Dodaj do ulubionych

Jak kogoś to obchodzi...

11.09.03, 13:30
Jestem po 40-tce.Poznalem rok temu dziewczynę młodszą od siebie o 15 lat.
Zapowiadało się cudownie, miłość, sex, wspólne wieczory i wakacje. Od
miesiąca wszystko się urwało. Ona postawiła warunki - albo zostanie i to
szybko moją żoną albo nici z sexu. Nie chcę się z nią na razie wiązać bo nie
lubię stawiania warunków. Jakby to samo wyszło, to co innego, ale nie z musu.
Nie wiem, czy takie postępowanie jest w porządku.
Adam
Obserwuj wątek
    • mr_hyde Re: Jak kogoś to obchodzi... 11.09.03, 13:33
      parafon napisał:

      > Jestem po 40-tce.Poznalem rok temu dziewczynę młodszą od siebie o 15 lat.
      > Zapowiadało się cudownie, miłość, sex, wspólne wieczory i wakacje. Od
      > miesiąca wszystko się urwało. Ona postawiła warunki - albo zostanie i to
      > szybko moją żoną albo nici z sexu. Nie chcę się z nią na razie wiązać bo nie
      > lubię stawiania warunków. Jakby to samo wyszło, to co innego, ale nie z musu.
      > Nie wiem, czy takie postępowanie jest w porządku.
      > Adam



      Ja też nie wiem ale wiem,ze pomyliłeś forum.
      • blue_a Ale i tak Ci odpowiemy, bo mamy depresję 11.09.03, 13:38
        :)

        zastrzeliłeś mnie jednym: no i nici z seksu.

        Znajdziesz go u innej 25 - latki.
        Tobie nie chodziło i nie chodzi o tę jedną kobietę.

        Powodzenia w szukaniu podobnej.
        Albo nie - takiej, która potraktuje Cię podobnie.

        I mr_hyde ma rację, pomyliłeś fora...

        Pozdrawiamy.
              • blue_a Chyba jednak 11.09.03, 13:57
                to forum.

                Przyczyna mniej ważna, wpadłeś w dołek.
                Mozesz weź gazetę i zadzwoń do telefonu zaufania?

                Na poczatek zrób tyle...
                • parafon Re: Chyba jednak 11.09.03, 14:46
                  To nie dołek, to dół. Nie chce mi się z nikim gadać, co to da, takie
                  roztrząsanie. Probowałem pogdać z psychologiem - ale mnie doprowadził do chyba
                  jeszcze większego dołka. Udowadnia, że mam jakiś syndrom 40-latka. A ja po
                  prostu włożyłem w ręce tej dziewczyny całe swoje życie. A teraz ona chce nim
                  handlować. Wiem, że ktoś powie "zakochałeś się i teraz masz za swoje". Ale
                  dlaczego ja mam mieć za swoje? Co ja takiego zrobiłem, żeby być kupczonym?
                  • blue_a Dobra 11.09.03, 14:52
                    to pogadaj ze mną. Powiedzmy, że jestem w jej wieku, pewnie stąd moja pierwsza
                    wybuchowa reakcja...

                    Masz obecnie z nią kontakt?
                    Dlaczego nie chcesz się z nią zwiazać?
                    • parafon Re: Dobra 11.09.03, 15:00
                      Kontakt to niby mam, ale taki nijaki. Pracujemy na różnych falach.
                      Ja się chcę z nią związać, jestem z nią jakoś związany, ale mam opory przed
                      jakimkolwiek szantażem. Nie akceptuję wymuszania zachowań. I to takich
                      bolesnych. Kupczenie uczuciami na zasadzie "ja ciebie będę dalej kochała ale
                      ożeń się ze mną" mierzi mnie. Nie potrafię tego zrozumieć. Albo się kogoś kocha
                      i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha. Nie mozna kochać od 13,50 do
                      17.33 a potem przerwa do 21.00. Nie rozumiem tego i koniec. Dobija mnie takie
                      sprzedawanie uczuć. Dla mnie nie jest to szczere. To handel.
                      • blue_a Rozumiem 11.09.03, 15:15
                        Albo się kogoś kocha
                        i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha<

                        Ale to jest niejasne...

                        Ty się przecież nie chcesz związać.
                        Jak rozumiesz "związać"?

                        Rozumiem, że nie - formalnie...

                        Chyba będziecie musieli (?) jeszcze raz porozmaiwac o wzajemnych oczekiwaniach?
                        Jak bardzo jesteś w stanie ustąpić?

                        (jeśli w ogóle jesteś...)

                        • parafon Re: Rozumiem 12.09.03, 10:01
                          blue_a napisała:

                          > Albo się kogoś kocha
                          > i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha<
                          =masz rację, ja ją kocham i chcę się z nią związać
                          >
                          > Ale to jest niejasne...
                          =co jest niejasne?
                          >
                          > Ty się przecież nie chcesz związać.
                          > Jak rozumiesz "związać"?
                          =chcę, aby wyszła za mnie
                          >
                          > Rozumiem, że nie - formalnie...
                          =formalnie
                          >
                          > Chyba będziecie musieli (?) jeszcze raz porozmaiwac o wzajemnych
                          oczekiwaniach?
                          > Jak bardzo jesteś w stanie ustąpić?
                          =nie mam z czego ustępywać
                          >
                          > (jeśli w ogóle jesteś...)
                          >
                  • blue_a W pewnym sensie 11.09.03, 14:54
                    ją rozumiem.
                    Potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, bardziej niż Ty, i stabilizacji, nawet
                    nie chodzi o stronę materialną...

                    Jesteś tam?
                      • blue_a I to jest 11.09.03, 15:18
                        chyba clou problemu.

                        Dobra, psychodrama. Napisz mi (wcielam się przez chwilę w rolę Twojej
                        dziewczyny), jak mnie przekonasz, że mnie kochasz (i mam Ci uwierzyć), chociaż
                        nie zniesiesz nacisków (bo przeczą one naturze miłości).

                        Słucham.
                            • parafon Re: o.k. 12.09.03, 10:06
                              Nie mam nastroju na wynurzenia, zwłaszcza publiczne i skierowane do kogos, kogo
                              nie znam i nie wiem, czy chociaż jest rzeczywiście kobietą. Nie gniewaj się,
                              nie chcę Ciebie dotknąc, ale czy jesteś np. psychoterapeutką? Jaki cel jest
                              takiego otwierania się w ciemno? Przecież to nie jest zabawa, tylko parszywe
                              życie. Smutne i bez sensu.
                              • blue_a Witam 12.09.03, 10:19
                                Nie bawię się.

                                Na marginesie - bardzo mi się podoba to, co napisałeś przed chwilą trochę
                                wyżej. Wpadłeś na dobry trop.

                                Na tym możemy zakończyć. I chcę Ci bardzo podziękować. Serio.

                                Na koniec przedstawiam się.
                                Kobieta.
                                Kilka lat więcej niż Twoja dziewczyna.
                                Studiuję psychologię.

                                Nie jesteś dla mnie przypadkiem, na którym chcę potrenować.

                                Ale nie ukrywam wcale, że ta rozmowa sporo mnie nauczyła.

                                Czy pole pn. Internet to dobre miejsce na słuchanie "wynurzeń"?
                                Nie wiem.

                                Pisanie Pani Iwony się sprawdza?
                                Tak.

                                Idę Jej tropem?
                                Trochę.

                                Ale moja droga jest własna. Tak sądzę. Autorska :)

                                Czy będę terapeutką?
                                Nie wiem.

                                  • blue_a It`s up to you 12.09.03, 11:14
                                    Pani Iwona Grobel - psychiatra, która odpowiada tu na pytania. Popatrz na listę
                                    wątków, jeśli jest niebieski "ptaszek" obok, to znaczy, że się wypowiedziała w
                                    danym temacie.

                                    Trop. Tam gdzie pisałeś sobie tak ładnie "=". Dziś.

                                    Czy kończymy korespondencję?
                                    To zależy od Ciebie.
                                    • parafon Re: It`s up to you 12.09.03, 11:29
                                      Z poprzednich informacji (zwłaszcza pierwszych) wynikało, że również i Ty masz
                                      problemy natury "doła", jak to ładnie ująłaś. Czy mam rozumieć, że na łamach
                                      forum studiujesz poszczególne przypadki depresji? Nie mam nic przeciwko temu,
                                      abyś na mnie eksperymentowała - aby nie bolało. Mnie jest i tak wszystko jedno.
                                      A przynajmniej jak do Ciebie piszę, to coś robię. Pozdrawiam.
                                      • blue_a Pytanie natury moralnej 12.09.03, 11:38
                                        czy można studiować cokolwiek, ale psychologię w szczególności, chorując
                                        dwubiegunowo...

                                        Nie wiem. Jeśli Pani Iwona ma ochotę, proszę się wypowiedzieć w temacie.

                                        Nie studiuję tu przypadków depresji, na Boga, jestem tu dwojako: jako pacjent,
                                        ale i jako ktoś, kto (przynajmniej mam taką nadzieję) chce i chyba umie (nie
                                        bedę zbyt skromna) pomóc innym.

                                        Od dłuższego czasu nie mam "doła" (to Twoje wyrażenie, ale mi nie przeszkadza).
                                        Jeśli będę miała, głośno o tym powiem. Patrz wątek (jeśli Cię to interesuje):
                                        Faza Ciemna.

                                        Aha, jestem pod opieką psychiatry, jak większość tu z nas. Nie wstydzę się
                                        tego, jakkolwiek w realnym świecie nie trąbię o tym głośno.
                                        Bo i po co.

                                        Możemy porozmawiać tu później, jeśli będziesz chciał.
                                        Ponieważ jesteś tu nowy (to nie zarzut), poczytaj sobie poprzednie wątki.
                                        Trochę nas poznasz.

                                        O.K.?

                                        Uśmiechy.

                                        • parafon Re: Pytanie natury moralnej 12.09.03, 12:13
                                          blue_a napisała:

                                          > czy można studiować cokolwiek, ale psychologię w szczególności, chorując
                                          > dwubiegunowo...
                                          = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią, a nie
                                          depresją - cokolwiek ja przez to rozumiem (a rozumiem chyba niewiele, ale to,
                                          co czuję to najbardziej mozna określić tym słowem). Totalne psychiczne
                                          zagłębienie bez widoków na brzegi.

                                          >
                                          > Nie wiem. Jeśli Pani Iwona ma ochotę, proszę się wypowiedzieć w temacie.
                                          >
                                          > Nie studiuję tu przypadków depresji, na Boga, jestem tu dwojako: jako
                                          pacjent,
                                          > ale i jako ktoś, kto (przynajmniej mam taką nadzieję) chce i chyba umie (nie
                                          > bedę zbyt skromna) pomóc innym.
                                          =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
                                          przynajmniej tak chcialbym
                                          >
                                          > Od dłuższego czasu nie mam "doła" (to Twoje wyrażenie, ale mi nie
                                          przeszkadza).
                                          > Jeśli będę miała, głośno o tym powiem. Patrz wątek (jeśli Cię to interesuje):
                                          > Faza Ciemna.
                                          =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
                                          dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
                                          Zazdroszczę Ci.
                                          >
                                          > Aha, jestem pod opieką psychiatry, jak większość tu z nas. Nie wstydzę się
                                          > tego, jakkolwiek w realnym świecie nie trąbię o tym głośno.
                                          > Bo i po co.
                                          = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
                                          mizerne - pisałem o tym.
                                          >
                                          > Możemy porozmawiać tu później, jeśli będziesz chciał.
                                          > Ponieważ jesteś tu nowy (to nie zarzut), poczytaj sobie poprzednie wątki.
                                          > Trochę nas poznasz.
                                          =Nie robię nic innego od środy. Prawdę mówiąc jestem trochę zaskoczony.
                                          Niektóre wątki są poważne świadczące o tym, że faktycznie ktoś potrzebuje
                                          jakiejś pomocy, wsparcia. Niektóre sa za to bardzo literackie, swiadczące o
                                          próbach twórczości na niwie forum. Niektóre zaś są po prostu chamskie, ktoś
                                          próbuje się bawić kosztem innych. Ja nie jestem zwolennikiem takich otwartych
                                          agor, ale czasami można znaleźć kogoś, z kim chociażby pogadać. Ja nie liczę
                                          tutaj na pomoc terapeutyczną. Napisałem, bo mi wyszukiwarka wskazała to forum.
                                          Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie za
                                          bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
                                          pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.
                                          >
                                          > O.K.?
                                          >
                                          > Uśmiechy.
                                          =Trzymaj się.
                                          >
                                          • blue_a Nieporozumienie 12.09.03, 13:41

                                            = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią (...)
                                            Totalne psychiczne zagłębienie bez widoków na brzegi.

                                            ---
                                            No, nie...
                                            Poczytaj tu wątki o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Nie będziesz mieszał
                                            pojęć.
                                            O.K.?


                                            =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
                                            przynajmniej tak chciałbym

                                            ---
                                            Uważam się za osobę prawie wyleczoną. To znaczy...Ta bipolarność pewnie będzie
                                            (jeśli była) we mnie już zawsze, ale ja nie narzekam. Odsyłam Cię do innych
                                            wątków w temacie.

                                            Tu pytanie, czy "osoby bipolarne" nie powinny mieć osobnego forum...

                                            Stawiam jednak ostrożną hipotezę, że nasza obecność (a mamy więcej energii, niż
                                            odoby zdiagnozowane jednobiegunowo) może POMÓC. Mam osobistą świadomość, że
                                            czasem (często) pozytywnie "nakręcam" innych. Zablokować to w sobie?

                                            > Faza Ciemna.
                                            =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
                                            dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
                                            Zazdroszczę Ci.

                                            ---
                                            Czego?
                                            Te skarpetki kosztują tylko 10 złotych
                                            (chciałam Cię rozśmieszyć)

                                            = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
                                            mizerne - pisałem o tym.
                                            >
                                            ---
                                            Zachęcać nie będę.
                                            Z psychologami też doświadczenia mam marne (tak!)
                                            Ale są jeszcze inni specjaliści...

                                            =(...)
                                            Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie za
                                            bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
                                            pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.

                                            ---
                                            Każdy powód pobytu tu jest dobry, jeśli ma na celu pomoc - sobie/innym
                                            A Tobą rozmawia się miło.
                                            • parafon Re: Nieporozumienie 12.09.03, 14:27
                                              blue_a napisała:

                                              >
                                              > = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią (...)
                                              > Totalne psychiczne zagłębienie bez widoków na brzegi.
                                              >
                                              > ---
                                              > No, nie...
                                              > Poczytaj tu wątki o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Nie będziesz mieszał
                                              > pojęć.
                                              > O.K.?
                                              =OK - dla mnie to nowość - cały mój stan i ta sytuacja to nowość.
                                              >
                                              >
                                              > =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
                                              > przynajmniej tak chciałbym
                                              >
                                              > ---
                                              > Uważam się za osobę prawie wyleczoną. To znaczy...Ta bipolarność pewnie
                                              będzie
                                              > (jeśli była) we mnie już zawsze, ale ja nie narzekam. Odsyłam Cię do innych
                                              > wątków w temacie.
                                              =OK - poczytam o bilpolarnosci to pewnie zrozumiem, o co chodzi
                                              >
                                              > Tu pytanie, czy "osoby bipolarne" nie powinny mieć osobnego forum...
                                              >
                                              > Stawiam jednak ostrożną hipotezę, że nasza obecność (a mamy więcej energii,
                                              niż
                                              >
                                              > odoby zdiagnozowane jednobiegunowo) może POMÓC. Mam osobistą świadomość, że
                                              > czasem (często) pozytywnie "nakręcam" innych. Zablokować to w sobie?
                                              = a broń Boże! Jeżeli czujesz ze możesz komuś pomóc to trzeba to robić! To
                                              chyba najważniejsze w życiu czuć, że mozna komuś pomóc!
                                              >
                                              > > Faza Ciemna.
                                              > =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
                                              > dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
                                              > Zazdroszczę Ci.
                                              >
                                              > ---
                                              > Czego?
                                              > Te skarpetki kosztują tylko 10 złotych
                                              > (chciałam Cię rozśmieszyć)
                                              =Mnie jest ciężko rozśmieszyć. Przepraszam. Ale te skarpetki świadczą o woli
                                              walczenia z FC - to ważne.
                                              >
                                              > = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
                                              > mizerne - pisałem o tym.
                                              > >
                                              > ---
                                              > Zachęcać nie będę.
                                              > Z psychologami też doświadczenia mam marne (tak!)
                                              > Ale są jeszcze inni specjaliści...
                                              =jacy?
                                              >
                                              > =(...)
                                              > Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie
                                              za
                                              >
                                              > bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
                                              > pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.
                                              >
                                              > ---
                                              > Każdy powód pobytu tu jest dobry, jeśli ma na celu pomoc - sobie/innym
                                              > A Tobą rozmawia się miło.
                                              =dziękuję. I z wzajemnością.
                                              • blue_a Re: Nieporozumienie 12.09.03, 15:03
                                                =OK - dla mnie to nowość - cały mój stan i ta sytuacja to nowość.

                                                --
                                                Nigdy nie było Ci aż tak źle?
                                                happy man
                                                :)


                                                To chyba najważniejsze w życiu czuć, że mozna komuś pomóc!
                                                --

                                                Odkrywamy sens życia...
                                                Uśmiech.

                                                =Mnie jest ciężko rozśmieszyć.

                                                --
                                                Dziś tak, z czasem będziesz się śmiał z głupot.
                                                Zapewniam Cię, poczucie humoru odzyskasz na pewno.


                                                > Ale są jeszcze inni specjaliści...
                                                =jacy?

                                                Mam problemy z uruchomieniem gazetowej skrzynki (coś się od dłuższego czasu
                                                zawiesza), ale jak to zrobię, wyślę Ci odpowiedź na to pytanie.

                                                • parafon nowy tydzień 16.09.03, 11:20
                                                  się zaczął... A było tak fajnie. Wybrałem się na grzyby - jak las wycisza,
                                                  uspokaja... Człowiek czuje się taki malutki, nic nie znaczący. Ale również
                                                  prowokuje do durnych przemyślen. Działa kusząco - ta cisza, samotność, nicość.
                                                  Dzisiaj rano e-mail od Niej - chce się zobaczyć, ale bez dotykania. To jakis
                                                  absurd, nawet przywitać się nie można! Nie odpisałem, bo po co.
                                                  • seksiak Re: nowy tydzień 16.09.03, 12:21
                                                    parafon, chyba przechodzisz kryzys sredniolatka. PO cho...re uczepiles sie
                                                    mlodej dziewczyny?? Masz swoje malzenstwo i pewnie rodzine, pozwol jej miec
                                                    swoje zyci, swieze nowe z idealizmem. A nie ze starym skonczonym kapciem.
                                                  • parafon Re: nowy tydzień 16.09.03, 12:38
                                                    1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
                                                    2. Kryzys to może ty masz
                                                    3. Nie mam rodziny
                                                    4. Każdy ma tyle lat, na ile się czuje - ja się kapciem nie czuję. Ciekawe,
                                                    skąd masz takie skojarzena? Własne doświadczenia, odczucia?
                                                    The end
                                                  • blue_a protest 16.09.03, 13:03
                                                    1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło

                                                    Oj, nie...it`s not fair...

                                                    To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?

                                                    :)
                                                  • brzydulca Re: protest 16.09.03, 14:21
                                                    blue_a napisała:

                                                    > 1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
                                                    >
                                                    > Oj, nie...it`s not fair...
                                                    >
                                                    > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
                                                    Dokladnie. Ty parafinie jestes stary dziad, nie win za to dziewczyny.Tak jak
                                                    seksiak powiedzial, niech ona sobie znajdzie mlodego w swoim wieku.Chyba ze
                                                    jest za Twoja forsa.
                                                    >
                                                    > :)
                                                  • blue_a Tyyy.. 16.09.03, 14:25
                                                    wracaj tu.
                                                    Tu jacyś dziwni ludzie się odzywają :)
                                                    Nazwali Cię parafianinem :)
                                                    Z nimi gadać nie będę, z Tobą chcę :)

                                                    Zbierać grzybów nie lubię, ale szyszki jak najbardziej.

                                                    Hop hoooop..!
                                                    Co było dalej?

                                                    Móów..
                                                  • parafon Re: Tyyy.. 16.09.03, 15:35
                                                    No właśnie, dziwni ludzie z pomysłami godnymi Myszki Miki. Dałem się wciągnąc w
                                                    jakąs durną polemikę, ale już sobie odpuściłem - nie ma sensu przekonywać
                                                    żółwia że nie umie tańczyć.
                                                    Raczej parafinem... albo od paratianina (skrót) albo od parafiny - też bez
                                                    sensu.
                                                    Ja zbierać grzybów też za bardzo nie lubie, bo ich po prostu nie za bardzo nie
                                                    widzę. Ale sam fakt chodzenia po lesie, słuchania lasu, oddychania lasem jest
                                                    miły. Lubię czasami położyc się pod drzewem i patrzeć w górę. Albo isc tak
                                                    sobie bez celu.
                                                    Z tym "co było dalej" to co miałaś na myśli?
                                                    Jakoś nie chce mi się pisać. Może później.
                                                  • parafon Re: protest 16.09.03, 15:26
                                                    brzydulca napisała:

                                                    > > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
                                                    > Dokladnie. Ty parafinie jestes stary dziad, nie win za to dziewczyny.Tak jak
                                                    > seksiak powiedzial, niech ona sobie znajdzie mlodego w swoim wieku.Chyba ze
                                                    > jest za Twoja forsa.
                                                    = Nie jest za forse, a stary dziad to ja moze jestem dla 15-letnich panienek. I
                                                    dzięki za dobre słowo. A seksiak to z takimi radami niech sobie znajdzie 50-
                                                    letnią pannę co moze go odseksi, bo ma jakieś kompleksy. Takie rady to
                                                    brzydulica mozesz sobie dawać - najprościej jest kogos zdalnie spuścić z wodą
                                                    nie mając pojęcia o sprawie. Doradztwo poziomu piaskownicy.
                                                    > >
                                                    > > :)
                                                  • parafon Re: protest 16.09.03, 15:20
                                                    blue_a napisała:

                                                    > 1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
                                                    >
                                                    > Oj, nie...it`s not fair...
                                                    =wiem... sorki, ale to był taki skrót myślowy.
                                                    >
                                                    > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
                                                    =j.w. - ja na pewno czuję się bardziej odpowiedzialny na to co powstało niż
                                                    Ona, ale tak mi się napisało
                                                    >
                                                    > :)
                                                  • blue_a Złota polska jesień 16.09.03, 12:30
                                                    No hej. Najpierw zapytam: rozmawiamy dziś jak człowiek z człowiekiem czy jak
                                                    chory terapeuta ze zdrowym pacjentem? Uśmiech. Ja już zdecydowałam - to
                                                    pierwsze.
                                                    Trochę inaczej widzę las. Jestem jego częścią. Drzewem, wiewiórką, czym tam
                                                    chcę. Nieważne, to też mój Dom. Do rzeczy: "chce się zobaczyć, ale bez
                                                    dotykania. To jakis absurd, nawet przywitać się nie można! Nie odpisałem, bo po
                                                    co." Przepraszam, roześmiałam się. Pomijając fakt, że to czysta poezja, z
                                                    ładnym rytmem.
                                                    No właśnie, bo po co.
                                                    Nie mówię, ze masz rację, bo nie wiem, czy masz, ale - podobało mi się.

                                                  • parafon Re: Złota polska jesień 17.09.03, 16:33
                                                    Hej
                                                    Ale dno. Jakoś przestaję mieć ochotę na pisaninę. Wtrącają się jacyś ludzie bez
                                                    pojęcia i jakiejkolwiek myśli - tylko jedno - komuś dokopać. Przecież to
                                                    polskie bagno w wydaniu internetowym - dlaczego komuś nie dowalić, jak
                                                    bezkarnie można. No to i trzeba widocznie. Nie rozumiem takich ludzi. Jak jest
                                                    nieodreagowany frustrat to niech sobie idzie pobiegać albo strzeli łbem w
                                                    scianę. A nie innym dokopywać. Chociaż może to i przyjemność - ale powinno być
                                                    dla takich forum "Dowalanie" - i niech wzajemnie sobie dokopuja ile wlezie.
                                                    Pisząc tu myślałem, ze spotkam się z kimś, kto będzie chciał pogadać, coś
                                                    poradzić, podsunąc jakies rozwiązanie. A tu tylko Ty - blue_a - sensownie
                                                    zareagowałaś. Nie interesują mnie przyczyny dla których to robisz - to Twoja
                                                    sprawa. Ale tylko Ty mówisz jak normalny człowiek. A tylko to dla mnie się
                                                    liczy - móc z kimś pogadać i oderwać się od tego gnoju, w jakim siedzę.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 21.04.04, 13:02
        Żrę chemię jak głupi. Tak jak kazał lekarz. Przestałem już nawet jeździć
        samochodem. Mylą mi się odległości. Śpię jakieś 15 min na dobę. Czasem pogadam
        z Kasią, to mi lepiej. Czy jest z tego jakieś wyjście?
    • maniia do blue 17.09.03, 00:38
      myslisz tylko o sobie by sobie pocwiczyc na Parafonie jako studentka
      Psychologii. Moralnosc tutaj dla Ciebie zupelnie nie gra roli. Wstydz sie!

      Parafonie: blue ma manie-depresje.Ja tez studiowalam Psychologie. Zobacz jak
      chaotycznie pisze. NIe baw sie w jej pacjenta, tylko porozmawiaj z ludzmi
      normalnie moze na innych forach, albo idz do prawdziwego psychologa. Nie daj
      sie zwariowac.
      • blue_a protest - do manii 17.09.03, 14:00
        Witaj,

        mogę o coś zapytać? Od razu dodaję, że w moje pytanie nie zawiera w sobie
        agresji, ale zainteresowanie. Dlaczego masz taki dziwny, dużo sugerujący nick?
        Co mam, wie tylko moja lekarz. Rozmawiałam z nią wczoraj.
        Jeśli studiowałaś psychologię, wytłumacz mi jej wczorajsze słowa. Powiedziała
        mi:

        - Nie ma pani "górki".

        Co to jest?

        :)

        Bo nie mam. Po prostu sobie fajnie teraz żyję.
        Nie traktuję Adama jako pacjenta (przepraszam, ale z w a r i o w a ł a ś?!)
        Dlaczego tu z nim "rozmawiam". Dla mnie to oczywiste, ale dla Ciebie nie
        bardzo, zatem wyjaśniam.

        Bo jest fajnym, ale przede wszytskim inteligentnym człowiekiem. Takich
        hmm "pacjentów" lubię najbardziej. Takich ludzi szukam w życiu. Nie gniewaj
        się, że z Tobą nie lubię rozmawiać. Ale nie bardzo jest o czym.. P r z e p r a
        s z a m ..

        :(

        Moralność..
        jesli tak Cię cholernie interesuje moje życie, to proszę. Zapytałam, czy osoba
        zdiagnozowana tak, jak ja, może być terapeutą. Nie, nie może.

        Ale może skończyć psychologię.

        Pytanie: czy osoba wyleczona może być terapeutą. Tego jeszcze nie wiem, ale -
        proszę: ja terapeutką zostać nie chcę.
        Nieważne, co chcę robić, ale hmm zdaję sobie sprawę, że tym odkrywaniem kart
        tutaj mogę sobie zaszkodzić. Ale przynajmniej jestem `czysta`, a to dla mnie w
        życiu najważniejsze.

        Dalej: Adam nie szuka tu rozmowy z terapeutą, co zaznaczył, co ciekawe też,
        niezależnie od siebie, doszliśmy do wniosku, że nawet terapeuci licencjonowani
        często są funta kłaków niewarci (sorry..)


        Adamie, nie daj się zwariować, porozmawiaj z maniią.

        :)

        Pozdrawiam.


        • parafon Re: protest - do manii 17.09.03, 16:17
          Po co mam rozmawiać - to i tak do niczego nie prowadzi. Głodny sytego nie
          zrozumie, a klepać androny moze każdy. Poza tym mam dosyć takich przepychanek.
          Chyba większość na tym forum to bywa w celu dowalenia komuś, wyładowania na
          kimś własnych frustracji albo innych manii. Ja tego nie potrzebuję. Mamdosyć
          własnych problemów i niby dlaczego mam dyskutować z kimś, kto nie próbuje nawet
          pojać tematu, tylko ocenia po swojemu - to tak jakby opisywać wyglad człowieka
          po jego zapachu.
          Bez sensu.
    • beapud Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.09.03, 15:39
      Byłam kiedys po drugiej stronie i romansowałam z mężczyzna starszym od siebie
      o 10 lat. Po roku sądziłam, ze jakoś sie ułoży, nie naciskałam. Po 2 latach
      zaczęłam sie niecierpliwić, obiecywał, ze rzuci rodzine i bedzie tylko dla
      mnie. Po 3 latach postawiłam ultimatum i okazało sie, ze poczuł sie osaczony i
      poganiany. Piszesz, że nie w smak Ci jej postawa: ponaglanie, stawianie
      warunków, ze jeśliby samo sie wyjasniło.... Kłamiesz! Dziewczyna nie chce sie
      Toba dzielić i już. Ma dośc samotnych nocy, dni, świąt i poniedziałków.
      dziwisz sie Jej? Ja Ją doskonale rozumiem. I nie pisz, że jest Ci źle, dla
      mnie jesteś egoistą i tyle.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.09.03, 16:13
        Jak to łatwo oceniać kogoś nie mając pojęcia o rzeczywistości. Chyba że piszesz
        o swoim przypadku, ale wtedy jasno to zaznacz.
        Dla wiadomości (chociaż nie wiem, po co to robię):
        -nie mam rodziny, jestem samotny
        -chciałem i chcę się z nią ozenić - planowaliśmy to na przyszły rok
        -nie mieszkała sama, tylko u mnie
        -raptem dostała przyśpieszenia - chociaż wszystko było zaplanowane
        -nie zniosę szantażu - zwłaszcza niczym nie sprowokowanego - może w miesiąc po
        ślubie powie mi, że jak jej nie kupię Alfa Romeo to nie bedzie ze mną obcować?
        I tyle.
        • beapud Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.09.03, 17:05
          Przepraszam i zwracam honor. Moze za szybko wyciagam pochopne wnioski (przez
          pryzmat własnych, gorzkich doswiadczeń).
          W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego niz zyczyć Ci pomyślnego finału.
            • krystymka Re: Dziękuję 18.09.03, 11:08
              czemu piszesz "niestety" mialem?

              Ja mysle ze mezczyzna chce sam wyjsc z inicjatywa z zaproponowaniem malzenstwa.
              I moze dlatego ona Ciebie tak frustruje takim zachowaniem.

              Ja mysle zebys z nia skonczyl - jest mnostwo mlodych dziewczat wszedzie
              przyklad: skromne ja :-))))
              • parafon Re: Dziękuję 18.09.03, 14:36
                Piszę "niestety" bo moje małżeństwo było jednym wielkim ciągiem niepowodzeń.
                Zmarnowane (moje i jej) 15 lat zycia. Ale to nieistotne.
                Inicjatywa małżeństwa wyszła mozna powiedzieć wspólnie - kiedyś podczas rozmowy
                stwierdziliśmy (nie pamiętam, kto to zainicjował, ale to nie jest istotne), że
                sie pobierzemy. I tak było do niedawna.
                Nie jest prosto skończyć znajomośc z kims, kogo się kocha. Po prostu ja tego
                nie chcę.
                Dziękuję za ofertę - to bardzo miłe. Ale ja w tej chwili nie mam ochoty nawet
                na kawę z kimkolwiek.
                  • parafon Re: do krystymki 19.09.03, 12:10
                    Czy nie ma w Tobie odrobiny dobrej woli?
                    To nie żadne narzucanie się - ja tego tak nie odebrałem. To dobre, ciepłe
                    słowo. A takie obecnie rzadko się spotyka.
                    To żaden kop - ja chętnie podtrzymam znajomość z Krystymką(w moim obecnym
                    stanie to stać mnie jedynie na znajomośc internetową). Miło jest czuć, że się
                    nie jest odrzucanym. To ważne. Staraj się patrzeć na świat tak, aby nie
                    krzywdzić nikogo - nawet jak zasługuje na niechęć czy też reprymendę. Czy jak
                    nie zgadzasz się z kimś to musisz to okazać? Nie wystarczy pomyśleć? Trzeba
                    dokopać? Mało masz zła naookoło, aby je jeszcze dodatkowo tworzyć?
                    • blue_a do Adama 19.09.03, 12:54
                      Ja tylko na chwilę, bo tak mi przyszło do głowy.
                      Znasz filozofię Kalego?

                      Pomyślało mi się, że źle zaczęło się robić wtedy, gdy to Ona zaczęła decydować..
                      Nie - żądać, ale właśnie decydować. Mogę się mylić, uprzedzam :)

                      Pomyśl o tym, dobra?
                      I w tym ją, kurczę, bardzo rozumiem :)
                      Czy ona też zna książkę o dziwacznym tytule "Uległa czy niepokorna"?

                      :)

                      I pomyśl jeszcze o jednym haśle: kompromisy.

                      <Zabierasz ją do lasu jutro? Będzie piękna pogoda..>

                      • parafon Re: do Adama 23.09.03, 10:48
                        Filozofię Kalego znam, ale jakoś nie widzę powiązania.
                        NIe wiem, czy to decydowanie - dla mnie decyzja to coś, co ma logiczne podstawy
                        i czemuś służy. W tym wypadku raczej nie jest to decyzja - no, może jej decyzja.
                        Pytałem się o książkę- mówi, że nie słyszała o takiej.
                        Kompromisy - jak można uzyskać jakikolwiek kompromis po postawieniu ultimatum?
                        Jaki tutaj może być kompromis?
                        Nie chciała iść do lasu - powiedziała, że na grzyby to ona chodzić nie lubi.
                        Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
                        zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
                        dziwnych miejsc na suficie.
                        Trzymaj się blue_a. A może masz jakieś imię?
                        Adam
                        • blue_a jasne, że mam 23.09.03, 11:16
                          Anka.

                          masz ochotę na absurdalne pytania - ja mam. Jeśli odpowiedzi nie będzie - nie
                          zmartwię się :)

                          1. Co masz na suficie?
                          Odpowiadam sobie: mój sufit jest głupio odblaskowo biały. Nic na nim nie ma.
                          Nie ma już nawet kantów - bo wygładzili.

                          :)

                          2. Wymyśl inne zajęcia, które można robić w lesie.

                          Bo przecież latanie za grzybami - to jedno z wielu zajęć.

                          Ja poszłam.
                          Na sąsiednim forum przytulają drzewa.
                          Wydało mi się to dziwne, ale przytuliłam.
                          Ono w środku szumi.

                          3. Dlaczego?
                          Nie odpowiadaj.

                          4. już normalne: czego słuchasz?

                          Trzymaj się.

                          • parafon Re: jasne, że mam 24.09.03, 14:54
                            blue_a napisała:

                            > Anka.
                            =Ładnie.Miło mi.:)
                            >
                            > masz ochotę na absurdalne pytania - ja mam. Jeśli odpowiedzi nie będzie - nie
                            > zmartwię się :)
                            >
                            > 1. Co masz na suficie?
                            > Odpowiadam sobie: mój sufit jest głupio odblaskowo biały. Nic na nim nie ma.
                            > Nie ma już nawet kantów - bo wygładzili.
                            >
                            > :)
                            =Na suficie mam wypisaną przeszłość i marzenia o przyszłości. Nie ma tam
                            terażniejszości, bo jej w ogóle nie ma. Jest tylko jeden czas - przeszły. I on
                            wypisany jest na suficie.
                            >
                            > 2. Wymyśl inne zajęcia, które można robić w lesie.
                            >
                            > Bo przecież latanie za grzybami - to jedno z wielu zajęć.
                            >
                            =Ja nie lubię i nie umiem zbierać grzybów. Lubię chodzić po lesie, położyć się
                            i patrzeć poprzez korony drzew w niebo. Lubię słuchać ptaków i trzasku gałęzi.

                            > Ja poszłam.
                            > Na sąsiednim forum przytulają drzewa.
                            > Wydało mi się to dziwne, ale przytuliłam.
                            > Ono w środku szumi.
                            >=I jest bardzo ciepłe.

                            > 3. Dlaczego?
                            > Nie odpowiadaj.
                            >
                            > 4. już normalne: czego słuchasz?
                            >=Jeśli chodzi o muzykę, to najczęściej Mike Outfield'a, Tangerine Dream, Pink
                            Floyd, Led Zeppelin, Black Sabbath, Enigmy, Niemena, Yes, Budki Suflera,
                            Genesis i parę innych.

                            > Trzymaj się.
                            > =Dzięki. I Ty też.
                        • jedwabna Re: do Adama 23.09.03, 11:54
                          parafon napisał:

                          > Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
                          > zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
                          > dziwnych miejsc na suficie.

                          To moze i dobrze - jak w tej ksiazce "Mezczyzni sa z Marsa...ze potrzebuja sie
                          schowac od czasu do czasu do swojej jaskini. POtem juz wiedza czego chca :-))

                          • parafon Re: do Adama 24.09.03, 14:58
                            jedwabna napisała:

                            > parafon napisał:
                            >
                            > > Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
                            >
                            > > zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
                            >
                            > > dziwnych miejsc na suficie.
                            >
                            > To moze i dobrze - jak w tej ksiazce "Mezczyzni sa z Marsa...ze potrzebuja
                            sie
                            > schowac od czasu do czasu do swojej jaskini. POtem juz wiedza czego chca :-))
                            >
                            Oby Twoje słowa się sprawdziły. Zresztą ja chyba wiem, czego chcę. Tylko nie
                            wiem, jak sprawić, aby się to stało. Raczej chyba nawet już nawet nie umiem
                            tego zrobić...
                            • weronika74 Re: do Adama 24.09.03, 17:22
                              ciekawe z tym studiowaniem sufitu, mi to sie jeszcze nie zdarzyło. Za to bezmyslnie patrze w pudełko czyli telewizor.
                              Tak sobie myslę że może za bardzo sie zaparłeś na nie i nawet nie chcesz pomysleć o tym wszystkim racjonalnie i przez to cierpisz bo ja kochasz, a górę bierze
                              egoizm
                              • parafon Re: do Adama 24.09.03, 20:53
                                NIe czuję tego tak. Ja się nie zaparłem. Nie mam na co się zapierać.Rozleciało
                                mi się wszystko tak misternie układane. Ja wierzyłem, że to wszystko się spełni
                                tak, jak zaplanowaliśmy. A tu raptem taka wolta, sprowadzająca wszystko do
                                postawienia mnie pod ścianą. Ja wiele razy musiałem robić w życiu pewne rzeczy
                                pod przymusem i już tego więcej nie chcę. |To nie prowadzi do niczego dobrego,
                                a wręcz przeciwnie. Każda zrobiona pod naciskiem, wbrew woli rzecz prędzej czy
                                później odbija się czkawką, bo takie postępowanie nie jest naturalne. I dlatego
                                wszystko się mi rozsypało, bo liczyłem, że ten związek będzie naturalny. Może
                                jestem idealistą, jakimś nieprzystosowanym do rzeczywistości, ale na pewno nie
                                egoistą. Dla mnie zwązek musi być czysty - nie z przyczyny niechcianej ciaży,
                                nacisku rodziny, szantażu czy też zmuszania do małżeństwa. Nie potrafię tego
                                zrozumieć, co się stało. Rozpada mi się cały dotychczasowy misternie utkany
                                świat...
                                • weronika74 Re: do Adama 25.09.03, 18:00
                                  czy ona wie o tym że ty właśnie tak czujesz jak ona sie tak zachowuje? Czy próbowałeś spookojnie jej to powiedzieć, może ona cie spróbuje zrozumieć , przecież
                                  cie kocha
                                  • parafon Re: do Adama 26.09.03, 10:08
                                    Coś w tym jest, co piszesz. Próbowałem spokojnie rozmawiać, i to nie raz. Ale
                                    każda taka rozmowa zawsze wchodziła na wysokie obroty i kończyła niczym. A
                                    raczej tym samym. Żadnej próby zrozumienia, kompromisu. Ma być tak jak ona to
                                    ustaliła i koniec.
                                    Z tym "kocha cię" to zaczynam mieć wątpliwości.
                                    • weronika74 Re: do Adama 26.09.03, 20:15
                                      może to jest kwestia wieku?? Wiesz pomysl sobie jaki ty byłes te 15 lat temu. Może jakaś koleżnak albo ktos taki wmówił jej
                                      że facet jej nie sznuje albo coa takiego jak w pewnym momencie sie nie oswiadczy. Milion rzeczy mogło wpłynąć na to ze ona sie
                                      tak zachowuje. Ja wiem że kobiety niektóre tak maja, że naciskaja na slub. Moze ona czuje sie jakas niedowartosiowana ze tak na to nalega.
                                      Trudno powiedzieć. Jesli są jeszcze emocje nawet te negatywne to może nie jest tak źle i jakos znajdziecie droge do siebie czego wam szczerze życzę
                                      • parafon Kwestia wieku 29.09.03, 09:36
                                        Może i tak, ale jakoś dotychczas tego nie było za bardzo widać, a wręcz
                                        przeciwnie - na moje uwagi o pewnej rozpiętości wiekowej Ona odpowiadała, że
                                        już nie zwraca na to uwagi, że czuje się ze mną bardzo stabilnie.
                                        Ale przecież nie o to chodzi.
                                        Chodzi o fakt izolacji, stworzenia bariery, załamania pewnego dotychczasowego
                                        układu, wprowadzenie wątku szantażu - a to zburzyło całe moje dotychczasowe
                                        widzenie tego związku. Nie potrafię sobie poukładać takich spraw - szantaż,
                                        wymuszanie na siłę - a jak się pobierzemy to wszystko wróci do normy i powiemy
                                        sonie "nic nie było, to był zły sen". Ja tak nie potrafię.
    • pakana Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.09.03, 15:07
      troche pozno obudzialam sie z odpowiedzia, ale moze przeczytasz. Tez tak
      kiedys zrobilam jak ta twoja kobieta, tez jestem mlodsza od niego, o 20 lat
      dla odmiany. Bylam obolala, zraniona, ze on nie chce mnie wybrac tak na
      zawsze. Odeszlam, bo myslalam, ze on nie chce byc ze mna w taki sposob, zeby
      bylo mi dobrze. W kazdym razie... co ty bys chcial, zeby ona zrobila? Zeby
      powiedziala - "sorry, ze cie naciskalam, przepraszam, ze tak bardzo chcialam,
      zebysmy juz szybko zaczeli sobie ukladac zycie na zawsze, zebysmy zaczeli
      jakis nowy etap, przepraszam za wszystko, wybacz mi, zyjmy tak jak dotychczas,
      poczekam, kochajmy sie". Czy to by pomoglo? Czy moglbys nadal z nia byc? Czy
      nadal chcialbys sie z nia ozenic? A moze ma cofnac czas? A moze jest jakis
      inny wymarzony scenariusz? Tak czy inaczej, jesli chcesz z nia byc, jesli
      naprawde chcecie tego samego tylko w troche innym czasie, to i ty i ona
      musicie znac ten twoj idealny scenariusz. Wtedy mozna szukac kompromisow,
      jezeli w ogole beda potrzebne.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.09.03, 19:31
        Caly szkopul polega na tym, ze ja chce wrocic do normalnosci, nie stawiam
        zadnych warunkow, ale po prostu chce, aby wszystko wrocilo do stanu sprzed
        szantazu. Ja oczekuje tylko tego, aby Ona nie stawiala warunkow a reszta sie
        ulozy. Nie potrafie sie poddac naciskowi. Wiem, ze moze robie zle ale nie umiem
        inaczej. I dlatego jest mi tak jak jest, czyli do bani.
        Przepraszam ze nie ma polskich liter, ale cos mi sie popsulo w klawiaturze.
        Adam
        • pakana Re: Jak kogoś to obchodzi... 01.10.03, 11:34
          No tak - tylko czasu nie da się cofnąć. Ona już postawiła ten warunek -
          pokazała jakiś idealny scenariusz na wasz związek - jej scenariusz, który nie
          wiadomo dlaczego próbuje wymusić szantażem (dlaczego nie może inaczej? nie
          zgodziłbyś się?). I tego się nie da wymazać. Więc Twój scenariusz musiałby
          uwzględniać fakt, że to się stało. Pytanie jest właściwie jedno - czy po tym,
          co się już stało, jesteś w stanie znów z nią być - na jakichkolwiek, idealnych
          dla Ciebie warunkach.
          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 02.10.03, 15:38
            W chwili obecnej nie wiem, czy chce z nia wiazac. Nie mam pomyslu na nic. Ale
            tak w srodku, to bardzo chce, ale warunki nie sa dla mnie do przyjecia. Nie
            chce budowac zwiazku na przymusie. Zreszta nasze malzenstwo wczesniej
            ustalilismy. To ona wywrocila wszystko do gory nogami, a mnie sie wszystko
            rozlecialo.
            • siostra_oddzialowa Re: Jak kogoś to obchodzi... 07.10.03, 12:14
              oj Parafon, jestes od niej 15 lat starszy i wypadalo by zebys byl choc 0 10
              madrzejszy, a tymczasem Ty tu placzesz jak rozzalona panienka zwalajac cala
              wine na swoja kobiete! to ona to, to ona tamto...
              jak przebiegal Twoj rozwod z byla zona?? tak samo??

              postaw sie na miejscu swojej dziewczyny: dobiega 30-tki, jest zdecydowana na
              stworzenie z Toba rodziny, Ty podobno tez??tak twierdziles na wstepie..
              Ty jestes rozwodnikiem duzo starszym od niej - skad ona ma miec pewnosc, ze nie
              spotykasz sie z nia dla zabawy, sexu a Twoje gadanie o malzenstwie to nie taki
              pokarm dla naiwnej?
              jak mowisz malzenstwo wasze juz bylo zaplanowane?? wiec co? co stoi na
              przeszkodzie zeby dwoje podobno kochajacych sie pobralo sie wczesniej? tak
              ja "kochasz" ze nie ozenisz sie bo musi wyjsc na Twoje a nie na jej? i
              odwrotnie? gdzie tu milosc a gdzie przepychanki dwojga przestraszonych o
              bezpieczenstwo swojej przyszlosci osob?
              na kiedy "planowaliscie" slub? - moze to byl dla niej zbyt daleki termin? moze
              to Ty bardziej ustaliles ten termin?? moze nie sluchales jej gdy dawala
              sygnaly ze nie chce tyle czekac?
              jak sie poznaliscie? moze za szybko zaczeliscie od sexu a teraz ona mimo ze
              kocha to czuje dyskomfort -sama w srodku nie moze sie pogodzic z zyciem w
              konkubinacie z duzo starszym rozwodnikiem?? z jakiej rodziny sie ona wywodzi?

              nie wierze, ze jej pomysl o "odstawieniu ciebie" wzial sie z powietrza.
              najwyrazniej dales jej odczuc/lub tak odebrala twoje zachowanie/ ze nie jest ci
              spieszno do malzenstwa z nia, ze przychodzisz po mile chwile i wychodzisz a jej
              zycie stoi w miejscu -w czasie gdy chce zalozyc rodzine, rodzic dzieci itd.

              piszesz- Tobie sie wszysko rozlecialo... -a Jej to niby nie??


      • parafon Od drugiej strony 10.10.03, 15:00
        Fascynująca lektura ten link. Tylko trochę mało przystająca do rzeczywistości -
        mojej rzeczywistości. To że ktoś chce się "wydać" czy też nie może, to inna
        sprawa. Ja się rozbiłem o mur szantażu - na którym nie da się zbudować żadnego
        związku.
          • uzus Re: aha... 12.10.03, 00:49
            blue_a napisała:

            > Chyba rozumiem.
            >
            > Nie da. Się zbudować żadnego związku.

            Nie byłabym tak skłonna do rezygnacji,choć jak mi się zdaje, rozumiem sporo
            komplikacji. Zaczęłabym od punktu wyjścia, czyli bliższej znajomości, rodzaju
            koleżeństwa bez szczególnych zobowiązań. Pozwoliłabym związkowi na swobodny
            rozwój.Powstanie tym sposobem być może koleżeńska para, być może małżeństwo, a
            być może nic. Jeszcze trochę za wcześnie, żeby się poddawać.
            Uzus
            • parafon Re: aha... 13.10.03, 11:04
              Ja nie wiem, czy potrafię tak zacząć " od początku". Przecież już się coś
              stało, coś powstało, rozwijało się, kwitło i raptem "zdechło". Nie wiem, czy
              uczucia mozna traktować jak kwiatek - najpierw wyrwać a potem spróbować
              posadzić jeszcze raz. A oprócz tego pozostaje pamięć - a jaj wykasować się nie
              da. Mozna przytłumić, wyciszyć, ale nie wykasować. Skąd wiadomo, ze takie coś
              się nie powtórzy w przyszłości?
              Adam
              PS. Dzięki za dobre słowo.
              • uzus Re: aha... 13.10.03, 22:14
                parafon napisał:

                > Ja nie wiem, czy potrafię tak zacząć " od początku". Przecież już się coś
                > stało, coś powstało, rozwijało się, kwitło i raptem "zdechło". Nie wiem, czy
                > uczucia mozna traktować jak kwiatek - najpierw wyrwać a potem spróbować
                > posadzić jeszcze raz. A oprócz tego pozostaje pamięć - a jaj wykasować się
                nie
                > da. Mozna przytłumić, wyciszyć, ale nie wykasować. Skąd wiadomo, ze takie coś
                > się nie powtórzy w przyszłości?
                > Adam
                > PS. Dzięki za dobre słowo.

                Po każdym z napisanych przez Ciebie zdań można by postawić znak zapytania.
                Na zdanie, które już jest pytaniem, jak i na pozostałe, nikt nie zna
                odpowiedzi. Wiele zależy od postawy Twojej dziewczyny i tego, czy potrafisz jej
                kolejny raz zaufać.
                Pozdrawiam
                Uzus
                • parafon Zaufać? 14.10.03, 10:47
                  To jest problem. Zaufać czy nie? Dać się skopać do końca czy zaryzykować, że
                  się uda? Jak się uda, to szczęście - ale rysa jest. Chemia raczej nie wchodzi w
                  rachubę, bo po pigułkach czuję się jak leżąca na ulicy puszka po coli - leży
                  sobie, obok ktoś pezejdzie, moze kopnie, może nie, wszystko jedno, mokro,
                  sucho, ciepło, zimno, nie ma sprawy. A tak nie chcę.
                  Adam
                  • blue_a czy zaufać? 14.10.03, 15:51
                    Nie wiem.

                    Spróbuję wejść w Twoją sytuację.
                    Zakładam, że jeszcze go/ją kocham.
                    I że równie silnie kocham siebie.
                    I wtedy, tak, próbuję jeszcze raz.
                    I nie zakładam, że nie wyjdzie.

                    Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?

                    Miałam taki czas, latem, gdy nie wątpiłam w żadne swoje pomysły. Jak było? Bez
                    lęku i cudownie. Poważnie. jesienią jest trochę trudniej, ale idę, idę.

                    Po jakich pigułkach czujesz się jak puszka? Generalnie?

                    • parafon Re: czy zaufać? 15.10.03, 08:58
                      blue_a napisała:

                      > Nie wiem.
                      >
                      > Spróbuję wejść w Twoją sytuację.
                      > Zakładam, że jeszcze go/ją kocham.
                      > I że równie silnie kocham siebie.
                      > I wtedy, tak, próbuję jeszcze raz.
                      > I nie zakładam, że nie wyjdzie.
                      <<<Ja siebie nie kocham...
                      I nie wiem, czy wyjdzie, bo nic na to nie wskazuje.

                      >
                      > Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?
                      <<<Znam. Doświadczyłem tego.
                      >
                      > Miałam taki czas, latem, gdy nie wątpiłam w żadne swoje pomysły. Jak było?
                      Bez
                      > lęku i cudownie. Poważnie. jesienią jest trochę trudniej, ale idę, idę.
                      <<< O to chodzi, że ja nie mam już żadnych pomysłów.
                      >
                      > Po jakich pigułkach czujesz się jak puszka? Generalnie?
                      <<< Po każdych. Chociaż zbyt dużo ich nie miałem.
                      >
                      • blue_a Ty tak..specjalnie nie dajesz sobie nikomu pomóc? 15.10.03, 09:32
                        :)

                        <<<Ja siebie nie kocham...

                        Uu, niedobrze. Mam na myśli zdrowe poważanie własnej osoby.
                        Jeśli siebie lubię, to będę potrafiła zaufać komuś, mimo wszystko.
                        (tak się zastanawiam, czy zbytnio nie upraszczam, ale chyba nie)

                        Są gorsze "przestępstwa" niż to, które zrobiła Twoja dziewczyna. Uwierz..


                        > I nie wiem, czy wyjdzie, bo nic na to nie wskazuje.

                        Rozwiń.

                        > Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?
                        > <<<Znam. Doświadczyłem tego.

                        Chyba jednak nie znasz.
                        Albo zrobiłeś złe założenie. Że się nie uda. Zatem - się nie udało.

                        <<< O to chodzi, że ja nie mam już żadnych pomysłów.

                        Pomęczę Cię - rozwiń.
                        I miłego dnia Ci życzę.

                        • parafon Co mam rozwinąć? 15.10.03, 19:32
                          Aniu,
                          Co mam rozwinąć? Nie za bardzo wiem.
                          Jaki wątek?
                          Jak ma do siebie nie lubienie siebie (jakiś lapsus) do zaufania komuś?
                          Ja siebie nie lubię, bo jestem jakom życiowym nieudacznikiem. Nie na dobrą
                          sprawę mi nie wychodzi.
                          Tu nie chodzi o jak to Ty mówisz "przestępstwo". Ja to nie traktuję w
                          kategoriach winy. Po prostu nie spodziewałem się (a mam trochę życiowego
                          doświadczenia) takiego obrotu sprawy. Takiego złamania jakichś ludzkich zasad.
                          Zaufania.
                          Adam
                          • blue_a ja wychodzę.. 16.10.03, 15:47
                            Mam poczucie dreptania w miejscu.
                            Jako psycholog wiedziałabym, co robić dalej.
                            Założyłam jednak, że rozmawiamy ot tak, po prostu.
                            Bez "wizytówek".

                            Jako człowiek napiszę Ci, że nie wiem, co powiedzieć, może tylko tyle, że z
                            mojego osobistego punktu widzenia coś (może) tracisz, upierając się, że zostały
                            złamane ludzkie zasady etc.
                            Jesli uważasz, że zaufania nie da się odbudować, to faktycznie koniec.
                            Zostajecie sobie po obu stronach tej barykady.
                            Ja bym działała, starała się rozmawiać.
                            Ale nie jestem Tobą.

                            Ufam, że u Ciebie prędzej czy później się poukłada.
                            Powodzenia.
                            Ania



                              • an_a1 Re: Dobranoc... 17.10.03, 22:31
                                parafon napisał:


                                > A co wyszło...
                                > Zero...

                                Jeśli wyszło zero, to każda liczba, biorąc pod uwagę wartości bezwzględne,
                                będzie większa.

                                > Nie dziękuję.

                                Siejąc grzeczność, zmieniasz świat.
                                Ana

                                > Aniu.
                                • parafon Re: Dobranoc... 20.10.03, 12:39
                                  an_a1 napisała:

                                  > parafon napisał:
                                  >
                                  >
                                  > > A co wyszło...
                                  > > Zero...
                                  >
                                  > Jeśli wyszło zero, to każda liczba, biorąc pod uwagę wartości bezwzględne,
                                  > będzie większa.
                                  >>Wybacz, ale bezwzględne to jest tylko życie. W tej sytuacji głównie występują
                                  wielkości ujemne, a czasem nawet liczby urojone. I oczywiście zero, jako
                                  wartość bazowa.
                                  >
                                  > > Nie dziękuję.
                                  >
                                  > Siejąc grzeczność, zmieniasz świat.
                                  > Ana
                                  >> Nie wiem, skąd pochodzi ta metafora, ale brzmi optymistycznie. Chociaż nie
                                  spodziewałem się, że umiem być grzeczny.
                                  >
                                  > > Aniu.
                              • blue_a dzień dobry 18.10.03, 12:47

                                > Myślałem, że masz coś do powiedzenia...

                                W Twoim myśleniu zauważam błędy...uśmiech

                                > A co wyszło...
                                > Zero...

                                Do zmiany potrzeba t e ż osobistego wysiłku.

                                > Nie dziękuję.
                                > Aniu.

                                Jak spędzasz sobotę, Adamie?
                                • parafon Re: dzień dobry 20.10.03, 12:44
                                  blue_a napisała:

                                  >
                                  > > Myślałem, że masz coś do powiedzenia...
                                  >
                                  > W Twoim myśleniu zauważam błędy...uśmiech
                                  >> Moje myślenie to jeden wielki błąd. Uśmiech sarkastyczny.

                                  >
                                  > > A co wyszło...
                                  > > Zero...
                                  >
                                  > Do zmiany potrzeba t e ż osobistego wysiłku.
                                  >> Chyba już nie mam siły. Co bym nie zrobił - błąd albo działanie nietrafione.
                                  Przynajmniej tak mi się wydaje.
                                  >
                                  > > Nie dziękuję.
                                  > > Aniu.
                                  >
                                  > Jak spędzasz sobotę, Adamie?
                                  >> W sobotę poddawałem się swoim ulubionym ostatnio czynnościom. Z przewagą
                                  gapienia się w sufit. W niedzielę poszedłem na spacer, ale było zimno. Sufit.
                            • parafon Re: ja wychodzę.. 17.10.03, 18:04
                              Recalling:
                              Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilowo z
                              Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierzysz?
                              Nie da się być trochę w ciąży.
                              Adam
                              Finito La comedia
                              • an_a1 Re: ja wychodzę.. 17.10.03, 22:36
                                parafon napisał:

                                > Recalling:
                                > Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilowo z
                                > Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierzysz?
                                > Nie da się być trochę w ciąży.

                                Da się.
                                Przykład: odcinek czasu a)- b) - c). W ciąży można być w części odcinka: b) - c)

                                Ana

                                > Adam
                                > Finito La comedia
                                • parafon Re: ja wychodzę.. 20.10.03, 12:47
                                  an_a1 napisała:

                                  > parafon napisał:
                                  >
                                  > > Recalling:
                                  > > Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilow
                                  > o z
                                  > > Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierz
                                  > ysz?
                                  > > Nie da się być trochę w ciąży.
                                  >
                                  > Da się.
                                  > Przykład: odcinek czasu a)- b) - c). W ciąży można być w części odcinka: b) -
                                  c
                                  > )
                                  >> Ale a) - b) to brak ciąży. Przewód nielogiczny. Nie chodzi o ciągłośc w
                                  czasie, ale fakt. W ciąży się jest albo nie jest. Nie ma stanów pośrednich.
                                  >
                                  > Ana
                                  >
                                  > > Adam
                                  > > Finito La comedia
            • blue_a zaryzykuję myśl, że .. 13.10.03, 15:23
              można uwolnić się i przestać pamiętać.
              wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
              To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
              wspomnień

              Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
              Trudno - coś za coś..

              p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja
              • uzus Re: zaryzykuję myśl, że .. 13.10.03, 22:25
                blue_a napisała:

                > można uwolnić się i przestać pamiętać.
                > wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
                > To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
                > wspomnień
                >
                > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
                > Trudno - coś za coś..
                >
                > p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja

                Dobrze że się odezwałaś. To co piszesz, jest mądre i w jakiś sposób głęboko
                ludzkie.
                Cynizmu nie dostrzegam, raczej rzecz przeniosłabym w inne kategorie.
                Zgadzam się z Tobą, że trudno byłoby zachęcać do przyjęcia takiej postawy.
                Pozrawiam
                Uzus
              • uzus Re: zaryzykuję myśl, że .. 13.10.03, 22:54
                blue_a napisała:

                > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
                > Trudno - coś za coś..

                Wyjaśnij mi, proszę, dokładniej, o co chodzi. Ja, jak to ja, pół zgubię, drugie
                pół mi umknie, a chciałabym zrozumieć całość sytuacji.
                Na czym miałaby polegać ta, jak ją nazwałaś, cyniczna wymiana?
                Uzus

              • an_a1 Re: zaryzykuję myśl, że .. 17.10.03, 22:50
                blue_a napisała:

                > można uwolnić się i przestać pamiętać.
                > wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
                > To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
                > wspomnień
                >
                > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
                > Trudno - coś za coś..
                >
                > p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja

                Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.
                Pozdrawiam
                Ana
                  • an_a1 Re: zaryzykuję myśl, że .. 18.10.03, 13:06
                    blue_a napisała:

                    > > Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.
                    >
                    > Jeśli jesteś głodna, nikt za Ciebie się nie naje..

                    Drobiazg: jeszcze trzeba mieć coś do zjedzenia.

                    > albo:
                    >
                    > Uszyj sobie buty, zamiast wykładać świat skórą.

                    Stanowczo nie jestem na tym samym poziomie, co Ty.
                    Jeśli możesz, wyjaśnij o co Ci chodzi językiem mniej metaforycznym.

                    Pozdrawiam
                    Ana
                    • blue_a re: 18.10.03, 13:17

                      > Drobiazg: jeszcze trzeba mieć coś do zjedzenia.

                      Zgadza się..
                      I takie myśli, to znaczy, że nie zawsze da się pomóc, powodują bezradność.
                      Ale-mogę nakarmić kogoś, kto jest blisko (czyt. lokalnie).


                      > Stanowczo nie jestem na tym samym poziomie, co Ty.

                      Myślę, że jest podobny.
                      O ile, rzecz jasna, nie umieściłaś mnie poniżej (nie miałabym pretensji)

                      > Jeśli możesz, wyjaśnij o co Ci chodzi językiem mniej metaforycznym.

                      Ano? Jak spędzasz sobotę? Porozmawiajmy o czymś milszym (założyłam, ze sobota
                      jest dla Ciebie chociaż troszkę przyjemna, dla mnie - jest..)

                      • an_a1 Re: re: 18.10.03, 13:46
                        blue_a napisała:

                        > Ano? Jak spędzasz sobotę? Porozmawiajmy o czymś milszym (założyłam, ze sobota
                        > jest dla Ciebie chociaż troszkę przyjemna, dla mnie - jest..)

                        Lepsza od niedzieli, ale żadne tam takie, zależy ile będę mieć czasu dla siebie.
                        Co do głodu-to bardzo stara i skomplikowana historia. Nie ma sensu opowiadać.
                        Wzorem tych, jak im tam, porafię bez trudu znosić post. Doskonalę się dzięki
                        temu duchowo. Z kasą krucho. Żebrać jednak nie zamierzam. Choć zdarzyło się, że
                        sama siebie zadziwiłam żywiołową reakcją na widok pewnego rarytasu. Pierwszy
                        raz w życiu pomyślałam o kradzieży. Może to i dobrze, bo zdałam sobie sprawę,
                        co to dla mnie za cudowność. Nie ma jak prawda, nawet gorzka.
                        Ana
                      • parafon Re: re: 20.10.03, 13:00
                        Aniu.
                        Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
                        górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
                        stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
                        rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co przyjmę
                        jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da się
                        nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, aby w
                        razie klęski móc do tego wrócić.
                        Adam
                        • an_a1 Re: re: 21.10.03, 10:21
                          parafon napisał:

                          > Aniu.
                          > Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
                          > górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
                          > stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
                          > rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co
                          przyjmę
                          > jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da się
                          > nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, aby
                          w
                          > razie klęski móc do tego wrócić.
                          > Adam

                          Hejka!

                          Trzeba umieć umierać pięknie,
                          Patrzeć w lufy wzniesione śmiało,
                          Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
                          Aż umilknie łoskot wystrzałów.

                          Zawsze jest dodąd wracać, jeśli się ma siebie.
                          Pozdrawiam
                          Ana
                            • parafon Re: re: 22.10.03, 09:29
                              an_a1 napisała:

                              > Broniewski to żart, oczywiście.
                              >> Myślalem, że to Majakowski...;)

                              > Tak w związku z jesienią.
                              >> Broniewski zginął w lecie...

                              > Jeszcze raz pozdrawiam
                              > Ana
                              >> Ja też.
                              Adam
                          • parafon Re: re: 22.10.03, 09:27
                            an_a1 napisała:

                            > parafon napisał:
                            >
                            > > Aniu.
                            > > Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
                            > > górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
                            >
                            > > stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
                            > > rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co
                            > przyjmę
                            > > jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da
                            > się
                            > > nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, a
                            > by
                            > w
                            > > razie klęski móc do tego wrócić.
                            > > Adam
                            >
                            > Hejka!
                            >
                            > Trzeba umieć umierać pięknie,
                            > Patrzeć w lufy wzniesione śmiało,
                            > Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
                            > Aż umilknie łoskot wystrzałów.
                            >> Piękny cytat. Ale mnie sie przez rozsądek nie chce umierać, nie lubię broni,
                            podłe? A co to jest podłe? Łoskot... nie lubię.
                            >
                            > Zawsze jest dodąd wracać, jeśli się ma siebie.
                            > Pozdrawiam
                            > Ana
                            >> I tu trafiłaś w przysłowiową dziesiątkę. Trzeba mieć siebie...
                        • blue_a cóż tu wybaczać :) 21.10.03, 15:22
                          Moje zdanie na Twój temat jest dość ostre (hm, to raczej Ty musisz mi wybaczyć,
                          nie odwrotnie).

                          Lekarz?
                          - nie.

                          Próby poradzenia sobie samemu?
                          - nie.

                          Porozmawianie z nią?
                          - nie.

                          Pójście w innym kierunku?
                          - nie.

                          Spasowałam, cieszę się, że Ana nie.

                          Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                          Nie gniewajcie się: narzekanie? takie typowo polskie?

                          pzdr.
                              • an_a1 Re: cóż tu wybaczać :) 25.10.03, 06:35

                                > > blue_a napisała:
                                > >
                                > > > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                                > >
                                > > To oko cyklonu.
                                > > Ana
                                > >>To fundament życia
                                > Adam

                                Prawda to źrenica oka cyklonu.
                                Sprawdzaj, weryfikuj, badaj.
                                Pozdrawiam
                                Ana

                                PS. Ktoś musi być nudny.
                          • parafon Re: cóż tu wybaczać :) 22.10.03, 09:35
                            blue_a napisała:

                            > Moje zdanie na Twój temat jest dość ostre (hm, to raczej Ty musisz mi
                            wybaczyć,
                            >
                            > nie odwrotnie).
                            >> Wybaczam.

                            >
                            > Lekarz?
                            > - nie.
                            >> Nie
                            >
                            > Próby poradzenia sobie samemu?
                            > - nie.
                            >>Próbuję
                            >
                            > Porozmawianie z nią?
                            > - nie.
                            >> Bez sensu
                            >
                            > Pójście w innym kierunku?
                            > - nie.
                            >> Czemu?
                            >
                            > Spasowałam, cieszę się, że Ana nie.
                            >> Szybko wątpisz...
                            >
                            > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                            > Nie gniewajcie się: narzekanie? takie typowo polskie?
                            >> Nie mogę się wypowiadać za Ana, ale dla mnie punkt oparcia to coś, czego
                            nikt ci nie zabierze, co jest realne, np.mieszkanie, rodzina , kobieta,
                            mężczyzna (którym się ufa), przyjaciel, etc,.
                            >
                            > pzdr.
                            >>Również
                          • an_a1 Ana 22.10.03, 18:32
                            blue_a napisała:

                            > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?

                            Amor skrzydła ma dwa...
                            Pamiętasz? Pamiętasz.
                            To w węższym zakresie.
                            Ana
                            • parafon Re: Ana 23.10.03, 18:58
                              Czy nie rozumiesz, że tu nie chodzi o jakieś durne cytaty?!?!
                              Tu chodzi o życie!
                              Amor ma nogi dwie...
                              Pamiętaz? Nie...
                              I wszystko jedno, którą cię kopnie...
                              Jednakowo boli.

                              Adam
                              • an_a1 Re: Ana 23.10.03, 21:16
                                parafon napisał:

                                > Czy nie rozumiesz, że tu nie chodzi o jakieś durne cytaty?!?!
                                > Tu chodzi o życie!
                                > Amor ma nogi dwie...
                                > Pamiętaz? Nie...
                                > I wszystko jedno, którą cię kopnie...
                                > Jednakowo boli.
                                >
                                > Adam

                                Nie rozumiesz, że tu nie chodzi o żadne cytaty z wzruszających piosenek, ale o
                                oczywistą prawdę, że miłość poruszy ziemię i przeniesie góry.
                                Warunek konieczny: wzajemność.
                                Ana
                                • parafon Re: Ana 24.10.03, 11:03
                                  Ale Miła Dziewczyno,
                                  Miłość jest drugą zarazą po dżumie, która niszczy populację. Zwłaszcza męską
                                  część tej populacji. Nawet AIDS nie niesie takich spustoszeń. Bo nie odbiera
                                  rozumu.
                                  A poza tym jest to najpiękniejsze i najstraszniejsze zarazem uczucie.
                                  Adam
                                  • an_a1 Re: Ana 06.11.03, 13:49
                                    parafon napisał:

                                    > Słucham, jakie przykłady maja mnie przekonać?
                                    > Adam

                                    To nie przykłady mają Cię przekonać, ale Ty sam masz się przekonać na podstawie
                                    przykładów. Jeśli Ci na tym zależy, musisz otworzyć oczy i chcieć je zobaczyć,
                                    poznać, przeżyć, doświadczyć.
                                    Ostrzegam! Czasem się zdrowo obrywa. Na szczęście nie zawsze.

                                    Swoją drogą mógłbyś zleźć z tronu i odezwać się do maluczkich ludzkim głosem.

                                    Ana
          • blue_a dzięki..śliczne 24.10.03, 15:42
            Trochę..nie rozumiem Adama.
            Siedzi smutny, zazdrości szczęśliwym, twierdzi, że kocha (moim skromnym zdaniem
            tylko siebie, jej - raczej nie).
            Rozmawiać z nią nie zamierza.
            "Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby"? - też kręci nosem.

            Adamie? O-budź się..
            Zapytaj siebie, o co Ci chodzi.

            Ana? Fakt, do napięcia cięciwy (i nie tylko..) potrzebne są dwie osoby.
            Ładne, dzięki.
            • parafon Re: dzięki..śliczne 27.10.03, 21:49
              blue_a napisała:

              > Trochę..nie rozumiem Adama.
              >> Ja siebie też nie rozumiem

              > Siedzi smutny, zazdrości szczęśliwym, twierdzi, że kocha (moim skromnym
              zdaniem
              >
              > tylko siebie, jej - raczej nie).
              >>Siedzę smutny, fakt. Nikomu nie zazdroszczę - nie nauczyłem się zazdrościć w
              takim tego słowa znaczeniu. Kocham ją - siebie nie.

              > Rozmawiać z nią nie zamierza.
              >> Rozmawiać z nią chcę, ale do rozmowy potrzebne są dwie osoby.

              > "Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby"? - też kręci nosem.
              >> Napieprzają mi te kroki we łbie jak cholera.
              >
              > Adamie? O-budź się..
              > Zapytaj siebie, o co Ci chodzi.
              >> Nie można się obudzić przedtem nie zasypiając.
              >> Chodzi mi o to, aby zrozumieć, dlaczego z miłości można zrobić chlew a z
              człowieka kukłę.
              >
              > Ana? Fakt, do napięcia cięciwy (i nie tylko..) potrzebne są dwie osoby.
              > Ładne, dzięki.
              >> Jeśli chcesz zrozumieć sens życia, ktoś musi ci to wytłumaczyć. Samemu życia
              nie pojmiesz, bo życie w samotności nie jest życiem, a trwaniem.
        • wadera4 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 01:00
          Tylko czas moze ukoic rany. Rozumiem Twoj problem, nierozmiem tylko dlaczego
          tak dramatyzujesz. Ciagnac ten temat tutaj mozna w nieskonczonosc i tak dlugo
          jak bedziesz to robil tak dlugo Twoje serce bedzie krwawic. Nikt z nas mimo
          najszczerszych checi Ci nie pomoze, pomoc musisz sobie sam.Zamiast lezec i
          patrzec w sufit zajmij sie czyms konkretnym, najgorsza jest rozpacz w
          pojedynke.Napewno masz znajomych , wyjdz do nich rozmawiaj o wszystkim tylko
          nie o tym, czytaj duzo, moze idz do silowni, zabij czas, zostaw go jak
          najmniej na rozmyslania. Zycie sie nie skonczylo. Czasamo los bywa okrotny.
          Moze niczyjej winy w tym wszystkim nie ma, tak poprostu mialo byc, ja wierze
          mocno w przeznaczenie. Jestes bardzo wzazliwym czlowiekiem, dlatego tak bardzo
          to przezywasz.Im wiecej bedziesz o tym myslal i mowil tym gorzej dla Ciebie.
          Powiedz sobie jak Scarlet Ohara-jutro nowy dzien. I od jutra zacznij nowe
          zycie.Glowa do gory, powdzenia zycze . Wierz mi nie ma nic gorszego jak
          wpedzac sie w kompleksy ktore prowadza do powazej depresjii,ale to odrebny
          temat. Jeszce raz, glowa do gory.
            • mgielka2 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 15:17
              wez sie chlopie w garsc, gdzie Twoja meskosc. Zakochales sie jak 18-to latek a
              nie jak meszczyzna. Moze zachowywales sie jak nasto...dlatego Cie
              zostawila.Walnij glowa o mur i sie opamietaj, morze jest pelne rybek. Przestan
              narzekac, rob cos. Wez sie za cos konkretnego a nie zyj przeszloscia
              PS. Powodzenia w ZYCIU zycze
          • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 18:44
            wadera4 napisała:

            > Tylko czas moze ukoic rany. Rozumiem Twoj problem, nierozmiem tylko dlaczego
            > tak dramatyzujesz. Ciagnac ten temat tutaj mozna w nieskonczonosc i tak dlugo
            > jak bedziesz to robil tak dlugo Twoje serce bedzie krwawic. Nikt z nas mimo
            > najszczerszych checi Ci nie pomoze, pomoc musisz sobie sam.Zamiast lezec i
            > patrzec w sufit zajmij sie czyms konkretnym, najgorsza jest rozpacz w
            > pojedynke.Napewno masz znajomych , wyjdz do nich rozmawiaj o wszystkim tylko
            > nie o tym, czytaj duzo, moze idz do silowni, zabij czas, zostaw go jak
            > najmniej na rozmyslania. Zycie sie nie skonczylo. Czasamo los bywa okrotny.
            > Moze niczyjej winy w tym wszystkim nie ma, tak poprostu mialo byc, ja wierze
            > mocno w przeznaczenie. Jestes bardzo wzazliwym czlowiekiem, dlatego tak
            bardzo
            > to przezywasz.Im wiecej bedziesz o tym myslal i mowil tym gorzej dla Ciebie.
            > Powiedz sobie jak Scarlet Ohara-jutro nowy dzien. I od jutra zacznij nowe
            > zycie.Glowa do gory, powdzenia zycze . Wierz mi nie ma nic gorszego jak
            > wpedzac sie w kompleksy ktore prowadza do powazej depresjii,ale to odrebny
            > temat. Jeszce raz, glowa do gory.

            Ano,
            Skumbrie w tomacie,
            skumbrie w tomacie,
            pstrąg! ;)))
            • parafon Do any, blue, wadery etc 04.11.03, 15:30
              Kochane dziewczyny,
              Nie znam Waszego wieku, i znać (chyba) nie chcę. Po tekstach można poznać, ze
              jesteście dosyć młodymi osobami, "po przejściach". Jedne traktują temat
              poważnie, inne - nieco frywolnie. Problem depresji jest problemem, a nie
              przygodą w życiu. Można pisać jakieś pierdoły o skumbriach, albo o zakochanym
              nastolatku. Ja napiasłem do tego forum, bo myślałem, że czegoś się dowiem, coś
              zrozumię. Zrozumiałem jedno - to nie jest takie proste. I nie próbujcie zbawiać
              świata.Nie da się. Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.
              Trzymajcie się.Adam
              • siostra_oddzialowa Re: 04.11.03, 15:53
                parafon napisał:
                I nie próbujcie zbawiać
                >
                > świata.Nie da się. Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.


                wez mnie nie rozbawiaj.
                twoja metoda to uwiesic sie na kims ? maja ci podawac gotowe rozwiazanie na
                tacy ? a sam bez wysilku tylko rozpostarte sztandary Wielkiego cierpienia ?
                a na sugestie czy rady tylko sie krzywisz ? to "be", tamto "fuj"!?
                Depresja to choroba. Idx wiec do lekarza !
                i nie zapominaj o tym -ze na to forum wchodza wlasnie osoby w potrzebie - na
                tym watku nie tylko ty masz depresje a ty krytykujesz kazda rade odrzucajac tym
                samym rozmowce..nie doczekasz sie cudownego uzdrowienia lezac w lozku i
                obarczajac wina caly swiat... tylko to twoje ja, Ja, Ja ... a innych obdzielic
                wina..
                • parafon Siostro 05.11.03, 09:40
                  Już kiedyś dyskutowaliśmy na temat twoich rad. Naprawdę zacznij myśleć głową.
                  Na razie to chyba myślisz wątrobą - i to chorą. Nikt na tym forum nie czeka na
                  dokopywanie. Ale raczej tego nie rozumiesz - żeby zrozumieć, ytrzeba chcieć. A
                  ty prezentujesz faktycznie siostrę oddziałową - oddziału zamkniętego i to z
                  dużym stażem. Nie pisz jakichś chorych wywodów - nikt cię o to nie prosi.
                  U lekarza byłem - a i ty powinnaś tam zajżeć. Odrzucam takie agresywne osoby
                  jak ty - jak chcesz się na kimś wywnętrzyć, to znajdź sobie forum dla sadystów.
                  Uprzejmie proszę o odwalenie się ode mnie.
                  Raz na zawsze.
                  • siostra_oddzialowa Re: Siostro 05.11.03, 10:16
                    parafon napisał:

                    >- żeby zrozumieć, ytrzeba chcieć.

                    właśnie .
                    instrukcja dla ciebie: przyczep sobie te slowa na lustrze w lazience, na
                    drzwiach, scianie nad lozkiem i na szybie samochodu.
                    czytaj, powtarzaj w kolko, pisz po tysiac razy na kartce..
                    moze zalapiesz, ze te slowa ciebie dotycza.



                    > ty prezentujesz faktycznie siostrę oddziałową - oddziału zamkniętego i to z
                    > dużym stażem.

                    zapraszam zapraszam hehe
                    jest tu miejsce dla ciebie.

                    >. Odrzucam takie agresywne osoby
                    > jak ty - jak chcesz się na kimś wywnętrzyć, to znajdź sobie forum dla
                    sadystów.

                    moze twoja kobieta odrzuca takich sepow emocjonalnych jak ty ?
                    i nie chce pelnic dozywotniej roli twojej siostry milosierdzia ? tylko zyc ?
              • an_a1 Re: Do any, blue, wadery etc 06.11.03, 13:16
                parafon napisał:

                > Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.
                > Trzymajcie się.Adam

                Kto szuka, ten znajdzie.
                Szukać też trzeba umieć, podobnie jak znajdować.
                Ślepota to poważne ograniczenie,oczywiście dla szukającego.
                Bywają szukacze-pozoranci.
                Więc nie chrzań i mnie nie wkurzaj, przynajmniej dzisiaj.
                Pozdrawiam
                Ana