Dodaj do ulubionych

jak z ta miloscia jest?

IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 21:45
Czy wlasciwe jest tworzenie zwiazku bez milosci? Zawsze myslalam ze samotnosc
to cos co mnie nie dotyczy. Ale coraz trudniej jest mi isc przez zycie samej.
Po prostu potrzebuje meskiego ramienia do oparcia. Jednak problem polega na
tym ze jeszcze nie znalazl sie taki mezczyzna, ktorego bym pokochala.
Ja bym byla w stanie zwiazac sie z kims tylko dlatego ze jest sympatyczny i
nie ma powazniejszych wad, ale pewna bardzo bliska mi osoba twierdzi ze to
swiadome igranie z czyimis uczuciami i ze trzeba czekac na tego jedynego.
Tylko ze ja juz nie mam sily...
Obserwuj wątek
    • Gość: ida Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.csk.pl 20.02.03, 21:59
      Gość portalu: norna napisał(a):

      > Ale coraz trudniej jest mi isc przez zycie samej.

      Ale tak konkretnie, na czym polega trudność (i to w dodatku rosnąca) "iścia"
      przez zycie kobiety, która jest sama?
      Moje odczucia w tej kwestii są zupełnie odmienne...
      Nie jestes w stanie sama o siebie zadbać i szukasz kogoś kto cie w tym dbaniu
      wyręczy?



      • Gość: inka_sama Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.02.03, 22:24
        Gość portalu: ida napisał(a):
        > Ale tak konkretnie, na czym polega trudność (i to w dodatku rosnąca) "iścia"
        > przez zycie kobiety, która jest sama?
        > Moje odczucia w tej kwestii są zupełnie odmienne...
        > Nie jestes w stanie sama o siebie zadbać i szukasz kogoś kto cie w tym dbaniu
        > wyręczy?

        Wiesz Ida , ty jestes kobieta niezalezna i samowystarczalna...
        Nie ja jestem autorka ale powiem ci co MNIE sprawia trudności.
        Że gdy jestem chora - i dzieci chore - nie ma mi kto kubka picia podać. Bo nie
        będę do rodziny dzwonić o 4 nad ranem wpedzajac ich w panike.
        Że lekarz odmawia przyjścia z wizyta domowa (!) bo za blisko mieszkam(!!!) i
        wloke się chora z chorym dzieckiem - a drugie chore musze zostawic samo w
        domu(!).
        Ze w normalnej juz sytuacji nie moge się przytulić do kogos wieczorem - i nie
        tylko wieczorem - i opowiedziec o tym co mi w duszy gra. Klawiatura i forum to
        nie to samo, ale cóż , z braku laku... Potzreba mi zwykłej bliskości fizycznej
        drugiego człwoieka - i nie da tego przytulenie sie do dziecka ani do zwierzaka
        domowego.
        Potrzeba bycia z kims blisko jest gdzies we mnie głęboko.
        Byc oparciem dla kogos i samemu móc sie oprzec na kims. Przyjaciele - tak. Ale
        oni maja własne rodziny i zobowiazania. Pomoga. Ale nie wyobrażam sobie
        ciagania kolegi-przyjaciela w środku nocy by podał mi szklanke wody i środki
        przeciwgoraczkowe.
        Zreszta co ja tu wypisuje.
        Potrzeby miłości - kochania i bycia kochanym - większości ludzi nie udaje sie
        wyrzec.
        Choc bywają wyjatki, czyz nie?

        • Gość: ToeToe Do Idy IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.02.03, 22:27
          Wiesz co, chyba zadnych wyjatkow nie ma.. Ci co tak twierdza nie sa do konca
          uczciwi sami z soba.
          • Gość: ida Re: Do Idy IP: *.csk.pl 20.02.03, 22:40
            Gość portalu: ToeToe napisał(a):

            > Wiesz co, chyba zadnych wyjatkow nie ma.. Ci co tak twierdza nie sa do konca
            > uczciwi sami z soba.

            Jesli to ostanie zdanie jest pod moim adresem, to ja nigdy nie twierdziłam, że
            tym samowystarczalnym nie zdarza się najzwyczajniej w swiecie zakochać...
            A szklankę wody jestem w stanie sobie sama przynieść, nawet w najwiekszej
            gorączce...
            • Gość: ToeToe To bylo od Inki (n/tx) IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.02.03, 22:48
            • Gość: inka_sama Re: Do Idy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.02.03, 22:52
              Gość portalu: ida napisał(a):
              > A szklankę wody jestem w stanie sobie sama przynieść, nawet w najwiekszej
              > gorączce...

              Uhmm. Ja tez...
              Ale schody mi się strzasznei bujały. :)
              Trzymało mnie w pionie wyobrażanie sobie moich dzieci przera zonych mamusia
              lezacą u ich podnóża...

              Jak człowiek musi to wiele jest w stanie zrobic.

              Jednak zajmowanie sie chorymi dziecmi przez równie chora (czyt. zarażajaca)
              matke jest nienajbardziej komfortowym wyjściem. I tyle.
      • Gość: ToeToe Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.02.03, 22:25
        Wychowana na seksmisjii??:))
    • Gość: Imagine Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.unl.edu 20.02.03, 22:33
      Gość portalu: norna napisał(a):

      > Czy wlasciwe jest tworzenie zwiazku bez milosci? Zawsze myslalam ze samotnosc
      > to cos co mnie nie dotyczy. Ale coraz trudniej jest mi isc przez zycie samej.
      > Po prostu potrzebuje meskiego ramienia do oparcia. Jednak problem polega na
      > tym ze jeszcze nie znalazl sie taki mezczyzna, ktorego bym pokochala.
      > Ja bym byla w stanie zwiazac sie z kims tylko dlatego ze jest sympatyczny i
      > nie ma powazniejszych wad, ale pewna bardzo bliska mi osoba twierdzi ze to
      > swiadome igranie z czyimis uczuciami i ze trzeba czekac na tego jedynego.
      > Tylko ze ja juz nie mam sily...

      Nijak jest z ta miloscia. To co my uwazamy za milosc, nie jest nia. To co jest
      prawdziwa miloscia to tak rzadkie jak piecioletni Mozart komponujacy opery.
      Milosc to wielka mistyfikacja. Mozna sie kochac z calym wszechswiatem.
      Pozdr, Imagine.
    • miauczynska Re: jak z ta miloscia jest? 20.02.03, 23:00
      Zupełnie zgadzam się z inką. Samotność to to co opisała i wiele jeszcze
      subtelnych niuansow życia w pojedynkę. Wiem że tym gorzej się ją znosi
      im dłużej bliskości tej drugiej , kochanej osoby się zaznawało. Szklanka wody
      jest tu tylko pretekstem do opisania tęsknoty za kimś bliskim a brak ręki
      która tę szklankę mogłaby podać doskwiera bardziej niż wysoka temperatura
      i ból głowy gdy obok śpi ten kogo kochamy.

      A na miłośc poczekaj jeszcze chwilę jeśli czas Cię nie goni. Warto.
      • Gość: inka_sama Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.02.03, 23:02
        miauczynska napisała:
        > Szklanka wody
        > jest tu tylko pretekstem do opisania tęsknoty za kimś bliskim a brak ręki
        > która tę szklankę mogłaby podać doskwiera bardziej niż wysoka temperatura
        > i ból głowy gdy obok śpi ten kogo kochamy.

        Właśnie tak. Tak to czuje.
        Tylko trudno ujać w słowa to co w sercu siedzi.
      • Gość: ida Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.csk.pl 20.02.03, 23:16
        miauczynska napisała:

        > Zupełnie zgadzam się z inką. Samotność to to co opisała i wiele jeszcze
        > subtelnych niuansow życia w pojedynkę. Wiem że tym gorzej się ją znosi
        > im dłużej bliskości tej drugiej , kochanej osoby się zaznawało. Szklanka wody
        > jest tu tylko pretekstem do opisania tęsknoty za kimś bliskim a brak ręki
        > która tę szklankę mogłaby podać doskwiera bardziej niż wysoka temperatura
        > i ból głowy gdy obok śpi ten kogo kochamy.


        I jestescie w stanie ot tak sobie pozbawic siebie tego zgoła metafizycznego
        przeżycia jakim jest przynoszenie sobie wody w goraczce???
        Ech ta dzisiejsza młodzież...!

        >
        > A na miłośc poczekaj jeszcze chwilę jeśli czas Cię nie goni. Warto.
        • Gość: ToeToe Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.02.03, 23:18
          Nie lubisz facetow??
          • Gość: ida Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.csk.pl 20.02.03, 23:21
            Gość portalu: ToeToe napisał(a):

            > Nie lubisz facetow??

            Wręcz przeciwnie... Bardzo lubię...;-)))
            Skąd takie podejrzenie, ze mogłabym ich nie lubić?
            • Gość: ToeToe Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.02.03, 23:23
              Stad, ze jezeli ktos pcha sie z ta szklanka wody (bo w ten sposob wyraza troske
              o Ciebie, to glupota byloby leciec po nastepna szklanke, gorzej gdy nikt z ta
              szklanka nie leci..)
              • Gość: ida Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.csk.pl 20.02.03, 23:32
                Gość portalu: ToeToe napisał(a):

                > Stad, ze jezeli ktos pcha sie z ta szklanka wody (bo w ten sposob wyraza
                troske
                >
                > o Ciebie, to glupota byloby leciec po nastepna szklanke, gorzej gdy nikt z ta
                > szklanka nie leci..)


                A nie widzisz żadnej rożnicy między tęsknotą (i tylko tesknotą)za kims kto by
                przyleciał z ta szklanka, a przyjęciem szklanki od kogos kto faktycznie i jak
                najbardziej fizycznie się z ta szklanką pcha?
                • Gość: ToeToe Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.jetstream.xtra.co.nz 20.02.03, 23:36
                  Widze i widze tez to, ze jak czegos nie masz, to twierdzisz, ze tego nie
                  lubisz. Bardzo toksyczna postawa.
                  • Gość: ida Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.csk.pl 20.02.03, 23:40
                    Gość portalu: ToeToe napisał(a):

                    > Widze i widze tez to, ze jak czegos nie masz, to twierdzisz, ze tego nie
                    > lubisz. Bardzo toksyczna postawa.

                    "Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co się ma" jest bardzo toksyczna
                    postawą??? Ciekawe... Ale zapewniam, że ja osobiście lubię pare rzeczy i
                    nie-rzeczy których nie mam...
                    • Gość: ToeToe Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.jetstream.xtra.co.nz 21.02.03, 04:11
                      z ta toksyczna faktycznie troche przegielam....
                      • Gość: ToeToe Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 23:22
                        Wyobraz sobie egoizm jako przedziala od.......do.... Na wartosciach
                        lewostronnych dzialasz jak Ci pod gorge, na tych prawostronnych jak z gorki:))
                        • Gość: ToeToe Ups IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 23:27
                          Powyzszego postu nie powinno tu byc. Sorry.
      • kwieto Ejze! 21.02.03, 00:09
        I to jest to, czego najbardziej brakuje? Tego kogos, kto poda szklanke herbaty?
        Czyli bycie z kims jest po to, by ktos robil za nasza pokojowke/sprzataczke/itd.?

        Wole podejscie Idy. Jest w nim mniej egoizmu.
        • Gość: ToeToe Re: Ejze! IP: *.jetstream.xtra.co.nz 21.02.03, 00:38
          Mi sie wydaje, ze poziom egoizmu(tak jak i poziom wrazliwosci) to = const
          (stala i juz)...
          Myle sie??
          • Gość: Toetoe Re: Ejze! IP: *.jetstream.xtra.co.nz 21.02.03, 00:43
            Wprawdzie to moje wyzej nie na temat, ale tak przy okazji..
          • kwieto Re: Ejze! 21.02.03, 07:42
            Dla danej osoby?
            Nie sadze, bo:
            - jesli chodzi o egoizm, to po diabla istnialby np. rozwoj duchowy (ktory wlasnie w obrebie egoizmu grzebie)
            - jesli chodzi o wrazliwosc (szeroko pojeta) to po pierwsze patrz powyzej, a po drugie (wrazliwosc estetyczna) nie mialyby nic do roboty np. uczelnie zajmujace sie sztuka - ASP, Lodzka Filmowka, Historia sztuki...

            Zreszta - to mozna zwyczajnie zobaczyc, jak wrazliwe osoby sie znieczulaja (lub odwrotnie).

            Z kolei koncepcja ze poziom egoizmu/wrazliwosci jest podobny dla kazdej osoby tez zdecydowanie rozmija sie z doswiadczeniem


            Natomiast wroce do owej szklanki wody (czy herbaty). Ok, to jest tylko synonim, alegoria.
            Ale jest w niej ukryta pewna prawda o czlowieku ktory tak wlasnie pojmuje, okresla milosc.
            Moim zdaniem, osoba ktora teskni za kims kto "by jej podal w potrzebie szklanke herbaty" poszukuje nie milosci, nie partnera a bardziej opiekuna. Ow "ktos" ma byc nie parnerem, nie towarzyszem, ale raczej przedluzeniem rodzicow, ewentualnie zastepnikiem starszego brata.
            I to mnie drazni. Bo widze tu kogos w rodzaju kulawego, ktory poszukuje dla siebie osoby zdrowej, na ktorej moglby sie oprzec.
            Nie tak pojmuje milosc, niestety.

            Nie chodzi o to, zeby odrzucac pomoc ukochanej osoby. Chodzi o to, by wsparcie tego ukochanego nie bylo na pierwszym miejscu.
            Czy rzeczywiscie, wsparcie drugiej osoby to esencja milosci? brrr..

            Znowu mi sie przypomina japonski teatr ktory wystepowal w zeszlym roku na festiwalu teatrow ulicznych.
            Dwoje kulejacych, poranionych ludzi spotyka sie i szuka w sobie wzajemnego wsparcia, wlasnie owej "szklanki herbaty". Ich wzajemne opieranie sie na sobie coraz bardziej przypomina szamotanine, walke, w koncu oboje upadaja...
            • carduus Re: Ejze! 21.02.03, 08:03
              kwieto napisał:

              > Moim zdaniem, osoba ktora teskni za kims kto "by jej podal w potrzebie
              szklanke
              > herbaty" poszukuje nie milosci, nie partnera a bardziej opiekuna. Ow "ktos"
              ma
              > byc nie parnerem, nie towarzyszem, ale raczej przedluzeniem rodzicow,
              ewentual
              > nie zastepnikiem starszego brata.
              *******************
              Och kwieto, bo widzisz, jak się kogoś kocha, to z reguły chce się z nim spędzić
              życie. A życie niestety ma to do siebie, że bywa bardzo prozaiczne. Bo to i
              posprzątać trzeba i jakieś żarełko przygotować, i nawet toaletę powymywać. A to
              z romantyzmem niestety nijak się nie komponuje. A miłość ma tę cudowną zaletę,
              że z komponuje się jednak bardziej. Wyobraź sobie wybrankę swego serca, którą
              trawi gorączka okrutna, no i męczy pragnienie. Ty jestes przy niej i nie podasz
              jej tej szklanki, bo to by oznaczało, że ona nie potrzebuje Ciebie jako Ciebie,
              jako obiektu miłosnych westchnień, tylko Ciebie jako lokaja i pielęgniarza? Bo
              to nieromantyczne, bo wystąpiłbys w roli opienkuna? Tak Ci ta rola ubliża?
              A ince - jestem pewna - równie mocno brakuje porozumienia dusz, rozmów do
              czwartej rano, wygłupów przy zmywaniu naczyń i tego wszystkiego co milością
              nazwiesz. Ale tak to już jest, że kiedy czoło rozpalone, w ustach Sachara, oczy
              nie widzą, ściany tańczą, to jednak nie mo porozumieniu dusz się mysli, tylko o
              tej cholernej szklance wody. Nigdy nie chorowałeś, czy jak? A może to mamusia
              tę wodę podawała?


              > Nie chodzi o to, zeby odrzucac pomoc ukochanej osoby. Chodzi o to, by
              wsparcie
              > tego ukochanego nie bylo na pierwszym miejscu.
              > Czy rzeczywiscie, wsparcie drugiej osoby to esencja milosci? brrr..
              ********************
              To nie esencja miłości, ale jej nieodłączna część. Zresztą któż wie, co jest
              esencją miłości?


              carduus
              • kwieto Re: Ejze! 21.02.03, 08:28
                carduus napisała:

                > Och kwieto, bo widzisz, jak się kogoś kocha, to z reguły chce się z nim spędzić
                >
                > życie. A życie niestety ma to do siebie, że bywa bardzo prozaiczne. Bo to i
                > posprzątać trzeba i jakieś żarełko przygotować, i nawet toaletę powymywać. A to
                >
                > z romantyzmem niestety nijak się nie komponuje.

                To akurat jest przeciez dosc oczywiste?
                Ale zaznaczam - ja nie krytykuje prozaicznosci, mnie zastanawia to, ze za owa prozaicznoscia najbardziej sie teskni.
                Bo jesli najbardziej brakuje nam kogos kto by "podal szklanke herbaty", to czy nie moze go zastapic rownie dobrze pani z opieki spolecznej?
                Tak mi sie wydaje, ze to jednak nie o to chodzi :"))


                A miłość ma tę cudowną zaletę,
                > że z komponuje się jednak bardziej. Wyobraź sobie wybrankę swego serca, którą
                > trawi gorączka okrutna, no i męczy pragnienie. Ty jestes przy niej i nie podasz
                >
                > jej tej szklanki, bo to by oznaczało, że ona nie potrzebuje Ciebie jako Ciebie,
                >
                > jako obiektu miłosnych westchnień, tylko Ciebie jako lokaja i pielęgniarza? Bo
                > to nieromantyczne, bo wystąpiłbys w roli opienkuna? Tak Ci ta rola ubliża?

                Przeczytaj UWAZNIE moj post. Wyraznie zaznaczylem, ze brak oczekiwania ze cos takiego nastapi nie oznacza, ze taka pomoc bedzie sie odrzucac.
                Problem polega nie w samym opiekowaniu sie, ale w OCZEKIWANIU, czyli wlasciwie WYMAGANIU opieki. Mam nadzieje, ze rozumiesz ta subtelna roznice?
                Dziewczyna w potrzebie bede sie opiekowal. I sam od niej przyjme pomoc. Ale potrafie rowniez poradzic sobie sam, gdy taka pomoc nie nadejdzie. I nie jest (pomoc) naczelna rzecza, ktorej by mi brakowalo w zyciu samotnym.


                > A ince - jestem pewna - równie mocno brakuje porozumienia dusz, rozmów do
                > czwartej rano, wygłupów przy zmywaniu naczyń i tego wszystkiego co milością
                > nazwiesz. Ale tak to już jest, że kiedy czoło rozpalone, w ustach Sachara, oczy
                > nie widzą, ściany tańczą, to jednak nie mo porozumieniu dusz się mysli, tylko o
                > tej cholernej szklance wody. Nigdy nie chorowałeś, czy jak? A może to mamusia
                > tę wodę podawała?
                >

                Szyderstwo nie jest tu zbyt dobre. W razie goraczki potrafie sobie poradzic. A gdy ostatnio mialem 39stopni, to wyganialem dziewczyne jak najdalej, (czyli do jej rodzicow) zeby nie zarazila sie ode mnie.
                Wyczuwasz tu pewna roznice zachowan?


                > To nie esencja miłości, ale jej nieodłączna część. Zresztą któż wie, co jest
                > esencją miłości?
                >

                Oczekiwanie pomoc to IMHO raczej nie jest czesc milosci
                Pomoc jako taka jest pewnym elementem milosci, ale tez przyjazni na przyklad.
                I wcale nie wiem, czy pomoc (jako ta szklanka herbaty) powinna byc w przypadku milosci az tak bardzo akcentowana.
                • carduus Re: Ejze! 21.02.03, 10:23
                  kwieto napisał:

                  ze za owa p
                  > rozaicznoscia najbardziej sie teskni.
                  ********************

                  Ale przecież to nie tak, że za ta prozą życia tęsknimy najbardziej i oczywiście
                  nie tak, że za nią tęsknimy wciąż. Po prostu bywają w życiu chwile, kiedy
                  właśnie takich prozaicznych rzeczy najbardziej nam brakuje.

                  > Bo jesli najbardziej brakuje nam kogos kto by "podal szklanke herbaty", to
                  czy
                  > nie moze go zastapic rownie dobrze pani z opieki spolecznej? Tak mi sie
                  wydaje, ze to jednak nie o to chodzi :"))
                  >
                  >

                  *******************

                  No właśnie. Nie wierzę, że ktokolwiek mógłby nie dostrzec różnicy. Oczywiście z
                  braku laku... Ale wiesz dobrze i Ty i ja, że to zupełnie co innego jesli
                  opiekuje sie Tobą w chorobie ktoś, kogo kochasz i kto kocha Ciebie, niż ktoś
                  wynajęty do opieki ( z całym szacunkiem dla opiekunów i pielęgniarek).


                  Wyraznie zaznaczylem, ze brak oczekiwania ze cos t
                  > akiego nastapi nie oznacza, ze taka pomoc bedzie sie odrzucac.
                  > Problem polega nie w samym opiekowaniu sie, ale w OCZEKIWANIU, czyli
                  wlasciwie
                  > WYMAGANIU opieki. Mam nadzieje, ze rozumiesz ta subtelna roznice?
                  *******************

                  Wiesz, mam prośbę: nie traktuj mnie jak idiotki. Bardzo tego nie lubię.
                  Oczywiście, że rozumiem. Problem w tym, że moim zdaniem owo OCZEKIWANIE (a nie
                  WYMAGANIE) opieki nie jset wcale godne potępienia i ogni piekielnych. Jesli
                  kogoś kocham, to pomagam mu w chorobie i spodziewam się, że jesli ja zachoruję,
                  ten ktoś, jeśli mnie kocha, również mi pomoże. Bo brak pomocy w takich
                  przypadkach od razu nasuwa podejrzenie, że może jednak nie kocha. Wiesz jak to
                  jest: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.



                  > Dziewczyna w potrzebie bede sie opiekowal. I sam od niej przyjme pomoc. Ale
                  pot
                  > rafie rowniez poradzic sobie sam, gdy taka pomoc nie nadejdzie. I nie jest
                  (pom
                  > oc) naczelna rzecza, ktorej by mi brakowalo w zyciu samotnym.
                  ******************

                  Ależ nikt nie mówi o tym, że ma to byc ową "rzeczą naczelną". Bywają jednak
                  momenty, kiedy brakuje własnie tego i myslę, że inka, pisła swój post będąc
                  własnie w takim przykrym niewątpliwie momencie.


                  Nigdy nie chorowałeś, czy jak? A może to mamu
                  > sia
                  > > tę wodę podawała?
                  > >
                  >
                  > Szyderstwo nie jest tu zbyt dobre.
                  ***************

                  Ależ nie miałam najmiejszego zamiaru szydzić! Faktycznie nie dodałam
                  nawiasków, przepraszam, nie chciałam Cię urazić.


                  W razie goraczki potrafie sobie poradzic. A
                  > gdy ostatnio mialem 39stopni, to wyganialem dziewczyne jak najdalej, (czyli
                  do
                  > jej rodzicow) zeby nie zarazila sie ode mnie.
                  > Wyczuwasz tu pewna roznice zachowan?
                  ********************

                  Po pierwsze 39 to jeszcze nie taka straszna gorączka.
                  Po drugie: ludzie różnie odczuwają owe 39 stopni. Ty mogłeś się czuć na tyle
                  dobrze, że radziłes sobie świetnie sam, inny by umierał prawie.
                  Po trzecie: czyżbys był pierwszym namacalnym okazem mężczyzny
                  NIEHIPOCHONDRYKA???? Nie wierzę:-))))


                  > Oczekiwanie pomoc to IMHO raczej nie jest czesc milosci
                  > Pomoc jako taka jest pewnym elementem milosci, ale tez przyjazni na przyklad.
                  **************
                  Nie wiem, może rzeczywiście jestem nienormalna, ale dla mnie prawdziwa miłość
                  bez przyjaźni nie istnieje. Nie istenije również prawdziwa miłość, bez chęci
                  niesienia pomocy.


                  > I wcale nie wiem, czy pomoc (jako ta szklanka herbaty) powinna byc w
                  przypadku
                  > milosci az tak bardzo akcentowana.
                  **************
                  Jeszcze raz zaznaczam, że bywają takie chwile w życiu, kiedy naprawdę o niczym
                  innym się nie marzy. Nie mów, że tego nie rozumiesz, bi pomyslę, że nigdy nie
                  cierpiałes tak naprawdę (mam tu na mysli cierpienie fizyczne, a nie usychanie z
                  tęsknoty na przykład). Jak coś człowieka mocno boli, to nie ma nic OPRÓCZ BÓLU.
                  Chyab, że jest sie Bondem. Ja nie nie jestem:-)))

                  carduus
                  • kwieto Re: Ejze! 21.02.03, 18:54
                    carduus napisała:

                    > Ale przecież to nie tak, że za ta prozą życia tęsknimy najbardziej i oczywiście
                    >
                    > nie tak, że za nią tęsknimy wciąż. Po prostu bywają w życiu chwile, kiedy
                    > właśnie takich prozaicznych rzeczy najbardziej nam brakuje.
                    >

                    Co nadal nie przekonuje mnie do argumentu "szklanki herbaty" :")



                    > No właśnie. Nie wierzę, że ktokolwiek mógłby nie dostrzec różnicy. Oczywiście z
                    >
                    > braku laku... Ale wiesz dobrze i Ty i ja, że to zupełnie co innego jesli
                    > opiekuje sie Tobą w chorobie ktoś, kogo kochasz i kto kocha Ciebie, niż ktoś
                    > wynajęty do opieki ( z całym szacunkiem dla opiekunów i pielęgniarek).
                    >

                    Nadal nie wyczuwasz niestety o co mi chodzi. Ok, tak jest przyjemniej, niz gdy opiekuje sie mna pani z opieki. Ale, czy istota milosci sprowadza sie wlasnie do takiej opieki?
                    Czy jest to na tyle istotne dla milosci, ze gdy milosci brakuje, brak tego wychodzi na pierwszy plan? A jesli tak, to czy nie jest przypadkiem tak, ze brakuje nam nie milosci jako takiej, ale bycia kochanym przez kogos? (dla mnie jest to istotna roznica)



                    > *******************
                    >
                    > Wiesz, mam prośbę: nie traktuj mnie jak idiotki. Bardzo tego nie lubię.
                    > Oczywiście, że rozumiem. Problem w tym, że moim zdaniem owo OCZEKIWANIE (a nie
                    > WYMAGANIE) opieki nie jset wcale godne potępienia i ogni piekielnych. Jesli
                    > kogoś kocham, to pomagam mu w chorobie i spodziewam się, że jesli ja zachoruję,
                    >
                    > ten ktoś, jeśli mnie kocha, również mi pomoże. Bo brak pomocy w takich
                    > przypadkach od razu nasuwa podejrzenie, że może jednak nie kocha. Wiesz jak to
                    > jest: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
                    >

                    Wiesz, problem w tym, ze otrzymalem bardzo solidna chrzescijanska edukacje (mimo iz deklaruje sie jako niewierzacy) i caly czas slyszalem, ze istota milosci jest DAWANIE. Oczekiwanie mi sie z tym dawaniem jakos nie kojarzy. Problem w tym, ze jesli rozumuje na zasadzie "ja sie opiekuje to i mna sie POWINNO opiekowac", to milosc zaczyna przypominac handel. Kiedys uslyszalem bardzo ladna definicje tego co chce powiedziec - ktos nazwal to "bomba oczekiwan".

                    Myslenie w kategoriach oczekiwan w stosunku do tej drugiej osoby zawsze ma w sobie pierwiastek egoizmu. wlasnie z oczekiwan bierze sie wiekszosc nieporozumien w zwiazkach. Bo jedno chce to, a drugie chce tamto. I oboje OCZEKUJA, ze to drugie pojdzie im na reke. Przeciez kocha, no nie?



                    > > Dziewczyna w potrzebie bede sie opiekowal. I sam od niej przyjme pomoc. Al
                    > e
                    > pot
                    > > rafie rowniez poradzic sobie sam, gdy taka pomoc nie nadejdzie. I nie jest
                    >
                    > (pom
                    > > oc) naczelna rzecza, ktorej by mi brakowalo w zyciu samotnym.
                    > ******************
                    >
                    > Ależ nikt nie mówi o tym, że ma to byc ową "rzeczą naczelną". Bywają jednak
                    > momenty, kiedy brakuje własnie tego i myslę, że inka, pisła swój post będąc
                    > własnie w takim przykrym niewątpliwie momencie.
                    >

                    Tak, ale ile jest takich dni w roku? Piec? dziesiec? jesli jest ich wiecej, to znaczy ze jest z nami niezupelnie w porzadku i powinnismy zajac sie spojrzeniem nieco glebiej w siebie. A pojawienie sie "ukochanego" nie rozwiaze problemu.

                    Oczywiscie mowie tu o w miare zdrowych fizycznie i psychicznie osobach.

                    >
                    > Nigdy nie chorowałeś, czy jak? A może to mamu
                    > > sia
                    > > > tę wodę podawała?
                    > > >
                    > >
                    > > Szyderstwo nie jest tu zbyt dobre.
                    > ***************
                    >
                    > Ależ nie miałam najmiejszego zamiaru szydzić! Faktycznie nie dodałam
                    > nawiasków, przepraszam, nie chciałam Cię urazić.
                    >

                    Po prostu nie rozumiem komentarza o mamusi i tyle.

                    >
                    > W razie goraczki potrafie sobie poradzic. A
                    > > gdy ostatnio mialem 39stopni, to wyganialem dziewczyne jak najdalej, (czyl
                    > i
                    > do
                    > > jej rodzicow) zeby nie zarazila sie ode mnie.
                    > > Wyczuwasz tu pewna roznice zachowan?
                    > ********************
                    >
                    > Po pierwsze 39 to jeszcze nie taka straszna gorączka.
                    > Po drugie: ludzie różnie odczuwają owe 39 stopni. Ty mogłeś się czuć na tyle
                    > dobrze, że radziłes sobie świetnie sam, inny by umierał prawie.
                    > Po trzecie: czyżbys był pierwszym namacalnym okazem mężczyzny
                    > NIEHIPOCHONDRYKA???? Nie wierzę:-))))
                    >

                    Stereotypy, to nie jest dobry sposob na postrzeganie swiata :")))
                    Mi wystarczy, ze ledwo sie moglem ruszyc z lozka.


                    >
                    > > Oczekiwanie pomoc to IMHO raczej nie jest czesc milosci
                    > > Pomoc jako taka jest pewnym elementem milosci, ale tez przyjazni na przykl
                    > ad.
                    > **************
                    > Nie wiem, może rzeczywiście jestem nienormalna, ale dla mnie prawdziwa miłość
                    > bez przyjaźni nie istnieje.

                    zgadza sie. Ale ja nigdzie nie rozdzielalem przyjazni od milosci. Wiecej, powiedzialem, ze przyjazn (nie polaczona z miloscia) moze w bardzo duzym stopniu zastapic milosc.

                    > Nie istenije również prawdziwa miłość, bez chęci
                    > niesienia pomocy.
                    >

                    Ale tu nie mowimy o checi niesienia pomocy, tylko o zupelnie przeciwleglym biegunie, czyli OCZEKIWANIU na przyjscie pomocy :")
                    Bo przeciez oczekujac ze ktos nam poda ta "szklanke herbaty", raczej nie pomagamy drugiej osobie?

                    >
                    > > I wcale nie wiem, czy pomoc (jako ta szklanka herbaty) powinna byc w
                    > przypadku
                    > > milosci az tak bardzo akcentowana.
                    > **************
                    > Jeszcze raz zaznaczam, że bywają takie chwile w życiu, kiedy naprawdę o niczym
                    > innym się nie marzy. Nie mów, że tego nie rozumiesz, bi pomyslę, że nigdy nie
                    > cierpiałes tak naprawdę (mam tu na mysli cierpienie fizyczne, a nie usychanie z
                    >
                    > tęsknoty na przykład). Jak coś człowieka mocno boli, to nie ma nic OPRÓCZ BÓLU.
                    >

                    W przypadku naprawde wielkiego bolu juz nie ma znaczenia, KTO podaje lekarstwo.

                    Poza tym, mysle ze mieszanie bolu i milosci to nie jest dobry pomysl.
                    Bo bol powinien znalezc ukojenie. Wtedy mozemy mowic o odczuwaniu milosci. Bol zbytnio przyslania wszystko, co nim nie jest.
                    • Gość: inka_sama ech kwieto IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.02.03, 19:09
                      kwieto napisał:
                      > Poza tym, mysle ze mieszanie bolu i milosci to nie jest dobry pomysl.
                      > Bo bol powinien znalezc ukojenie. Wtedy mozemy mowic o odczuwaniu milosci.
                      > Bol zbytnio przyslania wszystko, co nim nie jest.

                      Wiesz kwieto... Może i nie jest to dobry pomysł. Ale w zyciu tak często bywa.
                      Że sie miesza. Samo.
                      Zostaw juz te szklanke z woda bo nie łapiesz istoty sprawy.
                      Nie o wymaganie obsługi tu idzie.

                      Lepiej zamiast pisac co wg ciebie NIE jest miłościa - napisz co dla CIEBIE nia
                      jest.
                      Tylko bez szklanek prosze. I nie filozoficznie jedynie a konkretnie.

                      I tak mam depreche.
                      Nie, to juz Rów Mariański chyba.



                      • kwieto Re: ech kwieto 22.02.03, 11:04
                        Co jest miloscia? Bycie razem. A wlasciwie chec, wola bycia z ta druga osoba.

                        A co do kubkow, ja chyba mam po prostu uraz. Zreszta juz ktos to zauwazyl:
                        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=10489&w=4569493&a=4695266
            • Gość: ToeToe W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.ihug.net 21.02.03, 22:12


              > - jesli chodzi o wrazliwosc (szeroko pojeta) to po pierwsze patrz powyzej, a
              po
              > drugie (wrazliwosc estetyczna) nie mialyby nic do roboty np. uczelnie
              zajmujac
              > e sie sztuka - ASP, Lodzka Filmowka, Historia sztuki...
              >
              Akurat to srodowisko jest mi dosyc bliskie zawodowo. Uczelnie artystycznie
              jedynie bazuja na szeroko pojetej wrazliwosci, nie ksztaltuja, nie modyfikuja,
              ale bazuja. Wiesz mi, ze mozna skonczyc ASP majac zdolnosci manulne i bardzo
              niski poziom wrazliwosci (czytaj talent)..Nie zmienisz swojej percepcji, tak
              juz zostales ukszlaltowany i kropka. Chociaz brzmi to niewesolo. Ale pretensje
              do matki natury...

              > - jesli chodzi o egoizm, to po diabla istnialby np. rozwoj duchowy (ktory
              wlasn
              > ie w obrebie egoizmu grzebie)

              SZEROKOROZUMIANY egoizm z rozwojem duchowym nie ma nic wspolnego.. To jest +/-:
              Idziesz ulica i lizesz loda. Przechodzi kolo Ciebie male dziecko i lapczywie
              patrzy to na loda to Ci w oczy... Jedni sie zmieszaja, druszy w ogole nie beda
              wiedzieli w czym problem (nawet po 10 godzinach medytacji metoda Silvy)...
              • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 22.02.03, 09:18
                Gość portalu: ToeToe napisał(a):

                > Akurat to srodowisko jest mi dosyc bliskie zawodowo. Uczelnie artystycznie
                > jedynie bazuja na szeroko pojetej wrazliwosci, nie ksztaltuja, nie modyfikuja,
                > ale bazuja. Wiesz mi, ze mozna skonczyc ASP majac zdolnosci manulne i bardzo
                > niski poziom wrazliwosci (czytaj talent)..Nie zmienisz swojej percepcji, tak
                > juz zostales ukszlaltowany i kropka. Chociaz brzmi to niewesolo. Ale pretensje
                > do matki natury...
                >

                To dlaczego mi sie takie cos udaje i znam takich, ktorym sie to udaje?
                Co chwila na tym forum wychodzi, ze jestem jakims cudakiem, ktory ze wzgledu na "matke nature" nie powinien istniec.
                Co gorsza, znam wiecej takich cudakow.
                Zaczyna mnie to draznic...


                > > - jesli chodzi o egoizm, to po diabla istnialby np. rozwoj duchowy (ktory
                > wlasn
                > > ie w obrebie egoizmu grzebie)
                >
                > SZEROKOROZUMIANY egoizm z rozwojem duchowym nie ma nic wspolnego.. To jest +/-:
                >


                Co to jest "szeroko rozumiany egoizm"?

                "Egoizm - samolubsto wyrazajace sie w gotowowsci narazania innych na szkody i przykrosci dla osiagniecia wlasnych niewielkich nawet korzysci i przyjemnosci"
                - Slownik wyrazow obcych, wyd XII, PIW, Warszawa 1967

                Ta definicja jest chyba dosc precyzyjna?


                > Idziesz ulica i lizesz loda. Przechodzi kolo Ciebie male dziecko i lapczywie
                > patrzy to na loda to Ci w oczy... Jedni sie zmieszaja, druszy w ogole nie beda
                > wiedzieli w czym problem (nawet po 10 godzinach medytacji metoda Silvy)...

                Zwlaszcza metoda Silvy :")))
                • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 23.02.03, 21:45
                  > > Akurat to srodowisko jest mi dosyc bliskie zawodowo. Uczelnie artystycznie
                  >
                  > > jedynie bazuja na szeroko pojetej wrazliwosci, nie ksztaltuja, nie modyfik
                  > uja,
                  > > ale bazuja. Wiesz mi, ze mozna skonczyc ASP majac zdolnosci manulne i bard
                  > zo
                  > > niski poziom wrazliwosci (czytaj talent)..Nie zmienisz swojej percepcji, t
                  > ak
                  > > juz zostales ukszlaltowany i kropka. Chociaz brzmi to niewesolo. Ale prete
                  > nsje
                  > > do matki natury...
                  > >
                  >
                  > To dlaczego mi sie takie cos udaje i znam takich, ktorym sie to udaje?
                  > Co chwila na tym forum wychodzi, ze jestem jakims cudakiem, ktory ze wzgledu
                  na
                  > "matke nature" nie powinien istniec.
                  > Co gorsza, znam wiecej takich cudakow.
                  > Zaczyna mnie to draznic...
                  >


                  IMO pozytywne myslenie nie dziala po prostu na wszystkie obszary (Ale ja sobie
                  dopiero zdanie na ten temat wyrabiam, wiec...)

                  >
                  > > > - jesli chodzi o egoizm, to po diabla istnialby np. rozwoj duchowy (k
                  > tory
                  > > wlasn
                  > > > ie w obrebie egoizmu grzebie)
                  > >
                  > > SZEROKOROZUMIANY egoizm z rozwojem duchowym nie ma nic wspolnego.. To jest
                  > +/-:
                  > >
                  >
                  >
                  > Co to jest "szeroko rozumiany egoizm"?
                  >
                  > "Egoizm - samolubsto wyrazajace sie w gotowowsci narazania innych na szkody i
                  p
                  > rzykrosci dla osiagniecia wlasnych niewielkich nawet korzysci i przyjemnosci"
                  > - Slownik wyrazow obcych, wyd XII, PIW, Warszawa 1967
                  >
                  > Ta definicja jest chyba dosc precyzyjna?
                  >


                  Jest, ale jeden dla osiagniecia wlasnej korzysci da przeciwnikowi pstyczka w
                  nos, a drugi przeciwnika przydepcze...I kto jest wiekszym egoista??


                  >
                  > > Idziesz ulica i lizesz loda. Przechodzi kolo Ciebie male dziecko i lapczyw
                  > ie
                  > > patrzy to na loda to Ci w oczy... Jedni sie zmieszaja, druszy w ogole nie
                  > beda
                  > > wiedzieli w czym problem (nawet po 10 godzinach medytacji metoda Silvy)...
                  >
                  > Zwlaszcza metoda Silvy :")))
                  >
                  >
                  • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 24.02.03, 07:13
                    Gość portalu: ToeToe napisał(a):


                    > IMO pozytywne myslenie nie dziala po prostu na wszystkie obszary (Ale ja sobie
                    > dopiero zdanie na ten temat wyrabiam, wiec...)
                    >

                    Ale ja nie mowie ani o pozytywnym mysleniu, ani o wszystkich obszarach :"))
                    Tylko o ksztaltowaniu wrazliwosci i egoizmu.


                    > > Co to jest "szeroko rozumiany egoizm"?
                    > >
                    > > "Egoizm - samolubsto wyrazajace sie w gotowowsci narazania innych na szkod
                    > y i
                    > p
                    > > rzykrosci dla osiagniecia wlasnych niewielkich nawet korzysci i przyjemnos
                    > ci"
                    > > - Slownik wyrazow obcych, wyd XII, PIW, Warszawa 1967
                    > >
                    > > Ta definicja jest chyba dosc precyzyjna?
                    > >
                    >
                    >
                    > Jest, ale jeden dla osiagniecia wlasnej korzysci da przeciwnikowi pstyczka w
                    > nos, a drugi przeciwnika przydepcze...I kto jest wiekszym egoista??
                    >

                    W takim razie juz kompletnie nie rozumiem co mialas na mysli mowiac o "szerokopojetym egoizmie" :((

                    Obaj sa egoistami, (choc mi prztyczek w nos kojarzy sie z zartem, przekomarzaniem sie). Mozemy tylko dyskutowac kto jest bardziej bezwzgledny. (ale nie jestem pewny czy to sie tak prosto przeklada na stopien egoizmu)
                    • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 21:57
                      > W takim razie juz kompletnie nie rozumiem co mialas na mysli mowiac
                      o "szerokop
                      > ojetym egoizmie" :((
                      >
                      > Obaj sa egoistami, (choc mi prztyczek w nos kojarzy sie z zartem,
                      przekomarzani
                      > em sie). Mozemy tylko dyskutowac kto jest bardziej bezwzgledny. (ale nie
                      jestem
                      > pewny czy to sie tak prosto przeklada na stopien egoizmu)
                      >


                      Uczepiles sie tego egoizmu jak rzep psiego ogona (dla mnnie to wrazliwosc na
                      drugiego czlowieka), ale bardziej chodzilo mi o problem czy egoizm to const. Wg
                      Ciebie chyba nie, wg mnie tak.
                      Pozdrawiam,
                      tt.
                      • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 24.02.03, 22:07
                        Gość portalu: ToeToe napisał(a):

                        > Uczepiles sie tego egoizmu jak rzep psiego ogona (dla mnnie to wrazliwosc na
                        > drugiego czlowieka), ale bardziej chodzilo mi o problem czy egoizm to const. Wg
                        >
                        > Ciebie chyba nie, wg mnie tak.
                        > Pozdrawiam,
                        > tt.

                        No dobrze, nie wiem jak to jest u Ciebie, ale np. ja, kiedy jestem w dobrym nastroju, jestem zdecydowanie bardziej otwarty na swiat niz wtedy, gdy mam np. chandre.
                        I to sie przeklada rowniez na poziom egoizmu - gdy czuje sie swietnie, zdecydowanie czesciej mam ochote pomagac ludziom, zrezygnowac z wlasnego chciejstwa itd.

                        Ergo - poziom egoizmu zalezy od takich banalnych rzeczy jak nastroj! (copyright do tej sentencji ma OLT :")) )

                        I teraz, wnioskujac dalej - jesli poziom egoizmu zalezy od nastroju, to oznacza, ze powinno sie go rowniez dac ksztaltowac w inny sposob, bardziej swiadomie.
                        Ze swojego podworka wiem, ze jest to jak najbadziej wykonalne
                        • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 23:19

                          >
                          > No dobrze, nie wiem jak to jest u Ciebie, ale np. ja, kiedy jestem w dobrym
                          nas
                          > troju, jestem zdecydowanie bardziej otwarty na swiat niz wtedy, gdy mam np.
                          cha
                          > ndre.
                          > I to sie przeklada rowniez na poziom egoizmu - gdy czuje sie swietnie,
                          zdecydow
                          > anie czesciej mam ochote pomagac ludziom, zrezygnowac z wlasnego chciejstwa
                          itd
                          > .

                          Nic dodac nic ujac. (Wredna prawda)


                          > Ergo - poziom egoizmu zalezy od takich banalnych rzeczy jak nastroj!
                          (copyright
                          > do tej sentencji ma OLT :")) )
                          >
                          > I teraz, wnioskujac dalej - jesli poziom egoizmu zalezy od nastroju, to
                          oznacza


                          A ja uparcie twierdze, ze nastroje nastrojami, ale skurczybykiem trza sie
                          urodzic (no moze uksztaltowac)... Nastroj uwypukla jedynie to co w Tobie tak
                          naprawde siedzi...(Najlepiej sie poznaje ludzi w sytuacjach ekstremalnych)..


                          • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 23:26
                            Wyobraz sobie egoizm jako przedziala od.......do.... Na wartosciach
                            lewostronnych dzialasz jak Ci pod gorge, na tych prawostronnych jak z gorki:))
                            • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 24.02.03, 23:41
                              Czy ja wiem?
                              To nie jest tak jednoznaczne. Ja mam kaca moralnego, jesli zrobie cos, o czym wiem ze jest nie w porzadku wobec innych :(((


                              Poza tym - przed chwila mowilas, ze egoizm jest staly, a teraz mamy juz przedzial :")))
                              • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 23:43
                                ok... staly przedzial
                          • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 24.02.03, 23:39
                            Gość portalu: ToeToe napisał(a):


                            > A ja uparcie twierdze, ze nastroje nastrojami, ale skurczybykiem trza sie
                            > urodzic (no moze uksztaltowac)... Nastroj uwypukla jedynie to co w Tobie tak
                            > naprawde siedzi...(Najlepiej sie poznaje ludzi w sytuacjach ekstremalnych)..
                            >
                            >
                            "eeetam. czysta teoria" - powiedziala wlasnie OLT
                            "tia" - dodala.

                            Moze po prostu wygodniej jest zalozyc, ze egoizm jest const., bo wtedy nie ma po co nad nim pracowac - przeciez i tak sie nie zmieni? :"))

                            zawsze mozna powiedziec "taki sie urodzilem" :((
                            • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 24.02.03, 23:45
                              Mozesz sie nauczyc np optymizmu, ale z pewnoscia nie wrazliwosci (a egoizm -
                              wrazliwosc na siebie i drugiego czlowieka...)
                              • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 25.02.03, 06:59
                                A Swiety Mikolaj??! :"P

                                Ale powaznie - jaka masz podstawe, ze twierdzisz to z tak niezbita pewnoscia?
                                • Gość: ToeToe Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam IP: *.jetstream.xtra.co.nz 25.02.03, 22:13
                                  Kwieto ja wszystko twierdze z niezbita pewnoscia;))
                                  Pozdrawiam,
                                  tt.
                                  >
                                  > Ale powaznie - jaka masz podstawe, ze twierdzisz to z tak niezbita pewnoscia?
                                  >
                                  >
                                  • kwieto Re: W ogole sie z Toba nie zgadzam 25.02.03, 22:24
                                    To jeszcze inaczej.
                                    Zalozmy, ze egoizm zawiera sie w pewnym przedziale. Zatem mozna sprawic, (a przynajmniej starac sie) by caly czas znajdowal sie blisko jego dolnej granicy.

                                    Teraz pytanie, jak okreslic granice tego przedzialu.
                                    Wg mnie sa one bardzo pojemne. Na tyle pojemne, zeby ryzykowne stawalo sie stwierdzenie, ze egoizm jest const. :")))
                                    • Gość: ToeToe :)) IP: *.jetstream.xtra.co.nz 26.02.03, 04:53
                                      Balansujesz miedzy tymi granicami (granice sa stale (const) nie sa zmienne...)
                                      Przy zalozeniach: granica dolna = xx, granica gorna= yy.. Twoj egoizm przyjmuje
                                      wartosc nalezaca do przedzialu <xx, yy> :))... Wartosc egoizmu jest zmienna,
                                      przdzial jest staly..

                                      > To jeszcze inaczej.
                                      > Zalozmy, ze egoizm zawiera sie w pewnym przedziale. Zatem mozna sprawic, (a
                                      prz
                                      > ynajmniej starac sie) by caly czas znajdowal sie blisko jego dolnej granicy.
                                      >
                                      > Teraz pytanie, jak okreslic granice tego przedzialu.
                                      > Wg mnie sa one bardzo pojemne. Na tyle pojemne, zeby ryzykowne stawalo sie
                                      stwi
                                      > erdzenie, ze egoizm jest const. :")))
                                      >
                                      • Gość: ToeToe Re: :)) IP: *.jetstream.xtra.co.nz 26.02.03, 04:58
                                        A granice wyznaczamy w sytuacjach extremalnych :))
                                        • kwieto Const 26.02.03, 07:23
                                          Czyli mozna zalozyc, ze granice to moze byc np. <- ?+1; + ?-1>, zgadza sie? :"P
                                          to ja nie widze roznicy pomiedzy zalozeniem, ze egoizm mozna ksztaltowac w dowolny sposob.
                                          Wazne jest zalozenie, ze mozemy wplywac na to, w ktorym miejscu przedzialu sie znajdujemy.
                                          • kwieto Ups 26.02.03, 07:24
                                            tak myslalem, ze nie przejdzie :(
                                            tam gdzie sa znaki zapytania, powinny byc znaczki nieskonczonosci
                                          • Gość: ToeToe Re: Const IP: *.ihug.net 26.02.03, 09:10
                                            kwieto napisał:

                                            > Czyli mozna zalozyc, ze granice to moze byc np. <- ?+1; + ?-1>, zgadza si
                                            > e? :"P

                                            Po co tw jedynki?? (nieskonczonosc- oo) oo+1=oo i oo-1=oo
                                            Al te skrajne wartosci to juz chyba patologia:))

                                            > to ja nie widze roznicy pomiedzy zalozeniem, ze egoizm mozna ksztaltowac w
                                            dowo
                                            > lny sposob.

                                            > Wazne jest zalozenie, ze mozemy wplywac na to, w ktorym miejscu przedzialu
                                            sie
                                            > znajdujemy.
                                            >
                                            Poniekad chyba tak...
                                            • kwieto Re: Const 26.02.03, 17:55
                                              Gość portalu: ToeToe napisał(a):

                                              > Po co tw jedynki?? (nieskonczonosc- oo) oo+1=oo i oo-1=oo
                                              > Al te skrajne wartosci to juz chyba patologia:))
                                              >

                                              Jedynki po to, by przedzial byl domkniety :") zwroc uwage, ze ograniczylem go nawiasami "<", ">" a nie "(", ")"
                                              a czemu domkniety? No bo jakas granica byc musi :"))


                                              > > Wazne jest zalozenie, ze mozemy wplywac na to, w ktorym miejscu przedzialu
                                              >
                                              > sie
                                              > > znajdujemy.
                                              > >
                                              > Poniekad chyba tak...

                                              :"))))))
                                              • Gość: ToeToe Re: Const IP: *.jetstream.xtra.co.nz 26.02.03, 22:31


                                                > Jedynki po to, by przedzial byl domkniety :") zwroc uwage, ze ograniczylem go
                                                n
                                                > awiasami "<", ">" a nie "(", ")"
                                                > a czemu domkniety? No bo jakas granica byc musi :"))
                                                >

                                                • Gość: ToeToe Re: Const IP: *.jetstream.xtra.co.nz 26.02.03, 22:34
                                                  Wprawdzie nie jestem wrozka, ale obstawiam, ze masz Kwieto wykszlatcenie
                                                  humanistyczne..
                                                  Pozdrawiam,
                                                  tt.
                                                  • kwieto Re: Const 26.02.03, 22:39
                                                    Dlaczego?
                                                  • Gość: ToeToe Re: Const IP: *.jetstream.xtra.co.nz 26.02.03, 22:57
                                                    Dlatego, ze ja jestem matematyk-infromatyk i twierdze, ze to co napisales jest
                                                    nieprawdziwe.
                                                  • kwieto Re: Const 26.02.03, 23:23
                                                    znaczy co, blad w podaniu przedzialu?
                                              • Gość: ToeToe podstawy IP: *.jetstream.xtra.co.nz 27.02.03, 02:14
                                                >Jedynki po to, by przedzial byl domkniety

                                                Bzdura.

                                                >:") zwroc uwage, ze ograniczylem go nawiasami "<", ">" a nie "(", ")"
                                                >a czemu domkniety? No bo jakas granica byc musi :"))

                                                Bzdura...Granice na krancach przedzialow istnieja w obu przypadkach ... A w
                                                przypadku przedzialu obustronnie domknietego naleza do przedzialu..


                                                • kwieto Re: podstawy 27.02.03, 07:27
                                                  no tak, ale dlatego przedzial domkniety uwazam za "wyrazniej zaznaczony".
                                                  choc to rzeczywiscie sprawa nie matematyczna a raczej intuicyjna
                                                  • Gość: ToeToe Re: podstawy IP: *.jetstream.xtra.co.nz 27.02.03, 21:37
                                                    Matematyka to samo zycie:))
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • kwieto Re: podstawy 27.02.03, 21:43
                                                    Wiem, konczylem mat-fiz.
                                                    i mam rodzicow fizyka i matematyczke :")
                                                  • Gość: ToeToe Re: podstawy IP: *.jetstream.xtra.co.nz 27.02.03, 22:06
                                                    :))
    • Gość: ryba Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.blueyonder.co.uk 21.02.03, 00:45
      Powiem Ci jak z ta miloscia jest. Jak juz sie prawie poddasz, ze ta wielka
      milosc nigdy nie przyjdzie, zenisz sie z rozsadku. Jak tylko sie ozenisz lub
      wyjdziesz za maz to nagle ta wielka milosc przychodzi, tylko nie do osoby z
      ktora jestes juz zwiazana. Natomiast jak zdecydujesz poczekac, to bedziesz
      czekac i czekac i czekac...
      • kwieto Re: jak z ta miloscia jest? 21.02.03, 07:43
        Wniosek - nie czekac i nie zenic sie z rozsadku :"))
        • Gość: ryba Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.blueyonder.co.uk 21.02.03, 23:03
          kwieto napisał:

          > Wniosek - nie czekac i nie zenic sie z rozsadku :"))
          >

          Pewnie, tak najbezpieczniej :)))
    • Gość: oak i to się nadaje do rubryki matrymonialne ..... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 08:47
      Czuję się trochę samotna. Więc przydał by sie ktoś, kto będzie w pobliżu w
      razie czego wesprze, w razie czego pomoże, w razie czego przytuli i łzy
      obetrze... ale najważniejsze by się nie petał pod nogami, nie oczekiwał
      wzajemności i nie przeszkadzał zbytnio ... mogę go polubić jeśli już tak bardzo
      mu na tym zależy i niech się cieszy.... no ewentualnie dostanie w naturze
      (EWNTUALNIE podkreślam - jak będzie grzeczny )

      Grunt to szczerość.

      NOMA !!!!! to ja jestem ten książe men-czennik altruista, chcesz wypij całą
      moją krew do ostatka. NOMA nie bądź obojętna napisz:
      men_czennik@tworki.nad.w.pl ))))))
      • miauczynska Tak z ta miłością jest 21.02.03, 10:31
        No i usłyszeliśmy co w trawie piszczy! Tylko my , kobiety , umiemy o miłości
        mówić tym samym językiem i rozumiemy słowa tak jak tego wymaga rozumienie
        słów o miłości. Wszystkie bez wyjątku (w tym ida) doskonale zrozumiałyśmy co
        powiedziała norna i inka , któraś z nas się zgadza całkowicie , któraś w części
        inna wcale , z wyrażoną przez inkę czy nornę tęskonotą a sprowadzanie przez
        kwieto oczekiwania na szklankę wody do głównego symptomu miłości czy ironiczna
        propozycja oaka to już absolutnie męski punkt widzenia. Na szczęście oprócz
        skrajności mamy jeszcze potężną płaszczyznę "pomiędzy" i dobrze że mężczyzn
        z tej płaszczyzny jest wielu. Liczmy , dziewczyny na tę "szklankę wody
        w gorączce" i żarty w czasie zmywania garow i czułe szepty przy kolacji
        i równy oddech w czasie snu naszego mężczyzny obok. Ta z nas która
        jeszcze czeka , niech czeka. Warto. :-)
        • Gość: ida Re: Tak z ta miłością jest IP: *.csk.pl 21.02.03, 19:54
          miauczynska napisała:

          > Wszystkie bez wyjątku (w tym ida) doskonale zrozumiałyśmy co
          > powiedziała norna i inka , któraś z nas się zgadza całkowicie , któraś w
          części
          >
          > inna wcale , z wyrażoną przez inkę czy nornę tęskonotą


          Jak ta inna co wcale sie nie zgadza mogła doskonale zrozumieć co powiedziała
          norna i inka?


          a sprowadzanie przez
          > kwieto oczekiwania na szklankę wody do głównego symptomu miłości czy
          ironiczna
          > propozycja oaka to już absolutnie męski punkt widzenia.


          Ale co takiego złego jest w tym meskim punkcie widzenia?


          Na szczęście oprócz
          > skrajności mamy jeszcze potężną płaszczyznę "pomiędzy" i dobrze że mężczyzn
          > z tej płaszczyzny jest wielu. Liczmy , dziewczyny na tę "szklankę wody
          > w gorączce" i żarty w czasie zmywania garow i czułe szepty przy kolacji
          > i równy oddech w czasie snu naszego mężczyzny obok.


          No, żebyśmy sie tylko nie porzygały z nudów przy takim mężczyźnie z
          płaszczyzny "pomiedzy"...
          Juz na sama myśl o tym, ze przy byle przeziebieniu on upiera się żeby przy mnie
          warowac, napełniac mi lodówke i wciskac szklankę wody robi mi sie niedobrze...
          • miauczynska Re: Tak z ta miłością jest 21.02.03, 23:06

            Gość portalu: ida napisał(a):
            > miauczynska napisała:
            > > Wszystkie bez wyjątku (w tym ida) doskonale zrozumiałyśmy co
            > > powiedziała norna i inka , któraś z nas się zgadza całkowicie , któraś w
            > części
            > > inna wcale , z wyrażoną przez inkę czy nornę tęskonotą
            > Jak ta inna co wcale sie nie zgadza mogła doskonale zrozumieć co powiedziała
            > norna i inka?
            ********************
            Odpowiedź jest prosta , ido i brzmi tak , napisałam:
            Wszystkie kobiety które wypowiedziały się na wątku zrozumiały inkę i nornę
            ale nie wszystkie jednakowo się zgadzają z wyrażoną przez inkę i normę ,
            tęsknotą za bliskością ukochanej osoby.
            W tym stwierdzeniu ujęłam również Ciebie. Przypuszczam bowiem że
            najpierw zrozumiałaś o czym piszą inka i norna żeby potem móc NIE ZGODZIĆ SIĘ
            z ich opinią , czyżbym się myliła?


            ***********************
            > a sprowadzanie przez
            > > kwieto oczekiwania na szklankę wody do głównego symptomu miłości czy
            > ironiczna > propozycja oaka to już absolutnie męski punkt widzenia.
            > Ale co takiego złego jest w tym meskim punkcie widzenia?


            ******************
            Absolutnie nic. Czy ja powiedziałam że jest coś złego? Nie wartościuję tego
            punktu widzenia , stwierdzam tylko że on jest męski i to wszystko.
            Czytasz to co chcesz przeczytać a nie to co ja piszę.
            ******************

            > Na szczęście oprócz
            > > skrajności mamy jeszcze potężną płaszczyznę "pomiędzy" i dobrze że mężczyzn
            > z tej płaszczyzny jest wielu. Liczmy , dziewczyny na tę "szklankę wody
            > > w gorączce" i żarty w czasie zmywania garow i czułe szepty przy kolacji
            > > i równy oddech w czasie snu naszego mężczyzny obok.
            >
            > No, żebyśmy sie tylko nie porzygały z nudów przy takim mężczyźnie z
            > płaszczyzny "pomiedzy"...
            > Juz na sama myśl o tym, ze przy byle przeziebieniu on upiera się żeby przy
            mnie > warowac, napełniac mi lodówke i wciskac szklankę wody robi mi sie
            niedobrze...
            *************************

            A rzygaj sobie do woli lub nie. :-))) Na zdrowie!
      • Gość: norna Re: i to się nadaje do rubryki matrymonialne .... IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 13:10
        Gość portalu: oak napisał(a):

        > Czuję się trochę samotna. Więc przydał by sie ktoś, kto będzie w pobliżu w
        > razie czego wesprze, w razie czego pomoże, w razie czego przytuli i łzy
        > obetrze... ale najważniejsze by się nie petał pod nogami, nie oczekiwał
        > wzajemności i nie przeszkadzał zbytnio ... mogę go polubić jeśli już tak
        bardzo
        >
        > mu na tym zależy i niech się cieszy.... no ewentualnie dostanie w naturze
        > (EWNTUALNIE podkreślam - jak będzie grzeczny )
        >
        Chyba nie bardzo zrozumiales. Nie chodzilo mi o znalezienie sobie zabawki.
        Potrafie sie bardzo angazowac i poswiecac. Nie szukam tez opiekuna bo jestem
        zaradna. Ale czlowiek potrzebuje tez kogos z kim moze porozmawiac, przytulic,
        pocalowac... I nie mowie tu o jakims wykorzystywaniu drugiej strony. Tylko
        partnerstwie, takiej rozszerzonej formie przyjazni.


        > NOMA !!!!! to ja jestem ten książe men-czennik altruista, chcesz wypij całą
        > moją krew do ostatka. NOMA nie bądź obojętna napisz:
        > men_czennik@tworki.nad.w.pl ))))))
        >
        Jak bym byla wampirem, to wierz mi moglabym troche zamieszac w meskim
        towarzystwie. Bo mam co zaoferowac... Ale jak juz napisalam, chyba sie nie
        zrozumielismy
        • Gość: oak można pytanko ?? IP: 213.76.10.* 21.02.03, 16:06
          .... a w zasadzie kilka

          Gość portalu: norna napisał(a):

          > Chyba nie bardzo zrozumiales. Nie chodzilo mi o znalezienie sobie zabawki.
          > Potrafie sie bardzo angazowac i poswiecac. Nie szukam tez opiekuna bo jestem
          > zaradna. Ale czlowiek potrzebuje tez kogos z kim moze porozmawiac, przytulic,
          > pocalowac... I nie mowie tu o jakims wykorzystywaniu drugiej strony. Tylko
          > partnerstwie, takiej rozszerzonej formie przyjazni.
          >

          To co w takim razie rozumiesz pod pojęciem "miłość" ? Skoro powyższe to
          symptomy przyjaźni nie miłości. Zauroczenie oparte jedynie o wezgłowie
          łóżka ??? Bez tego całego tałatajstwa powyżej ?????

          > Jak bym byla wampirem, to wierz mi moglabym troche zamieszac w meskim
          > towarzystwie. Bo mam co zaoferowac... Ale jak juz napisalam, chyba sie nie
          > zrozumielismy

          i po reklamie... ))))
          A tak serio to: CO to jest "męskie towarzystwo" i co znaczy w nim "zamieszać".
          Cholera powstała jakaś nowa partia, a ja nie zrzeszony ))))
    • bellima Re: jak z ta miloscia jest? 21.02.03, 12:57
      warto probowac jej szukac - tej autentycznej ;)

      i ta metaforyczna szklanka wody wiele mówi

      Kilka lat temu bylam z mężczyzna z którym planowałam przyszłość, małżeństwo.
      zakochany we mnie po uszy..
      mieszkalam wtedy z kolezanką. zdarzylo sie ze zachorowalam - temperatura rosla
      z godziny na godzine, kolezanka wyjechala na kilka dni, bylam sama. moj
      mężczyzna zadzwonił- pozno wrocil z pracy- nie przyjedzie do mnie bo jest
      zmęczony a chce jeszcze zrobic zakupy... mialam juz prawie 40 stopni..potwornie
      przykro-nawet nie zapytał czy mi czegos nie trzeba..przeciez ja -kobieta tak
      samodzielna i niezalezna zawsze sobie poradze.. TAK! OCZEKIWAŁAM! ŻE "MIŁOŚĆ"
      MI POMOŻE W TRUDNYM MOMENCIE - ze przynajmniej bedzie obok. NAJBILŻSZA MI
      WÓWCZAS OSOBA! ze nie musze go prosic o pomoc bo to normalne ze ja dostane....
      gdyby to on byl chory- rzucilabym wszystko i przyjechala by pobyc z nim choc
      chwile, potrzymac za reke..
      byłam przerażona i nie wiedziałam co się ze mną dzieje . wpisałam SMS na
      komórce do znajomych prosba o pomoc przygotowujac tak zebym jednym
      nacisnieciem klawisza mogla go wyslac gdyby bylo duzo gorzej. nafaszerowalam
      sie lekami jakie mialam w mieszkaniu- nie bylam w stanie wstac zeby isc do
      apteki..i na szczescie temp. zatrzymala sie na 41 stopni. tak, poradziłam
      sobie sama- ale pamietam ten bol do dzis.kochalam go.

      I nie zycze wam miłości od których nie możecie oczekiwać pomocy w trudnych
      momentach!

      Teraz jestem z kimś innym, zaczelismy się spotykac bo obydwoje akurat samotni-
      a on własciwie całkiem sympatyczny wiec niech tam ..
      - ale nawet gdy mam lekkie przeziębienie -wsiada w samochod i jedzie
      kilkanascie kilometrow by mi przywiezc lekarstwa i zrobic zakupy zebym nie
      miala pusto w lodówce..to zupelnie inne uczucie niz poprzednio.. ale - właśnie
      ta codzienność, te drobne gesty, ta "szklanke wody" na ktora moge liczyc..-to
      jak dopomina się czasem ze chcialby bym więcej od Niego oczekiwała i wymagała
      bo wszystko dla mnie robi z przyjemnoscia....nie wiem .....czy go kocham? co
      to wlasciwie jest miłosc.. jest nam ze soba dobrze, ciepło, bezpiecznie...czy
      to wystarczy na resztę życia?
      • Gość: norna Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 13:16
        dla takich postow warto zyc :-)
      • re_ne Re: jak z ta miloscia jest?/mialczynska/ 21.02.03, 14:14
        Milosc to dawanie. Bezinteresowne oddanie sie, i pomoc drugiemu. Tak jak to
        wlasnie postepuje przyjaciel Belimy. Bo nie tak trudno jest podac komus
        szklanke wody, gdy wystarczy pojsc po nia tylko do kuchni. Ale juz zupelnie
        inaczej wyraza sie ona, kiedy ktos w trosce o inna osobe pokonuje kilometry.
        Jednak dla wielu kobiet to jest i tak jeszcze za malo. Bo w ich pojeciu kochac -
        to znaczy posiadac. I czesto bywa tak, ze kiedy juz kogos posiadamy,
        szczegolnie dotyczy to kobiet, jedna strona probuje sterowac druga, probuje ja
        sobie podporzadkowac. Milosc taka staje sie zaborcza, przestaje byc radosna, i
        staje sie tylko strapieniem. Dlatego uwazam, ze najlepsze sa wolne zwiazki, w
        ktorych w codziennym zyciu nikt nikomu nie wchodzi w droge, i nikt od nikogo
        nie jest zalezny.
        I nie rozumiem zupelnie, dlaczego Miauczynska traktuje wypowiedz Oaki
        jako "ironiczna propozycje"? Co widzisz w tym zlego Miauczynska?


        Pozdr., Rene
      • Gość: inka_sama kwieto i inni IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.02.03, 17:12
        Kwieto mnie dobił.

        Tak stanowczo kobiety lepiej wyczuły o co chodzi.
        Ale ja pamietam wypowiedzi kwieto na temat miłosci jeszcze sprzed wielu
        miesięcy wiec nie jestem zdziwiona.

        Kwieto - niewykluczone że gdyby w tamta noc był w domu mój mąż - i tak
        poszłabym po te wode sama. Bo nie chcaiałbym go budzić, bo on rano do pracy...
        Ale świadomość że on JEST blisko - juz lepiej by mi robiła. Nie pielegniarka.
        Nie płatny opiekun. Osoba która sie kocha.
        .........
        Napisałam więcej ale wyszło mi zbyt osobiscie i wykasowałam.

        Szwy puściły, dziura w duszy, radość życia uciekła. Nowych porcji nie wezmę bo
        przez dziure ucieknie wszystko.
        Miłość. Taki fajny temat.


        • kwieto Inko... 21.02.03, 19:13
          Inko, zrozum.
          Ja nie pietnuje checi niesienia drugiemu pomocy w milosci, ale podejscie w ktorym od milosci sie czegos oczekuje.

          Widzisz, Ty mimo wszystko, mimo goraczki, zapewne nie budzilabys meza. Bo jutro musi do pracy, bo musi odpoczac.
          I wlasnie to jest piekne - nawet w chwilach kiedy samemu zle, mimo wszystko myslisz o dobru tej drugiej osoby.

          Natomiast mowienie o "szklance herbaty" kojarzy mi sie z kims, kto budzi sie w nocy i nastepie szarpie to drugie za ramie ZADAJAC aby pognalo do kuchni przyniesc ta nieszczesna herbate. I to z takim podejsciem nie moge sie zgodzic.
          Oczekiwanie, ze ktos kogo kocham bedzie robil to co bym chcial (przynosil herbate) kojarzy mi sie wlasnie z takim "szarpaniem za ramie".

          Ja po prostu bardzo duza uwage przywiazuje do intencji ktore przyswiecaja danemu dzialaniu.
          • Gość: Alla Re: Inko... IP: *.a2000.nl 21.02.03, 20:04
            Wiesz kwieto ty za grosz emaptii nie masz, a w tematach psychologicznych sie
            wypowiadasz. Slepy ekspert o teorii kolorow tu opowiada.


          • zeglarz_ Re: Inko... 21.02.03, 20:36
            Zajmij się lepiej tym na czym się znasz np. fotografią
            bo tu to tylko się ośmieszasz
            • Gość: ida Re: Inko... IP: *.csk.pl 21.02.03, 20:49
              zeglarz_ napisała:

              > Zajmij się lepiej tym na czym się znasz np. fotografią
              > bo tu to tylko się ośmieszasz


              no proszę, jaka głeboka psychologicznie wypowiedź...
              Ciekawe jak to zawsze znajdzie sie ktoś, kto dokładnie wie kto się osmiesza a
              kto nie... I nie może sobie odpuścić, żey się z innymi ta tajemna wiedzą nie
              podzielić...
          • carduus Re: Kwieto 24.02.03, 11:17
            No dobrze, kwieto, czy jestes w stanie przyznać, że po prostu się NIE
            ZROZUMIELISMY? Ty i z Inką i ze mną? Bo NIGDZIE i NIGDY ŻADNA z nas nie
            twierdziła, że miłość, to przede wszystkim oczekiwanie na pomoc. Więc nie rób z
            nas, proszę potworów, bo nimi nie jesteśmy.
            Owszem chęć niesienia pomocy i czekiwanie pomocy to dwie różne rzeczy. Ale tak
            już jestesmy skonstruowani, że o ile sami kochając chcemy nieść pomoc osobie
            kochanej, to będąc w potrzebie spodziewamy się taką pomoc otrzymać od osoby nas
            kochającej, bo sądzimy, że ona odczuwa podobnie. To nie ma nic wspólnego z
            postawą roszczeniową. Nie twierdzę, że jest OBOWIĄZKIEM niesienie pomocy. nie
            przyjmuje ofiaronwanej mi pomocy, jak czegoś co mi się NALEŻY. ZAWSZE jestem za
            nią WDZIĘCZNA, bo to NIE JEST niczyj obowiązek. Chcę tylko bys zauważył, że
            skoro dla mnie jest rzeczą naturalną pomóc komuś kochanemu w chorobie, to nie
            wyobrażam sobie, że ten ktos nie pomógłby mi. To nie WYMAGANIE. Może robię
            błąd, bo "mierze swoją miarką", ale gdybym takiej pomocy nie otrzymała,
            myślałabym "OK, nie musiał pomagać. Ale jeśli nie pomógł, a w miłości niesienie
            pomocy jest prawie odruchem, to widocznie nie kocha". I na tym to całe
            "oczekiwanie" (z którego Ty robisz "wymaganie") polega. Jesli kogoś kocham,
            chcę mu pamagać. Jesli ktoś kocha mnie, spodziewam sie, że on również będzie
            chciał pomagac mnie. Jasne, że to dwie różne rzeczy. Ale nierozerwalnie ze sobą
            związane.

            carduus
            • kwieto Re: Kwieto 24.02.03, 18:40
              Pamietaj ze caly czas (a przynajmniej mi sie tak wydaje) poruszamy sie w kontekscie watku Norny. A tutaj mamy tytul "jak to z ta miloscia jest" a potem wyznanie "po prostu potrzebuje meskiego oparcia" I caly czas do tego sie odnosze. Wg mnie, oparcie (meskie, zenskie i nijakie) to cos co jest powiazane z miloscia, oczywiscie, ale nie jest istota milosci jako takiej, a tylko marginalnym dodatkiem.
              Oparcie mozna znalezc rowniez np w przyjazni, w rodzinie itd.
              Ja nie krytykuje tu Ciebie czy Inki, ale podejscie ktore zostalo zaprezentowane w tytulowym poscie i kilku nastepnych - utozsamianie milosci z oparciem i owa "szklanka herbaty". A to wg mnie odarcie milosci ze wszystkiego co piekne, a pozostawienie tego co najmniej istotne.
              • procesor KWIETO?? 24.02.03, 23:03
                kwieto napisał:
                > Oparcie mozna znalezc rowniez np w przyjazni, w rodzinie itd.
                >Ja nie krytykuje tu Ciebie czy Inki, ale podejscie ktore zostalo zaprezentowane
                > w tytulowym poscie i kilku nastepnych - utozsamianie milosci z oparciem i owa
                > "szklanka herbaty". A to wg mnie odarcie milosci ze wszystkiego co piekne, a
                > pozostawienie tego co najmniej istotne.

                Wiesz kwieto mnie się zdaje że problem w tym że ty i dziewczyny macie inne
                pojęcie symboliki. :)))
                Bo im chyba chodziło o inna interpretację tego symbolu - szklanki.
                Dla sciebie to proza życia, wymuszanie, związek oparty na wzajemnych
                pretensjach "bo mnie się to nalezy".
                A one chyb ainaczej widza ten symbol - cos jak chłodna woda w upalny dzień.
                Jako coś co cudownie jest otzrymać. A nie zażądac.

                Dla jednego faceta wyznanie miłości to sonet, własna krwią wykaligrafowany.
                Dla drugiego - praca od świtu do nocy by zapewnić rodzinie najlepsze warunki.
                Dla trzeciego - umycie samochodu. :))
                A dla jeszcze innych zupełnie cos innego. Np. pozostawienie wolności ("tak cię
                kocham że jeśli postanowisz odejść - nie zatrzymam cię").

                I ta szklanka wody dla inki i paru innych to nie symbol wymuszania haraczu - to
                symbol BYCIA razem na dobre i na złe. (Bynajmniej nie w szpitalu w Leśnej
                Górze :)) )

                Przynajmniej ja tak to odczytałam.
                :))
                • kwieto Re: KWIETO?? 24.02.03, 23:43
                  No dobrze, ale jesli ktos szuka przede wszystkim oparcia, to znaczy ze przede wszystkim chce BRAC. Gdzie tu milosc (ktora pono jest dawaniem)?

                  Oczywiscie, czepiam sie drobiazgow i szczegolow. Ale uwazam, ze te drobiazgi sa niezmiernie wazne.
              • carduus Re: Kwieto 25.02.03, 07:54
                No to chyba zaczynam pojmować. Ty Kwieto jestes niepoprawnym romantykiem. I to
                pięknie. Niech ci tak zostanie jak najdłużej, na zawsze najlepiej. Mnie się
                niestety nie udało:-(((

                carduus
                • kwieto Re: Kwieto 25.02.03, 08:21
                  Kiedy to sie sprawdza - slowo skauta!

                  Tyle ze wymaga DWOCH osob, ktore potrafia poskromnic swoje chciejstwo, a zastapia je empatia. Nawet gdy bardzo chce sie pic :")
                  • carduus Re: Kwieto 25.02.03, 10:11
                    Ja romantyzm zarzuciłam na długo przed poznaniem Zaprzyjaźnionego, z którym
                    pewnie by sie udało zachować go dłużej. A tak, to wszystko stracone:-(((

                    carduus
                    PS. A co tam! Niech żyje szkiełko i oko!!!:-)))
                    • kwieto Re: Kwieto 25.02.03, 18:34
                      Aczkolwiek dodam, ze w moim przypadku ow "romantyzm" jak to ladnie nazwalas, jest baaaaaaaaaardzo daleki od cielecego wzroku, westchnien przy swietle ksiezyca i innych takich.
                      Slowem - wcielona proza zycia (ale bez szklanki herbaty) :"))
                  • procesor OBAWA PRZED CHCIEJSTWEM :)))) 25.02.03, 11:58
                    kwieto napisał:
                    > Tyle ze wymaga DWOCH osob, ktore potrafia poskromnic swoje chciejstwo, a
                    zastapia je empatia. Nawet gdy bardzo chce sie pic :")

                    I tak umarli z pragnienia opanuwując swoje chciejstwo.. :))))

                    Cały czas widzę że tak masz zakodowany kwieto ten obraz wymuszeń symbolizowany
                    przez nieszczęsna szklankę - że nie zauważasz że dla kogoś ona NIE JEST
                    symbolem chciejstwa tylko BYCIA. :))))
                    Zaczynam podejrzewać twoja mamę. :))))

                    Kwieto - czy da sie nigdy od nikogo niczego nie oczekiwac? To tez schorzenie -
                    JA SAM!! NIKT mi nie pomoże , ja nie będę egoista. :)) Bardzo egoistyczne. :))))

                    Ale się nausmiechałam!! :( (to dla równowagi)
                    • kwieto Niezrozumienie 25.02.03, 18:59
                      Oj widzisz, bo ciagle podciagasz drobna uwage do caloksztaltu.
                      Mi caly czas chodzi o zwrocenie uwagi na pewna intencje, ktora sie przejawia w tej "szklance herbaty", a nie sam fakt podania wody.
                      Przeciez nie powiem teraz lubej, ze aby byc zgodnym z "zasadami", to herbate jej zrobie, ale przyniesc to sobie musi sama :"PPP

                      Zyczenie aby kazdy zawsze i wszedzie mial na mysli dobro blizniego jest tylez utopijne co zyczeniowe, a do tego przynioslo by wiecej szkody niz pozytku - odsylam tu np. do opowiadania "Kobyszcze" (od: kontemplator bytu szczesny) Lema :")

                      Natomiast co mnie razi, to oczekiwanie od drugiej osoby, ze bedzie "podporka". Tak naprawde nie chodzi o to, ze jest to podejscie egoistyczne. Bardziej o to, ze wbrew pozorom, dopiero pozbywszy sie takiego myslenia, czlowiek moze prawdziwie kochac. I byc o wiele szczesliwszy, nawet gdy jest sam.
                      moim zdaniem, dopiero gdy jest sie w stanie samodzielnie "stanac na nogi", mozna wchodzic w relacje z kims. Obojetnie czy milosc, czy przyjazn.

                      Podobna mysl stara sie przekazac Ida i, jak widze, jej to rowniez z trudem przychodzi :(((
                      • Gość: ida Re: Niezrozumienie IP: *.csk.pl 25.02.03, 20:33
                        kwieto napisał:

                        > Podobna mysl stara sie przekazac Ida i, jak widze, jej to rowniez z trudem
                        przychodzi :(((

                        oj tak, to juz chyba cos co sie nazywa zmęczeniem materiału... ten temat to jak
                        bumerang..

                        Ale wciaz mnie dziwi, że tak niewielu ludzi widzi różnice między przyjęciem
                        pomocy, której sie oczekuje (świadomie, nieswiadomie czy podświadomie) i
                        przyjęciem pomocy, której sie nie oczekuje
                        Ba! Jak mozna w ogóle nie oczekiwac pomocy? Niepojete! Przeciez od tego jest ta
                        ukochana osoba, żeby pomagać, czyz nie?



                        • kwieto Re: Niezrozumienie 25.02.03, 22:12
                          Mnie zadziwia jak niewielu ludzi wlasnie w takiej subtelnej zmianie podejscia widzi szanse :((
                          szanse na koniec dolkow takich jak ten, ktory przechodzi Norna.
                          Nadal uwazam, ze aby prawdziwie byc z kims, najpierw trzeba sie nauczyc byc zadowolonym z zycia z samym soba. A czy zadowolony z zycia czlowiek oczekuje czegokolwiek?
                          • procesor Re: Niezrozumienie 25.02.03, 22:53
                            kwieto napisał:
                            A czy zadowolony z zycia czlowiek oczekuje czego
                            > kolwiek?

                            Tak.
                            Że się jeszcze jutro obudzi.
                            I pojutrze.
                            I ze wojny nie będzie , i zparcy nie wywalą...
                            :)))))))))))))))
                            • kwieto Re: Niezrozumienie 25.02.03, 23:05
                              procesor napisała:

                              > kwieto napisał:
                              > A czy zadowolony z zycia czlowiek oczekuje czego
                              > > kolwiek?
                              >
                              > Tak.
                              > Że się jeszcze jutro obudzi.

                              Eeeetam
                              Jesli o mnie chodzi, to jakbym sie nie obudzil, to bym sie nie przejal :"PPP
                              Poza tym, to akurat jest traktowane w kategorii pewnosci, tak jak to, ze wzejdzie slonce. A chyba trudno jest powiedziec "oczekuje, ze jutro wzejdzie slonce"...


                              > I pojutrze.
                              > I ze wojny nie będzie,

                              No nie wiem...

                              i zparcy nie wywalą...

                              A jesli zadowolony z zycia czlowiek jest wlascicielem firmy, albo np. bezrobotnym?
                              Albo milionerem? :"))
                              • procesor Re: Niezrozumienie 25.02.03, 23:09
                                kwieto napisał:
                                > A jesli zadowolony z zycia czlowiek jest wlascicielem firmy, albo np.
                                bezrobotnym?
                                > Albo milionerem? :"))

                                No to ma pewność! :))))

                                No co ty kwieto , przeciez ja żartowałam!! :)
                                • kwieto Re: Niezrozumienie 25.02.03, 23:10
                                  No wiem, wiem... :"))
                                  • procesor Zrozumienie 25.02.03, 23:16
                                    To o co się teraz posprzeczamy?? :))
                                    • kwieto Re: Zrozumienie 25.02.03, 23:21
                                      Cos sie wymysli...

                                      Twoja obecnosc bedzie zas niezmiernie ceniona tutaj:
                                      __AnoMalie__
                                      • procesor Re: Zrozumienie 25.02.03, 23:27
                                        Kiedy ja tu u siebie, jak w domu..
                                        A na innych forach wena mi nie dopisuje..

                                        Za to ryba ostanio szaleje - musi częściej pić tę irlandzka kawusię!! :)
                                        • kwieto Re: Zrozumienie 26.02.03, 07:25
                                          Ej, wierzymy w Ciebie :"PP
              • pastwa Re: Kwieto 25.02.03, 19:23
                kwieto napisał:

                Pamietaj ze caly czas (a przynajmniej mi sie tak wydaje) poruszamy sie w
                kontekscie watku Norny. A tutaj mamy tytul "jak to z ta miloscia jest" a potem
                wyznanie "po prostu potrzebuje meskiego oparcia" I caly czas do tego sie
                odnosze.

                ***Ludki o co sie Wy tak na siłe spieracie, przeca owa Norna postawiła sprawę
                jasno, jak menel flaszke na stole , i tu cytuję ją:

                "Czy wlasciwe jest tworzenie zwiazku bez milosci? Zawsze myslalam ze samotnosc
                to cos co mnie nie dotyczy. Ale coraz trudniej jest mi isc przez zycie samej.
                Po prostu potrzebuje meskiego ramienia do oparcia. Jednak problem polega na tym
                ze jeszcze nie znalazl sie taki mezczyzna, ktorego bym pokochala.
                Ja bym byla w stanie zwiazac sie z kims tylko dlatego ze jest sympatyczny i
                nie ma powazniejszych wad, ale pewna bardzo bliska mi osoba twierdzi ze to
                swiadome igranie z czyimis uczuciami i ze trzeba czekac na tego jedynego "

                Toż to banalnie jednoznaczne , kobita chce i potrafi zyc z facetem dla samego
                oparcia na nim, czyli kij miłosci w oko nawet skoro sie taka nie zjawia, ale
                bliska osoba jej stwierdza, ze takie zycie to swiadome igranie...no i sie
                dziewcze niepotrzebnie smartwi.


                Kwieto:

                Wg mnie, oparcie (meskie, zenskie i nijakie) to cos co jest powiazane z
                miloscia, oczywiscie, ale nie jest istota milosci jako takiej, a tylko
                marginalnym dodatkiem.

                ***Kiedy moze byc to oparcie i bez jakiejkolwiek miłosci i tego chce Norna, bo
                juz ja kurwica bierze, ze sie jednoczesnie i miłosci doczekac nie moze, a zycie
                ucieka i ciazy jej niesłychanie bez faceta u boku.


                Kwieto:

                Ja nie krytykuje tu Ciebie czy Inki, ale podejscie ktore zostalo zaprezentowane
                w tytulowym poscie ...

                ***Takie podejscie jakie krytykujesz wcale nie zostało zaprezentowane w
                tytułowym poście...;o)


                Pozdrawiam i znikam !
            • Gość: ida Re: Kwieto IP: *.csk.pl 24.02.03, 19:45
              carduus napisała:

              > Owszem chęć niesienia pomocy i czekiwanie pomocy to dwie różne rzeczy. Ale
              tak
              > już jestesmy skonstruowani, że o ile sami kochając chcemy nieść pomoc osobie
              > kochanej, to będąc w potrzebie spodziewamy się taką pomoc otrzymać od osoby
              nas
              >
              > kochającej, bo sądzimy, że ona odczuwa podobnie. To nie ma nic wspólnego z
              > postawą roszczeniową. Nie twierdzę, że jest OBOWIĄZKIEM niesienie pomocy. nie
              > przyjmuje ofiaronwanej mi pomocy, jak czegoś co mi się NALEŻY. ZAWSZE jestem
              za
              >
              > nią WDZIĘCZNA, bo to NIE JEST niczyj obowiązek. Chcę tylko bys zauważył, że
              > skoro dla mnie jest rzeczą naturalną pomóc komuś kochanemu w chorobie, to nie
              > wyobrażam sobie, że ten ktos nie pomógłby mi. To nie WYMAGANIE. Może robię
              > błąd, bo "mierze swoją miarką", ale gdybym takiej pomocy nie otrzymała,
              > myślałabym "OK, nie musiał pomagać. Ale jeśli nie pomógł, a w miłości
              niesienie
              >
              > pomocy jest prawie odruchem, to widocznie nie kocha".


              Ale musisz przyznać, że "bycie w potrzebie" to bardzo pojemne określenie i to
              co w interpretacji jednej strony byciem w potrzebie jak najbardziej jest, w
              interpretacji drugiej wcale być nie musi...
              Juz nie pamietam gdzie to wyczytałam, ale dla pewnej pani byciem w potrzebie
              okazały sie codzienne dojazdy i powroty z pracy... Bo co sie bedzie autobusami
              tłuc, jak mąż może ją codziennie dowieźć i przywieźć... Pani sie sie do tej
              pomocy baaaardzo przyzwyczaiła, a potem tragedia! Mąż powiedział, że juz nie
              może jej więcej wozić...
              Widocznie już jej nie kocha...?
              • carduus Re: Kwieto 25.02.03, 07:55
                Przepraszam, a czy my mówimy o ekstremach?
                • Gość: ida Re: Kwieto IP: *.csk.pl 25.02.03, 08:03
                  carduus napisała:

                  > Przepraszam, a czy my mówimy o ekstremach?

                  A nie mówimy?
                  Jestes w potrzebie= doszłaś do końca swoich mozliwości i nie jestes sobie w
                  stanie poradzić sama. To nie jest ekstremum? Ekstremum własnych mozliwości?
                  • carduus Re: Kwieto 25.02.03, 08:12
                    No, trochę inne ekstrema miałam na mysli. Przyznaje, że nieprecyzyjnie się
                    wypowiedziałam. Chodziłomi o ekstrema takie jak ta pani, co to autobusem tłuc
                    się nie będzie, bo by sobie boczki poobijała. dla mnie to szczyt, ale ja z
                    kosmosu, więc...

                    carduus
        • joanna_1 Re: kwieto i inni 21.02.03, 20:32
          Prosta sprawa, poprzez ciąg znakow wyrażamy jakieś myśli, ciąg czasem zgrabny
          czasem mniej. Niektorzy maja tę zdolnośc, że obok tego ciagu znakow dostrzegaja
          wiele innych cennych informacji zawartych, zwiazanych z okreslonymi uczuciami.
          Wówczas obok czarnego na białym odkrywamy o wiele więcej treści niz autor
          chciał przekazać, a literki stają się jedynie pewnymi symbolami - kodami.
          Inko, to co pisałaś o miłosci w partnerstwie jest tak jasne jak słonce i grzeje
          swoim ciepłem.
          Łap więc tą radość zycia za ogonek i nie pozwól jej się wysmyknąć.
          • miauczynska Re: kwieto i inni 21.02.03, 23:22
            Filozofujesz kwieto i trywializujesz. Wolno Ci ale nie mów do nas tonem
            wszechwiedzącego i nie traktuj , proszę , kobiet jak niedouczone siksy
            bo to niegrzeczne i obraźliwe.
            Pozdrawiam
            miauczynska
    • maiku200 Re: jak z ta miloscia jest? 21.02.03, 23:10
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i w zasadzie wszyscy macie rację! Moje pół i
      ja jsteśmy razem już mnóstwo lat. Było tak, że każde starało się niesprawić
      drugiemu żadnego kłopotu, potem otwarcie na problemy drugiego człowieka. W czym
      ci mogę pomóc, a chcę we wszystkim! I to było wspaniałe!
      Różniste "przyjemności" życiowe nas dopadły i dalismy radę. WSPÓLNIE! Ja
      prowadzałam 100 kilo żywej wagi do kibelka (nie chciał na nocnik), on zajmował
      się praniem intymnej bielizny (ja leżę, nie mamy pralki). I co, żenujące? Dla
      mnie wspólne wspaniałe przeżycia. Przecież ani ja, ani moje pół, nie
      oczekiwaliśmy "szklanki wody", ale poczuwaliśmy się do pomocy najbliższej
      osobie. Wiem (i mój wie), że jeśli któres z nas da znak: potrzebuję cię, to z
      kosmosu przygna, żeby ukoić i przytulić. Czego i Wam wszystkim bardzo
      serdecznie życzę!!!
      • Gość: ryba Re: jak z ta miloscia jest? IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 08:58
        maiku200 napisała:

        > Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i w zasadzie wszyscy macie rację! Moje pół
        i
        > ja jsteśmy razem już mnóstwo lat. Było tak, że każde starało się niesprawić
        > drugiemu żadnego kłopotu, potem otwarcie na problemy drugiego człowieka. W
        czym
        >
        > ci mogę pomóc, a chcę we wszystkim! I to było wspaniałe!
        > Różniste "przyjemności" życiowe nas dopadły i dalismy radę. WSPÓLNIE! Ja
        > prowadzałam 100 kilo żywej wagi do kibelka (nie chciał na nocnik), on
        zajmował
        > się praniem intymnej bielizny (ja leżę, nie mamy pralki). I co, żenujące?
        Dla
        > mnie wspólne wspaniałe przeżycia. Przecież ani ja, ani moje pół, nie
        > oczekiwaliśmy "szklanki wody", ale poczuwaliśmy się do pomocy najbliższej
        > osobie. Wiem (i mój wie), że jeśli któres z nas da znak: potrzebuję cię, to
        z
        > kosmosu przygna, żeby ukoić i przytulić. Czego i Wam wszystkim bardzo
        > serdecznie życzę!!!

        Ale Ci zazdroszcze, po ostatnim wypadzie z Felkiem na miasto to "moja"
        nastepnego ranka wydzwaniala do adwokata z zapytaniem, czy napewno spisalem
        testament...

        ryba
    • theseus Re: jak z ta miloscia jest? 22.02.03, 00:59
      Gość portalu: norna napisał(a):

      > Czy wlasciwe jest tworzenie zwiazku bez milosci? Zawsze myslalam ze
      samotnosc
      > to cos co mnie nie dotyczy. Ale coraz trudniej jest mi isc przez zycie
      samej.
      > Po prostu potrzebuje meskiego ramienia do oparcia. Jednak problem polega na
      > tym ze jeszcze nie znalazl sie taki mezczyzna, ktorego bym pokochala.
      > Ja bym byla w stanie zwiazac sie z kims tylko dlatego ze jest sympatyczny i
      > nie ma powazniejszych wad, ale pewna bardzo bliska mi osoba twierdzi ze to
      > swiadome igranie z czyimis uczuciami i ze trzeba czekac na tego jedynego.
      > Tylko ze ja juz nie mam sily...

      Pamietaj tego nie da sie opisac slowami, jak znajdziesz ta swoja wymarzona
      milosc to bedziesz wiedziala ze to ona. Do tego nie sa potrzebne zadne rady.
    • jmx Re: Dziwne.... 22.02.03, 02:15
      Dlaczego wszyscy "rzucacie" się na Kwieto? Ja rozumiem podejście i jego i
      kobiet tęskniących za "szklanką wody" - cudak jestem czy inne dziwo? Do pełnej
      miłości potrzebne są o b a podejścia.

      Dla Inki:
      specjalnie dla Ciebie: :-)))))))))))))))))))). Bierz bez skrupułów pogodę
      ducha, radość i co tylko potrzebujesz! Może dzięki temu i mnie trochę ich
      przybędzie? (a fuj, cóż za egoizm ;-))))

      I jeszcze taka myśl na marginesie: dlaczego tak trudno powiedzieć nam tej
      ukochanej osobie - przyjedź, zrób, poprosić o coś...
    • chateaux Znajoma ma rację 22.02.03, 03:50
      Wiązanie komuś życia, tylko z takich powodów jest nie fair wobec niego.
      To byłby egoizm z Twojej strony i wyrządziłabyś mu ogromną krzywdę.
      • Gość: Malwina jeszcze o szklance IP: *.d1.club-internet.fr 22.02.03, 08:44
        Nie ma to dla mnie wiele wspolnego z miloscia - chodzi o to z kim sie
        zwiazalam. I tu widze czy mam do czynienia z lalusiem o buzi wypchanej
        pieknymi slowami, egoista i zimnym sercem czy z Czlowiekiem. Bo ja polece po
        szklanke wody i lekarstwa w nocy dla kwieto ktorego nie znam i dla skadinad
        sympatycznej inki.
        Ze niby wedle siebie sadze innych ? taaaa
        Szklanka wody (nieobecna ), talerz zarcia (nieistniejacy), transport do
        lekarza (odmowiony)mi sie zdarzyly. Okazalo sie ze ....zyje sama. Pomyslalam
        sobie ze przypadki chodza po ludziach i co zrobie gdy raka szyjki macicy albo
        cos w tym stylu zalapie ...?!
        nawet nie bede miala sily walczyc ze swinstwem (nie mowie o wsparciu !) bo
        placz i zal mi energie zabierze.
        No i teraz on nie musi juz po lekarstwa w nocy jezdzic i jedzenie mi, obloznie
        chorej -wstawanie zabronione pod grozba paralizu !- podawac, jest wolny.
        Sa rzeczy ktore trudno przebaczyc i naprawde zdrada to nie szczyt
        przestepstwa.
        Najstraszniejszy w tym nie zawod, nie watpliwosc "bo on mnie nie kocha" - co
        to za wybiorcze kochanie by bylo ! szklanka wody dla mnie i obojetnosc dla
        ciotki czy babki. Najgorsze ze zdalam sobie sprawe ze zyje z kims nieladnym w
        srodku.
        dOczywiscie w dalszym ciagu "kocha mnie ponad wszystko". Coz , postanowilam
        otaczac sie ludzmi z sercem - czy to maz, czy kochanek czy znajomi.
        M.
        PS szklanke wody i talerz nosila mi przyjaciolka - a milosci miedzy nami nie
        ma ;-)
        w kazdym razie nie w znaczeniu o ktorym piszecie.
        • Gość: ryba Re: jeszcze o szklance IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 09:10
          No wlasnie, tu nie chodzi o szklanke wody czy nawet o milosc, tu chodzi o
          zufanie do tej drugiej osoby ze w razie czego, zawsze mozna na nia liczyc.
          Jezeli takiego zaufania nie ma to...kompletna klapa, jestes sam...
          • Gość: ida Re: jeszcze o szklance IP: *.csk.pl 22.02.03, 09:33
            Gość portalu: ryba napisał(a):

            > No wlasnie, tu nie chodzi o szklanke wody czy nawet o milosc, tu chodzi o
            > zufanie do tej drugiej osoby ze w razie czego, zawsze mozna na nia liczyc.
            > Jezeli takiego zaufania nie ma to...kompletna klapa, jestes sam...

            Zawsze i wszędzie jestes sam...
            Jesli zdasz sobie z tego sprawę, nie spotka Cie żadne rozczarowanie z tej
            strony. I bedziesz mogł podchodzic do miłości nie na zasadzie "cos za coś" ale
            w sposób duzo mniej egoistyczny.

            • Gość: ryba Re: jeszcze o szklance IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 09:40
              Gość portalu: ida napisał(a):

              > Gość portalu: ryba napisał(a):
              >
              > > No wlasnie, tu nie chodzi o szklanke wody czy nawet o milosc, tu chodzi o
              > > zufanie do tej drugiej osoby ze w razie czego, zawsze mozna na nia liczyc.
              >
              > > Jezeli takiego zaufania nie ma to...kompletna klapa, jestes sam...
              >
              > Zawsze i wszędzie jestes sam...
              > Jesli zdasz sobie z tego sprawę, nie spotka Cie żadne rozczarowanie z tej
              > strony. I bedziesz mogł podchodzic do miłości nie na zasadzie "cos za coś"
              ale
              > w sposób duzo mniej egoistyczny.

              >
              Z Toba tez sie zgodze, poniewaz sam taki jestem, nigdy na nikogo nie licze i
              bardzo dobrze mi sie z tym zyje, ale sa ludzie ktorzy zeby funkcjonowac musza
              miec w "kims" oparcie. Czy to jest "slaboscia"?
              • Gość: Malwina Re: jeszcze o szklance IP: *.d1.club-internet.fr 22.02.03, 09:52
                eee, nie chodzi o laske (kij) zeby przez zycie z nia isc ale o to z kim sie
                przestaje - jak to ma byc ta najblizsza osoba no to pozwolicie ze dam sobie
                mozliwosc wyboru kogos normalnego, dobrego, z sercem
                • Gość: ryba Re: jeszcze o szklance IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 10:05
                  wiesz Malwinko to jest troche kontrowersyjne. Zgadzam sie ze kazdy chce byc z
                  kims normalnym, z sercem itp. bardzo duzo jest takich ludzi. Ale juz jak sa w
                  zwiazku to zaczynaja byc problemy, bo nagle okazuje sie ze ten z "sercem" ma
                  serce dla wszystkich dookola. I, nie pisze tu o zdradzie, tylko pomocy dla
                  innych. Jest to bardzo szlachetne ale nieplatne. Niestety, musze tutaj
                  pieniadze wcisnac, z tego wzgledu ze zazwyczaj tacy ludzie do niczego nie
                  dochodza w zyciu, poniewaz przez caly czas sa wykorzystywani. Jezeli drugiej
                  polowce to nie przeszkadza to wszystko jest w porzadku ale zazwyczaj nie
                  przeszkadza do czasu...
                  • Gość: Malwina Re: jeszcze o szklance IP: *.d1.club-internet.fr 22.02.03, 10:38
                    rozumiem ze ludzie ktorzy maja pieniedze sa bez serca ?
                    ohhh, zeby tak wystarczylo byc biednym by byc uczciwym swiat bylby piekny ....
                    nie wpadajmy w skrajnosci ...
                    :-)
                    • Gość: ryba Re: jeszcze o szklance IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 17:37
                      Gość portalu: Malwina napisał(a):

                      > rozumiem ze ludzie ktorzy maja pieniedze sa bez serca ?
                      > ohhh, zeby tak wystarczylo byc biednym by byc uczciwym swiat bylby
                      piekny ....
                      > nie wpadajmy w skrajnosci ...
                      > :-)

                      wcale nie powiedzialem ze ludzie ktorzy maja pieniadze sa bez serca ale mysle
                      ze najlepiej wytlumacze Ci to na przykaldzie o mnie tak naprawde chodzi.

                      Jak moj serdeczny kolega Felek zadzwoni do mnie w srodku nocy i powie: Zenek
                      przeziebilem sie, przyjedz do mnie i podaj mi ta symboliczna "szklanke wody".
                      To ja jemu wtedy odpowiem: Felek, palancie glupi, ja przyjade, ale tylko po to
                      zeby ci kubel zimnej wody wylac na twoj pusty leb.
                      Natomiast jezeli Felus zadzwoni do mnie i powie: Kiepsko dzis z moja zona
                      (chora na raka), boje jej sie sama zostawic, a do roboty musze pojsc bo
                      ostatnio troche za duzo mialem wolnych dni. Czy moglbys wpasc i od czasu do
                      czasu podac jej ta symboliczna "szklanke wody"? To ja jemu wtedy odpowiem:
                      Felus drogi przyjacielu, juz jade...
                      Widzisz roznice? :)))
                  • kwieto Re: jeszcze o szklance 22.02.03, 11:00
                    Do Malwiny - zupelnie inaczej brzmia slowa "poszukuje kogos cieplego i wrazliwego, z sercem", a zupelnie inaczej "chcial(a)bym miec kogos, kto mi poda szklanke herbaty w potrzebie".
                    Dla mnie jest pomiedzy tymi dwoma stwierdzeniami kolosalna roznica.

                    A tak a propos poszukiwan ludzi "z sercem".
                    Jakis rok temu przysluchiwalem sie godzinnej dyskusji na temat "singli" - tych ktorzy bardzo chcieliby byc z kims cieplym i wrazliwym, sami (jak twierdza) maja duzo ciepla i wrazliwosci do zaoferowania...

                    Mysl ktora mi sie wtedy nasunela byla tylez ciekawa co szokujaca - wyszlo na to, ze jest ogromna rzesza czulych, wrazliwych, cieplych, rozumiejacych kobiet, ktore nie moga znalezc sobie odpowiedniego partnera, i tylez samo czulych, wrazliwych, cieplych, rozumiejacych mezczyzn, ktorzy maja identyczny problem ze znalezieniem partnerki.

                    Ciekawe dlaczego oni sie wzajemnie nie znajduja?
                    Dlaczego przechodza obok?
                    Moze cos z ta "miloscia" i czuloscia do zaoferowania jest nie tak?
                    A moze nie oczekuja milosci tylko czego innego?
                    Moze zazdrosnie strzega swojej wrazliwosci chowajac ja dla "tego jedynego" - ale wtedy co to jest za wybiorcza wrazliwosc?
                    dla jednych mniej, dla innych wiecej? Ukochanemu bedziemy nosic herbate, a obojetnemu damy kopniaka w tylek?

                    Nie wiem, ktory z tych domyslow jest prawdziwy (a moze zaden?)
                    • Gość: inka_sama Re: jeszcze o szklance IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.02.03, 17:00
                      kwieto napisał:
                      > Jakis rok temu przysluchiwalem sie godzinnej dyskusji na temat "singli" -
                      > tych ktorzy bardzo chcieliby byc z kims cieplym i wrazliwym, sami (jak
                      > twierdza) maja duzo ciepla i wrazliwosci do zaoferowania...
                      > Mysl ktora mi sie wtedy nasunela byla tylez ciekawa co szokujaca - wyszlo na
                      > to, ze jest ogromna rzesza czulych, wrazliwych, cieplych, rozumiejacych
                      > kobiet, ktore nie moga znalezc sobie odpowiedniego partnera, i tylez samo
                      > czulych, wrazliwych, cieplych, rozumiejacych mezczyzn, ktorzy maja identyczny
                      > problem ze znalezieniem partnerki.
                      > Ciekawe dlaczego oni sie wzajemnie nie znajduja?
                      > Dlaczego przechodza obok?


                      MÓWIĄ że sa wrazliwi. Czy są naprawde? Może są wrazliwi tylko na SWOJE potrzeby?
                      Trudno wtedy odnaleźć drugiego rónie "wrazliwego" i z nim byc.


                      > Moze cos z ta "miloscia" i czuloscia do zaoferowania jest nie tak?
                      > A moze nie oczekuja milosci tylko czego innego?
                      > Moze zazdrosnie strzega swojej wrazliwosci chowajac ja dla "tego jedynego" -
                      > ale wtedy co to jest za wybiorcza wrazliwosc? dla jednych mniej, dla innych
                      > wiecej? Ukochanemu bedziemy nosic herbate, a obojetnemu damy kopniaka w tylek?
                      > Nie wiem, ktory z tych domyslow jest prawdziwy (a moze zaden?)

                      No i jak wyżej. Czy oni na pewno sa wrazliwi??

                      Kwieto, pamietaj że szkalnka wody to symbol. Dla mnie jest to skojarzenie
                      pzytywne i dla wielu również. Akurat u ciebie - NIE. Przypominam że tu nie o
                      ŻĄDANIE pomocy chodzi. Chodzi o pomoc.
                      Swoja droga ciekawe co u ciebie spowodowało że tak źle ci sie to kojarzy?
                      Rodzinne doświadczenia?
                      • kwieto Re: jeszcze o szklance 22.02.03, 17:59
                        Rodzinne doswiadczenia w pewnym sensie tez.
                        Po prostu bardzo dokladnie moglem poznac roznice miedzy osobami, ktore tej szklanki wody Oczekuja, wrecz zadaja, a takze tymi, ktorzy nie maja takich oczekiwan.

                        Zgadnij, kto czesciej owa szklanke wody otrzymywal?


                        Nie rozumem poza tym postrzegania milosci jako swego rodzaju "podporki", wspomagacza bez ktorego egzystencja mialaby byc szara, nijaka i bura.
                        A ten sposob myslenia zauwazam w poscie Normy.
                    • Gość: ryba Re: jeszcze o szklance IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 17:55
                      Bo to znowu chodzi o kase...ja mam serce, Ty masz kase...wiec jestesmy do
                      siebie stworzeni. A jak Ty masz serce i Ona tez, to po co komu dwa serca?
                  • kamfora Re: jeszcze o szklance 24.02.03, 20:14
                    Gość portalu: ryba napisał(a):

                    > Niestety, musze tutaj pieniadze wcisnac, z tego
                    wzgledu > ze zazwyczaj tacy ludzie do niczego nie
                    dochodza w
                    > zyciu, poniewaz przez caly czas sa wykorzystywani.

                    Do czego dochodzą ci, którzy nie dają się wykorzystywać?
                    • Gość: ryba Re: jeszcze o szklance IP: *.blueyonder.co.uk 24.02.03, 21:59
                      kamfora napisała:

                      > Gość portalu: ryba napisał(a):
                      >
                      > > Niestety, musze tutaj pieniadze wcisnac, z tego
                      > wzgledu > ze zazwyczaj tacy ludzie do niczego nie
                      > dochodza w
                      > > zyciu, poniewaz przez caly czas sa wykorzystywani.
                      >
                      > Do czego dochodzą ci, którzy nie dają się wykorzystywać?
                      >
                      Hmm, do mlodych, pieknych zon, jak maja dobrze po 40?...:)))


                      ryba
                      • Gość: Malwina Re: jeszcze o szklance IP: *.d1.club-internet.fr 25.02.03, 01:12
                        no jak bozia urody (pieknej luski) nie dala to trza oszczedzac na pko...;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka