mysiaa14
25.07.07, 10:41
Mam ogromny problem, ze sobą...z moim zyciem.Zwiazałam sie z człowiekiem
którego kocham ale mam wrażenie ze nie jest to dobra miłość.Znamy sie 5
lat,raz juz sie rozstaliśmy-ale on wrócił po roku.Powiodem rozstanie była
inna kobieta a także to ze twierdził ze nie wie czego chce od zycia.Długo
mnie do siebie przekonywał zebym zaufała mu ponownie.Pokochałam go na
nowo,tylko znacznie mocniej niż za pierwszym razem...było nam cudownie,kazdą
chwile spedzaliśmy razem-owszem jak w kazdym związku były też
spięcia.Zamieszkaliśmy razem...i nagle z dnia na dzień on zabrał swoje
rzeczy,po prostu wrociłam z pracy i zastałam puste szafy,zrobił to bez żadnej
rozmowy ze mną-w rozmowie telefonicznej stwierdził ze przerasta go dorosłe
życie (ma prawie 28 lat)i obowiązki.Zostałam ze wszystkim sama, w pustym
mieszkaniu na totalnym zadupiu.Mieszkanie które miał byc naszym ciepłym domem
stało się moim więzieniem...nie mogę spać, jeść cały czas myśle ile błędów
popełniłam wobec Niego a największym było chyba to ze pozwoliłam mu
wrócić...Usłyszałam od niego dokładnie te same słowa co przy pierwszym
rozstaniu-ze chce zyc miło łatwo i przyjemnie,ze dusze go swoim uczuciem i ze
odkąd ze mną zamieszkał nie miał czasu dla kumpli...płacze z bólu-nie
trzymałam go na smyczy, sam wlalczył o to zebyśmy razem mieszkali choć ja
podchodzilam do tego raczej sceptycznie.Teraz czuję sie jak bez zycia,bo
wszystkie moje plany rozsypały sie jak domek z kart. Nie jestem w stanie zyc
w tym mieszkaniu,gdzie wszystko przypomina mi jego...samotność jest
przerazająca.