marsylianka1
01.11.06, 10:59
a ja mam serce,jestem niemodna,nie nadaje sie do zycia w tych czasach.Nie
poradze nic na to,ze jak mi na kims zalezy mam to wypisane na twarzy,a przy
tym nie jestem nowoczesna kobieta ktora zarzuca sidla na swoja ofiare i
wysysa z niej krew az sie podda.Nie pcham sie do lozka facetom,nie proponuje
pierwsza randki.A do tego......jestem naprawde fajna dziewczyna,nic mi nie
brakuje,podobam sie facetom-ale tym na ktorych mi nie zalezy.Moze i lubie
trudnych facetow,ale przewaznie na moich oczach zdobywaja ich inne dziewczyny-
odwazniejsze,latwiejsze ode mnie.Nie mam ochoty juz sluchac ludzi,ze taka
uczciwa dziewczyna jak ja to skarb-co za bzdura,przez ta moja uczciwosc tylko
slucham jak kolezanki lataja na randki,chodza do lozka-a mi tez brakuje
czulosci.Przez ta moja cholerna uczciwosc nawet nie moge tak po prostu
zabawic sie z kims,bo z daleka chyba widac po mnie,ze "groze zwiazkiem".Czy
ja tym wystraszam facetow?czemu na poczatku kreca sie kolo mnie,a potem
nagle... pasuja i mam wrazenie,ze bawia sie tym,ze ja zaczynam cos czuc-
mimo,ze nic nie robie,ale to chyba po oczach widac.I nie jestem zakonnica.
Nie piszcie mi,ze ktos to doceni,bo poki co to tylko patrze jak moje
kolezanki lataja na randki a obieky moich uczuc sa z kims,tylko nie ze
mna.Nie moge oprzec sie wrazeniu,ze ja cos robie zle-zbyt wiele razy ta
historia powtarza sie.Tylko gdzie popelniam blad, bo nie wierze juz w to,ze
wybieram niewlasciwych facetow,skoro widze ze interesuja sie mna..na
poczatku.Zaraz pewnie ktos mi napisze,ze moze mi sie tylko wydaje,ze jestem
fajna osoba...Ale mysle,ze jestem, mam wielu znajomych,jestem lubiana, latwo
nawiazuje kontakty,patrze w lustro i nie narzekam,mozna ze mna porozmawiac na
kazdy temat,usmiecham sie...Ale nie mam wielu doswiadczen i mam wrazenie,ze
to przez to nie umiem sobie czasami poradzic z facetem,na ktorym mi zalezy.