wrozkaw
06.11.05, 13:19
po prostu chcę to napisać, może ktoś był w podobnej sytuacji. kilka miesięcy
temu rozpadł się mój pierwszy stały związek.decyzja była bardziej po mojej
stronie, i choć on prosił mnie zebym wróciła to stwierdziłam, że chyba już
nie będę w stanie mu zaufać.związek był raczej udany i wszyscy wkoło uważali
mojego chłopaka za bardzo fajną osobę. to co mnie najbardziej bolało zamyka
się w tym, że on obce osoby traktował czasem lepiej od własnej dziewczyny,
którą twierdził że kocha. wobec innych potrafił dotrzymywać obietnic, był
doceniany w pracy. no a u nas różnie bywało. najbardziej denerwowało mnie, że
czasem nie potrafił zachować umiaru w ilości alkoholu, którą wypijał kiedy
wychodzilismy razem.zdarzyło się że zostawił mnie gdzieś samą w srodku nocy
lub obrazał sie na cały wieczór i nie rozmawiał ze mną kiedy wychodzilismy ze
znajomymi. prosiłam go ładnie(potem juz mniej ładnie), doprowadziłam do tego
że przestalismy razem mieszkać żeby się naprawdę zastanowił na czym mu
bardziej zależy no i efekty są widoczne. obiecywał mi kilkakrotnie, że to się
zmieni i nic. było mi ciężko ale myślę że warto szukać w zyciu kogoś kto
będzie mnie sznował. czasem myślę sobie czy to tak wiele to o co go prosiłam?
i myślę sobie że jednak chyba nie. czasem tylko trochę mnie boli
niezrozumienie ze strony dalszych znajomych,którzy dziwią się ze
zostawiłam "takiego fajnego chłopaka" i że przecież "każdemu się czasem
zdarza". ale trudno być na dłuzszą metę z kimś, kogo zachowania nie mozna
przewidziec, trudno na tym cokolwiek zbudować. dzieki za "wysłuchanie"