Dodaj do ulubionych

moja historia - długie

12.10.06, 09:10
Witam wszystkich. Ostatnio jakoś tak dużo się działo w moim życiu. Problemy
małżeńskie, wizyty u psychologów. Wyszłam za mąż za mężczyznę, którego znałam
bardzo długo. Wiele prze niego już przed ślubem wycierpiałam i wiele łez
wytlałam. Potrafił mi robić różne przykrości. Wiele razy potrafił mnie
skrzywdzić psychicznie i fizycznie (to nie było jakieś tam nie wiadomo jakie
bicie, ale było). Potrafił mnie zamiast odwieść do domu to gdzieś w środek
lasu po ciemku, żebym nabrała rozumu jak to mówił. I tak długo mnie tam
trzymał aż nie powiedziałam mu, że jest ok. Potem mnie odwoził. Robiłam tak
tylko dlatego żeby mnie jak najszybciej wypuścił. Potrafił mnie zamknąć na
klucz i nie wypuścić, miejsca były różne i nie zawsze miałam Np. dostęp do
WC… ale jakoś go to nie martwiło, było też mnóstwo innych rzeczy które robił
ale to nie o to chodzi żebym je wszystkie opisywała. Tak to się ciągnęło
latami, czas mijał, kilka razy próbowałam od niego odejść ale mi się to nie
udało. Groził, że mnie zniszczy, że sobie zrobi coś złego…. Chodził za mną,
potrafił rano jak szłam do pracy przyjechać pod mój dom i mnie śledzić i
przepraszać, błagać żebym przestała taka być…. Dodam że prowadził auto pod
wpływem jakichś tam tabletek, nie wiem jakich ale nie był sobą…. Bałam się go
i boję do dziś. Tylko że dziś jestem jego żoną…. Tak , wyszłam za niego rok
temu mimo iż wiedziałam że robię błąd. Bo to tak jest chyba że jak nie może
się kogoś zostawić to popełnia siegłupstwo za głupstwem. Ja tam właśnie
robiłam. Spotykaliśmy się długo zanim z nim zamieszkałam, wyprowadziłam się z
domu bo tam też nie było różowo. Potem mieszkaliśmy wspólnie przez kilka lat,
no i tak mi siewydawało że skoro jesteśmy ze sobą taki szmat czasu i skoro
tyle razy próbowałam go zostawić i nic z tego nie wychodziło to widać tak
musi być że jetem z nim. Czas mijał, lat nam przybywało, to na co było
czekać. Wyszłam za niego. Teraz tego żałuję. Ale nie mam w sobie tyle siły
żeby od niego odejść. Jakieś 3-4 miesiące temu, jak było już w domu
tragicznie, pchanie mnie, ubliżanie, moje spanie w kuchni na podłodze, święta
spędzone oddzielnie, poszłam do psychologa. Najpierw jednego-pomógł mi nieco,
powiedział co mogę zrobić, ale odesłał mnie gdzieś indziej bo niestety nie
mógł mnie dalej „leczyć”. Poszłam do innego zatem, a tam pani wysłuchała tego
co miałam do powiedzenia i powiedziała – ja tak przynajmniej to odebrałam- że
to niby moja wina, że tak go zdominowałam, że on w taki sposób się przede mną
broni, że próbuje pokazać, że też ma coś w naszym związku do powiedzenia……
znaczy się moja wina że on mnie wykańczał psychicznie i fizycznie!!!!!!! Taką
terapię prowadzimy do dziś, mąż się nieco zmienił, nie ubliża mi nie popycha
mnie, a ja?????? Ciągle się zastanawiam kiedy mu się to znudzi. Bo już nie
raz mi obiecywał błagał o ostatnią szansę, a tych szans było sporo….  Sama
nie wiem co mam robić, obecnie nie kłócimy się itd. Ale ciągle nie mam w nim
wsparcia, nie potrafię mu powiedzieć co czuję czego pragnę , jakie są moje
pragnienia, marzenia itd. Może to ma jakieś znaczenie, ja skończyłam L.O.
zdałam maturę, a on? – nie skończył nawet podstawówki….. Oboje pochodzimy z
rodzin gdzie w domach rządził alkohol. Ale ja chyba miałam trudniejsze
dzieciństwo niż on. Mój ojciec pił i bił nas (mamę i rodzeństwo) od kiedy
pamiętam. Natomiast u niego rodzice mieli bardziej olewający stosunek do
swoich dzieci – nie interesowało ich to że w szkole sobie nie radzą itd. Stąd
takie a nie inne wykształcenie mojego męża. Tak sobie wymyśliłam że może to
iż nie miałam normalnego ojca, to teraz próbuję w mężu znaleźć choć namiastkę
tego co powinien dać mi ojciec. Brakuje mi ciepła, tego żeby mnie ktoś
przytulił a nie od razu do łóżka ciągnął. Żeby ktoś mi powiedział jak to
fajnie że jestem….. No chyba to powinien mi dawać i zapewniać mąż – no chyba
że jestem jakaś nienormalna i się grubo mylę. Bo już czasem mi się wydaje ze
ja może przesadzam i wyolbrzymiam problemy i że coś ze mną jest nie tak a nie
z mężem moim. I tak sobie żyję z dnia na dzień, czekając co przyniesie
kolejny dzień. A tak bardzo bym chciała zostać mamą już…… A dlaczego to dziś
napisałam????? No włąśnie, dlaczego ???? Bo wczoraj oglądałam w RVN program
UWAGA, gdzie chłopak zabił swoją dziewczynę, bo chciał od niego odejść, po
kilku latach wspólnego życia razem ……. Dało mi to do myślenia, bo mój mąż też
ma chyba tak, że traktuje mnie jak swoją własność, która chcąc się wymknąć
musi zginąć, bo skoro on mnie nie może mieć to nikt inny też – taki problem
też już kiedyś przerabialiśmy, bo mój mąż też jest zazdrosny, może teraz po
ślubie już mniej, ale jest – bo w końcu jestem zaobrączkowana jak gołąb czy
kura…. może ktoś z Was jest psychologiem i jakoś mi pomoze, bo mója pani
psycholog mnie nie rozumie niestety, a jak mam szukać kolejnego to nie mam
już sił na to
Obserwuj wątek
    • shangri-la Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 09:23
      Związałaś się z sadystą!
      Za nic w świecie nie decyduj się na dziecko z tym Chodzącym Złem!
      I nie chodż do durnych psychologów, którzy nie mają pojęcia jak bardzo Cię
      krzywdzą wmawjając Ci jeszcze poczucie winy za jego podłości!
      Bardzo Ci współczuję, ale jeśli nie uciekniesz , obawiam się, że on Cię zniszczy....
      Porozmawiaj z kimś bliskim i mądrym.....zmień pracę, miejsce zamieszkania ,
      numer telefonu.
      Ten sk...wiel musi zniknąć z Twojego życia. (!)
      • shangri-la Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 09:38
        Mam podobne wspomnienia ze swojego dwuletniego małżeństwa;(
        Mój ex mąż dodatkowo znajdował przyjemnosć w publicznym upokarzaniu mnie na
        wszelkie sposoby.
        Pewnego dnia zostałam wyrzucona w biegu z własnego samochodu, ale to pomogło mi
        podjąć właściwą decyzję....wsiadłam w samolot z kilkumiesiecznym synem i
        zaczełam życie na własny rachunek........wiele lat póżniej ktoś inny, kogo
        bardzo kochałam zrobił to samo, ale jestem pewna , że nigdy wiecej nikomu na to
        nie pozwolę.(!)
        • nelly_27 Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 09:50
          Uciekaj!... jeśli chcesz zachować siebie z tego związku - uciakaj! kiedyś sobie
          podziękujesz za taką decyzje!! ten typ człowieka się nie zmieni! i nie licz na
          to. Będziesz upokarzana, aż wykończysz się nerwowo. Znam podobną sytuację do
          Twojej (moja przyjaciółka też miała takiego męża)- odeszła, i twierdzi, że to
          była najlepsza decyzja w jej życiu... na pewno łatwo Ci nie będzie, bo
          uzależniłaś się z tego co widze psychicznie od tego człowieka, ale uwierz da
          się żyć inaczej.
          Nie gódź się na bylejakie życie, zawalcz o swoją godność. Odejdź od tego
          człowieka, na pewno ułożysz sobie jeszzce życie z kimś wartościowym!
        • diablica11 Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 09:57
          tylko ja nie potrafię go zostawić, jak już kiedyś próbowałam, to miałam piekło,
          nie potrafię sobie z tym poradzić sama, dochodze do pewnego momentu i wycofuję
          sie, boję się go i tyle, i obawiam sie że jeśli nie znajdzie siektoś kto mi w
          tym pomoże to nie dam rady, no nie dam , nie tyle że psychicznie ale boje sie
          tego że będzie mnie bił, i mnie faktycznie zniszczy, a w dodatku, teraz jak
          jest nieco lepiej między nami to tym bardziej nie mam odwagi, wiem że najpierw
          dałby popalić mi a pote by sobie coś zrobił (miał już taką próbę jak był w
          wojsku, ale wtedy mnie jeszcze nie było w jego zyciu)on jest w sumie słaby
          psychicznie i jak kiedyś z nim rozmawiałam to dał mi odczuć że jak bym go
          zostawiła to by sobie nie poradził, nie potrafiłby ułozyć sobie życia sam albo
          z kimś innym ( o ile by kogoś znalazł). A w dodatku, nie mam wsparcia w nim z
          rodziny z tego co widzę, mama mi mói że powinnam się cieszyć z tego co mam bo w
          sumie w domu pomaga itd. kiedyś szwagier z siostrą próbowali mi pomóc, ale nie
          sprostałam temu zadaniu,tak samemu bardzo trudno to zrobić, brakuje mi kogoś
          bliskiego kto by do mnie wyciągnął rękę i uwolnił mnie od tego wszystkiego,
          echhh jakoś tak smutno mi sie zrobiło teraz, a jak wrócę do domu to będzie na
          mnie czekał on z ciepłym obiadem na stole i z uśmiechem na twarzy ..... i jak
          ja mam odejść
          • alfika Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 10:23
            właśnie dlatego masz co masz:
            nie chcesz z nim być, ale chcesz
            nie chcesz odejść, ale chcesz

            czego się właściwie spodziewasz po forum?
            • diablica11 Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 10:37
              alfika napisała:
              > czego się właściwie spodziewasz po forum?

              - no włąśnie dobre pytanie, chyba tego że ktoś mi powie że w sumie nic takiego
              sie nie dzieje, że będzie dobrze, że on sie zminił na dobre, ale chyba nikt tak
              nie powie..... bo wiem że to nie prawda, chyba też chciałam żeby wasze opinie
              zmotywowały mnie jakoś do dalszego działania.....
              • mozambique Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 12:10
                jestes od tego faceta uzalezniona , weszłaś w to z pełną swiadomoscią
                konekwencji i pogrązyłaś sie na włąsne zyzcenei
                doskonale wiesz ze facet cie wykancza ale nie chcesz od niego odejśc ( nie "nie
                mozesz" ale "nie chcesz")
                z jakiegos powodu ten ukłąd ci odpowiada , moze to lubisz po porstu
                wynajdujesz sobei rózne głupawe upsarwiedliwienia ( ze sobei nie poradzisz, ze
                on sobie cos zrobi) zeby nie podejmowac zadnej konkrentej dezycji

                jestes osobą dorosłą , myslącą , świadomą i gnijesz w tym ukłądzie na własne
                zyczenie juz któryś z kolei rok.
                własciwie powinnam ci napisac - dobrze ci tak !
                Biedna bo głupia , głupia bo biedna.
                jest jedna nadzieja - nie macie dzieci. I bardzo dobrze , dziecka szkoda a
                przyokazji takie zdegenerowane geny nie powinny sie multiplikowac.
              • lune pomysl 12.10.06, 15:24
                dlaczego pomimo poczucia skrzywdzenia - nadal tkwisz w tym zwiazku ?

                co ci to robi ? dobrego oczywiscie - bo gdyby to bylo tylko zlo - odeszlabys
                dawno temu ;

                paskudne, nie ? jakas czesc ciebie rozkoszuje sie rola ofiary ... albo
                tak bardzo boisz sie decydowac sama o sobie, wziac odpowiedzialnosc za swoje
                zycie - ze wolisz juz znosic upokorzenie, bol ... wszystko jedno co ...
                bo to i tak dla ciebie latwiejsze ?

                jestes wiezniem samej siebie ; to nie maz cie zamyka na klucz, sama to sobie
                robisz !

                nie napisze ze 'wszystko bedzie dobrze' ; w zadnym wypadku ;

                lune
            • moc_ca do alfiki - sorry za priv 09.11.06, 21:39
              Oj, alfiko ... :-) Jak ja Cię lubię! :-))))
              Także za to że ciągle Cię tu mogę zobaczyć ale przede wszystkim za poglądy
              i trzeźwe spojrzenie na problem.
              Pozdrawiam niezwykle gorąco!
              • alfika Re: Moc_ca... 13.11.06, 14:03
                tak na marginesie, masz najbardziej zaskakujące wpisy do mnie :)
                dzięki i pozdrawiam równie gorąco
          • mordaruda Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 10:32
            Idż do przychodni leczącej uzależnienia i spytaj o terapię DDA.Moim zdaniem.
            • wiedzma15 Re: Anielico......uciekaj!!!!!! 12.10.06, 10:49
              on sobie jeszcze nic nie zrobił, a ty już masz poczucie winy

              może po prostu powinnaś "wyleczyć" w sobie tę osobowość ofiary?

              to, że tu ci wszyscy doradzimy najszczerzej, żebyś walczyła o ciebie, nic ci nie da, spokój przyniesie ci wyłącznie przez ciebie podjęta i zrealizowana decyzja... i choćby nie wiem kto i co mówił ci że on sobie nie poradzi, jak go zostawisz, nie słuchaj tego, to nie jest twój problem, że on jest słaby psychicznie, nie można unieść ciężaru dwóch osób na jednych barkach...

              wiem, co mówię, rozstałam się po 11 latach związku z mężem, który nie pił, nie bił, a jednak stosował psychiczny terror - i uczę się żyć bez poczucia winy, że on sobie nie poradzi...

              ten facet przez całe lata nie myśli o tobie, po co ty myślisz o nim? kochasz go? to przekonaj samą siebie, że rozstaniesz się z nim dla jego dobra
    • maureen2 Re: moja historia - długie 12.10.06, 15:30
      lubię takie wierne kobiety
      • shangri-la Re: moja historia - długie 12.10.06, 15:40
        maureen2 napisała:

        > lubię takie wierne kobiety

        To nie jest wierność tylko zniewolenie(!)
      • ginestra Re: moja historia - długie 12.10.06, 16:11
        Droga "diablico".
        Ja mysle, ze moze zacznij tak: na razie, jesli za trudno Ci jest od niego
        odejsc, to pomysl sobie, ze po prostu tę opcję na razie odkladasz na pozniej -
        nie wiadomo czy od niego odejdziesz czy nie, przyjdzie czas, ze wszystko sie
        wyjasni czy bedziecie razem czy nie, tj. czy on sie kiedykolwiek zmieni, czy
        nie. Nie zmuszaj siebie do czegos, co wydaje Ci sie ponad sily, ALE - zrob dla
        siebie cos, co NIE JEST ponad sily: to znaczy, chociaz zawiodlas sie na
        psychologach, zdobadz sie, BARDZO Cie o to prosze, na ten jeden wysilek, zeby
        pojsc do poradni, zajmujacej sie przemoca lub uzaleznieniami. Uwierz, ze
        zostaniesz tam przyjeta z zyczliwoscia, nikt nie bedzie Cie tam ocenial, a
        swojej historii nie musisz sie wstydzic. Kazdy kto tam sie zglasza opowiada
        podobna. Jest wiele kobiet wyksztalconych, super niby radzacych sobie w zyciu
        itp., ktore tez to samo przezywaja, latami ukrywaly przemoc i dopiero w jakims
        momencie zdecydowaly sie pojsc po pomoc. Ta pomoc to jest przede wszsytkim
        wiedza o problemie, wsparcie i ukierunkowanie na takie myslenie, ze od Ciebie i
        od Twoich decyzji zalezy jak sie dalej potoczy Twoje zycie: czy odzyskasz
        godnosc, czy bedziesz traktowana z szacunkiem, tj. czy zechcesz sie pomalu
        uczyc jak ten szacunek dla siebie otrzymywac od innych. Wplywu na druga osobe
        NIE MASZ i nikt na swiecie nie ma, tylko na siebie. Ale robiac cos dla siebie
        zmieniasz to, jak Cie inni beda traktowac.
        Oboje z mezem jestescie poza tym DDA (doroslymi dziecmi alkoholikow), podobnie
        jak 40% doroslych ludzi w tym kraju, i te problemy, ktore byly u Was w
        dziecinstwie caly czas aktywuja sie w doroslym zyciu. To mozna poznac,
        przepracowac, naprawic, malymi, drobnymi, milimetrowymi kroczkami. Te
        umiejetnosci i te cechy i milosc do siebie samej, ktore powinni dac Ci rodzice,
        a nie dali, mozna nadrobic, a zranienia wyleczyc. Twoj maz takze zmaga sie z
        tymi deficytami, ale to jest jego kawalek, on moze tez nad tym pracowac, jesli
        tego zechce, ale musi zechciec sam, nikt tego za niego nie zrobi, nikt mu tego
        nie jest wladny nakazac. Kto wie, moze kiedys zechce, moze pod wplywem tego, ze
        Ty pojdziesz po pomoc, by pomoc sobie?
        Wcale nie musisz od razu od niego odchodzic, tylko "zanies cialo" do poradni,
        opowiedz o sobie, nie boj sie niczego, a nastepne kroki beda sie wylanialy
        same, jeden z drugiego, i beda w Tobie dojrzewaly decyzje, po kolei, takie
        jakie sama zechcesz podjac. Tylko jest jeszcze jedna wazna rzecz: zadbaj o
        swoje bezpieczenstwo fizyczne: miej jakis plan awaryjny gdyby wrocila przemoc
        fizyczna (do kogo zadzwonic po pomoc, u kogo ewentualnie przenocowac, zadbaj o
        wsparcie bliskich, NIECH WIEDZA jaka jest Twoja sytuacja, zapisz numer swojego
        dzielnicowego, nie wahaj sie wezwac policje, gdyby chcial zrobic Ci krzywde lub
        Cie wiezil, nos zawsze przy sobie nawet w domu, w kieszeni, pod poduszka gdy
        spisz itp. telefon komorkowy - to nie sa zarty skoro takie rzeczy sie juz
        zdarzaly). Mozesz powiedziec mezowi tak: "nie chce robic nic przeciwko tobie i
        na zlosc tobie, ale jesli bedziesz mi grozil lub podniesiesz na mnie reke, to
        wezwe policje. Uprzedzam cie o tym, nie chce tego robic, ale jesli mi bedziesz
        zagrazal, to wezwanie policji bedzie twoja decyzja i policja przyjedzie na
        twoje wlasne zyczenie." Tylko potem musisz te zapowiedz spelnic, nie ma innej
        opcji, ale wierz mi, to naprawde jest milowy krok jesli on zobaczy, ze jestes w
        stanie wezwac nawet policje. Nie wstydz sie tego zrobic gdyby przyszlo co do
        czego (oby nie).
        No i na te chwile mozesz tez cos przeczytac: oprocz wszystkiego o DDA (w
        ksiegarniach i w Internecie), to sa jeszcze b.dobre ksiazki "Zanim bedzie za
        pozno" Gdanskiego Wyd. Psychologicznego, "Kobiety, ktore kochaja za bardzo"
        Robin Norwood, "Szantaz emocjonalny" Susan Forward i inne ksiazki z przemoca w
        tytule. Sa dostepne nawet w osiedlowych bibliotekach, w ksiegarniach tez.
        Dowiedz sie jak najwiecej o zwiazkach, w ktorych jest przemoc, bo Twoj niestety
        taki jest. Zycze Ci duzo wytrwalosci, nadziei i pogody ducha, ufnosci, ze
        pomalu, z determinacja, ze wsparciem od ludzi, z wiara - dasz rade!
        Pamietaj, ze, jak mowia Chinczycy, najdluzsza podroz zaczyna sie od pierwszego
        kroku..
        Pozdrawiam!
        • ginestra Re: moja historia - długie 12.10.06, 16:20
          Acha, i jeszcze BARDZO WAZNA RZECZ!
          "diablico"! Piszesz, ze aktualnie maz jest mily i czuly, czeka z cieplym
          obiadem itp. To jest tez bardzo typowe dla przemocowego zwiazku, takie cykle:
          przemoc - miodowy miesiac - przemoc - miodowy miesiac itp. Te miodowe miesiace
          maja ogromne znaczenie dla podtrzymania tego stanu, zeby nie odchodzic od
          agresora, a tkwic w takim zwiazku. Wiedz jeszcze jedno, ze takie cykle staja
          sie pomalu coraz bardziej zdradliwe (przemoc coraz wieksza, miodowe miesiace
          coraz krotsze, az do ich zaniku, a kiedy przemoc wzrasta, to wiadomo czym to
          grozi..) poza tym to cie drazy od srodka, odbiera Ci poczucie godnosci, wlasnej
          wartosci). O tych cyklach przemocy jest duzo w tych ksiazkach. Moze teraz nawet
          wejdz w wyszukiwarke znajdz strone "niebieskiej linii" czy inna podobna czy
          nawet (strzelam) przemoc.pl. Dowiedz sie jak najwiecej o dynamice zwiazkow
          przemocowych i wowczas zobaczysz czy nie brzmi to znajomie... W internecie
          mozesz tez na pewno znalezc adresy poradni w Twojej miejscowosci.
          Trzymaj sie!
        • diablica11 Re: moja historia - długie 13.10.06, 09:43
          podziękowania dla wszystkich a zwłaszcza dla ginestry - poradziłaś mi, zrobię
          tak-poszukam poradni zajmującej sie przemocą i uzależnieniami, poczytam cos na
          ten temat-od czegoś muszę zacząć, a najprościej będzie powoli, małymi
          kroczkami, inaczej sobie nie poradzę, musze zmienić tok myślenia i popracować
          nad tym żeby sie wzmocnić psychicznie i zacząć sie cenić, bo teraz niestety
          tego nie robię, a potem zobaczymy co dalej. Jeśli ktoś z was zna taką poradnie
          w Poznaniu, to bardzo proszę o namiary. Nie wiem też czy jest możliwość aby
          taką poradnie znaleść na "kasę chorych" (NFZ) czy takie poradnie są tylko i
          wyłącznie płatne-a jeśli tak to jakiego rzedu są to kwoty. Jeśli sie
          orientujecie to jeszcze raz prosże o info-moze być na forum lub na maila
          gazetowego.

          dzięki i pozdrawiam
          diablica11
          • lune info 13.10.06, 14:02
            diablica11 napisała:

            > Jeśli ktoś z was zna taką poradnie
            > w Poznaniu, to bardzo proszę o namiary. Nie wiem też czy jest możliwość aby
            > taką poradnie znaleść na "kasę chorych" (NFZ)


            zacznij od uzyskania informacji jakie poradnie (osrodki) ktore zajmuja sie tego
            rodzaju terapia - maja kontrakt z NFZ ;

            www.nfz-poznan.pl/page.php
            na stronie internetowej wielkopolskiego NFZ - sa informacje dla pacjentow ; ale
            mozesz tam rowniez zadzwonic - lub pojawic sie osobiscie - i wypytac o
            wszystko ;

            kazdy ubezpieczony ma prawo do informacji - w jakiej placowce i z jakich uslug
            moze skorzystac w ramach ubezpieczenia :)

            mieszkam w innym miescie, nieco mniejszym niz Poznan - a sa w nim osrodki
            leczenia w ktorych - w ramach ubezpieczenia - mozna skorzystac z
            psychoterapii ; podejrzewam ze w Poznaniu podobna oferta bedzie 'bogatsza' ;

            powodzenia, lune
          • opposite Re: moja historia - długie 08.11.06, 15:50
            Napisałaś, że w Waszych domach był alkohol. Więc się zastanów, czy może ty nie
            masz problemów ze współuzalenieniem emocjonalnym. Ja już wiem, że mam. Jestem
            też w idiotycznej sytuacji, nie było u mnie przemocy fizycznej ale emocjonalnie
            jestem totalnie zjechana.
            Spróbuj w poradniach uzależnień i współuzależnień. Np. terapię dla DDA, choć
            oczywiście nie wiem, czy to Ciebie dotyczy. Jeśli masz pytania możesz napisać
            do mnie na priv.
            Myślę, że jesteśmy w podobnej sytuacji emocjonalnej. Obie chcemy się wzmocnić
            psychicznie i zacząć się cenić. Ja już pomału zaczęłam. Właśnie w takiej
            poradni i dodatkowo zaczytuję się masą książek. I z przerażeniem odkrywam, że
            to co się ze mną działo jest pewnego rodzaju chorobą. Ale optymistyczne jest
            to, że skoro tak, to można próbować się leczyć.
            Pozdrawiam i powodzenia.
    • martika19873 Re: moja historia - długie 12.10.06, 15:52
      Tez mialam podobna sytuacje do Twojej. Wydawalo mi sie,ze nie jestem w stanie
      odejsc,ze nie bede potrafila bez niego zyc (teraz gdy o tym mysle ogarnia mnie
      pusty smiech),ze On jest jedynym facetem,ktory mnie zechce,ze pozniej juz
      nikogo sobie nie znajde i predzej umre niz bede potrafila zyc bez niego. I co?
      I zyje juz sobie dwa lata na tym swiecie bez niego. Poczatek po zerwaniu byl
      straszny,ale dalam rade. Wylaczylam komorke i zostawilam ja u kumpeli, gdy
      przychodzil pod moj dom rodzice mowili mu ze mnie nie ma albo kazali mu
      spie..ć. Cierpialam, bo tak samo jak Ty bylam od niego uzalezniona,ale dalam
      rade. Ty tez masz w sobie ta sile,tylko SAMA musisz w to uwierzyc.

      KAZDY zasluguje na milosc,na godne zycie,na kochajacego i wspierajacego
      partnera. Ty rowniez masz do tego jak najwieksze prawo. Jezeli tego nie
      zrozumiesz,to do konca zycia bedziesz tkwic razem z tym chorym
      czlowiekiem,nieszczesliwa,sponiewierana,czy moze nawet jeszcze gorzej,tacy
      lduzie jak on sa zdolni do wszystkiego...pozdrawiam Cie serdecznie i licze na
      to,ze podejmiesz dobra dla Ciebie decyzje
    • hyper_mouse Re: moja historia - długie 08.11.06, 15:37
      Jesteście siebie warci, jak można było wyjść za takiego tyrana???!!! Bo, co..
      lat wam przybywało... jak można tak żyć?
    • solaris_38 ostra terapia 08.11.06, 17:43
      sprawa jest jasna
      oczywiscie że całkowicie to twoja wina
      nie am sie nad czym zastanawiac

      ale ze tego nie wiedzisz to twój problem

      ja tylko jedno zacytuje a ty p[osłuchaj co sama piszesz

      facet robi ci źle bije cię upokarza i (uwaga !!!) STRASZY CIę że sobei coś
      zrobi

      czynniki wywołujacy zło - straszy że sie zniweluje


      kobieto ściemniasz albo wymagasz ostrej terapii
      • diablica11 Re: ostra terapia 09.11.06, 14:23
        chyba nigdy nie byłaś w takiej sytuacji skoro tak mnie podsumowałaś- pewnie ci
        sie wydaje że nie mam co robić tylko wymyślam niestworzone historie....szkoda,
        wydawało mi sie że takie forum moze mi jakos pomóc, ale z tego co widze są
        tutaj też tacy ludzie którzy potrafią dobić.....
        • shangri-la Re: Nie przejmuj się głupimi tekstami 09.11.06, 16:07
          Ten, kto nie był nigdy w podobnej sytuacji , nie jest w stanie pojąć obłędnego
          DANCE MACABRE , jaki manipulant stosuje wobec swojej ofiary i wszelkich jego
          konsekwencji.
          Trzymaj się!:))))))
        • solaris_38 sama sie dobijasz 09.11.06, 23:09
          nie pragnę cię dobić
          pragnę tobie a może innym czytającym pokazać że sama sie dobijasz

          kto to zrozumie ma klucz we własnych rękach

          pozostali będę w piekle na własne życzenie i ok skoro takich potrzebują doznań

          pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka