Dodaj do ulubionych

W zyciu piekne sa tylko chwile...

IP: *.lubin.dialog.net.pl 09.12.01, 19:21
Im wiecej mam latek tym bardziej sie przekonuje o prawdziwosci tego textu.
To chyba tak z wiekiem, jak sie ma -nascie lat, wszystko jest takie proste i
piekne.Jak kochac, to calym soba i bez wzgledu na wszystkie przeciwnosci losu,
ktorych zresza wtedy jeszcze zbyt duzo nie bylo.Wszystko bylo takie oczywiste,
swiat tylko czekal na mnie, az go zawojuje.
Az przychodza pierwsze niepowodzenia, porazki.Zaczynasz sie zastanawiac nad
otaczajaca cie rzeczywisoscia, dostrzegasz pewne niuanse, wzajemne zaleznosci z
ktorych wczesniej nie zdawales sobie sprawy. Okazuje sie ze nie wszystko zalezy
od ciebie, czasem trzeba pojsc na kompromis ze swoimi dotychczasowymi
pogladami.Ze ludzie potrafia byc naprawde paskudni, okazuje sie ze oklepane
banaly, ktorymi karmili cie rodzice, tak naprawde wyrazaja prawde o zyciu.Sam
nie zauwazasz kiedy i ty je powtarzasz innym ludziom.
I pojawia sie pytanie?Jaka to frajda zyc na takim swiecie, skoro co i roz
dostajemy kopniaka nie z tej to z drugiej strony. Po co to wszystko?Szarpiesz
sie, miotasz miedzy tym co nakazywalo by sumienie, wlasne poglady, zasady, a
tym czego wymaga od ciebie otoczenie, bo jesc przeciez trzeba, ubrac sie tez.
I co po mnie zostanie?Za xxx lat nikt nawet nie bedzie pamietal ze taka osoba
istniala, ze za wszelka cene starala sie pozostac soba.To moze
lepiej "poplynac" z pradem? Dopasowac sie do istniejacych regul, Bedzie
latwiej, przyjemniej...
A moze wlasnie dla tych krotkich chwil zadowolenia, pewnego rodzaju dumy z
siebie ze jestem wierna swoim pogladom, warto byc soba nawet jak kosztuje to
tak wiele...
Obserwuj wątek
    • Gość: ida Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... IP: *.csk.pl 09.12.01, 19:33
      ze mną najwyraźniej jest coś nie tak, bo ja takie rozterki przeżywałam właśnie
      jak miałam lat naście

      a teraz życie jest dużo łatwiejsze
      i piękne są nie tylko chwile ale całe dnie, tygodnie, miesiące
      pewnie wkrótce to samo będę mogła powiedzieć o latach...
      • Gość: czarek Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... IP: 65.128.157.* 09.12.01, 19:44
        jak najbardziej warto byc soba za kazda cene:
        To jedyna droga do odkrycia przeznaczonych sobie doswiadczen
        i ludzi. Poza tym czlowiek rozwija sie dzieki doswiadczaniu
        rozkoszy & bolu (fizycznych lub/i emocjonalnych).
        Kazdy ma tu cos do rozwiniecia.
        Kto jest za daleko z przodu, temu trudniej isc.
        Z ludzmi (i dla ludzi) czasem razniej (i pozyteczniej)
        jest sie Soba...
    • Gość: hase@ Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.01, 19:52
      Gość portalu: mika napisał(a):

      > Im wiecej mam latek tym bardziej sie przekonuje o prawdziwosci tego textu.
      > To chyba tak z wiekiem, jak sie ma -nascie lat, wszystko jest takie proste i
      > piekne.Jak kochac, to calym soba i bez wzgledu na wszystkie przeciwnosci losu,
      > ktorych zresza wtedy jeszcze zbyt duzo nie bylo.Wszystko bylo takie oczywiste,
      > swiat tylko czekal na mnie, az go zawojuje.
      > Az przychodza pierwsze niepowodzenia, porazki.Zaczynasz sie zastanawiac nad
      > otaczajaca cie rzeczywisoscia, dostrzegasz pewne niuanse, wzajemne zaleznosci z
      >
      > ktorych wczesniej nie zdawales sobie sprawy. Okazuje sie ze nie wszystko zalezy
      >
      > od ciebie, czasem trzeba pojsc na kompromis ze swoimi dotychczasowymi
      > pogladami.Ze ludzie potrafia byc naprawde paskudni, okazuje sie ze oklepane
      > banaly, ktorymi karmili cie rodzice, tak naprawde wyrazaja prawde o zyciu.Sam
      > nie zauwazasz kiedy i ty je powtarzasz innym ludziom.
      > I pojawia sie pytanie?Jaka to frajda zyc na takim swiecie, skoro co i roz
      > dostajemy kopniaka nie z tej to z drugiej strony. Po co to wszystko?Szarpiesz
      > sie, miotasz miedzy tym co nakazywalo by sumienie, wlasne poglady, zasady, a
      > tym czego wymaga od ciebie otoczenie, bo jesc przeciez trzeba, ubrac sie tez.
      > I co po mnie zostanie?Za xxx lat nikt nawet nie bedzie pamietal ze taka osoba
      > istniala, ze za wszelka cene starala sie pozostac soba.To moze
      > lepiej "poplynac" z pradem? Dopasowac sie do istniejacych regul, Bedzie
      > latwiej, przyjemniej...
      > A moze wlasnie dla tych krotkich chwil zadowolenia, pewnego rodzaju dumy z
      > siebie ze jestem wierna swoim pogladom, warto byc soba nawet jak kosztuje to
      > tak wiele...

      mika to nie tak. to znaczy tak jesli masz w zamiarze zalamac sie i przyjac , ze
      wszystko jest bee. potem nie znajdujesz swiatelka w tunelu, zachlystujesz sie
      swoja maloscia, cierpieniem, siegasz po alkohol, narkotyki, balkon 10 pietra.
      wiem, ze tak nie myslisz, ani ja, chcialam tylko pokazac lancuszek przypadkowych
      zdarzen, prezenciku z kokardka w postaci niezdefiniowanych niepowodzen, ktory
      masz do zaoferowania jako protest.

      zycie sklada sie z pieknych momentow, na pewno. zgadzam sie zwlaszcza w sytuacji,
      kiedy umiemy je kolekcjonowac np...jak motyle. nigdy nie kolekcjonowalam motyli,
      gdyz uznawalam ze to barbarzynstwo na nich popelnione, chodzi mi raczej o
      przenosnie- a te uznaje za piekna. kocham motyle. zycie to momenty, to drobiazgi,
      nie rzecz wielkie, nie daty lub raczej od... do... ewentualnie pomiedzy.
      ucze sie tez rozumiec chwile. moment. nie moment szczesliwy lub nieszczesliwy
      jako rys w kalendarzu, moment, chwila, odczuwanie, oddech, tchnienie. nie umiem
      tego zdefiniowac.

      ja chyba zachlystuje sie...zyciem....



      dzieki wam. dziekuje. tlenie.


      mika! powodzenia! zgubilam mysl do ciebie koncentrujac sie na sobie. przepraszam
      cie za to.

      kroliczek
      • Gość: mika Re: do hase@ IP: *.lubin.dialog.net.pl 09.12.01, 20:04
        Ja narazie sie nie zalamuje.Od razu tez pare slow o kwestii ktora wyplynela,
        czyli narkotyki i balkon...
        Jezeli chodzi o to pierwsze to jakies tam doswiadczenia z ziolem mam, ale po
        nich jestem zdecydowanie przeciw. Tzn. wszystko jest kwestia dystansu, jak ktos
        uznaje ze palenie stanowi dla niego sens zycia i tylko wtedy moze byc
        szczesliwy, no to ma duzy problem i na 90% skonczy sie predzej czy pozniej na
        dachu wiezowca...
        Ja takich wyjsc nie uznaje, zbyt cenie sobie zycie, mimo wszystko, wiem ze dla
        tych krotkich chwil warto.. ale czasami po prostu mam juz dosyc.
        Poza tym uwazam takie wyjscie z sytuacji za niezgodne z moim kodeksem etycznym.
        pozdrawiam
        • Gość: hase@ Re: do hase@ IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.01, 21:07
          Gość portalu: mika napisał(a):

          > Ja narazie sie nie zalamuje.Od razu tez pare slow o kwestii ktora wyplynela,
          > czyli narkotyki i balkon...
          > Jezeli chodzi o to pierwsze to jakies tam doswiadczenia z ziolem mam, ale po
          > nich jestem zdecydowanie przeciw. Tzn. wszystko jest kwestia dystansu, jak ktos
          >
          > uznaje ze palenie stanowi dla niego sens zycia i tylko wtedy moze byc
          > szczesliwy, no to ma duzy problem i na 90% skonczy sie predzej czy pozniej na
          > dachu wiezowca...
          > Ja takich wyjsc nie uznaje, zbyt cenie sobie zycie, mimo wszystko, wiem ze dla
          > tych krotkich chwil warto.. ale czasami po prostu mam juz dosyc.
          > Poza tym uwazam takie wyjscie z sytuacji za niezgodne z moim kodeksem etycznym.
          > pozdrawiam


          droga mika, nie proponowalam rozwiazania: dragi , balkon, nawet ich nie uzylam
          jako usprawiedliwienie . nie zrozumialas mnie. to nie odwolywanie do
          wypracowanych pseudo-reakcji. czujesz sie zmeczona i masz do tego absolutne
          prawo. zmeczenie rodzi jednak agresje. mysle, ze mamy podobny kodeks etyczny, ale
          rozmijamy sie ( w tym wlasnie momencie)ze wzgledu na wiele roznic oraz
          ograniczenia jakie czynia wlasne emocje (np. agresja). bron boze!- nie chce
          uzurpowac sobie praw do slusznosci swoich przekonan, chcialam tylko powiedziec co
          wlasnie odczuwam na zadany przez ciebie temat. przepraszam, ze zabralam glos tak
          a nie inaczej, zabralam go poniewaz myslam, ze istotne jest gdzie znajduje sie
          nasze wlasne myslenie.


          rzecz w tym, ze sztuka najwieksza jest realizowac cudze oczekiwania, ale przeciez
          jak tu wielokrotnie powiedziano trzeba tez realizowac siebie. nie zrozumialysmy
          sie po prostu mika. nie umiem odpowiedziec na twoje zmeczenie a tym bardziej na
          podskorna agresje (toczona zmeczeniem).

          przepraszam cie.

          przepraszam, ze zabralam glos.

          wycofuje sie.

          h@
    • kwieto Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... 09.12.01, 20:00
      Mam dokladnie odwrotne przemyslenia. A tego, kto wymyslil tekst "w zyciu piekne sa tylko
      chwile" trzeba by bylo niezle przetrzepac za gloszenie bzdur... :")))
      • Gość: mika Re: za pozno... IP: *.lubin.dialog.net.pl 09.12.01, 20:07
        Niestety, facet wykonczyl sie pare lat temu. Prochy...
        Ja mam nadzieje ze jak bede miala powiedzmy te 80 lat to spojrze z dystansem na
        wszystko i dojde do tego samego wniosku co ty.Zreszta narazie ja specjalnie
        zdolowana czy cos takiego nie jestem, to takie moje przemyslenia.
        • kwieto Wiem ze za pozno 09.12.01, 20:22
          Ja wiem, chodzi mi generalnie, ze taki tekst tylko doluje zamiast pomagac. Swiadczy o tym
          zyciorys owego autora cytatu, ktory patrzyl na swiat wlasnie z takiej perspektywy
          (przynajmniej wynika to z jego piosenek) i tak wlasnie skonczyl...

          a ja lat mam 25. Wiec nie trzeba czekac do 80tki aby dojsc do takich wnioskow - a im
          wczesniej tym lepiej :")))
          • Gość: mika Re:Ja tez IP: *.lubin.dialog.net.pl 09.12.01, 20:30
            ma 25.Od miesiaca co prawda, ale zawsze.
            Moze po prostu ostatnio zycie mnie nie rozpieszcza, moze jak teraz tak
            dostawalam po tylku, to potem bede juz zawsze miala dobrze?
            Chodzi mi o to ze sama swiadomosc ze to wszystko nie jest takie proste i piekne
            jak sie kiedys wydawalo, jest dosc przygnebiajaca. Ja jestem na etapie
            odkrywania pewnych rzeczy, co nie znaczy ze z tego powodu nie spie po nocach.
            Na pewno kazdy przeszedl moment takiego "wejscia w dorosle zycie", pewnie
            roznie sie to w roznych przypadkach konczylo. Ja generalnie mysle ze wyjde z
            tego z usmiechem na twarzy, tak juz mam ze potrafie sobie w glowie tak
            poukladac zeby bylo dobrze.Swoja droga to forum to lepsze niz wizyta u
            psychologa, wygadasz sie, pomoga ci, zyc nie umierac..
            • kwieto Re:Ja tez 10.12.01, 00:23
              To nie jest tak, ze "teraz pocierpisz, a potem bedzie wspaniale". I nie jest tak, jak propaguja
              podreczniki pozytywnego myslenia, ze "jak bedziesz dla wszystkich wokol dobry, to kiedys
              Ci sie to zwroci". Nic z tego. Natomiast jest pewna sztuka podejsc tak do pewnych spraw,
              zeby nie przytlaczaly Cie one. Ukradli samochod? Trudno, zdarza sie, bede jezdzic
              komunikacja. Rzucil partner/ka? Ok., moge sobie sam poradzic... Takie podejscie mozna
              trenowac, i da sie to wypracowac... Na przyklad. stoisz w kolejce w urzedzie, denerwujesz
              sie, chcesz wszystko teraz i natychmiast.... A mozna po prostu stac, odprezyc sie chwile, po
              prostu poczekac na swoja kolej... Tylko dzieki takiemu podejsciu przetrwalem remont, kiedy
              terminy rozjezdzaly sie tak, ze pewne rzeczy opoznialy sie na przyklad o dwa miesiace (sic!).
              A Ty musisz zyc, na przyklad przez ten czas bez zlewu w kuchni, blatu na ktorym mozna by
              przyrzadzic jedzenie... I juz wiesz, ze jutro przyjedzie ekipa, dostajesz telefon -
              "przepraszamy, bedziemy za dwa tygodnie". Mozna sie wkurzac, stresowac, twierdzic, ze nic
              sie nie udaje.... ale po co? Rzucam w sluchawke "OK., nie ma sprawy, mowi sie trudno" - a
              oni szczesliwi, ze sie na nich nie wsciekam, przywoza wszystko, instaluja i za montarz nie
              zadaja ani grosza.... (oczywiscie za meble musze zaplacic:"))) )
              I wszyscy sa szczesliwsi :"))))
              • Gość: mika Re:przecie ja to wiem IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.12.01, 20:34
                Czy ja tak przygnebiajaco pisze ze wszyscy maja wrazenie ze jakas nieszczesliwa
                jestem????
                • kwieto Na to wychodzi... 11.12.01, 20:41
                  ...ze sie jawisz jako nieszczesliwa - bo jak bylem na etapie, stwierdzen, ze w zyciu tylko
                  chwile sa szczesliwe, to mialem permanentnego niemal dola (moze po prostu utozsamiam
                  Ciebie z soba?) - przynajmniej tak odbieram to dzis, wtedy uwazalem, ze to stan normalny.

                  A teraz uwazam, ze w zyciu NIESZCZESLIWE sa tylko chwile, a i tych coraz mniej...
                  • Gość: mika Re: Dlaczego? IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.12.01, 21:51
                    No to nie rozumiem. Ja nie czuje sie nieszczesliwa i zdolowana, to ze nurtuja
                    mnie takie problemy to jedno, a w zyciu generalnie staram sie byc zadowolona z
                    tego co mnie spotyka, nawet zlego bo to tez w jakis sposob mnie ksztaltuje,
                    uczy i daje do myslenia.To czemu wiekszosc ludzi mnie tak odbiera, ja tak nie
                    chce!!!Ja sie postrzegam raczej jako optymistke, realnie patrzaca na swiat.To
                    co jest nie tak? Komunikacja szwankuje?
                    • kwieto Punkt widzenia a siedzenia czyli teoria szczescia 11.12.01, 22:38
                      Jesli chodzi o mnie postrzeganie Twych wypowiedzi jako pesymizm wynika z odnoszenia
                      Twojej pierwszej tezy do swoich doswiadczen.
                      Napisalas, ze "w zyciu piekne sa tylko chwile" i ze dla Ciebie ten tekst jest bardzo
                      prawdziwy. To sugeruje, ze reszta tego zycia jest szara bura, i albo do niczego albo po
                      prostu nijaka. Zaznaczam - tak nie musi byc, ale odbieram to jako silna sugestie w tym
                      kierunku. Co uzasadnia reszta postu - ze jak sie bylo mlodym to wszystko bylo fajne i
                      proste, a teraz to coraz trudniej, obowiazki, rodzina, praca...

                      A teraz jak ja to odbieram. Zawsze bylem optymista. To znaczy nadzieja w lepsze jutro,
                      niektorzy maja gorzej i tak dalej. Natomiast przez wieksza czesc zycia uwazalem, ze zycie
                      przewaznie jest szare, przeplatane gdzieniegdzie jakimis "pieknymi chwilami". Co nie
                      znaczylo, ze jest zle, ale przewaznie jest "zwyczajnie" a pieknie tylko czasami. (choc dla tych
                      "chwil" warto zyc (jak zreszta spiewal dalej autor piosenki).
                      No ale potem mi sie poprzestawialo, i zaczalem odkrywac, ze to "zwyczajne" zycie tez jest
                      piekne! I to naokraglo - niezaleznie od Twojej sytuacji materialnej/prawnej/zdrowotnej/
                      uczuciowej czy innej. I wtedy nagle okazalo sie, jak strasznie bury i "dolowaty" byl okres
                      wczesniejszy! Dopiero z tej perspektywy moglem sobie zobaczyc, ze moj "optymizm" byl tak
                      naprawde (z obecnego punktu widzenia) czyms w rodzaju dluuuuugiej, acz lagodnej,
                      depresji! A teraz swiat jest piekny permanentnie. To znaczy - nie przejmuje sie
                      "przeciwnosciami losu" a nawet jesli mnie spotykaja, to nie przeszkadzaja mi dostrzegac
                      pieknych chwil. Na przyklad - dowiadujesz sie, ze dostajesz wymowienie, wychodzisz z pracy
                      i.... jaki piekny ptak siedzi na galezi! (a wczesniej bym tego ptaszka nawet nie zauwazyl, albo
                      stwierdzil cos w rodzaju - "jak ja mu zazdroszcze, on nie ma problemow", albo "i tak to jest
                      beznadziejne") Teraz potrafie docenic jego piekno w kazdej (albo prawie kazdej) chwili czy
                      sytuacji zyciowej. Z tej perspektywy stwierdzenie, ze "tylko chwile sa piekne" jest mocno
                      pesymistyczne...

                      Ale podkreslam - tak to wyglada z mojej perspektywy! :"))))
    • Gość: alka_xx Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... IP: 10.10.10.* 10.12.01, 08:15
      To zycie jest chwila...dlatego jest takie piekne!
      • mazzik Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... 10.12.01, 08:30
        Kwieto święta racja..takie podejście nie zniszczy nam przynajmniej zdrowia no i
        szczęsliwsi bedziemy:)ale niestety trudno o realizacje..
        • onnanohito Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... 10.12.01, 09:40
          A ja właśnie zgadzam się z pierwszą wypowiedzią Miki - że gdy miałam lat naście
          wszystko wydawało się takie proste, poza tym było czarno-białe. Przechodziłam
          super ostry bunt nastoletni i zawsze i wszędzie waliłam ludziom prawdę między
          oczy. A te problemy wieku dorastania ... zawsze chciałabym mieć takie problemy,
          bo cały urok w tym był, że w każdej sekundzie mojego życia mogłam robić to co
          chciałam i mieć wszystko w nosie. Dorosłość jest zupełnie inna. Jestem
          szczęśliwa, uwielbiam moje życie, ale nie wstawiajcie mi tu farmazonów, że
          zawsze w tym życiu można być sobą. Czyli - np. osobą nieodpowiedzialną. Nie
          mogę sobie powiedzieć - a, mam dzisiaj w d**** pracę, zostaję w łóżku. Nie mogę
          powiedzieć mojemu szefowi, że jak słyszę jego opowieści różnej treści to mi się
          flaki wywracają na drugą stronę i że nie chcę go więcej słuchać. Mnożyć można
          przykłady w nieskończoność.
          Podsumowując - nie twierdzę, że w życiu piękne są tylko chwile - z tym się nie
          zgadzam. Ale prawdą jest, że we wczesnej młodości wszystko wydaje się proste,
          jednoznaczne, czarno-białe, a potem życie weryfikuje to wszystko. I nie raz
          trzeba się zamknąć i uśmiechnąć zamiast zawsze i wszędzie być sobą.
          • kwieto Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... 10.12.01, 10:25
            Decydujac sie na zycie w spoleczenstwie ponosisz tego pewne koszty - ale nikt
            tez nie przeszkadza Ci rzucic wszystko, spakowac plecak i udac sie pieszo na
            przyklad do Mongolii...
            Wolnosc to nie jest mozliwosc robienia wszystkiego i nie przejmowanie sie
            kosztami - to jest anarchia, ew. samowola
            A wolnosc to mozliwosc podejmowania wyborow - wraz z wszystkimi
            konsekwencjami... Jesli uwazasz, ze lepiej siedziec cicho (bo inaczej
            ryzykujesz utrate pracy na przyklad) to zawsze jest Twoj wolny wybor - praca w
            danej firmie albo nabluzganie komus w twarz...
          • Gość: Chudy a właśnie, że TAK IP: 157.25.130.* 10.12.01, 12:41
            Pozdrawiam przedmówczynię,
            w końcu pierwsza odpowiedź na temat zarzucony w wątku.

            Ciekawe co powiedzą niechętni Chudemu
            może tak Kwietio zacznie?

            W życiu piękne są tylko chwile bo życie jest za długie, żeby przez 68 lat
            (średnia długość życia mężczyny) mieć bezustanny stan euforyczny.

            Pozdrawia was
            degenerat, narkoman i erotoman

            no bo jakże mogę być kimś innym z takimi poglądami ;)

            • kwieto Re: a właśnie, że TAK 10.12.01, 13:13
              Zdaje sie, ze mylisz troche pojecia, utozsamiajac euforie ze szczesciem. Dla mnie euforia,
              radosc wybuchowa jest fajna, ale szczescie mam na codzien, i nie polega ono na niczym
              szczegolnym - po prostu jestem zadowolony z zycia.

              Oczywiscie, nikt nie broni Ci wizji swiata jako zlego potwora rzucajacego tylko klody pod
              nogi... jesli masz ochote zyc w depresji to prosze bardzo :")))

              Mi przeszlo i na codzien jestem szczesliwym czlowiekiem (choc stanu euforycznego nie
              mialem juz dosc dawno)
              • Gość: Chudy przepraszam, NIE ROZUMIEM IP: 157.25.130.* 10.12.01, 15:10
                kwieto napisał(a):
                > Zdaje sie, ze mylisz troche pojecia, utozsamiajac euforie ze szczesciem. Dla mn
                > ie euforia,
                > radosc wybuchowa jest fajna, ale szczescie mam na codzien, i nie polega ono na
                > niczym
                > szczegolnym - po prostu jestem zadowolony z zycia.

                Szczęście to zadowolenie ???
                No to jeśli tak to po co ludzie wymyślili inny termin? O ile mi wiadomo tworzenie
                słów w językach - i to wszystkich - jest po to, żeby odróżniać rzeczy od siebie.
                I chociaż nie mam przed sobą żadnego słownika to przypuszczam, że poczucie
                szczęścia będzie opisane innymi terminami niż poczucie zadowolenia. No chyba, że
                Ty nie byłeś nigdy szczęśliwy, więc jak rozmawiać z niewidomym o kolorach ;)))

                > nikt nie broni Ci wizji swiata jako zlego potwora rzucajacego tylko
                > klody pod
                > nogi... jesli masz ochote zyc w depresji to prosze bardzo :")))

                A powiesz mi jeszcze co znaczy ten znaczek? Bo go nie znam i nie chcę odpisywać,
                a nuż masz dystans do swojego ostatniego zdania bo jakoś nie godzę się z wizją,
                że jak ktoś oponuje przeciw nadmiernemu oczekiwaniu szczęścia to, że od razu musi
                być depresyjny.

                Kłaniam się
                • kwieto Re: przepraszam, NIE ROZUMIEM 10.12.01, 16:22
                  Synonimem slowa "szczescie" - jest radosc, powodzenie, sielanka.

                  Euforii w definicji brak.

                  Mnie po prostu bardzo duzo rzeczy raduje - zarowno deszcz jak i snieg, slonce,
                  wiatr, przechadzka po miescie, pisanie na forum, sluchanie radia - jest tyle
                  takich rzeczy ktore mnie raduja, ze moge stwierdzic, ze w mysl tej definicji
                  jestem szczesliwy. A innymi rzeczami (brakiem pieniedzy, pracy, innymi) po
                  prostu sie nie przejmuje. Wiec - jestem szczesliwy, a euforia nic do tego nie
                  ma!

                  Natomiast, jesli komus przeszkadza, ze pada deszcz, ze jest zimno, ze ludzie go
                  nie lubia (albo lubia za bardzo), ze nikt go nie kocha, et cetera - to jego
                  problem - wiec ewentualnie moze powiedziec, ze W JEGO zyciu sa piekne tylko
                  chwile. W moim zyciu chwile KTORE NIE SA PIEKNE zdarzaja sie coraz rzadziej i
                  stanowia coraz mniejsza czesc mojego zycia...

                  A o jaki znaczek Ci chodzi? o to: :"))) ? - to tylko usmiech!
            • Gość: kwieto Dopisek IP: *.*.*.* 10.12.01, 13:20
              1. Nie bierz wszystkiego tak osobiscie, nie jestem Ci niechetny
              2. Moj nick nie pisze sie Kwietio tylko Kwieto, tam jest tylko jedno "i" - moze napisze
              rozstrzelonym drukiem: K w i e t o - mam nadzieje, to zapobiegnie bledom w pisowni... :")
            • Gość: kwieto Dopisek IP: *.*.*.* 10.12.01, 13:20
              1. Nie bierz wszystkiego tak osobiscie, nie jestem Ci niechetny (a tylko nie zgadzam sie z
              niektorymi Twoimi pogladami - to duza roznica)
              2. Moj nick nie pisze sie Kwietio tylko Kwieto, tam jest tylko jedno "i" - moze napisze
              rozstrzelonym drukiem: K w i e t o - mam nadzieje, to zapobiegnie bledom w pisowni... :")
          • Gość: mika Re: uff, jak mi ulzylo IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.12.01, 20:36
            wreszcie ktos mnie rozumie:-))))
            dzieki!pozdrawiam!
    • sabe-na Zaufaj 11.12.01, 20:51
      Zaufaj bance z mydla,
      na chwile da ci skrzydla.

      Sztaudynger
    • Gość: ewawo Re: W zyciu piekne sa tylko chwile... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.01, 13:22
      Ja też mam odwrotne doświadczenia. Jako nastolatka o wiele więcej szarpałam
      się, poszukiwałam, byłam często zagubiona i niepewna. Próbowałam znaleźć cel w
      życiu i ustawić sobie hierarchię wartości, a to kosztuje. Teraz mam o wiele
      większe poczucie sensownosci i piękna życia, realizuję to, co kiedyś tylko
      przeczuwałam i czego szukałam, wiem, czego chcę... Stanowczo, wolę dojrzałość
      niż wczesną młodość. A co do tożsamości szczęścia i zadowolenia... Coś w tym
      jest. Tatarkiewisz w "Traktacie o szczęsciu" zastanawia sia nad potocznym i
      rzeczywistym pojmowaniem szczęścia. Doszedł do tego, że szczęściem ludzie na
      codzień nazywają różne zjawiska, np. poczucie okresowej euforii, pomyślny
      przypadek, uniknięcie wypadku etc. Ale jako najpełniejszą definicję szczęścia
      podaje:"Trwałe i uzasadnione zadowolenie z życia".
    • czarodziejka ano ... 22.03.02, 15:58
      nie jest mozliwe, by cale zycie wygladalo tak samo
      ani nie bedzie czarne przez caly czas, ani nie bedzie rozowe
      sztuka polega na tym, by zauwazac te piekne chwile i pamietac o nich, gdy
      bedzie szaro i zle, i wierzyc ze powroca ;o)
      pzdrwm ;o)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka