Dodaj do ulubionych

co zrobilibyscie na moim miejscu?

14.10.06, 11:52
poznalem dziewczyne, szybko sie w niej zakochalem/zauroczylem. Spalismy ze
soba, potem wrocilem do Stanow, ona mieszkala w Japoni, zapytala sie mnie czy
moge na nia poczekac przed wyjazdem. A ja zgodzilem sie. Pisalismy do siebie,
ale byly zgrzyty bo ja potrzebowalem powaznego zwiazku mialem 25 lat a ona
tylko 19.

Wiedzialem ze koncentrowala sie na szkole i pracowala 2-3 prace zeby
oszczedzic na studia w USA, i wiedzialem ze ona chce zostawic sobie opcje, i
utrzymac znajomosc ze mna na sile, choc nie angazowala sie emocjonalnie
zbytnio, choc gdy bylismy razem powiedzala mi ze chce byc moja dziewczyna.
Powiedzala zebym sie nie przejmowal zbytnio, bo wkoncu kiedys sie zobaczymy.
Pisala, ale unikala dyskusji o uczuciach.

Przez 1.5 roku napisala tylko 8-10 listow, ale mniej wiecej po roku
zaczynalem miec dosc, chyba dopadla mnie apatia, wiec zaczalem szukac innej
dziewczyny, a bylo bardzo latwo, bo po zamieszczeniu anonsu na necie, zaczely
do mnie pisac i dzwonic rozne kobiety. Umowilem sie z jedna potem druga, i w
dwa dni potem odezwala sie moja Japonka po 6 miesiacach milczenia, napisala
ze przyjezdza, tylko ze na przeciwlegle wybrzeze do Seattle a ja mieszkalem w
Polnocnej Karolinie...

...w krotkim lisciku napisala ze cieszy sie ze przyjezdza do USA do szkoly i
zobaczymy sie za 3 lub 6 miesiecy gdy bedzie miala ferie....7-9 dni. To
jeszcze bardziej mnie wkurzylo na nia, chyba upadla na glowe, wyobraza sobie
ze facet bedzie czekal na nia... 2 lata, i potem mial w perspektywie nastepne
3 lata znajomosci na odleglosc, az ona skonczy szkole, przeciez mogla wybrac
college blizej mnie...ale odleglosc chyba nie sprzyja znajomoscia pomiedzy
kobieta wiec miezczyzna, wiec nawet nie odpowiedzialem na jej list, tak sie
zlozylo ze zmienil sie moj adres, nie podalem jej nowego, bo mialem jej dosc.
Ucieklem do innej, i bylem szczesliwy, choc tak naprawde nie zapomnialem
nigdy o mojej Junko.

Ale tak sobie mysle ze jej nigdy chyba nie zalezalo na mnie, bo przeciez
zawsze mogla mnie odnalezc, tym bardziej wiedziala ze jestem w US Marines, i
gdy ja zerwalem bez zadnego ostrzezenia kontakt, mogla sobie pomyslec rozne
rzeczy, ze np nie wrocilem z Iraku...

Nadal nie moge zrozumiec jak mozna byc taka skala, nigdy sie nie dowiedzialem
co naprawde czula, ale przajmniej mam satysfakcje z tego ze napisalem jej
kiedys ze "ma kamien zamiast serca" i jest "samolubna" bo oczekiwala wiele
odemnie sama nie dawajac prawie nic. Chyba mialem racje ze zerwalem z nia bez
slowa, jak sadzicie?
Obserwuj wątek
    • shangri-la Re: Waldi....:) 14.10.06, 11:58
      Problem Yunko jest nam wszytkim tutaj doskonale znany i wiele razy wypowiadliśmy
      się na ten temat:)
      Obawiam się, że zaraz tu wapadnie jakiś Hieroglif, Patrycja lub inny Adonis i
      nie zostaawi na Tobie suchej nitki....
      Dlaczego wciąż do tego wracasz? Przecież jesteś szczęśliwym małżonkiem!
      Czy Ty , podobnie jak ja , nie możesz sobie czegoś wybaczyć?
      • waldek1610 Re: Waldi....:) 14.10.06, 12:08
        shangri-la napisała:

        > Problem Yunko jest nam wszytkim tutaj doskonale znany i wiele razy
        > wypowiadliśmy się na ten temat:)

        Byc moze, ale nikt nie zadal sobie trudu zeby wstawic sie w moje miejsce i
        powiedziec co sadzi. No moze kilka osob bylo pomocnych, ale watpliwosci nadal
        pozostaja..


        > Obawiam się, że zaraz tu wapadnie jakiś Hieroglif, Patrycja lub inny Adonis i
        > nie zostaawi na Tobie suchej nitki....

        A Ty myslisz ze ja sie tym przejmuje, chyba zapomnialas ze bylem komandosem i
        pracowalem w policji w USA, jakakolwiek ataki personalne przechodzo przemnie
        jak przez powietrze. Wogule nie biore ich pod uwage.


        > Dlaczego wciąż do tego wracasz? Przecież jesteś szczęśliwym małżonkiem!
        > Czy Ty , podobnie jak ja , nie możesz sobie czegoś wybaczyć?

        No wlasnie, niby jestem szczesliwym malzonkiem ale musze pozbyc sie wszelkich
        zludzeni, tylko wtedy bedze calkowicie szczesliwy. Nie mozna byc zyblenie
        szczesliwy z obecna kobieta, gdy nadal nie udalo mi sie wyrzucic mojej bylej z
        mojego serca...

        • gocha033 Re: Waldi....:) 14.10.06, 12:15
          Moze i byles komandosem, ale duchowo jestes nadal dzieckiem.
          Gdyz wierzysz , ze da sie - na zawolanie - wyrzucic dawna milosc z serca.
          Niekiedy musza minac dlugie lata, gdy to sie (samo) dokona.
          • waldek1610 Re: Waldi....:) 14.10.06, 12:27
            gocha033 napisała:

            > Moze i byles komandosem, ale duchowo jestes nadal dzieckiem.
            > Gdyz wierzysz , ze da sie - na zawolanie - wyrzucic dawna milosc z serca.
            > Niekiedy musza minac dlugie lata, gdy to sie (samo) dokona.

            "na zawolanie"??? Dziewczyno, minelo dokladnie 7 lat od czasu gdy zerwalem
            kontakt z nia, i nadal nie potrafie o niej zapomniec.

            Prawda ze zaraz po zerwaniu z Junko spotkalem inna dziewczyne Chanieng i bylem
            z nia 2 lata, i mialem znia o wiele bardziej satysfakcjonujaca znajomosc niz z
            Junko, wiec nie mialem czasu zastanawiac sie nad moja nieszczesliwia
            znajomoscia z eks. Potem poznalem moja zone, jestesmy z soba od prawie 5 lat, i
            przed pol roku mielismy kryzys, bo przysnila mi sie Junko, mialem zupelnie
            realistyczny sen ze Junko wreszcie przyjechala, tak jakby nic sie nie zmienilo,
            i czylem sie tak jakby cos mnie ominelo, tak jakby los mnie oszukal, i ze nie
            jestem z kobieta ktora kocham tylko inna.

            Rozmiawialem o tym z zona, byl kryzys, ale minal i teraz jest jak dawniej, moja
            zona kocha mnie jeszcze bardziej niz przedtem, choc wydawaloby sie ze nie da
            sie bardziej. A ja nie jestem pewien do konca czy naprawde ja kocham czy tylko
            siebie oszukuje.

            Ale sadze ze moja zona jest kobieta mojego zycia bo to ona dala mi wszystko, a
            tamta Junko tylko pasorzytowala na mnie i nic nie chciala dac, oprocz seksu i
            pustych obietnic o ponownym spotkaniu. Zastanawia mie nadal to jak mozna byc
            taka skala jak ona, chyba jednak nie zaslugiwala na moja milosc...
        • shangri-la Re: Oj, masz problem człowieku....:( 14.10.06, 12:20
          Masz rację mówiąc , że "Nie można byc zupełenie
          > szczesliwy z obecna kobieta, gdy nadal nie udalo mi sie wyrzucic mojej bylej z
          > mojego serca..."

          Ale nie oczekuj też , że ktokolwiek "postawi się na Twoim miejscu".
          Na pewno nie możesz oczekiwać rady od kobiet, a meżczyźni niechętnie przyznają
          się do swoich resentymentów...:)
          Obawiam się też, że swoich "wątpliwości i złudzeń" nie pozbędziesz się nigdy.
          Widzisz, kiedy ludzie rozstają się w powyższych okolicznościach, bez podania
          motywów (prawdziwych) , bez empatii, bez wybaczenia sobie wzajemnie pozostaje
          POCZUCIE KRZYWDY.....
          Da się z tym żyć a nawet być szcześliwym (jak Ty obecnie), ale bywają chwile ,
          że świadomość skrzywdzenia domaga się zrozumienia przynajmniej, stąd Twoje posty
          i moje...;)
          Nic mądrego Ci nie powiem, bo sama nie mogę wybaczyć sobie.....
          • waldek1610 Re: Oj, masz problem człowieku....:( 14.10.06, 12:48
            shangri-la napisała:

            > Ale nie oczekuj też , że ktokolwiek "postawi się na Twoim miejscu".
            > Na pewno nie możesz oczekiwać rady od kobiet,

            dlatego ze kobiety sadza ze tylko one maja uczucia i tylko cierpia? Wiesz ze to
            nie jest prawda, sa rowniez zle kobiety ktore pasorzytuja na mezczyznach i nic
            sobie z tego nie robia.

            > a meżczyźni niechętnie przyznają się do swoich resentymentów...:)
            > Obawiam się też, że swoich "wątpliwości i złudzeń" nie pozbędziesz się nigdy.
            > Widzisz, kiedy ludzie rozstają się w powyższych okolicznościach, bez podania
            > motywów (prawdziwych) , bez empatii, bez wybaczenia sobie wzajemnie pozostaje
            > POCZUCIE KRZYWDY.....


            no tak a ja do tego pod wplywem moich snow probowalem sie z nia skontaktowac i
            wyjasnic jej co naprawde wtedy czulem, ze mialem dobre zamiary ale nie moglem
            czekac w nieskonczonosc na kobiete ktora mnie nie kochala. A ona nie miala
            cywilnej odwagi wytlumaczyc swojego stanowiska. A przeciez po 2 latach
            znajomosci chyba czlowiek zasluguje choc na krotkie wyjasnienie i rozmowe.

            Tylko tego potrzebowalem, ale fakt ze nie odpisala, po tym jak udoalo mi sie
            dostac jej numer od jej rodzicow, ona nie odezwala sie. Wiem ze to kobieta bez
            skropulow i dla niej zasze liczylo sie tylko jej dobro.


            > Da się z tym żyć a nawet być szcześliwym (jak Ty obecnie), ale bywają chwile ,
            > że świadomość skrzywdzenia domaga się zrozumienia przynajmniej, stąd Twoje
            > posty i moje...;)
            > Nic mądrego Ci nie powiem, bo sama nie mogę wybaczyć sobie.....


            Przynajmniej Ty mnie rozumiesz, i jestem Tobie wdzieczny za twoje slowa. Wiec
            moze oboje nie powinnismy sie przejmowac, i nie marnowac juz wiecej szasu na
            osobach ktore nie zasluguja na taka uwage, nie wspominajac juz o uczuciu...
    • elisa-lena Re: Wiem o kogo chodzi, bo juz o niej pisałeś. 14.10.06, 12:24
      I to wiele razy. Nie wiem ale albo ta kobieta zawróciła ci w głowie bo była
      nieosiągalna, albo to narcyzm?
      lekarstwem na nią może okazać się spotkanie z nią po wielu latach albo choc
      koresponedencja. Cokolwiek co ci ją pzrybliży. Wtedy może się okazać, że się
      zmieniłeś na tyle aby opuścić ją emocjonalnie i iść dalej.

      Taki sprawdzian to czasem niezbedna czynność. Sprobuj co ci zależy przciez
      wiesz gdzie mieszka.
      • sandraa2 Re: Wiem o kogo chodzi, bo juz o niej pisałeś. 14.10.06, 12:52
        Waldek to historia chyba juz wszystkim znana na kuli ziemskiej.
        Jak masz takie problemy to idz do psychologa a nie zasmiecaj swoimi watkami
        kazdego forum.
        • waldek1610 Re: Wiem o kogo chodzi, bo juz o niej pisałeś. 14.10.06, 13:00
          ludzkie uczucia i wotpliwosci co do takowych nigdy nie sa "smiecmi". NIc na to
          nie poradze ze mam uczucia, i inni po paru dniach zapominaja ze byli kiedys
          zakochania w kims, a drudzy tacy jak ja maja serce, czy winisz mnie za to ze
          mam serce?
          • shangri-la Re: Wiem o kogo chodzi, bo juz o niej pisałeś. 14.10.06, 13:09
            Popieram Cię Waldi i życzę Ci zapomnienia....
            Są ludzie, którzy nie rozumieją , inni wyśmiwają to, co czego nie rozumieją,
            jeszcze inni plują jadem, dlatego , że nie rozumieją.....
            Masz szczęście , ze Junko nie napisała tak jak widzisz w kolejnym wątku....:(

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23941&w=50322721&a=50328936
      • waldek1610 Re: Wiem o kogo chodzi, bo juz o niej pisałeś. 14.10.06, 12:58
        elisa-lena napisała:

        > I to wiele razy. Nie wiem ale albo ta kobieta zawróciła ci w głowie bo była
        > nieosiągalna, albo to narcyzm?

        Byla nieosiagalna, w praktyce, ale gdybym nie mial serca jak ona po poczekalbym
        nastepnych pare lat i byc moze bylibysmy teraz razem, albo byc moze i nie...Nie
        sadze ze jestem narcyzem, bo naprawde poswiecilem wiele dla tej dziewczyny.


        > lekarstwem na nią może okazać się spotkanie z nią po wielu latach albo choc
        > koresponedencja. Cokolwiek co ci ją pzrybliży. Wtedy może się okazać, że się
        > zmieniłeś na tyle aby opuścić ją emocjonalnie i iść dalej.
        > Taki sprawdzian to czasem niezbedna czynność. Sprobuj co ci zależy przciez
        > wiesz gdzie mieszka.


        Tak tylko okazalo sie ze ja mialem racje, i ta kobieta naprawde nie ma zadnych
        uczuc, bo nie ma nawet odwagi odezwac sie, choc pratycznie skontaktowalem sie z
        nia, ale ona sie chowa teraz i nie chce wziasc na siebie troche winy, i potem
        rozstac sie jak ludzie.

        Chyba jednak wcale jej juz nie kocham tylko czuje do niej zal ze zaangazowalem
        sie w nia tak bardzo przez 2 lata, a ona sadzila ze bede pod reka, i ze zawsze
        bedze na nia czekal, choc ona na to nie zaslugiwala. Zastanawia mnie tylko
        dlaczego ludzie nie potrafia powiedziec; "nie zasluguje na twoja milosc" wiec
        nie moge brac jej od ciebie gdy sama nie potrafie, albo nie jestem zdolna
        ofiarowac tobie milosc".

        To by mi wystarczylo, a ona tymczasem, konsumowala moje milosne listy, a sama
        pisala zebym "sie nie przejmowal bo wkiedys sie zobaczymy" i sadzila ze to
        wszystko wystarczy na utrzymanie naszego zwiazku przez 2 lata na odleglosc, i
        potem nastepne 3 lata az do czasu gdy skonczy szkole.

        Chyba jednak lepiej machnac reka, i zapomniec, bo szkoda nerwow.
        • vampirrr [...] 14.10.06, 13:16
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • naiwny6 Re: Jezus Maryja i ojciec dyrektor !!! 14.10.06, 20:04
            vampir! jestes lajza nie umiesz uszanowac kobiet.powinna ci sie trafic taka
            agata wrobel . ona by cie dala , oj dala .
          • naiwny6 Re: Jezus Maryja i ojciec dyrektor !!! 14.10.06, 20:13
            Doczekasz sie, że ktos cie znajdzie w kraku i będziesz wtedy biedny. Kobiety
            będą wtedy bardzo zadowolone ,że Vampirek dostał za swoje. Bój się.
            • shangri-la Re: Daj spokój Naiwny.....:) 14.10.06, 20:17
              Krwiopijcy Ci pomyliły:)
              To nie ten wampir którego masz na myśli.
              • naiwny6 Re: Daj spokój Naiwny.....:) 14.10.06, 20:24
                Wampir to wampir , lubi kobiecą krew.Ato nie dobrze.Może ja skazić.
                • despena Re: Daj spokój Naiwny.....:) 14.10.06, 20:32
                  naiwny6 napisał:

                  > Wampir to wampir , lubi kobiecą krew.Ato nie dobrze.Może ja skazić.
                  obydwa wampiry sa ohydne. I o jednym czytalam i o tym drugim. Nic tylko im te
                  jaja wyciac.
                  • naiwny6 Re: Daj spokój Naiwny.....:) 14.10.06, 20:35
                    Czyli mam poparcie. I o to chodzi. Odwagi kobiety odwagi.
                    • despena Re: masz poparcie 14.10.06, 20:47
                      Obum wampirom wydaje sie ze sa wampirami, ze sa w stanie wyssac z kobiety jej
                      pasje, namietnosc i zostawic na w pol zywa z milosci,tesknoty, he, ale tak nie
                      jest. Te wampiry, jak sie oni zowia to dwa zwykle male pod kazdym wzgledem-
                      komarki, ktore marza o wielkich wampirzych wyczynach, juz kapisz?
                      • naiwny6 Re: masz poparcie 14.10.06, 20:51
                        Więc powinni trafic na taką co im da popalić,aż będą pyry gubić.
                        • despena Re: masz poparcie 14.10.06, 20:54
                          Taka nasmarowana olejkiem przeciw insektom w tym komarom...=)))
                          • naiwny6 Re: masz poparcie 14.10.06, 21:01
                            I był by spokój. Było by klaśnięcie i nie ma ich.Może nie długo tak będzie. Z
                            Wawy do Kraka nie daleko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka