lalkajakzadna
30.09.06, 22:19
sprawa wygląda następująco: łączą mnie z moim bratem sprawy finansowe. Od
początku brat stara się forsować każdą sytuację i nie raz juz bylo widać, ze
robi to celowo, zeby mnie pognębić.
W calej tej sytuacji mam mimo wszystko przewagę, ale 1,5roku temu wpadłam w
klopoty finansowe i od tego czasu jestem zależna od rodziny o tyle o ile ma
to wplyw na mozliwosc splacenia dlugów. W dlugi i zaleznosc od rodziny bym
natomiast nie wpadla, gdyby rodzina na czas pozyczyla mi wtedy słownie 2
tys.zł (żaluję teraz, ze nie pozyczylam tych pieniędzy z Providenta, bo i tak
wpo oddaniu 2 razy tyle,jak to bywa z Providentem, wyszloby mi taniej.
Ja wiem, ze wydaje się to kuriozalne i glupie, ze kobieta po studiach nie
umie odciąć się od chorej sytuacji rodzinnej tyle lat. Dodam, ze pieniądze
pozyczyl mi obcy czlowiek, tyle, ze bylo za pozno i spirala zadluzenia
ruszyla.
Do czego zmierzam: przeraza mnie to, ze dopóki nie mialam zadnyc
powazniejszych klopotów nie wiedzialam, jacy naprawde są mama i rodzeństwo.
Wolą narazić mnie na kontakt z komornikiem i duze odsetki, niż raz wesprzeć.
Oni mi nie wierzą, ze oddam im pieniądze, choć nigdy nie pozyczalam od
zadnego z nich.
Brat po śmierci ojca przejął rolę tyrana-frustrata, ktory mimo duzej pensji
odreagiwuje na czlonkach rodziny swoje frustracje.
Jak nie zwariowac? Bolesne jest to, ze na rodzinę się nie mowi zle i bylo mi
wstyd zwierzyć się z tego komukolwiek. Boję się, ze nie wyjdę z dlugow przez
parę lat.