Dodaj do ulubionych

Przewrotnosc BPD, prosto z zycia.

26.06.11, 19:00
Kiedys, na Boze Narodzenie, ktore uplynely pod znakiem "Jestes szczesliwa, ksiezniczko?" dostalam piekny, wymarzony telefon komorkowy. Pare tygodni pozniej, w trakcie jednego z jego monologow, rzucilam nim ze zlosci o podloge, bo moj facet (z bpd), wprowadzil do niego kod i nie moglam z niego korzystac. Nic sie nie stalo, tylko w podlodze zostalo lekkie wgniecenie. Juz pare dni po incydencie, kiedy wspominalismy te sytuacje ze smiechem, zapytal, czy widzialam, jak blisko jego glowy przelecial. Zdziwilam sie, bo on byl na lozku, a moim celem byla podloga. Od glowy do podlogi bylo przestrzeni od groma.
Uplynely miesiace, chodzilo o zdjecie simlocka, w przeciwnym razie telefon jest bezuzyteczny. Uslyszalam, ze nie zasluguje na tyle zachodu, zwazywszy na fakt, ze telefon polecial na jego glowe. Jedno niewinne zdanie, bardzo proste, a mimo to szokujace. Walnelam go telefonem w glowe. Czy to nie graniczy z urojeniem? Czy jest sens w ogole rozmawiac z taka osoba, o faktach? O czymkolwiek? Takich sytuacji, gdzie moje slowa, czyny i gesty byly odwracane do gory ogonem bylo mnostwo.
Obserwuj wątek
    • perpetua-mobila Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 26.06.11, 21:53
      Historia stara jak świat- partner osoby z BPD szukający rozwiązania, wytłumaczenia, wsparcia, whatever. To jest choroba, zrozumcie w końcu i przestańcie szukać furtki- nie ma wyjścia poza leczeniem. To nas ściga i przez większość czasu nie da sie tej gnidy wyplewić z głowy. Tak jest i żaden, najbardziej kochający partner tego nie zmieni. Miłość nie uzdrawia- nie ma takiej opcji! Tego nie potrafi uczynić nikt, poza nami samymi w trakcie terapii. Amen.
    • tautschinsky Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 27.06.11, 19:32
      kro-nik napisała:

      > Czy jest sens w ogole rozmawiac z taka osoba, o faktach? O czymkolwiek? Takich
      > sytuacji, gdzie moje slowa, czyny i gesty byly odwracane do gory ogonem bylo m
      > nostwo.


      Nie, nie ma sensu. Jeśli w chwili spokoju przyzna ci rację, później taka osoba będzie dążyła do tego, żebyś zapłaciła za hańbę jaką doznała musząc się przyznawać do tego, że niekoniecznie cała racja była po jej stronie. Taka osoba cię wydoi, wyżmie, wykopie. Cała zabawa z nią polega na tym, by zrobić to przed nią, co ona na sto procent zrobi z tobą. Teoria prosta jak trasa przez pustynię w Tekasie, ale w czyn trudna do wprowadzenia, kiedy coś się czuje do tej osoby i ma się jeszcze nadzieję, że ta osoba się nie zmieni. Osoby z pogranicza można określić jako toksyczne. Od toksyn należy trzymać się z daleka a stykając się z nimi zachowywać dalece posuniętą ostrożność. Z czasem, gdy już przeminie (zwykle przemija, każdy ma swoją granicę do bycia gnojonym) uczucie i pragnienie bycia z kimś "takim", widzi się wszystko klarownie i tłucze w łeb, dlaczego wcześniej tego się nie wiedziało, dlaczego prędzej nie powiedziało się: dość! won z mojego życia itd., itd.



      • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 28.06.11, 01:55
        Hahha, no wlasnie :-) Chyba przechodze przez ten etap. Mielismy trzymiesieczna przerwe, przez ten czas nie kontaktowalam sie z nim wcale, chociaz ma polowe mojego dobytku i kota. (Pisalam o tym w watku nizej). Za kazdym razem odrzucalo mnie od skrzynki mailowej i telefonu na wspomnienie swinstw i upokorzen, ktore mi wyrzadzil. No ale po trzech miesiacach napisalam bardzo krotki mail, suchy, w kwestiach czysto "technicznych". M. in. w sprawie tego telefonu. Pierwsza odpowiedz byla uprzejma, z przeprosinami, ze nie odpisywal przez kilka dni, ale podobno ma klopoty i jest bardzo zajety walka z nimi, ze nie ma pracy bla bla. I cos, o co nie pytalam - ze mnie nienawidzi (przez moje idiotyczne zachowanie) i prosi mnie, zebym zrobila mu przysluge i nie odzywala sie do niego. Ale ze naprawde ma nadzieje, ze u mnie wszystko w porzadku (nawiazywal do tego dwukrotnie). Dalam sie sprowokowac "idotycznym zachowaniem", odpowiadajac, ze skoro tak bylo, to byla to tylko reakcja na jego "niewlasciwe" traktowanie mnie (bylam bita i wyrzucana na bruk, tak miedzy innymi). Staralam sie byc bardzo neutralna i uprzejma, i napisalam, ze coz, nie boli mnie wcale jego nienawisc, i w przeciwienstwie do niego, ja go nie nienawidze. Napisal znow, juz krocej, m.in. zebym nie zmuszala go do blokady mojego adresu mailowego i zeby poczekac, az on odpowie w sprawie simlocka. Przy okazji okraszal swoje maile patetycznym "zegnaj, bye bye etc". Odpisalam tylko, ze to on znow zaczal o moim idotycznym zachowaniu, chociaz wcale mnie to nie interesowalo, tak samo jak jego nieszczere zyczenia, ze mam sie dobrze. Tyle - i zeby jasniej sie wyrazal, bo jego dramatyzowanie utrudnia rozumienie jego wiadomosci, a interesuja mnie wylacznie sprawy techniczne. I czekalam, milczalam, chociaz nie omowilismy kwestii moich rzeczy i reszty, bo mialam siedziec cicho. Minelo pare dni. Ewidentnie znow przeczytal moje maile sprzed kilku dni, bo odpowiedz byla tak chamska, ze udalo mu sie mnie zaskoczyc. Pierwsza informacja dotyczyla telefonu, ze nie zasluguje na tyle zachodu, druga byla o tym, ze w momencie kiedy czytam te linijke, moge oszczedzic energie i nie pisac dlugich, madrych, multiperspektywicznych, gownianych e-maili (NIE MIALAM TAKIEGO ZAMIARU), bo moj adres jest zablokowany, a najwieksze wrazenie zrobilo na mnie ostatnie zdanie: "Nie podobaja Ci sie juz moje najlepsze zyczenia? Wiec sie po prostu ODPIERDOL." Buhahahahahahahah - to juz ja. Tak jeszcze nie bylo. Odpierdolilam sie juz przeciez, na jego wczesniejsze usilne prosby :D:D:D Ciekawe, czy on naprawde uwaza sprawe za zamknieta, czy to jakas reakcja na problemy jakie ma w tej chwili, czy jest wsciekly, bo nie zapytalam, co u niego, czy po raz kolejny chce mi wbic szpile w dupe, chociaz jestem daleko zabierajac mi kota i cala reszte? Bardzo dobrze wie, jak bardzo mi na nim zalezy (na kocie, nawet byl o niego zazdrosny). Coz, chcac nie chcac znow odczekam jakis czas, ale kota mu nie daruje, reszty tez nie (m.in. kolekcji ksiazek). I jesli doprowadzi mnie do ostatecznosci, uruchomie policje, chociaz mieszka w innym kraju. Ale dam mu czas. Moze znow nasilily sie ataki paniki, a to przeciez moja wina.
            • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 30.06.11, 23:31
              Coz, skoro on po 3 m-cach napisal, ze mam sie od... (chociaz wcale go nie nagabywalam), to chyba NIE JEST uzalezniony, mam racje? A poza tym mialam nie odezwac sie wcale, zostawiona praktycznie na bruku, z niczym? Odpuscilam na razie podejmowanie kontaktu (tak mnie od niego odpycha), mimo, ze ma te moje manatki... W sumie to sie zastanawiam, czy on przypadkiem nie oczekuje mojego totalnego upokorzenia i blagania, sama nie wiem o co?
                • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 01.07.11, 13:38
                  Coz, wiem, ze jedna rzecz (znajac go) mogla go swiecie oburzyc, napisal, ze ma problemy, a ja nie zareagowalam (jak zwykle, z troska) wiec wyszlo, ze napisalam tylko dlatego, bo czegos chce.

                  Odnosnie drugiej czesci Twojej wypowiedzi, az sie wierzyc nie chce, ze osoba z bpd moglaby byc AZ TAK przewrotna? Barykadujac sie przede mna przez blokowanie mojego adresu i jednoczesnie pragnac mojego zabiegania o niego? Brzmi to wrecz nieprawdopodobnie...

                  Mnie sie wydaje, ze to jest dzialanie na zasadzie "wszystko albo nic", wykoncze ja na calego, do konca, zeby miec spokoj z nia i tym zwiazkiem. Bo wciaz slyszalam, "nie moge byc z Toba, nie moge byc bez Ciebie".




                  • 3bsp Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 02.07.11, 16:32

                    > Mnie sie wydaje, ze to jest dzialanie na zasadzie "wszystko albo nic", wykoncze
                    > ja na calego, do konca, zeby miec spokoj z nia i tym zwiazkiem. Bo wciaz slysz
                    > alam, "nie moge byc z Toba, nie moge byc bez Ciebie".

                    Chyba tylko jedna część z tej wypowiedzi nie musi być prawdziwa. Mam na myśli:
                    >wykoncze ja na calego, do konca, zeby miec spokoj z nia i tym zwiazkiem.
                    Pozostałe np. wszystko albo nic czy np. czy będziesz mnie kochała nawet wtedy, gdy będę okropny, czy będziesz mnie kochała, gdy poznasz jakim naprawdę jestem, czy typowe dla osób cierpiących na lęk przed bliskością: Kocham cię. Odejdź - to sprzeczne komunikaty, które są wszechobecne w związkach z BPD.
                    Porządna, uczciwa, solidna, odpowiedzialna, lojalna istota, która siebie stawiała i stawia zapewne na drugim miejscu, bo nie ukształtowała w sobie miłości własnej, nie opuści przecież człowieka, który potrzebuje miłości, który "kocha" tak, że aż zadaje cierpienie.
                    Oboje oczekujecie od siebie czegoś, czego nie potraficie dać i cierpicie (zapewniam cię on też cierpi) i tak będzie trwać, trwać i trwać aż śmierć was nie rozłączy.
                    Głód miłości, to jądro uzależnienia w relacjach. To zniewolenie i cierpienie.
                    By móc się dzielić, trzeba mieć czym. To smutna prawda jak ta, że nienawidząc siebie, nienawidzimy innych.
                    Moja rada: albo psycholog albo vaja condios bez urazy.


                    • kro-nik Teoria teoria, a zycie zyciem. 02.07.11, 19:16
                      Nie chcialabym, zeby ktos na tym forum zle mnie zrozumial. Nie szukam tu nadziei, ze on mimo wszystko mnie chce. Ok, facet cierpi na zaburzenia. Prawdopodobnie ich nie leczy.

                      Jednak wyslal mi bardzo wyrazny przekaz - FUCK OFF i zablokowanie maila. Chociaz (wbrew wielu zrozpaczonym partnerom bpd, ktorzy zywia do nich uczucia) absolutnie - ani wczesniej, ani pozniej - nie podejmowalam uporczywych prob kontaktu. Zamilklam nawet teraz, w sytuacji, kiedy nie ustalilismy co z moimi rzeczami i kotem. Bo ja mam taka wlasnie tendencje, kiedy ktos mnie rani, zamykam sie w sobie, barykaduje, odcinam.

                      Owszem, moglabym latwo sie skontaktowac, ot chocby przez wyslanie maila z innego adresu, zaden problem. Jednak odrzuca mnie od jakiejkolwiek formy kontaktu, po takiej chamskiej odprawie. Naprawde bardzo, ale to bardzo ciezko mi uwierzyc, ze ktos, piszac znienacka wielkimi literami "odpierdol sie" chce czegos przeciwnego. Moze ktos z BPD sie wypowie?
                      Bo ja naprawde nie wiem, jak sie zachowac, cholernie mi zalezy na tym kocie, to jeden z moich najczulszych punktow. Nie moge pojechac po swoje ot tak, bo mieszkamy w roznych krajach, troche za daleko, zeby ryzykowac wyjazd w ciemno. Jasne, do niego jakies uczucia wciaz mam, ale wlozylam je do kieszeni, na jego usilne zyczenia. Juz tak nie boli, jak kiedys. Napisalam mu to zreszta w jednej z ostatnich wiadomosci.

                      Wczesniej byly sytuacje, kiedy on sam nawet mowil, ze wie, ze wysyla mi sprzeczne sygnaly, ale prosi mnie, zebym wyjechala, jednoczesnie mnie przytulajac. A pozniej bylo wielkie nawolywanie "Wracaj do domu". Albo w tamtym roku - dostalam maila z prosba o kontakt, milczalam jeszcze miesiac. Pozniej pojawilam sie na Skype i nie odzywalam sie. Wyrzucil mnie z listy, a pozniej wyjasnil, ze wlasnie dlatego, ze bylam online i nie napisalam do niego. Troche to zagmatwane, wiem. Ale nigdy wczesniej, po tak dlugiej przerwie, NIGDY nie blokowal mojego maila (chociaz moze nawet tego nie zrobil, nie wiem, nie probowalam pisac).

                      I jeszcze na koniec - co jest przeciwienswem milosci? Ktos kiedys powiedzial, ze obojetnosc. Mi juz do niej calkiem niedaleko, bo naprawde nie rozpaczam, nie doluje sie z jego powodu. Tymczasem od niego wieje nienawiscia, o ile prawidlowo odczytuje jego przekaz. Uslyszalam od niego wiele razy - ze nigdy wczesniej tak mocno nie kochal, i nigdy nikogo tak mocno nie nienawidzil. Moj boze, za co?
                  • czita88 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 26.07.11, 22:43
                    Powiem Ci z mojej perspektywy (popierdolona bpd), i nie czytając jeszcze innych wątków o Twoim związku z tym facetem:

                    " jedna rzecz (znajac go) mogla go swiecie oburzyc, napisal, ze ma
                    > problemy, a ja nie zareagowalam (jak zwykle, z troska) wiec wyszlo, ze napisala
                    > m tylko dlatego, bo czegos chcę"

                    "az sie wierzyc nie chce, ze osoba z
                    > bpd moglaby byc AZ TAK przewrotna? Barykadujac sie przede mna przez blokowanie
                    > mojego adresu i jednoczesnie pragnac mojego zabiegania o niego?"

                    - dla mnie to normalne :).... Sama się tak zachowuję. Ostatnio rzadziej, po 3 latach moja energia się wyczerpuje i ja sama zobaczyłam że ten "związek" absolutnie nie ma przyszłości (ja mam problemy ze sobą, on ma swoje ogromne problemy - oprócz tych ze mną...).
                    Ogólnie, gdy facet (każdy z byłych) mnie zawiódł = nie robił/zachowywał się tak jak oczekiwałam (to mi psuje całe życie ;(..) lub co już skutkowało masakrą - nie dotrzymał słowa lub mnie okłamał , a ja uciekałam czy wyłączałam tel../nie odbierałam godzinami lub dniami itp. itd. a on mnie nie gonil, nie dzwonił , nie dobijał się to...
                    - byłam pewna że moje pretensje (to dlaczego tak się na niego wk*rwiłam) są słuszne, że mam rację
                    - w moich oczach był wciąż beznadziejny, zły
                    - równocześnie CIERPIAŁAM, okaleczałam się
                    - czułam że nie zasłużyłam sobie i nigdy nie zasłużę na miło,ść
                    - byłam PEWNA że mnie nie kocha i nigdy nie kochał
                    - wyobrażałam go sobie z innymi lub z kolegami jak się ze mnie nabija
                    - im więcej czasu "ciszy" mijało tym bardziej utwardzałam się w żalu, kostniałam, nie chciałam go znać
                    - obiecałam sobie że już NIGDY nikogo nie pokocham itd.. planowałam życie bez niego (a to nie były zawsze wielkie kłótnie ze słowami oficjalnie kończącymi znajomość itd., często tylko megaafery o drobiazg zakończone moją ucieczką/rozłączeniem się/ wywaleniem go z mojego domu - na szczęscie nie mieszkalismy razem)
                    - zdarzało się, zwłaszcza pierwsze 1,5 roku, że dzwoniłam do byłego żeby "odreagować" i się zemścić lub szłam w tym celu "na balety" z kumpelą itp.

                    OGÓLNIE : tuż po (pierwsze minuty :), godziny czasem dni) konflikcie NIENAWIDZIŁAM byłam w stanie zabić, nikt by mnie nie przekonał żeby z nim porozmawiać (wyjaśnić sprawę :)...) , byłam na 200 000 % pewna że TO KONIEC!!!!!!! A potem niby dalej tak myślałam, ale na wierzch wyłaziły myśli/uczucia które tęskniły i SPODZIEWAŁY się jego tel./eski/ wizyty/ tego że za mną pobiegnie/ itd. ... Gdy to się nie działo nienawidziłam jeszcze bardziej i CIERPIAŁAM... A gdy stało się tak jak się spodziewałam to owszem były sytuacje że wyrzucałam go z domu gdy nagle przyjechał się pogodzić, ale zwykle on PRZEPRASZAŁ, MÓWIŁ ZE KOCHA, ŻE NIE MOŻE BEZE MNIE ŻYĆ.... chciał się pogodzić... nieraz wyjaśniał sytuację konfliktową... a ja ... było mi dobrze... czułam hmm SATYSFAKCJĘ :/... czułam złość złamaną czułością, przywiązaniem i pożądaniem (gdy po długim czasie mnie przytulał, żartował)... w końcu zawsze ŻAŁOWAŁAM całej afery....
                    Tak to zwykle u mnie (bpd) było...

                    Teraz udało mi się nieco rozluźnić związek, nawet oficjalnie nie jesteśmy razem, ale żeby całkiem się od siebie oderwać to nie wychodzi... Jeszcze za wczesnie. I macie rację że on jest uzależniony. Nie mogłabym kochać takiej suki jak ja. Mówiłam mu i zrobiłam tak straszne rzeczy że na jego miejscu 100 razy już bym się wyhuśtała ;( ;(. On też powinien się leczyć.
                    • czita88 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 26.07.11, 22:53
                      Jeszcze tylko dodam że NIGDY po kłótni pierwsza nie nawiązałam z nim kontaktu...
                      I że (bo może mnie ktoś źle zrozumiał) nigdy w życiu nie miałam na celu żeby on sobie coś zrobił albo się zabił :) !!!! Gdy wyobrażałam sobie że go już nie ma, że ginie tragicznie czy na jakąś chorobę (zwykle w czasie oglądania filmów, słuchania historii innych) to beczałam i nie mogłam o tym myśleć... Jak mu się coś stanie to do końca życia będę się obwiniać że mu skopałam o statnie lata, za wszystko co zrobiłam, już nigdy nie przestanę traktować się jak gówno...
                      • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 27.07.11, 21:33
                        Czesc, dziekuje za Twoje zainteresowanie. W glowie mi sie nie miesci, co piszesz, potrzebuje chyba dluzszej chwili zeby to "przetrawic". Ale niestety, wszystko wydaje sie pasowac do mojego "typa" z bpd. Megaafery o drobiazg i reszta, caly on.

                        Zastanawia mnie jedno. Fizyczna stycznosc mielismy w marcu, mailowa zakonczona jego "fuck off-em" miesiac temu, a moje rzeczy (i KOTTT) wciaz u niego sa. Najpiew myslalam, ze moze nie ma czasu, bo przeprowadzka, bo mu sie nie chce, dlatego nie poruszyl tematu zwrotu... Jednak minelo 5 miesiecy i nic... Bralam nawet pod uwage, ze moze mu szkoda pieniedzy ze wzgledu na koszty wysylki, ale to raczej teoria bez sensu, bo przy jego wysokich zarobkach pozbycie sie dwoch pudel, chociaz wielkich (spakowanych przeze mnie w marcu, tak nawiasem mowiac) to rownoczesnie pozbycie sie sladu po mnie, raz na zawsze. A niejeden raz wykrzyczal, ze mam sie wynoscic z jego zycia.

                        O co mu chodzi? Piszac "fuck off" nie zapomnial przeciez, ze wyjechalam zabierajac z soba tylko podstawowe rzeczy - troche ciuchow, soczewki kontaktowe, kosmetyki, dokumenty... A moje buty do joggingu, ksiazki, notatki czy stary aparat fotograficzny nie sa mu do szczescia potrzebne. Cholernie tesknie za kotem, ale jestem tez o niego spokojna bo wiem, ze jest tam ubostwiany, wlasnie przez mojego "bepedowca", ktory (kiedy byl w dobrym humorze) mowil, ze jest tak samo slodki jak ja. Ale wracajac do rzeczy - o co tu chodzi? To ma byc moze taki haczyk, ze predzej czy pozniej bede zmuszona sie do niego odezwac i o to blagac? Co o tym myslisz? Twoje zdanie bedzie dla mnie bardzo cenne.
                        • czita88 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 28.07.11, 00:25
                          "o co tu chodzi? (...) Co o
                          > tym myslisz? Twoje zdanie bedzie dla mnie bardzo cenne. "

                          Teraz boję się pisać :].
                          A tak serio to niestety mogę sobie tylko przypuszczać... Każdy jest inny bpd też. Zwykle, praktycznie zawsze, jak sie tu wypowiadałam to porównywałam do siebie, jak to u mnie było/jest itd. co mnie zaczęło w pewnym momencie wkurzać, że piszę nie na temat, ale co tam. Może to zabrzmi głupio :D ale nie lubię oceniać ludzi z góry i im prorokować (ha, gdyby moi faceci widzieli to co teraz piszę to chyba by się poskładali :D !!!, powiedzmy że chodzi mi o osoby z którymi nie jestem emocjonalnie związana i mam je -sorki- gdzieś = 99,9999.... % populacji). Dlatego znowu napiszę też o sobie. Podejrzewam że jeśli jest samotnikiem, nie ma przyjaciół itd. to kot mu w pewien sposób pomaga i może nie chce go oddać (ja mam kiciuchę od 3/4 roku i nie wyobrażam sobie bez niej życia, pies zaczyna za to poznawać co to bpd...), ale tak jak pisałam wyżej - może on nadal czeka aż schowasz dumę (wg niego - wg normalnych ludzi rozum i zdrowy rozsądek, poczucie własnej wartości) w kieszeń i .... Nie wiem jak to opisać. Nie wiem czy kiedyś mieliście takie sytuacjie, że po awanturze dzwoniłaś/pisałaś/nawiązywałaś kontakt/ dawałaś wyraz jak kochasz, tęsknisz, cierpisz bez niego... Nie wiem jak to opisać czy nazwać słowami... Widzę setki takich sytuacji z mojego życia... Takie ich (wszyscy 3 robili tak samo...) zachowania tylko chyba pogłębiały u mnie bpd ;(, czułam wtedy że miałam rację robiąc awanturę, CIERPIĄC, obrzucając ich najgorszymi epitetami... Bo wrócili, przepraszają, wciąż kochają... Jezu... wciąż pamiętam moją pierwszą awanturę, w pierwszym związku na poważnie ;(..... Okłamywał mnie wtedy długi czas (+- m-c), ciągnął tę bajkę, wyczulona od urodzenia na tym punkcie co chwilę drążyłam temat, atakowałam, chciałam dowodów a on to ciągnął... I w końcu jednego wieczoru w czasie drogi do domu przyznał się... Wtedy chyba zrozumiałam że wciąż miałam nadzieję że on mówi prawdę (to miało dość duży wpływ na naszą przyszłość i życie - to co obiecywał), że wierzyłam mu choć nie było ku temu powodów.... Tępa... Płakałam skulona całą drogę, najpierw wykrzyczałam przez łzy jak on mi mógł to zrobić itp..., okaleczyłam się w łazience, spałam na fotelu on w łóżku, nie pozwalałam się dotknąć, całe ciało i dusza mnie bolały... A potem tylko gorzej. W ogóle to był notoryczny, nałogowy kłamca... Nie wytrzymałam pół roku.
                          Ja zawsze źle wybierałam, tych "złych", normalni i grzecni mnie nigdy nie pociągali...

                          Wracając do tematu :]... Jeśli chodzi o rzeczy po rozstaniu... Mam jeszcze gdzieś głęboko zdjęcia z pierwszymi, itp... Z tym z którym bylam teraz 3 lata przezyłam wiele rozstań... Gdy chciał zabrac rzeczy to mu je oddawałam (nie było tego dużo), jeśli nie to sama nie proponowałam, nie niszczyłam, po prostu chowałam gdzies żeby na nie nie patrzeć, nie wąchać :( (koszulka)... Szczerze - gdy dzwonił że przyjedzie po coś albo jeszcze gorsze - że chce mi oddać rzeczy ODE MNIE (to co mu kupiłam lub dałam w prezencie) to chciałam umrzeć ;( to było najgorsze po prostu nie umiem tego opisać... To równało się końcowi, de-fi-ni-tyw-ne-mu końcowi.......... To odcinało wszelki nadzieje (potem kilka razy okazało się że jednak nie ;P). Oznaczało że będę musiała zacząć sama (samotna) od zera to cholerne życie, ciągnąć dalej.... To mnie przerażało. Dodam że nigdy nie przyjęłam żadnych z tych rzeczy, krzyczałam że ma wywalić jak mu zawadzają, albo gdy rozmawialiśmy oschle i na spokojnie (w sensie te durne rozmowy w tygodniach nie bycia razem na poważnie - z 3,4 razy byly takie długie okresy rozstań gdy nadzieja wygasła...) pokazując sobie jedno przez drugie jak to mamy na siebie wy*ebane i wciąż się raniąc (opowiadał jak to chleje z kolegami, przeje**je siano w automatach, rozwalił się autem, ma wszystko gdzieś - on jest dłużnikiem, ma mega problemy i wszystkie te zachowania doprowadzały mnie do szału; o mnie wychodziło... nie będę pisała jaka jestem po*ebana i się nie szanuję...) i chciał się umówić, najlepiej na teraz natychmiast, że zabiorę te rzeczy, to odwlekałam to, mówiłam że nie mam czasu, nie chciałam rozmawiać, wynajdywałam wymówki, w ostateczności nie odbierałam kom. Dla mnie to jest straszne że on chce mi oddać te kilka rzeczy, wiersz który mu napisałam na początku i inne pamiątki, te kilka ciuchów które mu kupiłam podczas gdy nie ma co założyc na dupę !!! ;( . Że chce sie tego pozbyć żeby mu mnie nie przypominały bo ;(..... ;-( ;( ;(///.... bo chce wykreslic mnie ze wswojego zycia, chce zapomniec o mnie , chce ;( zapomnieć że byl z taką k*rwą ;( !!!...... To mnie wiąż cholernie masakrycznie boli. Nie to że nie jesteśmy razem, bo wiem że to się nigdy nie uda i szkoda cierpienia, nawet nie to że będzie z inną (jestem zazdrosna... chyba bardzo ;(.... gdyby on robił z innymi,,, zachowywał się przy nich tak jak ja przy innych facetach.... apokalipsa.), tylko to że nie chce mnie znać, że chce o mnie ZAPOMNIEĆ... To najgorsze... Ja mam żal do bylych i do innych facetów przez których strasznie cierpiałam, i do tego ostatniego... ale nie chcę nigdy ich zapomnieć ;(!!!!!!11 Na tym ku**a polega życie! na cierpieniu i momentach szczescia a nie udawaniu że niczego nie bylo ;(.... dobra już nie zanudzam, przepraszam że nie na temat, w ogóle nie wiem po co po paru miechach przerwy znowu zajrzałam na to cholerne forum wrrr...

                          • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 28.07.11, 13:08
                            Kazdy post osoby z bpd na tym forum jest na temat. :-)

                            Jesli chodzi o mojego bepedowca, przetrzymywanie kota zeby nie czuc sie samotnym - nie, to nie ten typ. Chociaz owszem, ma okresy, kiedy zyje sam, nigdzie nie bywa, pracuje jak wariat i sleczy przed kompem, to generalnie garnie sie do ludzi, szczegolnie do mamusi. I to chyba z nia teraz mieszka, w wielkim domu na wsi, gdzie jest moj Pyszczek i moje rzeczy w pudlach. O tym wariacie pisalam w tym kontekscie wiele razy, dlatego nie chce sie juz powtarzac. Moim zdaniem to jest kolejna demonstracja jak bardzo mnie olewa, do tego stopnia, ze ma gleboko w du*ie, co sie z moim dobytkiem dzieje/ stanie. Chociaz kiedy w zeszlym roku tez mielismy przerwe, juz chyba po 2. tygodniach po moim wyjezdzie dostalam stanowczy sms z pytaniem o adres, gdzie ma wyslac moje rzeczy, "bo to juz koniec". Dlatego dziwie sie i jestem zbita z tropu, dlaczego w tym roku jest inaczej.

                            Z lektury Twoich postow wynika ze masz zaburzenie z opcja "acting in" (okaleczenia), on ma zdecydowanie "acting out", uwielbia znecac sie nad otoczeniem, czesto w dosc wyrafinowany sposob (np. donoszac na policji na wieloletniego kumpla). Jesli nie ma pod reka chlopca do bicia (ktory oczywiscie regularnie sie zmienia), to jest dla niego nienaturalny stan. Uwielbia kontrolowac, jesli cos, co jest dla niego istotne w jakis sposob wymyka mu sie spod jego rzadow, wpada w panike.

                            Moja uwage przykulo jeszcze Twoje zdanie, ze pozostajac w konflikcie "bylas gotowa zabic". Do dzis pamietam jego slowa, ktorych nie krepowal sie wypowiadac nawet w obecnosci swojej rodziny, ze nie dziwi sie, ze "mezowie zabijaja swoje zony". Niejeden zreszta raz uslyszalam od niego, kiedy z nim bylam, ze jesli nie odejde, to mnie zabije. I on niby oczekuje, ze bede sie do niego dobijac? Hm.
                            • czita88 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 28.07.11, 23:08
                              Hehe, ja mojemu w ten sposób nie groziłam. Nie powiem , zdarzało mi się walnąć faceta (tego czy poprzednich) z całej siły... Raz awantura skończyła się odwrotnie ;( i tak zaczął się chyba najgorszy okres z tym mężczyzną..... Ale nie "dalam się" , do końca walczylam...
                              Poza tym baaardzo często rozpie*dalam dosłownie rzeczy martwe (zwłaszcza te mi nieposluszne, co robią na złość), zdarzało mi się walić głową o ścianę/słup.... Ale to już w chwilach ekstremalnego bólu....

                              Co do Twojego faceta to osoba mająca Cię gdzieś nie zachowuje się w ten sposób. Obojętność nie polega na robieniu na złość, agresji... Gdyby serio miał Cię w dupie oddałby Ci rzeczy i po sprawie. Mialby święty spokój. Nie wspominał nic że ma już nową/lepszą/zajebistą laskę? Ja mimo obietnic że "od teraz" żadnych facetów szybko przeskakiwałam z relacji do relacji. Z deszczu pod rynnę... JEśli nie ma i ma bpd to (wg mnie) na bank wciąż cierpi, tęskni i kocha. Z tego co pamiętam to Twoje maile do niego hmm... nie były też zbyt normalne. Ja taką oschłość i formalność odczytuję dosłownie jak atak na moją osobę :(. Wiem że to trudne dla poranionego i zeszmaconego byłego ale zawsze oczekiwałam że do końca będzie miły i mną zachwycony.... Wiem że to chore.... Rozmawialam z nimo tym (potem).. Nie rozumiemy że ta druga osoba także cierpi, CHOLERNIE cierpi i to przez nas i że ma prawo wyrażać swoje uczucia, emocje, czyli również złość, nienawiść, urazę, żal.... Nie potrafimy tego zrozumieć.... Tzn ja na chłodno, "po" każdej masakrze, gdy się uspokoję a jego nie ma obok i mnie nie denerwuje praktycznie wszystkim co robi (:/ :P) rozumiem to i zaczynam mieć wyrzuty sumienia, beczę i mam siebie dość ale k**wa niestety to za późno...
                              Hmm co mam Ci poradzić?... Wiem że każdy człowiek powinien się szanować, nie powinien się poniżać żeby nie obniżać swojej samooceny itd. Ale może napisz do niego na spokojnie? Zainteresuj się nim? (problemy, jak się czuje, co jeszcze do ciebie czuje, czy radzi sobie po rzstaniu z tym wszystkim itd) A potem s-p-o-k-o-j-n-i-e wyjaśnij że i dlaczego nie możecie być razem (np. póki co, póki nie podejmie terapi, albo w ogóle bo nie masz siły, nie wiem , nie powiem Ci przecieć jak to jest między wami :) )... . Nie błagaj o nic nie płacz nie rozpaczaj tylko napisz wszystko ze spokojem, wyjaśniając jak się czułaś, i interesując się jak jest z jego strony? Nie wiem jak wyglądał wasz związek i dyskusje, czy i jak rozmawialiście o uczuciach... [Ja mam za sobą godziny rozmów, szczerych do bólu i dupa... Nie panuję nad sobą i nic mi nie pomożee.] I dopiero gdy odpisze w następnej/ych wiadomościach normalnie gdrzecznie i na luzie spytać o kota (czy jeszcze biega :P?) i poprosic o rzeczy, przedstawić jak Ci na nich zależy...? Na mnie takie coś by podziałało na bank.
                              U mnie po rozstaniach to facet był zwykle agresywny (po paru dniach), atakowal, byl oschly... Mi tylko jątrzyły się rany, cierpiałam, milczałam , często robiłam głupoty, ale nie mialam siły go atakować. Tylko gdy gadal jaka jestem beznadziejna i okrutna, co zrobilam, to w yliczalam mu też jego przewinienia, i tak jedno przez drugie, w kolo macieju. MArzy mi się sytuacja kiedy ON mi wszystko wybacza i przyjaźnimy się (widujemy czasem, nie mamy do siebie pretensji, nie wlazimy sobie z butami w życie).... Ale niestety on tego ie potrafi. Sam się dobija wypytując o to co robię z innymi facetami itp... W kółko ten sam temat. I agresja albo rozpacz na spotkaniach. To już lepiej w ogóle sie nie spotykać ;(. Choć wolałabym udawać że jest dobrze... i żyć tym co najlepsze w naszej relacji, nie kisząc się w bólu... Czemu ja się urodziłam poligamiczna???
                              • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 29.07.11, 13:27
                                Bardzo to wszystko ciekawe, co piszesz, chociaz oczywiscie nieco inne on jego przypadku. Ale z kazdego postu czegos sie ucze.

                                Wyladowywanie sie na rzeczach martwych, oj, to tez ma. Zniszczyl karte kredytowa, bo nie "wchodzil" mu numer do transakcji, zamiast oddac telefon do serwisu walnal nim o podloge, bo byl zepsuty, kiedys nawet dosc drogi system nawigacyjny tez zderzyl sie z podloga, bo... byl glupi.

                                A jak u Ciebie z pieniedzmi? On lubi oszczedzac i nie jest rozrzutny, inwestuje w rzeczy dobrej jakosci. Ale potrafi np. jednorazowo wydac 500 euro na gry komputerowe, a skapic na kuchenne sitko za 1 euro (!), "bo nie mozemy kolekcjonowac zbednych rzeczy, i tak mamy mala kuchnie". Nie musze chyba mowic, ze brak tego nieszczesnego sitka wciaz dawal nam sie we znaki.

                                Wracajac do naszego mailowania, powinnam od razu byla napisac, dlaczego odezwalam sie wtedy do niego, po trzech miesiacach totalnej ciszy. Chodzilo mi o przelanie pieniedzy na moje konto, bo wyjechalam z niewielka kwota i nie mialam pracy (ktora rzucilam dwa lata temu, na jego zyczenie, zeby sie do niego przeprowadzic). Tutaj nie oponowal, napisal w pierwszym mailu, ze nie chcial mnie wypuszczac z niczym, jednak nie kontaktowal sie ze mna z uwagi na to wszystko, co sie miedzy nami stalo. Nie omieszkal oczywiscie dodac, ze chyba zdaje sobie sprawe, ze nie zasluguje na jego pomoc, zwazywszy na moje wariactwa. Hm, musze tutaj wyraznie zaznaczyc, ze nigdy nie prosilam go o pieniadze, kiedy nie musialam, wielokrotnie odmawialam przyjecia dosc duzych kwot, ktore sam mi oferowal, nawet za naszych dobrych czasow, kiedy mialam wlasna prace w Polsce, i pozniej tez. I to mu sie chyba podobalo. Dlatego jesli w swojej chorej glowie doszedl do wniosku, ze bylam z nim tylko dla pieniedzy, bylabym bardzo rozczarowana. Mam wrazenie, ze on jest przekonany, ze fakt, ze nie pracowalam sprawial mi przyjemnosc, tzn. krotko mowiac w jego oczach bylam nieudacznikiem i leniem. Tymczasem znalezienie pracy sprawiloby mi ogromna radosc i spelnienie (jestem filologiem z wyzszym wyksztalceniem). Nie mam w tej chwili sily wdawac sie w szczegoly, jak bylo mi ciezko cos znalezc, nie znajac jezyka kraju, w ktorym mieszkalismy, no i oczywiscie wciaz doznajac kolejnych upokorzen z jego strony i bedac w ciaglych rozjazdach, m.in. przez nasze rozstania. To jest temat rzeka, moglabym mnozyc przyklady, jak ponaglal mnie w sprawie pracy, zeby w decydujacej chwili, kiedy mialam umowic sie na dzien probny czy interview wywozil mnie do matki (w innym kraju) i zostawial bez pieniedzy na bilet. Sama sprzecznosc. Mysle, ze bylby zaskoczony i zaimponowaloby mu, gdyby sie dowiedzial, ze udalo mi sie te prace w koncu dostac, "na odleglosc", w miescie, od ktorego w tej chwili dzieli mnie 1000 km. Zaowocowaly wysilki, ktore podejmowalam bedac z nim, na miejscu.
                                Wiec wracajac do pieniedzy i jego fuck offow - byc moze napisal tak bo bal sie, ze bede znow prosic, o wiecej? Coz, jesli tak bylo, to znaczy, ze w ogole mnie nie zna, bo to zupelnie w moim stylu. Przed wyslaniem maila z proba o zastrzyk gotowki wzielam silny lek uspokajacy, inaczej nie dalabym chyba rady, tak zle sie z tym czulam. A kwestii moich rzeczy nie zdazylam poruszyc w ogole, bo mi to uniemozliwil kazujac sie odwalic i blokujac moj adres mailowy...

                                Co mialas na mysli piszac, ze moje maile do niego tez nie byly normalne? O "lasce" nic nie pisal, za to w tamtym roku wymyslil cos, co trafilo mnie prosto w serce i przeszlam powazny kryzys, on pozniej przepraszal, ale o tym moze nastepnym poscie, zeby sie zanadto nie rozwlekac.

                                Pozdrowienia :-)
                                • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 02.08.11, 15:59
                                  ...hmnnn...a ja powiem wprost bo wydaje mi się, że tego nie chwyciłaś...to Ty jesteś silnie uzależniona od niego a on(to długi temat i dokładnie nie wiem) tak naprawdę to Ty szukałaś tematu by się do niego odezwać i dopóki się do tego nie przyznasz przed samą sobą doputy się nie wyleczysz - znam to z autopsji, przeżyłem takie rozstanie bardzo i długo sam się po nim leczyłem. Tak naprawdę nikt nie wie co on przeżywa i jak i co myśli i o kim.
                                  Na pocieszenie (często podnosisz temat zblokowanego email'a) na 200 000 % nie zrobił tego lecz zrobi jak tylko będziesz się płaszczyła a później i tak odblokuje:-) i będzie tylko gorzej. To Ty musisz być rozsądna i rozsądnie działać bez emocji rzeczy to rzeczy rozsądni ludzie biorą je od siebie, nawet Kota, a może ulży Tobie jak mu go podarujesz? spróbuj po trochu...może lekkim podstępem i uda się zobaczysz, a to że on Ciebie skrzywdził możesz mówić wprost lecz również bez emocji (pamiętaj oni manipulują nie samymi faktami (a nawet jeśli to głęboko w to wierzą) ale wkręcają w określone emocje) i możesz przecież równie dobrze pamiętać (nawet w swoich email'ach) dobre chwile bo takie były!!!:-) Bo przecież poplamiona winem sukienka podczas wychodzenia z balu, nie może przekreślić doskonałej zabawy i radości która była przed chwilą i trwała...oj często to ludzie robią pamiętając tylko 5 s niemiłego zdarzenia zapominając o całym życiu:-)
                                  Lecz nie licz na nic i nieczego nie oczekuj
                                  Zrobisz co zechcesz lecz pamietaj by dać komuś szczęście najpierw samemu trzeba być szczęśliwym, bądz aż do bólu szczera z samą sobą:)
                                  Powodzenia:-D
                                  • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 02.08.11, 20:41
                                    Swoje uzaleznienie od niego - alez wychwycilam :-) I on chyba tez to widzial, i tego nie lubil. Pokusilabym sie nawet o stwierdzenie, ze wlasnie dlatego mnie odtracil. Gdyby mi zwisal i chodzilo wylacznie o kota i moje rzeczy, nie rozpisywalabym sie na forum, tylko walilabym do niego drzwiami i oknami, jak sie da, z roznych kont, zeby oddal i koniec. (Jednak mimo wszystko dziwi mnie, ze sam nie zakonczyl sprawy wysylajac moj dobytek poczta.) Plaszczyc sie nie bede, bo juz nie potrafie. Nie pisze do niego i nie probuje kontaktowac sie rowniez dlatego, ze w tej chwili jestem na niego wsciekla i za wszystko co spieprzyl i jak sie ze mna obszedl, najchetniej spralabym go po mordzie. A wracajac do mojego uzalezenia - odkad zdobylam prace czuje sie o niebo silniejsza niz kiedys. Wciaz mam uczucia, ale juz nie pozwlolilabym "pluc sobie w kasze" i szarpac jak kukle.

                                    Jakie sa Twoje doswiadcenia z BPD?
      • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 03.08.11, 12:22
        Nie przelazło, lecz wiedz to, ze całkiem zdrowi nie jestesmy wchodząc w związek i brnąc w niego dalej, który nas tylko dołuje, czujemy się winni za wszystko i wszystkich, coś z nami było nie tak a to, że Twój facet dawał Tobie chwile które pozwalały czuć się jak w Niebie i czekałaś dalej na te bajkowe chwile zapominając o sobie i dając więcej i pozwalając na duzo za duzo bo...ja np tęksniłem za czułością namiętnością i tym wszystkim co jak mie się wydawało zdarza się tylko w bajkach:-)
        Nie jesteś! lecz wiedz, że droga przed Tobą długa a co najlepszego możesz zrobić...nie prosić się o nic i nic nie chcieć, stawiać jasno swoje sprawy i wiedzieć czego chcesz, Twojemu partnerowi potrzebna jest silna i konkretna i rozsądna osoba, próbą będzie dla Ciebie zajęcie się sobą i nie samolubnie tylko pokochaj siebie a wszystko będzie dobrze:-D Zobaczysz że żeby być szczęsliwym nikt i nic nie jest potrzebne:-) a Miłość?
        "Miłości się nie szuka
        Poprostu jest albo jej nie ma..."
        Ks Twardowski
        • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 03.08.11, 15:01
          Nie zarazilam sie bpd, ale przejelam chyba jedna z jego cech - nieufnosc wobec ludzi. Ale i nauczylam sie czegos, co czesto wbijal mi do glowy i cierpliwie tlumaczyl - ze pieniadze w zyciu sa bardzo wazne.

          Wchodzac z nim w zwiazek nie mialam pojecia, w co sie pakuje. I przez pierwsze poltora roku, zanim zamieszkalismy razem, dalabym sobie uciac reke, glowe i obie nogi, ze mimo pewnych wad to jest chodzacy aniol. Nigdy wczesniej nie slyszalam o bpd i innych zaburzeniach, wiec do glowy mi nie przyszlo, zeby jego wczesniejsze wizyty u psychologa i cos co on sam nazywa "shitem" laczyc z czyms tak powaznym. Nie uwazam sie za niezdrowa psychicznie, Nico, rowniez dlatego, ze przez dosc dlugi czas, kiedy to ja dostawalam kopy od zycia z zupelnie nieoczekiwanej strony, otrzymywalam od niego milosc i wsparcie. Dlatego doznalam szoku i rozsypalam sie nerwowo, kiedy doslownie przedzierzgnal sie w diabla. Bo nagle zabraklo jedynej kochanej istoty, jaka mialam na swiecie. I byc moze zostawilabym go, gdybym miala dokad wrocic.

          To, ze on cierpi na bpd, dochodzilo do mnie przez caly ostatni rok, nie chcialam na sile racjonalizowac jego idiotycznych zachowan, szufladkowac. Chociaz wiedzac o tym zaburzeniu, pewnie byloby mi latwiej, przede wszystkim ZROZUMIEC wiele spraw. Nie zapomne lutego zeszlego roku, kiedy jednego dnia smialismy sie, robilismy plany (jednym slowem - bylam szczesliwa, po raz pierwszy w zyciu), a nastepnego wyszedl rano z domu z netbookiem, i napisal do mnie list, ze... "juz nie chce tego zwiazku, bo chociaz zmienilam sie na lepsze, moje zachowanie wciaz jest dalekie od akceptowalnego." W moim mniemaniu jego zarzuty byly absurdalne, nie rozumialam ani w zab skad to sie wzielo i bylam w tak ogromnym szoku, ze nie jadlam przez dwa tygodnie, ktore w wiekszosci przelezalam na kanapie w salonie, bo doslownie opadlam z sily. Nie tej fizycznej, psychicznej. A on pozniej dziwil sie (!), ze nie chce z nim przebywac, spac i dystansuje sie.

          Pamietam jego utrapienie sprzed przeprowadzki - co bedzie, kiedy zamieszkamy razem, (tj. zostawie Polske i dotychczasowe moje zycie) i go zdradze. Cyt. "Bylalby strasznie zasrana sytuacja." Mysle, ze sama swiadomosc, ze jestem zdana na niego i on na mnie, ze nie mam rodziny, do ktorej moge wrocic w razie klotni czy kryzysu, mozliwosci, kiedy on "w razie czego" moze mnie zostawic bez wyrzutow sumienia byla dla niego nie do uniesienia, jak klatka bez furtki. O ile sie orientuje, nie wytrwal dlugo pod jednym dachem rowniez ze swoja poprzednia dziewczyna, z ktora byl ponad 6 i pol roku. Rozstawali sie i szarpali z soba przez kilka lat, az on postanowil tamten zwiazek zakonczyc spedzajac noc z inna dziewczyna, o czym oczywiscie ja poinformowal. Usprawiedliwil sie z tego oczywiscie w 100%, bo tamtego dnia odprawila go slowami "Jesli chodzi Ci tylko o seks, to idz i poszukaj tego gdzie indziej."

          Ech, mysle, ze wiedzac o tym cholernym bpd bylabym ostrozniejsza i nie wdeptywalabym co i rusz na miny, ktore rozsadzaly moje/ nasze zycie i nerwy na strzepy. A teraz nie widze sensu pisac, skoro on wciaz kipi, nie chce nadstawiac drugiego policzka.

          Na koniec taka refleksja - ciekawe, jak zostalabym potraktowana, gdybym chociaz RAZ obeszla sie z nim jak on ze mna, np. potrzasajac nim pare razy, obgadujac do znajomych robiac z niego totalnego idiote, wyrzucajac z domu w nocy w marcu albo klnac na glos, ze przez niego tyje.
          • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 03.08.11, 16:41
            Hej, głowa do góry. Nie rozpamientuj błędów bo po co?! Cóż zmienisz tym mysleniem jak tylko swoje bycie w udręczenie?..hmnnn?:-D
            Kiedyś już to zacytowałem tutaj lecz przypomnę to dla Ciebie:
            "Wszystko co nas otacza, jest takie, jak być powinno. Wszystko.[...]...jeśli
            wyrzekasz się czegoś to zrastasz się z tym na zawsze"
            "Przebudzenie" Anthony DE MELLO
            Jak poczujesz, że masz chęć zdąbądź tą książkę i przeczytaj:-)
            Ja również przeżywałem kropka w kropkę to co Ty. Jednego dnia urządzamy mieszkanko drugiego rozstanie ot jakiś tam powód, brałem winę na siebie itd. a na pocieszenie:
            Ufność wróci!!! Również myślałem, że wszyscy wszystkich zdradzają, że nie można nikomu ufać itp. ale to bzdura WIELKA BZDURA!!!
            I nie daj już nigdy wmówić sobie ani przez chwilę, że pieniądze są władcą Świata!!! To idea głupców (wg mojego skromnego zdania) czy nie pięknie jest nie mieć pieniążków i z ukochaną osobą zwozić bo jednej cegle na budowę domku? Cieszyć się nie tym co sie ma ale tym że się jest obok?
            Jasne że być głodnym to straszna rzecz, lecz dla mnie kiedy spadłem z bardzo wysokiego poziomu do 30 złotych na tydzień na jedzenie. papierochy i przyjemności nie była to udręka ani tylko przetrwanie...nauczyłem się nie prosić nikogo o nic, cieszyć się z wszystkiego lecz nie śmiechem głupca, rozpaczy...i żyć:-D a teraz jest już tylo lepiej - jasne mam swoje smutki zmartwienia, troski i problemy lecz cóż to?:-)
            Pamiętaj o jednym:
            Nigdy nie jesteś sama!!! Nigdy!!! Masz najlepszą i najcudowniejszą osobę obok!!! Siebie samą!!! Ciesz się tym!!!
            Spróbuj:-)
            Trzymam kciuki:-)
            • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 03.08.11, 19:14
              Czy "Przebudzenie" jest o bpd? Jesli tak, od razu zamowie w internecie, chociaz akurat ten cytat do mnie nie przemawia, bo go nie rozumiem. Mam nadzieje, ze nie jest to zyciowa filozofia w stylu Coelho, bo takich czytadel nie lubie.

              Nie zgadzam sie w kwestii pieniedzy, zycie jest za krotkie, zeby budowac "cegla po cegle". To jest rowniez powod, dla ktorego postanowilam rzucic Polske raz na zawsze i porazke przekuc w sukces, przynajmniej finansowy. Za bardzo ciagnie mnie do swiata, zeby zarabiac na wakacje caly rok. Poza tym, moj dotychczasowy, lekcewazacy stosunek do pieniedzy zostal uznany za frajerstwo. I mieli racje.

              Ze ufnosc wroci, zadne pocieszenie. Co wiecej, nawet tego nie chce, bo zeby przejsc przez zycie bez ciosu w plecy, potrzebuje pancerza, i to grubego. Mam tu na mysli wszystkich, nie tylko facetow. Przekonalam sie, ze najlepiej liczyc wlasnie na siebie. A bez milosci sie obejde, zwierzeta i pieniadze mi wystarcza. Sama milosc i przywiazanie zaczely budzic we mnie wstret, staly sie synonimem slabosci, i to chyba kolejna rzecz, ktora dostalam w prezencie. (Pisze bez ironii.)

              Poza tym, chociaz "X" okazal sie zaburzony, to on wlasnie byl/ jest tym jednym jedynym, wymarzonym pod kazdym wzgledem, pomijajac oczywiscie zachowanie wynikajace z bpd. I jesli nie ten, to zaden inny, taki moj wybor. Sam napisales, ze milosci sie nie szuka, po prostu jest lub jej nie ma. MDLI mnie na sama mysl, ze ktos nowy osmieliby sie do mnie zblizyc. I kazdy dostanie ode mnie w morde, kto zrobi chociaz jeden krok za blisko. Przepraszam za slownictwo.
              • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 08:40
                "Przebudzenie" nie jest o BPD:-D może kiedyś sięgniesz do tej książki...
                Usmiecham się czytając Twojego email...wiesz?...To wszystko minie... dziś możesz się wkurzać, że tak mówię lecz jednak wiem co mówię!!! Nie wierzyłem jak i Ty że jeszcze kogoś będę chciał innego...że...wogóle jakbyś cytowała mnie, później będziesz miała etap: "nie zbliże się do nikogo innego i nikomu nie pozwolę się zbliżyć by nie zranić...bo kocham kogoś innego" Po tych wszystkich świnstwach i złych rzeczach Ty mówisz że to jedyny i naj facet na Świecie.
                Jesteś tak uzależniona i tak biednie zapatrzona.. też tak miałem:-D
                Popatrz na wszystko z boku: Gdyby jakikolwiek facet Twoje przyjaciółki robiłby takie rzeczy jej a Ty byś to widziała to co byś jej powiedziała?!
                Wiem, wiem odpowiesz nikt nie może tak powiedzieć bo nie wie jak jest naprawdę... a naprawdę jest tak, że pomimo BPD pomimo jakichkolwiek zaburzeń druga osoba nie może nas krzywdzić wykorzystując naszą Miłość!!! To wredne i paskudne!!!
                Przykro mi bo wiem co poczujesz...decyzje musisz podjąć sama!!! Rady żadnej nie dam!!! I powiem to wprost: Nie jesteś zdrowa!!! To chore co napisałaś!!! (popatrz na email'e wcześniejsze i ten) Ludzie są rozsądni i potrafią pięknie Kochać nie raniąc!!!
                • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 13:24
                  To jest normalna reakcja na nienormalna sytuacje, dlatego bede sie upierac, ze jestem zdrowa psychicznie. Powiedz, jak wg Ciebie powinna zareagowac normalna osoba? Chetnie fundnelabym sobie psychoterpie, bo zycie obdarzylo mnie sowicie, nie tylko partnerem z bpd, ale widzisz - w tej chwili klaniaja sie finanse :)

                  Nie jestem matka Teresa i nie dbam o cudze uczucia. Nie obchodzi mnie, ze ktos obcy moglby sie poczuc zraniony. Po prostu NIKT nie ma u mnie szans, amen. I nawet jesliby "tego NAJ" szlag trafil, nie zawracalabym sobie glowy innymi. Budzi sie we mnie obrzydzenie do "emocjonalnych ciot", nieszczesliwych, szukajacych kogos do przytulania, byle kogo. Fuj, jak takimi gardze.

                  Przepraszam za dosadnosc, ale az sie trzese ze zlosci na sama mysl.

                  I nie zywie uczuc "za" swinstwa, ale "mimo wszystko". Moze gdyby mnie byl zdradzil, mialabym go z glowy.

                  A kolezance nic bym nie powiedziala.
                  • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 13:47
                    Wow, ale się oburzyłaś... niestety jak wszystko pójdzie dobrze (tzn. nie po Twojej obecnej myśli) to stanie się na 90% tak jak napisałem wcześniej.
                    Nie jesteś Matką Teresą? A co robisz kiedy facet Ciebie, Twoja Miłość kopie? Im niżej leżysz tym bardziej?
                    Teresowujesz właśnie:-)
                    Nie będę Cię głaskał i właśnie takiej reakcji się spodziewałem, a może zdziwi Cię zdanie które sobie często powtarzaliście:
                    "Gdybyśmy komuś powiedzieli to nikt by nie uwierzył że taka Miłość na Świecie istnieje!" widzisz jakie to proste to schemat!
                    Pamiętaj jeszcze:
                    BPD to continuum, z niego się nie da wyleczyć można je osłabić.
                    jeżeli ktoś nie chce by mu pomóc, to za żadne skarby Świata mu nie pomożesz! inaczej, nie chce się leczyć to go nie wyleczysz
                    partner w związku nie może być psychoterapeutą - sam ma swoje potrzeby i marzenia:-D
                    i nie może być workiem treningowym.
                    Jeżeli chodzi o Psychoterapię ja chodziłem (a mieszkam raczej w duzym mieście) co tydz. co dwa za 80 Pln za wizytę a później już za 50 bo chodziłem ciągle. zamiast rozpamiętywać, , szukać przeszkód by coś zmienić, użalać się nad sobą weź się do roboty bo stoisz w miejscu i tak możesz jeszcze przez kilka lat


                    Nico

                    PS
                    Ktoś to Tobie musiał powiedzieć
                    • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 14:54
                      Przede wszystkim - nie bierz moich slow do siebie i zbyt serio, jak o tych stu latach.

                      Wciaz mi powtarzasz, ze jestem uzalezniona (jak zwal tak zwal), a ja przeciez nie zaprzeczam.

                      Poza tym, dlaczego w ludziach istnieje takie przekonanie, ze jesli chce byc sama, to juz jestem nienormalna, "ku*ewsko uzalezniona" i sfiksowana? Ja zwyczajnie nie mam instynktu stadnego, potrzeby bycia z CHLOPEM, bo sama sie rozkleje. I nawet bedac z nim szukalam przestrzeni dla siebie, bo lubie wolnosc.

                      Matka Teresa pochylala sie nad kazdym, ja nie mam takiego zamiaru. I wbrew pozorom wcale nie chcialam mojego bordera zmieniac, bo wiedzialam, ze jestem BEZ SZANS. On nie zmieni niczego ani na jote dopoki sam nie uzna, ze to rzeczywiscie jest dobre, korzystne, lepsze.

                      A Ty popelniasz chyba pewien blad, Nico - traktujac mnie doslownie jako siebie samego sprzed jakiegos czasu. Przy okazji mam pytanie: jak dlugo byles z osoba z bpd i kiedy to sie zakonczylo?
                      • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 15:28
                        > Przede wszystkim - nie bierz moich slow do siebie i zbyt serio, jak o tych stu
                        > latach.

                        Ech...nie biorę:-)

                        > Wciaz mi powtarzasz, ze jestem uzalezniona (jak zwal tak zwal), a ja przeciez n
                        > ie zaprzeczam.

                        Fajnie lecz zrób coś z tym:-)

                        > Poza tym, dlaczego w ludziach istnieje takie przekonanie, ze jesli chce byc sam
                        > a, to juz jestem nienormalna, "ku*ewsko uzalezniona" i sfiksowana? Ja zwyczajni
                        > e nie mam instynktu stadnego, potrzeby bycia z CHLOPEM, bo sama sie rozkleje. I
                        > nawet bedac z nim szukalam przestrzeni dla siebie, bo lubie wolnosc.

                        nie o to mi chodziło tylko Nigdy nie mów nigdy!:-D

                        > A Ty popelniasz chyba pewien blad, Nico - traktujac mnie doslownie jako siebie
                        > samego sprzed jakiegos czasu. Przy okazji mam pytanie: jak dlugo byles z osoba
                        > z bpd i kiedy to sie zakonczylo?

                        nie popełniam żadnego błędu, każdy jest inny tylko widzę co przeżywasz i chciałem pomóc a co z tym zrobisz to Twoja sprawa:-)

                        > Przy okazji mam pytanie: jak dlugo byles z osoba
                        > z bpd i kiedy to sie zakonczylo?

                        Kilka lat (i tak defacto cieszę się z tych lat, w zeszłym roku:-)
                        • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 16:06
                          Nie napisalam chyba najwazniejszego - ze bardzo dziekuje za uwage i kazda wypowiedz "w mojej sprawie". Cenie szczerosc, nie falszywe nadzieje. A tak w ogole to znow doznalam tego dziwnego uczucia odwracajac sytuacje - wyobrazilam sobie, ze to on mieszkal w moim domu, nienawidze go jak psa, tymczasem jego kot ociera mi sie o nogi, a rzeczy stoja w pudlach np. na strychu i moj ojciec o tym wie. Na bank nie czulabym sie z tym dobrze, pozbylabym sie tego jak najpredzej, jak smierdzacego g...na, zeby nie miec nawet swiadomosci, ze jestem mu cos winna. Dziwie sie, ze matka, ktora zawsze mu doradzala, nie zmusila go, zeby w koncu sie tego pozbyl.
                          • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 16:14
                            Nie zrobił tego i nie zrobi. Bo boi się Twojego odejścia na Zawsze!!! A jednocześnie nie zrobi nic (chyba że stanie się Cud lub też uzna swoją wyobraźnią że gnojenie Ciebie jeszcze nie zakończone) i pat będzie trwał. Zrobi to tylko wtedy kiedy zobaczy że już go nie chcesz ale będzie wiedział kiedy to jest naprawdę.
                            Nie licz na nic i nieczego nie oczekuj.
                            Nie będę dawał Tobie rad bo ich nie ma! Odpowiedzi są w Tobie a Ty musisz wybrać
                            Powodzenia!
                            I miłego weekendu bo ja już go zaczynam dziś:-)
            • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 03.08.11, 20:41
              A tak poza tym, Nico, cos mi tu chyba sciemniasz. Na moje podejrzliwe oko Twoj optymizm nie wyglada na sukces psychoterapii czy wynik zdrowego rozsadku, a raczej wskazuje, ze w Twoim zyciu zagoscil ktos nowy. Albo widok na nowe. Mam racje? ;-)

              Pozdrowienia i dzieki za dobre slowa. :-)
              • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 09:05
                Hej:-D

                nie ściemniam:-D
                Psychoterapia trwała 8-9 miesięcy:-) i zdaleka widzę jakie bzdury opowiadałem na początku:-D
                Zacząłem patrzeć na wszystko z boku - i poraz pierwszy w życiu polubiłem siebie:-D
                Zająłem się pewnymi rzeczami polepszającymi moje myślenie, życie się zaczęło układać (lepsza praca znów moto itp)
                Sukces to pracy nad saqmym sobą i wiarę w samego siebie!;-D
                Mam kilka zdań na pochmurne dnii:
                kiedy już chcę zrobić coś głupiutkiego w chwilach emocji:
                "To minie wszystko minie"
                kiedy coś zadziało się nie tak jakbym chciał lub coś powiedziałem lub...
                "Świat jest dokładnie taki jak powinien być. Dokładnie taki"
                i pozatym w każdej sytuacji można znaleź coś śmiesznego ZAWSZE!!!!:-D

                O mnie:
                - mam duzo latek (39-40)
                - poważną pracę :-D
                - nie lubię być rozsądny i nigdy nie byłem:-D
                - dużo doświadczeń, które często mnie niczego nie nauczyły
                - życie nie poukładane lecz pełne miłych i nie miłych "Przypadków"
                - bogatą historię:-D

                Pozdrawiam i Miłego Dnia:-)
                • kro-nik Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 13:34
                  Co to znaczy "polubic siebie"? Siadac kazdego ranka przed lustrem i mamrotac do siebie "Kocham Cie?" ;)

                  Nie musze sie uczyc wyciagac czegos dobrego z kazdej sytuacji; dostaje w cztery litery od dziecka i juz dawno wypracowalam w sobie te metode, ianczej nie przetrwalabym.
                  I to podejscie rowniez -> "To minie wszystko minie." na przemian z *Za sto lat i tak wszyscy umrzemy.*

                  • nico_2009 Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 04.08.11, 13:55
                    > Co to znaczy "polubic siebie"? Siadac kazdego ranka przed lustrem i mamrotac do
                    > siebie "Kocham Cie?" ;)

                    ok więc wprost, nie obwiniać się o nic, lubić siebie takim jakim się jest a nie cały czas: Zmieniłbym to lub tam we mnie" lecz wcale to nie oznacza nie dbać o wygląd lub nie chcieć zarabiać pieniedzy. itp

                    > I to podejscie rowniez -> "To minie wszystko minie." na przemian z *Za sto
                    > lat i tak wszyscy umrzemy.*
                    głupio (nie będę przeklinał na forum lecz czuję się jakbym pisał do dziewczyny która ma 13 lat i nie wie co dalej zrobić z życiem - dziś wieczorem) odpisałaś lecz powiem wprost: Mija złość mija chęć działania impulsem mija... Tak właśnie myslisz o smierci bo zycie nie warte jest życia bez Niego!!! Kude ja też to przechodziłem i wiem że to myslenie jest IDIOTYCZNE GŁUPIE I KURE*SKO uzależnione od niego!!! I jak się zaczniesz przyznawać sama do siebie i przestaniesz bać się prawdy i potrzebowałabyś rad to się odezwji na email na gazecie to Twój wybór i Twój problem

                      • coktail heh 07.08.11, 12:20
                        Specjalnie zarejestrowałam się, żeby napisać posta.
                        Czytając te wpisy, nie jestem pewna, kto ma BPD - kronik czy jej ex?
                        Bo odnoszę wrażenie, że kronik. To, co piszesz, dziewczyno...

                        Ten zostawiony kot i twoje rzeczy, to jedyna "deska ratunku" i jedyna twoja nadzieja, żeby ta szamotanina z exem nadal trwała :D

                        Jesteś uzależniona na maxa od niego i twoje negacje jedynie mnie rozczulają :)))

                        Zabierz tego kota, ten cały swój majdan i zapomnij, że go znałaś. Układaj swoje życie i nara.
                        Co tu jeszcze dyskutować? Nico dobrze ci pisze, a ty dalej swoje.

                        Uczepiłaś się tych rzeczy, tego maila... Bo ciągle wierzysz, że coś z tego będzie, bo ciągle jesteś z nim, chociaż on z tobą już NIE...

                        Idź na terapię.
                        Kota zabierz albo określ się, czyj on jest i wsjo. Ale lepiej zabierz, bo później by ci się odmieniło i zwierzak byłby dobrym pretextem, żeby się znowu z byłym komunikować. I tak wkoło Macieju.
                        • yo-bi Re: heh 07.08.11, 12:37
                          I ja mam takie wrażenie ...
                          Chcesz odejść ale nie umiesz.... chciałabym ale sie boję......
                          Ciągle drążysz temat...

                          Weź swoje rzeczy .... i spal mosty....
                          i czym prędzej na terapie...
                          zainteresuj się terminem DDA lub DDD i udaj się do odpowiedniej placówki..
                          bo masz ewidentnie problemu z uzależnieniem od drugiej osoby...
                          Zresztą gdzieś to wyczytałem że większość partnerów osób BPD to właśnie osoby DDA i DDD,
                          bo nikt zdrowy nie da sobą pomiatać....

                          Tymrazem zrób cos dla siebie ........
                          • kro-nik Re: heh 07.08.11, 13:31

                            > Ciągle drążysz temat...
                            >

                            A ty co tu robisz?

                            > bo nikt zdrowy nie da sobą pomiatać....

                            Pozwoli rowniez ktos, kto zostal bez grosza przy duszy i pracy. Ale do czasu. :)
                            • yo-bi Re: heh 07.08.11, 17:47
                              kro-nik napisała:

                              > A ty co tu robisz?


                              Co ja tu robie??
                              Jestem na forum obok i czasem tu zaglądam....:-))
                              Z TYMI RZECZAMI o których piszesz ...
                              to może to normalne dla osób z BPD oni bardzo boją się odrzucenia i reagują agresją,
                              i może dlatego nie chce Ci oddać Twoich rzeczy żeby się z Tobą dręczyć..
                              Moja partnerka też ma moje rzeczy nawet nie które kosztowne ale ja mam to gdzieś...
                              Wcale bym się nie zdziwił jakby sie okazało Kiedys że te wszsytkie moje rzeczy wylądowały na śmietniku, już dawno temu .....
                              Tylko ze ja cenie sobie teraz spokój/////

                              Ja w Ciebie wierze i trzymam za Ciebie kciuki - dasz rade....
                              :-)))
                              • yo-bi Re: heh 07.08.11, 17:50
                                ps ..
                                a jesli zależy Ci na swoich rzeczach - to może zrób listę i idz z tym na Policje..........
                                i nie daj sobie wiecej robić krzywdy,,,
                                Pozdrawaim
                                • kro-nik Re: heh 07.08.11, 18:11
                                  To chyba zostaje mi interpol. Swoja droga, pojac nie moge, dlaczego matka sie tym nie zajmie, skoro tak chetnie trzymala nos w naszym zyciu i non stop sie mieszala. A co ja bym chciala, to juz zupelnie inna bajka.
                              • kro-nik Re: heh 07.08.11, 18:07
                                Ale ja juz dalam sobie rade, bo chociaz rozpamietuje i zastanawiam sie nad paroma sprawami, ROBIE SWOJE. I po coz mialabym pojsc do psychiatry w tej sprawie? Zeby mi powiedzial, ze wszystko zalezy ode mnie bla bla, ze jestem piekna, mloda, wartosciowa, ze wszystko przede mna? Mialabym placic za cos, co doskonale wiem i nad czym ja sama musze pracowac? :D:D:D Dokladac sie jeszcze finansowo do tego gownianego rozdzialu pod tytulem "ja i on", chociaz zaplacilam juz wszystkim, co mialam? No chyba, ze lekarz wlaczylby jakis specjalny przycisk, wymazujacy tego buca z mojej pamieci? Nie naleze do tych sierot, ktore katuja sie lzawymi piosenkami, epatuja znajomych zalosnymi wpisami na twitterze czy biadola, ze nie maja sie do kogo przytulic. Fuj, sama takimi gardze.
                        • kro-nik Re: heh 07.08.11, 13:28
                          Ok, powiedz tylko mi JAK mam zabrac co moje? I jako ekspert od mojego przypadku, powiedz mi prosze, co on o tym mysli, jak to sobie wyobraza?

                          Na przestrzeni niemal pol roku skomunikowalam sie z tym debilem tylko raz, bo NIE MIALAM WYJSCIA. I caly czas szukalam pretekstow, zeby do niego NIE pisac, bo nie chcialam mu sie podkladac. Ale ty przeciez wiesz lepiej, ze ta biedna "kro-nik" tylko szuka powodu, zeby sie do niego polasic, no nie? :D:D:D

                          A to ze rozpamietuje, bo mnie rozczarowal? No coz, niech ci bedzie, ze to ja mam bpd. W sumie to teraz diagnoza w modzie i specjalistow od groma.
                        • kro-nik Re: heh 07.08.11, 15:25
                          I jeszcze jedno, coktail.
                          Poza tym forum nie walkuje z nikim tematu. Czasem zamienie kilka slow z dziewczynami, ktore mialy facetow borderow, co jest poniekad jalowe i bez sensu, bo ile razy mozna komus przytakiwac, komentowac "znam to", "mialam podobnie" etc. A prace znalazlam w kraju (nazwijmy go "A"), z ktorego on sie wyprowadzil. Gdybym byla tak cholernie uzalezniona, szukalabym dla siebie miejsca w kraju "B", gdzie teraz mieszka. Tymczasem nie kiwnelam nawet palcem w tym kierunku, niech mi wiec nikt nie chrzani, ze stoje w miejscu, mam bpd i kwalifikuje sie do psychiatry. Jesli juz, to nie z tego powodu.
                          I im bardziej stygna we mnie uczucia, tym bardziej rosnie we mnie ciekawosc, dlaczego na odchodnym nie dostalam swojej wlasnosci z powrotem ani wskazowki, jak mam to zrobic. Bo chcac nie chcac, to JEST jakas informacja od niego. Stawiam, ze to jest dokladnie to, co mi przekazal troche innymi slowami - "Spieprzaj, smieciu, na wieki wiekow amen". I ja juz nie mam tu nic do gadania, niestety. Nie usmiecha mi sie dobijac do kretyna tylko po to, zeby dostac kolejna zlosliwa wiadomosc, ze mam sie odpierdolic albo ze cos sie kotu stalo. Wiesz, co zrobili na spolke z mamusia, kiedy dawno temu wyrzucil mnie z domu i napisalam, ze jesli mnie nie wpusci, to zadzwonie do mojej kolezanki, zony jego kolegi z pracy? "Zagrozimy jej kotem, ze juz go nigdy nie zobaczy." Nie ma takiej opcji, ze za moim przyzwoleniem zwierzak "zmienil obywatelstwo" na stale, tylko nie wiem, jak z tego wyjsc bez szargania nerwow. Nie pisze nawet, chociaz zostawilam kartke z PINem do telefonu, ktory jest mi baaardzo potrzebny, inaczej juz go nie zaktualizuje. Dobry "pretekst" na e-mail, co? Tymczasem chyba nawet nabzdryngolona nie dalabym rady. Nie kontaktuje sie z nim rowniez dlatego, zeby nie zinterpertowal mojego zachowania jako plaszczenia sie, zamachu na jego wolnosc. Niech sie ja nazre i niech robi z soba co chce. Mialabys ochote upokarzac sie na moim miejscu, przed kims, kto przed wyjazdem oznajmil ci w szale, ze jesli bedzie cie ogladal w swoim domu, to cie zabije?
                          Jeszcze nie jest mi bez niego dobrze, ale wcale nie jest mi samej zle. Zreszta, jaka wg was postawe powinien przyjac czlowiek po zakonczeniu zwiazku? Natychmiast rzucic sie w wir nowych lub/ i od razu do psychiatry? Z radoscia? I ani slowa o przeszlosci, zdusic wszystko w sobie, zeby sie nie dorobic etykietki "uzalezniona"?
                          • the-crawl Re: heh 07.08.11, 22:39
                            z punktu widzenia bpd powiem ci tak: albo staniesz na rzęsach i odbierzesz sama lub/i przy pomocy osób trzecich to co twoje, albo nadal chcąc nie chcąc będziesz pod jego pewnego rodzaju kontrolą. on ma nad toba w tej kwestii przewagę, te rzeczy to szansa na to, że wrócisz i sprawdzenie jak bardzo go kochasz bo on pewnie na swój chory sposób ciebie kocha i nienawidzi-tak to z nami jest dwa bieguny. a tak z drugiej strony to powiem, że osobiście nigdy nie związałam się z osoba w pełni zdrową emocjonalnie na dłużej, tacy faceci bardzoo szybko uciekali ode mnie raz na zawsze i skutecznie, nie pozwalali na szantaże, manipulacje, przemoc - jezeli tkwiłaś w tym tak długo może warto byłoby się dowiedzieć dlaczego nie umiałaś wyjść z tego układu wcześniej i godziłas się na to co się działo- ale to oczywiście twoja decyzja i twoje życie
                            • coktail Jaki tu problem?! 08.08.11, 09:11
                              Dziewczyno, weź te rzeczy od niego albo spasuj i machnij na nie ręką! Bo aktualnie szamoczesz się sama ze sobą. Te rzeczy i ten kot to punkt zapalny. Masz w głowie przeświadczenie, że ma twoje rzeczy i basta. Jeśli nie możesz ich odzyskać, to spisz je na straty, kup nowego kota albo weź ze schroniska!
                              To takie proste!

                              A ty wałkujesz ten temat (oczywiście masz prawo, ale w moim odczuciu jest to anormalne), uczepiłaś się tego majdana, ciągle podkreślasz, że kontaktowałaś się z nim, bo musiałaś, a sama wiesz, jak jest naprawdę ;>

                              Przecież można być uzależnionym od kogoś, kto rani i jest bee.

                              Odseparuj się od niego mentalnie i żyj. Ale ty nie potrafisz, ty ciągle będziesz się tłumaczyć, że ten mail, że ten kot i że ten majdan...

                              Bo na razie te rzeczy to twoja nadzieja. W głowie się tli, że "jeśli ma moje rzeczy, tzn., że on jeszcze coś tam sobie kombinuje i ja jestem z tym związana, nieważne, co pisał/mówił. MA COŚ MOJEGO".

                              Poza tym, każdy powód jest dobry, żeby nawiązać kontakt - nawet kot :)
                              • extranova Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 11:11
                                jestem w stanie Cię zrozumieć, bo też jestem po burzliwym zwiazku z osobą chorą na Bpd-tylko tyle,że rozstaliśmy się bez wyzwisk, grózb, zabierania sobie rzeczy..no i nigdy nie napisałabym,że był debilem...niewazne- wszystko co zostało tu Ci napisane to prawda, miną te wszystkie etapy, które minąć muszą i zaczniesz żyć- może nie pełną piersią, bo taka miłość dwa razy się nie zdarza,ale są inne , też wartościowe , może nawet bardziej, niestety.
                                Daj sobie czas, poużalaj się czasami nad sobą, nie zgrywaj takiej twardej, miłość osłabia, nie ma się czego wstydzić, a Ty akurat teraz jesteś bardzo słabiutka, o czym świadczą Twoje naładowane emocjami i zaprzeczeniami posty. Nie musisz się tłumaczyć, wiadomo,że jest cholernie ciężko zostawić ot, tak po prostu, Coś , co tak bardzo się kocha( bo Ty go jeszcze kochasz),ale czasami po prostu tak trzeba. Daj sobie i jemu szanse chociaż na piekne wspomnienia, jeżeli już niczego wiecej nie da się uratować.
                                pozdrawiam, extranova
                                • kro-nik Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 12:16
                                  Wbrew pozorom, ja wcale nie cierpie z JEGO powodu ani nie jest mi szczegolnie ciezko PRZEZ NIEGO. Nie wiem, byc moze nie potrafie przekazac slowami jak faktycznie czuje albo przebijaja tu inne, negatywne emocje. Tak naprawde to mam inny problem, nieporownanie wiekszy i tutaj rzeczywiscie przydalby mi sie dobry psycholog, bo juz ledwo dysze.

                                  Piszesz, ze ja go kocham. Odwazne stwierdzenie, bo ja sama nie wiem co to jest. Obojetnosc jeszcze nie, raczej niesprecyzowane "cos", przez co kazdy chyba przechodzi, kiedy jest juz "po".

                                  Pozdrowienia. :)
                                  • prinzessin_salome Re: Jaki tu problem?! 11.08.12, 01:47
                                    kro-nik napisała:

                                    > Piszesz, ze ja go kocham. Odwazne stwierdzenie, bo ja sama nie wiem co to jest.
                                    > Obojetnosc jeszcze nie, raczej niesprecyzowane "cos", przez co kazdy chyba prz
                                    > echodzi, kiedy jest juz "po".

                                    Wiem, co piszesz, sama mam to już za sobą;). To nie jest *miłość*- to jest *chora więź*. Nic ponad to i nic mniej- bo jest bardzo silna. Ja moją wygasiłam dopiero następnym związkiem. Z kimś spokojnym, zdrowym i niezwykle mądrym...

                                    Teraz wiem, ile cennych lat rzuciłam przed wieprza. Nie marnuj czasu na kultywowanie trucizny w swoim sercu. Szkoda każdej chwili. Tnij- i uciekaj.

                                    Pozdrawiam!
                              • kro-nik Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 11:33
                                Sluchaj sie no, coktail. Nie wymadrzaj sie, bo gowno za przeproszeniem wiesz. Cos sie tak uczepila tego moje czepiania sie? Zachowaj swoj cwaniacki i protekcjonalny ton na wlasna czarna godzine, "dziewczyno".

                                > ciągle podkreślasz, że kontaktowałaś się
                                > z nim, bo musiałaś, a sama wiesz, jak jest naprawdę ;>

                                Wlasnie, sama wiem, jak jest. I nie bede sie przed jakims anonimowym nickiem usprawiedliwiac, o co chodzilo. Bo ty i tak wiesz lepiej.

                                Dla mnie nic tu nie jest proste. Odbior kota z zagranicy, nic. Dla niego dosc latwe. Klamotow na straty nie spisze, bo pierwsza z brzegu torba kosztowala mnie 500 zl. O ksiazkach, zbieranych latami nie wspomne. I innych pierdolach. Wiesz, ja nie mam w tej chwili NIC i on o tym wie. Ani mamusi i tatusia, ktorzy by mnie wsparli, chocby psychicznie. Za to w cholere innych problemow, o ktorych nawet tu nie wspomnialam. Poza tym - mam chodzic w jednych butach w zimie, w tych, w ktorych wyjechalam? A pierwsza pensje otrzymam w listopadzie, wiec nie pier*ol wiecej glupot, prosze.

                                Nie chce mi sie z toba szamotac, bo nie mam szacunku do ludzi, ktorzy o zwierzeciu pisza "spisz na straty", "nawet" kot. Zwlaszcza o tym.

                                Baj baj.
                                • coktail Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 13:36
                                  Widzisz, dla ciebie cenniejsza jest torba za 500pln niż swój święty spokój.

                                  "Wiesz, ja nie mam w tej chwili NIC i on o tym wie. Ani mamusi i tatusia, ktorzy by mnie wsparli, chocby psychicznie" - ile ty masz lat? to z kim w końcu masz problem: ze sobą, z nim, z kotem, czy z faktem, że nie masz rodziców? tymbardziej idź na terapię

                                  "Poza tym - mam chodzic w jednych butach w zimie, w tych, w ktorych wyjechalam?" - argument małego dziecka; zgubiłam rękawiczki - tzn., że mam do końca chodzić z "gołymi" rękoma w zimie? podpowiedź: nie, kupuję inne

                                  "Nie chce mi sie z toba szamotac, bo nie mam szacunku do ludzi, ktorzy o zwierzeciu pisza "spisz na straty" - miałam na myśli kota, ale mniemam, że ty wiesz lepiej; ponadto napisałam we wcześniejszym poście, żebyś wzięła kota ze schroniska - taki dobry uczynek :) więc nie rób ze mnie na siłę zwyrodnialca, czepiając się słówek ;)

                                  Ja do ciebie też nie mam szacunku, ponieważ ty sama do siebie go nie masz.
                                  • coktail Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 13:37
                                    > "Nie chce mi sie z toba szamotac, bo nie mam szacunku do ludzi, ktorzy o zwierz
                                    > eciu pisza "spisz na straty" - miałam na myśli kota, ale mniemam, że ty wiesz l
                                    > epiej; ponadto napisałam we wcześniejszym poście, żebyś wzięła kota ze schronis
                                    > ka - taki dobry uczynek :) więc nie rób ze mnie na siłę zwyrodnialca, czepiając
                                    > się słówek ;)


                                    tfu, nie miałam na myśli kota, tylko rzeczy :)
                                • czita88 Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 19:02
                                  Popieram!!! Czytam wyowiedzii z ostatnich dni i aż mi się cisło na klawiaturę że bardzo proszę wszystkich o nielekceważenie kota !! Co chwilę czytałam "to tylko kot", masakra. To jest żywe stworzenie, przyjaciel, poza tym (kocham koty) dużo bardziej czułe, urocze, seksowne, zmysłowe, bystre i mądre od pierdolonych ludzi.

                                  Co do Twojej sprawy to już pisałam co myślę, i parę postów wyżej nico napisał wg mojej myśli o oddawaniu tych rzeczy:
                                  "Nie zrobił tego i nie zrobi. Bo boi się Twojego odejścia na Zawsze!!! A jednocześnie nie zrobi nic (chyba że stanie się Cud lub też uzna swoją wyobraźnią że gnojenie Ciebie jeszcze nie zakończone) i pat będzie trwał. Zrobi to tylko wtedy kiedy zobaczy że już go nie chcesz ale będzie wiedział kiedy to jest naprawdę.
                                  Nie licz na nic i nieczego nie oczekuj."
                                  i wg mnie idealnie to opisuje. Niestety my bpd możemy być aż tak okrutni. Nie pozwalamy odejść czasem właśnie nic nie robiąc. Ja mam obecnie bardzo niewesołą sytuację, mój były (jeszcze nie całkiem były, pisałam) jest na skraju szaleństwa, w sumie jak go ostatnio widziałam to byłam przekonana że widzę psychopatę :o... Także radzę wam wszystkim (partnerom bpd) kończcie to póki możliwe, jak najwcześniej !!!! Jak tak bardzo kochacie że nie wyobrażacie sobie życia to stawiajcie, albo lepiej :P postawcie (stawianie wciąż od nowa w nieskończoność nie ma sensu) warunki i niech się ich trzyma, niech się leczy i gdy będą stałe efekty wtedy dopiero zbliżcie się bardziej. Musicie niestety trzymać pewien dystans bo jak wdepniecie w to bagno to zatracicie siebie, zostaniecie po paru miechach/latach wypluci jako przeżute ścierwo. Wiem że to cholernie trudne bo (piszę przynajmniej o sobie) im bardziej jesteście zdystansowani, oddaleni, im mniej zaangażowani, tym bardziej bpd was potrzebuje, pragnie, wymaga waszej obecności, robi awantury że go/ją olewacie, zalewa was czułością, namiętnością, cudownym seksem, bo chce, całe życie tego pragnie, osiągnąć ku*wa całkowitą bliskość, jedność, bezpieczeństwo... [TZn ja tak mam :(. I już wiem że to niemożliwe.. ] Wciąga was coraz głębiej... A jak już jesteście kochający całym sobą/uzależnieni od naszych humorów i stanów psychicznych (jak kto woli) to zaczynamy wami gardzić, już fochy coraz częściej i o byle co, wręcz poza naszą wolą , sami sobie się dziwimy że nie było w nas prawie emocji, a wybuchliśmy o pierdołę, podporządkowujemy was sobie a i tak nas drażnicie, wszystko w was nas wkurwia, nagle wszyscy inni są pociągający i mamy ochotę się z nimi pobzykać, przeżyć cudną przygodę... W ogóle o was wtedy nie myślimy... A jak nam smutno, źle, mamy mega dola, boimy się (lęki obawy), ktoś inny nas wkurzył czy zranił, to dzwonimy do was, chcemy was tu i teraz, macie byc obok, przytulić, rozśmieszyć, dać sobie podokuczać, zaspokoić nas, ogrzać i zasnąć.... I tak parę lat aż chamstwo przekroczy wszelkie granice, wy będziecie na skraju wytrzymałości, będziecie się czuli zerem, oszalejecie z miłości, będziecie u naszych stóp. Gardzimy wami i czujemy litość, wyrzuty sumienia, a po chwili zastanawiamy się "Co ja kuźwa robię z takim debilem???", "Jak mogłam się zakochać w kimś takim?" ... Ale fajnie jest się czuć kochanym aż tak bardzo... Ja już przekroczyłam wszelkie granice, już zaczęłam go namawiać, po ostatniej akcji, żeby poszedł do poradni... Rozwaliłam go całkowicie ;(, ja i problemy finansowe. Nie ma teraz nic, tylko myśli s.

                                  Aha , wszyscy których tak drażnią te ciągłe dylematy kro-nik z oddaniem rzeczy - macie coś do powiedzenia, powiedzcie i tyle. Nie ma sensu się kłócić o czyjeś problemy albo upierać za wszelką cenę przy swoim, a potem już poddenerwowane pisanie "zabierz rzeczy i po sprawie!! bla bla bla...". Drażni was to przeciąganie sprawy to kurde jak wchodzicie na forum nie klikajcie na ten wątek, bo wiadomo o czym tu mowa ;P! I nie odpisujcie, bo będzie się ciągnął dłużej ;).... A nie już powoli jakieś pyskówki i wredne gadki o nieszanowaniu itp... Albo sztuczne uprzejmośći (jak ja tego nienawidzę... :[). To by było na tyle.
                                  • kro-nik Re: Jaki tu problem?! 08.08.11, 22:09
                                    Wiesz co, czita? Za kazdym razem, kiedy wypowiadasz sie na tym forum nie reaguje natychmiast, bo mysle, "musze to przemyslec, przetrawic jeszcze raz, bo to takie zlozone". Wiesz dlaczego? Bo to tak cholernie zlewa sie z nim... I wiesz nad czym JESZCZE sie zastanawiam? Skoro jestescie tak do siebie podobni, jak byloby Wam razem? Jak dlugo on znioslby Ciebie i Ty jego? Tydzien? Dwa?
                            • kro-nik Re: heh 08.08.11, 11:48
                              :) Crawl, w bardzo wielkim skrocie, i zeby nie pisac za duzo, w koncu to publiczne forum, bylam az tak dlugo, bo nie mialam dokad wrocic, nie mialam bezpiecznego miejsca dla siebie. Tak tak, narazanie sie na jego ataki bylo lepszym wyjsciem od czegos tam, niewazne.

                              Dla mnie to sie kupy nie trzyma, stac go bylo na przelanie mi kilku tysiecy na moje konto, a nie ma na wysylke? Ja nie mam falszywych nadziei, jak bredzi coktail, ze on chce mnie w ten sposob zatrzymac, to jest po prostu perfidne ponizenie, kolejne z rzedu. On ma na mnie alergie do tego stopnia, ze nawet nie pofatyguje sie, zeby przykleic znaczek na pudlo i wyslac, bo ja go juz nie dotycze. Jestem jak smiec w koszu, ktory w jego glowie juz nie istnieje, bo jest daleko. Pamietam, jak opracowali z mamusia metode na mnie, kiedy z nimi bylam (bo ja de facto zylam w trojkacie - z nim i jego matka, wyrocznia) - "Jesli ona czegos chce, sygnal musi wyjsc od niej." Powiedzial mi to wprost.
                                • nico_2009 Re: heh 09.08.11, 10:21
                                  Kronik tak jak wcześniej napisałem co zrobisz i kiedy zależy od Ciebie i tylko wyłącznie od Ciebie a jedyne co rozsądnego możesz zrobić jest to co wiesz tam w głębi siebie a boisz się przyznać, boisz się podjąć tej decyzji:-)
                                  Czita- fajne to co napisałaś i fajnie, że zaczynasz to wszystko widzieć z boku:-) jednak przejdź do czynów porozmawiaj z facetem i pozwól mu wyjść z dołka. Wiem, że to trochę tak jakby działać przeciwko sobie cóż jednak za bartdzo nie masz wyboru jeśli chcesz ratować siebie i byłego(nie-do-końca:-))
                                  Nie miałem nigdy zamiaru zmuszać Kro-nik lub też przekonywać Ciebie do określonego działania podzieliłem się tym co mam- doświadczeniem, ja zbyt późno postawiłem granicę a ona zabolała bardzo obie strony. Pomimo, że Kocham ją jeszczę i tęsknie jak diabli to i jej i sobie obiecałem, że się nie odezwę pierwszy:-) nie czekam i żyję włąsnym życiem i wiem że ono przyniesie coś (lub też kogoś) fajnego - ZAWSZE TAK JEST:-) i jeszcze jedno, jeśli nie wierzysz jak bardzo jesteś uzależniona, jak bardzo jesteś w matni przeczytaj po koleji email'e z tego posta. Zobaczysz siebie sprzeczną i zobaczysz...
                                  • kro-nik Re: heh 09.08.11, 11:27
                                    O tym uzaleznieniu to do mnie, tak? Coz, jesli nie zatruwam ludziom zycia opowiesciami o nim, nie przesladuje jego ani jego znajomych i rodziny telefonami, mailami, nie placze wnieboglosy, ani nic szczegolnego mi sie nie dzieje, tylko po prostu zyje i pisuje na tym forum, to moge byc uzalezniona, ani mnie to ziebi, ani grzeje. Zeby byla jasnosc - ja wcale nie przecze, ze chcialabym, zeby sytuacja wygladala inaczej, ale co innego chciec, a co innego mamic sie falszywa nadzieja. Jedno zdanie, ktore napisala coktail sie zgadza - "jestem z nim, chociaz on ze mna juz nie". W tym sensie, ze to ja o nim mysle, podczas gdy on - nie.
                                      • yo-bi Re: heh 09.08.11, 11:43
                                        Kro-nik jak tak czytam te Twoje wpisy to jest mi Cie żal....
                                        Ile w Tobie jest sprzeczności - agresji,,, nienawiści
                                        bez kija nie podchodź....
                                        Mam wrażenie że wszystkie wpisy traktujesz bardzo osobiście jako atak na siebie ..
                                        wiec trzeba odpowiedzieć z podwójną siłą.....



                                      • kro-nik Ze wstydu? 09.08.11, 11:54
                                        :-) Ooo wlasnie, a propos wstydu - pewnie zeby go nie poczuc wymazal mnie ze swojej glowy. Za te wszystkie "granaty", jak tu ktos fajnie okreslil, ktore na mnie polecialy. I chyba ma swiadomosc, ze spieprzyl juz wszystko tak, ze ma odwrotu. Wydaje mi sie, ze na tym jego dzialanie polegalo, sam sobie chcial zablokowac droge z powrotem na wypadek, gdyby mu sie odwidzialo, zeby nie przeciagac tego w nieskonczonosc. I zeby juz miec ze mna spokoj na amen, niszczyl mnie jak z impetem czolgu.
                                        • nico_2009 Re: Ze wstydu? 09.08.11, 13:12
                                          Kronik, jesteś coraz "twardsza" w rozmowie co oznacza, że nic a nic nie chwytasz, a wniosek może być tylko jeden Podłożysz się jeszcze conajmniej raz. Wyszukujesz tylko i wyłącznie wypowiedzi, które Tobie pasują a reszcie zaprzeczasz? Po co?
                                          Czasem życie daje nie to czego oczekujemy, a to co nam jest potrzebne!(choć a danym momencie jesteśmy źli na to, tupiemy nogami i przeklinamy to)
                                          I tak jest z wypowiedziami ludzi, którzy nie są przeciwko Tobie lecz starają się pomóc i uwierz mi BARDZO POMÓC!!!
                                          Ale jak to ktoś mówi "Nie przekonanego nie przekonasz" musisz się wyłożyć jeszcze raz i wtedy będziesz wiedziała!
                                          • kro-nik Re: Ze wstydu? 09.08.11, 13:51
                                            Wyszukuje odpowiedzi, ktore mi pasuja? A to dziwne, bo kazdemu staram sie odpisac. Wypowiedzi w stylu "zal mi cie" traktuje jako zaczepke, a nie mam ochoty na klotnie.

                                            Ja w ogole nie wiem o co Wam chodzi, bo mam wrazenie, ze cos mi sie wmawia, tylko juz sie pogubilam co. Czego nie chwytam i czemu zaprzeczam?
                                            • nico_2009 Re: Ze wstydu? 09.08.11, 15:11
                                              To, że odpisujesz wcale nie znaczy, że rozumiesz (jak zresztą sama napisałaś, że nie wiesz o co nam chodzi).
                                              Nie martw się zrozumiesz:-D
                                              Kiedy? Zależy od Ciebie! Za kilka dni, tygodn,i miesięcy, lat? Szkoda tylko czasu lecz w końcu to nie mój czas...
                                              (jako podpowiedź: też kiedyś byłem tak uparty i nie chciałem zostać "robotem" bez uczuć (co jest kompletną bzdurą):-))
                                              • kro-nik Re: Ze wstydu? 09.08.11, 15:33
                                                Nie pisz prosze enigmatycznie, bo nie lubie takich zabaw w kotka i myszke. Tu chodzi moze o to, ze tak naprawde zawalil mi sie swiat, a zgrywam harda? I wstydze sie dac upust swoim emocjom? Przerobilam to w tamtym roku, w koncu to nie pierwsze rozstanie, tylko ente z rzedu. Pewnie, ze czasem nawet tesknie, ale to chyba normalne? W koncu bardzo go kochalam. Ktos mi tam zarzuca sprzecznosci , byc moze takie jest wrazenie, czytajac moje posty naraz. Ten watek zaczelam na goraco, po jego prowokujacym, bezsensownym mailu, ale czas leci. Tylko tej ukochanej, madrej kociej mordki brak. Bardzo. Przy okazji - niech ktos wierzy lub nie, facet byl o niego zazdrosny.
                                                • nico_2009 Re: Ze wstydu? 09.08.11, 16:32
                                                  Przepraszam, prościej i bardziej jasno juz nie umiem napisać niż napisałem wcześniej. Poczytaj posty wcześniejsze i poskałdaj je w jedno:-)
                                                  Może i n te rozstanie i właśnie dlatego wierzysz, że znów wszystko będzie ok a tak na 98% nie będzie a na dodatek może to rozstanie jest właśnie TYM ROZSTANIEM? hmnnn? (też tak miałem i długo nie wierzyłem, że tak właśnie jest bo niby skąd miałem wiedzieć?)
                                                  A o okto jaknajbardziej może być zazdrosny nawet o szafkę lub gumkę do włosów (dla jasności z rzeczami martwymi żartowałem)
                                                  • kro-nik Re: Ze wstydu? 09.08.11, 18:00
                                                    Wiedzialam, ze to podchwycisz, Nico. Do mnie doszlo juz po tygodniu od mojego wyjazdu, ze to jest wlasnie TO rozstanie, kiedy nie zadzwonil, jak zwykle. I w ogole mial w dupie, czy dotarlam cala, czy nie dzieje mi sie krzywda. Napisalam "ente", zeby podkreslic, ze juz wyplakalam wszystkie lzy, wczesniej.

                                                    Dla mnie to juz bez sensu sie robi - Ty mi cos udowadniasz, ja Tobie i innym, a nie o to tu przeciez chodzi... Denerwuje sie i pozwalam prowokowac, kiedy ktos mi mowi jest tak, a bylo inaczej, np. z tymi wymowkami. Zerknij na post malinki, najlepszy komentarz do tej calej przepychanki.

                                                    Rozpisalam sie o klamotach, a wiem, ze w koncu bedzie tak, ze zostane z niczym i zrezygnuje ze wszystkiego, bo nigdy w zyciu sie do niego nie odezwe, chocby mnie ktos przypalal. Poniekad juz zrezygnowalam, bo sie nie upominam. Jesli zaplacze, to tylko za kotem i wlasciwie to nie wyobrazam sobie, ze mialabym go juz nigdy nie zobaczyc, nie przytulic? To jest kot szczegolny, z historia, i nadzwyczaj madry. A moj ex jest zwyczajna swinia, ze zabral mi WSZYSTKO, poranil, podeptal. Smiem twierdzic, za czita88, ze to jest czlowiek, ktory wylaczyl sumienie.
                                  • czita88 Re: heh 09.08.11, 12:00
                                    Nico, piszę bo piszę, to co myślę i to co mi się wydaje, ostatnio lubię sobie dosrywać :P, żeby poczuć się jeszcze gorzej. Z tym gościem aktualnie jest tak że nie chce mnie znać, nie będzie dzwonił ani pisał, koniec. Po tej deklaracji już dzwonił dzisiaj dwa razy ale ch*j ;D... W sobotę byłam przerażona, drugi raz mnie poturbował i wlazł mi na psychę, fizyczny ból to była ulga od jego bluzgów, krzyków, zadawania retorycznych pytań i zmuszania siłą bym patrzyła mu w oczy... Wszystko na oczach ludzi, na ulicy w mieście, w nocy (sb/nd-pełno rozbawionych ludzi a wszyscy mieli wyjebane). Potem jeszcze gorsze, tak bez szczegółów to robił sobie krzywdę, kazał na to patrzeć, wyglądał STRASZNIE, i już nie wiedziałam czy to gra czy naprawdę się zabije. Tej samej nocy bek i błaganie o wybaczenie, łkanie i błaganie o śmierć.... Po poprzedniej akcji ponad pół roku temu juz nie reagowałam tak histrycznie jak wtedy, byłam przerażona ale było mi wszystko jedno (podobnie jak wtedy tylko bardziej). To ekstremalne przezycia, być zeszmaconą przez swojego faceta, leżeć na bruku (dosłownie!) i być przez niego oplutą, obolałą, zabeczaną... Teraz nie mam traumy jak wtedy, czuję się już wyprana z uczuć, do niego i do siebie. Ja wiem że na to zasłużyłam. Wtedy cierpiałam bardzo długo , chodziłam i beczałam wiele dni, byłam w szoku, bo wiedziałam że jest zdolny do czegoś takiego, że może stać się takim potworem, brutalem, sadystą.... Teraz zaskoczenia nie było, tylko ból że znowu to robi, choć teraz nie miał powodu (oprócz całej naszej przeszłości i alkoholu, ale nie było żadnego zachowania z mojej strony tak jak wtedy gdy wywołałam burzę).
                                    Tak więc nawet się cieszę że jednak chce zero kontaktu (jeszcze wczoraj chciał się spotkać), że da mi spokój, że już nie będzie chciał mnie zmnieniać. Doszłam do wniosku że kiedy ktoś inny ci sprawia ból to jest to o wiele bardziej straszne i silne przezycie niż gdy robisz to sobie sam... Większy ogromny ból, trwający jeszcze wiele godzin/dni po, zajebiste straszne wspomnienia (choć nie pamiętam prawie jego słów, i z teraz, i z przed miesięcy), wyczulone do maksimum zmysły i nerwy, a potem jak już powoli puszcza to się wlewa taka błoga ulga... Było cierpienie, świadomość że zasłużyłam z nawiązką, postanowienia poprawy nie ma... Żebym tylko nie uzależniła się od takich hardprzeżyć i nie prowokowała takich akcji... Brr!
                                    • nico_2009 Re: heh 09.08.11, 13:04
                                      No to mi się wydaje, że po tych harcorach wcale nie chcesz ich więcej i zaczełaś patrzec z boku i bardzo rozsądnie piszesz:-) lecz może mi się tylko wydaje? Choć widzę (a na to jestem straszliwie wyczulony) brak manipulacji...nawet chęci do niej, tak więc miałem taki właśnie wniosek a to już dużo, bardzo dużo. Choć nie uważam by opiewieść o swoich przeżyciach była szmaceniem się wręcz odwrotnie
                                      Na szczęście do tego etapu w związku nie doszedłem choć mysli miałem już głupkowate, pewnie coś mnie powstrzymało...eee nie ważne, ważne jest to że wierzę że taka jazda jest możliwa...
    • brz_a_sk Re: Przewrotnosc BPD, prosto z zycia. 08.08.12, 19:07
      kiedy chce się opowiedzieć o relacji z bordem - nie ma krótko, nie ma łatwo
      nic nie jest typowe nic jasno z niczego nie wynika
      najprostsze sprawy są kilometrowym opowiadaniem
      tak jest
      nie można pojąć uzależnienia kiedy usłyszy się manipulował, uderzył - ale pomiędzy był fascynujący; przebiegły :-) ale troskliwie, mile, budował pajęczynę czułą ciekawą ale musiała kontrolować wszystko
      odwrócenie kota ogonem zawsze musi się udać; jakby wszystko było od początku zaplanowane;
      nie jest zaplanowane ale bord tak żyje okopany ze wszytskich stron by zawsze jego było na wierzchu choć sam jest w czarnej d*
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka