możesz zrobić. Obawiam się, że jeżeli groźba
                  definitywnego rozstania i jego miłość do was nie wygrają z nałogiem, to na siłę
                  do ośrodka go nie zaciągniesz. Może rodzice mają na niego większy wpływ. Bo jak
                  przestanie brać to po jakimś czasie łatwiej będzie ci do niego dotrzeć.
                  Tak czy inaczej trzymam kciuki
    • drak62 Re: amfetamina/przerazajace sny 05.10.05, 14:50
      Wejdź na forum uzależnienia.
      • nabij_faje Re: ona już tam wisi, sama wejdź n/t 05.10.05, 14:52
    • momba ratuj siebie 05.10.05, 16:29
      Dziewczyno!
      Ratuj siebie, póki jeszcze możesz.
      Chyba wystarczająco dużo wycierpiałaś przez niego, prawda?
      Jest taka choroba.
      Nazywa się współuzależnienie.
      Myślę, że może Ciebie również dotyczyć.
      Sam się w to wpakował, więc niech teraz sam sobie pomaga.
      Przerażające sny, to jeszcze nie dramat.
      Gorsze dramaty bedziesz Ty przezywać, gdy się zaangażujeszz w pomaganiu mu
      wyjść z uzależnienia. A przecież masz dziecko, prawda?
      Chroń je przed tym wszystkim.
      Przed ojcem narkomanem, który będzieobiecywał dziecku złote góry, a nigdy nie
      dotrzyma słowa.
      Wiem, co mówię, bo sama to przezyłam.
      Kłamstwa, zdrady, lęki i obiecanki.
      dzis cieszę się, że wszystko zniknęło jak zły sen.
      Choć koszmary jeszcze czasem powracają.

      A jeśli chodzi o jego rodziców, to również nie Twoja sprawa.
      Dorośli są i sobie poradzą.
      Życzę Ci, żeby wszyscy się o Ciebie martwili, jak Ty o nich.

      Dziewczyno!
      Weź się za siebie, oderwij się od tego patologicznego człowieka i zacznuj zyć
      swoim życiem!!!!!!!!

      Trzymam kciuki za mądre decyzje.
      • deanke Re: ratuj siebie 05.10.05, 21:38
        umowilam sie w piatek z jego mama na rozmowe.. teraz nawet gdybym chcial to nie moge sie wycofac. jego siostra juz o wszystkim wie i wspiera mnie.
        dzieki za kazdy post podtrzymujacy mnie na duchu ze dobrze robie...
        bo wiem ze go krzywdze i to jest najgorsze...
        wiem, wiem.. sam sie krzywdzi, a ja... ja mu jeszcze bardziej mace zycie...
        chcialabym, zeby to wszystko sie skonczylo bezbolesnie, ale chyba tak nie da rady.. on dzis byl u mnie i twierdzi ze to sknczony etap jego zycia..
        tyle ze ja w to nie wierze...
        ____________________________

        D.
        • triss_merigold6 Re: ratuj siebie 05.10.05, 22:30
          Odejdź. Po amfie są jazdy, facet może być zwyczajnie niebezpieczny dla Ciebie i
          dziecka.
          Jest uzależniony. Nie wierz w ani jedno jego słowo. Nakłamie, obieca a potem i
          tak weźmie.
          Swoją drogą, skąd ma kasę?
          Nie krzywdzisz go, on sam siebie krzywdzi ale to już jego problem.
          • deanke Re: ratuj siebie 05.10.05, 23:05
            nie wiem skad bierze pieniadze.. dopiero skonczyl studia, ja jeszcze studiuje.. dostajemy grosze na wlasne utrzymanie (500zl) na jedzenie, mleczko, pieluszki i paliwo! rachunkow nie placimy bo mieszkamy u moich rodzicow -mamy wlasne pietro z kuchnia i lazienka.
            sama sie nad tym zastanawiam... wiem ze mial dlugi... tu 100 zl, tam 50zl... nie ma juz obraczki:( zastawil i przepadla, nie zdazyl na czas wplacic pieniedzy...
            na pewno nie handluje.. ale to chyba jakz papierosami, zawsze sie znajdze na to kasa..
            ____________________________

            D.
            • triss_merigold6 Re: ratuj siebie 05.10.05, 23:10
              Chcesz mieć "miasto" na karku? Jeśli diler daje mu na kreeyt to prędzej czy
              później ktoś się upomni a dług będzie narastał.
              Dziewczyno, zastanów się: skoro wydatki macie wyliczone (z tych 500 zł po
              opłaceniu potrzeb dziecięcych niewiele zostaje) a gość nie zarabia przy
              regularnym ćpaniu to jest kilka ewentualności
              - kredyt u dilera
              - kradnie
              - diluje
              - pożycza po ludziach
              Nie wstyd Ci takie coś trzymać w domu swoich rodziców?
              • deanke Re: ratuj siebie 05.10.05, 23:17
                to nie jest cpun z dworca.. on cwiczy, bierze witaminy, je sniadanie , obiad , kolacje, kapie sie 3 razydziennie i pachnie perfumami niezlej marki... nawet spac chodzi o przyzwoitej porze..
                dlugi mial u swojego najlepszego kumpla i siostry.. juz je splacil. zostalo 50zl... on zawsze mial jakies oszczednosci, nigdy nei zyl na kredyt, ma to po rodzicach.. ktorzy nawet dom i samochody kupowali za gotowke...

                wiec nawet nie moge mu zarzucic ze postepuje nieracjonalnie...
                wszystko u niego jest przemyslane i zapiete na ostatni guzik!

                nawet teraz nie w sumie zadnych dowodow, ze bral...
                ale wiem,bo mi sie przyznal!

                echh, nie wiem czy gorszy cpun napoziomie czy taki co lezy na kanapie i smierdzi(za przeproszeniem) bo do niego to nawet nie mozna sie przyczepic, ze nie spelnia swoich obowiazkow!!!!

                ____________________________

                D.
                • nabij_faje Re: HA HA HA HA HA !!! 06.10.05, 00:11
                  dawno sie tak nie ubawiłam!

                  "jak sie nie psewrócis, to sie nie naucys!"
                  zostawmy dziewczę, niech się sama wypie...

                  powodzenia Deanke, przyda Ci się!
    • komandos57 [...] 06.10.05, 00:23
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • renkaforever Re: wsparcie przyjdzie z nikad 07.10.05, 04:45
      Wydaje mi sie, ze twoj maz powinien natychmiast rozpoczac proces oczyszczania
      sie z narkotyku.Niestety cos tam w glowie mu sie kliknelo i dlatego ma chec na
      te wlasnie, a nie inna przyjemnosc.Trzebaby zastapic te chec inna checia,jaka
      sama sobie dopowiedz. Musialoby to byc cos na co mialby wieksza chec niz na
      amfe. Podsun mu to i zobacz jak zareaguje.Poeksperymentuj, jezeli on jest
      jeszcze komunikatywny.
      A moze jest cos, co go stresuje non stop, np fakt, ze czuje sie
      niepelnowartosciowym facetem, bo musi mieszkac u rodzicow wlasnej zony, zamiast
      we wlasnym, zbudowanym wlasnymi rekami (chyba tylko szalasie). To jest niezle
      dolujace. A moze sa inne przyczyny wynikajace z jego osobowosci, np ambitny ale
      sytuacja ogolna nie pozwala mu na spelnienie oczekiwan wlasnych rodzicow. I
      znowu dol i walenie glowa w sciane.Do tego wlasna zona "nie czyta go". Kolejny
      dol. Mamusia i zona maja porozmawiac co robic z biedakiem, kiedy facet SAM
      powinien pojsc do specjalisty i powiedzic: panie chce sie oczyscic z amfy,
      bralem , ale nie chce tego wiecej. To wszystko.Dopoki tego nie zrobi, czeka cie
      pieklo, a chyba nie chcesz tego dla twojej coreczki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka