hazzard
08.05.07, 14:53
witam, mam pytanie odnośnie kolegi z pracy. Otóż 2 tyg. temu nieoczekiwanie
zniknął, nie pokazywał się w pracy 3 dni i nikt nie wiedział, co się z nim
dzieje, bo nie odpowiadał na sms-y ani nie odbierał telefonu. Znam jego
żonę,więc zadzwoniłam do niej, aby spytać, co się z nim dzieje i okazało się,
że po prostu wpadł w cug. Nasza rozmowa była krótka, stwierdziłyśmy że to
fatalnie, że to się wydarzyło w trakcie jego terapii i że nie wytrzymał.
Dodam, że w pracy wiedzą wszyscy o jego problemach i gdy zniknął, każdy
podejrzewał przyczynę, która niestety się potwierdziła.
W poniedziałek pojawił się w firmie jak gdyby nigdy nic, z twarzą czerwoną i
spuchniętą, obrażony na mnie i koleżanke. Teraz dowiedziałam się, że mocno
żalił się innym, że jak mogłam zadzwonić do jego żony, a ci inni byli rzekomo
oburzeni. I że w ogóle nie powinien ze mną rozmawiać!
Dodam, że nie rozgadałam nowin od żony wszystkim dookoła, a on sam po powrocie
do pracy oznajmił to kolegom i wyżalił się, jak to mogłam w ogóle uczynić etc.
W sumie z 2strony byłam jedyną osobą, która w firmie zainteresowałą się jego
osobą,więc nie bardzo rozumiem jego obrazę...Przecież równie dobrze mógł
nieprzytomny leżeć w szpitalu i nikt by o niczym nie wiedział, więc taki
telefon ze strony szefa lub chocby kolegi z pracy do kogoś z rodziny nie jest
chyba powodem do obrazy???co o tym sądzicie i jak z tego wybrnąć?