Dodaj do ulubionych

Mój mężczyzna ma żonę...

23.10.01, 12:45
...jesteśmy razem od roku, a jego rozwód wciąż trwa. Na początku wydawało mi
się, że zniosę to jakoś bezboleśnie, ale ostatnio coraz więcej mam wątpliwości,
czy dam radę. Brakuje mi cierpliwości, czasem mam wrażenie, że to się nigdy nie
skończy. Jestem coraz bardziej smutna i zrezygnowana, coraz bardziej drażnią
mnie jego rozmowy z żoną, chociaż dotyczą spraw konkretnych i ważnych.
Mieszkamy razem, jest cudownie, ale moje rodzina jest przeciwko mnie, otoczenie
reaguje jakoś dziwnie, czasami mam wrażenie jakbym była postrzegana jako ta, co
rozbija małżeństwo - tylko kochanka i nic więcej. Jak mam sobie z tym
poradzić...może ktoś był w takiej sytuacji i może coś powiedzieć. Dodam
jeszcze, że bardzo zależy mi na tym, żeby wziąć z nim ślub, męczy mnie
sytuacja, w której czuję się mało bezpiecznie i stabilnie. Nie wiem, jak sobie
to poukładać, skąd brać optymizm i cierpliwość.
Obserwuj wątek
    • seboc Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 12:47
      Od niego, od faceta.
      Przypominaj mu, że jest potrzebny.
      Dobrych myśli życzę, bardzo dobrych.
      • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 12:55
        seboc napisał(a):

        > Od niego, od faceta.
        > Przypominaj mu, że jest potrzebny.
        > Dobrych myśli życzę, bardzo dobrych.

        Dziękuję:) On codziennie mi przypomina o tym, jaka jestem dla niego
        ważna...czasem mam wyrzuty sumienia, że tylko biorę to wsparcie, a za mało go
        daję. Czasmi zdarza mi się podwiadomie (i tylko w myślach) obarczać go winą za
        taki stan rzeczy - że za mało sie stara itp - a w najbardziej absurdalnych
        myślach nawet za to, że te ileś lat temu powiedział "tak". Baby jednak bywają
        głupie :) Ale tak poważnie - to boję sie o nas - czy damy radę. No i czy jego
        rodzina mnie zaakceptuje...czy nie będę musiała żyć z piętnem tej, która
        namieszała cos w jego życiu...:)
        • seboc Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 13:03
          Znam te same słowa.
          Mówisz o obawach na forum, mówisz też jemu?
          Jak Ci zależy, nie pozwól, by lęki zjadły to, co najważniejsze.
          Nie wiem co powiedzieć jeszcze, jak pomóc.
          Wiem, że jest żona, kiedyś najbliższa.
          Wszystko to trudne. Trzeba dokładnie poukładać i bardzo chceć.
          Odwagi.
          • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 13:06
            seboc napisał(a):


            > Jak Ci zależy, nie pozwól, by lęki zjadły to, co najważniejsze.

            Trafiłeś w samo sedno - on też tak mówi. Dziękuję Ci za te wszystkie słowa - będ
            starać się dalej:)
            • seboc Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 13:12
              Mówiłem już takie słowa. Mówiliśmy.
              Ruszyłbym Ziemię, żeby zmienić bieg zdarzeń.
              Nie mogę,
              nie potrafię,
              nie wiem co robić.
              Chciałbym najlepiej, najlepiej nie tylko dla siebie, przede wszystkim nie dla
              siebie.
              Tylko, jak bardzo, bardzo nie chcę nie robić nic.

              c'est la vie
              • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 13:17
                Bezsilność, bezradność, oczekiwanie...
            • pomeranka Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 19:36
              Tully... ja też czekałam na rozwód mojego mężczyzny. Doczekałam się. I
              doskonale Cie rozumiem, jakie to trudne i ile trzeba znieść. Tę siłę daje Ci
              miłość do Niego i On sam. Tego ostatniego u mnie zabrakło. Niestety.
              Teoretycznie wszystko jest dobrze, tylko nasz związek skurczył sie jak chiński
              podkoszulek kiedy on otrząsnął się po całym zamieszaniu. Widać potrzebna była
              mu podpórka, by emocjonalnie jakoś to wytrzymać. Niestety, odbyło się to moim
              kosztem.
              Ale wierzę, że wcale tak nie musi być! Nie pisze tego by Ciebie zdołować, każdy
              związek i sytuacja jest inna.
              Tylko chcę Ci powiedzieć, że wiem, co czujesz i jestem z Tobą. I rozmawiaj z
              Nim, rozmawiaj...
    • Gość: marlenka Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 195.94.222.* 23.10.01, 15:13
      po przeczytaniu twojego postu nie pozostaje mi nic innego jak zyczyc ci duzo
      cierpliwosci i wytrwania. bylam przez jakis czas w zwiazku z zonatym mezczyzna,
      byla to wielka milosc, uczucie ktore na zawsze zamieszkalo w moim sercu choc
      teraz jestem z kim innym. ale jednak w naszym wypadku slowo rozwod nie
      wchodzilo w rachube, nie bede wypisywac dlaczego. w kazdym razie zwiazek ten
      przyniosl mi wiecej lez niz radosci a fakt ze wiedzialam ze nie czeka nas
      wspolna przyszlosc przyslonil radosc jaka moglam wynosic z kazdej chwili
      dzielonej z nim.
      ciesz sie wiec ze on rozwodzi sie z zona, ze mieszkasz z nim bo uwierz mi to
      nie zdarza sie czesto w takich sytuacjach. badz silna i wytrwala, mimo wielu
      trudnosci ktore przezywasz docen jednoczesnie to co masz.

      pozdrawiam
      • wredna_asia Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.10.01, 15:26
        Sluchaj...on sie rozwodzi. To dobry znak. Wielu facetow klamie kochanki, ze
        sie rozwiada i tego wcale nie robia. Tacy faceci ciagna podwojne zycie i
        oszukuja wszystkich wokol i samych siebie. A twoj facio jest uczciwy. Rozwodzi
        sie. Moze dla ciebie, moze dla siebie, nie wiem. Ale woli otwarte stawianie
        spraw niz chowanie kochanki po katach.
        ----------------
        Ja rozumiem, ze mozesz byc zazdrosna o o TAK, ktore powiedzial kiedys. Wiec
        postaraj sie, zeby niedlugo powiedzial je TOBIE, o ile jest tak jak mowisz i
        tego naprawde chcesz. I wtedy ty zostaniesz oficjalnie, w swietle prawa uznana
        za najwazniejsza kobiete jego zycia. Bo chyba w jego sercu juz jestes
        najwazniejsza kobieta.
        ----------------
        Rodzina sie nie przejmuj. Czesto nawet pierwsze zony nie dogatuja sie z
        tesciami. A jesli Twoi rodzice sa przeciwni, to wiedz, ze nie jest to
        przypadek odosobniony. Czesto rodzice tak bardzo kochaja swoje corki, ze zaden
        mezczyzna nie wydaje sie dosc dobry.
    • tully Dzięki za wyrozumiałość 23.10.01, 15:47
      Dziękuję wam wszystkim za te słowa. Wiele mi to daje. Właśnie po to tutaj
      napisałam, żeby móc sobie to wszystko poczytać, gdy najdzie mnie jedna z tych
      gorszych chwil. Jednocześnie bardzo się bałam, że mnie osądzicie i nawyzywacie
      od bezdusznych idiotek. Czasem sama mam wyrzuty sumienia, gdyż on ma córeczkę.
      Co prawda nie rozwodzi się dla mnie, sprawa zaczęła się zanim się poznaliśmy,
      ale zastanawiam się - może gdyby mnie nie było, to między nimi dałoby się coś
      naprawić i jego córka miałaby tatę i mamę. Obawiam się też tego, że kiedyś
      Karolcia (jego córka) o ile mnei w ogóle zaakceptuje, to powie mi "to przez
      Ciebie"!
      Jeszcze raz wam dziękuję.
    • Gość: Aguś Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 10.2.5.* / *.Elektron.pl 23.10.01, 15:49
      Dość dużej odwagi wymaga żeby powiedzieć jednej kobiecie że się od niej
      odchodzi do innej. Niewielu facetów tak robi. Miałam to "szczęście", ale jest
      ono okupione często zbyt dużymi bolesnymi doświadczeniami. Musisz być
      przygotowana na to, że nie każdy Cię zaakceptuje! Tak już jest. Nie umiem
      mądrze doradzić bo u mnie skończyło się przykrym rozstaniem. Ale na szczęście
      nie każdy facet jest draniem. A kochać trzeba i tylko przykro że miłość jest
      czasami okupiona cierpieniem.
      • Gość: Anna26 Apropos Karolci IP: *.244.84.20.Dial1.Washington2.Level3.net 23.10.01, 17:13
        Mala dziewczynka Karolcia moze nie zrozumie. Na pewno nie jest jej latwo. Ale
        duza Karolina byc moze zrozumie, ze tata nie rozwiodl sie przez nowa kobiete.
        Tata by pewnie i tak mame zostawil, bo zozbity dzban bardzo trudno zlozyc do
        kupy. Moze kiedys ta Karolcia tez zakocha sie w mezczyznie rozwiedzionym.
        Z tego co piszesz to nie Ty bylas powodem rozbicia tego zwiazku, wiec sobie
        przebacz to czego nie zrobilas.
        Pozdrowienia i glowa do gora. Widze, ze nawet wredna asia jest po Twojej
        stronie...wiec chyba bedzie dobrze.
    • tully Pytanie 24.10.01, 10:06
      Jak uważacie, kiedy jego córka powinna się o mnie dowiedzieć? Na razie uznałam,
      że to wszystko jest jeszcze zbyt świeże i za trudne dla niej. Ale obawiam się,
      że jeśli nie dowie się od swojego ojca - i to prawdziwych informacji - to powie
      jej o tym matka - a przy okazji pewnie naopowiada nieprawdziwych rzeczy. Nie
      wiem sama, co byłoby dla niej lepsze.
    • guerra Re: Mój mężczyzna ma żonę... 24.10.01, 11:26
      Piszesz: męczy mnie sytuacja, w której czuję się mało bezpiecznie i stabilnie.
      Ale nie rozumiem dlaczego zakładasz, że ślub ci to zapewni. Przecież sama
      najlepiej wiesz, że twój wybranek już raz się rozwiódł.
      • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 24.10.01, 13:50
        Nam się uda - jestem tego pewna.
        • Gość: guerra Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.*.*.* 25.10.01, 10:31
          z całego serca życzę aby tak było!!!
    • myrcha Re: Mój mężczyzna ma żonę... 24.10.01, 13:59
      Wiem miłość nie jest łatwa, ale warto jest o nią walczyć.
      Wiesz mi jeśli się kochacie to przetrwacie te trudne chwile i będziecie
      razem - (już chyba biliżej końca rozwodu jak dalej).
      Weźź się w garść - dasz radę!
    • Gość: MOMMY Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.01, 14:18
      Zaskakuje mnie ile poparcia otrzymałas i ile słów otuchy. ciekawe czy równie
      tyle samo otrzymałaby jego niedługo, jak sie wyraziłaś, była żona. Nie
      rozumiem, dlaczego pewne kobiety wiazą się z żonatymi facetami. Czy mało jest
      wokół atrakcyjnych wolnych mężczyzn? Chyba nie. Ja w swoim zyciu miałam bardzo
      wielu ale żaden nie był żonaty. Matomiast mam znajome które się lubują w
      żonatych. To pewien syndrom, polecam wizytę w gabinecie psychologa a nie tu w
      tym wirtualnym świecie. Jeśli chodzi o dziecko to do końca życia będzie nosiło
      w sobie skazę. dzieci nigdy sie do końca nie godzą na rozstanie rodziców. nawet
      jeśli się ciągle kłócą. Chcą mieć w domu mamę i tatę. A ty sie niestety troche
      przyłożyłaś do zniszczenia tego do czego kazde dziecko ma prawo. Do pełnej
      rodziny.
      • tully Re: Do Mommy 26.10.01, 14:50
        POWCINAŁAM SIĘ W POST MOMMY

        Nie
        > rozumiem, dlaczego pewne kobiety wiazą się z żonatymi facetami. Czy mało jest
        > wokół atrakcyjnych wolnych mężczyzn? Chyba nie. Ja w swoim zyciu miałam
        bardzo
        > wielu ale żaden nie był żonaty. Matomiast mam znajome które się lubują w
        > żonatych. To pewien syndrom, polecam wizytę w gabinecie psychologa a nie tu w
        > tym wirtualnym świecie.

        Nigdy dotąd nie byłam związana z zonatym męzczyzną. Nie sądzę, żeby była mi
        potrzebna wizytta u psychologa - bo to, że jest zonaty jest dla mnie jedynie
        źródłem stresów i cierpienia, a nie zwiększa jego atrakcyjności w żaden sposób.
        Nigdy nie przypuszczałam, że historia jak z kiepskiego romansu dotknie również
        mnie. Nigdy nie chciałam być bohaterką takiej historii. Nie jestem z tych
        kobiet, które polują na żonatych, bo mają przyjemność w zdobywaniu tego, co
        trudniejsze. Moja historia jest znacznie prostsza - po prostu akurat jego
        pokochałam całym sercem, on pokochał mnie...życie sprawia niespodzianki.
        Myslisz, że nie wolałabym, zeby był wolny? Odpowiem - jest to moje największe
        marzenie.

        Jeśli chodzi o dziecko to do końca życia będzie nosiło
        > w sobie skazę. dzieci nigdy sie do końca nie godzą na rozstanie rodziców.
        nawet
        >
        > jeśli się ciągle kłócą. Chcą mieć w domu mamę i tatę.

        Sama sobie to wyrzucam. Wiem, ze nie mialam na to wpływu. Ale uważam, że lepiej
        jest dla dziecka mieszkac z zadowoloną mamą, która być może znajdzie kogoś, kto
        ją zrozumie i spotykać się ze szczęśliwym tatą niż żeby było świadkiem ciągłych
        awanur, cięzkiej, przygnębiającej atmosfery w domu i dogryzania sobie na każdym
        kroku. W takien sytuacji prędzej czy póxniej dziecko traci szacunek dla
        rodziców.

        A ty sie niestety troche
        > przyłożyłaś do zniszczenia tego do czego kazde dziecko ma prawo. Do pełnej
        > rodziny.

        Muszę sie jednak trochę bronić. Gdzieś tam głęboko myslę sobie, że gdyby mnie
        nie było, to może między nimi by się ułożyło. Ale z drugiej strony to nie ja
        zniszczyłam pełną rodzinę tej dziewczynki, ale jej rodzice, którzy przez
        dziesięć lat małżeństwa prowadzili ciągłe wojny, nie potrafili sie zrozumieć,
        aż w końcu doszli do wniosku, że to małżeństwo jest totalną pomyłką. Nikt w tej
        rodzinie nie był szczęsliwy. Ani kobieta, która czego innego oczekiwała od
        swojego męza, ani mężczyzna, który nie kochał zony i miał ogromną potrzebę
        miłości i czułości w swoim zyciu, ani też to dziecjko, które wyratsało w
        atmosferze niechęci, wzajemnych oskarżeń i kłótni.

        Oni mieli 10 lat na to, żeby stać się szczęsliwym małżeństwem. Po 10 latach
        doszli do wniosku, że nie potrafią. Ja zjawiłam się rok temu, kiedy sprawa
        trwała. Sądzę jednak, że żadne z nich nie miało odwrotu i to, że jestem nie
        miało wpływu.

        A tak już na sam koniec...każdy człowiek ma prawo do bycia szczęśliwym. I ta
        ich trójka..i ja. Tak więc może trzeba to potraktować jako podarunek od losu -
        długo na siebie czekaliśmy. I tym bardziej bedziemy potrafili to docenic i tego
        nie zmarnować.
      • Gość: marlenka Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 195.94.222.* 26.10.01, 15:40

        >
        ciekawe czym spowodowana jest ta zlosliwosc? do psychologa powinny chodzic zonki
        ktore swoim wyrachowanym zachowaniem spowodowaly ze odeszli od nich ich
        mezczyzni. szanowna mommy chyba zapomniala o pokaznej strefie szarosci dzielacej
        czarno-biale aspekty naszego zycia. oczywiscie jest wiele panienek zaliczajacych
        facetow niezaleznie od ich sytuacji zyciowej, robiacych to dla zabawy itd. ale
        nie wszysktie, bo na tym swiecie istnieje cos takiego jak milosc, uczucie silne i
        wazne, takie ktore powinno zwyciezac.nie rozumiem jak mozna utrzymywac dla
        dziecka prowizoryczny zwiazek, przeciez hipokryzji nie da sie ukryc. dziecko
        chlonie emocje panujace w domu jak gabka, w jego podswiadomosci gromadza sie
        obrazy, zachowania ktore predzej czy pozniej wplyna na dorosle zycie. oczywiscie
        kazdy maluch czy juz starsze dziecko chce miec przy sobie i mame i tate, ale
        przeciez dziecko moze nie rozumiec co jest dla niego w danej chwili dobre.
        dopiero po latach, osiagajac pelna swiadomosc, dojrzalosc emocjonalna bedzie
        moglo pojac wybor rodzicow, tak jak pojelam go ja, bedac corka rozwiedzionych
        rodzicow. to bzdura obarczac tully jakas skaza, ona jak widac ma sumienie, sama
        czuje sie winna, ale patrzac perspektywicznie na sytuacje coreczki jej przyszlego
        meza mysle, ze choc dla tej malej zycie potoczy sie troche inaczej niz innym
        dzieciom, wcale nie musi potoczyc sie mniej pomyslnie.
        • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.10.01, 15:49
          Dodam jeszcze, że mój mężczyzna trwał w tym związku 10 lat tylko i wyłącznie
          dla dobra córki. Zdecydował się zacząć rozmowę o rozwodzie w momencie, gdy
          uznał, ze czekał wystarczająco długo, a dwa, gdy zauważył, że sytuacja wpływa
          źle na Karolinę - mała zaczęła po prostu tracić do nich szacunek, często
          mówiła "nie rozumiem, jak możecie być tacy dla siebie" i gdy zaczęła coraz
          częściej mówić o tym, że lubi spać u babci, bo tam jest cisza, spokój, a
          dziadzia z babcią się kochają i jest miło.

          Żadna ze stron w tej dziwacznej układance nie podjęła decyzji pod wpływem
          chwili...dla każdego z nas jest to okupione wieloma przemysleniami, długimi
          rozmowami, strachem przed presją otoczenia aż wreszcie przed przyszłością.
          Można powiedzieć, że każdy podszedł do sprawy świadomie. To nie tak, że poznał
          mnie, oszalał na moim punkcie, rzucił żonę, a ja z radością na to przystałam,
          bo lubię zonatych facetów.

          Aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może uważać inaczej. Dzięki za
          wszeystkie listy - i te miłe i te mniej - bo dają mi do myslenia - te miłe
          wspierają, a te mniej miłe ostrzegają przed zarzutami, na jakie mogę być
          narazona w przyszłości i pozwalają się do nich przygotować.
    • Gość: Fisia Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 194.129.43.* 30.10.01, 10:38
      Po cholere sie brac za obcych facetow? A potem wielkie nieszczesliwe. Nie miala
      baba klopotu - kupila sobie prosie. Jestem pewna, ze zony tych facetow, ktorym
      we lbach sie przewraca, jak zobacza nowa dziure, maja o wiele wiecej problemow
      niz Ty - i nie rozczulaja sie tak nad soba. A Ty - skad wezmiesz sile, jak za
      pare lat zakocha sie w innej i sobie do niej pojdzie, bo mu sie nie bedzie
      chcialo palcem ruszyc, zeby ratowac Wasz zwiazek??? Zastanawialas sie nad tym?
      • malwinamalwina Re: Mój mężczyzna ma żonę... 30.10.01, 10:47
        a gdyby tak nauczyc sie czytac...????

        Tyle wulgarnych bzdur mogloby to nam wszystkim oszczedzic !
        • Gość: Fisia Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 194.129.43.* 30.10.01, 11:11
          O rany!!! Kto tu jest wulgarny? Czy to normalne, ze wszyscy sie ciesza, kiedy
          sie ktos rozwodzi??? Ze wspolczuja kobiecie, ktora nie zobaczyla obraczki na
          palcu zanim sie zakochala na zaboj?
          Jakby to zona tego pana napisala, wszyscy by jej pewnie wspolczuli
          niestabilnosci jej partnera. Ludzie zastanowcie sie, jak cos piszecie.
          Zastanowcie sie takze czasem, zanim kogos skrzywdzicie. Czy wystarczy
          sie "zakochac", zeby byc nietykalnym?
      • Gość: KOBIETA Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 11:00
        NIESTETY, CHOĆ TROCHĘ ZBYT WULGARNIE TO WYRAZIŁA, FISIA MA TROCHĘ RACJI.
        JESTEM ZDANIA ŻE NIE ZBUDUJESZ SZCZĘŚCIA NA CZYIMŚ NIESZCZĘŚCIU!
        OCZYWIŚCIE ROZUMIEM CIĘ I WIEM CZYM JEST MIŁOŚC, ALE TY SAMA WYBRAŁAŚ TA NAJ
        TRUNIEJSZĄ. ŻYCZE CI SZCZĘŚCIA!
        • Gość: Malwina Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.10.01, 11:50
          z tego co ja zrozumialam (ale chyba jestem sama i jedyna) to ona go poznala gdy byl w toku sprawy
          rozwodowej co zupelnie unicestwia wszystkie wasze propos.
          Czyzby trupy w szafie ...?????
          • Gość: JK Ojej Malwina, daj sobie spokój z tym bełkotem. IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.01, 14:02
      • Gość: MOMMY Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 23:18
        A wiesz, tak sie sklada , ze JA zostawilam swojego meza a nie on mnie. Bo takie
        mialam widzimisie w pewnej chwili mojego zycia. Ponieważ się kłociliśmy i
        przestalam go kochać. Poznałam nawet innego faceta, ale mój mąż nie dał za
        wygraną. pomimo ciągłych konfliktów walczył o mnie i naszą rodzinę. Choć między
        nami się nie układa On jest wspaniałym ojcem i nigdy nie pozbawię naszego syna
        jego obecności. Nie trzeba do siebie pałać namiętnością całe życie. To jest
        wrecz niemożliwe. Wszystko z czasem powszednieje. Ale coś nas łączy. Ta wielka
        miłość do tej małej istotki i TO JEST NAJWAŻNIEJSZE. I uważam, że prawie zawsze
        można się jakoś dogadać w z pozoru nieudanym małżeństwie. Czasmi trzeba czasu.
        Ja też byłam na progu rozwodu. Nigdy nie wiadomo co nas spotka za zakrętem.
        Czasami ludzie doznają olśnienia. Tak jak ja.
        Być może kiedyś mój mąż mnie zostawi. A wtedy okaże się co zrobię. Może bedę
        płakać, może się załamię, a może sie ucieszę lub też nie poczuję nic. Kto to
        wie. Myślicie , że gdy składałam przysięgę małżeńską myślałam , że to JA prawie
        rozbiję nasz związek?
        • Gość: *** Re: Mój mężczyzna ma żonę... do Mommy IP: *.*.*.* 19.11.01, 16:02
          Ciekawa jestem co zrobisz kiedy dziecko dorosnie i odejdzie w swiat majac dosyc
          twojego poswiecenia, maz odejdzie bo jedyna rzecz jaka was razem trzyma to
          dziecko i zostaniesz sama i niemloda. Historia zna takie przypadki
    • Gość: tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 158.66.22.* 30.10.01, 14:44
      O kurcze, drogie panie, albo nie czytacie tego co piszę, albo macie niezbyt
      dobry dzień. Pisałam od samego początku, że poznaliśmy sie długo potem, jak już
      wszystkie decyzje zostały podjęte.
      Poza tym...dziwi mnie łatwość, z jaką oceniacie mężczynę, który postanowił
      wreszcie zrobic cos dla siebie i poszukać także swojego szczęścia. Skąd wiecie,
      że nie walczył o ten związek? Czy dla was 10 samotnych lat koło osoby, której
      się nie kocha, i która jego nie kochała to za mało? 365 dni w roku przez 10 lat
      spędzanych w domu, w którym nie ma miłości, w którym sa awantury, wieczne
      narzekania, zdrady i ranienie (z jej strony) to mało? Tyle lat walki o związek
      tylko dlatego, że czuł się odpowiedzialny za swoje słowa, w których obiecywał
      wierność i tak dalej...dlatego, że chciał aby dziecko miało obojga rodziców.

      Każdy człowiek ma prawo w zyciu do odrobiny szczęścia. I nie róbcie z jego żony
      biednej, porzucanej istotki, kiedy ona wiele razy mówiła do niego "mógłbyś
      wyjechać i nie wrócić" - nawet wtedy, kiedy formalnie było wszystko ok.

      • Gość: Aguś Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 10.2.5.* 30.10.01, 15:09
        No dokładnie, każdy ma prawo do szczęścia. Każda z nas chciałaby spotkać
        mężczyznę swego życia i każda chce żeby był wolny. No ale życie jest brutalne i
        doświadcza nas bez przerwy. Nikt Z nas nie powinien się upierać że na pewno by
        tego nie zrobił bo nikt z nas nie wie co przyniesie jutro. A porozumienie
        między porzuconymi żonami i tymi które są kolejnymi partnerkami jest nierealne.
    • Gość: Fasola Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 151.183.96.* 02.11.01, 16:24
      Dopiero dzisiaj " wpadłam" na ten watek. Dla mnie osobiście bardzo
      interesujący, poruszający strunę, która wydawała się milczeć od tak dawna, że
      juz prawie o niej zapomniałam.
      Ja również żyłam z żonatym meżczyzną. Wydawało mi się ,że nigdy się w nic
      takiego nie zaangażuję ale wpadłam po uszy. Wpadliśmy razem . Było cudownie.
      Ale skończyło się. W decydującym momencie, kiedy podejmowaliśmy decyzję o
      zamieszkaniu razem on się wycofał. Przestraszył się czegoś. Mogę domyślać się
      tylko czego bo tak naprawdę nigdy tego nie przegadaliśmy. I wiesz - ja tak
      naprawdę myslę, że dużo było w tym mojej winy. Pierwszy raz znalazłam się w
      takie sytuacji, nie wiedziałam co z tym zrobić. Sytuacja dwuznaczna. Bałam się
      wziąć na siebie choćby odrobinę ciężaru decyzji, którą mieliśmy podjąć - że
      chcemy być razem. Zostawiłam to wszystko na jego barkach. Coś w rodzaju - to Ty
      masz inne zobowiązania, ja jestem wolna, nie moge tej decyzji podjac za Ciebie
      itd. No i nie udało się.Nie starczyło mu odwagi. Dlatego jeśli Ci naprawdę na
      Nim zależy - pomoż mu przez to przejść. Wspieraj go i pokazuj mu, że Ci bardzo
      zależy. Nie zostawiaj go samego. Inna sprawa to poznanie samej siebie, Twoich
      uczuć, czy to naprawdę ten... miłość Twojego życia. Jeśli tak to warto przejść
      przez to morze trosk i niepewności.Trzymaj się !
      • Gość: JK I jeszcze: na jak długo ten ? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.01, 00:44
    • Gość: JK Przecież jesteś tylko kochanką IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 23:45
      • Gość: zona Re: Przecież jesteś tylko kochanką IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 22:29
        az ciarki mnie przechodza jak czytam z jaka latwoscia oskarzasz swoja
        poprzedniczke. a skad wiesz jak jest naprawde???? takich frajerek to nie
        brakuje od zarania dziejow. a jak Ty bedziesz zona, ktora spotka to samo??bo on
        lubi babki, to co? czesto tak bywa. moze sie zdarzyc, ze bedzie dobrze, ale
        zycie mowi, ze sa faceci, ktorzy po prostu lubia sobie zmieniac. w twojej
        sytuacji niezreczne jest takie wypowiadanie sie o matce jego dziecka
        • Gość: Una Re: Przecież jesteś tylko kochanką IP: 62.233.128.* 05.11.01, 10:02
          Drogie Żony i nie tylko... ślub nie daje Wam patentu na całe współczucie tego
          świata i wszystkie mądrości życiowe. To, że x lat temu facet powiedział TAK,
          wiąże Go do tej pory, do której będzie chciał z Wami być. Pewnie, że każda z
          nas marzy o białej sukni, gromadce gości w kościele i wspólnej starości u boku
          tego jedynego, ale ślub to dopiero początek wspólnego życia, a nie ukoronowanie
          cnót i nagroda z terminem "na zawsze" na opakowaniu. Taka jest brutalna prawda.
          Mąż/Żona to wolny człowiek, pomimo obrączki na palcu, a rozwody są po to, żeby
          ludzie, którzy pobierają się z najróżniejszych powodów, niekoniecznie z
          przekonania o wielkiej miłości, nie musieli torturować siebie i dzieci do końca
          życia.
          • Gość: MOMMY Re: Przecież jesteś tylko kochanką IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 23:35
            Gość portalu: Una napisał(a):

            > Drogie Żony i nie tylko... ślub nie daje Wam patentu na całe współczucie tego
            > świata i wszystkie mądrości życiowe. To, że x lat temu facet powiedział TAK,
            > wiąże Go do tej pory, do której będzie chciał z Wami być. Pewnie, że każda z
            > nas marzy o białej sukni, gromadce gości w kościele i wspólnej starości u boku
            > tego jedynego, ale ślub to dopiero początek wspólnego życia, a nie ukoronowanie
            >
            > cnót i nagroda z terminem "na zawsze" na opakowaniu. Taka jest brutalna prawda.
            >
            > Mąż/Żona to wolny człowiek, pomimo obrączki na palcu, a rozwody są po to, żeby
            > ludzie, którzy pobierają się z najróżniejszych powodów, niekoniecznie z
            > przekonania o wielkiej miłości, nie musieli torturować siebie i dzieci do końca
            >
            > życia.

            Masz racje, to poczatek czegoś bardzo odpowiedzialnego. Długiej drogi i czasami
            walki. Małżeństwo to nie taniec na płatkach róż. ALE ALE ALE !!!!!!!!
            Drogie dziecko, rozwody wynaleźli ludzie którym nie wygodne stało się życie z ich
            partnerem. Nie po to się bierze ślub aby się rozwodzić i zachowywać się jak
            dziecko któremy się znudziła nowa zabawka. Zastanów się co piszesz....
            • Gość: Una Re: Przecież jesteś tylko kochanką, do Mommy IP: *.devs.futuro.pl 13.11.01, 10:00
              Miałam się zastanowić i właśnie to zrobiłam. Rozwody wymyślili ludzie, tak jak
              śluby - myślę, że jesteśmy tu zgodne. Nie twierdzę, że rozwód jest dobry sam w
              sobie. Ale myślę, że lepiej czasem jest się rozwieść niż męczyć nawzajem. Zejdź
              na ziemię Mommy. Chyba wiesz z jakiego powodu ludzie nierzadko się pobierają. I
              nie jest to miłość. Ciąża, która niekoniecznie jest wynikiem związku, ale
              jednej nocy (znam takie przypadki) i co? Mają być do końca życia razem, bo
              akurat zdarzyło się dziecko? To są rzecz jasna dramaty, bo jest dziecko i być
              może zaufanie jednej ze stron, czasem obu. To tylko jeden z przykładów. A jest
              ich mnóstwo. Małżeństwo, to nie taniec na płatkach róż, ale też nie wyrok
              dożywocia.
        • tully Re: Przecież jesteś tylko kochanką 05.11.01, 10:53
          Albo ja czegoś nie rozumiem, albo mam zaniki pamięci...pokaż mi moment, w
          którym rzucałam kalumnie na jego żonę...Ja przecież cały czas usiłuję pokazać,
          że winne rozpadu związku są obydwie strony. A mój mężczyzna nie jest
          człowiekiem. który "lubi sobie zmieniać". Jest w pełni odpowiedzialną osobą,
          rozsądną i dojrzałą - ale jednocześnie w pewnym momencie poczuł, że on również
          ma prawo do odrobiny szczęścia... a 10 lat to wystarczająca pokuta za odrobinę
          seksu bez zabezpieczenia i w konsekwencji powiedziane "tak".
          • Gość: Malwina Re: nie przejmuj sie IP: *.abo.wanadoo.fr 05.11.01, 11:42
            tully, przy wszystkich wypracowaniach mieli adnotacje : "dobrze ale nie na temat"
            zawsze mowilam ze mimimum wyksztalcenia (czytac, pisac, rozumiec) jest przydatne w zyciu. No ale
            nie wyszyscy tak mysla ....
            W kazdym razie zapewniam cie ze ja przeczytalam i zrozumialam to co napisalas (bo widze ze jetesmy
            na etapie basic i nie ma mowy jeszcze o rzadnych radach czy opiniach :-(
            • Gość: JK Malwina - minimum wykształcenia to również ... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.01, 21:55
              ... ortografia (żadnych a nie rzadnych Malwina). Jesteś jednak głębem.
    • michaela Re: Mój mężczyzna ma żonę... 05.11.01, 11:02
      Twoja sytuacja zalezy od tego czy on ma dzieci czy nie i czy rzeczywista
      przyczyna rozpadu malzenstwa jestes Ty. Jesli tak to wyobraz sobie siebie w
      miejscu jego zony i dzieci. Niestety nie mam dla Ciebie cieplych slow.
      Pamietaj, ze karta predzej czy pozniej sie odwroci i za jakis czas Twoj
      ukochany moze znalezc sobie nowy obiekt uczuc!
      • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 05.11.01, 11:37
        Michaelo - JA NIE JESTEM PRZYCZYNĄ ROZPADU JEGO MAŁŻEŃSTWA. Po raz kolejny
        piszę, że poznaliśmy się już po tym, jak decyzje zostały podjęte, a sprawa
        założona. Ale dziękuję za zainteresowanie. Pozdrawiam. :)
        • Gość: Una Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 62.233.128.* 05.11.01, 11:48
          Tully, daj sobie spokój z tłumaczeniem po raz kolejny, że nie jesteś powodem
          rozwodu. Niektórzy koniecznie chcę znaleźć winnego, tak jakby nie było
          niezgodności charakterów, niemożności porozumienia się i dziecka jako jedynego
          powodu zawarcia małżeństwa i jego trwania.
          • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 05.11.01, 11:52
            Tak...ostatnio trafiłam na świetny cytat - "Gdzie jest małżeństwo bez miłości,
            tam będzie miłość bez małżeństwa". I w tym jest chyba wszystko zawarte :)
            • Gość: Kaga Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.11.01, 22:20
              Droga Tully. Czytałam sobie wszystkie dotychczasowe wypowiedzi i aż się dziwie, ze wczesniej do
              tego nie dotarłam. Sama założyłam nawet wątek na forum "Kobieta - samotne macierzyństwo i
              rozwód" pt :rozwiesc się wcale nie jest łatwo. A Twoja historia jest moją historią. Poznałam swojego
              partnera dwa lata temu, kiedy od kilku lat mieszkal sam. Jego zona w innym mmiescie, a on w
              Warszawie. Byli więc praktycznie w separacji, choć nie zostało to formalnie przeprowadzone. Półtora
              roku temu mój partner wniósł do sądu pozew o rozwód. Mówił, ze chciał to zrobic już wczesniej, ale
              brakowało mu motywacji. Kiedy mnie poznał, motywacja się znalazła. Od ponad roku mieszkamy
              razem, a sprawa rozwodowa trwa. I trwa, i trwa, i trwa, niestety. Tu tez jest dziecko, dziewczynka,
              obecnie prawie jedenastoletnia. Nasze spotkanie i poznanie się odkładamy jednak na później, kiedy
              formalnie mój partner będzie rozwiedziony. Jego rodzina (mama i rodzeństwo jego mamy) przyjeli
              mnie bardzo ciepło, za co jestem im wdzięczna. Pewnie w pamięci mają jeszcze wciąż wykrzywioną i
              niezadowoloną twarz byłej (jak bardzo chcę to napisać!!!!!) żony narzekającej na niego. Pozostaje
              jeszcze srodowisko zawodowe. Moje ok. Natomiast jego... Jest to dosc wąska grupa zawodowa,
              pracowali tam razem z BYŁĄ zoną, a zatem wiekszosc jego znajomych zna też jego BYŁĄ zonę. To ja
              czuję się niezręcznie i unikam takich spotkań. Choć przecież nie mam sobie nic do wyrzucenia.
              Podobnie jak Ty jestem irracjonalnie zazdrosna o przeszłosc. Czasem mu to mówię i słyszę wtedy, że
              jestem jednak najwiekszą miłoscią jego zycia, czyms najlepszym, co mogło mu się przytrafic, a
              tamto, to po prostu "błąd młodosci". I wierzę w to. A zatem głowa do góry. Takie kobiety jak my muszą
              się wzajemnie wspierać. W końcu nasza miłosc jest trudniejsza od takiej "zwykłej", ale przez to chyba
              bardziej cenna, czy ceniona. O ile w ogóle można stapniować uczucie, ale powiedzmy, ze można. Nie
              ceni sie tego, co przychodzi łatwo, a cos, co jest okupione wysiłkiem, stresem, cierpieniem, staje się
              naprawdę bardzo wiele warte. Jesli pozwolisz, to także dla siebie przyjme wszystkie miłe zyczenia i
              słowa otuchy, jakie zostały skierowane do Ciebie na tym forum. Może jeszcze sobie pogadamy i
              wymienimy się doswiadczeniami? Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie. Kaga.
              • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 06.11.01, 09:21
                Hej Kaga:) dzięki za wpis...rzeczywiście czułam się, jakbym czytała o sobie...:)
                Chętnie bym sobie z Tobą pomailowała i pogadała...ciekawa jestem jak nasze
                historie się skończą - mam nadzieję, że dobrze. i tego Tobie bardzo, bardzo
                serdecznie zyczę. Pozdrawiam cieplutko i ściskam Tully
                • kaga! Re: Mój mężczyzna ma żonę... 06.11.01, 10:44
                  Napisałam do Ciebie maila. Pozdrowionka. Kaga.
    • Gość: betty Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.01, 23:19
      W jednym, przynajmniej punkcie mylicie się, drogie Panie. Tak mi sie
      przynajmniej wydaje. Związku zwanego małżeństwem, które trwa kilka lat, w
      którym jest dziecko nie mozna nazwać "błędami młodości". Oszukujecie się, jeśli
      wierzycie, że w tym nie było cienia miłości, bliskości, radości, namiętności.
      Małżeństwo to ogromna inwestycja i kto tego nie chce to sie na to nie zgodzi.
      Musi mieć potężne powody.
      Dla mnie to bardzo ciekawe, bo ja jestem z tej drugiej strony - mój mąż odszedł
      z "miłością swojego życia". To nie było, z wielu przyczyn, dobre małżeństwo ale
      zdziwiłam się, bo do tej pory to ja byłam, mimo wszystko, miłością jego życia.
      Jego skarbem i objawieniem.
      Zostawił mnie w obrzydliwy sposób, w obrzydliwy sposób traktuje teraz swoje i
      moje dziecko.
      A ta dziewczyna?
      Nie wiem. Myslę, że ona wierzy - że to po prostu kwestia mojej osoby i naszej -
      paskudnej oczywiście - relacji.
      A to nie prawda.
      Ale nie chcę nikogo straszyć. wielu rzeczy nie wiem. Myślę, że jego kobieta juz
      nie jest szczęsliwa.
      i jeszcze jedna rzecz
      Jak to możliwe, że Wasi Mężczyźni jeszcze was nie przedstawili swoim dzieciom?
      Czy ich dzieci nie bywaja w waszych domach? Więc co, wychodzą tylko z tatusiem
      na lody i wracaja do mamy? A może w ogóle rzadko sie z nimi widują?
      I taki mężczyzna was interesuje na przyszłość? Facet, który zostawił dzieci u
      mamy i ma do nich taki dystans, że nie opowiada im o sobie i o swoim zyciu.
      Kocha Was strasznie i ukrywa przed dziećmi.
      Taki facet jest beznadziejny, jest skurwielem i nadaje sie do
      kastracji,wycięcia nasieniowodów itp itd.....
      I nie radze mieć z nim dzieci. bo nie będzie umiał o nie zadbać.
      • Gość: MOMMY Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 23:49
        Nareszcie ktoś kto myśli jak ja! Jak już wcześniej pisałam niemalże
        doprowadziłam moje małżeństwo do rozwodu. Zachowałam się skrajnie egoistycznie.
        Jest mi cholernie wstyd po tym co zrobiłam. A mój mąż, walczył jak lew o mnie i
        nasze dziecko. Doprowadzało mnie to do szału. A teraz wiem , że zrobi wszystko
        dla niego. Gdy na nich patrzę gdy są razem nie mogę się nadziwić jaką idiotką
        byłam. Masz racje ! Co to za facet co w taki sposób jak twój mąż i jemu podobni
        zostawia rodzinę.
        Mimo wszystko trzymaj się Betty! Nie był WAS wart.
    • georgia Re: Mój mężczyzna ma żonę... 07.11.01, 12:39
      Poradzisz sobie na pewno, ale po co od razu brać ślub?
      Lepiej poczekaj i przekonaj się, że to na pewno ten, któremu warto prasować
      koszule i dla którego wykonywać inne przyziemne rzeczy.
      Zastanów się dobrze, bo piszesz że w jego obecnym/byłym małżeństwie zdarzają
      się awantury. Czy na pewno tylko jego była żona bywa agresywna a on stara się
      zawsze łagodzić wszystkie spory? Znasz to tylko z jego strony.
      Niemniej jednak życzę ci powodzenia. Myślę, że o dziecku w twoim przypadku
      można pomyśleć ale może trochę później. Pozdrowienia.
      • Gość: facio Drogie Panie ... IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.01, 16:42
        Bardzo dziwie sie, jak mozna liczyc na pewnosc ze strony mezczyzny, ktory
        zostawil zone z dzieckiem ?
        • seboc Re: Drogie Panie ... 10.11.01, 18:15
          Nigdy nie można liczyć na żadną pewność.
          Nie na tym miłość polega.
          Poprzez małżeństwo, dwoje ludzio nie stają się swoją własnością przecież.
          A że zostawił... Nigdy nie jest to takie proste i oczywiste.
          • Gość: zona Re: Drogie Panie ... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 00:06
            a niech wychodza za nich..pozyjemy , zobaczymy ile wytrzymacie w tej
            swojejmilosci na codzien, nie na randkach, tylko w przydeptanych kapciach i z
            problemami. az mnie zalosc bierze , jak czytam te wasze uniesione i naiwne
            marzenia....a co malzenstwa, to nie jest takie hop-siup. idac do kosciola
            zawierasz sakrament, a nie bierzesz papierek. no chyba , ze idziesz tam dla
            ladnych zdjec, ale to swietokradztwo. to po tam idziesz??? w parku tez jest
            ladnie.
            • tully Re: Drogie Panie ... 13.11.01, 09:40
              Oj, nie zdzierżę. Gdzie w moich postach wyczytałaś, że małżeństwo byłoby dla
              mnie papierkiem, jakimś kwitem? Czy też gwarancją własności? Takim papierem
              jest chyba dla zon, któe w momencie gdy juz mają ten kwit zakładają papcie,
              dres i zaczynają burczeć na męża i zamieniać jego zycie w piekło. Mężczyzna nie
              jest niczyją własnością, a papier nie daje wam gwarancji, że będzie z wami
              zawsze - nawet wtedy, gdy go poniżacie, obrażacie, traktujecie jak dostawce
              pieniędzy i worek treningowy.
              Jestem świadoma tego, że proza życia dopada wszystkich. Nas dopadła bardziej,
              niż innych. Mamy tyle wspólnych problemów, że niektóre małżeństwa z długim
              stażem zaczęły by się oddalać. Ale nas łączy miłość, a nie zakurzony papier. I
              damy sobie radę. A co dla mnie znaczy małżeństwo? Nie jest gwarancją na
              posiadanie. Dla mnie będzie ukoronowaniem naszej miłości...nawszego dążenia do
              normalności, do bycia razem na dobre i na złe...będzie daniem sobie słowa, że
              jesteśmy tylko dla siebie...Ma znaczenie raczej emocjonalne, a nie formalne.
              Nie wiem skąd ten sarkazm u Ciebie, Zono, ale wydaje mi się, że na niego nie
              zaśłużyłam. Nie jestem rozćwierkaną Lolitką, ale w pełni dojrzałą kobietą -
              młodą, ale świadomą, że mężczyźni tak samo jak my oczekują od swojej partnerki
              miłości, czułości, oddania, lojalności i szacunku. I zamierzam mojemu
              mężczyźnie dawać to zawsze. zamierzam sprawić, żeby jego rany po tamtym
              małżeństwie się zabliźniły, a on sam uwierzył w to, że małżeństwo może być
              pasmem szczęśliwych dni - i że nawet problemy codziennego życia nie wywołają na
              mojej twarzy nienawiści i że nie usłyszy od mnie słowa "nieudacznik".
              • Gość: zona Re: Drogie Panie ... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 22:34
                bardziej zarozumialej osoby, dawno nie czytalam. ile w tobie pogardy dla
                drugiego czlowieka-ty chodzacy ideale. niestety nic nie zrozumialas z mojego
                postu, po prostu ty JUZ wszystko wiesz.
                • tully Re: Drogie Panie ... 14.11.01, 09:35
                  Gdzie Ty widzisz zarozumiałość? Pogardę? Ja napisałam cokolwiek, co dawało by
                  do zrozumienia, że jestem chodzącym ideałem? Nie ma ludzi nieskazitelnych. Są
                  tylko ludzie, którzy mają w sobie bardzo wiele miłości, chcą ją ofiarować, a
                  nie tylko brać - i mają w sobie bardzo wiele zrozumienia i szacunku dla
                  drugiego człowieka. A najważniejsze - zdają sobie sprawę, że małżeństwo nie
                  jest posiadaniem na własność.
                  Jeśli Cię coś uraziło to przepraszam, ale miałam już dość tych wszystkich
                  krytykujacych mnie osób, które mnie nie znają i nic nie wiedzą zarówno o mnie,
                  jak i o moim mężczyźnie.
              • Gość: kwieto Re: Drogie Panie ... IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 22:49
                tully napisał(a):

                > Dla mnie będzie [malzenstwo - przypis kwieto] ukoronowaniem naszej miłości...nawszego >
                > dążenia do
                > normalności, do bycia razem na dobre i na złe...będzie daniem sobie słowa, że
                > jesteśmy tylko dla siebie...Ma znaczenie raczej emocjonalne, a nie formalne.
                (...)
                > Nie jestem rozćwierkaną Lolitką, ale w pełni dojrzałą kobietą -
                > młodą, ale świadomą, że mężczyźni tak samo jak my oczekują od swojej partnerki
                > miłości, czułości, oddania, lojalności i szacunku. I zamierzam mojemu
                > mężczyźnie dawać to zawsze. zamierzam sprawić, żeby jego rany po tamtym
                > małżeństwie się zabliźniły, a on sam uwierzył w to, że małżeństwo może być
                > pasmem szczęśliwych dni - i że nawet problemy codziennego życia nie wywołają na
                >
                > mojej twarzy nienawiści i że nie usłyszy od mnie słowa "nieudacznik".

                Ach ile razy ja cos takiego slyszalem... o sobie, o partnerze moich kolerzanek...
                I tylko jakos sie to rozmywalo po jakims czasie :(((

                Sam nie bylbym taki pewien, co bede czul do kobiety ktora podoba mi sie teraz, za lat piec,
                dziesiec - po prostu tego nie wiem, wiec sie powstrzymuje od tak gornolotnych zapewnien -
                zbyt wiele z nich sie potem nie spelnia...

                • Gość: Una Re: Drogie Panie i Panowie IP: *.devs.futuro.pl 14.11.01, 09:00
                  Dajcie już spokój. To że kobietę opuścił mąż nie znaczy, że będzie zdradzał do
                  końca swojego życia. Ja wiem, że to byłoby jakieś sensowne wytłumaczenie, że
                  drań, męska świnia i ta następna też się o tym przekona. Ale rozejrzyjcie się
                  wokół: jest masa udanych małżeństw, gdzie oboje bądź jedno z nich jest po
                  rozwodzie. Nie starajmy się za wszelką cenę stosować jedną regułę do wszystkich
                  przypadków.
                  Tak samo trzeźwo na życie niech spojrzą Ci, którzy "pakują się" w związek z
                  zaobrączkowaną osobą. Biorą sobie człowieka obarczonego rodziną, nie tylko
                  dziećmi, ale również dotychczasowym partnerem, bo tak naprawdę jeśli są dzieci,
                  zawsze będzie jakiś kontakt i więź między ich rodzicami.
                  • seboc Re: Drogie Panie i Panowie 14.11.01, 09:14
                    W Świecie tym jest tak,
                    że bardzo wiele może ludzi podzielić.
                    Bardzo niewiele ludzi łączy.
                    Więc może będzie całej trójce lepiej.
                    Jeśli są tego pewni...
                    • Gość: Malwina Re: Drogie Panie i Panowie IP: *.abo.wanadoo.fr 14.11.01, 09:58
                      no wlasnie...
                      po takim rozwodzie ktory jest oczywiscie dla obojga przegrana, wiele osob podchodzi do nastepnego
                      zwiazku z pragnieniem aby tym razem sie udalo i wykorzystuje negatywne doswiadczenia z
                      poprzedniego robiac wszystko by nie powtorzyc bledow.
                      (co zazwyczaj sie udaje ale ze lista bledow jest nieskonczona, popelniaja inne ktorych istnienia nawet nie
                      podejrzewali ;-) i tak swiat sie kreci....)
                      • Gość: zona Re: Drogie Panie i Panowie do malwi... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.01, 23:09
                        Malwino,
                        nie moge sie zgodzic,ze czlowiek nie unika tych samych bledow tylko inne , w
                        nowym zwiazku. to chyba nie tak.
                        tez mysle, ze zdarzaja sie powtorne zwiazki udane i daj im Boze szczescie.
                        tylko malzenstwo to nie tylko milosc-ta namietnosc, uniesienie. to jest PRACA
                        nad soba i drugim czlowiekiem. gdyby to bylo takie proste, to ludzie zyliby
                        IDEALNIE, po prostu dobieraliby sie w pary kilkakrotnie do skutku.a czy zyja
                        idealnie???ilu nieszczesnikow na tym padole. na szczesliwe pozycie malzenskie
                        sklada sie wiele czynnikow i sama milosc nie wystarczy. ile ludzi spotyka sie i
                        ma do oddania wiele milosci. i co? i gdzies ja przepuszczaja. czlowiek to
                        skomplikowana istota. i nic nie dzieje sie tak prosto. jesli w malzenstwie
                        dzieje sie cos zlego to trzeba je naprawic. no chba, ze mimo usilnych staran
                        sie nie da.
                        i jeszcze cos-milosc malzenska to cos zupelnie innego niz ta przed. a jeszcze
                        do zonatego (zakazany owoc)-oj musi to byc pikantne. chociaz dla mnie zonaty to
                        jak brat.
                      • Gość: JK Uff Malwina, ale ty jesteś głupia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.01, 22:39
                        • tully Re: Uff Malwina, ale ty jesteś głupia 19.11.01, 09:14
                          Genialne...rzucić epitetem bez uzasadnienia...chylę czoła.
                  • Gość: kwieto Re: Drogie Panie i Panowie IP: *.*.*.* 14.11.01, 12:46
                    Ja tylko apeluje, aby nie myslec na zasadzie - "bo zona to byla zla kobieta, a teraz bedzie
                    idealnie". Nie bedzie idealnie. Pytanie tylko, czy oboje ten brak idealu zaakceptuja?
                    Podejrzewam, ze po tym co napisala Tulluy - ciezko jej bedzie. A stad tylko kroczek do
                    wzajemnych oskarzen...

                    Nie chce tu uprawiac czarnowidztwa.
                    Ale naprawde przydaloby sie wiecej pokory wobec wydarzen, ktorych nie jestesmy w stanie
                    przewidziec.

                    P.S.
                    No i niepodoba mi sie oskarzenie Tully wobec Zony - ze dla zony sw. slubu to papier na
                    "przywiazanie malzenstwa" a dla Tully to "ukoronowanie ich bliskosci". Na 99% poprzednia
                    zona obecnego chlopaka Tully tez myslala, ze ich slub jest "ukoronowaniem ich bliskosci".
                    Marzenia sie nie spelniaja, a zycie toczy sie dalej...
    • skorpions Re: Mój mężczyzna ma żonę... 15.11.01, 12:40
      mój mężczyzna też miał żonę. Ale ja wygrałam . Jestem jego żoną 25 lat. I tylko
      ze dwa lata były dobre. Pozostałe 23 to koszmar. Minęła młodość, nie mam już
      nawet marzeń, Nie odejdę od nie bo nie mam gdzie poza tym on jest chory więc go
      nie zostawie.Jest ojcem mojego syna.
      Jeżeli jedno małżeńtwo nie wyszło drugie też nie wyjdzie. Jestem o tym głęboko
      przekonana.
      • Gość: żona? Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.punkt.pl 19.11.01, 14:40
        nie mylić z Panią o ksywce 'zona". w pewnej chwili bałam się że jestem autorką
        postów, z którymi zgodzić się nie moge. przypatruje się waszej rozmowie i
        wreszcie przerwałam moje milczenie. a to pod wpływem listu pani Skorpionowej.
        nie mam jeszcze rozwodu,minęły 3 i pół miesiąca od kiedy mój mąz zostawił
        mnie,twierdząc że ze względu na konflikt mój z teściową,faktycznie dla innej.
        i tak jak dla niej tak i dla rozpoczynającej ten wątek pogardy żadnej nie mam.
        mam jednak nadzieję a właściwie ogromne przekonanie że to drugie małżeństwo nie
        musi być porażką. tłumaczenie typu ,bo pierwsze się nie duało,nie trafia do
        mnie w żaden sposób. ta druga miłośc może być bardziej dojrzała, prawdziwa,
        szczera. na etapie jaki w tej chwili przezywam, poznałam lepiej siebie, nie
        tylko błędy których nie chcę powtarzać w nowym ew. zyciu, ale i zalety. miłośc
        to nie fascynacja,nalezy się jej nauczyc, tak samo i życia stadnego, jakim
        niewątpliwie jest małzeństwo. licze że ewentualny kolejny związek potraktuję
        bardziej poważnie ale nie dlatego bo mozna łatwo go stracić, ale dlatego by nie
        niszczyć siebie i innych przez własną próżność, egoizm i takie tam.
        To że mój mąz zostawił mnie i dziecko, nie oznacza że zrobi to po raz kolejny
        innej wybrance, że taki z niego lovelas. pierwszą miłośc potraktowałam jako dar
        losu, coś co będzie zawsze , coś co ot jest i to wystarczy. wiem ze nowe zycie
        uda mi się ...pewnie napiszecie,podobnie mylałaś wychodząc za niego.tak, ale
        wtedy byłam 24-letnią dziewczynką, męża poznałam jako 21-latka,marząca o
        dziecku i męzu. Dziś jestem na tyle dojrzała by nie przegapić żadnej okazji na
        szczęście. nie udało nam się ! i tak nalezy to tłumaczyć,a nie tym,że facet
        jest zły,albo ja. jeden rozwód nie oznacza pasma kolejnych ,uwierz w to tully.
        zadowolenia z siebie zycze. Bajor śpiewał-róbmy tak by nie było nam potem żal.
        pozdr
        żona?...chyba będe musiała zmienić nicka z którym funkcjonuję to sobie od
        początku sierpnia...niech pomyślę
        • Gość: tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 158.66.22.* 19.11.01, 15:52
          Dziękuję Ci. Twój list był dla mnie bardzo, ale to bardzo dużą radością. Taki
          szczery i obiektywny...a przecież w odróżnieniu od wielu osób sypiących krytyką
          z "kapelusza" Ty własnie mogłabyś mnie skrytykować. Dziekuję Ci za tak
          obiektywny i niosący wiele nadziei post.
          • Gość: zabawecz Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 14:21
            Droga Tully
            Bronisz się jak lwica.Odpowiadasz na każdy atak-to bardzo dobrze.To znaczy że
            jesteś przekonana o własnej racji.Postępuj tak jak uważasz za słuszne.Widzę
            tylko że jesteś bardzo zagubiona,potrzebujesz dużo,dużo ciepłych słów.Zyczę Ci
            powodzenia.Najważniejsze abyś Ty była pewna Siebie i tego czego chcesz.Zyczę Ci
            dużo wytrwałości.
            • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 23.11.01, 09:15
              Cóż powiedzieć...dziękuję Ci. Bardzo dziękuję.
              Ale cosik mi się ostatnio w życiu pokiełbasiło - do tego stopnia, że jego
              rozwód przestał być aż takim problemem. W obliczu innych - znacznie bardziej
              namacalnych i zagrażających odszedł sobie gdzieś na bok. I nie przeszkadza
              chwilowo. Marzę o tym, żeby było jak kiedyś , żeby to była jedyna sprawa, którą
              się muszę martwić...a ja wtedy, głupia, miałam doły i myślałam, że jego żona to
              wszystko, co jestem w stanie znieść. Teraz już wiem, że tamto to była
              przyjemność, a znieść mozna bardzo wiele - na przykład sytuację w pracy, kiedy
              czeka się na wypowiedzenie od ponad miesiąca w totalnej niepewności,
              perspektywę braku kasy, mieszkanie, do którego się nienawidzi wracać, jego
              problemy z pracą... I w takiej sytuacji wręcz marzę o tym, żeby znów wrócić do
              sytuacji, w której użalałam się nad sobą, bo on ma żonę.
              Trzymajcie za mnie kciuki, proszę, żebym znów mogła się użalać. Bo teraz to
              nawet tego mi sie nie chce. Totalny brak sił na cokolwiek. To się chyba nazywa
              dół. Pozdrawiam wszystkich.
              • Gość: zabawecz Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 23.11.01, 09:30
                Tully Wskocz na temat "Poprosił abym została jego kochanką" to mój problem-ale
                jak słusznie zauważyłaś abyśmy miały tylko takie problemy.Zobacz też jacy
                bywają faceci Ci lubiani,kochani przez otoczenie też.NIe jestem głupia i trochę
                znam się na ludziach,ale pewnych rzeczy nie umiem zrozumieć .Co o tym sądzisz?
                Jak to widzisz,masz już pewne doświadczenia.Zabaweczka.
    • Gość: radojka Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 192.168.31.* 23.11.01, 15:42
      Droga Tully.
      Weź się za siebie droga kobieto i ciesz się z tego co masz, nawet jeśli
      miałabyś to stracić za pół roku. Korzystaj z każdego dnia jaki został Wam dany,
      wykorzystujcie czas. I kochajcie się złoci. Ja mam za sobą nieudane małżeństwo,
      kilka lat separacji i w końcu rozwód. I jest mi dobrze. Od prawie roku
      zdecydowałam się w końcu na związek z mężczyzną - CUDOWNYM (nawet jeśli nim
      przestanie być za jakiś czas to i tak teraz jest cudowny). No i traf chciał, że
      znalazłam się w podobnej sytuacji jak Ty. On się akurat zaczynał rozwodzić, gdy
      się poznaliśmy. Dużo dużo czasu upłynęło zanim zdecydowałam się na ten związek.
      Teraz praktycznie mieszkamy razem od kilku miesięcy i planujemy wspólne życie,
      ale jego rozwód wciąż trwa. Tzn. sąd orzekł roczną separację na co on się nie
      zgadza i wniósł odwołanie od wyroku i teraz czeka na kolejną sprawę. Daj Boże
      aby odbyła się prędko. Choć niespecjalnie o tym myślę, gdyż na codzień już mi
      nie przeszkadza świadomość, że "on jest jeszcze żonaty". A mam okazję to czuć,
      bo ma na "stanie" dwójkę dzieci ( nie naszych, ale właśnie planujemy to stadko
      powiększyć o nasze wspólne maleństwo). Też miałam podobne stany do Twoich, kupę
      wątpliwości, kłótnie, czepianie się o nie wiadomo co. A potem trach. Kataklizm!
      Czarny rok 2001! Miałam wypadek. Potem dwie operacje. Ponad siedem miesięcy
      zwolnienia chorobowego. Do dzisiaj problemy z chodzeniem. Utrata pracy jego.
      Potem utrata pracy moja. Gorączkowe poszukiwanie pracy dla nas obojga. Rak
      kratni mojego Taty, zaawansowany. Strach. Operacja. Strach. Radioterapia.
      Strach. Pogorszenie się stanu jego ojca (bipasy-nie wiem czy to się tak pisze).
      Też strach - chociaż on tego nie pokazuje - strasznie zamknięty typ z niego,
      ale jak się tylko koło niego położę to nie daj Bóg abym go nie przytuliła -
      wtedy wychodzi jak się boi, prawie we mnie wchodzi wtulając się we mnie. I
      wiesz, droga Tully, cały czas byliśmy razem, wspieraliśmy się. Pomagaliśmy
      sobie. Choć też nie raz bywa, że straszliwie na sobie wyładowujemy złe emocje.
      Ale jesteśmy, trwamy i się kochamy. I być może się pobierzemy, być może nie. To
      nie ma znaczenia, przynajmniej na razie. Nie traktuję tego tak górnolotnie, że
      to jakieś tam ukoronowanie czegoś tam. Niczego nie potrzebuję koronować. Ten
      GOŚĆ jest mój i teraz. A jestem jego. Nawet jeśli miałoby się zakończyć - czego
      ogromnie nie chcę - to teraz dostaję od losu tak wiele, że będę miała co
      wspominać.
      Droga Tully. Przestań się bać!!!!!! Ty napewno jesteś warta jego miłości i
      jeszcze wielu innych rzeczy jesteś warta. Przyjmuj to co dastajesz z radością i
      ufnością, że jest to szczere. Moja przyjaciółka kiedyś powiedziała mi, że
      ona "gdyby dostała od kogoś gówno, to też by jej to sprawiło radość" (sorry za
      słownictwo) - tak się potrafi cieszyć. Ja się staram tego dzień po dniu uczyć,
      bo mam tendencje do biadolenia. I warto, zapewniam.
      Tully. Głowa do góry, uśmiech na twarz, odrobina pewności siebie (nie mylić z
      tupetem), lekki makijaż i do boju. ŻYJ, ŻYJ, ŻYJ.
      Pozdrawiam Cię
      radojka
    • Gość: radojka Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 192.168.31.* 23.11.01, 15:50
      To jeszcze raz ja, radojka.
      Zapomniałam o pozdrowieniach dla Kagi.
      Z chęcią, tak jak Kaga, wymieniłabym się moimi doświadczeniami i porozmawiała.
      Pozdrawiam Was obydwie ciepło.
      radojka
      • kaga! Re: Mój mężczyzna ma żonę... 25.11.01, 16:12
        Witaj, Radojka. Jak miło czytać tak radosny nick. Dzięki za pozdrowienia.
        Przeczytałam sobie Twój post. Budujące. Ja też mogę liczyć na swojego żonatego
        (jeszcze niestety) mężczyznę. Razem bywamy u moichi jego znajomych, razem cos
        organizujemy i TROSZCZYMY SIE O SIEBIE. Wiem, że zawsze moge na niego liczyć i
        on może na mnie również. Teraz tez czekamy z niepokojem na rozwój wydarzeń,
        grozi nam poważna pogorszenie sytuacji finansowej, ponieważ jego żona nasłała
        na mojego miłego komornika (kto zarabiając 2.500 brutto, po odliczeniu
        wszystkich podatków, zusów, pożyczek na konto wpływa ok. 1400 zł, może płacić
        alimenty w wysokości 1100!!!!!!!!!!!!!!), a zatem pewnie żyć będziemy tylko z
        mojej budżetowej pensji. Ale to wszystko nieważne. Jestem z nim i to jest
        najistotniejsze. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Trzymaj się dzielnie, a
        jesli będziesz miała ochotę, to napisz maila. Kaga.
      • Gość: Tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 158.66.22.* 26.11.01, 10:44
        Kochana Radojko:))) Jeśli miałabyć ochotę pomailować - pisz. Mój adres
        tully@poczta.gazeta.pl. Odpiszę na pewno:))) Z Kagą już się spotkałyśmy i było
        bardzo miło...możemy następnym razem spotkać się w trójkę:)
    • Gość: Natascha Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: *.pppool.de 25.11.01, 20:50
      Wpadlam dopiero teraz na ten watek. Jakze podobnie sa tu wypowiedzi jak w innym
      watku o kochankach i zdradzonych zonach.Ilez swietego oburzenia i wytwisk. Brr,
      jakie to wstretne. A nawet gdybys byla przyczyna jego rozwodu, no to co?? Sila
      go przy sobie trzymasz?? Kazdy ma wolna wole i moze robic co chce. I gdzie jest
      powiedziane, ze to kobieta "bierze sie" za zonazego mezczyzne a nie tak
      odwrotnie? Moze taki malzonek ma tak dosc swojej poslubionej, ze szuka innej??
      To takim poslubionym do glowy nie przyjdzie. Ich maz, ich wlasnosc, sam by na
      to nie wpadl!!! O jak one sie myla!!! I opluwaja te trzecie, bo jakby nie
      ona....Jakby nie ona, to bedzie nastepna, ale bedzie. I nie przejmuj sie tym.
      To sa takie wlascicielki, posiadaczki niewolnikow i do glowy im nie przyjdzie,
      ze ich niewolnik moze chciec kochac i byc kochany. A dzieci pojda kiedys swoja
      droga czy maja jednego, czy dwoje rodzicow. Ich niewolnik ma byc ich i koniec.
      Bo one sa zonami, bo one one nosza jego obraczke na palcu bo im sie naleza jego
      pieniadze. I o to chodzi najczesciej. O pieniadze. Zniszczyc tego drugiego ile
      sie da w imie swietego sakramentu malzenstwa!! Wydoic z niego wszystko. Niech
      ta inna nie ma nic. O jakie to godne pozalowania!!! Oczywiscie, ze powinno sie
      zabezpieczyc byt bylej rodzinie. Ale popatrze chocby juz na te posty tutaj. Ile
      nienawisci i zlych zyczen tu pada. Moje, nie dam!!! I nie przejmuj sie tym.
      Wszystko da sie przetrzymac i przezyc. Zycze ci wytrwalosci i spokoju ducha. I
      duzo, duzo szczescia. I to nieprawda, ze jak jedno sie nie udalo, to drugie tez
      nie wyjdzie. Nikt nie jest takim samaym czlowiekiem do konca zycia. Madrzec sie
      powinno. Nie kazdym sie to udaje, ale jednak wiekszosci tak. Pozdrawiam
      • Gość: Tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... IP: 158.66.22.* 26.11.01, 10:48
        Natascha...chylę czoła. Wyjęłaś mi to z ust. To są właśnie doświadczenia z
        kilku ostatnich miesięcy. Jego żona ponoć go kocha...ale kocha chyba swoja
        urażoną dumę i pieniądze, które może uzyskać. Przypatruję się temu...i oczom
        nie wierzę. Jak kobieta, która mówi ze kocha może w ten sposób niszczyć cały
        szacunek, jaki on do niej miał...jak może wciągać nawet dziecko w swoje
        rozgrywki? Ranić wszystkich dookoła łącznie z dzieckiem, które niewiele jeszcze
        rozumie?
        • kwieto Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 11:56
          Z niesmakiem stwierdzam, ze jestes albo bardzo naiwna, albo... no coz, zmilcze

          Oczywiscie zona to tylko na kase i "posiadanie" a on to niewinny aniolek, ktory
          wpadl w jej sidla. Wiesz, jestem dzieckiem z "rozbitego zwiazku" i mam na ten
          temat sporo do powiedzenia - po pierwsze to nie jest tak, ze to ona jest winna.
          Winni sa oboje. I to nie jest tak, ze ona leci na kase i "wlasnosc" - prawda
          jest taka, ze oboje leca na to w takim samym stopniu, a tak naprawde, to nie o
          to chodzi, owa kasa, czy obraczka jest tylko pretekstem do ukojenia bolu bycia
          oszukanym, opuszczonym - taka forma zemsty - irracjonalne, lecz bardzo ludzkie.

          Wiecej szacunku dla zdradzanych zon, i wiecej krytyki dla zdradzajacych
          partnerow - oni sa tak samo winni rozpadu zwiazku, jak ich partnerki.

          A jesli facet opowiada Tobie jaka to jego zona jest zla i okrutna, to po
          pierwsze nie ma za grosz taktu, a po drugie, potem bedzie mowil to samo o tobie
          kolejnej przyjaciolce - za pare lat...
          • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 12:19
            Kwieto...w związku, w którym jest takie uczucie, że po wyrazie jego oczu widzę,
            że coś się stało, nie potrzeba słów. On nie musi mi mówić. Wystarczy, że widzę,
            jak się zachowuje, gdy wraca od dziecka. I wystarczy mi, że widzę, jak się
            martwi tym, jak ich dziecko nie może się połapać w tym wszystkim...i w tym, że
            mamusia mówi małemu dziecku "widzisz, tatuś już Cię nie kocha". Ja nie
            podchodzę do mojego mężczyzny bezkrytycznie. Ale matka, która traktuje dziecko
            jak przedmiot rozgrywek, która nie wspiera, ale powoduje w małej główce zamęt i
            rozpacz jest dla mnie czymś niepojętym. Jestem pewna, że w takiej sytuacji,
            gdybym się rozstawała z mężem, mówiłabym dziecku "to, że się rozstajemy znaczy
            tylko, że przestaliśmy się nawzajem kochać. Ale i ja i tatuś będziemy CIEBIE
            kochać tak samo. Nic się nie zmieni." To jest mały, wrażliwy człowiek i trzeba
            go wspierać - nie jest jego winą, że tata z mamą popełnili błędy.
            • kwieto Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 12:40
              Moja matka tez robila takie akcje - i choc tego nie pochwalam,jestem w stanie
              zrozumiec...

              Natomiast krytykowanie w czambul matki/zony i zrzucanie na nia calej winy za
              nieudane malzenstwo - to albo z Twojej, albo jego strony duza krzywda, ktora
              jej wyrzadzacie - nie mowiac juz o dyskretnym przemilczaniu wlasnych grzeszkow,
              ktore zapewne tez nie sa zbyt piekne. Rozmawialas z nia? Zastanawialas sie choc
              raz jak sytuacja wyglada z jej punktu widzenia?

              Nie sadze...
              • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 13:32
                Kwieto...uogólnianie jest czymś bardzo nie fair.
                Nie każda żona jest idealna.
                Nie każdy mąż jest zdradzającym skurwielem i raniącym samcem, dążącym tylko do
                własnych celów.
                Nie każda "ta trzecia" jest wyzbytą z uczuć suką cieszącą się z bólu żony.
                Nie każda żona cierpi. Nie każda żona stawia sobie za cel przywrócenie
                normalności w małżeństwie.

                Trzeba rozpatrywać każdą sytuację indywidualnie. W jednym przypadku
                rzeczywiście jest tak, że facet dostał małpiego rozumu i pognał do nastolatki,
                która chichocze w kułak, że tak jej się udało małżeństwo rozbić. W innym
                natomiast jest tak, że oboje - mąż i żona ponoszą winę. Natomiast jedna ze
                stron absolutnie nie chce tego przyjąć, posuwa się w swojej hipokryzji do
                udawania "porzuconej biedaczki", kiedy w rzeczywistości zawiniła tak samo albo
                i więcej. A po co to robi? Bo bawi ją ranienie innych. Do męża nic nie czuje
                poza chęcią dokopania mu.

                Uwierz mi, znam takich małżeństw kilka. I to nie zawsze jest tak, że to
                mężczyzna jest winny. Znam wiele kobiet, które perfidnie zdradzają, kłamią,
                ranią i czerpią z tego przyjemność. Nie znasz takich?

                Dlatego jestem zdania, że uogólnianie jest duzym, ale to duzym błędem. Trzeba
                znać wszystkich z tej trójki, żeby wydać jakikolwiek szczery i prawdziwy osąd.
                • kwieto Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 14:40
                  No to dlaczego Ty uogolniasz?
                  Bo czytajac posty ktore wysylasz mam wrazenie, ze poslugujesz sie wlasnie
                  stereotypami i ogolnikami (ja to chce za maz z milosci, a nie dla papierka!)
                  czy (bo zona chce go uwiezic, posiadac!)

                  Same ogolniki, same pochopne oceny, same stereotypy, ktore nijak sie maja do
                  rzeczywistosci...
                  • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 14:59
                    Ja piszę przede wszystkim o sobie. Jakiekolwiek uogólnianie to tylko i
                    wyłącznie obrona przed "krytykami z tylnego siedzenia".
                    • kwieto Re: Mój mężczyzna ma żonę... 26.11.01, 23:06
                      Wiesz, ale Ty oskarzasz ta kobiete o to, ze jest straszna megiera, a ja prosze
                      jedynie, abys wziela pod uwage to, ze nic nie jest czarnobiale. Ja nie mowie
                      zebys zostawila tego mezczyzne, tylko wez pod uwage dwie rzeczy:

                      1. Ona kiedys tez uwazala, ze on to "ten jedyny", ze laczy ich wielka milosc -
                      czula dokladnie to samo co Ty teraz - wiec troche wiecej zrozumienia wobec
                      niej.
                      2. Czy jesli Twoj mezczyzna za jakis czas przyjdzie do Ciebie i powie "wiesz,
                      odchodze od Ciebie, nie rozumiemy sie, nie kochamy" - to Ty dasz mu buzi na
                      dowidzenia, pomachasz lapka, i dasz kanapki na droge? Czy raczej bedziesz
                      starala sie go zatrzymac? Czy odczujesz zawod? rozczarowanie? Inne emocje?
                      - wiec nie krytykuj jej zachowania, bo Ty mozesz (ale nie musisz, i oby tak sie
                      nie stalo) dokladnie w takiej samej sytuacji. Czy wtedy zachowasz sie lepiej?
                      • seboc Re: Mój mężczyzna ma żonę... 27.11.01, 07:35
                        > Wiesz, ale Ty oskarzasz ta kobiete o to, ze jest straszna megiera, a ja prosze
                        > jedynie, abys wziela pod uwage to, ze nic nie jest czarnobiale. Ja nie mowie
                        > zebys zostawila tego mezczyzne, tylko wez pod uwage dwie rzeczy:

                        Tully nie oskarża, pojawiła się tutaj, bo jej ciężko, z jej żadnej wypowiedzi nie
                        wynika żadne oskarżenie, przynajmniej ja tak rozumiem.

                        > 1. Ona kiedys tez uwazala, ze on to "ten jedyny", ze laczy ich wielka milosc -
                        > czula dokladnie to samo co Ty teraz - wiec troche wiecej zrozumienia wobec
                        > niej.

                        Małżeństwo, czy w ogóle związek, to swego rodzaju układ, porozumienie. Zawsze są
                        wątpliwości, zawsze są przeszkody.

                        > 2. Czy jesli Twoj mezczyzna za jakis czas przyjdzie do Ciebie i powie "wiesz,
                        > odchodze od Ciebie, nie rozumiemy sie, nie kochamy" - to Ty dasz mu buzi na
                        > dowidzenia, pomachasz lapka, i dasz kanapki na droge? Czy raczej bedziesz
                        > starala sie go zatrzymac? Czy odczujesz zawod? rozczarowanie? Inne emocje?
                        > - wiec nie krytykuj jej zachowania, bo Ty mozesz (ale nie musisz, i oby tak sie
                        >
                        > nie stalo) dokladnie w takiej samej sytuacji. Czy wtedy zachowasz sie lepiej?

                        A myślisz, że to bywa jeden moment, że mężczyzna, czy kobieta przychodzą,
                        mówiąc "koniec"? Często, po prostu, nie ma innego wyjścia. Jest to kocioł emocji
                        dla obojga, gotujący się od dłuższego czasu.
                        • tully Re: Mój mężczyzna ma żonę... 27.11.01, 08:36
                          Kwieto, dorośli ludzie potrafią się rozstawać kulturalnie...była to ich
                          wspólna, powtarzam, wspólna i świadomie podjęta decyzja. Usiedli i na chłodno
                          stwierdzili, że ich małżeństwo to farsa.
                          Po pewnym czasie jednak jedna ze stron zaczyna zachowywać się irracjonalnie -
                          tak jakby chciała wymazać wszystko, co było kiedykolwiek dobre. Zaczyna się
                          robienie typowo na złość - a na domiar złego cierpi na tym dziecko. Przepraszam
                          Cię, ale dla mnie coś tu jest nie tak.
                          Rozstawałam się kiedyś po sześcioletnim związku - była rozmowa, buzi na do
                          widzenia, zapewnienie, że będziemy się dobrze wspominali - widać można.
                          • kwieto Re: Mój mężczyzna ma żonę... 27.11.01, 11:33
                            Mozna - ale nie wszyscy tak potrafia.

                            A jednoznaczna krytyka jej postawy, czy uczuc zon (chocby w trakcie rozmowy z
                            "zona") mnie razi.
                            Racje ma seboc mowiac o "kotle emocji" - i to wlasnie chcialem udowodnic - ze
                            to jest kociol w ktorym irracjonalne zachowania sa na porzadku dziennym!

                            Dlatego nie oskarzaj jej za caloksztalt (co starasz sie robic, moim zdaniem),
                            zanim nie bedziesz znala wszystkiego na ten temat, i to co najmniej z dwoch
                            roznych zrodel
    • natascha Re: Do Tully 26.11.01, 14:31
      Hallo, bronisz sie tu znakomicie, choc nikomu nie jestes nic winna. Nikt nie ma
      prawa cie oskarzac, nawet gdybys byla przyczna rozowdu. To jest twoje zycie!!!
      ty z nie ponosisz odpowiedzialnosc i ty musisz je przezyc. Nikt inny. I tak jak
      kochanka, tak i zona moga walczyc o tego pana. Ale fair. Z godnoscia i
      szacunkiem. Dla siebie przede wszystkim. I dlaczego staje sie do jasnej anieli
      zawsze po strnie zon??? Co one robily do tej pory dla utrzymania tego
      zwiazku??? Niewolnik robi sie wyzwolony, to wio na te trzecia!!! sama odeszlam
      od meza, mamy male dziecko i nikt nie wali w nikogo kamienimi, dziecko ma oboje
      kochajacych je rodzicow, ktorzy oboje tam, gdzie tego sytuacja wymaga, jako
      rodzice wystepuja. I chce tu powiedziec, ze nie bylo tej tzeciej ani tego
      trzeciego. Po prostu milosc sie skonczyla i trzeba bylo zakonczyc i malzenstwo.
      Bo takie zycie nas nie satysfakcjonowalo. Przestalismy byc malzenstwem, ale
      jestesmy i bedziemy rodzicmi naszego dziecka. Jak wspolnicy, ktorzy maja
      wspolny kapital i oboje chca miec jaknajlepsze z niego odsetki. Kochamy dziecko
      oboje i dziecko kocha nas. Nigdy nie mowmy o sobie zle. Moze po prostu nie mamy
      nic zlego do powidenia, nie wiem. Ja kocham moja corke a ona kocha swojego
      ojca, wiec dla mnie jest jasne jak slonce, ze nie powiem o jej milosci nic
      zlego, zeby jej nie zranic. Jej ojciec moze ja odwiedzac kiedy tylko zechce.
      Zabierac dokad zechce i zostaje z nia na noc, jesli tego wymaga np choroba
      dziecka. Ogladaja razem jej ulubione filmy, jedza kolacje gotowana na mojej
      kuchence, ale czy mi cos ubedzie??? sa w stalym kontakcie telefonicznym,
      posylaja sobie SMsy i tata jest na biezaco jesli chodzi o szkole. A jednak to
      ja mam decydujacy glos i tata zawsze sie mnie pyta, czy moze np dziecko
      zabracdo kina. I choc zawsze moze, jednk liczy sie z moim zdaniem. I choc nie
      jestesmy juz rodzina zasiadziemy do stolu wigilijnego wszyscy razem, bo to jest
      glownie swieto dzieci i dla naszego dziecka tez. I jesli kiedys dojdzie zona
      taty, albo maz mamy, to bedziemy wszscy razem, bo bedzie nas laczylo dobro
      naszgo dziecka. Tak mozna tez. Oczywiscie nasza corka przezyla nasze rozstanie,
      ale caly czas jej mowimy, ze kochamy ja oboje i ze milosc do dziecka nie mija.
      Bo my ja kochmy oboje. I nigdy nie przestaniemy jej kochac. I choc nie kochamy
      sie nawzajem, nie jestesmy nawet przyjaciolmi, mamy dla siebie nawzajem
      szacunek juz chocby za wspolnie przezyty czas. I ten wzajemny szacunek nie
      pozwala nam mowic o sobie zle. I tak jest o wiele lepiej, niz jakbysmy byli
      razem. Kazdy niezadowolony z zycia, wybuchowy i agresywny. po co? Bo
      slubowalismy?? po to sa rozwody, zeby sie kulturalnie rozejsc. I nie uwierze w
      to, ze czlowiek pelen kultury osobistej tego nie zrozumie. A jak czesto dziecko
      jest narzedziem zemsty?? i to jest w porzadku?? bo opuszczona zona sie broni??
      Ale najpierw trzeba miec szacunek do siebie, potem mozna szanowac uczucia
      innych. I co to da taka walka przez dziecko?? trzeba to zrozumiec?? Nigdy w
      zyciu!!!! jak sie kocha, a juz jak sie kocha dziecko, to nie uzyje sie go nigdy
      w zyciu do "ukarania" tego drugiego. Bo nie jego sie kaze, tylko rani sie
      dziecko. I chocby nie wiem co, na take metody nie ma zadnego usprawiedliwienia.
      Jest tylko egoizmy bez granic. I nic tego nie usprawiedliwia. I mozna sie
      rozejsc w spokoju i wszystko da sie pogodzic. I dziecko nie traci zadnego
      rodzica. Dlaczego niby??? Bo nie mieszka pod jednym dachem?? Dziecko moze
      zyskac nowy dom, nowych przyjaciol i nie tracic nic. To wszystko zalezy od
      kultury rodzicow i ich szaconku dla siebie nawzajem.
      • Gość: radojka Re: Do Tully IP: 192.168.31.* 26.11.01, 15:00
        Natascha! Jesteś chodzącym wręcz ideałem. W wielu punktach z Tobą się zgadzam.
        Ale kilku nie pojmuję. Rozumiem i wiem, żemożna tak ułożyć życie, że dziecko
        będzie czuło się dobrze i nikt nic nie będzie próbował nic wygrywać. Choć jest to
        bardzo często trudne, gdy w grę w chodzą takie wielkie emocje. OK. Natomiast, z
        całym szacunkiem, ale zasidanie do stołu wigilijnego z byłym małżonkiem, jego
        aktualną żoną i swoim aktualnym mężem?!!!! To już gruba przesada. Piszesz, że ani
        was miłość ani przyjaźń nie łączy. To co? Masochistka jesteś?
        Pozdrawiam
        • Gość: Natascha Re: Do Radojki IP: *.proxy.aol.com 26.11.01, 18:36
          A dlaczego zasiadanie do sttolu wigilijnego wszyscy razem to przesada?? w koncu
          to jest swieto pojednania, rodziny. I ja w tym nie widzenic zlego? Nawet dla
          obcego przybysza stawia sie dodatkowe nakrycie. Dlaczego nie moglo by byc dla
          zony mojego bylego meza? albo mojego aktualnego meza?? Oczwiscie, ze gdyby nie
          corka nie byloby nas razem, ale jest dziecko, sa jego rodzice i nowi partnerzy
          tych rodzicow. Co tu w tym dziwnego?? W koncu ta kobieta zajmuje sie tez moim
          dzieckiem i dlaczego mialby byc moim wrogiem?? A moj maz? dziecko mieszka z
          nami,i tez zajmuje sie dzieckiem mojego ex meza. Woec jakby na to nie patrzec
          powinnismy zyc w zgodzie. Nie musimy sie kochac, ale poprawne uklady musza byc.
          A z ojcem mojego dziecka nie wiaze mnie nic. zadna przyjazn i ni jestem
          masochistka. Lubie go po prostu, to jest ktos, kogo kocha moje dziecko,
          mielismy piekny czas razem. I o wszystko. I narawde zycze mu wszystkiego
          najlepszego, bo jest tego wart. I nie widze w tym nic dziwnego.
          • tully Re: Do Radojki 27.11.01, 08:39
            Ja widzę to tak - uczucia wygasły, ale nie zastąpiła ich nienawiść, czy inne
            paskudztwa. Oboje popełnili błędy, nie chcą już być mężem i żoną, ale nadal
            łączy ich wspólne dziecko, wspomnienia i to, że byli kiedyś małżeństwem. Dla
            mnie ten układ - Nataschy i jej byłego męża jest godny najwyższego szacunku i
            podziwu. Nie niszczy się w ten sposób wspomnień, tamtych wszystkich lat - a
            przy tym nie cierpi dziecko - istotka, która wcale nie jest winna temu, że
            rodzice się nie dogadali.
            • Gość: radojka Re: Do Nataschy i do Tully IP: 192.168.31.* 27.11.01, 11:28
              Moje drogie.
              Nie mam nic przeciwko spotkaniu w takim "doborowym" towarzystwie w pierwszy,
              drugi dzień Świąt przy kawie, na obiedzie,itp. Ale w wigilię?? Nie, nie
              przekonacie mnie. Mimo mojego bardzo pozytywnego nastawienia do prawie byłej
              żony mojego mężczyzny, mimo póki co bardzo dobrych układów pomiędzy nimi,
              wybaczcie ale nie chciałabym spędzać z nią wigilii. Tully, sama pisałaś o
              rozterkach jakie masz, o chwilach zazdrości, o braku sił. Jak to się ma do
              wspólnej wigilii? Zaznaczam, że ja ten etapmam już dawno za sobą. Nie jestem
              już zazdrosna o ich wspólną przeszłość. Ale daleka jestem od popadania w
              euforię, że teraz to już my wszyscy szczęśliwa jedna rodzina. Phi. Nie wierzę.
              Tully, wysyłam do Ciebie i do Kagi maila. Pozdrawiam
              • natascha Re: Do Nataschy i do Tully 27.11.01, 11:33
              • natascha Re: Do Radojki 27.11.01, 12:01
                Wiesz, ja cie zupelnie nie rozumiem. Dlaczego piszesz "doborowe" towarzystwo?
                Dlaczego ten cuzyslow?? I o co jestes zazdrosna o przeszlosc? O byla zone? tego
                to juz zupelnie nie moge pojac?? Wszscy jestesmy doroslymi ludzmi. Kazdy ma
                kawal zycia za soba. Miedzy nami stoi dziecko. Mala dziewczynka,ktora kocha
                swoich rodzicow. I czasami zartujemy sobie, ze ona jest wspolczesna sierota.
                Dwie matki dwoch ojcow. Ale to sa zarty, ona ma jedna mame i jednego tatusia. I
                mamusia z tatusiem ja kochaja. Naprawde. Chcielismy ja miec, ciezko na nia
                pracowalismy i oboje ponosimy za jej wychowanie i przyszlosc pelna
                odpoiedzialnosc. I jestesmy tego swiadomi. I mielismy do wyboru. Albo zostac
                rodzina, niby dla jej dobra, i zyc obok siebie ze swiadomoscia, ze nam zycie
                ucieka przez palce i czasu nic nie wroci. Albo sie rozejsc, byc szzcesliwym i
                zrbic wszystko, dla jej dobra. Wybralismy to drugie. Swiadomie. Rozeslismy sie
                w jaknajlpszej zgodzie. Nie bylo ani tej trzeciej, ani tego trzeciego. Po
                prostu przestalismy sie kochac, nasze drogi zyciowe sie rozeszly. Mieszkalismy
                pod jednym dachem, ale draznila nas juz samam obecnosc tego drugiego. Nie
                rozmawialismy ze soba, nie wychodzilismy razem, laczyly nas tylko sprawy
                dziecka. Moj maz byl coraz brdzij milczacy a ja coraz bardziej agresywna. Kazdy
                uciekal z domu na swoj sposob. Dziecko cierpialo podwojnie. No wiec rozeszlismy
                sie. I w tej chwili kazdy m swoje zycie, taus tu przychodzi kiedy tylko zechce.
                W chorobie dziecka, zostaje na noc i czuwa nad nia. Bo ona tego potrebuje. I
                co? ja mam powiedziec: nie, idz sobie? Wybacz, ale dla mnie to by bylo
                nieludzkie. Kiedys z tej malej dziewczynki wyrosnie duza panna i to wszystko
                sie skonczy. Trzeba tylko poczekac. I gdzie tu jest miejsce na zazdrosc i o co?
                O mnie, jako bylej zony? Wybacz, nikt nie wie co mu zycie przyniesie i trudno
                wymagac, zeby przeszlosc czlowieka byla nieskazitelna. My bylismy rodzina,
                kochalismy sie kiedys i szlismy kawalek prez zycie wspolnie. I tego nie da sie
                wymazac.I jesli sie wiaze z czlowiekiem, ktor kiedys mial inna rodzine, trzeba
                to po prostu zaakceptowac, bo to bylo jego zycie. I koniec. I ja nie roszcze
                sobie zadnych pretensji do mojego bylego meza, szanuje jego odrebnosc, nie
                wydzwaniam do niego ani on do mnie. Nie pakuje sie w jego obecne zycie. Ja
                jestem przeszlosc i nic wiecej. Nie wspominamy publicznie naszych wspolnych
                lat. W ogle tego nie wspomninamy. Wystepujemy i bedziemy wystepowac tylko
                zawsze jako rodzice wspolnie. Nic wiecej. I moze naprawde zeby takie cos
                osiagnac trzeba umiec sobie jasno powiedziec, ze milosc minela, trzeba miec
                odpowiedni poziom kultury i cos w glowie. No i przede wszystkim kochac dziecko.
                Nigdy nie powiem zlego slowa o tatusiu, nie krzywie nosem na telefon do niego i
                nie mowie nic na telefon od niego. Ich sprawa. Dziecko nie jest moja
                wlasnoscia, kiedys pojdzie swoja droga a ja musze ja na te droge dobrze
                wyposazyc. W milosc, w wiare w siebie,w poszanowanie drugiego czlowieka, w
                szacunek do siebie i innych. A jak moge to zrobic, jesli moje postepowanie
                byloby inne? I wierz mi Radojko, tak naprawde jest.
                • Gość: radojka Re: Do Radojki IP: 192.168.31.* 27.11.01, 13:55
                  Natascha.
                  Chyba nie czytasz zbyt dobrze tego co napisałam. Odnosisz to co napisałam do
                  wszystkiego. A ja niedowierzam tylko tej części związanej z wigilijną kolacją.
                  I już. I będę niedowierzać. To co robisz na codzień, jak postępujesz względem
                  dziecka, względem byłego męża - to są normalne zachowania, przynajmniej dla
                  mnie. I nic mnie nie dziwi w Twoim postępowaniu. I wiele osób tak postępuje,
                  nie tylko Ty. Ale co do wigilii, co to to nie. Pozdrawiam Cię
                  • natascha Re: Do Radojki 27.11.01, 16:36
                    Wiesz Radojka, moze to dlatego, ze wigilia jest glownie dla dziecka, zeby mialo
                    swoje prezenty, swiatelka na choince i uroczysta kolacje. Prawdziwie swietujemy
                    dopiero w pierwszy dzien i to juz kazdy we wlasnym gronie. Po kolacji w
                    wigilie, po rozpakowaniu prezentow i dopiciu wina rozchodzimy sie. Ta kolacja
                    jest wczesniej, zeby tamci zdazyli jeszcze gdzie chca. Tego roku tez nie bedzie
                    inaczej. Pozdrawiam.
                    • Gość: radojka Re: Do Nataschy IP: 192.168.31.* 28.11.01, 08:43
                      natascha napisał(a):

                      > Wiesz Radojka, moze to dlatego, ze wigilia jest glownie dla dziecka, zeby mialo
                      >
                      > swoje prezenty, swiatelka na choince i uroczysta kolacje. Prawdziwie swietujemy
                      >
                      > dopiero w pierwszy dzien i to juz kazdy we wlasnym gronie. Po kolacji w
                      > wigilie, po rozpakowaniu prezentow i dopiciu wina rozchodzimy sie. Ta kolacja
                      > jest wczesniej, zeby tamci zdazyli jeszcze gdzie chca.


                      Witam Cię Natascho.
                      No widzisz, niepotrzebnie górę wzięły emocje. A należało zacząć od tego co dla
                      kogo jest ważniejsze. Wigilijna kolacja, pierwszy, a może drugi dzień Świąt. Dla
                      mnie jakoś ważniejsza jest wigilijna kolacja, wieczór po niej i Pasterka. I
                      dlatego tak się dziwiłam, bo dla mnie jest to czas dla najbliższych mi osób. Ale
                      rozumiem że macie to poukładane inaczej. I dobrze. I życzę Wam miłych dwóch
                      wigilijnych kolacji. Pierwszej dla dzieci, drugiej dla Was, każdej pary z osobna.
                      Pozdrawiam Cię serdecznie.
                      Radojka
              • tully Re: Do Nataschy i do Tully 27.11.01, 12:13
                Radojko...każda sytuacja jest inna. To wszystko zależy od tego, jaka jest ta
                trójka czy piątka i jakie są między nimi układy. Podziwiam Nataschę i jej męża
                za to, że potrafili. Nie wiem jak ja sama bym się zachowywała, ale podziwiam
                tak czy siak:)
                • Gość: Malwina Re: ufff Malwina ale ty jestes glupia IP: *.abo.wanadoo.fr 27.11.01, 16:32
                  na wstepie pragne wyreczyc kretyna ktory wzial prenumerate obelg na czas nie ograniczony, niech sie
                  nie meczy chlop....

                  Zrozumialam wreszcie dlaczego sama mysl zaangazowania sie w malzenski zwiazek wywoluje u mnie
                  plamy alergiczne : bo to jest ciezka praca ! A poniewaz pracy mam dosc i ciezkosci wszelkich tez, ani
                  mi w glowie w jakis straszny kierat sie wprzegac....(zartuje)

                  trzy malzenstwa na cztery rozwodza sie w pierwszych dziesieciu latach we fr...
                  décadence et chute de l'empire

                  No ale oczywiscie francja ten kraj rozpusty nie moze byc jakimkolwiek przykladem dla muzul ...
                  tfu !katolikow z moralnoscia w sztandarze
                  (o rany gdybyscie wiedzieli czego nie wiecie....)
                  Vive l'amour !
                  • tully Do Malwiny 28.11.01, 08:26
                    Malwino, ale zawsze można mieć nadzieję, że się będzie tym czwartym...:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka