bryggida
08.08.03, 20:08
to tak, jak nie być ....
Życie to sztuka wyboru, szukania równowagi, kompromisu...
Ja nie potrafię ani dokonać optymalnego wyboru, ani znaleźć równowagi,
ani pójść sama ze sobą na kompromis.
Mam 29 lat, 9-letnią córkę, męża, którego nie kocham.
Wyszłam za mąż bo dawaliśmy sobie wiele, rozumieliśmy się
a przede wszystkim mieliśmy ( jak mi się wtedy wydawało) wspólną definicję
związku, wspólne spojrzenie na to, czym związek dwojga ludzi powinien być.
Mój mąż nie był zachwycony tym, że zaszłam w ciążę tuż
przed planowanym ślubem, ale jakoś to "przełknął" i wydawało się,
że po narodzinach córki, zapanuje w naszym małżeństwie harmonia i równowaga.
Jednak po paru miesiącach zachowanie męża uległo wielkiej zmianie.
Stał się skąpy, bardzo zazdrosny ( nadmieniam, że nigdy nie dawałam mu
powodów do zazdrości, choć jednym z nim może być tytuł miss mojego miasta ? ,
ponadto bardzo go kochałam, z niecierpliwością czekałam na jego powroty z
pracy, na wspólne wieczory, wspólne rozmowy wypady w góry i nad jeziora etc)
wreszcie, po którejś z kłótni...uderzył mnie.
Wyprowadziłam się. Po dwóch miesiącach wróciłam.
Mąż wydawał się zmieniony, jednak po paru tygodniach znowu zaatakowała mnie
brutalna rzeczywistość.
Następne dwa lata- nie takie jakie miały być.
Znowu parę przepychanek, sińców, nawet pogryzień, płacz dziecka
i moje prośby, aby "dyskutować na osobności".
Nie wytrzymałam. Wyprowadziłam się. Tym razem na dwa lata.
Mąż odwiedzał mnie i córkę regularnie. Twierdził, że zrozumiał swój błąd,
pojął , co znaczy dla niego rodzina, dojrzał do tego by być mężem i ojcem.
Wróciłam. Wydawał się taki uszczęśliwiony, że " zafundował" mi drugi
fakultet, abym,jak twierdził się " nie nudziła".
Niestety po pewnym czasie nastąpiła kolejna przemiana,
pojawił się konflikt interesów, niczym niewytłumaczalne sceny zazdrości i
kolejne pobicia.
Córka rośnie, z miesiąca na miesiąc rozumie coraz więcej, coraz baczniej nas
obserwuje.
Wiem, ze cierpi, bo jest doskonałym obserwatorem naszych "cichych dni"
gestniejacej atmosfery, naszego "mjania się"
Ostatnio , porażająco dojrzale stwierdziła, ze:"woalałaby , abyśmy jej nie
kochali, a kochali siebie ".
To było dla mnie straszne wyznanie.
A ja ?...na rozstaju dróg.
Przez całą dobę myślę o rozwodzie, o tym by zacząć normalne, spokojne życie,
jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że jest niezwykle wrażliwe,
kochające nas oboje
dziecko.
Moja sytuacja w cudowny sposób poprawiła się i uległa utrudnieniu zarazem.
Parę miesięcy temu poznałam w sieci mężczyznę.
Spotykamy się od kilku tygodni.
On jest spokojny, zrównoważony, mądry i odważny.
Jest między nami coś WAŻNEGO.
Ostatnio opowiedzieliśmy sobie o TYM.
On już teraz uwielbia moją córkę, choć zna ją tylko z moich opowieści.
Wiem to nieuczciwe, nie powiedziałam mu od razu, ale jak to zrobić ????
Czy nie jest za późno ????
W końcu ma prawo czuć się oszukany.
Kiedyś powiedział, że akceptuje mnie z całym "dobytkiem przeszłości"
podobnie jak i ja jego.
Jeśli natomiast nie uwierzy, że z mężem nie utrzymuję bliższych kontaktów od
dłuższego czasu ???
Szuka, wciąż rozpaczliwie szukam w tym wszystkim miejsca dla swojej córki.
Co robić....jestem na rozstaju...
Brygida