atlantis75
19.11.02, 13:48
Witam wszystkich :)
Mam problem, z którym chcę się z Wami podzielić. Problem
zaczął
mnie uwierać kilka dni temu, chociaż może nawet
wcześniej "ta
sprawa" mnie denerwowała. Trochę opiszę sytuację z
szerszego kąta,
byście zrozumieli o co mi chodzi.
Chodzi o byłą dziewczynę mojego ukochanego. Nie znam
Agnieszki,
nigdy jej nie widziałam. Tomka poznałam już wtedy gdy
nie byli parą
od trzech lat, a ona już była młodą mężatką z dzieckiem.
Parą byli w
liceum, było to nastoletnie zauroczenie, jak mówi moje
Kochanie.
trwało dwa lata i nigdy nie doszło do "skonsumowania
fizycznego"
(hihi... ale owinęłam w bawełnę). Rozpadło się w sposób
naturalny,
bez dramatów. Została przyjaźń, która nieco rozluźniła
się po jej
ślubie i po przeprowadce Tomka do innego miasta.
W tym "innym mieście" Tomek poznał mnie :) I wybuchła
miłość,
która trwa już 2,5 roku :) Pod koniec października
zaręczyliśmy się,
ślub planujemy na sierpień 2003.
Wracając do mojego problemu...
Agnieszka pisała listy, życzenia na święta, gdy Tomek
przyjeżdżał do
rodzinnej miejscowości spotykali się. Pamiętam, że gdy
byliśmy
razem pół roku przyszedł list po prawie rocznej przerwie
w ich
kontaktach . Zaczynał się: "Moja Mordko", co
wyprowadziło mnie z
równowagi, bestia zazdrości zaczęła mruczeć. Było kilka
scysji
między mną a Tomkiem na temat Agnieszki, ale
zrozumiałam, że nie
ma się czego obawiać (a nie było łatwo zrozumieć). Tomek
podkreśla,
że jest to tylko stara znajomość, że nie ma w tym
niczego
nieuczciwego. Wierzę mu :) Ale...
Ona wie, że Tomek jest z kimś szczęśliwy. Ba, zawsze
zaprasza mnie i
Tomka do siebie. Chciałyby mnie poznać itd. Na początku
myślałam, że
nic z tego. Ostatnio doszłam jednak do wniosku, że
moglibyśmy ją
odwiedzić, ja mogłabym ją w końcu poznać, może nawet
polubić.
Przestałam być zazdrosna od telefony i spotkania (dwa
razy do roku)
od innej kobiety. Czuję się pewnie w związku, kochamy
się i ufamy
sobie. Wiem, że ona nie jest szczęśliwa w małżeństwie i
jest zmęczona
macierzyństwem. Ostatnio dzowniła i gratulowała
zaręczyn, nazwała
nas nawet swoimi przyjaciółmi.
Teraz MERITUM SPRAWY: głupi zbieg okoliczności i
zaskakujący
wynik.
W sobotę bawiłam się Tomka komórką i wysyłałam uśmiechy
do
wszyskich znajomych. Wysłałam do niej, ale przez
przypadek nie
wyszło i poszła pusta wiadomość. Już miałam ją
poprawiać, gdy...
przyszedł esemes od niej (do Tomka, oczywiście). Gdy go
przeczytałam to krew uderzyła mi do głowy.
Jego teść: "Przysłałeś mi pustą kopertę... Gdybym mogła
cofnąć czas,
to nie byłabym tą głupią, skromną dziewczyną, tylko
brałabym życie
garściami z Tobą. A teraz za późno i brak sił"
!!!!!??? Trudno opisać, jak się poczułam. Po prostu mnie
zatkało!
Przez pół godziny dusiłam w sobie wulkan emocji, nie
mogąc otworzyć
ust, by powiedzieć o tym esemesie Tomkowi... Biłam się z
myślami:
powiedzieć czy wyrzucić go w kosmos? Uczciwość i chęć
rozwiąazania
problemu zwyciężyła - powiedziałam. Tomek zaskoczony,
tylko się
zaśmiał i powiedział: "Chyba przechodzi jakiś kryzys".
Ja duszę to w
sobie już kilka dni. Jestem w szoku. Zaufałam jej, nawet
sama
przypominałam o telefonie do niej, czy wysłaniu kartki
na święta.
Starałam się być w porządku wobec Tomka, bo wiem jaki on
ma
stosunek do tej sprawy: "było, minęło, jesteś tylko Ty",
ale chciał
utrzymywać znajomość z Agnieszką, bo "po prostu ją
lubię".
Sama ostatnio nawet zachęcałam byśmy się wreszcie do
niej wybrali!
A tutaj... cholerka, co o tym myśleć?
Powiem wam szczerze: szlag mnie trafił i powiedziałam,
że nie chcę
jej znać. Były moje łzy, Tomka zdenerwowanie (nie
rozumie o co tyle
szumu), moje wymuszenie, żeby nie odpisywał jej na żadne
esemesy.
Jak się zachować? Ona pewnie nie da za wygraną. Czy
jednak ją
odwiedzić? Czy się izolować? Czy przy okazji powiedzieć
o esemesie,
czy udać, że nie wiem o co chodzi?
Czekam na Wasze rady, dziękuję za przebrnięcie przez ten
długi post
:)
Pozdrawiam. Atlantis