diablica11
12.10.06, 09:10
Witam wszystkich. Ostatnio jakoś tak dużo się działo w moim życiu. Problemy
małżeńskie, wizyty u psychologów. Wyszłam za mąż za mężczyznę, którego znałam
bardzo długo. Wiele prze niego już przed ślubem wycierpiałam i wiele łez
wytlałam. Potrafił mi robić różne przykrości. Wiele razy potrafił mnie
skrzywdzić psychicznie i fizycznie (to nie było jakieś tam nie wiadomo jakie
bicie, ale było). Potrafił mnie zamiast odwieść do domu to gdzieś w środek
lasu po ciemku, żebym nabrała rozumu jak to mówił. I tak długo mnie tam
trzymał aż nie powiedziałam mu, że jest ok. Potem mnie odwoził. Robiłam tak
tylko dlatego żeby mnie jak najszybciej wypuścił. Potrafił mnie zamknąć na
klucz i nie wypuścić, miejsca były różne i nie zawsze miałam Np. dostęp do
WC… ale jakoś go to nie martwiło, było też mnóstwo innych rzeczy które robił
ale to nie o to chodzi żebym je wszystkie opisywała. Tak to się ciągnęło
latami, czas mijał, kilka razy próbowałam od niego odejść ale mi się to nie
udało. Groził, że mnie zniszczy, że sobie zrobi coś złego…. Chodził za mną,
potrafił rano jak szłam do pracy przyjechać pod mój dom i mnie śledzić i
przepraszać, błagać żebym przestała taka być…. Dodam że prowadził auto pod
wpływem jakichś tam tabletek, nie wiem jakich ale nie był sobą…. Bałam się go
i boję do dziś. Tylko że dziś jestem jego żoną…. Tak , wyszłam za niego rok
temu mimo iż wiedziałam że robię błąd. Bo to tak jest chyba że jak nie może
się kogoś zostawić to popełnia siegłupstwo za głupstwem. Ja tam właśnie
robiłam. Spotykaliśmy się długo zanim z nim zamieszkałam, wyprowadziłam się z
domu bo tam też nie było różowo. Potem mieszkaliśmy wspólnie przez kilka lat,
no i tak mi siewydawało że skoro jesteśmy ze sobą taki szmat czasu i skoro
tyle razy próbowałam go zostawić i nic z tego nie wychodziło to widać tak
musi być że jetem z nim. Czas mijał, lat nam przybywało, to na co było
czekać. Wyszłam za niego. Teraz tego żałuję. Ale nie mam w sobie tyle siły
żeby od niego odejść. Jakieś 3-4 miesiące temu, jak było już w domu
tragicznie, pchanie mnie, ubliżanie, moje spanie w kuchni na podłodze, święta
spędzone oddzielnie, poszłam do psychologa. Najpierw jednego-pomógł mi nieco,
powiedział co mogę zrobić, ale odesłał mnie gdzieś indziej bo niestety nie
mógł mnie dalej „leczyć”. Poszłam do innego zatem, a tam pani wysłuchała tego
co miałam do powiedzenia i powiedziała – ja tak przynajmniej to odebrałam- że
to niby moja wina, że tak go zdominowałam, że on w taki sposób się przede mną
broni, że próbuje pokazać, że też ma coś w naszym związku do powiedzenia……
znaczy się moja wina że on mnie wykańczał psychicznie i fizycznie!!!!!!! Taką
terapię prowadzimy do dziś, mąż się nieco zmienił, nie ubliża mi nie popycha
mnie, a ja?????? Ciągle się zastanawiam kiedy mu się to znudzi. Bo już nie
raz mi obiecywał błagał o ostatnią szansę, a tych szans było sporo…. Sama
nie wiem co mam robić, obecnie nie kłócimy się itd. Ale ciągle nie mam w nim
wsparcia, nie potrafię mu powiedzieć co czuję czego pragnę , jakie są moje
pragnienia, marzenia itd. Może to ma jakieś znaczenie, ja skończyłam L.O.
zdałam maturę, a on? – nie skończył nawet podstawówki….. Oboje pochodzimy z
rodzin gdzie w domach rządził alkohol. Ale ja chyba miałam trudniejsze
dzieciństwo niż on. Mój ojciec pił i bił nas (mamę i rodzeństwo) od kiedy
pamiętam. Natomiast u niego rodzice mieli bardziej olewający stosunek do
swoich dzieci – nie interesowało ich to że w szkole sobie nie radzą itd. Stąd
takie a nie inne wykształcenie mojego męża. Tak sobie wymyśliłam że może to
iż nie miałam normalnego ojca, to teraz próbuję w mężu znaleźć choć namiastkę
tego co powinien dać mi ojciec. Brakuje mi ciepła, tego żeby mnie ktoś
przytulił a nie od razu do łóżka ciągnął. Żeby ktoś mi powiedział jak to
fajnie że jestem….. No chyba to powinien mi dawać i zapewniać mąż – no chyba
że jestem jakaś nienormalna i się grubo mylę. Bo już czasem mi się wydaje ze
ja może przesadzam i wyolbrzymiam problemy i że coś ze mną jest nie tak a nie
z mężem moim. I tak sobie żyję z dnia na dzień, czekając co przyniesie
kolejny dzień. A tak bardzo bym chciała zostać mamą już…… A dlaczego to dziś
napisałam????? No włąśnie, dlaczego ???? Bo wczoraj oglądałam w RVN program
UWAGA, gdzie chłopak zabił swoją dziewczynę, bo chciał od niego odejść, po
kilku latach wspólnego życia razem ……. Dało mi to do myślenia, bo mój mąż też
ma chyba tak, że traktuje mnie jak swoją własność, która chcąc się wymknąć
musi zginąć, bo skoro on mnie nie może mieć to nikt inny też – taki problem
też już kiedyś przerabialiśmy, bo mój mąż też jest zazdrosny, może teraz po
ślubie już mniej, ale jest – bo w końcu jestem zaobrączkowana jak gołąb czy
kura…. może ktoś z Was jest psychologiem i jakoś mi pomoze, bo mója pani
psycholog mnie nie rozumie niestety, a jak mam szukać kolejnego to nie mam
już sił na to