Dodaj do ulubionych

Była dziewczyna mojego narzeczonego

19.11.02, 13:48
Witam wszystkich :)

Mam problem, z którym chcę się z Wami podzielić. Problem
zaczął
mnie uwierać kilka dni temu, chociaż może nawet
wcześniej "ta
sprawa" mnie denerwowała. Trochę opiszę sytuację z
szerszego kąta,
byście zrozumieli o co mi chodzi.

Chodzi o byłą dziewczynę mojego ukochanego. Nie znam
Agnieszki,
nigdy jej nie widziałam. Tomka poznałam już wtedy gdy
nie byli parą
od trzech lat, a ona już była młodą mężatką z dzieckiem.
Parą byli w
liceum, było to nastoletnie zauroczenie, jak mówi moje
Kochanie.
trwało dwa lata i nigdy nie doszło do "skonsumowania
fizycznego"
(hihi... ale owinęłam w bawełnę). Rozpadło się w sposób
naturalny,
bez dramatów. Została przyjaźń, która nieco rozluźniła
się po jej
ślubie i po przeprowadce Tomka do innego miasta.

W tym "innym mieście" Tomek poznał mnie :) I wybuchła
miłość,
która trwa już 2,5 roku :) Pod koniec października
zaręczyliśmy się,
ślub planujemy na sierpień 2003.

Wracając do mojego problemu...
Agnieszka pisała listy, życzenia na święta, gdy Tomek
przyjeżdżał do
rodzinnej miejscowości spotykali się. Pamiętam, że gdy
byliśmy
razem pół roku przyszedł list po prawie rocznej przerwie
w ich
kontaktach . Zaczynał się: "Moja Mordko", co
wyprowadziło mnie z
równowagi, bestia zazdrości zaczęła mruczeć. Było kilka
scysji
między mną a Tomkiem na temat Agnieszki, ale
zrozumiałam, że nie
ma się czego obawiać (a nie było łatwo zrozumieć). Tomek
podkreśla,
że jest to tylko stara znajomość, że nie ma w tym
niczego
nieuczciwego. Wierzę mu :) Ale...

Ona wie, że Tomek jest z kimś szczęśliwy. Ba, zawsze
zaprasza mnie i
Tomka do siebie. Chciałyby mnie poznać itd. Na początku
myślałam, że
nic z tego. Ostatnio doszłam jednak do wniosku, że
moglibyśmy ją
odwiedzić, ja mogłabym ją w końcu poznać, może nawet
polubić.
Przestałam być zazdrosna od telefony i spotkania (dwa
razy do roku)
od innej kobiety. Czuję się pewnie w związku, kochamy
się i ufamy
sobie. Wiem, że ona nie jest szczęśliwa w małżeństwie i
jest zmęczona
macierzyństwem. Ostatnio dzowniła i gratulowała
zaręczyn, nazwała
nas nawet swoimi przyjaciółmi.

Teraz MERITUM SPRAWY: głupi zbieg okoliczności i
zaskakujący
wynik.
W sobotę bawiłam się Tomka komórką i wysyłałam uśmiechy
do
wszyskich znajomych. Wysłałam do niej, ale przez
przypadek nie
wyszło i poszła pusta wiadomość. Już miałam ją
poprawiać, gdy...
przyszedł esemes od niej (do Tomka, oczywiście). Gdy go
przeczytałam to krew uderzyła mi do głowy.
Jego teść: "Przysłałeś mi pustą kopertę... Gdybym mogła
cofnąć czas,
to nie byłabym tą głupią, skromną dziewczyną, tylko
brałabym życie
garściami z Tobą. A teraz za późno i brak sił"

!!!!!??? Trudno opisać, jak się poczułam. Po prostu mnie
zatkało!
Przez pół godziny dusiłam w sobie wulkan emocji, nie
mogąc otworzyć
ust, by powiedzieć o tym esemesie Tomkowi... Biłam się z
myślami:
powiedzieć czy wyrzucić go w kosmos? Uczciwość i chęć
rozwiąazania
problemu zwyciężyła - powiedziałam. Tomek zaskoczony,
tylko się
zaśmiał i powiedział: "Chyba przechodzi jakiś kryzys".
Ja duszę to w
sobie już kilka dni. Jestem w szoku. Zaufałam jej, nawet
sama
przypominałam o telefonie do niej, czy wysłaniu kartki
na święta.
Starałam się być w porządku wobec Tomka, bo wiem jaki on
ma
stosunek do tej sprawy: "było, minęło, jesteś tylko Ty",
ale chciał
utrzymywać znajomość z Agnieszką, bo "po prostu ją
lubię".

Sama ostatnio nawet zachęcałam byśmy się wreszcie do
niej wybrali!
A tutaj... cholerka, co o tym myśleć?
Powiem wam szczerze: szlag mnie trafił i powiedziałam,
że nie chcę
jej znać. Były moje łzy, Tomka zdenerwowanie (nie
rozumie o co tyle
szumu), moje wymuszenie, żeby nie odpisywał jej na żadne
esemesy.

Jak się zachować? Ona pewnie nie da za wygraną. Czy
jednak ją
odwiedzić? Czy się izolować? Czy przy okazji powiedzieć
o esemesie,
czy udać, że nie wiem o co chodzi?

Czekam na Wasze rady, dziękuję za przebrnięcie przez ten
długi post
:)

Pozdrawiam. Atlantis
Obserwuj wątek
    • ha-jo Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 14:05


      w tym trojkacie ty, ona, i on, wydajesz sie byc najmniej dojrzala.
      w czym w ogole problem?
      w tym ze ona nazwala go "mordka", i w tym, ze moze z perspektywy czasu po
      prostu dziewczyna zaluje, ze stracila takiego fajnego faceta?ludzka rzecz.

      tak sie sklada, ze moje ex to zawsze byly fajne dziewczyny, i ciesze sie, jak
      ktoras spotkam, i otwarcie sobie pogadam.

      czego sie wiec boisz?ze ona ci go odbije?jak by sie tak stalo, to wyszloby, ze
      ten twoj facet jednak cie tak bardzo nie kocha.powod do szczescia, bo
      przynajmniej wyszloby to przed slubem.



      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 14:29
        Jednak się mylisz. Nie wiem dlaczego, twoim zdaniem,
        najbardziej niedojrzałą jest osoba, która stara się
        rozwiązać problem - a bardziej dojrzałą mężatka z
        trzyletnim stażem i dwuletnim dzieckiem, która wzdycha do
        byłej sympatii... Dziwny punkt widzenia. Ona ma prawo
        "żałować", a ja nie mam prawa czuć się źle w tej sytuacji,
        bo to już przejaw niedojrzałości?

        Chyba nie do końca zrozumiałeś mojego posta, bo nie
        chodziło w nim o słowo "Mordka". Napisałam to w kontekście
        mojej pierwszej reakcji na list i mojej późniejszej
        zmiany, czyli zaakceptowania tej znajomości chęci poznania
        Agnieszki.

        Nie ma we mnie jakotakiego strachu, tylko zaniepokojenie
        sytuacją, a raczej uczuciami tej osoby w stosunku do
        mojego ukochanego. Czuję się zwiedziona, bo myślałam, że
        jej stosunek do NAS ("moi Przyjaciele", "chcę żebyśmy się
        poznali - cytuję ją) jest uczciwy, a okazuje się, że jest
        dwuznaczny: po jednaj stronie jesteśmy MY - czyli te
        esemesy adresowane do Tomka i do mnie jako pary, a po
        drugiej stronie: sam TOMEK - jako obiekt jej
        zainteresowania.

        I kto tu jest niedojrzały?

        Atlantis



        ha-jo napisał:

        >
        >
        > w tym trojkacie ty, ona, i on, wydajesz sie byc najmniej dojrzala.
        > w czym w ogole problem?
        > w tym ze ona nazwala go "mordka", i w tym, ze moze z perspektywy czasu po
        > prostu dziewczyna zaluje, ze stracila takiego fajnego faceta?ludzka rzecz.
        >
        > tak sie sklada, ze moje ex to zawsze byly fajne dziewczyny, i ciesze sie, jak
        > ktoras spotkam, i otwarcie sobie pogadam.
        >
        > czego sie wiec boisz?ze ona ci go odbije?jak by sie tak stalo, to wyszloby, ze
        > ten twoj facet jednak cie tak bardzo nie kocha.powod do szczescia, bo
        > przynajmniej wyszloby to przed slubem.
        >
        >
        >
        • ha-jo Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 15:01
          atlantis75 napisała:

          Jednak się mylisz. Nie wiem dlaczego, twoim zdaniem,
          najbardziej niedojrzałą jest osoba, która stara się
          rozwiązać problem - a bardziej dojrzałą mężatka z
          trzyletnim stażem i dwuletnim dzieckiem, która wzdycha do
          byłej sympatii... Dziwny punkt widzenia. Ona ma prawo
          "żałować", a ja nie mam prawa czuć się źle w tej sytuacji,
          bo to już przejaw niedojrzałości?

          -starac sie rozwiazac problem nie ma nic wspolnego z dojrzaloscia.po prostu
          problem, ktory ty tak usilnie starasz sie rozwiazac w ogole nie istnieje.wiec
          co z tego ze sie starasz?
          czy mezatka, i jednoczesnie matka jest osoba niedojrzala, jesli spotykajac
          wczesniejszego kolege mowi mu otwarcie co czuje.co za brak etykiety!???
          moze zaznajom mnie z twoja definicja zony, i przyjaciol.to by bardzo pomoglo
          tej dyskusji.



          Nie ma we mnie jakotakiego strachu, tylko zaniepokojenie
          sytuacją, a raczej uczuciami tej osoby w stosunku do
          mojego ukochanego.

          -dziewcze, i to jest twoj wyimaginowany problem.tego ze twoj facet moze byc
          adorowany przez agnieszke, czy inne kobiety nawet po waszym slubie nie
          zmienisz.zreszta to absolutnie nie gra roli.duzo wazniejszy w twoim poscie jest
          twoj facet, ktory albo cie kocha, i na adoracje innych kobiet nie reaguje....
          albo na nie reaguje...a wtedy to juz inna bajka.

          Czuję się zwiedziona, bo myślałam, że
          jej stosunek do NAS ("moi Przyjaciele", "chcę żebyśmy się
          poznali - cytuję ją) jest uczciwy, a okazuje się, że jest
          dwuznaczny: po jednaj stronie jesteśmy MY - czyli te
          esemesy adresowane do Tomka i do mnie jako pary, a po
          drugiej stronie: sam TOMEK - jako obiekt jej
          zainteresowania.

          patrz wyzej.


          I kto tu jest niedojrzały?

          moze twoj chlopak:-)



          • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 15:42
            ha-jo napisał:

            > -starac sie rozwiazac problem nie ma nic wspolnego z dojrzaloscia.

            A ja myślę, że to dojrzałość. Zmierzyć się ze swoimi
            spostrzeżeniami i wyciągnąć wnioski, konfrontacja z
            własnymi obawami. Niedojrzałość to pozostawienie spraw
            samym sobie (może same się wyjaśnią), ignorowanie ich lub
            zaprzeczanie, że w ogóle istnieją. Dojrzałość myli ci się
            chyba z doskonałością, czyli stanem bezproblemowym -
            nieosiągalnym w w zwykłym życiu.



            >po prostu
            > problem, ktory ty tak usilnie starasz sie rozwiazac w ogole nie istnieje.wiec
            > co z tego ze sie starasz?

            Staram się by zrozumieć siebie i innych. A to już chyba
            powód, prawda? Piszesz, że problem nie istnieje, ale chyba
            twoje spojrzenie na tę sprawę jest nieco ograniczone. Moim
            zdaniem problem istnieje. Weźmy Agnieszkę. Dla niej to
            chyba problem skoro chyłkiem wysyła taki esemes.Jest
            nieuczciwa i pewnie to czuje. Co innego gdybyśmy się
            spotkali w trójkę (a może nawet w czwórkę, z jej mężem) i
            ona powiedziałaby, że mam sczęście mieć takiego faceta, a
            ona to przegapiła. Wtedy doceniłabym jej szczerość i ona
            też czułaby się lepiej. A tak... cóż, problem istnieje.
            Także we mnie. Ale problemem znaczącym nie jest dla mnie
            ewnetualne "odbicie" tylko jej nieszczerość w stosunku do
            mnie. Dlatego poprosiłam forumowiczów o pomoc: jak się
            zachować? Jestem dorosłą i kulturalną osobą, dlatego w grę
            nie wchodzą kiepskie zagrania z mojej strony.

            > czy mezatka, i jednoczesnie matka jest osoba niedojrzala, jesli spotykajac
            > wczesniejszego kolege mowi mu otwarcie co czuje.co za brak etykiety!???

            Otwartość - patrz wyżej w sytuacji gdyby powiedziała to
            przy mnie. Jej aktualne zachowanie nie ma nic wspólnego z
            otwartością.

            > -dziewcze,

            Mógłbyś się do mnie nie zwracać w tak pretensjonalny
            sposób? Wystarczy nick lub bezosobowo.


            >i to jest twoj wyimaginowany problem.tego ze twoj facet moze byc
            > adorowany przez agnieszke, czy inne kobiety nawet po waszym slubie nie
            > zmienisz.

            I właśnie tu leży twoje niezrozumienie mojego problemu.
            To, że mój facet jest adorowany jest miłe i nie zamierzam
            tego zmieniać. Jeszcze raz ci napiszę: chodzi o SZCZEROŚĆ.

            >
            > I kto tu jest niedojrzały?
            >> moze twoj chlopak:-)


            A może ty? :)
            • ha-jo Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 16:51
              atlantis75 napisała:

              > ha-jo napisał:
              >
              > > -starac sie rozwiazac problem nie ma nic wspolnego z dojrzaloscia.
              >
              > A ja myślę, że to dojrzałość. Zmierzyć się ze swoimi
              > spostrzeżeniami i wyciągnąć wnioski, konfrontacja z
              > własnymi obawami. Niedojrzałość to pozostawienie spraw
              > samym sobie (może same się wyjaśnią), ignorowanie ich lub
              > zaprzeczanie, że w ogóle istnieją. Dojrzałość myli ci się
              > chyba z doskonałością, czyli stanem bezproblemowym -
              > nieosiągalnym w w zwykłym życiu.


              juz jako dziecko probowalas rozwiazywac problemy, pozniej jako
              nastololatka.zawsze wiec bylas osoba dojrzala.twoje definicje ladnie sie czyta,
              wiele pieknych slow, ale zero tresci.bez obrazy.

              > Staram się by zrozumieć siebie i innych. A to już chyba
              > powód, prawda? Piszesz, że problem nie istnieje, ale chyba
              > twoje spojrzenie na tę sprawę jest nieco ograniczone. Moim
              > zdaniem problem istnieje. Weźmy Agnieszkę. Dla niej to
              > chyba problem skoro chyłkiem wysyła taki esemes.Jest
              > nieuczciwa i pewnie to czuje. Co innego gdybyśmy się
              > spotkali w trójkę (a może nawet w czwórkę, z jej mężem) i
              > ona powiedziałaby, że mam sczęście mieć takiego faceta, a
              > ona to przegapiła. Wtedy doceniłabym jej szczerość i ona
              > też czułaby się lepiej. A tak... cóż, problem istnieje.
              > Także we mnie. Ale problemem znaczącym nie jest dla mnie
              > ewnetualne "odbicie" tylko jej nieszczerość w stosunku do
              > mnie. Dlatego poprosiłam forumowiczów o pomoc: jak się
              > zachować? Jestem dorosłą i kulturalną osobą, dlatego w grę
              > nie wchodzą kiepskie zagrania z mojej strony.
              >

              wezmy wiec to biedna agnieszke.dziewczyna wyslala smsa, w ktorym zaluje, ze nie
              poszla z nim wczesniej bardziej na calosc.co za czarownica, ze wyslala go
              bezposrednio jemu, a nie najpierw na twoja komorke.ale ona przeciez ciebie nie
              zna...tak?w ogole czemu w tym wszystkim tylko ty widzisz takie czarne kolory, a
              nie twoj przyjaciel?oni ze soba rozmawiaja, ale ty jakos masz najwiecej w tej
              sprawie do powiedzenia.a twoje rozumienie szczerosci, to albo utopia, albo
              zwykla zazdrosc.zamknij najlepiej meza w komorce, albo nakakaz mu nosic na
              plecach naszywke, ze jesli jakas panna mialaby na niego ochote, to naprzod
              proszona jest o kontakt z toba..tak aby bylo przynajmniej szczerze.


              > I właśnie tu leży twoje niezrozumienie mojego problemu.
              > To, że mój facet jest adorowany jest miłe i nie zamierzam
              > tego zmieniać. Jeszcze raz ci napiszę: chodzi o SZCZEROŚĆ.
              >

              i ta jego ex jest szczera, mowi mu, co czuje.zaprasza was obu do siebie.tylko
              ty ze ty jestes troche przewrazliwiona.ten twoj facet pewnie tez tak mysli,
              wiec generalnie wciaz ma z agniecha kontakt, i nic sobie z twoich argumentow
              nie robi.


              I kto tu jest niedojrzały?
              > >> moze twoj chlopak:-)
              >
              >
              > A może ty? :)

              ja jestem:-)
    • Gość: Alicja Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.proxy.aol.com 19.11.02, 16:13
      Niedojrzala jestes ty. Po co wysylalas SMS do tej bylej i to z komorki twojego
      chlopaka? Skad tamta mogla wiedziec, ze to ty trzymasz ja w reku a nie on?
      Chcialas poslac jej usmiech? Glupie gadanie. Chcials ja sprowokowac i przekonac
      sie, co oni do siebie pisza, lub co ona oprocz "Mordko" ma mu do powiedzenia.
      Gdybys nie miala problemu, napisalabys zaraz po tym ´"pustym SMSie nastepny.
      przeprosilabys grzecznie za pomylke. A tak, czy tamta nie ma prawa czuc sie
      prowokowana przez twojego przyjaciela? Dostaje pusty SMS, ktory choc bez tresci
      daje duzo do myslenia. Mogla sobie smialo pomyslec, ze on chce nawiazac z nia
      kontakt, tylko nie ma odwagi. To ty nagmatwalas to wszystko i jeszcze wciskasz
      tu kit, ze sie "bawilas" komorka przyjaciela. Nie masz wlasnej? I na przyszlosc
      wysylaj SMSy we wlasnym imieniu, to cie nie spotka zadem "problem". A SMSy ca
      cudza korespondencja i obowiazuje tu tajemnica. Zaufania nie masz za grosz i
      ani za grosz taktu. Pycha przez ciebie przemawia. I odczekaj spokojnie, az ty
      bedziesz dwa lata po slubie z malym dzieckiem na dodatek, to sama zobaczysz co
      sie wtedy mysli. A na razie przepros wszystkich za glupie zachowanie.
      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 16:30
        Gość portalu: Alicja napisał(a):

        > Niedojrzala jestes ty. Po co wysylalas SMS do tej bylej i to z komorki twojego
        > chlopaka? Skad tamta mogla wiedziec, ze to ty trzymasz ja w reku a nie on?

        No, tak... kolejna "dobra rada", czyli wylewanie pomyj na
        głowę osobie, która nie wie jak postąpić...
        W kwestii wyjaśnienia: zawsze wspólnie wysyłamy esemesy do
        niej, wiec to chyba nic dziwnego, prawda?



        > Chcialas poslac jej usmiech? Glupie gadanie. Chcials ja sprowokowac i przekonac
        >
        > sie, co oni do siebie pisza, lub co ona oprocz "Mordko" ma mu do powiedzenia.


        Co ty o mnie wiesz? Sprowokować? W życiu! Ale widocznie w
        dłoni trzymasz szklaną kulę, albo właśnie stawiasz mi
        tarota, z którego wychodzi, że jestem wredną prowokatorką.
        Przeczytaj jeszcze raz mój pierwszy post i zrozum, że
        zaufałam tej dziewczynie i nigdy nie pomyślałam, że
        dojdzie do takiej sytuacji...



        >
        > Gdybys nie miala problemu, napisalabys zaraz po tym '"pustym SMSie nastepny.
        > przeprosilabys grzecznie za pomylke. A tak, czy tamta nie ma prawa czuc sie
        > prowokowana przez twojego przyjaciela? Dostaje pusty SMS, ktory choc bez tresci
        >
        > daje duzo do myslenia.

        Wiesz, ja tez dostaje puste esemesy i wcale nie myślę, że
        to jakieś zaszyfrowane wyznanie. No, ale jak głodnemu
        kiełbasa na myśli, to... wszystko mu mięsem pachnie...



        Mogla sobie smialo pomyslec, ze on chce nawiazac z nia
        > kontakt, tylko nie ma odwagi.

        Tak... nawiązać kontakt. Ostatni był klka godzin temu
        (esemes od nas, by nie martwiła się przeziębieniem
        córeczki), a jej się pewnie zdawało, że minęło sto lat...


        To ty nagmatwalas to wszystko i jeszcze wciskasz
        > tu kit, ze sie "bawilas" komorka przyjaciela. Nie masz wlasnej?

        Nie mam! A co chcesz mi kupić? To dawaj na priva, chętnie
        przyjmę prezent od tak "szczerej i wyrozumiałej" osoby. Ja
        nagmatwalam... kurcze, powinnam chyba iść do spowiedzi, bo
        chciałam pozdrwoić w ten sposób znajomych, a wyszło, że
        ich od "grzechu" sprowokowałam...


        I na przyszlosc > wysylaj SMSy we wlasnym imieniu, to cie
        nie spotka zadem "problem". A SMSy ca
        > cudza korespondencja i obowiazuje tu tajemnica.

        Cudza tajmenica przy wspolnym telefonie? Hahaha! Na ten
        telefon przychodzą i do mnie esemesy i jakoś czatamy je
        wspólnie. Ale tobie to chyba trudno to sobie wyobrazić?



        Zaufania nie masz za grosz i
        > ani za grosz taktu. Pycha przez ciebie przemawia.

        Agresja i czysta złośliwość - to przemawia przez ciebie.
        Poprosiłam o radę, a nie o to, żeby mnie ktoś obrażał.
        Jeżeli masz inne zdanie w tej sprawie to wystarczyło ubrać
        to w inne słowa: bardziej ludzkie, bo to dział PSYCHLOGIA
        a nie SENSACJA.


        I odczekaj spokojnie, az ty
        > bedziesz dwa lata po slubie z malym dzieckiem na dodatek, to sama zobaczysz co
        > sie wtedy mysli. A na razie przepros wszystkich za glupie zachowanie.

        Mogłam się domyślić... masz dziecko, masz dosyć obowiązków
        i... przemierzasz się do SMS Randka! W takim razie
        rozumiem twoją gorycz... Tylko ostrzegam: uważaj żeby ci
        się lakier na paznokciach nie rozpuścił z wrażenia, gdy
        będziesz sobie esemesowała... Alicjo z Krainy Czarów...
        • Gość: Alicja Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.proxy.aol.com 19.11.02, 17:04
          Uderz w stol a nozyce sie odezwa!! Mowilam, ze nie masz taktu za grosz? I czy
          nie mialam racji??? Wspolna komorka, wspolna byla narzeczona, majtki tez macie
          wspolne? ja cie wcale nie krytykowalam, to ty masz problem, nie ja!! I strachu
          pelne gacie. tzrymaj twoja "Mordke" za m..... i wyjdziesz na tym swietnuie.
          • atlantis75 Moje pełne gacie dziękują ci Alu... 20.11.02, 11:16
            Ty z kolei jesteś cholernie taktowna i ze szczerego serca
            potrafisz doradzić... Sczególnie potrafisz wczuć się w
            sytuację obu stron, twoja empatia jest godna podziwu...
            Tylko ja: gburowata i chamska laska - nie potrafie
            zrozumieć, że jestem bezndziejna... Na szczęście są takie
            osoby jak ty... które mi o tym kulturalnie powiedziały...
            Dzięki, Alu, dzięki... ze szczerego serca dziękuję ci za
            pomoc w tym moim wyimaginowanym problemie. Ty nie
            krytykowałaś - ty po prostu prześwietliłaś na wylot moje
            "pełne gacie" (jak to pięknie określiłaś) i postanowiłaś
            pozbawić mnie nadziei na internetowego papmersa.

            Oczywiście, dobrze że przypomniałaś mi, że to ja mam
            problem. Swoją drogą dziwne, że zdecydowałaś mi się
            doradzić, bo prosiłam o opinie osoby, które się sprawą w
            jakiś tam sposób zainteresują.

            Mimo wszystko chylę czoło przed tak doskonałym
            psycholgiem, przed porażającym obiektywizmem. Zrozumiałaś
            mnie jak kobieta kobietę. Nie muszę już pisać do "Cosmo",
            by się poradzić.





            Gość portalu: Alicja napisał(a):

            > Uderz w stol a nozyce sie odezwa!! Mowilam, ze nie masz taktu za grosz? I czy
            > nie mialam racji??? Wspolna komorka, wspolna byla narzeczona, majtki tez macie
            > wspolne? ja cie wcale nie krytykowalam, to ty masz problem, nie ja!! I strachu
            > pelne gacie. tzrymaj twoja "Mordke" za m..... i
            wyjdziesz na tym swietnuie.
        • ozlem Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 18:31
          atlantis75 napisała:

          >
          > I na przyszlosc > wysylaj SMSy we wlasnym imieniu, to cie
          > nie spotka zadem "problem". A SMSy ca
          > > cudza korespondencja i obowiazuje tu tajemnica.
          >
          > Cudza tajmenica przy wspolnym telefonie? Hahaha! Na ten
          > telefon przychodzą i do mnie esemesy i jakoś czatamy je
          > wspólnie. Ale tobie to chyba trudno to sobie wyobrazić?

          Że się wtrącę... To Agnieszka nie wie, że ten telefon jest wspólny?
          Tzn, nie jest to de facto telefon Twojego chłopaka?


          >
          >
          >
          > Zaufania nie masz za grosz i
          > > ani za grosz taktu. Pycha przez ciebie przemawia.
          >
          > Agresja i czysta złośliwość - to przemawia przez ciebie.
          > Poprosiłam o radę, a nie o to, żeby mnie ktoś obrażał.
          > Jeżeli masz inne zdanie w tej sprawie to wystarczyło ubrać
          > to w inne słowa: bardziej ludzkie, bo to dział PSYCHLOGIA
          > a nie SENSACJA.
          >
          >
          > I odczekaj spokojnie, az ty
          > > bedziesz dwa lata po slubie z malym dzieckiem na dodatek, to sama zobaczys
          > z co
          > > sie wtedy mysli. A na razie przepros wszystkich za glupie zachowanie.
          >
          > Mogłam się domyślić... masz dziecko, masz dosyć obowiązków
          > i... przemierzasz się do SMS Randka! W takim razie
          > rozumiem twoją gorycz... Tylko ostrzegam: uważaj żeby ci
          > się lakier na paznokciach nie rozpuścił z wrażenia, gdy
          > będziesz sobie esemesowała... Alicjo z Krainy Czarów...
          • kamfora Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 19.11.02, 20:56
            ozlem napisała:

            > Że się wtrącę... To Agnieszka nie wie, że ten telefon jest wspólny?
            > Tzn, nie jest to de facto telefon Twojego chłopaka?

            Też chciałam o to spytać :-)
            • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 11:00
              kamfora napisała:

              > ozlem napisała:
              >
              > > Że się wtrącę... To Agnieszka nie wie, że ten telefon jest wspólny?
              > > Tzn, nie jest to de facto telefon Twojego chłopaka?
              >
              > Też chciałam o to spytać :-)


              Odpowiadam :)
              Zgubilam swoj telefon mies. temu. W tym czasie Tomek kupil
              sobie komorke i stała się naszą wspólną. Czyli książka
              zapchana moimi i jego telefonami. Czasami ja ją gdzieś
              zabieram, czasmi on - przy obopólnej zgodzie :) Czy
              Agnieszka o tym wie? Powiem szczerze: nie wiem. Chyba nie
              jeżeli przysłała takie esemesa... Ufff... chce jakoś
              rozwiązać problem, a dostaję baty za to, że uważam całą
              sprawę za problem. Może dla niektórych to nie problem, ale
              to ich (np. ho-ja) subiektywny punkt widzenia :(
              • Gość: eva07 RADA UMIARKOWANA IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 24.11.02, 02:55
                Atlantis, nie przejmuj się tak tymi kąsliwościami. Ludzie muszą się jakoś
                wyżyć. Ale co do meritum to jednak maja rację. Ta dziewczyna nie ma wobec
                ciebie zobowiązań. Ona ciebie nie zna. Zna twojego chłopaka. On to opisał
                najlepiej "chyba przechodzi kryzys". Pewnie to prawda. I nawet jak jest męzatka
                z dzieckiem to tez się może zdarzyć. Byc może zycie srednio jej się ułozyło i
                teraz platoniczna miłośc ze szkoły nagle nabrała dla niej nadzwyczajnych
                smaków... Prawda, ze niezbyt na miejscu sa te "odgrzewane, wczorajsze
                sentymenty", ale ludzie sa tylko słabymi ludźmi. No i niestety się trochę
                wkopała... Co do wysyłania smsów ze "wspólnej" komórki to niestety zgadzam się
                z Alicją: cos tam cię w jej sprawie "muli" i usiłujesz "przejąć" od swojego
                chłopaka kontakt, ktorego się obawiasz. Nie jet to póki co twoja przyjaciólka,
                więc po co do niej ślesz smsy?
                Twoje zaniepokojenie nie jest dziwne ani nienormalne. Ja tam tez bym się
                zaniepokoiła i raczej z dystansu, ale uważnie przygladała się rozwojowi tej
                znajomosci. TYlko nie rób tego co kobiety tak lubia robić: nie zaznaczaj
                agresywnie, że facet juz jest "twój". (Nie mamy przed soba tajemnic, wspólna
                komórka, wspólna była narzeczona...)Zachowaj się miło, z dystansem, a faceta
                nie męcz jesli nie zobaczysz dalszych powodów do niepokoju. Jesli widuja się
                dwa razy do roku - to ja, strasza koleżanka mówię ci: nic z tego specjalnego
                nie bedzie. No i oczywiście jeśli on cie kocha. POzdrawiam i nie przejmuj się
                zanadto.
                • atlantis75 Re: RADA UMIARKOWANA 26.11.02, 11:13
                  Dzięki "starsza koleżanko" ;)

                  Chcę tylko dodać, że to nie ja byłam inicjatorem wysyłania
                  tych uśmieszków do znajomych, tylko Tomek mnie o to
                  poprosił i robiłam to przy nim. To tak w kwestii
                  wyjaśnienia Twojej uwagi, że mnie "muli" ta znajomość i że
                  "usiłuję przejąć kontakt". Tak wcale nie jest! Niegdy o
                  tym nie pisałam, a niektórzy zarzucili mi złe intencje.
                  Nie miałam takich i nie mam. Zostawiłam tą sprawę,
                  rozmawialiśmy na ten temt z Tomkiem.

                  Pozdrawiam. Atlantis






                  Gość portalu: eva07 napisał:

                  > Atlantis, nie przejmuj się tak tymi kąsliwościami. Ludzie muszą się jakoś
                  > wyżyć. Ale co do meritum to jednak maja rację. Ta dziewczyna nie ma wobec
                  > ciebie zobowiązań. Ona ciebie nie zna. Zna twojego chłopaka. On to opisał
                  > najlepiej "chyba przechodzi kryzys". Pewnie to prawda. I nawet jak jest męzatka
                  >
                  > z dzieckiem to tez się może zdarzyć. Byc może zycie srednio jej się ułozyło i
                  > teraz platoniczna miłośc ze szkoły nagle nabrała dla niej nadzwyczajnych
                  > smaków... Prawda, ze niezbyt na miejscu sa te "odgrzewane, wczorajsze
                  > sentymenty", ale ludzie sa tylko słabymi ludźmi. No i niestety się trochę
                  > wkopała... Co do wysyłania smsów ze "wspólnej" komórki to niestety zgadzam się
                  > z Alicją: cos tam cię w jej sprawie "muli" i usiłujesz "przejąć" od swojego
                  > chłopaka kontakt, ktorego się obawiasz. Nie jet to póki co twoja przyjaciólka,
                  > więc po co do niej ślesz smsy?
                  > Twoje zaniepokojenie nie jest dziwne ani nienormalne. Ja tam tez bym się
                  > zaniepokoiła i raczej z dystansu, ale uważnie przygladała się rozwojowi tej
                  > znajomosci. TYlko nie rób tego co kobiety tak lubia robić: nie zaznaczaj
                  > agresywnie, że facet juz jest "twój". (Nie mamy przed soba tajemnic, wspólna
                  > komórka, wspólna była narzeczona...)Zachowaj się miło, z dystansem, a faceta
                  > nie męcz jesli nie zobaczysz dalszych powodów do niepokoju. Jesli widuja się
                  > dwa razy do roku - to ja, strasza koleżanka mówię ci: nic z tego specjalnego
                  > nie bedzie. No i oczywiście jeśli on cie kocha. POzdrawiam i nie przejmuj się
                  > zanadto.
          • Gość: kulka Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.gabo.pl 24.11.02, 13:16
            nie czytalamm wszystkich odpowiedzi wiec moze juz ktos napisal ale
            przeciez moglas wyslac nastepnego smsa i sie wytlumaczyc
            myslisz ze by nie uwierzyla ze to ty?
            Mozliwe.
            albo sie w koncu a nia spotkajcie i mimochodem zazartuj o tym pustym smsie, by
            przypadkiem nie wygladalo to tak jakbys sie denerwowala tympozdrawiam
    • Gość: Kinga Re: Rozumiem twoj niepokoj........i zgadzam sie z IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 19.11.02, 16:54
      Zrobisz jak uwazasz za stosowne, ale ja postaralabym sie bardzo rozluznic
      kontakty z ta Agnieszka ( albo zerwac zupelnie). To jest bardzo niekorzystny
      uklad dla wszystkich zainteresowanych stron. Dla ciebie i twojego chlopaka, bo
      wywoluje to niepotrzebne spiecia, dla Agnieszki , jej meza a przede wszystkim
      dla dziecka ktore bardzo potrzebuje obydwoje rodzicow, a Agnieszka zamiast
      rozwiazac problem czy kryzys w swoim malzenstwie zyje jakimis mzonkami
      przeszlosci. Przeszlosc to przeszlosc. Wytlumacz swojemu chlopakowi ze
      podtrzymujac nawet luzne kontakty z Agnieszka wyrzadza krzywde i tobie i jej ,
      bo dziewczyna nie mysli o rozwiazaniu swoich problemow malzenskich tylko o
      ucieczce i chowaniu glowy w piasek. Co do tych SMSow to dobrze sie stalo jak
      sie stalo. Przypadek czy nie to nieistotne. Mysle ze to tylko potwierdzilo
      twoje sluszne obawy. Ja nigdy nie posylam zadnych SMS ow moim bylym chlopakom,
      bo uwazam ze to nie byloby w porzadku w stosunku do mojego meza. Jesli
      Agnieszka tak nie czuje to jest jej problem, ale mysle ze twoj narzeczony to
      dobry chlopak ( i uczciwy ) wiec napewno zrozumie ze ta sytucja musi sie
      zmienic, bo inaczej kiedys Agnieszka moze mu zarzucic ze to wlasnie przez
      niego rozlecialo jej sie malzenstwo, a dziecko nie ma pelnej rodziny.
      Pozdrawiam cie . Mysle ze jestes madra dziewczyna. Nie pozwol wiec wszystkiego
      na okolo zniszczyc. Dzialaj jednak z taktem choc dosyc stanowczo.
    • Gość: Kinga Re: Rozumiem twoj niepokoj........i zgadzam sie z IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 19.11.02, 16:57
      Zrobisz jak uwazasz za stosowne, ale ja postaralabym sie bardzo rozluznic
      kontakty z ta Agnieszka ( albo zerwac zupelnie). To jest bardzo niekorzystny
      uklad dla wszystkich zainteresowanych stron. Dla ciebie i twojego chlopaka, bo
      wywoluje to niepotrzebne spiecia, dla Agnieszki , jej meza a przede wszystkim
      dla dziecka ktore bardzo potrzebuje obydwoje rodzicow, a Agnieszka zamiast
      rozwiazac problem czy kryzys w swoim malzenstwie zyje jakimis mzonkami
      przeszlosci. Przeszlosc to przeszlosc. Wytlumacz swojemu chlopakowi ze
      podtrzymujac nawet luzne kontakty z Agnieszka wyrzadza krzywde i tobie i jej ,
      bo dziewczyna nie mysli o rozwiazaniu swoich problemow malzenskich tylko o
      ucieczce i chowaniu glowy w piasek. Co do tych SMSow to dobrze sie stalo jak
      sie stalo. Przypadek czy nie, to nieistotne. Mysle ze to tylko potwierdzilo
      twoje sluszne obawy. Ja nigdy nie posylam zadnych SMS ow moim bylym chlopakom,
      bo uwazam ze to nie byloby w porzadku w stosunku do mojego meza. Jesli
      Agnieszka tak nie czuje to jest jej problem, ale mysle ze twoj narzeczony to
      dobry chlopak ( i uczciwy ) wiec napewno zrozumie ze ta sytucja musi sie
      zmienic, bo inaczej kiedys Agnieszka moze mu zarzucic ze to wlasnie przez
      niego rozlecialo jej sie malzenstwo, a dziecko nie ma pelnej rodziny.
      Pozdrawiam cie . Mysle ze jestes madra dziewczyna. Nie pozwol wiec
      wszystkiego zniszczyc. Dzialaj jednak z taktem choc dosyc stanowczo.
      • Gość: Kinga Re: Rozumiem twoj niepokoj........i zgadzam sie z IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 19.11.02, 17:04
        Ps. Agnieszce powiedzialabym ze ten pusty SMS byl ode mnie, a nie od twojego
        chlopaka i przepros ja za to. Nie musisz jej wyrzucac jej odpowiedzi.
        Agnieszka powinna sama zrozumiec ze tego nie moze kontynuowac. Jesli jej nie
        powiesz to znaczy ze dalas jej falszywy sygnal od swojego chlopaka ktory dla
        niej moze byc zludna nadzieja ze on jeszcze cos do niej czuje. Musisz pozbawic
        ja zludzen.
        • atlantis75 Dzięki Kinga! 20.11.02, 11:21
          Masz rację. Powinnam powiedzieć, że esemes był ode mnie,
          ale nie komentować tego, co przysłała...
          Najwazniejsze, ze ufam Tomkowi i kochamy się :)
          Dzięki za zrozumienie moich emocji :)

          Pozdrawiam. Atlantis









          Gość portalu: Kinga napisał(a):

          > Ps. Agnieszce powiedzialabym ze ten pusty SMS byl ode mnie, a nie od twojego
          > chlopaka i przepros ja za to. Nie musisz jej wyrzucac jej odpowiedzi.
          > Agnieszka powinna sama zrozumiec ze tego nie moze kontynuowac. Jesli jej nie
          > powiesz to znaczy ze dalas jej falszywy sygnal od swojego chlopaka ktory dla
          > niej moze byc zludna nadzieja ze on jeszcze cos do niej czuje. Musisz pozbawic
          > ja zludzen.
    • Gość: monika Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.bsk.vectranet.pl 19.11.02, 21:44
      Atlantis- słuchaj kingi bo mądrze radzi, cała resztę olej. Ja również uważam,
      że w jakiś sposób powinnaś dać do zrozumienia, Agnieszce, że ten sms był od
      ciebie i że znasz odpowiedź którą wysłała ona. Poinformuj ją o tym w natyle
      delikatny a jednocześnie perfidny sposób, żeby zrobiło się jej głupio. W
      przeciwnym razie ona nie przestanie. Wydaje mi się że Agnieszka może być trochę
      zakłamana- i tak jak sama to zauważyłaś może w pewien sposób działać na dwa
      fronty. Ty nie jesteś jej przyjaciółką- to tylko taki slogan i zasłona dymna
      dla jej niecnych poczynań- niektóre baby takie są. Ona nieszczęśliwa mężatka,
      znudzona, siedzi na pupie i rozpatruje stare dobre czasy. Przy okazji krzywdzi
      swojego męża, który z całą pewnoscią nic o całej sytuacji nie wie. Jeżeli nadal
      będzie zawracała tyłek Twojemu narzeczonemu, to może powinnaś się ujawnić,
      pokazać jak bardzo się kochaci, że teraz Tomek to Twój chłopak a nie jej, a ona
      ma męża. A może mężowi też trzeba dać do zrozumiania, żeby lepiej pilnował
      żony. Z kolei Tomek jako facet zdecydowanie nie powinien utrzymywać z nią
      niepotrzebnych kontaktów. Być miłym kulturalnym, przy przypadkowym spotkaniu
      grzecznie rozmawiać, ale nic poza tym. Ona może być niebezpieczna. Ale chyba
      musisz go o tym dogłebnie poinformować. Pozdrawiam.
      • Gość: Asia Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: proxy / 212.244.226.* 20.11.02, 08:45
        Moim skromnym zdaniem posłuchaj rad kingi i moniki. Powiedz jej ,że to Ty
        wysłałaś sms i przeproś. Za nic nie nawiązuj do jej odpowiedzi. Zobaczysz jak
        zareaguje. Gdyby na mnie trafiła chyba bym inaczej rozwiązała ten problem,ale
        to nie nadaje się na rady dla innych :))
        Nawet jeśli Twój narzeczony jest uczciwy może zdarzyc się moment kryzysu w
        Waszym związku. Jeżeli on będzie miał sie komu wypłakać i to w dodatku byłej
        kobiecie,która teraz wielce żałuje i adoruje go,to..uważaj. Znam to z
        doświadczenia. Tyle tylko,że to mój facet był w Twojej sytuacji....
        Pozdrawiam, napisz jak sytuacja sie rozwinęła.
    • Gość: tintin Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.itpp.pl 20.11.02, 09:59
      Oj Atlantis, to calkiem naturalna rewakcja ta zazdrosc. Ze mną było tak samo.
      Była sympatia, która nagle zaczyna się mną interesować kiedy mam żone i pisać
      nostalgiczne mejle. Regułą chyba jest (bo znam jeszcze kilka takich sytuacji),
      że faceci nie widzą w tym nic niezwykłego, a dziewczyny reagują alergicznie.
      Istnieje pewna kategoria kobiet które orientują się poniewczasie że coś
      straciły. Sytuacja jest prosta. ona ma jakieś dzieciaki, męza który pewnie nie
      jest ekscytujacy i dziewczyna mysli ze fajnie by bylo wrocic do dawmnych
      uniesien. Zacznie sie od niewinnych spotkan a potem bedzie szlo dalej.
      Niestety recepta jest tylko jedna: wszystkie "byle" to trupy. Zadnych zyczen,
      wizyt, sms-ów.
      Facetom (choc sam jestem facetem) trudno to zrozumiec. Bo co w tym zlego? Ale
      po prostu kobiety sa sprytniejsze. I zasada jest jedna: jesli nawet to niewinne
      to mi sie nie podoba. I koniec. (ale uwaga, to dziala w obie strony, jesli
      twojemu facetowi nie podoba sie, ze np. chodzisz na lunch w pracy z kolega i to
      calkiem niewinne i powie ci o tym, to tez juz z nim nie chodz, nawet jak
      uwazasz ze zarzuty to bzdura.
      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 11:28
        Dzięki tintin za opinię, szczególnie cenną, że pochodzącą
        od mężczyzny z podobnymi doświadczeniami. Poczułam się w
        końcu normalnie i już wiem, jak mam postąpić.

        Pozdrawiam. Atlantis :)




        Gość portalu: tintin napisał(a):

        > Oj Atlantis, to calkiem naturalna rewakcja ta zazdrosc. Ze mną było tak samo.
        > Była sympatia, która nagle zaczyna się mną interesować kiedy mam żone i pisać
        > nostalgiczne mejle. Regułą chyba jest (bo znam jeszcze kilka takich sytuacji),
        > że faceci nie widzą w tym nic niezwykłego, a dziewczyny reagują alergicznie.
        > Istnieje pewna kategoria kobiet które orientują się poniewczasie że coś
        > straciły. Sytuacja jest prosta. ona ma jakieś dzieciaki, męza który pewnie nie
        > jest ekscytujacy i dziewczyna mysli ze fajnie by bylo wrocic do dawmnych
        > uniesien. Zacznie sie od niewinnych spotkan a potem bedzie szlo dalej.
        > Niestety recepta jest tylko jedna: wszystkie "byle" to trupy. Zadnych zyczen,
        > wizyt, sms-ów.
        > Facetom (choc sam jestem facetem) trudno to zrozumiec. Bo co w tym zlego? Ale
        > po prostu kobiety sa sprytniejsze. I zasada jest jedna: jesli nawet to niewinne
        >
        > to mi sie nie podoba. I koniec. (ale uwaga, to dziala w obie strony, jesli
        > twojemu facetowi nie podoba sie, ze np. chodzisz na lunch w pracy z kolega i to
        >
        > calkiem niewinne i powie ci o tym, to tez juz z nim nie chodz, nawet jak
        > uwazasz ze zarzuty to bzdura.
      • Gość: eva07 Zwolennikom reżymu IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 24.11.02, 03:09
        Te rady Tintina to jakas straszliwa bzdura. Nie chodzic na kawę,nie spotykac
        się z nikim kto jest "byłym" - ta jakis rezym karny,a nie bycie parą. Może to
        jeszcze jakos może zadziałac w pierwszysch dwóch latach małżeństwa ale potem to
        moga ztego byc same kłopoty.
        Wśród męzczyzn o których mój mąz jest najmniej zazdrosny sa moi byli. Bo oni
        już BYLI. Oczywiście, że zdarzają się różne rzeczy, ale po pierwsze trzeba
        kochac się nawzajem. A odgrzewane kluski naprawde gorzej smakują. E.
    • kora3 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 11:53
      Przeczytałam wszystkie posty i wydaje mi się, zę wyrobiłam sobie już pogląd na
      temat :)
      W zasadzie nie dziwi mnie kontakt Twojego chłopaka z byłą dziewczyną (oj chyba
      dość już dawno to było, co ??)Psobiście z paroma byłymi moimi facetami mam
      kontakt (luźny) z paroma nie i nie ma w tym nic podejrzanego, ale ....
      W końcu jednak to była dziewczyna, a nie koleżanka z podwórka:) prawda ??
      Moim zdaniem postąpiłaś od poczatku dość stereotypowo...Najpierw zazdrość,
      później ukryta zazdrość i chęć poznania "rywalki" (nie tylko Twoja, Ona też do
      tego dąży), a teraz przypadkowe "uuuuppppssss" i kolejna fala podejrzeń.....
      Nie będę się tu zastanawiać co owa Agnieszka myśli, czuje itede. wydaje mi się,
      że można się zgodzić z teorią, ze jest zmęczona małżeństwem, macierzyństwem, a
      może Jej się to małżeństwo nie do końca dobrze też układa... Jka jest tak
      jest..Fakt, ze teraz wraca chętnie do wspomnień o beztroskich czasach, kiedy
      była z Twoim facetem i żałuje, ze "nie zgrzeszyła" ... To jest tak czy owak
      Jej problem, a nie Twój ... Ty swój masz...
      Wspólna komórka to głupawy pomysł - rozumiem, ze wynikło to faktycznie z
      życiowej sytuacji, a nie po to by się wzajemnie kontrolować (!?)
      Nie gniewaj się, nie chcę Cię krytykować, ani nic z tych rzeczy...Wydaje mi się
      jednak, ze objawiając swoją zazdrość chłopakowi nie robisz najlepiej ...
      Po pierwsze dla niego mogą to być " z igły widły" o ile nie ma nic na
      sumieniu...po drugie większość facetów (a i kobiet) szybko jest zmęczonymi
      zazdrością partnera i zaczyna Ich to niemożebnie wQrzać. Wiem, chciałaś to
      naprawić podchodząc później do tematu "Agnieszka" pozornie bardzo luzacko ....
      Moim zdaniem nie powinnaś teraz robić NIC.... Nie kontynuuj tematu, ani na tak,
      ani na nie. Nie mów Mu, ze już po sprawie, ani nie pytaj czy Agnieszka pisała,
      czy dzwoniła...Jej też tego nieszczęsnego smsa nie wyjaśniaj. Przejdź do
      porządku dziennego, spróbuj choć przez parę dni !!! Do spotkania z Nią też tak
      na siłą nie dąż, ale jeśli nadarzy się okazja nie uciekaj też od
      tego...Potraktuj Ją autentycznie jako "byłą" w Jego życiu ...Inaczej zadręczysz
      i siebie i Jego... O ile wyniknie sposobność przypadkowych odwiedzin u Niej (a
      może, bo idą Świeta) to idź, ale nie okazuj ani entuzjazmu wielkiego, ani
      zdenerwowania, czy niechęci. Po prostu wizyta u starej znajomej Twojego faceta!
      I już ...Jeśli zaczęłaby przy Tobie "wielkie wspominanie" nie tul się
      przerażona do Niego, nie podkreslaj na siłę, że teraz jet TWÓJ. W ten sposób
      pokazujesz, ze masz obawy i nie czujesz się pewnie ...Bądź zwyczajnie sobą :) i
      nie bój się ... Skoro piszesz, ze ufasz Mu to czego się bać, tak naprawdę,
      chyba trochę masz obawy ...
      Pozdrawiam serdecznie i zyczę więcej spokoju
      Korka
    • pastwa Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 11:56
      Atlantis75 bierz meza i uciekajcie jak najdalej, najlepiej zmieńcie numer
      komórki,i miejsce zamieszkania, ta Agnieszka to jakis potwór. Jesli po tylu
      latach pamieta swoja miłosc ( ja zapominam juz nastepnego dnia po zerwaniu, aby
      broń Boze nie dopuscic w przyszłosci do takiej sytuacji jak u Agnieszki), to
      nie spocznie i bedzie Was molestowac w odpowiedzi na puste koperty z Waszego
      telefonu swoimi smsami do konca Waszych dni.
      I nie wierz jej, ze myslała, ze to tylko od Tomka, ja zawsze gdy dostane pusta
      koperte od jakiejs kobiety, to wiem, że musiała mi ja wysłac razem ze swoim
      facetem i że miała ona oznaczac usmiech, przeciez to logiczne.
      Macie tez szczescie, ze nie potrafi jeszcze ( ale pewnosi nie ma ) ów kobiecy
      Hannibal, cofac czasu (pisze bowiem : "Przysłałeś mi pustą kopertę... Gdybym
      mogła cofnąć czas (!), to... "),bo wówczas niechybnie czerpałaby przyjemnosci z
      Tomkiem.
      Tylko zmiana tozsamosci moze Wasz związek uratowac, na odpornosc Tomka nie
      licz, mysle ze podswiadomie cały czas chce byc z Agnieszka i dlatego własnie
      zwiazał sie z Tobą.

      Jesli kochasz Tomka, to go kontroluj, bo nic tak nie zespala zwiazku jak
      podejrzliwośc i nieufnosc !

      • proo Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 12:01
        Najbardziej nienawidzę głupoty i "fałszywych podchodow" wykonywanych za cudzymi
        plecami. Ty Atlantis jesteś uosobieniem człowieka w ktorym zarowno wymieniona
        przeze mnie cecha jak i gotowość do popełniania nieszczerych czynów , występują.
        Sama nakręciłaś sprężynę która teraz , wracając do pozycji wyjściowej, może Cię
        boleśnie ranić i zostawic blizny ( nie tylko na Tobie) na całe życie!
        Pozatym nie cierpisz krytyki i tych ktorzy mają zdanie odmienne od Twojego
        czego dowod dałaś w wątku zjadliwie atakując każdego kto ośmielił się napisać
        choćby słowo niezgodne z Twoimi oczekiwaniami. Skoro pytasz o radę - dostajesz
        ją , zgodną z czyimś spojrzeniem na Twoją sprawę.
        Ad rem
        Przestań grzebać w cudzej komórce ( i nie pisz że to wspólna bo to chore!),
        nie właź , byłej dziewczynie Twojego chłopaka , z buciorami w życie (niby
        przypadkowy SMS) i nie prowokuj dwuznacznych sytacji z rolą dla Twojego faceta
        bo się obudzisz z ręką w nocniku czego Ci serdecznie nie życzę.

        proo
        • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 13:30
          Jestem zaskoczona twoją wypowiedzią.
          Czytałam kilka towich postów na forum i powiem ci
          szczerze, myślałam, że potrafisz obiektywnie (czytaj: z
          obu stron) ocenić sytuację. Myliłam się. To nic, w końcu
          się nie znamy... co nie przeszkodziło ci dostrzec we mnie
          wyłącznie głupotę i moje buty w cudzym życiu...

          Wiesz, nie chcę mi się wyjaśniać po raz drugi, że to nie
          była z mojej strony prowokacja. Że nie myślę o tej
          dziewczynie 24 h/dobę, że nie chcę się mścić, ingerować w
          cudze życie, zachowywać się jak pajac. Jestem osobą
          szczerą i za to dostałam nauczkę. Trzeba było nie wysyłać
          tego uśmiechu, bo wyszło na to, że jestem podła i w ogóle
          czepiam się tej dziewczyny nie wiadomo o co. A właściwie
          dobrze, że tak się stało, bo przenajmniej wiem na czym
          stoję.

          Nie wiem, z jakiej szklanej kuli korzystałaś, ale
          widocznie przestała działać. Komórka jest nasza wspólna,
          więc dlaczego sugerujesz, że kłamię? Nie znasz mnie, tylko
          problem z którym zwróciłam się do internautów.

          Piszesz, że zjadliwe atakuję... Przyznaję, nie jestem
          barankiem, mam cięty język, ale też dużo samokrytycyznmu
          (stąd przyznanie się do tego, że poniosła mnie zazdrość).
          Szanuję odmienne zdanie, ale nie lubię jak mnie ktoś
          obraża pisząc, m.in. że "mam pełne gacie". Tego oczywiście
          nie zauważyłaś...

          Gdybyś była osobą obiektywną zauważyłabyś nie tylko moje
          wady, ale też moje sposoby obrony...

          Włażę z butami... poprzez wcześniejsze: akceptację, chęć
          spotkania i wspieranie w trudnych momentach (pisałam o tym
          wcześniej). Włażę z butami... bo zareagowałam po ludzku,
          bo poczułam niepokój, bo do niej nie wydzwaniam, nie
          esemesuję nachalnie, bo próbowałam ją polubić...

          Ehh...




          proo napisała:

          > Najbardziej nienawidzę głupoty i "fałszywych podchodow" wykonywanych za cudzymi
          >
          > plecami. Ty Atlantis jesteś uosobieniem człowieka w ktorym zarowno wymieniona
          > przeze mnie cecha jak i gotowość do popełniania nieszczerych czynów , występują
          > .
          > Sama nakręciłaś sprężynę która teraz , wracając do pozycji wyjściowej, może Cię
          > boleśnie ranić i zostawic blizny ( nie tylko na Tobie) na całe życie!
          > Pozatym nie cierpisz krytyki i tych ktorzy mają zdanie odmienne od Twojego
          > czego dowod dałaś w wątku zjadliwie atakując każdego kto ośmielił się napisać
          > choćby słowo niezgodne z Twoimi oczekiwaniami. Skoro pytasz o radę - dostajesz
          > ją , zgodną z czyimś spojrzeniem na Twoją sprawę.
          > Ad rem
          > Przestań grzebać w cudzej komórce ( i nie pisz że to wspólna bo to chore!),
          > nie właź , byłej dziewczynie Twojego chłopaka , z buciorami w życie (niby
          > przypadkowy SMS) i nie prowokuj dwuznacznych sytacji z rolą dla Twojego faceta
          > bo się obudzisz z ręką w nocniku czego Ci serdecznie nie życzę.
          >
          > proo
      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 12:56
        Dowcipny jesteś ;P

        Serio: nie zedręczam nikogo niczym, nie wracam do tego
        tematu od 3 dni (w końcu to świeża sprawa, sobotnia), nie
        mam manii prześladowczej, nie mam zamiaru: śledzić mojego
        narzeczonego, wynajmować płatnego mordercy, podkładać pod
        drzwi Agnieszki trotylu lub przespać się z jej mężem
        (zemsta, wiadomo...).
        Moje emocje: dalekie od spokoju i dalekie od burzy,
        przebudzenie potworka o imieniu Zazdrość, którego staram
        się ignorować.
        Moja reakcja: chyba nie aż taka dziwna na tę sytuację,
        uderzenie krwi do głowy, a potem jakieś mrowienie w
        żołądku.
        Moja metoda: wciąż jej szukam, dzięki za wszystkie rady.




        pastwa napisał:

        > Atlantis75 bierz meza i uciekajcie jak najdalej, najlepiej zmieńcie numer
        > komórki,i miejsce zamieszkania, ta Agnieszka to jakis potwór. Jesli po tylu
        > latach pamieta swoja miłosc ( ja zapominam juz nastepnego dnia po zerwaniu, aby
        >
        > broń Boze nie dopuscic w przyszłosci do takiej sytuacji jak u Agnieszki), to
        > nie spocznie i bedzie Was molestowac w odpowiedzi na puste koperty z Waszego
        > telefonu swoimi smsami do konca Waszych dni.
        > I nie wierz jej, ze myslała, ze to tylko od Tomka, ja zawsze gdy dostane pusta
        > koperte od jakiejs kobiety, to wiem, że musiała mi ja wysłac razem ze swoim
        > facetem i że miała ona oznaczac usmiech, przeciez to logiczne.
        > Macie tez szczescie, ze nie potrafi jeszcze ( ale pewnosi nie ma ) ów kobiecy
        > Hannibal, cofac czasu (pisze bowiem : "Przysłałeś mi pustą kopertę... Gdybym
        > mogła cofnąć czas (!), to... "),bo wówczas niechybnie czerpałaby przyjemnosci z
        >
        > Tomkiem.
        > Tylko zmiana tozsamosci moze Wasz związek uratowac, na odpornosc Tomka nie
        > licz, mysle ze podswiadomie cały czas chce byc z Agnieszka i dlatego własnie
        > zwiazał sie z Tobą.
        >
        > Jesli kochasz Tomka, to go kontroluj, bo nic tak nie zespala zwiazku jak
        > podejrzliwośc i nieufnosc !
        >
      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 12:58
        Dowcipny jesteś ;P

        Serio: nie zedręczam nikogo niczym, nie wracam do tego
        tematu od 3 dni (w końcu to świeża sprawa, sobotnia), nie
        mam manii prześladowczej, nie mam zamiaru: śledzić mojego
        narzeczonego, wynajmować płatnego mordercy, podkładać pod
        drzwi Agnieszki trotylu lub przespać się z jej mężem
        (zemsta, wiadomo...).
        Moje emocje: dalekie od spokoju i dalekie od burzy,
        przebudzenie potworka o imieniu Zazdrość, którego staram
        się ignorować.
        Moja reakcja: chyba nie aż taka dziwna na tę sytuację,
        uderzenie krwi do głowy, a potem jakieś mrowienie w
        żołądku.
        Moja metoda: wciąż jej szukam, dzięki za wszystkie rady.




        pastwa napisał:

        > Atlantis75 bierz meza i uciekajcie jak najdalej, najlepiej zmieńcie numer
        > komórki,i miejsce zamieszkania, ta Agnieszka to jakis potwór. Jesli po tylu
        > latach pamieta swoja miłosc ( ja zapominam juz nastepnego dnia po zerwaniu, aby
        >
        > broń Boze nie dopuscic w przyszłosci do takiej sytuacji jak u Agnieszki), to
        > nie spocznie i bedzie Was molestowac w odpowiedzi na puste koperty z Waszego
        > telefonu swoimi smsami do konca Waszych dni.
        > I nie wierz jej, ze myslała, ze to tylko od Tomka, ja zawsze gdy dostane pusta
        > koperte od jakiejs kobiety, to wiem, że musiała mi ja wysłac razem ze swoim
        > facetem i że miała ona oznaczac usmiech, przeciez to logiczne.
        > Macie tez szczescie, ze nie potrafi jeszcze ( ale pewnosi nie ma ) ów kobiecy
        > Hannibal, cofac czasu (pisze bowiem : "Przysłałeś mi pustą kopertę... Gdybym
        > mogła cofnąć czas (!), to... "),bo wówczas niechybnie czerpałaby przyjemnosci z
        >
        > Tomkiem.
        > Tylko zmiana tozsamosci moze Wasz związek uratowac, na odpornosc Tomka nie
        > licz, mysle ze podswiadomie cały czas chce byc z Agnieszka i dlatego własnie
        > zwiazał sie z Tobą.
        >
        > Jesli kochasz Tomka, to go kontroluj, bo nic tak nie zespala zwiazku jak
        > podejrzliwośc i nieufnosc !
        >
        • Gość: Alicja Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.proxy.aol.com 20.11.02, 14:10
          A po co ty chcesz polubic te Agnieszke? Odpowiedz sobie szczerze, skoro ejstes
          taka szczera? To nie twoja byla znajoma, tylko twojego narzeczonego. i o
          wspolnek komorce juz mowilas. I nie plec, czegos takiego jak "wspolny" telefon
          komorkowy nie ma. I naczym to wlasciwie polega? ja mam komorke, ty masz
          komorke, ale twoja jest nasza i na twoja przychodza SMSy i twoja uzywamy? I
          naprawde, Agnieszka miala wiedziec, ze to ty,lub WY wysylacie jej pustego
          SMSa?? Pomysl sobie tak: dostajesz SMSa w ktorym nie ma nic od swojego bylego
          chlopaka i pierwsze co myslisz, to to, ze poslal ci takie cos ze swoaj obecna
          dziewczyna. Doowcipne!! A gadanie o kryzysie w nie twoim zwiazku, tylko tamtym,
          to juz jest naprawde temat nie dla ciebie. Juz ci mowilam, poczekaj troche, az
          ty bedziesz na tym etapie co tamta kobieta i mozesz zabierac glos. Ty na pewno
          bedac zona i matka nawet nie pomyslisz o swoim bylym chlopaku. Dla ciebie
          bedzie tylko wazne jak dorwac sie do komorki mezy, zeby sprawdzic kto i co
          pisal, albo wyslac pusty usmiech do kogos tam. Agnieszka po prostu
          odpowiedziala na SMS od twojego chlopaka i do twojego chlopaka. Gdyby byla
          wiedziala, ze to ty w tym maczasz palce pewnie by siedziala cicho.I co sie
          wlasciwie stalo? przespal sie z nim via SMS ?
          • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 14:49
            Gość portalu: Alicja napisał(a):

            Moja cierpliwość nie zna dziś granic...
            Ale jeżeli tak zainteresowała cię moja sprawa, to jeszcze
            raz wyjaśnię.


            > A po co ty chcesz polubic te Agnieszke? Odpowiedz sobie szczerze, skoro ejstes
            > taka szczera? To nie twoja byla znajoma, tylko twojego narzeczonego.


            Przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi.
            Trochę wyświechtane to przysłowie jak na dzisiejsze czasy,
            ale jak się kogoś kocha, to przynajmniej akceptuje się
            jego znajomych. Tak było i w tym przypadku. Pisałam już
            wcześniej: na początku mojego związku z Tomkiem byłam
            bardzo zazdrosna o tą znajomość. Ale dojrzałam i
            zrozumiałam, że to nie ma sensu. Szczególnie, że mój
            chłopak tłumaczył mi, że to zwykła sympatia. Z biegiem
            czasu nasz kontakt i jej (podkreślam, że to ona chce mnie
            bardzo poznać) ochota poznania mnie nabrała rumieńców.
            Pomyślałam sobie: kurcze, dlaczego nie? Co się będę
            czepiać o coś co było i minęło? Nie znam jej, a może jak
            poznam to polubię? Tak sobie myślałam. Ale po tej całej
            nieszczęsnej sytuacji koparka mi opadła...

            i o
            > wspolnek komorce juz mowilas. I nie plec, czegos takiego jak "wspolny" telefon
            > komorkowy nie ma. I naczym to wlasciwie polega? ja mam komorke, ty masz
            > komorke, ale twoja jest nasza i na twoja przychodza SMSy i twoja uzywamy?

            Jedyna co potrafię pleść, a właściwie zaplatać to moje
            warkocze... Ale poważnie. Nie zarzucaj mi, że plotę, bo
            nie znasz mnie, nie znasz moich układów z moim
            narzeczonym. Wspólna komórka? A co w tym dziwnego? Skoro
            dzielimy jedno łóżko i mamy do siebie zaufanie, to
            dlaczego w sytuacji, gdy zgubiłam komórkę, mamy nie
            korzystać ze wspólnej? Nie jest to, oczywiście, sytuacja
            na wieki wieków.


            I
            > naprawde, Agnieszka miala wiedziec, ze to ty,lub WY wysylacie jej pustego
            > SMSa??

            No, Agnieszka pewnie nie wiedziała... Ale odpowiedz mi:
            czy jej zachowanie uważasz za grę fair, gdy były facet
            (sperzed kliku ładnych latek) ma narzeczoną, a ona wysyłpa
            jakieś tęskne wiadomości?


            Pomysl sobie tak: dostajesz SMSa w ktorym nie ma nic od
            swojego bylego
            > chlopaka i pierwsze co myslisz, to to, ze poslal ci takie cos ze swoaj obecna
            > dziewczyna. Doowcipne!!

            Dowcipne jest to jak podchodzisz do tej sprawy. Serio,
            próbuję cię zrozumieć, ale mi nie wychodzi... Po pierwsze:
            to nie jest świeża rana, to nie jest związek, który
            rozpadł się miesiąc temu, ale 6 lat temu! Przez ten czas
            ona wyszła za mąż i urodziła dziecko. New life, new
            people. Gdybym ja dostała pustego esemesa (ludzie! Ta
            pusta nabrała nowego wymiaru!) od swojego byłego sprzed 6
            lat, to bym zapytała: komóra ci siadła, czy masz czkawkę?
            A na serio: wysłałabym mu znak zapytania, o co chodzi.
            Zrozum też, że to nie jest kontakt odnowiony nagle po 6
            latach tym pustym esemesem, tylko znajomość która trwa od
            6 lat nieprzerwanie (kartki na swieta, telefony). Ona wie,
            jak on teraz żyje. Ona bawił się na jej ślubie. Normalna
            znajomość, która teraz nabrała jednak innego wymiaru (z
            jej strony)



            A gadanie o kryzysie w nie twoim zwiazku, tylko tamtym,
            >
            > to juz jest naprawde temat nie dla ciebie.

            Temat nie dla mnie? Przeciez ona sama się z tego zwierza!
            Rozumiesz już, że ja się nachalnie nie interesuję, tylko
            piszę to, co wiem.



            Juz ci mowilam, poczekaj troche, az
            > ty bedziesz na tym etapie co tamta kobieta i mozesz zabierac glos.

            Jestem z Tomkiem od 3,5 roku. Mieszkamy razem od 3 lat. Na
            jaki etap mam poczekać, ty mi kobieto wytłumacz? Ona była
            jego dziewczyną przez dwa sezony w liceum, ja jestem jago
            przyszłą żoną (już za kilka miesięcy). Jaki etap?


            Ty na pewno
            > bedac zona i matka nawet nie pomyslisz o swoim bylym chlopaku.

            Nie pomyślę :) Bo nie ma o kim... Tomek jest moją
            Największą Miłością. A ty masz męża? Myślisz o "byłych"?


            Dla ciebie
            > bedzie tylko wazne jak dorwac sie do komorki mezy, zeby sprawdzic kto i co
            > pisal, albo wyslac pusty usmiech do kogos tam. Agnieszka po prostu
            > odpowiedziala na SMS od twojego chlopaka i do twojego chlopaka. Gdyby byla
            > wiedziala, ze to ty w tym maczasz palce pewnie by siedziala cicho.

            Wiesz, to chyba logiczne, że siedziałaby cicho. Gdybym
            miała chrapkę i tęskiła za szkolną miłością widząc, że ma
            narzeczoną, też bym siedziała cicho i kombinowała, jak tu
            go zajść od tyłu. To oczywiście moje dywagacje...

            I co sie
            > wlasciwie stalo? przespal sie z nim via SMS ?

            No, jeżeli dla ciebie coś zaczyna się dziać dopiero po
            zmiętoszeniu kołderki, to... gratuluję refleksu.

            Wyjaśniłam wszytsko, co miałam wyjaśnić.
            Nie musisz mnie rozumieć, ale nie oskarżaj mnie o rzeczy,
            które nie miały miejsca, nie czytaj mi w duszy, bo mnie
            nie znasz...

            Mam nadzieję, że odpowiesz mi na pytanie, czy jesteś
            mężatką?
          • kora3 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 15:02
            Gość portalu: Alicja napisał(a):

            > A po co ty chcesz polubic te Agnieszke? Odpowiedz sobie szczerze, skoro
            ejstes
            > taka szczera?

            To jest w istocie dobre pytanie ... Po jaką cholerę chcesz Ją poznawać, polubić
            czy co tam jeszcze...Ciraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze nie
            czujesz się jednak tak do końca penie w swoim związku i to zaufanie do chłopaka
            nie jest tak ogromne - gdyby tak było nie robiłabyś z tego smsa takiego
            problemu, wszak to problem owej panny, co sobie myśli a nie wasz....

            > i o
            > wspolnek komorce juz mowilas. I nie plec, czegos takiego jak "wspolny"
            telefon
            > komorkowy nie ma. I naczym to wlasciwie polega? ja mam komorke, ty masz
            > komorke, ale twoja jest nasza i na twoja przychodza SMSy i twoja uzywamy?

            Też prawda, pisałam juz o tym,że wspólna komórka to idiotyczny pomysł,ale w
            końcu każdy może używać komórki jak chce:)
            I
            > naprawde, Agnieszka miala wiedziec, ze to ty,lub WY wysylacie jej pustego
            > SMSa?? Pomysl sobie tak: dostajesz SMSa w ktorym nie ma nic od swojego bylego
            > chlopaka i pierwsze co myslisz, to to, ze poslal ci takie cos ze swoaj obecna
            > dziewczyna. Doowcipne!! A gadanie o kryzysie w nie twoim zwiazku, tylko
            tamtym,
            >
            > to juz jest naprawde temat nie dla ciebie. Juz ci mowilam, poczekaj troche,
            az
            > ty bedziesz na tym etapie co tamta kobieta i mozesz zabierac glos.

            Oj Alicjo !!! Tu się nie zgodzę ! Faktem jest, że wysyłanie smysów do Agnieszki
            razem czy osobno, używanie wspólnej komórki i cały ten ambaras z ponawaniem
            i "polubianiem" byłej jest delikatnie mówiąc infantylny, ale nie mów, że
            wątkodawczyni nie jest na "etapie tamtej kobiety" itede. Sądzisz, ze to, ze
            tamta ma już męża i dziecko stawia Ją w rzędzie kobiet "rozumnych i
            światłych" , a ta to głupiutka gęś, bo "życia nie zna " ???
            Powiem wprost - ta cala Agnieszka tak do końca niewinnie nie myśli :) Mam Qpę
            kolegów żonatych już (sama też zaobrączkowana jestem) - gadam często o bardzo
            osobistych sprawach, komórki mają własne, a jednak nie piszę do
            Nich "Misiu", "Mordko moja" ... Coś w tym jest jednak ...Nie mówię zaraz, ze ma
            WIELKI kryzys w małżeństwie, ale chyba trochę tęskni za przeszłością ....

            >Ty na pewno
            > bedac zona i matka nawet nie pomyslisz o swoim bylym chlopaku. Dla ciebie
            > bedzie tylko wazne jak dorwac sie do komorki mezy, zeby sprawdzic kto i co
            > pisal, albo wyslac pusty usmiech do kogos tam. Agnieszka po prostu
            > odpowiedziala na SMS od twojego chlopaka i do twojego chlopaka. Gdyby byla
            > wiedziala, ze to ty w tym maczasz palce pewnie by siedziala cicho.I co sie
            > wlasciwie stalo? przespal sie z nim via SMS ?

            Ach tam zaraz nie pomyśli :) Bywa różnie...i nie ma co gdybać, że zaraz sie
            dorwie do komórki Męża. Oby nie !!! To obrzydliwe i głupie czytać cudzą
            poczte, przeglądać kieszenie itede. Ale tu tak czy owak był głupi traf po
            prostu. Nie popieram tego, ale nie atakuj dziewczyny tak ... Problem Jej nie
            polega na tym, ze ma wspólną komórkę tylko na tym, ze była dziewczyna Jej
            faceta próbuje flirtować z Nim i tyle...To czego przypadkiem , wysyłając durne
            smyski, się dowiedziała nie jest budujące. Prawda ??? Fakt, ze głupio postępuje
            z tą komórką nie zmienia faktu, ze tamta panna też fair nie jest ! Popatrz na
            to obiektywnie... Załóżmy, że na Twoją automatyczną sekretarkę nagrywa się
            jakaś kobieta i mówi czułości Twojemu facetowi (nie podejrzewam nikogo o taką
            bezmyslność, ale załóżmy) odsłuchujesz sekretarkę po przyjściu do domu, bez
            żadnego "szpiegowania" , ale już odsłuchujesz ...I co ?? Nie rusza Cię to ??
            No jakoś nie wierzę....Piszesz o tym na forum, pytasz, jak się zachować, a
            ludzie Ci mówią : "to nie problem, problem w tym, ze odsłuchałaś sekretarkę :)
            Nie rób tego więcej to problem zniknie !!!"
            Naprawdę tak to widzisz ??
            Pozdrawiam Korka
            • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 15:19
              kora3 napisała:

              > Po jaką cholerę chcesz Ją poznawać, polubić > czy co tam jeszcze...

              Teraz sama zadaję sobie to pytanie! Po jaką cholerę?
              Chciałam dobrze - wyszło źle. Ot co... Chciałam po ludzku
              do niej podejść (w końcu to sprawa sprzed 6 lat),
              poznać... a wyszło takie gów... (przepraszam za
              dosadność).


              Ciraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze nie
              > czujesz się jednak tak do końca penie w swoim związku i to zaufanie do chłopaka

              Mam zaufanie do Tomka. Może odzywa się tu sprawa jeszcze
              sprzed naszego związku? Byłam związana z facetem, który
              potraktował mnie jak lekarstwo na rany po byłej
              dziewczynie... Związek był krótki i burzliwy, ale dał mi w
              kość...


              >
              > nie jest tak ogromne - gdyby tak było nie robiłabyś z tego smsa takiego
              > problemu, wszak to problem owej panny, co sobie myśli a nie wasz....

              To nie jest dominujący problem mojego życia! Ludzie! Po
              prostu aktualny problem, z którym próbuję sobie poradzić.
              Mam mnóstwo innych, poczynając od Ojca kończąc na
              zapaleniu spojówek. A problem jest wspólny, nie tylko jej.
              Przecież sama przyznałaś, że ona ma nieszczere zamiary...


              >
              > Też prawda, pisałam juz o tym,że wspólna komórka to idiotyczny pomysł,ale w
              > końcu każdy może używać komórki jak chce:)

              Idiotyczny? Ludzie! Przejściowa sytuacja, na którą
              obydwoje się zgodziliśmy. Kto by pomyślał, że ta wspólna
              komórka stanie się takim moim kolcem... Gdybym wiedziała,
              to nie gubilabym tamtej ;)



              > Oj Alicjo !!! Tu się nie zgodzę ! Faktem jest, że wysyłanie smysów do Agnieszki
              >
              > razem czy osobno, używanie wspólnej komórki i cały ten ambaras z ponawaniem
              > i "polubianiem" byłej jest delikatnie mówiąc infantylny, ale nie mów, że
              > wątkodawczyni nie jest na "etapie tamtej kobiety" itede. Sądzisz, ze to, ze
              > tamta ma już męża i dziecko stawia Ją w rzędzie kobiet "rozumnych i
              > światłych" , a ta to głupiutka gęś, bo "życia nie zna " ???
              > Powiem wprost - ta cala Agnieszka tak do końca niewinnie nie myśli :) Mam Qpę
              > kolegów żonatych już (sama też zaobrączkowana jestem) - gadam często o bardzo
              > osobistych sprawach, komórki mają własne, a jednak nie piszę do
              > Nich "Misiu", "Mordko moja" ... Coś w tym jest jednak ...Nie mówię zaraz, ze ma
              >
              > WIELKI kryzys w małżeństwie, ale chyba trochę tęskni za przeszłością ....
              >
              > >Ty na pewno
              > > bedac zona i matka nawet nie pomyslisz o swoim bylym chlopaku. Dla ciebie
              > > bedzie tylko wazne jak dorwac sie do komorki mezy, zeby sprawdzic kto i co
              >
              > > pisal, albo wyslac pusty usmiech do kogos tam. Agnieszka po prostu
              > > odpowiedziala na SMS od twojego chlopaka i do twojego chlopaka. Gdyby byla
              >
              > > wiedziala, ze to ty w tym maczasz palce pewnie by siedziala cicho.I co sie
              >
              > > wlasciwie stalo? przespal sie z nim via SMS ?
              >
              > Ach tam zaraz nie pomyśli :) Bywa różnie...i nie ma co gdybać, że zaraz sie
              > dorwie do komórki Męża. Oby nie !!! To obrzydliwe i głupie czytać cudzą
              > poczte, przeglądać kieszenie itede. Ale tu tak czy owak był głupi traf po
              > prostu. Nie popieram tego, ale nie atakuj dziewczyny tak ... Problem Jej nie
              > polega na tym, ze ma wspólną komórkę tylko na tym, ze była dziewczyna Jej
              > faceta próbuje flirtować z Nim i tyle...To czego przypadkiem , wysyłając durne
              > smyski, się dowiedziała nie jest budujące. Prawda ??? Fakt, ze głupio postępuje
              >
              > z tą komórką nie zmienia faktu, ze tamta panna też fair nie jest ! Popatrz na
              > to obiektywnie... Załóżmy, że na Twoją automatyczną sekretarkę nagrywa się
              > jakaś kobieta i mówi czułości Twojemu facetowi (nie podejrzewam nikogo o taką
              > bezmyslność, ale załóżmy) odsłuchujesz sekretarkę po przyjściu do domu, bez
              > żadnego "szpiegowania" , ale już odsłuchujesz ...I co ?? Nie rusza Cię to ??
              > No jakoś nie wierzę....Piszesz o tym na forum, pytasz, jak się zachować, a
              > ludzie Ci mówią : "to nie problem, problem w tym, ze odsłuchałaś sekretarkę :)
              > Nie rób tego więcej to problem zniknie !!!"
              > Naprawdę tak to widzisz ??


              Dzięki za zrozumienie, że mogę czuć się tak jak się czuję.


              > Pozdrawiam Korka

              Także pozdrawiam. Atlantis
              • Gość: carduus Do kamieniujących IP: proxy / 10.30.1.* 20.11.02, 15:30
                UWAGA! PONIŻSZE KIERUJĘ TYLKO DO KARCĄCYCH, KPIĄCYCH I DRWIĄCYCH Z ATLANTIS.
                Przeczytałam coście tu nawypisywali drodzy moi i powiem szczerze: włos mi się
                zjeżył, zwłaszcza, że osoby, które dotąd miałam za rozsądne nagle zaczynają
                trochę nie tego..., jakby to... no: gadać bzdury po prostu.
                Atlantis napisała w czym rzecz. Napisała uczciwie: przyznała się do może
                bezpodstawnej, ale niewątpliwej zazdrości. Nie widzę nic dziwnego w tym, że
                TYMCZASOWO korzystają z jednego telefonu komórkowego. Tak się złożyło, a skoro
                im tak wygodnie nikomu nic do tego. Pod SMS-em wystarczy inicjał, żeby wiadomo
                było kto jest nadawcą. Podejrzenie, że to rozwiązanie ma ułatwiać kontrolę
                drugiej osoby jest mocno nietrafione. Owa druga osoba musiałby być bowiem nieco
                ociężała umysłowo, jeżeli wykorzystywałaby wspólną komórkę na romansowanie.
                Atlantis nigdzie nie napisała, że Agnieszka powinna wiedzieć, że pusta koperta
                wysłana z tej komórki to usmiech od Tomka i Atlantis (Alicja!!!). Nie
                sugerujcie takich idiotyzmów, boć sami stawiacie w nienajlepszym świetle swoją
                inteligencję.
                Pal sześć zresztą całą sytuację z wysyłaniem uśmiechów. Nawet jeżeli Atlantis
                miała nie do końca czyste intencje wysyłając pozdrowienia do Agnieszki, to któż
                z nas jest bez winy? Ja kamieniem nie rzucę, bom sama niedoskonała i czasem
                (choć rzadko) zdarza mi się zastosować podstęp. Grunt, że podstęp, czy też
                zwykły przypadek miał konsekwencje w postaci mocno zastanawiającej wiadomości
                od Agnieszki. I pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa brzmi: PO CO??? W jakim
                celu Agnieszka wysyła SMS-a o takiej treści do swego byłego chłopaka. I
                wybaczcie złośliwość, ale trzeba być "inteligentnym inaczej", żeby myśleć, że
                tylko po, żeby zapytać w jakim celu wysłał jej pustą kopertę. Agnieszka w
                sposób bardzo jednoznaczny mówi, że żałuje, że nie są już parą. Że jeśli tylko
                on zechce, znowu mogą być. I nie mówcie mi, że w takiej sytuacji reakcja
                Atlantis jest mocno przesadzona a jej obawy bezpodstawne. Być może dla
                niektórych fakt, że ich partner(ka) dostaje tak jednoznaczne deklaracje od płci
                przeciwnej jest rzeczywiście bez znaczenia. I jeśli dobrze im z tym, to
                wspaniale. Przyjmijcie jednak do wiadomości, że dla większości taka sytuacja
                byłaby powodem do pewnej ostrożności w kontaktach z ową Agnieszką.
                Droga proo! Chore jest raczej imputowanie Atlantis, że włazi z buciorami w
                życie tej biednej, subtelnej, wrażliwej i uczciwej Agnieszce, która zwyczajnie
                chciała okazać sympatię swojemu byłemu. Otwórz oczęta i racz zauważyć, że to
                raczej Agnieszka włazi w życie Atlantis i Tomka z buciorami, bo bez skrupułów
                (wie, że Tomek jest szczęśliwy z Atlantis) próbuje przywrócić ich dawnej
                znajomości charakter romansu.
                Reasumując: Atlantis napisała, bo liczyła na radę, jak ma się zachować w tej
                sytuacji. A wy napadacie na nią, bo kto to widział wspólne komórki, bo ona
                kręci, bo myślałby kto, że naprawdę wysyłała jakieś głupie uśmiechy, kto
                normalny takie rzeczy robi, bo w ogóle dlaczego się czepia biednej, Bogu ducha
                winnej Agnieszki.
                No ludzie!!! Litości!!! Opamiętania!!! Bo naprawdę pomyślę, że głowy wam służą
                tylko jako mniej lub bardziej eleganckie wykończenie tułowia.

                carduus
                prawie rozczarowana
                • goga.74 nareszcie glos rozsadku 20.11.02, 15:55
                  Hej, tez to czytam i oczom nie wierze.
                  Po pierwsze, nie rozumiem dlaczego niektorzy powatpiewaja w istnienie ten
                  nieszczesnej komorki. Tez znam pare, ktora korzysta z jednej komorki - uzywaja
                  jej rzadko, w razie wyjazdow (osoba ktora wyjezdza bierze ja ze soba) i nie
                  widze w tym nic niezwyklego. W koncu to tylko telefon a nie szczoteczka do
                  zebow. Moze powinno sie miec tez oddzielne telefony stacjonarne. Sytuacja jest
                  prawdopodobna, a poza tym nie bardzo rozumiem w jakim celu Atlantis miala by
                  tutja klamac - opisala sytuacje i liczyla na jakies rady.
                  Wysylanie usmiechow- ja sie tak swoja komorka nie bawie, bo po co? Wydaje mi
                  sie to dosc infantylne, pomysl usmiechu do bylej dziewczyny nietrafiony, ale
                  bez przesady, w koncu Atlantis nie zrobila nic strasznego.
                  I mogla poczuc sie nieswojo przeczytawszy tego SMS-a. A z calego jej
                  zachowania, z checi poznania tej dziewczyna raczej wynikalo, ze mimo pewnej
                  zazdrosci akceptowala fakt, ze Agnieszka byla dla jej chlopaka kims waznym i
                  jest normalne, ze utrzymuja ze soba kontakty.
                  Jesli moge na koniec cos poradzic Atlantis, to raczej niewyolbrzymianie tego
                  zdarzenia, przejsc na nim do porzadku dziennego. W stosunku do Agnieszki-
                  kultura, ale chyba bym sie z nia nie zaprzyjazniala.
                • atlantis75 Re: Do kamieniujących 20.11.02, 16:06
                  Carduus! Jaka ulga. Nareszcie jakaś nić zrozumienia...
                  Chcę Ci po prostu bardzo podziękować za zrozumienie, za
                  obiektwywizm, za wszystko :))) Bo zaczynałam już się
                  zastanawiać po co napisłam na tym forum o tej sprawie.

                  Dziękuję :))))
                  Pozdrowionka od Atlantis (kobiety błądzącej, kochającej,
                  ale nie perfidnej i wyrachowanej)



                  Gość portalu: carduus napisał(a):

                  > UWAGA! PONIŻSZE KIERUJĘ TYLKO DO KARCĄCYCH, KPIĄCYCH I DRWIĄCYCH Z ATLANTIS.
                  > Przeczytałam coście tu nawypisywali drodzy moi i powiem szczerze: włos mi się
                  > zjeżył, zwłaszcza, że osoby, które dotąd miałam za rozsądne nagle zaczynają
                  > trochę nie tego..., jakby to... no: gadać bzdury po prostu.
                  > Atlantis napisała w czym rzecz. Napisała uczciwie: przyznała się do może
                  > bezpodstawnej, ale niewątpliwej zazdrości. Nie widzę nic dziwnego w tym, że
                  > TYMCZASOWO korzystają z jednego telefonu komórkowego. Tak się złożyło, a skoro
                  > im tak wygodnie nikomu nic do tego. Pod SMS-em wystarczy inicjał, żeby wiadomo
                  >
                  > było kto jest nadawcą. Podejrzenie, że to rozwiązanie ma ułatwiać kontrolę
                  > drugiej osoby jest mocno nietrafione. Owa druga osoba musiałby być bowiem nieco
                  >
                  > ociężała umysłowo, jeżeli wykorzystywałaby wspólną komórkę na romansowanie.
                  > Atlantis nigdzie nie napisała, że Agnieszka powinna wiedzieć, że pusta koperta
                  > wysłana z tej komórki to usmiech od Tomka i Atlantis (Alicja!!!). Nie
                  > sugerujcie takich idiotyzmów, boć sami stawiacie w nienajlepszym świetle swoją
                  > inteligencję.
                  > Pal sześć zresztą całą sytuację z wysyłaniem uśmiechów. Nawet jeżeli Atlantis
                  > miała nie do końca czyste intencje wysyłając pozdrowienia do Agnieszki, to któż
                  >
                  > z nas jest bez winy? Ja kamieniem nie rzucę, bom sama niedoskonała i czasem
                  > (choć rzadko) zdarza mi się zastosować podstęp. Grunt, że podstęp, czy też
                  > zwykły przypadek miał konsekwencje w postaci mocno zastanawiającej wiadomości
                  > od Agnieszki. I pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa brzmi: PO CO??? W jakim
                  > celu Agnieszka wysyła SMS-a o takiej treści do swego byłego chłopaka. I
                  > wybaczcie złośliwość, ale trzeba być "inteligentnym inaczej", żeby myśleć, że
                  > tylko po, żeby zapytać w jakim celu wysłał jej pustą kopertę. Agnieszka w
                  > sposób bardzo jednoznaczny mówi, że żałuje, że nie są już parą. Że jeśli tylko
                  > on zechce, znowu mogą być. I nie mówcie mi, że w takiej sytuacji reakcja
                  > Atlantis jest mocno przesadzona a jej obawy bezpodstawne. Być może dla
                  > niektórych fakt, że ich partner(ka) dostaje tak jednoznaczne deklaracje od płci
                  >
                  > przeciwnej jest rzeczywiście bez znaczenia. I jeśli dobrze im z tym, to
                  > wspaniale. Przyjmijcie jednak do wiadomości, że dla większości taka sytuacja
                  > byłaby powodem do pewnej ostrożności w kontaktach z ową Agnieszką.
                  > Droga proo! Chore jest raczej imputowanie Atlantis, że włazi z buciorami w
                  > życie tej biednej, subtelnej, wrażliwej i uczciwej Agnieszce, która zwyczajnie
                  > chciała okazać sympatię swojemu byłemu. Otwórz oczęta i racz zauważyć, że to
                  > raczej Agnieszka włazi w życie Atlantis i Tomka z buciorami, bo bez skrupułów
                  > (wie, że Tomek jest szczęśliwy z Atlantis) próbuje przywrócić ich dawnej
                  > znajomości charakter romansu.
                  > Reasumując: Atlantis napisała, bo liczyła na radę, jak ma się zachować w tej
                  > sytuacji. A wy napadacie na nią, bo kto to widział wspólne komórki, bo ona
                  > kręci, bo myślałby kto, że naprawdę wysyłała jakieś głupie uśmiechy, kto
                  > normalny takie rzeczy robi, bo w ogóle dlaczego się czepia biednej, Bogu ducha
                  > winnej Agnieszki.
                  > No ludzie!!! Litości!!! Opamiętania!!! Bo naprawdę pomyślę, że głowy wam służą
                  > tylko jako mniej lub bardziej eleganckie wykończenie tułowia.
                  >
                  > carduus
                  > prawie rozczarowana
                  • proo Re: Do kamieniujących- carduus 20.11.02, 16:38
                    "Nie zgadzam się z Twoimi poglądami ale oddam życie abyś mógł je głosić"
                    - Voltaire.

                    Lubię Cię czytać , carduus , bowiem masz "pazur" (a poza tym , wbrew pierwszemu
                    wrażeniu , zazwyczaj rymujemy się w poglądach) ale proszę Cię abyś polemizowała
                    z moim spojrzeniem na sprawę Atlantis używając argumentów godnych Ciebie bo
                    gotowa jestem pomyśleć że.. / cytuję Ciebie/ :
                    " .. nosisz głowę jako mniej lub bardziej eleganckie wykończenie tułowia."

                    Pozdrawiam ciepło :-))
                    proo

              • kora3 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 15:45
                Atlantis !!! Sorry, nie mówię, ze ten problem to Twój jedyny... Ani nie myślę,
                ze komórkę specjalnie zgubiłaś :)Czasem taki głupi przypadek zrządza, ze
                dowiadujemy się czegoś i nie ma co rozpatrywać, czy sami sprowokowaliśmy
                przypadek. Liczą się fakty !!!!
                Nie wiem, czy czytałaś mojego wcześniejszego posta, ale radzę postąpić tak, jak
                napisałam ... Agnieszka nie gra z Tobą fair, nie masz się co obwiniać, ze tak
                czy owak się o tym dowiedziałaś... Nie popieram szpiegowania (zakładam, ze Ty
                nie szpiegowałaś, ot przypadek). Niemniej nie lekceważę Twojego problemu. Coś
                jest nie tak ze stosunkiem owej Agnieszki do Twojego faceta...
                Pozdrawiam
                Korcia
              • ladyblue Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 15:49
                napadanie na autorke jest bez sensu, dziewczyna pyta sie co zrobić, a tu taki
                najazd, nieładnie.
                uwżam że zaprzyjaźnianie sie z byłą swojego faceta to kompletne nieporozumienie
                i głupi bardzo pomysł, z praktyki wiem ze to do niczego dobrego nei doprowadzi.
                atlantis - chcesz rady? postaraj się rozluźnić kontakty z tamtą dziewczyną,
                żadnej bajki "lubimy się we troje" bo to nie ma sensu. chyba ze naprawdę ja
                lubisz - wtedy powiedz jej co o tym sądzisz, zrób jej awanturę albo co.
                byłe/byli to drażliwy problem i cięzko to jakoś rozsądnie rozwiązać.
    • Gość: Ania Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: proxy / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.11.02, 16:08
      atlantis75 napisała:

      > Mam problem [ciach]

      Ciekawe co byś powiedziała, gdybyś po kilku latach pożycia znalazła rozebrane
      zdjęcia poprzedniej panienki swojego narzeczonego (z którą do seksu na pewno
      doszło i to nie raz)

      pozdrawiam
      • kora3 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 16:13
        Gość portalu: Ania napisał(a):

        > atlantis75 napisała:
        >
        > > Mam problem [ciach]
        >
        > Ciekawe co byś powiedziała, gdybyś po kilku latach pożycia znalazła rozebrane
        > zdjęcia poprzedniej panienki swojego narzeczonego (z którą do seksu na pewno
        > doszło i to nie raz)
        >
        A co to ma do rzeczy jakby się zachowała ???? A Ty niby jak ???
        Korka
      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 16:23
        Wyciągnęłabym moje rozbierane zdjęcia i powiedziałabym, że
        wyglądam o niebo lepiej.

        Ale jak to się ma do sprawy?





        Gość portalu: Ania napisał(a):

        > atlantis75 napisała:
        >
        > > Mam problem [ciach]
        >
        > Ciekawe co byś powiedziała, gdybyś po kilku latach pożycia znalazła rozebrane
        > zdjęcia poprzedniej panienki swojego narzeczonego (z którą do seksu na pewno
        > doszło i to nie raz)
        >
        > pozdrawiam
    • weronika74 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 16:12
      heju Atlanitis!
      wydaje mi sie że powinnas omijac Agnieszke szerokim łukiem. jesli kochasz
      faceta to nie pozwól zadnej kobiety go sobie odebrac. Ten sms i reakcja twojego
      faceta że pewnie ma kryzys sugeruje ze takie jej deklaracje słyszy nie po raz
      pierwszy. super pomysł z odesłaniem smsa ze ty odebrałas jej wiadomosci i ze
      macie z chłopakiem spólna komórkę .Na pewno sie zawstydzi i sie wycofa. Mysle
      ze silenie sie na jakąs wielka znajomośc jest całkowicie bez sensu. sztuczne i
      wbrew naturze :-)
      pozdrawiam
    • saana Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 16:35
      wiesz gdyby Ona za nim szalala to nie chcialaby Cie znac. Ale madrosc ludowa
      glosi ,ze lepiej kobiete z problemami trzymac daleko od swojego faceta. no to
      tyle mi przychodzi do glowy.
      • kora3 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 17:38
        saana napisała:

        > wiesz gdyby Ona za nim szalala to nie chcialaby Cie znac.


        Nie gniewaj się Saano, ale to kompletna bzdura !!
        Nie wuadomo dlaczego kobiety (nie wiem czy tylko kobiety:)) mają coś takiego,
        ze chcą poznać i byłą i aktualną (byłego, czy aktualnego) faceta. Może Ty tego
        nie masz, ale uwierz, ze tak jest!!!! Osobiście doświadczyłam...Byłam kiedyś
        (na studiach jeszcze) 1,5 roku z facetem. Zerwałam, ale przecież studiowaliśmy
        razem, więc nie było siły, by się nie widywać. On znalazł sobie dziewczynę po
        jakimś czasie. Powiedział, ze byliśmy kiedyś z sobą i dalej studiujemy na
        jednym roku... Dziewczyna pzryjechała specjalnie po to na naszą uczelnię, by
        mnie "poznać i porozmawiać" - nie było o czym zresztą ....Inny przykład:
        koleżanka rozstałą się z facetem, wyjechała do innego miasta. Przyjeżdżała
        tylko na święta imprzxy rodzinne i zawsze musiała zahaczyć o pub, gdzie Jej
        były "bywał" z nową dziwewczyną :) Ona była też już w innym związku, ale
        powiedziała, ze jak Go zobaczyła i tą "inną" serce jej stanęło .....Takich
        przykładów znam z życia wiele, więc nie mogę się zgodzić....

        >Ale madrosc ludowa
        > glosi ,ze lepiej kobiete z problemami trzymac daleko od swojego faceta. no to
        > tyle mi przychodzi do glowy.

        I nie powiedziałabym, by trzymać wedle tego ludowego przysłowia:) swojego
        faceta z dala od kobirt z problemami.... To nie tak. Tu chodzi o konkretną
        sytuację i o to, że była dziewczyna nie chce zniknąć z życia Atlantis i Jej
        chłopaka !!! I nie pcha się to tego Ich życia, jako przyjaciołka, koleżanka,
        znajoma tylko, jak sądzę chce grać w Jego życiu rolę, którą wyznaczyła w swoim
        Jemu, to znaczy rolę "Wielkiej niespełnionej miłości" ... Pobudki z jakich to
        czyni są dla mnie bynajmniej nieistotne..Postępuje nie fair wobec Nich i
        obojętnie, czy Jej smutno, nudno, czy po prostu tak lubi..
        Pozdrawiam
        Korka

    • Gość: zatroskana Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.bnet.pl / 10.10.21.* 20.11.02, 19:24
      Nic nie udawaj,wybierz sie z kolezanka Tomka na kawe,wyjasnij dreczacy cie
      problem,doceni to i kolezanka i Tomek
      • pamela_andreson Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 20.11.02, 22:22
        Gość portalu: zatroskana napisał(a):

        > Nic nie udawaj,wybierz sie z kolezanka Tomka na kawe,wyjasnij dreczacy cie
        > problem,doceni to i kolezanka i Tomek

        a pózniej moze jakis alkohol dla rozluznienia, wspolny seans filmów
        pornograficznych, co by upojne chwile w trojkacie, uczynic jeszcze bardziej
        upojnymi...Z pewnoscia tomek to doceni, a na konie zaspokoj go oralnie i zrob
        smaczny posilek;)
    • Gość: tintin ojej IP: *.itpp.pl 21.11.02, 10:10
      Duzo halasu o nic.
      1. Nawet jesli Atlantis jest zazdrosna i nawet jakby zajrzala do komorki
      chlopaka to co? Ja tez jestem zazdrosny i moja zona tez. Wiekszosc ludzi jest
      zazdrosna, to nieodlacznie zwiazane z miloscia. Moja nastoletnia siostrzenica
      codziennie sprawdza komorke chlopaka. nie dosc ze czyta sms-y to jeszcze kasuje
      mu numery telefomow do wszystkich kobiet.
      2. Oczywiscie niedobrze jesli zazdrosc jest chorobliwa i codzienna. Ale moze
      warto zastanowic sie nad tym, ze kazdy z partnerow w zwiazku ma prawo od czasu
      do czasu do weta. Tzn do powiedzenia drugiemu: sluchaj, nie podoba mi sie ta
      Baska, albo ten jacek. Nie chce bys sie z nim kontaktowal(a). Jestesmy
      malzenstwem 5 lat, ja uzylem tego dwa razy, zona tez 2 razy czyli jest to jakis
      drobny procent znajomych wyeliminowanych dla dobrego samopoczucia tej drugiej
      strony. Moze nieslusznie, ale jesli mam do wyboru: zeby zle sie w tej sytuacji
      czula osoba ktora kocham i jakas znajoma to wybieram to pierwsze. I dziala
      idealnie (pod warunkiem ze akceptuja ten uklad dwie strony i nie sa odrzucani
      wszyscy czy wszystkie :)))
      • kora3 Re: ojej 21.11.02, 10:42
        Gość portalu: tintin napisał(a):

        > Duzo halasu o nic.
        > 1. Nawet jesli Atlantis jest zazdrosna i nawet jakby zajrzala do komorki
        > chlopaka to co? Ja tez jestem zazdrosny i moja zona tez. Wiekszosc ludzi jest
        > zazdrosna, to nieodlacznie zwiazane z miloscia. Moja nastoletnia siostrzenica
        > codziennie sprawdza komorke chlopaka. nie dosc ze czyta sms-y to jeszcze
        kasuje
        >
        > mu numery telefomow do wszystkich kobiet.

        I Ty to pochwalasz ??? Normalne to wg Ciebie ??? Sorry, jakby mnie mąż zaczął
        przeglądać komórkę i kasować numery to.....
        Rzeczywiście to jest zachowanie przystające wprost do nastu lat :)
        Nie wiadomo zresztą, jak to się ma do TEJ sprawy, bo Atlantis już wyjaśniła, że
        stało się to wskutek pomyłki i czasowego używania wspólnego telefonu, a nie
        inwigilacji z Jej strony.

        > 2. Oczywiscie niedobrze jesli zazdrosc jest chorobliwa i codzienna. Ale moze
        > warto zastanowic sie nad tym, ze kazdy z partnerow w zwiazku ma prawo od
        czasu
        > do czasu do weta. Tzn do powiedzenia drugiemu: sluchaj, nie podoba mi sie ta
        > Baska, albo ten jacek. Nie chce bys sie z nim kontaktowal(a). Jestesmy
        > malzenstwem 5 lat, ja uzylem tego dwa razy, zona tez 2 razy czyli jest to
        jakis
        >
        > drobny procent znajomych wyeliminowanych dla dobrego samopoczucia tej drugiej
        > strony. Moze nieslusznie, ale jesli mam do wyboru: zeby zle sie w tej
        sytuacji
        > czula osoba ktora kocham i jakas znajoma to wybieram to pierwsze. I dziala
        > idealnie (pod warunkiem ze akceptuja ten uklad dwie strony i nie sa odrzucani
        > wszyscy czy wszystkie :)))

        No własnie !!! O ile zazdrość nie jest chorobliwa !!!! Tu nie widzę tego !!!
        I racja, że partnerzy mają czasem prawo do "veta" tylko....jak masz super -
        zazdrosne go partnera to...dopowiedz sobie resztę ...;)
        Zgadzam się, zę spokój kochanej osoby jest ważniejszy niż jakaś tam znajoma
        (znajomy). Jasne !!! Ale Atlantis nie chciała chyba stawiać sprawy na ostrzu
        noża. Na początku - owszem była zazdrosna, pytała.... Dostała odpowiedź i z
        mniejszą, czy większą checią zaakceptowała tę odpowiedź. Zaakceptowała, bo ufa
        swojemu chłopakowi i zawierzyła deklaracjom Agnieszki (moi przyjaciele, chcę
        Cię poznać i tym podobne). Teraz poczuła się oszukana ... Okazało się bowiem,
        ze owa Agnieszka myśli o Jej chłopaku inaczej niż deklarowała. Z pewnością
        pomyślała sobie " Oj jaka ja jestem naiwna". Pomyśl, ze z trudem sama siebie
        przekonywała o "czystych" intencjach tamtej dziewczyny, a tu pasztecik ....
        Problem w tym , co teraz zrobić .... Zabronić ??? Niby się da, ale facet może
        się ostro buntować (tym bardziej, ze nic do teraz z tego co Atlantis pisze) nie
        wskazuje, ze On też jakoś tam o Agnieszce myśli inaczej niż o koleżance. Będzie
        wiec czuł się ograniczany i niewolony :)i może jeszcze nie daj Boże zacznie
        żalić się Agusi, jak to ma żle :)A zostawić tak bez słowa....? Też
        ryzykowne...Tamta dziewczyna ma sporo tupetu i zawalczy ...i trudno powiedzieć
        co z tego wyniknąć może .... Tak więc problem wcale łatwy i banalny nie jest...
        Pozdrawiam
        Korka
        • ha-jo rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 12:22


          nie rozumiem zupelnie zarzutow..."dziewczyna prosi o rade, a wy nie tylko jej nie odpowiadacie, ale jeszcze...".
          w takim razie jak najdalej od tego forum niech trzymaja sie ludzie chcacy ze soba skonczyc, i teraz pytaja jak? .a takie
          watki, powazne czy nie, tez sie pojawiaja.
          to chyba jest forum dyskusyjne,i kazdy moze zaprezentowac swoj punkt widzenia.a jak ktos chce byc tylko
          laskotanym, to niech to zaznaczy w pierwszym watku...nie ma sprawy.

          a watku atlantis75 najbardziej interesuje mnie osoba jej chlopaka.skoro on nie czepia sie absolutnie smsow agniechy,
          moze mu sie nawet podobaja, to dlaczego tylko ona jest obgadywana?jestem na imprezie z dziewczyna, i niepodoba
          mi sie pewien facet, ktory podsuwa sie do mojej lubej.mowie jej o tym, po czym ow gosc podchodzi do niej, i pyta,
          czy
          zatanczy?na co moja luba odpowiada ze tak.do kogo mam miec w tym momencie pretensje?

          najbardziej podoba mi sie pomysl pastwy.rozwiazanie to wyjsc z dyski, i najlepiej wyprowadzic sie do innego
          miasta.tylko byle tam nikt sie nie przystawial do mojej lubej..bo znowu bedzie trzeba pakakowac manatki...

          dobry watek.przynajmniej ciekawy
          !mam nadzieje, ze tym postem nikogo nie ukamieniowalem.

          pzdr




          • kora3 Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 13:46
            Hej !!! Nie ukamieniowałeś nikogo swoim postem:) I bardzo dobrze. Myśle,że
            autorce posta o "kamieniowaniu" chodziło o to, że w pewnym momencie ludzie na
            forum skupili sie wyłącznie na krytyce postępowania Atlantis z komórką, a nie
            na faktycznym problemie czyli "co dalej z Agnieszką" . Jasne, ze to jest forum
            dyskusyjne i każdy ma prawo podyskutować.Ale sądzę, że aby wyrobić sobie jakąś
            opinię trzeba czytac kolejne posty i odpowiedzi na nie, a nie przeczytawszy
            jeden (na ogół pierwszy) wyciągać ciągle to samo, co autor już 5-ciu osobom
            wytłumaczył (to tak a'propos wspólnej komórki Atlantis i Jej chłopaka było)...
            To na tyle w kamiennym temacie :)
            A co do rady Pastwy...Moim zdaniem była tyleż ironiczna, co mało prawdopodobna
            do zrealizowania :) Myślisz, zę tak łatwo zmienić "tożsamość" ??? Wcale
            nie ...niestety. I chyba nie o to Atlantis chodziło ...
            Ty mówisz, ze zastanawiające jest zachowanie Jej chłopaka.... Ano tak, może,
            trudno powiedzieć... Nie wiem jakie są Jego przEsłanki do utrzymywania kontaktu
            z Agnieszką..Nie siedzę w Nim, więc trudno mi powiedzieć... To co wiemy o całej
            sytuacji to tyle co nam Atlantis powiedziała ! Twierdzi, ze ufa swojemu
            chłopakowi i że jest pewna Jego uczuć, wiec Jej wierzę...
            Dałeś jakiś tam przykład z imprezki, że gość dostawia się do Twej "lubej"
            itede, ale to bardzo płytki i nijak mający się do tej sytuacji przykład...
            Tu niechodzi o przypadkową pannę na imprezce tylko o długoletnią znajomość
            Pozdrawiam
            Korka
            • ha-jo Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 14:15


              witaj kora,

              .piszac "luba" mialem na mysli osobe ktora kocham, moja dziewczyne z ktora jestem od dluzszego czasu.przeczytaj
              go sobie jeszcze raz, a znajdziesz na pewno wiele odnosnikow.to jest dokladnie to samo.
              dwie osoby ktore sa razem..ja i moja dziewczyna, i jakis gosc, ktory podstawia sie z boku, moze chce ja poderwac,
              moze tylko pogadac.mi w kazdym badz razie sie to nie podoba, i mowie o tym swojej dziewczynie.ta jednak nie widzi
              w tym niczego zlego, i dalej sobie z nim kreci.do kogo mam wiec pretensje, i kogo oskarzac o brak szczerosci?
              tylko jego?
              • kora3 Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 14:30
                ha-jo napisał:

                >
                >
                > witaj kora,
                >
                > .piszac "luba" mialem na mysli osobe ktora kocham, moja dziewczyne z ktora
                jest
                > em od dluzszego czasu.przeczytaj
                > go sobie jeszcze raz, a znajdziesz na pewno wiele odnosnikow.to jest
                dokladnie
                > to samo.
                > dwie osoby ktore sa razem..ja i moja dziewczyna, i jakis gosc, ktory
                podstawia
                > sie z boku, moze chce ja poderwac,
                > moze tylko pogadac.mi w kazdym badz razie sie to nie podoba, i mowie o tym
                swoj
                > ej dziewczynie.ta jednak nie widzi
                > w tym niczego zlego, i dalej sobie z nim kreci.do kogo mam wiec pretensje, i
                ko
                > go oskarzac o brak szczerosci?
                > tylko jego?

                Hej, hej Ha-jo :)
                Nie miałam zamiaru Cię obrazić z tą lubą ...Po prostu nie bardzo m to słowo
                pasuje (źle mi się kojarzy ), ale to moje odczucie i nie ma nic wspólnego z
                Twoimi uczuciami. W każdym razie przepraszam, jeśli Cię to uraziło ...
                Widzisz..uznałam ten przykład za nieprzystający do sytuacji, bo jak wcześniej
                wspomnialam dla mnie jest różnica pomiedzy tym, ze ktoś przypadkowy mówiąc
                wprost podrywa dziewczynę (chłopaka) na imprezce, a długoletnią znajomoscią...
                Ta sprawa z Atlantis nie jest taka prosta: laska podrywa chłopaka, a On się z
                tego cieszy, bo to Go dowartościowuje... I też nie tak prosto z tego wybrnąć...
                Nie chodzi tu o to, ze Atlantis ma się pokornie zgadzać, ze jakaś panienka
                epatuje Jej faceta ...Chodzi o mądry, realny i konkretny sposób rozwiązania
                sytuacji.
                Tak naprawdę, o czym już pisałam, nie wiem jak chłopak Atlantis tarktuje
                znajomość z Agnieszką, ale nie zmienia to faktu, ze nie wystarczy Mu
                powiedzieć "Słuchaj - masz sie więcej z Nią nie kontaktować" ...
                Pozdrawiam
                Korka
                • ha-jo Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 15:04
                  > Hej, hej Ha-jo :)
                  > Nie miałam zamiaru Cię obrazić z tą lubą ...Po prostu nie bardzo m to słowo
                  > pasuje (źle mi się kojarzy ), ale to moje odczucie i nie ma nic wspólnego z
                  > Twoimi uczuciami. W każdym razie przepraszam, jeśli Cię to uraziło ...
                  > Widzisz..uznałam ten przykład za nieprzystający do sytuacji, bo jak wcześniej
                  > wspomnialam dla mnie jest różnica pomiedzy tym, ze ktoś przypadkowy mówiąc
                  > wprost podrywa dziewczynę (chłopaka) na imprezce, a długoletnią znajomoscią...
                  > Ta sprawa z Atlantis nie jest taka prosta: laska podrywa chłopaka, a On się z
                  > tego cieszy, bo to Go dowartościowuje... I też nie tak prosto z tego wybrnąć...
                  > Nie chodzi tu o to, ze Atlantis ma się pokornie zgadzać, ze jakaś panienka
                  > epatuje Jej faceta ...Chodzi o mądry, realny i konkretny sposób rozwiązania
                  > sytuacji.
                  > Tak naprawdę, o czym już pisałam, nie wiem jak chłopak Atlantis tarktuje
                  > znajomość z Agnieszką, ale nie zmienia to faktu, ze nie wystarczy Mu
                  > powiedzieć "Słuchaj - masz sie więcej z Nią nie kontaktować" ...
                  > Pozdrawiam
                  > Korka

                  czolem korka,

                  naturalnie ze mnie nie obrazilas:-), i nie sadze zeby sie to komus na tym forum udalo.to nie takie proste:-)
                  dobra, wymecze jeszcze raz ten przyklad z impreza.
                  chcialbym zebys wygodnie ulozyla sie w fotelu, jestes spokojna, 1, 2, 3....
                  niech bedzie, ze ten gosc, ktory podsuwa sie do mojej dziewczyny to jej ex.jej pierwsza milosc.nie podoba mi sie, ze
                  on z nia rozmawia,ale facet sie mna nie przejmuje i prosi moja luba do tanca, sobie z nia otwarcie pogaduje.
                  a ona sie zgadza.
                  i gdybym byl teraz atlantis, to powiedzialbym ze on- ten jej ex jest nieszczery.
                  dlaczego?
                  przeciez do tanca(tanga) trzeba dwojga, a tym drugim jest moja laska.i skoro ona chce z nim sie troche pobawic,
                  czy pogadac i nie mowi mu "nie" ....jej sprawa.ale nie wyobrazam sobie zeby z jej ex robic w takiej sytuacji tego
                  zlego.

                  madry, rzetelny, realny, i konkretny sposob rozwiazania sytuacji???
                  przestac sie czepiac agniechy, juz szybciej swojego faceta.choc dla mnie generalnie w ogole nie ma problemu..
                  po prostu ktos tu jest zazdrosny, i z takiego punktu widzenia patrzy na sytuacje.

                  pzdr









                  • kora3 Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 15:36
                    Hello Ha-jo !!!
                    No dobra !!! Niech Ci będzie, że to podobna sytuacja... Zakładam,że Twoja
                    dziewczyna stara się być dla swego ex tylko miła, a on coś wiecej .... Powinna
                    Mu faktycznie powiedzieć" Słuchaj, fajnie, ze się spotkaliśmy, milo, ze dobrze
                    mnie wspominasz itd., ale ja mam Ha-jo (:)) jesteśmy razem " To fakt !!!
                    Ale nie wiem, czy zwróciłeś uwagę na fakt, że całkiem możliwe jest, ze chłopak
                    Atlantis tak właśnie powiedział (a czy tak było to tylko chyba On wie)....
                    O ile tak powiedział to jest w porządku, a ta Agnieszka ??? Może sobie uroiła
                    po prostu, ze nadal Go kocha, bo coś tam Jej może nie wychodzi w Jej związku ?
                    I chwyciła się tego pustego smyska (wedle starej piosenki o miłości i pustych
                    kopertach:))
                    Wierz mi ludzie są różni, a kobiety często wracają myslami do dawnych facetów,
                    gdy z obecnym coś nie idzie (niektóre nie tylko myslami):)))
                    Nie mówię tu, ze tak, na pewno chłopak Atlantis jest kryształ, bo...nie wiem. O
                    ile czytałeś moje do Atlantis posty, to mogłeś zauważyć, że powątpiewałam w Jej
                    ogromne do Niego zaufanie... Ale skoro pisze, zę Mu ufa i ma do tego solidne
                    podstawy.....
                    Co o tym sądzisz ???
                    Pozdrawiam
                    Korka
                    • ha-jo Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 21.11.02, 16:21
                      kora3 napisała:


                      > Hello Ha-jo !!!
                      > No dobra !!! Niech Ci będzie, że to podobna sytuacja... Zakładam,że Twoja
                      > dziewczyna stara się być dla swego ex tylko miła, a on coś wiecej .... Powinna
                      > Mu faktycznie powiedzieć" Słuchaj, fajnie, ze się spotkaliśmy, milo, ze dobrze
                      > mnie wspominasz itd., ale ja mam Ha-jo (:)) jesteśmy razem " To fakt !!!
                      > Ale nie wiem, czy zwróciłeś uwagę na fakt, że całkiem możliwe jest, ze chłopak
                      > Atlantis tak właśnie powiedział (a czy tak było to tylko chyba On wie)....
                      > O ile tak powiedział to jest w porządku, a ta Agnieszka ??? Może sobie uroiła
                      > po prostu, ze nadal Go kocha, bo coś tam Jej może nie wychodzi w Jej związku ?
                      > I chwyciła się tego pustego smyska (wedle starej piosenki o miłości i pustych
                      > kopertach:))
                      > Wierz mi ludzie są różni, a kobiety często wracają myslami do dawnych facetów,
                      > gdy z obecnym coś nie idzie (niektóre nie tylko myslami):)))
                      > Nie mówię tu, ze tak, na pewno chłopak Atlantis jest kryształ, bo...nie wiem. O
                      >
                      > ile czytałeś moje do Atlantis posty, to mogłeś zauważyć, że powątpiewałam w Jej
                      >
                      > ogromne do Niego zaufanie... Ale skoro pisze, zę Mu ufa i ma do tego solidne
                      > podstawy.....
                      > Co o tym sądzisz ???
                      > Pozdrawiam
                      > Korka




                      hi korka,

                      no dobra, niech ci bedzie. jej chlopak zajal stanowisko, a ona go dalej molestuje...
                      mozliwe, choc moj policyjny nos mowi mi "eeeeeee".
                      z lektury atlantis o jej chlopaku nie wiemy nic.
                      mamy natomiast zueplnie pozbawiony obiektywizmu portret emocjonalny agniechy.
                      moze ten zwiazek agniechy wcale nie jest taki nieszczesliwy.ja tez mam swoja "luba",i kocham ja ale mimo wszystko
                      jestem zdania, ze moglem za moich mlodych lat wiecej pochulac.to nie znaczy, ze teraz jestem taki nieszczesliwy.
                      poza tym atlantis w pewnym momencie przyznaje sie do zazdrosci, aby troche nizej w swoim poscie
                      zakomunikowac, ze bardzo ufa swojemu facetowi.???????.

                      sprawa do umorzenia moim zdaniem, za malo dowodow.agniecha ulaskawiona.atlantis pokrywa koszty rozprawy.

                      i pamietaj...w razie jakby co, superman z MO.kapitan zbik pomoze ci.



                      • yh Re: rzucanie kamieniami, i chlopak atlantis 22.11.02, 09:44
                        ha-jo napisał:

                        > z lektury atlantis o jej chlopaku nie wiemy nic.
                        > mamy natomiast zueplnie pozbawiony obiektywizmu portret emocjonalny agniechy.
                        > moze ten zwiazek agniechy wcale nie jest taki nieszczesliwy.ja tez mam
                        swoja "l> uba",i kocham ja ale mimo wszystko > jestem zdania, ze moglem za
                        moich mlodych lat wiecej pochulac.to nie znaczy, ze> teraz jestem taki
                        nieszczesliwy.> poza tym atlantis w pewnym momencie przyznaje sie do zazdrosci,
                        aby troche nize> j w swoim poscie > zakomunikowac, ze bardzo ufa swojemu
                        facetowi.???????.


                        a ja tam bym uwazala z "bylymi"....
                        mialam dawno temu faceta i bliska mi przyjaciolke-jego byla dziewczyne. ona juz
                        w innym zwiazku, podobno juz niezainteresowana moim facetem. ufalam obojgu. az
                        do czasu. oboje uprawiali ten sam sport extremalny, nie mialam nic przeciw ich
                        wspolnym wyjazdom /w wiekszym gronie/ . ja i moj facet przechodzilismy kryzys,
                        w tym czasie byl wyjazd na ktorym byli oni oboje i na zdarzyla sie bardzo
                        stresujaca zagrazajaca zyciu sytuacja...tak odreagowali stres ...ze po jakims
                        czasie okazalo sie ze moja przyjaciolka jest w ciazy ...z moim narzeczonym.

                        pozdrawiam wszystkich ufnych i niezazdrosnych ;)
    • Gość: fczurek Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: 217.153.26.* 21.11.02, 16:06
      Rozumiem Cie doskonale :). Nie uwazam, ze problem jest wydumany, ani ze robisz
      z igly widly. Problem nie jest wydumany, tylko prawdziwy. Ale nie Ty go masz,
      tylko Agnieszka. Nie bede sie wdawac w szczegoly, bo to nie ma nic do rzeczy,
      ale na wlasnej skorze przekonalam sie, ze "stara milosc nie rdzewieje. A do
      tego milosc nieskonsumowana, i jeszcze w sytuacji, kiedy czlowiek nie jest
      szczesliwy w aktualnym zwiazku. A nawet wtedy, jesli jest... W gre zaczynaja
      wchodzic emocje z przeszlosci i czasem nie ma mocnych... Dobrze sie stalo z ta
      komorka i w dobrym momencie - mam wrazenie, ze przechwycilas sprawe "w
      zarodku". Moja fczera rada: powiedz Agnieszce, ze SMS byl od Ciebie -
      najpewniej zrobi sie jej glupio, moze nawet Cie przeprosi i wytlumaczy, co nia
      powodowalo. W kazdym razie zastanowi sie dziesiec razy, jak bedzie miala znowu
      chwile slabosci. To raz. Dwa - postaraj sie maksymalnie rozluznic znajomosc -
      to nie jest jakas fajna laska tylko osoba, z ktora Twojego przyszlego meza
      laczylo kiedys romantyczne uczucie - takie rzeczy zazwyczaj sie idealizuje i
      nabieraja nie wiadomo jakiej wartosci, a po co kusic los? Dobrze ktos tu
      napisal, ze Agnieszka zasugerowala, ze jezeli On zechce, moze byc znowu tak,
      jak dawniej. Ja to tez tak odebralam, dokladnie. Wiec trzy - swoje problemy
      niech Agnieszka rozwiazuje sama, nie "za pomoca" Twojego chlopaka. Mysle, ze
      poinformowanie jej o SMS-ie bedzie dobrym pretekstem do wyjasnienia sobie tego.
      Pozdrawiam i zycze powodzonka! Trzymam za Ciebie kciuki! Fczurek
    • Gość: Wenus Była dziewczyna mojego brata........ IP: *.lodz.dialog.net.pl 21.11.02, 17:09
      Witaj Atlantis!

      Przeczytalam uwaznie cala dyskusje jaka sie rozpetala po zamieszczeniu twojego
      watku. Od siebie moge doadac, ze PODPISUJE SIE POD opinia Cardus rekoma i
      nogami! Mam identyczne zdanie!
      Jak bolesnie sie zdazylas przekonac forum to nie psychoterapia u przyjaznego
      Tobie terapeuty - ludzie ktorzy maja ewidentne problemy z empatia krytykuja
      innych najbardziej i najglosniej, nie probujac poznac doglebnie problemu (skad
      ja to znam). Musisz sie niestety na to uodpornic i starac nie przejmowac
      bolesnymi komentarzami w ktorych tyle prawdy co kot naplakal.........

      Widac, ze jestes bardzo emocjonalna, co najwyrazniej duza czesc ludzi tutaj
      drazni, bo odbieraja Cie jako histeryczke, dopisujac sobie ideologie na twoj
      temat zgodnie z wlasnym "widzimisie", a nie z prawda (w koncu nikt Cie z nas
      nie zna ponadto co sama nam o sobie powiesz). Rozumiem Cie. Mysle, ze
      twoja "nerwowosc" w zaistnialej sytuacji jest uzasadniona. SMS od Agnieszki
      mogl byc calkiem niewinny, ale wcale tez taki byc nie musial i moze byc
      sygnalem dla Ciebie, ze Agnieszka nie jest z Toba szczera. Dlatego jesli mozesz
      rozluznic z nia kontakt - uczyn to. Jesli nie jest to mozliwe - tak jak ktos
      wczesniej tu juz poradzil - postaraj sie trzymac emocje na wodzy i nie daj
      odczuc Agnieszce, ze jestes zaborcza w stosunku do Tomka, bo poczuje, ze nie
      ufasz mu i byc moze znajdzie okazje, zeby "przypomniec sobie z nim przeszlosc".
      Z drugiej strony wazny jest tez Tomek w calej tej sytuacji. Mniemam ze twoj
      partner to nie bezwolna marionetka, a swiadomy siebie mezyczyna, ktory rownie
      swiadomie ulokowal swe uczucia w Tobie a nie w zadnej innej. To pawda, ze
      mezczyzni patrza na sytuacje, ktora opisalas w glownym watku z troche wiekszym
      dystansem i bagatelizuja takie problemy bardziej niz kobiety, ale jesli z tego
      co piszesz, oboje sie kochacie, ufacie sobie wzajemnie, jest szansa, ze on
      rowniez zrozumie, iz zaciesnianie tej znajomosci nie jest chyba pozadane.
      Zazdrosc czy podejrzliwosc to nic zlego jesli miesci sie w okreslonych
      granicach. Wg. mnie nie sadze, zebys ja przekorczyla - po prostu niepokoi Cie
      zaistniala sytuacja. I doskonale to rozumiem! Moj 35 letni brat kiedys
      zaangazowal sie bardzo w zwiazek z kobieta. Ona wydawalo sie, ze jest mu rownie
      przychylna, dopoki nie spotkala innego mezczyzny. Wyszla za tamtego. Takie
      zycie. Moj brat to przezyl ale sie pogodzil z tym. Po kilku latach jej
      malzenstwo jednak okazalo sie nieudane, urodzilo sie dziecko, facet okazal sie
      kompletnie niedojrzaly i wyprowadzil sie z domu. Ona zostala sama z dzieckiem i
      teraz sobie przypomniala o moim bracie! Wydzwania, dazy do spotkan. Sytuacja
      troche inna od twojej, ale tez i podobna w pewnym sensie. Nie ingeruje w zycie
      brata, bo jest dorosly i jak sobie posciele tak sie wyspi, ale nie ukrywam, ze
      boje sie o niego. To bardzo dobry czlowiek i nie chcialabym, zeby skrzywdzila
      go drugi raz. Rozmawialam z nim na ten temat deliktanie. Znam jego zdanie na
      ten temat i na razie jestem spokojna...... na razie, bo znam kobiety! Sa
      znacznie czesciej wyrachowane i bez skrupolow (skutek bilogii i checi
      zapewnienia sobie i potomstwu poczucia bezpieczenstwa za wszelka cene). Tak
      wiec tez w pewien sposob jestem podejrzliwa, bo go kocham jak brata i sie o
      niego troszcze...... Oczywiscie, tak jak powiedzialam, ingerowac w jego zycie
      nie mam zamiaru, bo bez wzgledu na to jaka decyzje podejmie, ja ja zaakceptuje!
      Chcialam tylko podkreslic, ze ta zazdrosc, podejrzliwosc, jak ja nie nazwiemy
      ma czesto swe uzasadnienie i jesli wykluczymy chorobliwy jej stan, moze
      czesto "przetrzec" oczy drugiej osobie, zeby decyzje mogla bardziej swiadomie
      podjac. Twoja sytuacja jest o tyle inna, ze dotyczy bezposrednio Ciebie i twego
      partnera....... zrobisz jak uwazasz Atlantis, w kazdym razie trzymam kciuki za
      was oboje i za wasza milosc! :-)

      jak zwykle sie rozpiasalam... :-))))))

      pozdrawiam Cie serdecznie i glowa do gory!
    • Gość: Arlekin Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: *.ipt.aol.com 21.11.02, 21:53
      Hej !
      Gratuleje ci chlopaka i zaufania jakim go darzysz, zycze wam jak
      najlepiej...ale nie mozesz miec zaufania do kobiety....do ex...do ex ktora
      zmarnowala swoja szanse. po drugie mowi sie ze kobieta pamieta faceta z ktorym
      byla a mezczyzna nigdy nie zapomni kobiety ktorej nigdy nie posiadl.
      jemu mozesz ufac ale Agnieszce nie. kobieta potrafi zrobic wszystko aby
      osiagnac swoj cel.....my mezczyzni niejednokrotnie jestesmy bezradni...facetem
      zadza inne sily :-))
      • atlantis75 Mój chłopak i jakieś podsumowanie :) 22.11.02, 10:24
        Cześć :)

        Dziękuję wszystkim za konstruktywne rady i zrozumienie :)
        Pisząc tego
        posta nie spodziewałam się jednak, że ktoś wyleje na mnie
        wiadro pomyj
        (zdarzyło się kika takich wątków), tylko pomoże mi
        rozwiązać mój
        problem, który niewątpliwie dla mnie jest problemem z krwi
        i kości, a
        nie fatamorganą.

        Nie mam jednak do nikogo wielkiego żalu, chociaż kikoma
        wypowiedziami szczerze się rozczarowałam. Przedstwiłam
        sprawę
        jasno, a okazało się, że przez niektórych jestem posądzana
        o kłamstwo,
        głupotę, perfidię i chorobę (było takie określenie
        dotyczące używania
        wspólnej komórki). Dlaczego miałabym kłamać? Przecież
        zwróciłam się
        o pomoc w konkretnej sprawie... Jeżeli chodzi o kryzys w
        związku
        Agnieszki, to nie były to moje mętne przypuszczenia, ale
        fakt: w liście
        napisała, że mąż jej nie rozumie, nie pomaga i że nie jest
        szczęśliwa.
        Moje określenie kryzysu w tym małżeństwie nie było więc
        "faktem
        domniemanym" lecz prawdą.


        Mój chłopak. Przeprowadziliśmy rozmowę na ten temat,
        której
        ininicjatorem był właśnie Tomek. Przedwczoraj,
        wieczorkiem, przy
        herbatce. Tomek wyjaśnił mi, że mogę być pewna jego uczuć.
        Powiedział
        także, że jeżeli sytuacja się powtórzy, to poważnie
        porozmawia z nią na
        ten temat, żeby przestała żyć ewentualnymi złudzeniami.
        Konkretna,
        krótka i szczera rozmowa powinna wszystko wyjaśnić -
        stwierdził. W
        końcu to on był adresatem tego esemesa.

        Dzięki serdeczne jeszcze raz za wszystkie wspierające,
        sensowne i
        obiektywne wypowiedzi. Mam nadzieje, że problem nie
        wróci...
        A jeżeli tak, to znowu coś tu skrobnę :)))

        Jeżeli macie jeszcze jakieś uwagi, to czekam! Nie zamykam
        wątku tym
        postem, stawiam trzykropek ;)


        Pozdrawiam. Atlantis
    • deissy Re: Nie pozwol sobie... 23.11.02, 20:30
      zepsuc zycia przez te byla ex-dziewczyne.
      Caly twoj post jest bardzo angazujacy.
      Wydaje mi sie ze jego reakcja powinna byc bardzo stanowcza w rozmowie z ta byla
      ale jezeli to nie wystarczy to ty tez masz prawo stanowczo i
      bezwzglednie porozmawiac z ta kobieta: Zwyczajnie poprosic ja zeby sie
      odczepila od was i ze poznawanie i przebywanie na jej warunkach nie sprzyja
      Tobie ani Tomkowi. A jezeli jeszcze sie nie odczepi to porzmawiaj z jej mezem
      powinno pomoc! badz twarda, dlatego ze wyglada mi ta na jakies bezwzgledne
      babsko ktore samo ma zwichniety zywot i moze smialo zepsuc zycie innym.
      Nigdy nie ufaj natretnym "ex" Atlantis, taka jest moja szczera rada...
      szkoda swoja droga ze jestem tak daleko - ja juz sobie z nia porozmawialm...
      oj, oj, biada jej:)))
      Pozdrawiam.
      Deisy
      • Gość: Paul Re: Czy Tomek nadal kocha Agnieszke?? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 24.11.02, 12:01
        Z tej twojej wypowiedzi Tomek jawi sie jak jakas niewinna ofiara. To on jest
        sprawca calego tego zamieszania, bo jemu to sie podoba ze baby walcza o niego
        jak glupie. Gdyby on powiedzial nie , to zadna Agnieszka by im glowy nie
        zawracala. A tak naprawde to moze wlasnie jest odwrotnie . Ja mysle ze to
        wlasnie on psuje zycie Agnieszce bo ja zwodzi, daje mieszane sygnaly, albo
        moze wcale nie mieszane, moze on nie moze jej zapomniec bardziej niz ona jego.
        W koncu to ona pierwsza wyszla za maz i stala sie dla niego niedostepna. Moze
        sprawa jest duzo bardziej powazna i zaawansowana miedzy Tomkiem i Agnieszka ?
        I to wcale nie z jej powodu.
        • atlantis75 Re: Czy Tomek nadal kocha Agnieszke?? 24.11.02, 16:40
          Oj, Paul, wyciągnęłeś błędne wnioski.
          Po pierwsze Tomek nie jest sprawcą tego całego
          zamieszania. Kontakt, który utrzymuje z Agnieszką
          (obustronny! On sie nie narzuca) trwa kilka lat. Pisałam
          jaki ma charakter: jeden list do roku (ona częściej),
          kilka telefonów, kartki na święta i ostatnio esemesy.
          Tomek nie zwodzi Agnieszki, bylam kilka razy sluchaczem
          ich rozmów tel. (dla ścisłości: nie podsłuchiwałam, nie
          siedziałam na siłę w fotelu udając, że czytam książkę) i
          nie zauważyłam, że on robi jej jakieś nadzieje. Rozmowy
          byly neutralne jak między znajomymi. Więc o żadnych
          sygnałach nie ma mowy, bo ufam swojemu chłopakowi, dobrze
          go znam i wiem, że gdyby coś takiego miało miejsce, to ten
          wątek nosiłby tytuł: Mój facet czuje coś do swojej byłej.
          Chcę żeby w tej kwestii była jasność :)

          Kolejna sprawa dotycząca "walki głupich bab" jak to
          delikatnie ująłeś... Ja z nikim nie walczę :)
          Szukam sensownego rozwiązania problemu.

          Twoje insynuacje, że Tomka i Agfnieszkę coś łączy są...
          śmieszne. Po pierwsze, jakim cudem wywnioskowałeś to z
          moich postów? Po drugie: gdybyś nas znał, wtedy mógłbyś
          ewentualne wysnuć jakieś przypuszczenia. Po trzecie:
          zapewniam cię, że między nimi nic nie ma, ja to wiem.

          Atlantis






          Gość portalu: Paul napisał:

          > Z tej twojej wypowiedzi Tomek jawi sie jak jakas niewinna ofiara. To on jest
          > sprawca calego tego zamieszania, bo jemu to sie podoba ze baby walcza o niego
          > jak glupie. Gdyby on powiedzial nie , to zadna Agnieszka by im glowy nie
          > zawracala. A tak naprawde to moze wlasnie jest odwrotnie . Ja mysle ze to
          > wlasnie on psuje zycie Agnieszce bo ja zwodzi, daje mieszane sygnaly, albo
          > moze wcale nie mieszane, moze on nie moze jej zapomniec bardziej niz ona jego.
          > W koncu to ona pierwsza wyszla za maz i stala sie dla niego niedostepna. Moze
          > sprawa jest duzo bardziej powazna i zaawansowana miedzy Tomkiem i Agnieszka ?
          > I to wcale nie z jej powodu.
          • zdzichu-nr1 Re: Czy Tomek nadal kocha Agnieszke?? 24.11.02, 23:21
            Przeczytałem uważnie całą dyskusję. Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji
            jest fakt, że poprzedni związek Tomka był niewątpliwie silny emocjonalnie,
            natomiast nie został skonsumowany. I dalej... zamiast przeminąć w otchłani
            czasu, zaczął tlić się jakąś niby-przyjaźnią (nie ma przyjaźni po
            rozerotyzowanych związkach - to mit!). Taka sytuacja to bomba zegarowa po obu
            stronach. Absolutnie nie wierzę w zapewnienia Tomka o wygaśnięciu wiadomych
            odruchów względem Agnieszki, niemożliwe zresztą aby będąc w nastoletnim wieku
            nie przeżył tego kiedyś silnie. A takie rzeczy trwają do końca życia w
            podświadomości... Każde zawirowanie w związku z Atlantis może skutkować
            zbliżeniem z Agnieszką. Z drugiej strony, po krótkotrwałym 'pożarze zmysłów'
            zarówno Tomek jak i ona szybko zdaliby sobie raczej sprawę z beznadziejności
            wskrzeszania dawno przeminionego czasu (dziecko u Agnieszki, długi związek
            Tomka itp. itd.). Co nie znaczy, że nie mogliby dalej potraktować zdarzenia
            jako 'przyjaźni erotycznej'... Oczywiście, Atlantis nie może zabraniać swemu
            mężczyźnie kontaktów ze swą byłą. Natomiast sugestie odnośnie rozluźnienia tych
            kontaktów są na miejscu (byle były delikatne).

            Poza meritum mam następujące uwagi:
            - wspólna komórka to dno do kwadratu, wygląda to kompletnie niepoważnie (nic
            mnie bardziej nie wkurzy niż jak dzwonię do faceta, a odzywa się jakaś
            narzeczona czy konkubina)
            - przyjaźń między kobietami z których jedna jest obecną, a druga byłą Panią
            jakiegoś Pana to rzecz niespotykana nigdzie. Zawsze dojdzie do niewyobrażalnych
            kwasów
            - i jeszcze odniesienie się do cytatu
            > bylam kilka razy sluchaczem ich rozmów tel. (dla ścisłości: nie
            > podsłuchiwałam, nie siedziałam na siłę w fotelu udając, że czytam książkę)
            Oj, proszę trochę mniej damskiej kokieterii ...


            • eva07 Re: Czy Tomek nadal kocha Agnieszke?? 24.11.02, 23:41
              Atlantis, mam nadzieje, że juz przyzwycziłaś się do forumowego stylu doradzania
              i nie przejmujesz się za bardzo? Te głupstwa o uczuciu twojego chłopaka do jego
              byłej dziewczyny to oczywiste głupstwa. Natomiast nie jest głupstwem fakt, że
              ona ma do niego jeszcze jakies tam sentymenty (trudno powiedziec jak poważne).
              Cóz. Bywa. Zebys nie myslała, że robisz cos wyjątkowego, to napisze ci, że
              prawie 20 lat temu byłam okropnie zazdrosna o swojego faceta, a zwłaszcza o
              jego przeszłość. To było bez sensu, ale po prostu tak było. Kiedys wybrał sie
              do swojej ukochanej przyjaciółki z dawnych lat i siedział u niej do 2 w nocy.
              Mało mnie nie skreciło. On tłumaczył, ze ich nie łączyło nigdy nic erotycznego
              tylko przyjaźń, a ja zacięłam zeby i wycierpiałam. O tej 2 oczywiście zrobilam
              mu awanturę, ale nadal nie robiłam przeszkód i mogli sie widywac (jakos to
              rzadko sie zdarzało). Nie ukrywałam, że jestem zazdrosna, ale tez czułam, że on
              mnie bardzo kocha. I wiesz co? To po prostu sie rozlazło. PO wielu latach
              spotkałam te panią (przedtem jej nie znałam) przy okazji zawodowej i sama byłam
              jej ciekawa. Podałam nawet komórke mojego męza. Moj mężczyzna powiedział mi
              wtedy, że miałam rację: ona liczyła z nim wówczas na cos więcej, ale on był
              bardzo zaangazowany i nie chciał. A po tych paru latach? Mimo moich zachęt,
              jakos nie zadzwoniła do niego i tyle. Tak że nie przejmój się bardzo.
              Najwazniejsze jest to co między wami. E.
            • proo Re: Czy Tomek nadal kocha Agnieszke?? 25.11.02, 09:26
              zdzichu-nr1 napisał:
              > Przeczytałem uważnie całą dyskusję. Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji
              > jest fakt, że poprzedni związek Tomka był niewątpliwie silny emocjonalnie,
              > natomiast nie został skonsumowany. I dalej... zamiast przeminąć w otchłani
              > czasu, zaczął tlić się jakąś niby-przyjaźnią (nie ma przyjaźni po
              > rozerotyzowanych związkach - to mit!). Taka sytuacja to bomba zegarowa po obu
              > stronach. Absolutnie nie wierzę w zapewnienia Tomka o wygaśnięciu wiadomych
              > odruchów względem Agnieszki,
              ***************

              Oj , Zdzichu .. Ty chyba nie bez kozery postawiłeś sobie tę jedynkę przy nicku!
              Dokładnie zdiagnozowałeś sytuację w układzie! Tam nie ma miejsca ani na
              animozje ani na sentymenty. Ja podobnie jak Ty nie wierzę że jeśli w związku
              funkcjonujemy jako kobieta i mężczyzna to późniejsza przyjażń jest możliwa.
              Masz rację mówiąc że to mit i bomba zegarowa! Atlantis powinna działać jak
              katalizator opóźniający i likwidujący jakiekolwiek reakcje pomiędzy Tomkiem
              i Agnieszką.
              Inne ruchy czy zawirowania (jak wolisz) pachną ...
              Ech! Przecież już wszystko powiedziałeś , Zdzichu. :-)))
              ****************

              > Poza meritum mam następujące uwagi:
              > - wspólna komórka to dno do kwadratu, wygląda to kompletnie niepoważnie (nic
              > mnie bardziej nie wkurzy niż jak dzwonię do faceta, a odzywa się jakaś
              > narzeczona czy konkubina)
              > - przyjaźń między kobietami z których jedna jest obecną, a druga byłą Panią
              > jakiegoś Pana to rzecz niespotykana nigdzie. Zawsze dojdzie do
              niewyobrażalnych kwasów
              > - i jeszcze odniesienie się do cytatu
              > > bylam kilka razy sluchaczem ich rozmów tel. (dla ścisłości: nie
              > > podsłuchiwałam, nie siedziałam na siłę w fotelu udając, że czytam książkę)
              > Oj, proszę trochę mniej damskiej kokieterii ...
              **********************


              Absolutnie mniej ... tylko czy to kokieteria? :-)))))

              pozdrawiam Zdzichu nr1 :-)))
              proo
            • Gość: Magdalenka Re: Tomek kocha Agnieszke. IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 25.11.02, 09:58
              Masz racje drogi Zdzislawie,
              To pomiedzy Tomkiem a "ex" moze okazac sie tylko bomba
              nastawiona na czas. Jest to zapewne stare uczucie a jakze erotyczne, ktore sie
              do konca nie "rozplynelo" tak bym to chemicznie okreslila.
              Gdybym to ja byla w tej bolesnej sytuacji to porozmawialabym sobie z ta
              kobieta...tak w cztery oczy bez dramatow! Ona go nie moze zapomniec poniewaz
              ciagle czuje ze on jest wolny. zareczyny latwo jest zerwac i pokrzyzowac plany
              malzenskie, trudniej jest rozwalic mlode malzenstwo...Ta kobieta zle sie czuje
              w swoim malzenstwie i chce sie z niego jakos wyrwac, niestety.Bylam swiadkiem
              jak jedna z moich "ex" kolezanek pokrzyzowala plany malzenskie swojemu bylemu
              chlopakowi tuz na tydzien przed slubem z inna kobieta!
              Mysle ze bez powaznej i bardzo doroslej rozmowy ale takiej rzeczowej z ta
              dziewczyna sie nie obejdzie.
              Nie martw sie Atlantis, to normalka w swiecie kobiet ze czasami trzeba przejac
              drazek sterowy w swoje rece i skierowac ten "samolot" w wlasciwa
              strone...jeszcze nie raz przyjdzie w zyciu ci to zrobic!
              Pzdr.
              M
            • atlantis75 Do Wróża Zdzicha i nie tylko 25.11.02, 11:48
              Witaj Wróżu!

              Zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Ale po kolei...


              zdzichu-nr1 napisał:
              > Przeczytałem uważnie całą dyskusję. Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji
              > jest fakt, że poprzedni związek Tomka był niewątpliwie silny emocjonalnie,
              > natomiast nie został skonsumowany.I dalej... zamiast przeminąć w otchłani
              > czasu, zaczął tlić się jakąś niby-przyjaźnią (nie ma przyjaźni po
              > rozerotyzowanych związkach - to mit!). Taka sytuacja to bomba zegarowa po obu
              > stronach.


              Każdy z nas przeżywa w życiu związki mniej lub bardziej
              emocjonalne, wszystko zależy od tego, czy traktowaliśmy to
              poważnie czy w kategoriach przygody. Ja także mam za sobą
              związki silne emocjonalnie, przed Tomkiem było dwóch
              facetów, z którymi przeżyłam karuzelę uczuć, ale to minęło
              i wiem, że nie wróci. Niewiele jest par, które są dla
              siebie pierwsze (pierwsze uczucie, pierwszy seks) aż do
              ślubu. Gotowość do prawdziwej miłości to stan dojrzałości,
              a dojrzałość budujemy na mniej lub bardziej udanych
              kontaktach z innymi ludźmi (związkach bądź przyjaźniach).
              Na pewno każdy z Was ma w pamięci licealne uczucie, albo
              studenckie zauroczenie, które minęło w sposób naturalny
              (bo ludzie uznali, że nie są dla siebie stworzeni, że się
              nie rozumieją i nie kochają - tak było w przypadku Tomka i
              A.) lub w sposób dramatyczny (jedna osoba uznała, a druga
              cholernie cierpiała). Trudno wrzucać do jednego worka
              wszystkie zauroczenia lub szkolne miłości i twierdzić, że
              to "bomba z opóźnionym zapłonem". Wszystko zależy od
              indywidulanego podejścia do sprawy, od tego, czy w
              aktualnym związku jest się szcześliwy i osiąga się pełnię
              miłości. Ta pełnia jest oczywiście wypracowywana przez
              lata, bo prawdziwa miłość, moim zdaniem, to porozumienie
              dusz i ciał, które kształtuje się przez lata. To
              zrozumienie, ufność, namiętność i przyjaźń.
              Nie wierzę, że nasze pierwsze porywy serca są w stanie
              zniszczyć dojrzałe uczucie. Ja wspominam swoje szkolne
              miłości z uśmiechem, jako lekję uczuć, tak samo Tomek, z
              którym dużo na ten temat rozmawiamy...



              >Absolutnie nie wierzę w zapewnienia Tomka o wygaśnięciu wiadomych
              > odruchów względem Agnieszki, niemożliwe zresztą aby będąc w nastoletnim wieku
              > nie przeżył tego kiedyś silnie. A takie rzeczy trwają do końca życia w
              > podświadomości...

              A ja wierzę mojemu mężczyźnie bo go znam i wiem, że jest
              człowiekiem uczciwym i bardzo się kochamy :) Takie rzeczy
              się czuje (nie będę snuła opowieści na temat naszej
              miłości, bo to nie ma sensu tutaj) i zapewniam Cię, że
              obydwoje jesteśmy pewni swoich uczuć. Można w nastoletnim
              życiu przeżyć coś silnie (pisałam o tym wyżej), ale nie
              jest regułą, że naznaczy to całe nasze życie. Doprowadzi
              do rozpadu kolejnych związków. Wszystko zależy od tego,
              jak do tego podchodzimy - a podejście trzeba mieć zdrowe:
              przecież nie będę wzdychać do niedojrzałych nastoletnich
              uczuć mając przy sobie partnera z krwi i kości, gdy czuję
              się kochana i rozumiana. I tak samo jest z Tomkiem.

              Zresztą widzę, że dyskusja, w której zadałam pytanie jak
              zachować się w sytuacji, gdy "była sprzed lat" przysyła
              dwuznacznego esemesa, przerodziła się w wątpliwość naszej
              miłości... Teraz zaczniemy dywagację na temat, czy Tomek
              mnie kocha (czy czuje coś do A.), a w rezultacie okaże
              się, że nasz związek dawno jest w rozsypce, a ta
              nieszczęsna wspólna komórka była gwóździem do trumny
              trupa, który dawno umarł...

              Wracając do zapisywania przeżyć w naszej podświadomości,
              to niewątpliwie przełomowe wydarzenia, silne emocje (itd.)
              zapisują się w niej. Na szczęście niektóre nie mają
              wiodącego wpływu na nasze życie, są tylko sumą
              doświadczeń, z których budujemy naszą osobowość. Gdyby
              każde pierwsze uczucie tak silne wpływało na nasze
              teraźniejsze życie, wtedy WSZYSCY mielibyśmy niemałe
              kłopoty... Bo każdy z nas przeżył coś podobnego.




              Każde zawirowanie w związku z Atlantis może skutkować
              > zbliżeniem z Agnieszką.

              Każde zawirowanie w związku może skutkować zbliżeniem z
              jakąkolwiek inną kobietą lub w moim przypadku z
              jakimkolwiek innym mężczyzną. Wiadmo jednak, że każdy
              kryzys trzeba przemyśleć i starać się naprawić błędy. Mam
              nadzieję, że gdy w przyszłości będziemystaniemy oko w oko
              z kryzysem... damy sobie radę!



              Z drugiej strony, po krótkotrwałym 'pożarze zmysłów'
              > zarówno Tomek jak i ona szybko zdaliby sobie raczej sprawę z beznadziejności
              > wskrzeszania dawno przeminionego czasu (dziecko u Agnieszki, długi związek
              > Tomka itp. itd.). Co nie znaczy, że nie mogliby dalej potraktować zdarzenia
              > jako 'przyjaźni erotycznej'...

              Dywagacje czysto teoretyczne... i chyba nie na miejscu w
              kontekście mojego tematu. Już pisałam: pewna jestem uczuć
              Tomka, daletgo "przyjaźń erotyczna" nie wchodzi w grę.


              > Poza meritum mam następujące uwagi:
              > - wspólna komórka to dno do kwadratu, wygląda to kompletnie niepoważnie (nic
              > mnie bardziej nie wkurzy niż jak dzwonię do faceta, a odzywa się jakaś
              > narzeczona czy konkubina)

              Rzyczywiście poza meritu i chyba niepotrzebnie.
              Szczególnie, że przedstawiesz swój subiektywny punkt
              widzenia jeżeli chodzi o posiadanie (na pewnien czas!)
              wspólnej komórki. Może rzeczywiście Ciebie by to
              niemiłosiernie wkurzało i przeszkadzało, ale jeżeli dwoje
              dorosłych i kochających się ludzi, bez żadnych kwasów,
              postanawia na pewnien czas korzystać ze wspólnego aparatu
              (tak jak w domu masz chyba stacjonarny na kilka osób), z
              własnej i nieprzymuszonej woli - to chyba także ich
              indywidulana sprawa.I jeżeli im to nie przeszkadza to
              chyba wszystko jest o.k. I nazywanie tego dnem i czymś
              niepoważnym, to wyłącznie spojrzenie się na ten fakt z
              włanego czubka nosa. Nie zabraniam Ci tego, ale proszę o
              odrobinę obiektwywizmu i uszanowania naszej "inności"
              (doszło do tego, że ten wspólny telefon to jakiś trąd...
              podążając tropem chorobotwórczym pewnej forumowiczki).
              Nasi znajomi traktują ten fakt całkiem normalnie, bo oni
              rozumieją sytuację.




              > - przyjaźń między kobietami z których jedna jest obecną, a druga byłą Panią
              > jakiegoś Pana to rzecz niespotykana nigdzie. Zawsze dojdzie do niewyobrażalnych > kwasów

              To też zależy od ludzi , od ich charakterów i aktualnych
              związków. Np. mam ciotkę, która rozwiodła się z mężem z
              powodu "niezodności charakterów", a po ludzku: przestali
              się kochać. Po roku ona znalazła sobie faceta i jej eks
              także. Czasami na rodzinnych imprezach sptykają się w
              czórkę. Nie ma kwasów, bo mają inne, lepsze życie i są
              szczęśliwi. Zresztą, podziwiam ich za ogromną kulturę,
              dojrzałość i zdrowy rozsądek :)


              > - i jeszcze odniesienie się do cytatu
              > > bylam kilka razy sluchaczem ich rozmów tel. (dla ścisłości: nie
              > > podsłuchiwałam, nie siedziałam na siłę w fotelu udając, że czytam książkę)
              > Oj, proszę trochę mniej damskiej kokieterii ...

              No, tak. Znowu minęłam się z prawdą? To nie proces w
              sądzie, czy nie możesz zrozumieć, że jestem szczera w tym
              wątku, bo zależy mi na opiniach, które mogą mi pomóc? Ten
              nawias wstawiłam specjalnie, jeżeli czytałeś wszystkie
              posty, powinienieś zrozumieć, że niektórzy usiłują wcisnąć
              mnie w szablon kogoś kim nie jestem.

              Atlantis
              • zdzichu-nr1 Zdzichu odpowiada 28.11.02, 00:48
                atlantis75 napisała:

                ) Witaj Wróżu!
                )
                ) Zupełnie się z Tobą nie zgadzam.

                No, trudno. Zresztą, nie mam ambicji być czyimkolwiek guru ;)))))

                ) Każdy z nas przeżywa w życiu związki mniej lub bardziej
                ) emocjonalne, wszystko zależy od tego, czy traktowaliśmy to
                ) poważnie czy w kategoriach przygody. Ja także mam za sobą
                ) związki silne emocjonalnie, przed Tomkiem było dwóch
                ) facetów, z którymi przeżyłam karuzelę uczuć, ale to minęło
                ) i wiem, że nie wróci. Niewiele jest par, które są dla
                ) siebie pierwsze (pierwsze uczucie, pierwszy seks) aż do
                ) ślubu. Gotowość do prawdziwej miłości to stan dojrzałości,
                ) a dojrzałość budujemy na mniej lub bardziej udanych
                ) kontaktach z innymi ludźmi (związkach bądź przyjaźniach).
                ) Na pewno każdy z Was ma w pamięci licealne uczucie, albo
                ) studenckie zauroczenie, które minęło w sposób naturalny
                ) (bo ludzie uznali, że nie są dla siebie stworzeni, że się
                ) nie rozumieją i nie kochają - tak było w przypadku Tomka i
                ) A.) lub w sposób dramatyczny (jedna osoba uznała, a druga
                ) cholernie cierpiała). Trudno wrzucać do jednego worka
                ) wszystkie zauroczenia lub szkolne miłości i twierdzić, że
                ) to "bomba z opóźnionym zapłonem". Wszystko zależy od
                ) indywidulanego podejścia do sprawy, od tego, czy w
                ) aktualnym związku jest się szcześliwy i osiąga się pełnię
                ) miłości. Ta pełnia jest oczywiście wypracowywana przez
                ) lata, bo prawdziwa miłość, moim zdaniem, to porozumienie
                ) dusz i ciał, które kształtuje się przez lata. To
                ) zrozumienie, ufność, namiętność i przyjaźń.
                ) Nie wierzę, że nasze pierwsze porywy serca są w stanie
                ) zniszczyć dojrzałe uczucie. Ja wspominam swoje szkolne
                ) miłości z uśmiechem, jako lekję uczuć, tak samo Tomek, z
                ) którym dużo na ten temat rozmawiamy...

                To wszystko, co napisałaś to prawda. Jednak jak mnie uczono na socjologii, w
                tej cieniutkiej materii ludzkich spraw jakie omawiamy, nie ma prawd
                absolutnych. Rację możesz mieć Ty i jednocześnie mogę mieć ja, choć głosimy
                poglądy ze sobą sprzeczne.

                Ktoś (nie pomnę kto, przepraszam) pisał tu o 'recenzji informacyjnej'
                i 'recenzji wartościującej' wywodząc, że w całej sprawie właściwe są tylko
                głosy utrzymane w tym pierwszym duchu. Nie zgadzam się! W stosunku do opisanej
                historii wszystkie posty muszą z natury rzeczy być 'recenzjami
                wartościującymi'. Każdy wypowiada się tu przez pryzmat własnych doświadczeń i
                własnej osobowości.

                Ja stwierdziłem i stwierdzam tylko tyle, że na bazie opisanych zdarzeń
                wnioskuję o nadal silnym związku emocjonalnym Tomka i Agnieszki. Być może się
                mylę, a ich kontakt jest de facto 'letni'. I być może wzajemne zwroty
                typu 'moja mordko' są przejawem niewinnej kurtuazji. I być może Tomek dopiero
                przy Tobie stał się dojrzałym emocjonalnie facetem przygotowanym do prawdziwej
                miłości. Tak MOŻE BYĆ. Ale... Jako mężczyzna po różnych 'przejściach' widzę to
                zupełnie odmiennie, właśnie jako 'bombę zegarową' i mam do tego prawo.

                ) A ja wierzę mojemu mężczyźnie bo go znam i wiem, że jest
                ) człowiekiem uczciwym i bardzo się kochamy :) Takie rzeczy
                ) się czuje (nie będę snuła opowieści na temat naszej
                ) miłości, bo to nie ma sensu tutaj) i zapewniam Cię, że
                ) obydwoje jesteśmy pewni swoich uczuć. Można w nastoletnim
                ) życiu przeżyć coś silnie (pisałam o tym wyżej), ale nie
                ) jest regułą, że naznaczy to całe nasze życie. Doprowadzi
                ) do rozpadu kolejnych związków. Wszystko zależy od tego,
                ) jak do tego podchodzimy - a podejście trzeba mieć zdrowe:
                ) przecież nie będę wzdychać do niedojrzałych nastoletnich
                ) uczuć mając przy sobie partnera z krwi i kości, gdy czuję
                ) się kochana i rozumiana. I tak samo jest z Tomkiem.

                Bardzo ładnie opisujesz to co Ty czujesz w Twoim związku, ale pamiętaj, że to
                są Twoje odczucia, a nie Jego. Nie siedzisz w drugiej osobie i nie jesteś jego
                głową. Wybacz, ale dla mnie to są w większości zaklęcia, które rzucasz z wielką
                pewnością siebie. Oczywiście, życzę Ci z całego serca, aby były one szczerą
                prawdą. Pamiętaj jednak, że za 90% mężczyzn na codzień myśli dosyć
                nieobliczalne kilkanaście centymetrów.

                ) Wracając do zapisywania przeżyć w naszej podświadomości,
                ) to niewątpliwie przełomowe wydarzenia, silne emocje (itd.)
                ) zapisują się w niej. Na szczęście niektóre nie mają
                ) wiodącego wpływu na nasze życie, są tylko sumą
                ) doświadczeń, z których budujemy naszą osobowość. Gdyby
                ) każde pierwsze uczucie tak silne wpływało na nasze
                ) teraźniejsze życie, wtedy WSZYSCY mielibyśmy niemałe
                ) kłopoty... Bo każdy z nas przeżył coś podobnego.

                Oj, tutaj się nie zgodzę. Każde przełomowe wydarzenie trwa w nas do końca
                naszych dni. Mózg człowieka to nie komputer, który można zresetować i wyczyścić
                (choć i w komputerze bywa różnie;)) Żeby nie być gołosłownym: nie wierzę, aby
                chłopak, którego kilkuletnia narzeczona okazała się luksusową call-girl,
                przeżył to zdarzenie w kategoriach "jednego ze zdarzeń budującego własną
                osobowość". Ta zadra będzie tkwiła w nim zawsze! Oczywiście, możesz
                polemizować, że co ja tu porównuję - u Tomka była przecież niewinna szkolna
                miłość. Zgodziłbym się, gdyby to się wtedy ulotniło, a ich drogi rozeszły.
                Jednak było inaczej - stały, wieloletni kontakt z podtekstami. Dlatego mówię
                tylko - uważaj!

                ) poza meritu i chyba niepotrzebnie.
                ) Szczególnie, że przedstawiesz swój subiektywny punkt
                ) widzenia jeżeli chodzi o posiadanie (na pewnien czas!)
                ) wspólnej komórki. Może rzeczywiście Ciebie by to
                ) niemiłosiernie wkurzało i przeszkadzało, ale jeżeli dwoje
                ) dorosłych i kochających się ludzi, bez żadnych kwasów,
                ) postanawia na pewnien czas korzystać ze wspólnego aparatu
                ) (tak jak w domu masz chyba stacjonarny na kilka osób), z
                ) własnej i nieprzymuszonej woli - to chyba także ich
                ) indywidulana sprawa.I jeżeli im to nie przeszkadza to
                ) chyba wszystko jest o.k. I nazywanie tego dnem i czymś
                ) niepoważnym, to wyłącznie spojrzenie się na ten fakt z
                ) włanego czubka nosa. Nie zabraniam Ci tego, ale proszę o
                ) odrobinę obiektwywizmu i uszanowania naszej "inności"
                ) (doszło do tego, że ten wspólny telefon to jakiś trąd...
                ) podążając tropem chorobotwórczym pewnej forumowiczki).
                ) Nasi znajomi traktują ten fakt całkiem normalnie, bo oni
                ) rozumieją sytuację.

                Pisano tu, że komórka to rodzaj 'szczoteczki do zębów" i ja się z tym w pełni
                zgadzam. A "własnej kobiety, samochodu i szczoteczki do zębów się nie pożycza"
                jak mówi znane powiedzenie. Oczywiście, można zakładać spodnie rozporkiem na
                pupie i chodzić w lecie w czapce z pomponem, jednak jest pewna dominanta
                zachowań społecznych, która wyznacza ogólną 'normę'. Więc się nie złość, że
                masowi reprezentanci tej normy na forum ją wyrażają .

                ) - przyjaźń między kobietami z których jedna jest obecną, a druga byłą Panią
                ) ) jakiegoś Pana to rzecz niespotykana nigdzie. Zawsze dojdzie do niewyobraża
                ) lnych kwasów
                )
                ) To też zależy od ludzi , od ich charakterów i aktualnych
                ) związków. Np. mam ciotkę, która rozwiodła się z mężem z
                ) powodu "niezodności charakterów", a po ludzku: przestali
                ) się kochać. Po roku ona znalazła sobie faceta i jej eks
                ) także. Czasami na rodzinnych imprezach sptykają się w
                ) czórkę. Nie ma kwasów, bo mają inne, lepsze życie i są
                ) szczęśliwi. Zresztą, podziwiam ich za ogromną kulturę,
                ) dojrzałość i zdrowy rozsądek :)

                No dobrze, ale spotykają się w czwórkę, to co innego. Wyobraź sobie, że ciotka
                jest samotna, a wujek ma nową Panią. Ciekawe, czy w tej sytuacji Ciotka by się
                tak świetnie zakumplowała z tą osobą ?!

                Zdzichu

                PS. Proo i Magdalence b. dziękuję za życzliwe posty. Odpisuję na wszystko z
                lekkim poślizgiem, ale... praca zawodowa.... niestety...
    • Gość: Sidney Jeden z watkow pomniejszych IP: 212.14.38.* 25.11.02, 12:13
      Ciekawi mnie jedno: ktos wspomnial, ze jesli zwiazek nie zostal skonsumowany,
      to jest bardziej mocny... A nie jest przypadkiem tak, ze najbardziej mocny i
      zespojony jest zwiazek, w ktorym np. obydwoje partnerzy byli dla siebie
      pierwszymi? Albo jedno z nich bylo pierwszym dla drugiego? Albo nawet zadne,
      ale jesli ze soba "spali", to w oczywisty sposob przywiazuja sie do siebie.
      Jest tak czy nie?
      Sid :)
      • sheana Re: Jeden z watkow pomniejszych 25.11.02, 12:55
        Gość portalu: Sidney napisał:

        > Ciekawi mnie jedno: ktos wspomnial, ze jesli zwiazek nie zostal skonsumowany,
        > to jest bardziej mocny... A nie jest przypadkiem tak, ze najbardziej mocny i
        > zespojony jest zwiazek, w ktorym np. obydwoje partnerzy byli dla siebie
        > pierwszymi? Albo jedno z nich bylo pierwszym dla drugiego? Albo nawet zadne,
        > ale jesli ze soba "spali", to w oczywisty sposob przywiazuja sie do siebie.
        > Jest tak czy nie?
        > Sid :)

        Ktoś wspomniał na forum że kobieta długo zachowuje w pamięci mężczyznę
        z którym się kochała (fizycznie) a mężczyzna kobietę z którą nie udało
        mu się przespać. I to pewnie tłumaczy nasze odrębne pojmowania ,
        nieprawdaż Sidney?
        • Gość: Sidney Re: Jeden z watkow pomniejszych IP: 212.14.38.* 25.11.02, 13:05
          sheana napisała:

          > Ktoś wspomniał na forum że kobieta długo zachowuje w pamięci mężczyznę
          > z którym się kochała (fizycznie) a mężczyzna kobietę z którą nie udało
          > mu się przespać. I to pewnie tłumaczy nasze odrębne pojmowania ,
          > nieprawdaż Sidney?

          Nie zgodze sie jednak, ze jest to kwestia plci. Ja rozumiem - "Plec mozgu" i
          tak dalej - inne pojmowanie swiata, inna fizjologia, ale z moich obserwacji
          wynika, ze jezeli kobieta przespi sie z facetem, to w jakis sposob go do
          siebie przywiazuje. A czesto tez zapomina o swoich "fizycznyhc" partnerze...
          Mysle zatem, ze wynika to bardziej z charakteru danej osoby (m.in. jej
          wrazliwosci, cech charakterystycznych tylko dla niej) i nie dzielilabym tego
          na kategorie: "mezczyzni" i "kobiety".
          Pozdrawiam polemizujaco :)
          Sid
      • atlantis75 Re: Jeden z watkow pomniejszych 25.11.02, 13:01
        Sidney, mnie się wydaje, że nie ma reguły :)
        Są ludzie, którzy przywiązują do tego wagę i wspomnienie
        pierwszego seksu budzi w nich dreszcze, są ludzie, którzy
        pamiątają, ale nie myślą o tym non stop. Nie jest także
        regułą, że najbardziej mocny jest związek ludzi, którzy
        byli dla siebie pierwszymi. Wyszystko to kwestia uczuć,
        naszych charakterów i doświadczeń. Ja na przykład ciepło
        wspominam swój pierwszy raz, byłam zakochana, ale... nie
        był to namocniejszy związek w moim życiu.

        Atlantis



        Gość portalu: Sidney napisał:

        > Ciekawi mnie jedno: ktos wspomnial, ze jesli zwiazek nie zostal skonsumowany,
        > to jest bardziej mocny... A nie jest przypadkiem tak, ze najbardziej mocny i
        > zespojony jest zwiazek, w ktorym np. obydwoje partnerzy byli dla siebie
        > pierwszymi? Albo jedno z nich bylo pierwszym dla drugiego? Albo nawet zadne,
        > ale jesli ze soba "spali", to w oczywisty sposob przywiazuja sie do siebie.
        > Jest tak czy nie?
        > Sid :)
        • Gość: Sidney Re: Jeden z watkow pomniejszych IP: 212.14.38.* 25.11.02, 13:10
          atlantis75 napisała:

          > Sidney, mnie się wydaje, że nie ma reguły :)

          Moze i tak - to tez zalezy od charakteru i jak prawie wszystko w zyciu jest
          kwestia indywidualna. Chcialam tylko zaakcentowac w swoim poscie, ze nie ma
          chyba sensu pisanie, ze "zwiazek nieskonsumowany jest trwalszy", bo - tak jak
          wspomnialas - to zalezy od konkretnych osob :)
          Pozdrawiam i zapytuje jak postepy w walce z zazdroscia :)
          Sid

          • atlantis75 Re: Jeden z watkow pomniejszych 25.11.02, 13:18
            Postępy są spore :)))
            Przede wszystkim wpływ na moje uczucia ma mój Tomek. Już
            wcześniej pisałam, że kilka tych "szczególnych spraw"
            omówiliśmy. Mam zaufanie do mojego mężczyzny i to jest
            najważniejsze :)
            Obawiam się jednak ponownych "ruchów" ze strony Agnieszki.
            Dlaczego? Ponieważ nie wiem, jak do niej podejść. Stąd ten
            cały wątek i moje pytanie: jak się zachować?

            Pozdrawiam. Atlantis




            Gość portalu: Sidney napisał:

            > atlantis75 napisała:
            >
            > > Sidney, mnie się wydaje, że nie ma reguły :)
            >
            > Moze i tak - to tez zalezy od charakteru i jak prawie wszystko w zyciu jest
            > kwestia indywidualna. Chcialam tylko zaakcentowac w swoim poscie, ze nie ma
            > chyba sensu pisanie, ze "zwiazek nieskonsumowany jest trwalszy", bo - tak jak
            > wspomnialas - to zalezy od konkretnych osob :)
            > Pozdrawiam i zapytuje jak postepy w walce z zazdroscia :)
            > Sid
            >
            • Gość: Sidney Re: Jeden z watkow pomniejszych - do Atlantis IP: 212.14.38.* 25.11.02, 13:27
              atlantis75 napisała:

              > Postępy są spore :)))
              > Przede wszystkim wpływ na moje uczucia ma mój Tomek. Już
              > wcześniej pisałam, że kilka tych "szczególnych spraw"
              > omówiliśmy. Mam zaufanie do mojego mężczyzny i to jest
              > najważniejsze :)

              Ciesze sie. Powiem Ci jedno: chocbys nie wiem co robila (zwiazala Agnieszke,
              zakneblowala ja, pod grozba poddala ja procesowi hibernacji :) ), to ten
              problem i tak wyjdzie, jesli nie zaufasz facetowi. Dlatego moja rada (jesli
              moge takowa zapodac): poczekac. Wiem, ze to moze byc troche ciezkie, ale...
              Czas zrobi swoje. Przekonasz sie, ze facet jest w porzadku, zaufasz mu i
              kiedys bedziesz sie z tej Agnieszki smiala. Byc moze jesli dziewczyna ma
              klase, to bedzie sie tez smiala sama z siebie. Chociaz... nie - ona jednak nie
              ma klasy, tak sobie wlasnie pomyslalam :)
              Proponuje Ci wiec troche bardziej zaufac facetowi, otworzyc sie na jego milosc
              i nie rozpamietywac tej sprawy w nieskonczonosc - tym bardziej, ze ostatnio
              wyczytalam, ze takie rozpamietywanie moze naprawde zaszkodzic zdrowiu! :)

              > Obawiam się jednak ponownych "ruchów" ze strony Agnieszki.
              > Dlaczego? Ponieważ nie wiem, jak do niej podejść. Stąd ten
              > cały wątek i moje pytanie: jak się zachować?

              Nie obawiaj sie. Staraj sie w ogole odsuwac te mysl od siebie (takie jest moje
              zdanie). Nie powinnas do niej "podchodzic" - po prostu zlew totalny. Albo
              dorwac jakiegos bylego i pograc Tomkowi na zazdrosci - moze wtedy zrozumie, ze
              to Cie boli i wspolnie wymyslicie jakies rozwiazanie :) Chociaz tego
              ostatniego to jednak tak za bardzo nie polecam - to taka mala zemsta, a
              uczucie powinno byc czyste i szczere.

              > Pozdrawiam. Atlantis

              Ja Ciebie rowniez pozdrawiam Atlantis! A "zjebkami" na forum sie nie przejmuj -
              ci ludzie nie rozumieja, ze tu czlowiek szuka pomocy i napadaja na niego, bo
              albo maja okres albo stracili wlasnie prace :)
              Trzymaj sie! Uwazam, ze Twoje reakcje sa jak najbardziej zrozumiale i nie daj
              sobie wmowic, ze to Ty jestes nienormalna (czytaj: niedojrzala).
              Sid
              PS. Ale ten Twoj watek cieszy sie zainteresowaniem :)
              • atlantis75 :) 25.11.02, 14:48
                Dzięki Sid :)))
                Za obiektywizm, zrozumienie i pozytywne nastawienie :)))
                Fajnie, że są ludzie, którzy potrafią szczerze doradzić,
                jeżeli ktoś zwróci się o pomoc w konkretnym problemie.

                Pozdrowionka :)))
                Atlantis




                Gość portalu: Sidney napisał:

                > atlantis75 napisała:
                >
                > > Postępy są spore :)))
                > > Przede wszystkim wpływ na moje uczucia ma mój Tomek. Już
                > > wcześniej pisałam, że kilka tych "szczególnych spraw"
                > > omówiliśmy. Mam zaufanie do mojego mężczyzny i to jest
                > > najważniejsze :)
                >
                > Ciesze sie. Powiem Ci jedno: chocbys nie wiem co robila (zwiazala Agnieszke,
                > zakneblowala ja, pod grozba poddala ja procesowi hibernacji :) ), to ten
                > problem i tak wyjdzie, jesli nie zaufasz facetowi. Dlatego moja rada (jesli
                > moge takowa zapodac): poczekac. Wiem, ze to moze byc troche ciezkie, ale...
                > Czas zrobi swoje. Przekonasz sie, ze facet jest w porzadku, zaufasz mu i
                > kiedys bedziesz sie z tej Agnieszki smiala. Byc moze jesli dziewczyna ma
                > klase, to bedzie sie tez smiala sama z siebie. Chociaz... nie - ona jednak nie
                > ma klasy, tak sobie wlasnie pomyslalam :)
                > Proponuje Ci wiec troche bardziej zaufac facetowi, otworzyc sie na jego milosc
                > i nie rozpamietywac tej sprawy w nieskonczonosc - tym bardziej, ze ostatnio
                > wyczytalam, ze takie rozpamietywanie moze naprawde zaszkodzic zdrowiu! :)
                >
                > > Obawiam się jednak ponownych "ruchów" ze strony Agnieszki.
                > > Dlaczego? Ponieważ nie wiem, jak do niej podejść. Stąd ten
                > > cały wątek i moje pytanie: jak się zachować?
                >
                > Nie obawiaj sie. Staraj sie w ogole odsuwac te mysl od siebie (takie jest moje
                > zdanie). Nie powinnas do niej "podchodzic" - po prostu zlew totalny. Albo
                > dorwac jakiegos bylego i pograc Tomkowi na zazdrosci - moze wtedy zrozumie, ze
                > to Cie boli i wspolnie wymyslicie jakies rozwiazanie :) Chociaz tego
                > ostatniego to jednak tak za bardzo nie polecam - to taka mala zemsta, a
                > uczucie powinno byc czyste i szczere.
                >
                > > Pozdrawiam. Atlantis
                >
                > Ja Ciebie rowniez pozdrawiam Atlantis! A "zjebkami" na forum sie nie przejmuj -
                > ci ludzie nie rozumieja, ze tu czlowiek szuka pomocy i napadaja na niego, bo
                > albo maja okres albo stracili wlasnie prace :)
                > Trzymaj sie! Uwazam, ze Twoje reakcje sa jak najbardziej zrozumiale i nie daj
                > sobie wmowic, ze to Ty jestes nienormalna (czytaj: niedojrzala).
                > Sid
                > PS. Ale ten Twoj watek cieszy sie zainteresowaniem :)
    • Gość: rezi2 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: 217.197.166.* 25.11.02, 14:20
      Droga Pani,
      Tak sie akurat sklada, ze ja jestem w podobnej sytuacji jak Twoja, tyle, ze
      jestem w roli Twojego narzeczonego.
      U nas sytuacja było o tyle gorsza, ze ja ta "byla" zostawiłem dla obecnej.
      Moge Ci jedynie poswiadczyc, ze zachowałbym sie tak samo w sytuacji Twojego
      chłopaka. Sa to normalne sprawy, a Ty jestes niestety zaborcza.
      Jak widzisz Twoj chłopak jest z Toba szczery, niczego nie ukrywa. Zachowanie
      takie jak Twoje bardzo boli i zadziwia (a wiem o czym pisze).
      Daj wiec spokoj i nie wracaj do tematu, bo slub moze sie przesunac jak Twój
      narzeczony zacznie zastanawiac sie nad Twoim zachowaniem.A tego chyba nie
      chcesz, prawda ?
      • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 25.11.02, 14:39
        Drogi Panie...
        Nie wiem, czy czytałeś wszystkie moje posty, ale...
        jeżeli możesz się zachować tak jak mój chłopak, to
        gratuluję! W jednym z postów napisałam, że odbyliśmy
        poważną rozmowę i co z niej wynikło (napiszę ci tylko, że
        mam zaufanie do swojego narzeczonego).

        Ja na szczęcie nie jestem zaborcza, o czym świadczą moje
        późniejsze posty. I jeżeli je czytałeś, to wiesz, że: nie
        rozpamiętywuję, nie zadręczam swojego faceta, a moim
        głównym problemem nie jest brak zaufania do Tomka, tylko
        pytanie: jak zachować się w stosunku do Agnieszki? Czy w
        ogóle jakoś się zachowywać, czy zignorować jej "podchody"
        do mojego mężczyzny. Szczerze ci powiem, że niektórzy
        (oprócz tych wieszających na mnie psy i zarzucających mi
        kłamstwo) forumowicze BARDZO mi POMOGLI, za co jestem im
        niezmiernie wdzięczna :)

        Jeżeli chodzi o moje "bolesne" zachowanie, to nie wiem o
        czym piszesz. Moje łzy (raz, tylko tego dnia gdy przeszedł
        ten esemes) zostały zrozumiane przez mojego Tomka i nie
        zabolały go.

        Mam wrażenie, że mój problem postrzegasz przez pryzmat
        swojej sytuacji. A to zupełnie inne sprawy.

        Pani Atlantis





        Gość portalu: rezi2 napisał:

        > Droga Pani,
        > Tak sie akurat sklada, ze ja jestem w podobnej sytuacji jak Twoja, tyle, ze
        > jestem w roli Twojego narzeczonego.
        > U nas sytuacja było o tyle gorsza, ze ja ta "byla" zostawiłem dla obecnej.
        > Moge Ci jedynie poswiadczyc, ze zachowałbym sie tak samo w sytuacji Twojego
        > chłopaka. Sa to normalne sprawy, a Ty jestes niestety zaborcza.
        > Jak widzisz Twoj chłopak jest z Toba szczery, niczego nie ukrywa. Zachowanie
        > takie jak Twoje bardzo boli i zadziwia (a wiem o czym pisze).
        > Daj wiec spokoj i nie wracaj do tematu, bo slub moze sie przesunac jak Twój
        > narzeczony zacznie zastanawiac sie nad Twoim zachowaniem.A tego chyba nie
        > chcesz, prawda ?
      • Gość: carduus Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: proxy / 10.30.1.* 26.11.02, 13:02
        Drogi Pan oczywiście raczy żartować, nieprawdaż? Tylko, że to nie Forum-
        Humorum, drogi Panie, a wątek był jak najbardziej poważny.
        Byłoby miło, gdyby Szanowny Pan zechciał nieco częściej oliwić szatre komórki,
        bo nieużywane szybko tracą termin ważności. Te pańskie chyba kapkę
        przeterminowane. Przynajmniej taki wniosek się nasywa po przeczytaniu pańskiej
        wypowiedzi.

        carduus
        • atlantis75 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 26.11.02, 13:07
          Oj, carduus, mamy podobne poczucie humoru ;)))
          I... cięty język :)

          Pozdrawiam serdecznie. Atlantis




          Gość portalu: carduus napisał:

          > Drogi Pan oczywiście raczy żartować, nieprawdaż? Tylko, że to nie Forum-
          > Humorum, drogi Panie, a wątek był jak najbardziej poważny.
          > Byłoby miło, gdyby Szanowny Pan zechciał nieco częściej oliwić szatre komórki,
          > bo nieużywane szybko tracą termin ważności. Te pańskie chyba kapkę
          > przeterminowane. Przynajmniej taki wniosek się nasywa po przeczytaniu pańskiej
          > wypowiedzi.
          >
          > carduus
          • Gość: carduus Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego IP: proxy / 10.30.1.* 26.11.02, 14:50
            A witam, witam! Miło było poznać.
            Moje poczucie humoru i niewyparzony język polecają się na przyszłość:-)))

            carduus
    • grazy Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 25.11.02, 16:43
      Droga Atlantis!
      Na studiach ciagle mi kazali pisac recenzje informacyjne.
      Tym sie toto rozni od takiej zwyklej recenzji w gazecie,
      ze nie wartosciuje, tylko opowiada o tym co jest w danej
      ksiazce, artykule czy czym tam jeszcze. Podkreslam O TYM
      CO JEST, nic nie mowi o tym czego w recenzowanym tekscie
      NIE MA. Taka recenzja zawiera bardzo malo przymiotnikow J.
      A dlaczego o tym pisze? Bo kiedy wczuwam sie w Twoja
      sytuacje, to mysle, ze zakladajac ten watek oczekiwalas
      czegos w rodzaju recenzji informacyjnych. Niestety
      dostalas rowniez (moze glownie?) te wartosciujace.
      Przeczytalam cala te dyskusje i wyobrazam sobie, jak bylo
      Ci przykro po niektorych postach. Ale taka to juz
      specyfika forum, ze kazdy moze sie wypowiedziec w taki
      sposob, w jaki chce. Kazdy po prostu mierzy wlasna miara.
      Na podstawie swoich doswiadczen formuluje sady nad Toba.
      Bedzie Ci np. z calym uporem zarzucac klamstwo. Co jest
      absurdalne zwazywszy, ze na forum napisalas po to, by
      uzyskac rade w konkretnej, opisanej sytuacji. Mialas prawo
      opisac sytuacje calkiem wyssana z palca, i co z tego?
      Nawet jesli cala opisana przez Ciebie czy kogokolwiek
      innego sytuacja jest ,klamstwem" - co z tego? Nie pytasz w
      koncu co masz zrobic jesli tu-i-tu klamiesz, tylko co masz
      zrobic przy zalozeniu, ze opisana sytuacja jest prawdziwa.
      Ale niestety taka jest ludzka natura, ze niektorzy zajma
      sie tym, co w Twoim tekscie jest, a inni tym, czego nie
      ma. Stad niektorzy WIEDZA, ze sie z narzeczonym nie
      kochacie. I nic na to nie poradzisz. Ja bym po prostu nie
      odpowiadala na takie posty, tylko przyjela do wiadomosci,
      ze ktos ma prawo tak napisac. No bo ma prawo. Ten watek
      dal i mnie osobiscie do myslenia, wprawdzie poboczny watek
      tego watku, ale jednak. Otoz ja mam wspolna komore z moim
      mezczyzna (od kilku miesiecy mezem) od ponad 2 lat i nigdy
      nie spotkalam sie z opinia, ze to cos dziwnego, na nawet
      CHOREGO! Pojecia nie mialam, ze niektorzy tak mysla. No to
      teraz mam! Ale jednak nigdy nie wyniknelo z tego nic, co w
      jakikolwiek sposob sugerowaloby, ze nie jest to dobre
      rozwiazanie. Mysle, ze to po prostu kwestia podejscia do
      tego urzadzenia: jedni nosza na stale przy sobie i
      traktuja ja jako rzecz bardzo osobista, inni uwazaja, ze
      to tylko narzedzie komunikacji, ktore ulatwia zycie. Ja
      naleze do tej drugiej grupy, ale zapewne wiekszosc ludzi
      do pierwszej. I kazdy ma prawo nalezec sobie gdzie chce.
      No wiec wczuwam sie w Twoja sytuacje. Jest mi o tyle
      latwo, ze tez mam absolutne zaufanie do mojego mezczyzny i
      tez jestem absolutnie pewna, ze sie kochamy. Jest mi o
      tyle trudno, ze ani w moim zyciu, ani w Jego nie ma
      zadnych bylych. Ale doskonale rozumiem, ze sytuacja moze
      byc dla Ciebie niepokojaca. Z drugiej strony nie
      doszukiwalabym sie w tekscie nieszczesnego sms-a niczego
      az tak strasznego. Ona nie napisala, jak niektorzy
      wczesniej sugerowali, ze jesli tylko On zechce, to Ona
      jest gotowa rzucic wszystko i wrocic do niego. Napisala,
      ze gdyby mogla cofnac czas, zachowalaby sie inaczej.
      Dziewczyna pewnie przezywa ciezki okres i wspomina stare
      dobre czasy. Nic w tym dziwnego. Ja bym nigdy takich
      wiadomosci do bylego nie slala, bo to jednak dosyc
      niesmaczne. Ale nie robilabym z dziewczyny wyrachowanego,
      bezwzglednego potwora tylko dlatego, ze jej sie taka
      niestosownosc zdazyla. Co innego, gdyby slala takie wiesci
      co chwila. Jesli Twoj narzeczony mowi, ze nie masz powodu
      do obaw, a Ty masz do niego zaufanie, to sie nie przejmuj.
      Ja bym go jednak poprosila, zeby wyjasnil z nia sytuacje.
      Bo nie wiadomo co ona teraz o tym wszystkim mysli. Ja,
      gdybym dostala pustego sms-a, w zyciu nie wpadlabym na to,
      ze to jest ta piosenkowa ,pusta koperta". Pomyslalabym, ze
      komus sie cos omsknelo. Tez mi sie to zdarzylo. Ale ona
      jednak pomyslala, wiec wnioskuje, ze taki sms wlasnie od
      niego wlasnie z tym jej sie kojarzy. Wiec chyba lepiej
      wyjasnic z dziewczyna sprawe, bo moze i ona cierpi w tej
      sutyacji.
      A ze taki sms moze lechtac czyjas proznosc? A czyjej by
      nie polechtal? Milo jest sie dowiedziec, ze ktos dobrze
      nas wspomina. Gorzej, jesli ten ktos spodziewa sie czegos,
      czego nie zamierzamy dac. Wtedy najlepiej wyjasnic sprawe.
      Ja bym po prostu powiedziala narzeczonemu, ze jest mi
      przykro, ze jest mi zle w tej sytuacji i byloby mi lzej
      gdyby zrobil to-i-to. Musze Ci tez przyznac racje, ze to
      wydaje sie niezbyt eleganckie, ze ta dziewczyna mowi o Was
      ,moi przyjaciele", a z drugiej strony pisze do niego sms-
      a, ktorym pewnie nie chcialaby, zeby sie z Toba podzielil.
      Widze tu pewna analogie do sytuacji, ktora nam sie zdazyla
      dawno temu: pewna dziewczyna zakochala sie w moim
      mezczyznie (to raczej chlopiec wtedy byl!) i tez nazywala
      mnie swoja przyjaciolka. Moze w ten sposob czlowiek sie
      broni przed samym soba? Przed tym co chcialby zrobic? Ja
      uwazam, ze ,przyjaciel" to wielkie slowo i nie nalezy go
      naduzywac, wiec sie ta jej przyjaznia nie przejelam.
      Sytuacja byla niesmaczna, ale szybko rozeszla sie po
      kosciach. (Moze to jest odpowiedz? Ja sie nie przejalam
      jej ,przyjaznia", a On jej ,miloscia"?) Pewnie i Twoja sie
      rozejdzie. W koncu przez cale zycie stykamy sie z jakimis
      ludzmi, znajdujemy sie chcac nie chcac w jakichs
      sytuacjach, i jakos trzeba sobie z nimi radzic. Ucieczka
      na koniec swiata, sugerowana gdzies wyzej, nic nie pomoze.
      Nie spotka Was juz Agnieszka, spotka cos innego. A jesli
      sie kochacie, to pieknie sobie z tym poradzicie.
      Pozdrawiam Cie. Gr.
      • sheana Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego.grazy 25.11.02, 17:15
        Niestety sama wartościujesz grazy. Widzisz jak trudno tego się ustrzec?

        A komórka jest jak szczoteczka do zębow. Prywatna i osobista.Taka jej natura.
        Masz tam swój kalendarz , notes , archiwum smsów( czyli listów PRYWATNYCH!),
        budzik zaprogramowany dla Ciebie , terminarz z różnymi datami itd. itd.
        Wspólny jest telefon stacjonarny , trudno go nosić ze sobą i musi stać na
        miejscu w przeciwieństwie do telefonu komórkowego który nosimy przy sobie.
        Większość ludzi którzy dzwonią do Ciebie na komórkę ma prawo sądzić że właśnie
        Ty się zgłosisz czy odbierzesz wiadomość. Tak jest w świecie , tak myśli gros
        Polaków ale może ktoś w Polsce wprowadzi nowe zwyczaje komórkowe ,
        kto wie?! Nie odgadnione są wyroki boskie!
        • grazy Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego.grazy 26.11.02, 09:59
          Oczywiscie ze widze jak trudno sie tego ustrzec i oczywiscie sama wartosciuje!
          Sama napisalam, ze taka jest ludzka natura. Ale natura akurat naszej komorki
          nie jest taka jak naszych szczoteczek do zebow. O kalendarzu i notesie nic nie
          wiem bo nie uzywam, jest archiwum sms-ow do nas obojga, budzik zaprogramowany
          jest dla mnie, bo ja wczesniej wstaje, terminarz z datami jest, zebysmy
          wiedzieli kiedy trzeba zaplacic za mieszkanie.

          <<Większość ludzi którzy dzwonią do Ciebie na komórkę ma prawo sądzić że
          właśnie Ty się zgłosisz czy odbierzesz wiadomość. Tak jest w świecie, tak myśli
          gros Polaków ale może ktoś w Polsce wprowadzi nowe zwyczaje komórkowe, kto
          wie?! Nie odgadnione są wyroki boskie!>>

          Otoz akurat wiekszosc dzwoniacych do mnie osob oczywiscie ma prawo sadzic co
          chce, ale mysle, ze raczej sadza, ze to moj maz odbierze, bo on czesciej tej
          komory uzywa. Ale jesli ktos dzwoni do niego a slyszy mnie i ma z tego powodu
          problem, no to to juz jest problem tej osoby. Oczywiscie wiem, ze dla
          wiekszosci ludzi komorka jest rzecza bardzo osobista. I to jest jak najbardziej
          w porzadku. Ale to jak jest ?w swiecie" i jak mysli gros Polakow nie ma tu dla
          mnie zadnego znaczenia. Nie sadze, zebysmy ?swiatu" i ?wiekszosci Polakow"
          robili takim swoim zwyczajem jakakolwiek krzywde. Nie sadze tez, zebysmy
          powinni czekac z mezem na nowe zwyczaje komorkowe, zeby moc poslugiwac sie
          komora tak jak chcemy. Mamy tez wspolne skarpetki i dzinsy. Nie znam zadnej
          innej pary, ktora mialaby wspolne skarpetki ? a moze znam, tylko o tym nie
          wiem. Ale nie sadze, zebym z powodu rzadkosci takiego zwyczaju nie miala do
          niego prawa. Pozdrawiam Cie porannie. Gr.
      • atlantis75 Dziękuję Grazy i... 26.11.02, 11:57
        Dziękuję Grazy gorąco za zrozumienie i wsparcie :)))
        Potrafisz szczerze i obiektywnie doradzić, a to cenna i
        rzadka rzecz!

        Czasami dziwię się, dlaczego wolność słowa i myśli (np. na
        tym forum) przejawia się w złośliwości, chamstwie,
        dopowiadaniu sobie fałszywych faktów (które nie istnieją w
        danym poście), oskarżaniu o nieuczciwość, perfidię i
        nienormalne zachowania. Pisząc na forum (tak jak
        zauważyłaś) człowiek, który rzeczywiście chce uzyskać
        pomoc w konkretnej sprawie, nie ucieka do kłamstwa - bo w
        takim razie po co wątek, skoro nie przyniósłby prawdziwego
        rozwiązania problemu?

        To mój drugi problem poruszony na tym forum. Pierwszy
        dotyczył problemów z ojcem (temat: Jesteś nikim). Wtedy
        spotkałam się ze zrozumieniem i wiele osób dodało mi
        otuchy, przeczytałam wiele miłych słów od dobrych ludzi.
        Niekt wtedy nie sugerował mi, że być może przedstawiam
        problem w zafałszowany sposób. Tymczasem przy tym wątku
        wynikła burza fałszywych domysłów (to szczególnie mnie
        zabolało) na temat tego jaka jestem na prawdę i jak
        wygląda mój związek. Do dziś jestem zaskoczona niektórymi
        wypowiedziami, ludzką złośliwością, która na celu miała
        przybicie mnie psychiczne, zupełnie bezpodstawne
        wykazanie, że plotę bzdury. Bezpodstawne - bo ściągnięte z
        księżyca, bo przecież nikt mnie nie zna i może mi doradzić
        na podstawie kilku zdań, które napisałam...

        Wiem, że ludzie wartościują swoje opinie, ale trzeba
        zawsze starać się być obiektywnym, nie postrzegać cudzego
        problemu wyłącznie przez własne doświadczenia. Trzeba się
        starać spojrzeć na problem z różnych punktów widzenia. Nie
        jest to łatwe, ale jeżeli ktoś zwraca się o radę w ważnej
        dla siebie sprawie i jeżeli ktoś inny może wyłącznie go
        zbluzgać, obrazić lub insynuować nieszczerość - to lepiej
        w ogóle nie zabierać głosu, nie "doradzać" w taki sposób.

        Oczywiście, wiem, że ludzi nie zmienię... Wiem, że
        niektórzy umieszczają innych od razu na spalonej pozycji
        bez względu na fakty. Trudno się mówi. Na szczęście pośród
        tych krzywdzących opinii są takie jak Twoja (i wleiu
        innych osób). Uwierzyliście w moje szczere intencje i nie
        zbagatelizowaliście problemu. I za to jeszcze raz
        serdeczne DZIĘKUJĘ! :)))

        Atlantis


    • bluevelvet1 Re: Była dziewczyna mojego narzeczonego 26.11.02, 11:03
      Droga Atlantis,
      Podchody Agnieszki nalezy całkowicie zignorować - jesteście z Tomkiem razem i
      to sie liczy - pewnie i Ty miałas przed nim kogoś mniej lub bardziej ważnego a
      teraz liczy sie tylko on. Agnieszka musi byc kobieta bardzo nieszczęśliwą w
      swoim związku skoro człowieka, do którego kiedys tyle czuła i chyba nadal
      czuje, chce w jakiś sposób unieszczęsliwić. On zawsze będzie pamiętał, że to
      była jego pierwsza miłość - ale nie trzeba się tego bać. Wspomnienia nas
      kształtują i to, jaki on teraz jest, to pewnie też w małym stopniu zasługa
      Agnieszki. A komórkę narzeczonego mozna czasem skontrolować :-)...oczywiście
      żartuję.
      • zdzichu-nr1 Moja odpowiedź 18 postów wyżej n/t 28.11.02, 23:53

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka