Gość: mika
IP: *.lubin.dialog.net.pl
09.12.01, 19:21
Im wiecej mam latek tym bardziej sie przekonuje o prawdziwosci tego textu.
To chyba tak z wiekiem, jak sie ma -nascie lat, wszystko jest takie proste i
piekne.Jak kochac, to calym soba i bez wzgledu na wszystkie przeciwnosci losu,
ktorych zresza wtedy jeszcze zbyt duzo nie bylo.Wszystko bylo takie oczywiste,
swiat tylko czekal na mnie, az go zawojuje.
Az przychodza pierwsze niepowodzenia, porazki.Zaczynasz sie zastanawiac nad
otaczajaca cie rzeczywisoscia, dostrzegasz pewne niuanse, wzajemne zaleznosci z
ktorych wczesniej nie zdawales sobie sprawy. Okazuje sie ze nie wszystko zalezy
od ciebie, czasem trzeba pojsc na kompromis ze swoimi dotychczasowymi
pogladami.Ze ludzie potrafia byc naprawde paskudni, okazuje sie ze oklepane
banaly, ktorymi karmili cie rodzice, tak naprawde wyrazaja prawde o zyciu.Sam
nie zauwazasz kiedy i ty je powtarzasz innym ludziom.
I pojawia sie pytanie?Jaka to frajda zyc na takim swiecie, skoro co i roz
dostajemy kopniaka nie z tej to z drugiej strony. Po co to wszystko?Szarpiesz
sie, miotasz miedzy tym co nakazywalo by sumienie, wlasne poglady, zasady, a
tym czego wymaga od ciebie otoczenie, bo jesc przeciez trzeba, ubrac sie tez.
I co po mnie zostanie?Za xxx lat nikt nawet nie bedzie pamietal ze taka osoba
istniala, ze za wszelka cene starala sie pozostac soba.To moze
lepiej "poplynac" z pradem? Dopasowac sie do istniejacych regul, Bedzie
latwiej, przyjemniej...
A moze wlasnie dla tych krotkich chwil zadowolenia, pewnego rodzaju dumy z
siebie ze jestem wierna swoim pogladom, warto byc soba nawet jak kosztuje to
tak wiele...