frodo79
08.06.06, 21:38
Moze mój przypadek nie jest odosobniony ,ale mam problem.Od dłuższego czasu ( tj.od kilku lat) czuję wewnętrzny strach ,strach przed przyszłością ,strach przed życiem ,przed otwarciem się na innych ludzi.Są dni kiedy funkcjonuję w miarę normalnie ,potrafię się śmiać ,żartować ,dostrzegać pewne niuanse ,które czynią życie przyjemnym ,ale także zdarzają się okresy kiedy nie mogę się pozbierać do przysłowiowej "kupy".Często czuję się samotnie.Są znajomi ,jest rodzina i to jest w tym wszystkim najgorsze ,że nawet tym najbliższym nie ufam ,boję się że mnie okłamują ,chociaż wiem ,że chcą dobrze.Czuję wewnętrzny stres ,którego nie potrafię rozładować ,boję się ,że każda moja decyzja ,każdy mój ruch, gest może zadecydować o powodzeniu lub niepowodzeniu tego co będzie się działo w przyszłości.Każda ,nawet najmniejsza porażka mjest dla mnie pewnym urazem ,pewnym takim "sakofagiem" z którego nie mogę wyjść ,lub nie znam drogi wyjścia.Staram się znaleźć antidotum ,jakąś receptę ,która pomogłaby mi odrzucić stres ,strach ,ciągłe napięcie ,ale nie potrafię. Zdaję sobie sprawę ze swoich wad ,ze swoich niedoskonałości ,chciałbym z nimi walczyć ,iść jakoś do przodu ,ale boję się ,że sam nie dam rady ,że nie będę miał oparcia w nikim ,nawet w najbliższych ,bo widzę czasami sam ich bezradność ,bezsilność ,brak optymizmu ,zdrowego podejścia do życia.Chciałbym kiedyś żyć tak normalnie jak większość ludzi ,mając embiwalentne podejście do rzeczywistości.Chciałbym coś zmienić ,ale czuję bezsilność...