Dodaj do ulubionych

do pani psycholog

28.07.03, 12:00
Z uwagą czytam jak odpowiada Pani innym dziewczynom i zastanawiam się czy
nie ma w tym odrobiny dramatycznej przesady. Proszę przeczytać mojego
poprzedniego posta. Napisałam tam że moje problemy z jedzeniem zaczęły się
jeszcze w niemowlęctwie więc kiedy miały się zacząć moje problemy powodujące
nadmierne jedzenie? W poprzednim wcieleniu?

Oczywiście w czasie tych wszystkich lat kiedy się objadałam miałam czasem
różnego rodzaju problemy natury emocjonalnej i teraz też je czasem mam ale
nie objadam się z tego powodu. Natomiast jeśli przez kilka dni jem choć w
niewielkich ilościach któryś z wymienionych poprzednio produktów to później
przez kilka dni jem strasznie dużo i powstrzymanie się przed tym jest dla
mnie bardzo trudne. Tą samoobserwację prowadzę już przez dwa lata więc wiem,
co mówię.

Ciekawa jestem, co Pani na to.
Pozdrawiam :)
Obserwuj wątek
    • psychoinspiracje Re: do pani psycholog 29.07.03, 22:38
      Witam,

      wampka napisała:

      > Z uwagą czytam jak odpowiada Pani innym dziewczynom i zastanawiam się czy
      > nie ma w tym odrobiny dramatycznej przesady. Proszę przeczytać mojego
      > poprzedniego posta. Napisałam tam że moje problemy z jedzeniem zaczęły się
      > jeszcze w niemowlęctwie więc kiedy miały się zacząć moje problemy powodujące
      > nadmierne jedzenie? W poprzednim wcieleniu?

      Moze ustalmy na poczatku, ze nie mowimy tu o otylosci majacej przyczymy
      medyczne.
      Otylosc od niemowlestwa, nie majaca uzasadnienia w stanie medycznym, w jakiejs
      patologii organizmu moze byc spowodowana np. przekarmianiem. Mechanizm moze byc
      taki - na kazdy palcz dziecka matka reaguje karmieniem go, lub kazdy niepokoj
      matki o dziecko lagodzi ona sobie kramieniem dziecka. Z czasem w dziceku moze
      wytworzyc sie sliny zwiazek miedzy jakimkolwiek przykrym odczuciem jaki w nim
      powstaje a jedzeniem. Lub miedzy odczuciem jakiegos niepokoju ze strony
      najblizszych a jedzeniem. Plus zaburznie odczuwania sutosci i glodu. Poniewaz
      zwiazek glod-jedzenie nie byl wazny, nie byl uwzgledniany. Wzamian ustalil sie
      zwiazek moj niepokoj-jedzenie, lub niepokoj w otoczeniu -jedzenie.
      To tylko przyklad. Chce powiedzec ze juz w we wczesnym niemowlectwie moga
      powstac psychoemocjonalne mechanizmy napedzajace w sposob zupelnie nieswiadomy
      pozniejsze problemy.


      > Oczywiście w czasie tych wszystkich lat kiedy się objadałam miałam czasem
      > różnego rodzaju problemy natury emocjonalnej i teraz też je czasem mam ale
      > nie objadam się z tego powodu.

      Nie widzisz takich zwiazkow, ale to nie musi znaczyc ze ich nie ma.
      Nie chcialabym jednak bys odnosila wrazenie, ze cos Ci usiluje wmawiac.
      Chce powiedziec tylko to, ze zwiazek miedzy objadaniem sie o stanem
      emocjonalnym jest zewsze i jest silny. Nie zawsze widzoczny dla osoby
      zainteresowanej. Dlatego m.in. ma ona problem.

      Natomiast jeśli przez kilka dni jem choć w
      > niewielkich ilościach któryś z wymienionych poprzednio produktów to później
      > przez kilka dni jem strasznie dużo i powstrzymanie się przed tym jest dla
      > mnie bardzo trudne. Tą samoobserwację prowadzę już przez dwa lata więc wiem,
      > co mówię.

      Widzisz to powierzchnie - jak jesz mniej to potem musisz wiecej. I to jest dla
      Ciebie oczywiste bo tak jest od lat. A pytan moze byc duzo, np. takie: jakie
      emocje towarzysza Ci za kazda powtorka tego cyklu? Jak to sie dzieje, ze nie
      ucieka Ci gdzies stan normalnego nasycenia? Jakimi w ogole emocjami obciazony
      jest Twoj problem jedzienia, jaki masz stosunek do siebie, jaka masz samoocene,
      td. Pomysl tez czy do tych i takich wlsanie emocji nie przywyklas i uwazasz je
      za "normalne", a tak naprawde sa bolesne i trudne. Myslisz jednak o nich ze
      takie musza byc.

      > Ciekawa jestem, co Pani na to.
      > Pozdrawiam :)

      Problem w tym ze temat jest bardzo obszerny i nie sposb listownie go zalatwic.
      Moze powiem Ci jeszcze to: nie rozwiazesz swojego problemu z jedzeniem i waga
      bez rozwiazania problemow emocjonaych. I tych bardzo odleglych, ktorych moze
      nawet teraz sobie nie uswiadamiasz, poprzez te do ktorych sie przyzwyczailas z
      koniecznosci jak sadzisz, i tych powstajacych na biezaco. Brak rownowagi w
      jedzeniu i w utrzymywaniu sie np. nadwagi jest wyrazem braku rownowagi midzy
      roznymi aspektami calej Twojej osoby.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Elzbieta Kolakowska
      pracowniapsychologiczna.republika.pl


      • wampka Re: do pani psycholog 30.07.03, 12:29

        > Moze ustalmy na poczatku, ze nie mowimy tu o otylosci majacej przyczymy
        > medyczne.
        > Otylosc od niemowlestwa, nie majaca uzasadnienia w stanie medycznym, w
        jakiejs
        > patologii organizmu moze byc spowodowana np. przekarmianiem. Mechanizm moze
        byc
        >
        > taki - na kazdy palcz dziecka matka reaguje karmieniem go, lub kazdy
        niepokoj
        > matki o dziecko lagodzi ona sobie kramieniem dziecka. Z czasem w dziceku
        moze
        > wytworzyc sie sliny zwiazek miedzy jakimkolwiek przykrym odczuciem jaki w
        nim
        > powstaje a jedzeniem. Lub miedzy odczuciem jakiegos niepokoju ze strony
        > najblizszych a jedzeniem. Plus zaburznie odczuwania sutosci i glodu.
        Poniewaz
        > zwiazek glod-jedzenie nie byl wazny, nie byl uwzgledniany. Wzamian ustalil
        sie
        > zwiazek moj niepokoj-jedzenie, lub niepokoj w otoczeniu -jedzenie.
        > To tylko przyklad. Chce powiedzec ze juz w we wczesnym niemowlectwie moga
        > powstac psychoemocjonalne mechanizmy napedzajace w sposob zupelnie
        nieswiadomy
        > pozniejsze problemy.

        Trudno mi tu z Panią polemizować ponieważ z oczywistych względów nie pamiętam
        jak to wtedy było, mogę się jedynie opierać na relacjach innych.

        >
        > Nie widzisz takich zwiazkow, ale to nie musi znaczyc ze ich nie ma.
        > Nie chcialabym jednak bys odnosila wrazenie, ze cos Ci usiluje wmawiac.
        > Chce powiedziec tylko to, ze zwiazek miedzy objadaniem sie o stanem
        > emocjonalnym jest zewsze i jest silny. Nie zawsze widzoczny dla osoby
        > zainteresowanej. Dlatego m.in. ma ona problem.


        > Widzisz to powierzchnie - jak jesz mniej to potem musisz wiecej. I to jest
        dla
        > Ciebie oczywiste bo tak jest od lat. A pytan moze byc duzo, np. takie: jakie
        > emocje towarzysza Ci za kazda powtorka tego cyklu? Jak to sie dzieje, ze nie
        > ucieka Ci gdzies stan normalnego nasycenia? Jakimi w ogole emocjami
        obciazony
        > jest Twoj problem jedzienia, jaki masz stosunek do siebie, jaka masz
        samoocene,
        >
        > td. Pomysl tez czy do tych i takich wlsanie emocji nie przywyklas i uwazasz
        je
        > za "normalne", a tak naprawde sa bolesne i trudne. Myslisz jednak o nich ze
        > takie musza byc.

        > Problem w tym ze temat jest bardzo obszerny i nie sposb listownie go
        zalatwic.
        > Moze powiem Ci jeszcze to: nie rozwiazesz swojego problemu z jedzeniem i
        waga
        > bez rozwiazania problemow emocjonaych. I tych bardzo odleglych, ktorych moze
        > nawet teraz sobie nie uswiadamiasz, poprzez te do ktorych sie przyzwyczailas
        z
        > koniecznosci jak sadzisz, i tych powstajacych na biezaco. Brak rownowagi w
        > jedzeniu i w utrzymywaniu sie np. nadwagi jest wyrazem braku rownowagi midzy
        > roznymi aspektami calej Twojej osoby.
        >

        No więc zastanawiałam się nad tym wielokrotnie i też myślałam że to emocje.
        Ale teraz już wiem, że nie ma żadnego "cyklu". A różne emocje i to nie tylko
        pozytywne towarzyszą mi codziennie. I wiem już że to nie one powodują moje
        objadanie się. Z pewnością w przypadku niektórych osób objadanie się ma
        podłoże psychiczne jednak być może wiele osób z problemem takim jak mój
        niepotrzebnie wmawia sobie że coś nie tak jest z ich psychiką - tak jak ja to
        robiłam przez lata.

        Wiadomo że teraz, kiedy wyglądam normalnie i nie boję się czy dzinsy po praniu
        uda mi się jeszcze na siebie wciągnąć, czuję się psychicznie lepiej niż kiedyś
        ale to nie znaczy że nie mam żadnych problemów emocjonalnych. A mówi Pani że
        dopiero ich pozbycie się spowoduje że nie będę nadmiernie jadła. W takim razie
        chyba nigdy by to nie nastąpiło. Bo problemy typu "kim tak naprawdę jestem?
        czego chcę od życia? co jeśli nie uda mi się w życiu osiągnąć tego, co sobie
        zaplanowałam?" itd. będę miałą zawsze. A w raz z nimi emocje jakie one
        wzbudzają: strach, rozczarowanie, smutek a może nawet przerażenie i rozpacz.
        Nie wierzę że można się od tego uwolnić ponieważ żyjemy na ziemi a nie w
        niebie. Jedyne co można zrobić to panować nad tymi emocjami.

        Jeszcze mogę dodać że problemy emocjonalne wraz ze stanami depresyjnymi mogą
        być także jedną z reakcji organizmu na zjedzenie nietolerowanego produktu (o
        czym obszerniej w podanym przeze mnie poprzednio serwisie) i dlatego niektóre
        osoby uważają (lub inni im tak tłumaczą) że mają problem z psychiką i to
        powoduje nadmierne objadanie się a być może problem ma znacznie prostsze
        rozwiązanie i należałoby przynajmniej rozważyć taką możliwość zamiast z góry
        ją odrzucać.

        Rozumiem że jako psycholog, broni Pani sego stanowiska. A może inni powiedzą
        co myślą na ten temat? Pamiętajcie: mi się udało i nie musiałam w tym celu
        leczyć swojej psychiki, mimo że też sądziłam że to jest źródło mojego
        problemu. Może i u was rozwiązania należy poszukać gdzie indziej?
        • chicha Re: do pani psycholog 01.08.03, 12:42
          a jak się Tobie udało?
          tzn, nie objadasz już się, nie masz napadów jedzenia?
          ja próbuję z tym walczyć
          schudłam 10 kilo i nie mam już nadwagi, ale napady obżarstwa mam ciągle
          a sytuacja jest podobna do Twojej
          wydaje mi się ze z moja psyche wszystko OK
          ślub wkrótce
          kochana rodzina
          niezły wygląd + powodzenie
          skonczone studia i fajna praca.....
          a mam napady jedzenia!!!!!!!!
          od zawsze!!!!!!!!!!!!!!

          jako małe dzieceko byłam też przekarmiana
          mama mówi, że ciągle płakałam, to mi dawała butlę - wtedy nie płakałam....
          a żeby było lepiej, ta butla, to nie było chude mleczko, ale mleko z mąką!!!
          babcia zajmowała mi uwagę i wciskała kolejne tłuste zupy (nie lubiłam zup, to
          odciągano moją uwagę od jedzeniai tak mi wciskano kolejne łyżki!)
          jak już umiałam gryźć, to jadłam obiad w przedszkolu, później musiałam w domu,
          a później dziadkowie jeszcze jeden obiad mi dawali

          cóż......
          i co wy na to??
          czy emocje mną teraz kierują? nie sądzę, jak się nie pohamowuję - robię to cały
          czas, cały czas siebie kontroluję, to mogę jeść, jeść i jeść - duży spóst, jak
          to mówią niektórzy, albo ja wiem, co to jest?

          pozdrawiam

          ania
          • wampka do cichej 01.08.03, 17:00
            u mnie to było tak: objadałam się właściwie ciągle do 24 roku życia i
            myślałam, że to związane z psychiką. Czytałam dużo poradników psychologicznych
            żeby jakoś sobie z tym poradzić ale różne metody relaksacyjne powodowały tylko
            że tak się uspokajałam, że z całkowitym spokojem ducha jadłam jeszcze więcej.
            Kiedyś dorwałam się do książki „Kieruj swoim życiem”, którą napisał Wayne W.
            Dyer (bardzo polecam).
            O walce z nadwagą była tam krótka wzmianka i mogłabym ją streścić w ten
            sposób: zastanów się zanim coś weźmiesz do ust, czy naprawdę masz na to w tej
            chwili ochotę. (było to coś w stylu: „zapytaj swojego ciała czy wciąż jeszcze
            jest głodne”). No i tak przed każdym kęsem.
            Głównie podobało mi się w tej książce że facet nie robił problemu z
            przejadania się i nie wmawiał czytelnikom, że mają ciężkie problemy
            emocjonalne, które należy rozwiązać, bo inaczej będzie z nimi źle.
            Uświadomiłam sobie po przeczytaniu tego fragmentu że przez te pół roku kiedy
            nie miałam problemów z objadaniem się właśnie tak się zachowywałam i wtedy
            było to dla mnie czymś naturalnym.
            Postanowiłam więc zastosować się do tej rady. Pierwsze kilka dni było dość
            trudno, czasem zadawałam sobie to pytanie nawet kilka razy zanim coś zjadłam –
            nawet jeśli był to najmniejszy kęs. Jednak szybko znów stało się to dla mnie
            czymś naturalnym i moje problemy z nadmiernym jedzeniem znikły. Szybko
            schudłam ponad 10 kg mimo że to co jadłam nie znalazłoby się raczej w żadnej
            odchudzającej diecie. Co prawda słodyczy jadłam mało, ale warzyw też mało a
            dużo mięsa. A mleka i jego przetworów w ogóle nie ruszałam.
            Doszłam wtedy do wniosku, że odżywiam się niezdrowo i trzeba to zmienić.
            Zaczęłam więc pić mleko, jeść sery… mimo że nie miałam na takie jedzenie
            ochoty.
            Wtedy zaczęłam odczuwać bóle brzucha, mdłości i straszny apetyt. Jak się
            porządnie najadłam, to brzuch przestawał mnie boleć (no chyba że przesadziłam,
            to bolał mnie z przejedzenia). Nawet jeśli jakoś udało mi się ten apetyt
            powstrzymać, to i tak całe ciało mi puchło a waga skakała w górę o 2-3 kg.
            Prawdopodobnie mój organizm gromadził z jakiś powodów wodę, bo po kilku dniach
            gdy brzuch przestawał mnie boleć to moja waga w ciągu jednego dnia wracała do
            normy. No chyba że się przejadłam przez te kilka dni, ale wtedy też trochę
            spadała.
            Po kilku takich sytuacjach zorientowałam się, że gdy stosuję się do rady
            zawartej w książce – wszystko jest w porządku, a przestaje być w porządku gdy
            zaczynam pić mleko (na zasadzie – nie lubię ale pić trzeba bo jest zdrowe).
            Przestałam więc pić mleko, dałąm sobie spokój z jogurtami, serami i serkami i
            przez jakiś czas było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Schudłam jeszcze parę
            kilo i czuła się fantastycznie.
            Po kilku miesiącach jednak znów doszłam do wniosku, że odżywiam się niezdrowo
            i postanowiłam urozmaicić dietę: mleko sojowe, miód, czasem zioła zamiast
            herbaty, banany… No i znów zaczęłam się źle czuć. Znów miałam bóle brzucha,
            mdłości, nadmierny apetyt, oczywiście przytyłam.
            Wtedy jednak już wiedziałam że to nie wina mojej psychiki i zaczęłam
            poszukiwać informacji na temat mojego problemu. Zaskoczyło mnie to, że jest
            ich tak mało i że ponoć nawet lekarze w Wielkiej Brytanii i USA nie potrafią
            poprawnie zdiagnozować nietolerancji pokarmowej.
            Przez ostatnie półtora roku próbowałam ustalić przy pomocy diety eliminacyjnej
            opisanej w podanym przeze mnie serwisie co konkretnie, oprócz mleka powoduje
            te niekorzystne objawy. Nie było to łatwe co prawda, ale o wiele łatwiejsze
            niż zmaganie się z myślami, typu: coś jest ze mną nie tak, nie panuję nad sobą.

            Napadów obżarstwa nie mam od kiedy unikam tego, co powoduje u mnie te napady.
            Ale nawet gdy jeszcze kilka miesięcy temu je miałam i wiedziałam, że to
            chwilowe i że „to nie moja wina” to łatwiej było sobie z nimi poradzić.

            Najgorzej to jednak czułam się po spożyciu kilku napoi z aspartamem lub warzyw
            typu „nowalijki” (są uprawiane na nawozach azotowych, których też nie
            toleruję) – nie dosyć że miałam straszny apetyt to jeszcze dostawałam czegoś w
            rodzaju depresji, wydawało mi się że wszystko jest beznadziejne i w ogóle nie
            miałam ochoty wstawać z łóżka, bo myślałam że nie ma po co… A po kilku dniach
            mi przechodziło.

            Nie wiem, co może być przyczyną Twoich problemów. Być może w tym przekarmianiu
            było coś, czego Twój organizm nie tolerował (tak było u mnie). To powodowało u
            Ciebie nadmierny apetyt i tak po prostu zostało do tej pory. Może spróbuj się
            zastosować do rady z pytaniem „czy naprawdę mam na to ochotę” przed każdym
            kęsem. U mnie by to wystarczyło, gdybym nie wpadła na pomysł że trzeba się
            zdrowo odżywiać. No ale teraz przynajmniej wiem, co mi jest :)

            Życzę szybkiego rozwiązania problemu i powodzenia w życiu osobistym.
            Trzymaj się :)
            • sarenka007 :) 01.08.03, 21:55
              Wampka!
              Z nieba mi spadłaś:))) Chyba znalazłam przyczynę mojej bulimii. Zaczęło się
              jak zmieniłam swój sposób odżywiania,tzn. zaczęłam jeść sery,pić mleko,itp.
              Wcześniej byłam prawie weganką. No i nagle pojawiła się ostra deprecha i
              bulimia(piekło).Do tej pory nie łączyłam tych dwóch faktów ze sobą. Może też
              nie toleruję niektórych pokarmów. Postaram się je wyeliminować i zobaczymy...
              serdecznie pozdrawiam:)))
            • psychoinspiracje Re: do cichej 04.08.03, 22:30
              wampka napisała:

              > u mnie to było tak: objadałam się właściwie ciągle do 24 roku życia i
              > myślałam, że to związane z psychiką.../ciach/
              > Co prawda słodyczy jadłam mało, ale warzyw też mało a dużo mięsa. A mleka i
              jego przetworów w ogóle nie ruszałam.
              > Doszłam wtedy do wniosku, że odżywiam się niezdrowo i trzeba to zmienić.
              > Zaczęłam więc pić mleko, jeść sery… mimo że nie miałam na takie jedzenie
              > ochoty.
              > Wtedy zaczęłam odczuwać bóle brzucha, mdłości i straszny apetyt. Jak się
              > porządnie najadłam, to brzuch przestawał mnie boleć (no chyba że
              przesadziłam,
              > to bolał mnie z przejedzenia). Nawet jeśli jakoś udało mi się ten apetyt
              > powstrzymać, to i tak całe ciało mi puchło a waga skakała w górę o 2-3 kg.
              > Prawdopodobnie mój organizm gromadził z jakiś powodów wodę, bo po kilku
              dniach
              > gdy brzuch przestawał mnie boleć to moja waga w ciągu jednego dnia wracała do
              > normy. No chyba że się przejadłam przez te kilka dni, ale wtedy też trochę
              > spadała.
              > Po kilku takich sytuacjach zorientowałam się, że gdy stosuję się do rady
              > zawartej w książce – wszystko jest w porządku, a przestaje być w porządku
              > gdy
              > zaczynam pić mleko (na zasadzie – nie lubię ale pić trzeba bo jest zdrow
              > e).
              > Przestałam więc pić mleko, dałąm sobie spokój z jogurtami, serami i serkami i
              > przez jakiś czas było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Schudłam jeszcze parę
              > kilo i czuła się fantastycznie.
              > Po kilku miesiącach jednak znów doszłam do wniosku, że odżywiam się niezdrowo
              > i postanowiłam urozmaicić dietę: mleko sojowe, miód, czasem zioła zamiast
              > herbaty, banany… No i znów zaczęłam się źle czuć. Znów miałam bóle brzuch
              > a,
              > mdłości, nadmierny apetyt, oczywiście przytyłam.
              > Wtedy jednak już wiedziałam że to nie wina mojej psychiki i zaczęłam
              > poszukiwać informacji na temat mojego problemu. Zaskoczyło mnie to, że jest
              > ich tak mało i że ponoć nawet lekarze w Wielkiej Brytanii i USA nie potrafią
              > poprawnie zdiagnozować nietolerancji pokarmowej.
              > Przez ostatnie półtora roku próbowałam ustalić przy pomocy diety
              eliminacyjnej
              > opisanej w podanym przeze mnie serwisie co konkretnie, oprócz mleka powoduje
              > te niekorzystne objawy. Nie było to łatwe co prawda, ale o wiele łatwiejsze
              > niż zmaganie się z myślami, typu: coś jest ze mną nie tak, nie panuję nad
              sobą.
              >
              > Napadów obżarstwa nie mam od kiedy unikam tego, co powoduje u mnie te napady.
              > Ale nawet gdy jeszcze kilka miesięcy temu je miałam i wiedziałam, że to
              > chwilowe i że „to nie moja wina” to łatwiej było sobie z nimi porad
              > zić.
              >
              > Najgorzej to jednak czułam się po spożyciu kilku napoi z aspartamem lub
              warzyw
              > typu „nowalijki” (są uprawiane na nawozach azotowych, których też n
              > ie
              > toleruję) – nie dosyć że miałam straszny apetyt to jeszcze dostawałam cze
              > goś w
              > rodzaju depresji, wydawało mi się że wszystko jest beznadziejne i w ogóle nie
              > miałam ochoty wstawać z łóżka, bo myślałam że nie ma po co… A po kilku dn
              > iach
              > mi przechodziło.
              >
              > Nie wiem, co może być przyczyną Twoich problemów. Być może w tym
              przekarmianiu
              > było coś, czego Twój organizm nie tolerował (tak było u mnie). To powodowało
              u
              > Ciebie nadmierny apetyt i tak po prostu zostało do tej pory. Może spróbuj się
              > zastosować do rady z pytaniem „czy naprawdę mam na to ochotę” przed
              > każdym
              > kęsem. U mnie by to wystarczyło, gdybym nie wpadła na pomysł że trzeba się
              > zdrowo odżywiać. No ale teraz przynajmniej wiem, co mi jest :)
              >
              > Życzę szybkiego rozwiązania problemu i powodzenia w życiu osobistym.
              > Trzymaj się :)


              Mysle, ze to wyjasnia sprawe.
              Nigdy nie cierpialas na kompulsywne objadanie sie.
              Twoje ojadanie sie spowodowane bylo innymi, niz emocjonalne, czynnikami.
              Problem w tym, ze te inne czynniki to 1 na 10 powodow wystepujacych przypadkow
              objadania sie, przy czym 9 to objadanie sie kompulsywne, czyli to, ktore u
              podloza ma problemy emocjonalne.
              Zaburzenia pokarmowe maja bardzo zroznicowne oblicze, choc czesto nam sie
              wydaje, ze skoro my czegos doswiadczamy to doswiadczaja wszyscy.

              Pozdrawiam,
              Elzbieta Kolakowska



          • psychoinspiracje Re: do pani psycholog 04.08.03, 22:15
            chicha napisała:

            > a jak się Tobie udało?
            > tzn, nie objadasz już się, nie masz napadów jedzenia?
            > ja próbuję z tym walczyć
            > schudłam 10 kilo i nie mam już nadwagi, ale napady obżarstwa mam ciągle
            > a sytuacja jest podobna do Twojej
            > wydaje mi się ze z moja psyche wszystko OK
            > ślub wkrótce
            > kochana rodzina
            > niezły wygląd + powodzenie
            > skonczone studia i fajna praca.....
            > a mam napady jedzenia!!!!!!!!
            > od zawsze!!!!!!!!!!!!!!
            >
            > jako małe dzieceko byłam też przekarmiana
            > mama mówi, że ciągle płakałam, to mi dawała butlę - wtedy nie płakałam....
            > a żeby było lepiej, ta butla, to nie było chude mleczko, ale mleko z mąką!!!
            > babcia zajmowała mi uwagę i wciskała kolejne tłuste zupy (nie lubiłam zup, to
            > odciągano moją uwagę od jedzeniai tak mi wciskano kolejne łyżki!)
            > jak już umiałam gryźć, to jadłam obiad w przedszkolu, później musiałam w
            domu,
            > a później dziadkowie jeszcze jeden obiad mi dawali
            >
            > cóż......
            > i co wy na to??
            > czy emocje mną teraz kierują? nie sądzę, jak się nie pohamowuję - robię to
            cały
            >
            > czas, cały czas siebie kontroluję, to mogę jeść, jeść i jeść - duży spóst,
            jak
            > to mówią niektórzy, albo ja wiem, co to jest?


            Jesli bylas przekarmiana i jadlas za duzo jak piszesz "od zawsze" + cale zycie
            mozesz jesc i jesc i jesc, bez pohamowania to nie jest to kompulsywne objadanie
            sie. Byc moze masz po prostu od dziecinstwa rozlegulowany fizjologiczny system
            odczuwania glodu/sytosci.

            Pozdrawiam,
            Elzbieta Kolakowska



            >
            > pozdrawiam
            >
            > ania
        • psychoinspiracje Re: do pani psycholog 04.08.03, 21:45
          Witam ponownie:

          >Brak rownowagi w jedzeniu i w utrzymywaniu sie np. nadwagi jest wyrazem braku
          rownowagi midzy roznymi aspektami calej Twojej osoby.

          wampka napisała:
          > No więc zastanawiałam się nad tym wielokrotnie i też myślałam że to emocje.
          > Ale teraz już wiem, że nie ma żadnego "cyklu". A . I wiem już że to nie one
          powodują moje
          > objadanie się. Z pewnością w przypadku niektórych osób objadanie się ma
          > podłoże psychiczne jednak być może wiele osób z problemem takim jak mój
          > niepotrzebnie wmawia sobie że coś nie tak jest z ich psychiką - tak jak ja to
          > robiłam przez lata.


          W porzadku. Wyjasnij wiec co nie ma nic wspolengo z emocjami a powoduje Twoje
          objadanie sie?


          > Wiadomo że teraz, kiedy wyglądam normalnie i nie boję się czy dzinsy po
          praniu
          > uda mi się jeszcze na siebie wciągnąć, czuję się psychicznie lepiej niż
          kiedyś
          > ale to nie znaczy że nie mam żadnych problemów emocjonalnych.


          Tak, oczywiscie, tylko ja nie mowilam, ze osoba kompulsywnie objadajca sie nie
          moze osiagnac tego by przestac na jakis czas sie objadac i czuc sie dobrze ze
          swoim "normalnym" wygladem, lub ze czasowy spadek wagi nie wplywa na
          kogokolowiek pozytywnie.


          >A mówi Pani że
          > dopiero ich pozbycie się spowoduje że nie będę nadmiernie jadła.

          Tak. Kompulsywne objadanie sie to problem natury emocjonalnej. Nie znaczy to,
          ze nie jest uwiklany w inne wazne aspekty.
          I nie znaczy rowniez, ze okresowo, czyli na jakis czas, nie mozna go
          powstrzymac.


          >W takim razie
          > chyba nigdy by to nie nastąpiło. Bo problemy typu "kim tak naprawdę jestem?
          > czego chcę od życia? co jeśli nie uda mi się w życiu osiągnąć tego, co sobie
          > zaplanowałam?" itd. będę miałą zawsze.

          Nie mowilam przeciez o kazdym problemie egzystencjalnym czy emocjonalnym jako o
          przycznie kompulsywnego objadania sie.
          I byc moze, w Twoim przypadku, nie o te problemy ktore wymieniasz chodzi.
          Nie precyzowalam jakie "z nazwy" problemy sa istotne, poniewaz sa to sprawy
          indywidulane, dla kazdego inne. Wymagaja one odkrycia. Dotarcia do nich.
          Odszukania. One nie leza po prostu w swietle naszej swiadomosci. Gdyby tak bylo
          nie mialybysmy problemu. To wlasnie wymaga terapeutycznej pracy, jesli ktos tym
          jest zainteresowany. Bo przeciez nie musi.


          >A w raz z nimi emocje jakie one
          > wzbudzają: strach, rozczarowanie, smutek a może nawet przerażenie i rozpacz.
          > Nie wierzę że można się od tego uwolnić ponieważ żyjemy na ziemi a nie w
          > niebie. Jedyne co można zrobić to panować nad tymi emocjami.

          Jeszcze raz:
          Nie chodzi o kazdy strach, sutek, przerazenie czy rozopacz.
          Chodzi o odszukanie specyficznych, zapomnianych, nieswiadomych zwiazkow miedzy
          okreslonymi stanami emojonalnymi a objadaniem sie. O to, co zapetlio sie w nas
          juz bardzo dawno, a teraz powtarza sie niezaleznie od naszej woli i
          swiadomosci.


          > Jeszcze mogę dodać że problemy emocjonalne wraz ze stanami depresyjnymi mogą
          > być także jedną z reakcji organizmu na zjedzenie nietolerowanego produktu(o
          > czym obszerniej w podanym przeze mnie poprzednio serwisie) i dlatego niektóre
          > osoby uważają (lub inni im tak tłumaczą) że mają problem z psychiką i to
          > powoduje nadmierne objadanie się a być może problem ma znacznie prostsze
          > rozwiązanie i należałoby przynajmniej rozważyć taką możliwość zamiast z góry
          > ją odrzucać.

          Problemy emocjonalne sa powodem objadania sie i wtorenie objadnie sie stwarza
          problemy emocjaonale, to oczywiste przeciez.


          > Rozumiem że jako psycholog, broni Pani sego stanowiska.

          Tak, bronie swojego stanowiska, ale proponuje bys wyraznie zobaczyla jakie ono
          jest.
          Stoje na stanowisku, ze kazde kompulsywne objadanie sie jest problemem
          emocjonalnym /chyba ze nie jest kompulsywne/. Nie spotkalam objadania sie,
          ktore nie ma przyczyn medycznych czy np. psychoneurologicznych, ktore nie
          byloby problemem emocjonalnym. Spotkalam sie natomiast wielokrotnie z
          zaprzeczaniem i niedostrzeganiem emocjonalnego podloza objadania sie. Spotkalam
          sie z okresowymi stanami nie objadania sie, ktore oszukiwaly osobe, ze oto juz
          pozbyla sie problemu i jeszcze intensywniejszymi jego nawrotami.


          >A może inni powiedzą
          > co myślą na ten temat? Pamiętajcie: mi się udało i nie musiałam w tym celu
          > leczyć swojej psychiki, mimo że też sądziłam że to jest źródło mojego
          > problemu. Może i u was rozwiązania należy poszukać gdzie indziej?

          Tak. Moze tak byc. Moze udalo Ci sie pozbyc problemu, czego serdecznie Ci
          zycze.
          Podtrzymuje jednak swoje zdanie, ze dla wielu innych osob nie jest to tak
          proste jak twierdzisz. Sa rozne nasilenia i glebokosci kompulsywnego objadania
          sie. Oczywiscie na kompulsywne ojadanie sie sklada sie pare innych elementow,
          takze waznych, bardziej technicznych, ale aspekt emocjony jest zawsze
          najistoniejszy.

          Pozdrwaniam i zycze powodzenia,
          Elzbieta Kolakowska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka