Dodaj do ulubionych

Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystansu.

28.09.07, 13:57
Witajcie,

mam mieszane uczucia pisząc ten post. Wiem z pewnością, że forum internetowe
jest ostatnim miejscem na szukanie pomocy przed podjęciem jednej z
najważniejszych decyzji w życiu. Ale mam w głowie taki mętlik, że sama nie
wiem co jest prawdą, co moją projekcją. Wiem, że Wy tego tym bardziej nie
wiecie, ale kilkukrotnie przekonałam się, że czasem czyjaś opinia z boku
zapala nowe światło, pozwala zobaczyć coś, dotychczas niedostrzegane. A czasem
działa jak zimny prysznic. Nic nie tracę pisząc do Was, więc może warto?

Zanim powiem, o co chodzi - proszę, nie potępiajcie mnie. Wiem, że każdy i tak
napisze, co chce, ale naprawdę uświadamianie mi co powinnam BYŁA zrobić
niewiele mi pomoże. Mam świadomość tego, że czas na decyzję nadszedł o wiele
za późno. I nieumiejętnością podjęcia jej wtedy, gdy trzeba było - dziś ranię
kilka osób.

No dobrze, do rzeczy (postaram się najprościej, bez wchodzenia w szczegóły,
załóżmy więc, że nie trzeba będzie zadawać pytań "a skąd wiesz, że ...",
załóżmy po prostu, że znając okoliczności, o których nie chciałabym tu pisać -
po prostu wiem).

Będzie w punktach, tak łatwiej zebrać myśli ;)

1). Kilka lat małżeństwa z pierwszym chłopakiem, pierwszą miłością, po wielu
latach licealno-studenckiego związku (taka urocza miłość pary przyjaciół z
osiedla)

2). Niemal od razu po ślubie - czyli od zamieszkania ze sobą - rozczarowanie.
Mąż nie chce budować czegoś, co nazywam "wspólnym światem." Nagle okazuje się,
że ma on coś bardzo swojego, gdzie absolutnie nie mam wstępu, jest odgrodzony
ode mnie murem w tym obszarze. Z szacunku dla jego prawa do prywatności
przełykam gorzkie "nie pchaj się tam, gdzie nie twoje miejsce" i staram się
budować naszą, wspólną przestrzeń. W oparciu o wspólne pasje, znajomych, czas
spędzany razem, tysiące rzezy, które ludzie po prostu robią wspólnie.
Tymczasem zauważam, że z miesiąca na miesiąc .. na wyraźne oczekiwanie męża,
muszę się coraz bardziej posuwać, do czasu, gdy nasze wspólne bycie to już
tylko: zakupy, sprzątanie, obiad u teściów. Słyszę nie raz: "nie znajduję
przyjemności w spędzaniu z tobą wolnego czasu. Nie będę nic proponował i
inicjował. Mówiłem ci to przed ślubem". Fakt mówił .. cóż, podobnie jak
miliardy kobiet na świecie liczyłam, że to minie.

3). Jego świat: Kluby. Klubowi znajomi i znajome. Czaty. Wiele lat, może
cztery. Dopiero niedawno to odkrywam, zapis wielu lat czatowania, wymiany
zdjęciami, serdecznościami. Budowanie powierzchownych ale gorących flirciarsko
znajomości. Zahasłowane konta mailowa, zahasłowane gg, osobne konta bankowe,
wszystko w hasłach.

Do tego kilka realnych bardzo bliskich kobiet, którym mąż poświęca czas,
energię, uwagę, daje im serdeczność, której nie daje mnie, pojawiają się
kłamstwa na ich temat. Głupie i szczeniackie: ze to nie z nimi sms-uje, ze to
nie z nią się spotkał, podczas, gdy owszem - tak, etc, etc.

4). Tak trwa małżeństwo - jestem całkiem sama, znajomi święcie przekonani, że
jesteśmy parą idealną, mąż _każdy_ weekend w klubie, zawsze beze mnie, bo
_zawsze_ jest to męskie wyjście. Ja wiem, że życie nie ogranicza się do
weekendowych szalonych nocy. Ale obok tego, kontakt z mężem topnieje. Jego nie
ma. Przycementowany do komórki, zasłonięty laptopem, oddala się, a im bardziej
oddala, tym bardziej ja w rozpaczy go gonię (tak tak, taka władza nad kimś
uzależnia, rozumiem to dobrze), godzę się na wiele upokorzeń, godzę się na tę
samotność w nadziei, że coś drgnie wreszcie, że będzie normalnie, jak w innych
małżeństwach, że ten wspólny świat wreszcie uda się zbudować.

5). Rok temu przychodzi na świat dziecko. Ciąża - od potężnej euforii,
okazywania mi potężnej troski, miłości i ciepła, po okrutne znów odrzucenie,
osamotnienie. Były noce gdy juz w zaawansowanej i zagrożonej ciąży błagałam go
płacząc, by nie wychodził albo wychodząc wziął auto. Słyszałam, że mam nie
panikować i nie być wariatką. Wracał nad ranem, pijany, jak zawsze.

6). I wreszcie najgorsze - po urodzeniu dzieciątka - zdrada za zdradą.
Apogeum. Do domu wracał tylko na kąpiel małej, by zniknąć znów w towarzystwo
kobiet. Podobno nigdy nie było to fizyczne, podobno nigdy żadnej nie
powiedział ze ją kocha, podobno dziś sam wie, że było to głupie i złe. Ale
wówczas - przez pół roku - on się bawił, a ja z dzieckiem sama całe dnie i
noce, bez pomocy, bez wsparcia, bez ciepła, dotyku, jego obecności - myślałam
o śmierci, naprawdę. Walczyłam o nas strasznie. Milion razy chciałam
rozmawiać, wyciągałam rękę, wreszcie na jego wyraźną prośbę odpuściłam, jak on
to ujął "męczenie konia" i stałam się potulną uśmiechniętą, nierobiącą
problemów. Rada jego przyjaciela: "Bądź dobra i nie atakuj". Tak przetrzymałam
kolejne miesiące. Trochę się poprawiło, po długim czasie zaczęliśmy znów
sypiać ze sobą, było tak sobie, ale na Boga, BYŁO!!

7). Pryncypialnie - nic się nie zmienia. Dziecko rośnie, on wciąż wychodzi,
nasz świat to teraz: zakupy, sprzątanie, dziecko. Nawet znajomych już nie ma.
We mnie coś umiera. I którejś kolejnej samotnej nocy, gdy wiem, że jego zabawa
z kumplem jest wieczorem spędzonym na parkiecie w towarzystwie "tylko
koleżanki" - poznaję kogoś w sieci. Życie jest nudne prawda? Scenariusz, jak z
klasycznej powieści, doprawdy.

8). Relacja rozwija się w przyjaźń, po kilku miesiącach w "miłość". Piszę w
cudzysłowie, bo jednak to słowo bardzo zobowiązuje, a miłość prawdziwa możliwa
jest tylko w realu.
Kilka weekednowych spotkań - każde wspaniałe, każde coraz bardziej
utwierdzające w przekonaniu, że "to ten" (oj nie śmiejcie się, bajki się
zdarzają, prawda? :)
Miliony przegadanych przez telefon godzin, omówiony każdy najdrobniejszy
szczegół życia, kłótnie - także i obserwacja, jak ten człowiek rozwiązuje
konflikty - no jest cudownie.

9). Czas stanąc w prawdzie - rozmowa o rozwodzie, mówię mężowi o wszystkim.
Awantury. Padają straszne słowa. Rozmawiamy ze sobą wiele godzin albo milczymy
wiele dni. Mąż ma się "na dniach wyprowadzić", ciągle jednak coś staje temu na
przeszkodzie. Po kilku tygodniach takiej przepychanki, gdy ja już wiem, że
decyzje zostały podjęte, gdy nie mam już wątpliwości z kim chcę być, jak chcę,
żeby wyglądało moje zycie - powala mnie choroba.
Mąż wiezie mnie na pogotowie, okazuje maksimum wsparcia i troski, opiekuje się
kolejne dni, gdy nie mogę się ruszyć. I wreszcie .. choć sprawy zaszły bardzo
daleko, choć moja relacja z poznanym człowiekiem dla męża jest krokiem, po
którymnie ma odwrotu: -prosi o szansę. Dostaję długi list, w którym pisze o
miłości, o tym, jak się pogubił, że wie jak bardzo mnie ranił, jak bardzo
żałuje, jak kocha, jak bardzo chce zacząć od nowa, że przeprasza i jak bardzo
prosi o szansę.

10). Nie wiem co robić ... wiem, że kilka miesięcy temu spotkałam miłość
swojego życia. Wiem, że gdyby nie dziecko, bylibyśmy już razem. Wiem też, że
córka zasługuje na pełną prawdziwą rodzinę. Że dla niej, być może _powinnam_
dać jeszcze szansę mężowi. Nie ufam mu, nie wierzę w zmianę. Wiem, że kiedyś
kochaliśmy się do szaleństwa, ale doświadczyłam też tego, jaki potrafi być
zimny, bezwzględny i okrutny. Nie chcę takiego zycia. Ale myślę o małej .. i
boję się strasznie .. rozwalić jej rodzinę. Wybór między moim a jej
szczęsciem. Ale z drugiej strony .. a może jednak? Może cuda się zdarzają?
Może wróci to dobre, co było wiele lat temu między nami? Ja wiem, że mąż zanim
stał się taki, jaki się stał był strasznie strasznie dobry i kochany.
Doświadczyłam z nim pełni miłości... kiedyś, kiedyś.

No i to w końcu małżeństwo, rodzina, coś ogromnie ważnego i poważnego, dziecko
.. czy warto nie dać szansy ze względu na "gacha z komputera" (koniec cytatu)?

11). Dla wszystkich pytających "A skąd wiesz, że ten nowy facet ....." - no
właśnie, myślę, że wiem i myślę, że nie muszę tego tu jakoś tam udowadniać.

To strasznie długi post .. coś mi mówi, że niewielu z Was dojdzie do końca,
dziś wszyscy mają tak mało czasu
Obserwuj wątek
    • beata.77 dokończenie 28.09.07, 14:00
      (nawet portal nie wytrzymał długości tego postu ;))
      oto dokończenie:

      Ale gdyby jednak .. proszę o Wasze myśli, komentarze. Nikt nie podejmie decyzji
      za mnie, ale jestem tak zapętlona, że potrzebny mi dystans. W ten, między innymi
      sposób chciałabym go znaleźć.

      Dziękuję
      Beata
      • betiuh Re: dokończenie 28.09.07, 14:19
        Fakt decyzja trudna ale mi sie wydaje ze powrot do meza tylko dla
        dziecka nie ma sensu. Żeby dziecko było szczesliwe rodzina tez musi
        byc szczesliwa wieczne kłutnie albo nocne wycodzenie meza na noc nic
        dobrego nie da. Bo sama wiesz ze jesli przez tyle czasu nawet po
        narodzinach dziecka maz był jaki był to nagle sie nie zmieni no moze
        na jakis czas ale nie na zawsze. Dziecko bedzie dorastac i bedzie
        coraz wiecej rozumiec i myslisz ze bedzie szczesliwe widzac co
        ojciec robi ze zostawia cie na noc sam a moze tak jak moja kolezanka
        spotka go kiedys w lokalu z jakas "kolezanka" a moze "ciocia". Wiem
        ze sie mowi ze rodzina jest wazne ale dziecko moze byc szczesliwe i
        w rodzinie po rozwodzie kiedy bedzie widziało ciebie usmiechnieta a
        z ojcem tez bedzie mogło sie widywac i spedzac czas. zreszta jak
        eksa wiecej nie było niz był w domu to moze sie okazac ze po
        rozwodzie ten ojciej bedzie poswiecał mu wiecej czasu niz wczesniej.
        Mam kolezanke ktora była dzieckiem w małzenstwie w ktorym rodzice
        sie nie rozwiedli tylko dla dziecka i ona sama prosiła mame zeby
        wkoncu to zrobiła. pamietaj ze dziecko dorosnie i pojdzie własna
        droga a ty zostaniesz w tym małzenstwie i jak wtedy bedzie wszystko
        wygladac. Moze wypisz sobie argumanty za i przeciw bedzie łatwiej.
        Wiesz co styl bycia twojego meza i to jak sie zachowywał jak cie
        traktował to nie jest dobry wzor zwiazku dla twojego dziecka.
        powodzenia mam nadzieje ze bedziesz szczesliwa.
    • yannisai Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 14:10
      <Ale myślę o małej .. i
      boję się strasznie .. rozwalić jej rodzinę. Wybór między moim a jej
      szczęsciem. Ale z drugiej strony .. a może jednak? Może cuda się
      zdarzają?
      Może wróci to dobre, co było wiele lat temu między nami? Ja wiem, że
      mąż zanim
      stał się taki, jaki się stał był strasznie strasznie dobry i kochany.
      Doświadczyłam z nim pełni miłości... kiedyś, kiedyś.>

      faktycznie, dlugi ten post

      ale do rzeczy
      czy ty naprawde sadzisz ze twoje dziecko jest szczesliwe w takiej
      rodzinie?
      nie piszesz ile mala ma lat, ale to i tak nie ma znaczenia, dzieci
      rozumieja i czuja wiecej niz sie doroslym wydaje

      a ludzie sie nie zmieniaja, uwierz
      wybierz swoje szczescie
      a dziecko ktore ma szczesliwa matke, samo bedzie szczesliwe
      • beata.77 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 14:15
        Oj, pisze, pisze ;)

        Rok temu przyszło na świat dziecko - ergo mała ma rok. My 30 lat. Nie jesteśmy
        więc tacy smarkaci, jak mogłoby sugerować nasze dotychczasowe, potwornie
        niedojrzałe jak widać życie.



        • yannisai Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 15:43
          nie uwazam was wcale za smarkatych
          wielu ludzi pyszni sie slowami- jestem dorosly, jestem dorosla choc
          tak naprawde o niczym to nie swiadczy
          czy zycie jest niedojrzale? a co znaczy ze jest dojrzale? zycia
          uczymy sie caly czas, kazdego dnia

          wiem, ze pewnie jest latwiej powiedziec niz zrobic, ale uwazam ze
          powinnas myslec o swoim dobrze i jak juz tu ktos pisal- o wlasciwie
          pojmowanym dobrze dziecka

          pytanie jedno- czy ten twoj nowy przyjaciel udzignie ciezar
          wychowywania nieswojego dziecka?
          wielu mezczyznom sie to udaje, ale niestety nie wszystkim
    • pamparam.pa Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 14:27
      moim zdaniem powinnaś kierować się swoim dobrem, nie źle pojętym dobrem dziecka.
      jeśli jesteś gotowa temu mężczyźnie przebaczyć, nadal go kochasz, nie chcesz być
      z nim tylko ze względu na dziecko i na to, że dobre momenty też były, to może
      jest sens zostać.

      dla dziecka bez porównania lepiej będzie jeśli odejdziesz, jeśli Twoje
      pozostanie miałoby oznaczać, że się męczysz. przecież nawet po rozwodzie możesz
      pozostać z nim w bardzo dobrych stosunkach.

      tym bardziej, że niewielu ludzi przeżywa w życiu takie nagłe przebudzenie. to
      możliwe, ale rzadko się zdarza. musiałby zmienić życie, które prowadził przez
      ostatnie kilka lat. również swoje otoczenie. przede wszystkim - siebie. coś się
      w nim pewnie zmieniło na skutek ostatnich wydarzeń, ale to w najlepszym razie
      dopiero początek długotrwałego procesu. jeśli nie masz na to siły - odejdź. masz
      do tego pełne prawo - i tak wytrzymałaś bardzo długo. przecież możliwe też, że
      on nigdy się nie zmieni.

      jeśli tego drugiego człowieka znasz już długo, wiesz, że decyzja bycia z nim nie
      jest przedwczesna, kochasz go, wiesz, że on kocha Ciebie, to decyzja chyba jest
      jasna.
      • kreola7 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 15:02
        JAKIE MY KOBIETY JESTEŚMY NAIWNE.....
        Mąż Cię zdradzał, imprezował, nie wracał na noce, pił....przez
        dłuuuugi czas, Ty trwałaś......
        A teraz Ty upokrzona i skrzywdzona, kiedy poznałaś kogoś masz
        ogromne rozterki...chcesz dać szansę mężowi...
        Wierzysz, że mąż się zmieni?
        A z czsem kiedy dziecko będzie większe coraz trudniej będzie Ci
        podjąć decyzję o rozstaniu, bo wtedy zobaczysz jaka silna więź
        będzie łączyć dziecko z ojcem. Z tego właśnie powodu, ze względu na
        dzieci wiele kobiet decyduje się na pozostanie w małżeństwie, choć
        same są bardzo nieszczęśliwe. Współczuję.

        Bez względu na to jaką decyzję podejmiesz życzę Ci wszystkiego
        nallepszego. I solidaryzuję się z Tobą jako kobieta, matka i żona.

        Pozdrawiam
    • betiuh Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 14:42
      chciałam cos jeszcze dodac ze jesli wkoncu postanowiłas sie uwolnic
      z tego zwiazku to wykorzystaj ta siłe ktora masz na to nie zmarnuj
      jej i juz nie wazne czy powodem jest ten drugi nawet jesli miłabys
      byc sama to odejdz nie warto zyc w takim zwiazku to cie wkoncu
      zniszczy i nie tylko ciebie ale i twoja corke bo pomysli ze kobieta
      zasługuje na to zeby ja tak traktowac jak to robi twoj maz. koro
      miałas na tyle siły zeby podjac ta decyzje o odejsciu to sie
      niewachaj tylko dlatego ze on przestraszył sie ze nagle jego wygodny
      swiat sie wali. Mozesz odejsc a jak bedzie miało byc dobrze to i tak
      bedzie.
    • stracona35 Droga Beato 28.09.07, 15:06
      Piszę do Ciebie bo Twój post tak bardzo przypomina moje życie, może
      nie dokładnie, ale w tych najważniejszych aspektach. Ja wziełam
      rozwód po 10 latach małżeństwa. Byłam ponizana słowami, lekceważona,
      nie liczona sie z moimi uczuciami. Też mam 1 dziecko...córke, która
      kocha swojego ojca a on kocha ją, ale ja nie kocham go już (choć
      przez tyle lat tak myślałam) bo teraz wiem iż to tylko uzależnienie.
      I Ty też to masz. Ty jesteś uzależniona ( współuzależniona ) od
      niego, ale w żadnym razie nie jest to miłość. To jest i był
      toksyczny zwiazek, ktory Cie wyniszczał dzień za dniem, godzina za
      godziną. Mam prośbę do Ciebie. Przeczytaj mój post pt.: PROSZE O
      POMOC. Zrozumiesz wtedy o czym pisze, a jezeli chcesz pogadac to
      napisz do mnie na priv.
    • yokooo Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 15:09
      Smutna ta twoja historia... ale pytanie pierwsze - czy twój "gach z komputera"
      ;) jest gotów na wspólne życie z tobą i nie swoim rocznym dzieckiem?
      Rozmawialiście o tym? Wspólnie podjęliście decyzję?

      A teraz do meritum ;) Kochana Beatko, decyzję oczywiście musisz sama podjąć,
      twoje życie - twój wybór (z naciskiem na twoje życie;)). Nie jestem zwolenniczką
      totalnego/martyrologicznego poświęcania się dla dziecka, odrobina zdrowego
      egoizmu, a raczej dobrze pojętej miłości własnej nikomu nie zaszkodzi. Jeżeli
      stworzysz z "tym właściwym" ciepły, rodzinny, pełen miłości, szacunku, zaufania
      i bezpieczeństwa dom - to twoja córka będzie w nim też szczęśliwa :)
      A mąż? Wyjątkowo przykry typ... jakoś nie wzbudza mojej sympatii, a nawet
      litości. Wydaje mi się, że wykorzystał to, iż jesteś słabszą psychicznie osobą.
      Zdominował, wprowadził swoje chore reguły do waszego związku i tak manipulował,
      że w końcu uwierzyłaś że właśnie tak wygląda normalność. Nie przewidział jednego
      - do końca nie da się człowieka uzależnić i stłamsić. Podobno każdemu należy się
      druga szansa, ale w przypadku tego człowieka, jakoś trudno by mi było się na nią
      zdobyć....
      Pozdrawiam gorąco, życzę duuuuużo siły wewnętrznej i trzymam kciuki za ciebie i
      twoje szczęście :))))
    • owszem Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 15:44
      Istnieje cienka granica w walce o związek i siebie w związku dwojga
      ludzi, potem rodziny, gdzie wspomniana walka staje się uzależnieniem od drugiego
      człowieka. Tkwimy wtedy wyzuci z energii,bez siebie, BEZ JA, z tysiącem pytań w
      głowie i iluzją walki. Bo przecież kiedy mamy jasny cel,dążymy do niego pełni
      siły, wiary, a opcje i rozwiązania problemu rodzą się wtedy ciągle, bo tak
      bardzo chcemy wygrać tę walkę...Dlatego jestem przekonana, iż potem to już tylko
      iluzja..
      To bardzo dobrze, że posiadłaś świadomość. Świadomość tego, że ISTNIEJESZ i to
      bardzo dobrze, że w związku z tym podjęłaś działanie chcąc ratować siebie. Po
      przekroczeniu granicy, o której wspomniałam na początku, JEDYNYM WYJśCIEM jest
      egoizm. Wykorzystaj siłę, którą odzyskałaś. Nie wolno Ci wisieć w próżni, ona
      wysysa energię..Tyle już wisiałaś, prawda...?
      Twój mąż miał wiele okazji do przemyśleń i wyciągania wniosków. Nie wierzę w
      cudowne nawrócenia. Związek przecież budujemy latami. Nie sądzę by znalazł
      motywację, aby przez kolejne lata cierpliwie naprawiać szkody, które poczynił.To
      wymaga przebudowy samego siebie, a jemu zdaje się zapalił się "tylko" grunt pod
      nogami. Nie wiem zresztą czy zdołałby je naprawić i Cię odzyskać.
      Miłość innych ludzi, wsparcie, które dostajemy jest potężną siłą. Relacja z
      bliskim Ci człowiekiem może być bardzo pomocna i zaowocować
      szczęśliwym związkiem, być może zrealizujesz z tym człowiekiem marzenia o
      prawdziwym domu. Namawiam Cię jednak do budowania siebie jako samodzielnej
      emocjonalnie jednostki, to zaprocentuje w przyszłości. Niezależnie od tego co
      Cię jeszcze spotka będziesz miała moc. Miłość i szacunek do samego siebie
      potrafi urodzić wiele...
      Celowo nie wspominam o Twojej córce, gdyż oczywistym wydaje mi się, że będzie
      szczęśliwa, kiedy będzie dostawała, widziała szczęście i miłość. Nawet jeśli
      będziecie tylko we dwie. W Twoim teraźniejszym domu nie jest to niestety możliwe.
      Poruszył mnie Twój post. Opowiedziałam Ci dziś o sobie.
      Pozdrawiam.
      owszem
    • jan_stereo Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 15:47
      Tak na chlodno.
      Powiedzmy, ze tolerujac olewactwo swej osoby przez meza,
      wypracowalas sobie tym samym identyczne prawo do zachowania sie tak
      wobec meza. W koncu, nie moze tylko jedno z Was jesc czekoladek, a
      drugie poscic, tak na logike, ktora powinien Twoj maz
      uszanowac,kocha czy nie kocha, wszystko jedno,skoro i Ty kochalas.
      Maz obiecal Ci przed slubem, ze nie bedzie 'inicjowal przyjemnosci'
      czego sie konsekwentnie trzymal, zatem Ty teraz sobie sama
      zainicjowalas przyjemnosc w postaci innego faceta.
      Maz przypuszczalnie bylby wstanie potraktowac Cie dobrze przez
      najlblizszy okres, a wowczas osiagajac pelnie stabilnosci, ponownie
      plynal by ku szerszym wodom, co pewnie oznaczaloby dla Ciebie
      zmarnowanie masy czasu,ktorego nie masz wcale tak duzo.
      • mona.blue Re: zgadzam się z janem_stereo 05.10.07, 12:42
    • synvilla Re: Jakbym o sobie czytala. 28.09.07, 16:02
      Podobna historia z mojego 1-malzenstwa.
      Tak jakby podobny czlowiek.Charakter, zachowanie i te liczne
      romanse na boku.Kto to przetrzyma.

      To co cie ciagnie do niego to poczucie odpowiedzialnosci, wiara,
      przyzwyczajenie, sentyment i fakt,ze jeszcze go kochasz, choc
      troche.

      Daje sobie uciac glowe, ze wybaczajac mu i przyjmujac go z
      powrotem NIC NIE ZDZIALASZ. To taki typ.
      To na poczatku to nie byl on. On odkryl sie z biegiem lat i czasu
      jaki uplynal, pokazal z biegiem lat swoje prawdziwe oblicze.
      DLATEGO NIE MARNUJ DLA NIEGO ZYCIA. Uciekaj jak najdalej od takiego
      czlowieka, bo przegrasz.

      Ja bylam w podobnej, przed wielu laty, sytuacji. Tez byly blagania
      i chec powrotu- nie dalam mu szansy. I dobrze zrobilam.Po mnie byla
      szybko inna kobieta, ktora traktowal tak samo jak mnie. On inaczej
      nie umie.Za to dzieci wygraly najwiecej, bo instynkt ojca w nim sie
      obudzil. Nagle stwierdzil, ze to jest jego jedyna rodzina jaka ma
      bo nikogo innego nie ma. Wiec o dzieci bardzo dba.
      Przedtem olewal.

      Ja ci radze naprawde - zostaw go i zacznij od poczatku z kims
      innym. Naprawde szkoda abys miala jeszcze raz bolesnie sie
      rozczarowac.On jest okrutny, tylko poczuje, ze odeszlas juz od
      tamtego i ma cie, jak to sie mowi, wroci spowrotem do starego
      modelu traktowania ciebie.
      • nelly_27 Re: Jakbym o sobie czytala. 28.09.07, 17:09
        Droga Beatko!

        Przeczytałam Twoją historie.. i tak jakbym zrobiłą retrospekcje
        swojego wcześniejszego życia...ja kiedyś zachowałam się
        karygodnie /tak- już to wiem z perspektywy straconego!! czasu.
        Dając szanse "swojemu mężczyźnie" popełniłam największy błąd jaki
        mogłam popełnić, no tak..kochałam go /byłam uzależniona/ ale nie
        brałam pod uwage faktu Beatko, że ten typ mężczyzn poprostu
        najzwyczajniej w świecie się nie zmienia!!owszem na potrzebę chwili,
        kiedy grunt pali im się pod nogami! Ale moja droga to są tylko
        pozory, którymi nas mamią. Traktował Cie jak obcą osobę w tym
        związku; walczyłąś o tę miłość robiąc wszystko co można - miał czas
        i sposobność się opamiętać, bo szans to Ty mu już przecież mnóstwo
        dawałąś! - dałąś mu dziecko! dałąś siebie!! nie uszanował TEGO, nie
        docenił oddania i miłości, którą mu dawałaś przez lata tolerując
        jego tak tak..makabryczne zaufanie..ale my kobiety tak już mamy
        kiedy kochamy dajemy z siebie bardzo wiele..nawet tym którzy na to
        nie zasługują! - miłość niestety zaślepia!. podzielam w pełni zdanie
        moich przedmówczyń; Beatko dziecko będzie dorastać..pomyśl o ile
        bardziej będzie szczęśliwe mając przy sobie szczęśliwą, spełniona
        mame..poznałąś człowieka /nie ważne jak/ którego pokochałąś..tamten
        wiele razy zmarnował swoją szanse. Daj teraz sobie kolejną szanse na
        szczęsliwe żcie, na spełniona miłość. Beatko jeśli się kochacie
        obydwoje to myśle, że wiesz co zrobić:-)- myśl już tylko o sobie,
        małej i nowym życiu! i nie miej wyrzutów sumienia, że zburzysz
        dziecku dom...zbuduj go na nowo, a Twój "mąż" niech szuka kolejnej
        naiwnej, której zniszczy życie.. i błaam nie wierz że on się
        zmieni!! /ja wiem będzie pewnie klękał przed Tobą prosząc o kolejną
        szanse..będzie się zaklinał tak jak kiedyś "mój" że się zmieni..że
        zrozumiał itp... - nie daj się na to złapać! bo baardzo się
        zawiedziesz. Buduj swoje szczęście na nowo! Zycze Ci dużo
        szczęścia..i myśle tak sobie:-)..że Ty już wybrałąś Beatko...:-)
        Powodzenia! jeśli chciałayś pgadać mój nr gg: 5487657
    • nangaparbat3 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 17:06
      Beata,
      absolutnie nie śmiałabym radzic Ci czy "analizować" tego, co opowiedziałaś.
      Chcialam tylko powiedzieć, ze Twoj post bardzo głęboko mnie wzruszył, jak
      rzadko. Że wzbudziłas we mnie wielki szacunek. Że zyczę Ci z calego serca wiele
      szcześcia, cokolwiek zadecydujesz, niech Ci sie wiedzie.
    • madison76 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 17:11
      jakbym o sobie po trochu czytała...
      Co prawda sytuacja inna, ale podobny dylemat, podobne zaplatanie...
      Z całego serca życzę Ci szczęśliwego zakończenia - najważniejsza
      jesteś Ty i Twoja córeczka.
      A mąż? Cóż, widać poczuł pierwszy raz to co Ty czułaś, kiedy Cię
      zdradzał. Rachunki między Wami trochę się wyrównały, ale żeby było
      dobrze, nie możesz się uginać pod żadnym emocjonalnym szantażem i to
      Ty musisz dyktować warunki. Myślę że dobry byłby dla Ciebie dystans
      od obydwu facetów.
      czy jesteś pewna że ten drugi miał na myśli wspólne życie? Wiedział
      o Twojej chorobie? Może skrycie liczy na taki związek bez
      zobowiązań - tzn akceptuje to że jesteś zajęta i to mu odpowiada. A
      jak by przyszło co do czego, rozpłynąłby się w powietrzu...
      Mówię z własnego doświadczenia.
      Jeśli Ci to pomoże, moja historia w skrócie była taka:
      7 lat temu uwikłałam się w romans z żonatym mężczyzną, starszym 18
      lat, trójka dzieci. Oszukiwałam wtedy narzeczonego, który jakoś tak
      mnie w ostatnich miesiącach przed ślubem totalnie zaniedbał (randka
      raz na tydzień, podczas której on ziewał albo usypiał, załatwianie
      formalności spychał na mnie) - w końcu byłam już zaklepana.
      Obudziła się we mnie kobieta, oszalałam na punkcie tego faceta - bo
      dawał mi to wszystko czego brakowało w moim związku - czułość,
      namiętność, tolerancja i ten czas spędzany razem wykorzystany do
      maksimum. Interesował się mną bardziej niz mój własny narzeczony,
      Tysiące smsów, wyznań, nieprzespane noce i słowa, słowa, słowa, do
      których leciałam jak ćma...
      Nie wiem jakim cudem dotrwałam do dnia ślubu i nikt niczego nie
      podejrzewał. Mój żonaty mężczyzna prosił; Nie rób tego, zaczekaj, a
      będziemy razem. Ja jednak widząc jego strach przed tym że się wyda i
      kilka drobiazgów uświadomiło mi, że to ściema - facet taki jak on
      nie odejdzie od żony. wystraszyłam się...
      No i wyszłam za mąż, z mocnym postanowieniem że tamtego będe unikać.
      Taka mała przygoda przed ślubem, wmawiałam sobie to nic złego.
      Po ślubie rozeszli się moi teściowie, mój mąż dawał mi odczuć coraz
      bardziej że nasz ślub był raczej transakcją a ja rozbudzona myślałam
      że zwariuję jak widziałam ciągle jego plecy w domu ciągle tylko
      komputer, spanie po pracy, nigdzie mnie nie zabierał. Miał wobec
      mnie pewne oczekiwania ale wyszło to dopiero po jakims czasie że w
      sumie nigdy nie planował dłużej mieszkać w polsce - myślał że
      zmienię zdanie. Jego rodzice wplątali nas w swoje brudy, w dodatku
      dwa lata po naszym ślubie rozwodził się jego brat w bardzo złej
      atmosferze.
      Byłam sama, rozgoryczona, czułam się oszukana, samotna - jak w
      matni. No i wróciłam w romans - w ramionach tego mężczyzny czułam
      się znów jedyna na świecie, pożądana. Pól roku po ślubie wiodłam
      podwojne życie - żyłam tylko od schadzki do schadzki i wypalałam
      dwie paczki fajek dziennie. W domu i w pracy strzępek nerwów - w
      ramionach mojego kochanka słodka kicia. Mineło parę miesięcy, z
      mężem kłóciłam się strasznie albo milczeliśmy jak grób - a najgorsze
      jest to że on nie robił nic, żeby choć dociec prawdy czemu mi tak
      źle. Byłam mu obojętna. pokłócić sie, wyjsc z domu trzaskając
      drzwiami i zanurzyć się w romans. Tylko ze po jakimś czasie zmęczyły
      mnie kłamstwa i to, ze zauważyłam że moj kochanek panicznie boi się
      że ja zrobię coś głupiego albo się wyda. No i pokłóciłam się też z
      nim.
      Nie wiem co się potem ze mną działo przez 3 miesiące - żyłam jak
      automat. I wtedy zaszłąm w ciążę - jedna noc całe życie zmieniła.
      Mąż był czuły, ale po urodzeniu córki jakoś taki nieporadny.
      wszystko spadło na mnie i wywietrzały mi z głowy romanse. Mąż zajął
      sie pracą kolegami, przy małej w sumie niewiele potrafił zrobić. Na
      jakiś czas przeniosłam się do mamy, bo tam miałam pracę (40 km) i
      mąż jakoś tak coraz rzadziej dzwonił, przyjeżdzał rzadko i na krotko
      szybko zasypiał. Wtedy staliśmy się sobie obcy. Totalnie. Ja miałam
      grypę, córcia chora, a on np. spędzał weekend na nartach (tylko że
      to się wydało potem)Nagle zaczęło do mnie docierać że nie mogę na
      niego liczyć. Kupił samochód bez mojej wiedzy i sprzedał nasz,
      zaczął też po cichu planowac wyjazd za granice...
      Wrocilam do naszego mieszkania bo chcialam walczyc o rodzine dla
      malej. Rok byl spokoj...Tzn uspokoilismy sie oboje.
      I rok temu sie zaczelo... Mąż zaplanowal wyjazd za granice i w zadne
      sposob nie chcial sie ze mna liczyc, z moim zdaniem. "Życie z tobą
      to równia pochyła, same tylko obowiązki, niedzielne obiadki, w kółko
      tylko dziecko i ty - to mnie męczy"
      Kłóciliśmy się strasznie. On nie zdawał sobie sprawy jak ja odbieram
      ten jego wyjazd - totalna nieodpowiedzialnosc. Doszlo do tego, ze
      strasznie mnie pobil.
      I wtedy załamałam sie całkowicie...
      I stało się - rzucił pracę i pojechał szukać szczęścia w świat
      zostawiając mnie samą z chorowitą 3latką. teściowie na przemian mnie
      kontrolują, jakiś czas temu myślałam że zwariuję.
      Mąż twierdzi że się zmienił i że bardzo nas kocha ale wiesz,
      nieobecni nie mają racji...
      On jest jak piotruś pan - nie będzie umiał już nigdy zapomnieć choć
      na chwilę o sobie.
      Widujemy się od 1,5 roku raz na 5 miesięcy, córkę wychowuję sama,
      drugie dziecko w drodze...Jak M przyjeżdza, chwilę jest fajnie, a
      ptem wyłazi ten egoista, co potrafi np.zabrać samochód i zniknąć do
      znajomych na cały dzień bez telefonu bo skoro córka ma ospę "to bez
      sensu żeby dwoje przy niej siedziało i nudziło się w domu"...
      Przegiął jak teraz w lipcu znalazłam w jego rzeczach kilka kondomów.
      A jestem obecnie w 8 miesiącu ciąży...
      Przeszłam ciężkie chwile...Od dwóch lat z kochankiem mam już tylko
      smsowy kontakt, czasem zadzwoni i płacze że tęskni za mną ale ja
      jestem już za bardzo zmęczona życiem żeby cieszyć sie z jego czułych
      słów...
      Bywały momenty że chciałam zasnąć i nie obudzić się...
      ale w samotności udało mi się odzyskać siebie - nie wiem jakim cudem
      odzyskałam siebie i nie potrzebuję już czułych słowek bo znam swoją
      wartość i wiem ze nie zasluzyłam na całe to zło, ale umiem je znosić
      z godnością.
      Mam 31 lat i nauczyłam się pewnie stać na własnych nogach.
      popełniłam wiele głupstw ale wyciągnęłam wnioski.
      I mam nadzieję że uda mi się wychować dzieci na porządnych ludzi.
      Ostatnio dowiedziałam się o rozwodzie mojego kochanka. I jego
      propozycja - hm 7 lat za późno...
      Mojemu mężowi postawiłam też ultimatum - albo on wraca do kraju albo
      separacja bo nie wyobrażam sobei rodziny, związku na odległość...
      W moim życiu były tragedie - śmierć ojca, potem dziadka, próba
      samobójcza chłopaka-geja w którym byłam zakochana, potem
      schizoidalna miłość. a między tym wszystkim dużo pięknych chwil,
      zwyczajne normalne życie
      teraz mam dzieci i odzyskałam wewnętrzny spokój. Jedyna miłość na
      której się nie zawiodę nigdy to macierzyńska...
      Życzę Ci wszystkiego dobrego.
      wszystko się ułoży, zobaczysz...
      • madison76 Uwierz w siebie! 28.09.07, 21:16
        Ja po kilku latach szarpania się ze sobą i z życiem doszłam do
        wniosku, że nie popełniłabym tylu głupstw dla mężczyzn, gdybym miała
        takie poczucie własnej godności i wartości jak teraz. Matka
        wychowała mnie na szarą myszkę, głupie cielę, które było tak
        zahukane, że kilka komplementów przewróciło świat do góry nogami.
        Uwierz w siebie!
        I nie wolno dać się traktować w związku przedmiotowo!
        Bądź dla siebie dobra! I myśl o sobie i o córce - Twoja decyzja
        wpłynie na nią bardzo.
        Nie myślałaś o tym, żeby na "chwilę" nie mieszkać z mężem?
        Dystans jest potrzebny a czasem konieczny w kryzysie.
        • madison76 Re: Uwierz w siebie! 28.09.07, 21:24
          Też nie za bardzo mam z kim rozmawiać o tym, co jeszcze gdzieś tam
          czasem się na dnie duszy odezwie...
          Dobrze rozumiem jakie uczucia teraz Tobą szarpią.
          Więc jeślibyś miała ochotę pogadać - mój nr gg 4334210
    • veroy Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 28.09.07, 23:10
      tak sobie czytam wasze historie i nie mogę zrozumieć - tkwienia w
      wieloletniej naiwności, powielania błędów, zachodzenia w ciążę w
      momencie, w którym coś już było mocno pochrzanione (przynajmniej tak
      wywnioskowałam z tekstów, choć nie było tam to określone
      precyzyjnie) i dopiero po dziecku pomyślunek, decyzja o walce o
      związek _ze_względu_na_dobro_dziecka_ (jak na mój gust o dobru
      dziecka należało myślec przed poczęciem i rezygnowac z niego jesli
      byly jakiekolwiek oznaki nieudania w małżeństwie a co dopiero tak
      wraźne oznaki, w tym momencie o żadnym dobru dziecka nie ma mowy w
      tym względzie, nie wiem czy takie dziecko wolałoby mieć jednego
      rodzica ,czy dwóch, dających przykład jak można się nie kochać)

      może nie powinnam się tu wypowiadać ,bo jestem młoda i jeszcze wielu
      rzeczy nie rozumiem, nie rozumiem wlasnie postepowania takich kobiet
      jak ty, których jest zbyt sporo, by uznać wszytskie za przypadki
      wyjatkowej głupoty. To chyba jednak wina kobiecej natury, która robi
      z nas poświęcające się ofiary losu. taka z nasz gorsza płeć chyba.
      Twoj przypadek i podobne kojarzy mi sie z kobietami, które bite
      przez meżów nie potrafią odejść.

      jedyna rada ,jakiej mogę ci udzielić - dbaj o swoje dobro i nie
      kieruj sie 'rodzinnym' dobrem dziecka, cudów nie ma i to się już nie
      naprawi.
      • szarylemur Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 01:25
        tez czesto dostrzegam taki schemat: dla dobra dziecka. sobie nic nie kupie, ale
        moje dziecko ma miec wszystko co najlepsze. bede zyc z jakims tepym tyranem -
        dla dobra dziecka, odejde od niego - dla dobra dziecka. jakby to co ja czuje i
        czego chce w ogole sie nie liczylo. albo inaczej - jakby dopiero dziecko dawalo
        mi furtke dla realizacji tego, co JA uwazam za stosowne. jakbym sama z siebie
        nie miala prawa do stawiania swoich pragnien i potrzeb co najmniej na rowni z
        potrzebami mezczyzny. jakby dopiero dobro dziecka usprawiedliwialo walke o to co
        uwazam za dobre.



      • madison76 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 09:25

        Masz rację Veroy...
        Oj to że głupia jestem to powtarzam sobie prawie codziennie.;-)
        ALE:
        Niczego nie żałuję i nie rozczulam się nad sobą, a już na pewno nie
        żałuję że mam dwoje dzieci!
        Pewnie że uważam że przez moje błędy dzieci nie będą mieć wzorca
        normalnej rodziny. Ale nie mam zamiaru poddawać się rozpaczy. Moze
        kiedyś jeśli uda mi się je wychować mądrze i w miłości - unikną
        takich wielkich błędów.
        Bilans moich związków z mężczyznami jest taki - że żaden z nich na
        moje oddanie nie zasłużył - choć wiele im zawdzięczam.
        Mogłabym powiedzieć że zostałam wykorzystana, ale czy gdybym nie
        była tak głupia, to by do tego doszło?
        Dzięki jednemu z nich uwierzyłam w siebie , dzięki drugiemu mam
        dwójkę dzieci.
        Nie wiem co będzie dalej, ale nadal lubię mężczyzn z tym że nie
        potrzebuję już dowartosciowywać się w związku.
        • veroy Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 10:04
          możesz jeszcze przekazać im odpowiednie wzorce z innym mężczyzną.
          • madison76 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 10:42
            Nie zamierzam na razie pakować się w trzeci związek.
            Ale może kiedyś...
            W kazdym razie odnośnie tego wątku - primo: nie wchodzi się dwa razy
            do tej samej rzeki, secundo: żeby było ci z kimś dobrze, najpierw
            musi Ci być dobrze samej ze sobą, tertio: dla dziecka trzeba iść na
            kompromis ale tylko wtedy jeśli naprawdę warto.
            Moja córka odkąd w domu nie ma awantur i widzi mnie spokojniejszą,
            dużo lepiej się rozwija. Owszem, tęskni za tatą, ale nawet sobie nie
            zdawałam sprawy, jakim jest bystrym obserwatorem i może tak jak
            jest, jest lepiej.
    • szarylemur Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 02:08
      nie ukrywam ze BARDZO ZIMNO NIE LUBIE takich panow typie twojego meza.
      potknelam sie o jednego takiego, choc nie bylo to az tak obfite w skutki
      potkniecie. mam dla ciebie kilka propozycje oraz male pseudo haiku.
      jesli jestes w stanie zapanowac nad soba, to zrob eksperyment. wczuj sie w role
      zakochanej w mezu, bezbronnej na wlasne zyczenie, potulnej kobietki. szlochajac
      wyznaj ze popelnilas blad,lecz oto otworzyly ci sie oczy. niech oczy beda
      wielkie, psie, pelne oddania. tylko nie dysz za mocno :). odstaw kochanka,
      kontynuuj malzenstwo. i patrz, co sie dzieje.
      jesli nie masz ochoty na manipulacje, uwazasz ze nie tedy droga, to ... wyprobuj
      kochanka. widzisz, z tego co piszesz, to miedzy toba a mezem ukladalo sie super
      dopoki jeszcze wszystko bylo plynne.

      pseudohaiku:

      .niemily byly bywa mily
      poki jest byly.
    • 13kotek13 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 11:12
      Twoj maz to cwaniak, ktory umiejetnie Toba manipuluje. Nie badz naiwna, taki
      czlowiek nigdy sie nie zmieni. On po prostu taki jest. Wieczny balangowicz
      poszukujacy kobiet na boku. Gdzie Twoja godnosc ? jak dlugo dasz soba pomiatac w
      taki sposob ? Chcesz zebt twoja coreczka widziala wieczne smutna mame i tate,
      ktory w nosie ma rodzine ?
      Spotkalas milosc zycia. Czy chcesz zmarnowac znajomosc z mezczyzna, ktory w
      Twoim odczucie jest idealem ? Nigdy wiecej nie poczujesz takiej milosc do kogos
      innego, bo milosc zycia mozna spotkac tylko raz. Wiem co pisze, bo ja stracilam
      (nie ze swojej winy) mezczyzne, ktory tez byl miloscia mojego zycia. Kazdy
      kolejny mezczyzna, z ktorym bylam w zwiazku nigdy nie dorastal jemu nawet do
      piet. Skoro jestes pewna, ze to TEN, to nie marnuj okazji, jaka zgotowal Tobie
      los. Masz okazje zmienic swoje zycie i byc szczesliwa.
    • synvilla Re: Dla wielu 29.09.07, 11:42
      Oczywiscie- kobieta jest ta strona winna. Bo taka naiwna i
      pozwolilas obie na dziecko z lajdusem.
      Problem polega na tym, ze "Lajdus" to typ czlowieka, ktory taki nie
      jest na poczatku. Czesto jest urokliwy i szarmacki,to kim jest
      pokazuje po jakims czasie, gdy juz czuje ze ma partnerke
      na "wlasnosc". Wychodzi prawda zza pazuchy.Czasem po wielu latach
      malzenstwa.
      Problem powstaje wtedy, gdy kobieta ludzi sie, ze ona bedzie taki
      jaki byl na poczatku.
      To co bylo na poczatku- to bylo zludzenie. W praniu taki facet nie
      nadaje sie do zycia.


      ____________________
      hem.bredband.net/waldon/
    • piesbaskervill Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 12:16
      przeczytalem i nie roumiem problemu
    • kiczarcia1 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 12:28
      każda decyzja jest lepsza niż jej brak,rozterki są najtrudniejsze,
      czasami wystarczy rzucić monetą,czasami tak robię,a potem postępuję
      inaczej.
    • green_land Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 18:34
      Nie wierzę w nagłe mężowskie nawrócenie. On jest jak alkoholik -
      obiecuje, a i tak wróci do starych przyzwyczajeń.
      Jeżeli tego drugiego jesteś jesteś pewna, nie zastanawiaj się ani
      chwili. A dziecko? Lepszy ojciec przyszywany, ale z sercem, niż
      rodzony a mający wszystko gdzieś.
      A Ty jestes za mądra, byś dała sobie dalej wciskać głupotę.
      Pozdrawiam serdecznie i mocno, mocno trzymam kciuki:)
    • metamorphosis4 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 29.09.07, 22:13
      Nie chce mi się pisać długo.
      Daj sobie spokój z tym psychopatycznym manipulantem.
      Strata czasu.
      Życie jest jedno.
      Nie pożałujesz tej decyzji.
    • psychoguru Groza psychicznego morderstwa 29.09.07, 23:48

      Jezeli bylo tak jak piszesz...

      >Słyszę nie raz: "nie znajduję przyjemności w
      >spędzaniu z tobą wolnego czasu. Nie będę nic
      >proponował i inicjował. Mówiłem ci to przed
      >ślubem". Fakt mówił .. cóż, podobnie jak
      >miliardy kobiet na świecie liczyłam, że to
      >minie.

      ...to niestety wina lezy tu tylko i wylacznie po
      twojej stronie. Oczywiscie mozna powiedziec ze
      nie zdawalas sobie sprawy z grozy tych slow
      wypowiadanych przed slubem ale to cie nie
      tlumaczy bo te slowa oznaczaly ze w tym zwiazku
      zostaniesz psychicznie zamordowana. Tego przed
      slubem NIE slysza miliardy kobiet, slysza
      obietnice dobrej woli ktore okazuja sie bez
      pokrycia. Twoj maz jest osobnikiem o zakloconej
      osobowosci ale jasno cie o tym informowal wiec
      nie mozna tu zwalac winy na niego. Jego
      osobowosc raczej nie ulegnie zmianie wiec
      zwiazek nie ma normalnej przyszlosci.
      • mahadeva Re: Groza psychicznego morderstwa 01.10.07, 00:32
        zreszta autorka powinna poprobowac z roznymi facetami, wczesnie
        wyszla za maz, tak sie koncza wczesne malzenstwa...

        ja wybralam probowanie z roznymi - moze cierpie pietno samotnej
        panny, ale za to zbieram doswiadczenia, ktore sa tylko moje :)
    • szarylemur Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 30.09.07, 03:18
      no, wiec punkt jeden : otworzyc oczy( umyc uszy), przestac wierzyc w bajki o
      zbawczej sile milosci, co to zabe w ksiecia przemieni. zdjac rozowe okulary i
      patrzec krytycznie. rachunkiem prawdopodobienstwa zastapic wiare w cuda.

      przeczytalam twoj post jeszcze raz i zastanawia mnie po co wdalas sie w
      realizacje jakiejs farsy towarzyskiej. po co gralas zadowolony podnozek? to nie
      dziala. jesli chcialabys odbudowac swoje malzenstwo to i ty musisz sie zmienic,
      nie tylko twoj maz. byloby bardzo nierozsadne oczekiwac, ze zaszla w nim taka
      metamorfoza, ktora pozwoli ci byc dokladnie taka jak bylas i do tego szczesliwa
      i respektowana przez meza. twoj maz posiada wlasny swiat i jedyne co mozesz
      zrobic zeby nie czuc sie przytloczona brakiem swiata wspolnego to wybudowac
      swiat dla siebie samej, nastepnie ogrodzic i meza wpuszczac tam jedynie za
      stosowna oplata ( niematerialna rzecz jasna). postepujac w ten sposob mozesz
      wiele sie nauczyc, odkryc zycie, ktorego wartosci nie znalas dotad. moze ci sie
      spodobac, ale nie musi. - jesli chcesz odbudowac wasze wspolne zycie, pojdz z
      mezem na kompromis i ty rowniez sie zmien. przestan jeczec, czepiac sie
      plaszcza, zaklinac, blagac aby to on dostosowal sie do twoich idealow. pomysl i
      ocen czy odpowiada ci zwiazek z kims takim a takim, jak ty sie w takim zwiazku
      odnajdziesz, zamiast plakac nad rozbitym marzeniem. czy umiesz tak zyc? czy
      CHCESZ ?
      dlatego wczesniej radzilam ci zorganizowac maly teatrzyk lalkowy, aby zobaczyc
      czy maz zmienil sie na tyle, aby akceptowac twoja slabosc, niesamodzielnosc,
      twoj cien. czy rzeczywiscie kocha ciebie a nie tylko - ambicjonalnie - nie moze
      zniesc ze odchodzisz do innego.

      marzysz o doskonalej milosci, o " ... i zyli dlugo i szczesliwie". o tym, ze
      oto nareszcie spotkalas kogos kto kocha cie taka jaka jestes? a jesli i ten sen
      zabije proza zycia, co zrobisz? wrocisz na kolanach do meza, dla dobra dziecka ?
      a moze wahasz sie, bo wolalabys w sumie nie sprawdzac na ile realny okaze sie
      twoj sen zloty?

      wyszlas za maz nie za konkretnego faceta, ale za swoje marzenia.
      duzo wysilku wlozylas w walke z rzeczywistoscia a nastepnie - w pogodzenie sie z
      nia.
      az przyszedl ktos o kim znow mozesz marzyc. lubisz marzyc, ja tez lubie, wiec
      cie rozumiem, a przynajmniej tak mi sie wydaje.
      pocaluj ksiecia - obojetnie ktorego - a jesli zmieni sie zabe, zdecyduj, czy
      bardziej kochasz ta realna zabe czy jednak swojego idealnego ksiecia.
    • beata.77 Bardzo Wam dziękuję 30.09.07, 12:29
      Dziękuję za wszystkie głosy i myśli. Dziękuję, że poświęcacie swój czas, by
      wniknąć w meandry mojego pokręconego życia. Dziękuję Wam za zaufanie i
      podzielenie się też swoimi bolesnymi doświadczeniami.

      Nie odpowiadam na Wasze rady (choć czasem korci mnie, by coś może dopowiedzieć,
      wyjaśnić, skomentować), nie chciałabym jednak, żeby ten wątek stał się jakąś
      grupową, wirtualną e-psychoterapią.

      Bardzo uważnie jednak czytam każdy wpis i długo o tym myślę.

      Haiku - cudne :))

      Jan_stereo - bomba, śmiałam się długo po Twoim wpisie, nie mogąc odmówić
      słuszności żadnemu z precyzyjnie z dobranych słów.


      Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i jeszcze raz dziękuję
      Beata
      • madison76 A ja poproszę o komentarz/// 30.09.07, 14:31
        A ja poproszę o komentarz....
        Też czasem potrzebuję żeby ktoś z zewnątrz ocenił...
    • piesbaskervill Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 30.09.07, 13:29
      stara wariacja na temat osobnika płci żeńskiej skrzywionego przez
      złego ojca alkoholika w koalicji z oschłą matką i persewerującą tak
      przez życie,czyli bajka o rybaku i złotej rybce.Nuda.
    • aora11 Re: Trudna decyzja, szukam różnych opinii, dystan 30.09.07, 22:49
      KOCHANA MOJE SKROMNE ZDANIE: RÓB TAK, JAK MÓWI CI SERCE. BADZ Z TYM
      KOGO KOCHASZ,INACZEJ I TAK PREDZEJ CZY PÓŹNIEJ WSZYSTKO
      RUNIE...MUSISZ ZROBIC TAK,ZEBYS CZULA SIE Z TYM DOBRZE. STARAM SIE
      TO UJAC JAK NAJPROSCIEJ ALE SAMA ZOBACZYSZ,ZE O TO CHODZI W KAZDEJ
      WAZNEJ DECYZJI,,ODKAD W ZYCIU KIERUJE SIE TA ZASADA JAKOŚ LEPIEJ MI
      SIE UKLADA:) POZDRAWIAM SERDECZNIE. ZYCIE PRZED TOBA,JESZCZE WIELE
      PIEKNYCH CHWIL I NA NIE CZEKAJ.POZDRAWIAM

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka