fale_morskie
19.10.07, 06:45
Znacie może jakieś skuteczne i szybkie sposoby, aby osiągnąć ten
cudowny stan:
Chcę zobojętnieć na wszelką potrzebę bliskości - wręcz nią gardzić i
drwić z tych, którzy jej szukają; zapomnieć co to ból i realizować
się w sprawach, które są godne uwagi (materialnych).
Zazdroszczę całym sercem ludziom, którym udało się wyrzec uczuć
wyższych (najgorszym seryjnym mordercom, skończonym pracoholikom lub
zdeklarowanym katom wszelkiej maści) - zazdroszczę przeogromnie i -
nie chcę być zawistna - ale czym oni zasłużyli na takie szczęście a
czemu ja muszę cierpieć. Oczywiście, nie chcę być katem, ale
przecież można stać wyrachowaną suką, nie krzywdząc niewinnych.
Budzić się co rano i myśleć o tym, co dziś mam zrobić w pracy, ile
na tym zarobię, wieczorkiem bara-bara z kimśtam...I wręcz śmiać się
z osób, które mówią, że są samotne i brakuje im przyjaciół. To jest
fajna wizja. TO JEST ZAJEFAJNA WIZJA!!!!!!
Już raz musiałam się znieczulać na pewne potrzeby - zajęło mi to 4
lata!!!!! Zakładając, że tyle bym musiała czekać i tym razem,
zostaje mi jeszcze 2,5 lat!!!! A ja już mam dosyć! Bo po jaką
cholerę czuję potrzebę bliskości? Ani to ja się nie nadaję do tego,
ani ja nikomu nie jestem potrzebna, ani nie pasuje mi to do urody i
charakteru - ani do niczego! Żadne afirmacje mi nie pomagają. Jak
mam sobie wmówić, że nie jest mi źle, skoro jest - ja nie umiem
kłamać.
Domyślam się, że niektóre osoby (tak, Ty Shangri.la) napiszą, że
przyjaźń i dobro istnieją. Tylko czemu ja tego nigdy nie widziałam,
chociaż już tyle żyję, widzę, słyszę, czytam i znałam ludzi?
Jeśli komuś udało się osiągnąć tę cudowną nirvanę, to bardzo proszę
tę osobę, aby podzieliła się swoimi metodami na osiągnięcie
szczęścia.
Z góry dziękuję najserdecznie, jak potrafię :)