Dodaj do ulubionych

być na rozstaju dróg

08.08.03, 20:08
to tak, jak nie być ....
Życie to sztuka wyboru, szukania równowagi, kompromisu...
Ja nie potrafię ani dokonać optymalnego wyboru, ani znaleźć równowagi,
ani pójść sama ze sobą na kompromis.
Mam 29 lat, 9-letnią córkę, męża, którego nie kocham.
Wyszłam za mąż bo dawaliśmy sobie wiele, rozumieliśmy się
a przede wszystkim mieliśmy ( jak mi się wtedy wydawało) wspólną definicję
związku, wspólne spojrzenie na to, czym związek dwojga ludzi powinien być.

Mój mąż nie był zachwycony tym, że zaszłam w ciążę tuż
przed planowanym ślubem, ale jakoś to "przełknął" i wydawało się,
że po narodzinach córki, zapanuje w naszym małżeństwie harmonia i równowaga.

Jednak po paru miesiącach zachowanie męża uległo wielkiej zmianie.
Stał się skąpy, bardzo zazdrosny ( nadmieniam, że nigdy nie dawałam mu
powodów do zazdrości, choć jednym z nim może być tytuł miss mojego miasta ? ,
ponadto bardzo go kochałam, z niecierpliwością czekałam na jego powroty z
pracy, na wspólne wieczory, wspólne rozmowy wypady w góry i nad jeziora etc)
wreszcie, po którejś z kłótni...uderzył mnie.

Wyprowadziłam się. Po dwóch miesiącach wróciłam.
Mąż wydawał się zmieniony, jednak po paru tygodniach znowu zaatakowała mnie
brutalna rzeczywistość.
Następne dwa lata- nie takie jakie miały być.
Znowu parę przepychanek, sińców, nawet pogryzień, płacz dziecka
i moje prośby, aby "dyskutować na osobności".

Nie wytrzymałam. Wyprowadziłam się. Tym razem na dwa lata.
Mąż odwiedzał mnie i córkę regularnie. Twierdził, że zrozumiał swój błąd,
pojął , co znaczy dla niego rodzina, dojrzał do tego by być mężem i ojcem.

Wróciłam. Wydawał się taki uszczęśliwiony, że " zafundował" mi drugi
fakultet, abym,jak twierdził się " nie nudziła".
Niestety po pewnym czasie nastąpiła kolejna przemiana,
pojawił się konflikt interesów, niczym niewytłumaczalne sceny zazdrości i
kolejne pobicia.

Córka rośnie, z miesiąca na miesiąc rozumie coraz więcej, coraz baczniej nas
obserwuje.
Wiem, ze cierpi, bo jest doskonałym obserwatorem naszych "cichych dni"
gestniejacej atmosfery, naszego "mjania się"
Ostatnio , porażająco dojrzale stwierdziła, ze:"woalałaby , abyśmy jej nie
kochali, a kochali siebie ".
To było dla mnie straszne wyznanie.

A ja ?...na rozstaju dróg.
Przez całą dobę myślę o rozwodzie, o tym by zacząć normalne, spokojne życie,
jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że jest niezwykle wrażliwe,
kochające nas oboje
dziecko.

Moja sytuacja w cudowny sposób poprawiła się i uległa utrudnieniu zarazem.
Parę miesięcy temu poznałam w sieci mężczyznę.
Spotykamy się od kilku tygodni.
On jest spokojny, zrównoważony, mądry i odważny.
Jest między nami coś WAŻNEGO.
Ostatnio opowiedzieliśmy sobie o TYM.
On już teraz uwielbia moją córkę, choć zna ją tylko z moich opowieści.

Wiem to nieuczciwe, nie powiedziałam mu od razu, ale jak to zrobić ????
Czy nie jest za późno ????
W końcu ma prawo czuć się oszukany.
Kiedyś powiedział, że akceptuje mnie z całym "dobytkiem przeszłości"
podobnie jak i ja jego.
Jeśli natomiast nie uwierzy, że z mężem nie utrzymuję bliższych kontaktów od
dłuższego czasu ???

Szuka, wciąż rozpaczliwie szukam w tym wszystkim miejsca dla swojej córki.

Co robić....jestem na rozstaju...


Brygida

Obserwuj wątek
    • sdfsfdsf Re: być na rozstaju dróg 08.08.03, 20:15
      sama wiesz ile zlego robisz swojej corce pozostajac w takim zwiazku, ja
      pochodze z rodziny z problemami to wiem co to znaczy i widze teraz jakie to
      slady zostawilo na mojej psychice, teraz musze uczyc sie zycia na nowo bo tak
      naprawde nie wiem jakie powinny byc prawidlowe relacje miedzy ludzmi itd. itp.,
      etc. naprawde wolalbym miec jednego rodzica niz odczuwac te poklady
      nienawisci, nie wiem jak twoj nowy przyjaciel sie zachowa ale powinnas cos z
      tym zrobic ze wzgledu na corke
      • kamfora Re: być na rozstaju dróg 08.08.03, 20:42
        sdfsfdsf napisał:
        >
        > naprawde wolalbym miec jednego rodzica niz odczuwac te poklady
        > nienawisci,

        Masz na myśli zapewne, że wolałbyś mieszkać z jednym rodzicem?
        (Chyba tak na serio żadne dziecko nie pragnie śmierci rodzica)
        Sęk w tym więc, że owe "pokłady nienawiści" mogą się odkładać
        i wówczas, gdy jedno z rodziców wyprowadzi się.
        I zawsze dziecko odczuwa rozstanie rodziców jako wielką krzywdę
        dla siebie (mimo, że niekiedy, w przypływie altruizmu, jest
        gotowe głosić, że jest szczęśliwe, gdy matka/ojciec są
        szczęśliwi w nowych związkach. Gdy się nie rozwiodą, tylko
        się kłócą - też odczuwa to jako krzywdę.
      • megxx Re: Racja 08.08.03, 20:46
        Tylko szczęśliwi rodzice mogą wychować normalne, zadowolone z życia dziecko.
        Nie będzie wtedy sprawiało problemów, będzie umiało korzystać prawidłowo z
        życia. Wyprowadzasz się i wracasz do męża i jeszcze na coś liczysz, widzisz
        poprawę, czy nie. Ale spróbuj oddzielic to co Cię łączy z kimś innym od tego to
        Cie dzieli z mężem, zeby nie wyglądało tak, że dopóki nie było innego na
        horyzoncie, to mąż się nadawał mimo wszystko.
        • bryggida Re: Racja 08.08.03, 23:43
          megxx napisała:

          > Tylko szczęśliwi rodzice mogą wychować normalne, zadowolone z życia dziecko.
          > Nie będzie wtedy sprawiało problemów, będzie umiało korzystać prawidłowo z
          > życia. Wyprowadzasz się i wracasz do męża i jeszcze na coś liczysz, widzisz
          > poprawę, czy nie. Ale spróbuj oddzielic to co Cię łączy z kimś innym od tego
          to
          >
          > Cie dzieli z mężem, zeby nie wyglądało tak, że dopóki nie było innego na
          > horyzoncie, to mąż się nadawał mimo wszystko.

          Nie megxx, nie w tym rzecz.
          Ja od dłuższego czasu zastanawiam sie nad rozwodem.
          Jednak zawsze powstrzymywała mnie od tego miłość dziecka do nas,
          równe obdzielanie nas uczuciem.
          Z drugiej strony dobrze wiem, że gdy my będziemy szczęśliwi, to córka również.
          To zaś , ze poznałam kogoś to czysty przypadek, bo nie szukałam tego,
          TO przyszło samo.
          Nie chcę tego stracić i nie chcę skrzywdzić dziecka, które nie wyróżnia żadnego
          z rodziców.
          Ona w ogóle kocha cały świat jednakowo.
          To piękne, ale ja niestety jestem nadal na rozstaju...

          Brygida

          • megxx Re: Racja 09.08.03, 08:49
            Dziecko kocha oboje rodziców, ale czy fakt, że między nimi jest żle nie jest
            dla dziecka zauważalny? Twoja córka powiedziała mądre zdanie. Zastanów się jak
            ona w przyszłości będzie wybierała mężą, radziła sobie ze swoimi problemami?
            Tak, jak Ty jej to pokażesz. Albo będzie zabawką w cudzych rękach,
            niezdecydowaną w pseudoimię czyjegoś dobra.
            Jestem zwolennikiem rozwodu, jeżeli jest tak żle, jeżeli są możliwości...
            Przecież to Wasz rozwód, a nie rozwód mamy, czy taty z dzieckiem. Ona nie jest
            winna i nie powinna tak czuć, że tylko dla niej się męczycie ze sobą
      • Gość: roxi Re: być na rozstaju dróg IP: *.gt.saix.net 09.08.03, 20:55
        Brygida, czy ja Ciebie przypadkiem nie znam???????????????
        Gdzie spedzilas studniowke- jezeli to nie ty to sorrrrrrrkiiiiiii.
        "brzoskwinka"
    • komandos57 Re: być na rozstaju dróg 08.08.03, 23:49
      bryggida napisała: sobie ..
      > Moja sytuacja w cudowny sposób poprawiła się i uległa utrudnieniu zarazem.
      > Parę miesięcy temu poznałam w sieci mężczyznę.
      > Spotykamy się od kilku tygodni.
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      Czyzby to byl budda?Ty pojebko!
      • bryggida Re: być na rozstaju dróg 08.08.03, 23:55
        komandos57 napisał:

        > bryggida napisała: sobie ..
        > > Moja sytuacja w cudowny sposób poprawiła się i uległa utrudnieniu zarazem.
        > > Parę miesięcy temu poznałam w sieci mężczyznę.
        > > Spotykamy się od kilku tygodni.
        > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        > Czyzby to byl budda?Ty pojebko!

        Gdyby to był Budda, na pewno nie byłoby mnie na tym forum.
        Ale jest z całą pewnością lepszy od niejednego komandosa.

        B
        • komandos57 Re: być na rozstaju dróg 08.08.03, 23:56
          Gratuluje!A juz ci zasadzil?
          • bryggida Re: być na rozstaju dróg 08.08.03, 23:59
            komandos57 napisał:

            > Gratuluje!A juz ci zasadzil?

            Co Ci do tego ?

            Gwiżdżę na Ciebie chłopaczku i żegnam.

            Brygida
            • komandos57 Re: być na rozstaju dróg 09.08.03, 00:11
              wsadz sobie dwa palce w cipsko i zagwizdz.Pojebko za skrzyzowania drog.
    • Gość: jar Re: być na rozstaju dróg IP: *.ppi-sa.com.pl 09.08.03, 08:59
      kiedys byly lata, ze lepiej by bylo aby rodzice nie byli ze soba, zycie jest
      latwiejsze kiedy nie ma przemocy, to jednak, ze dziecko chcialoby spokoju nie
      ma nic do rzeczy, poniewaz to dorosli boja sie odjac decyzje zaslaniajac sie
      dobrem dziecka
      • blabona Re: być na rozstaju dróg 09.08.03, 10:57
        Gość portalu: jar napisał(a):

        > kiedys byly lata, ze lepiej by bylo aby rodzice nie byli ze soba, zycie jest
        > latwiejsze kiedy nie ma przemocy, to jednak, ze dziecko chcialoby spokoju
        nie
        > ma nic do rzeczy, poniewaz to dorosli boja sie odjac decyzje zaslaniajac sie
        > dobrem dziecka

        zgadzam sie z tym,ze nie należy zasłąniać się szeroko pojętym "dobrem dziecka"
        jeśli chodzi o to,czy kontynuować toksyczny związek,czy nie.Skąd wiesz,ze
        zostanie w takim małżeństwie jest najlepszym dla Twojej córki?-pytałaś jej?
        jest juz na tyle duża,ze powinnaś z nią porozmawiać.
        Poza tym Twój mąż Cię uderzył i to cyba nie jeden raz mu sie zdarzyło.To
        klasyczny przypadek-będą u niego wybuchy agresji wobec Ciebie przeplatane
        słodkimi słówkami.Ja kiedys byłam w podobnym-toksycznym-związku.Naszczęście
        nie wzięliśmy ślubu.Facet nie podniósł na mnie ręki,ale miał niepokolei w
        głowie.Śledził mnie,czytał moje listy,grzebał mi po kieszeniach-urządzał
        awantury.Mieszkaliśmy razem,pracowaliśmy razem...wiec nawet gdybym chciała
        (...) to nie miałam okazji do zdrady,czy flirtu.Po swoich napadach furii na
        drugi dzień kupował mi kwiaty i przepraszał-tak to sie ciagnęło z pól
        roku.Nawet zaciągnęłam go do psychologa-żeby coś tam jeszcze ratowac.Ale
        stwierdził,że psycholog jest ze mną w zmowie:-) bo jest kobieta i nie ma
        zamiaru się reformowac;no wiec spakowałam sie pod jego nieobecność i
        uciekłam.Ty też powinnaś coś zrobić bo wykończy Cię psychicznie-i wasze
        dziecko też.
        Pozdrawiam Cię
        • bryggida Re: być na rozstaju dróg 09.08.03, 12:50
          blabona napisała:

          > >
          > zgadzam sie z tym,ze nie należy zasłąniać się szeroko pojętym "dobrem
          dziecka"
          > jeśli chodzi o to,czy kontynuować toksyczny związek,czy nie.Skąd wiesz,ze
          > zostanie w takim małżeństwie jest najlepszym dla Twojej córki?-pytałaś jej?
          > jest juz na tyle duża,ze powinnaś z nią porozmawiać.


          Owszem blabono, pytałam. Ona chce żebyśmy byli razem i się kochali.
          Jeszcze trudno jej zrozumieć , że nie wszystkie życzenia się spełniają.


          > Poza tym Twój mąż Cię uderzył i to cyba nie jeden raz mu sie zdarzyło.To
          > klasyczny przypadek-będą u niego wybuchy agresji wobec Ciebie przeplatane
          > słodkimi słówkami.Ja kiedys byłam w podobnym-toksycznym-związku.Naszczęście
          > nie wzięliśmy ślubu.Facet nie podniósł na mnie ręki,ale miał niepokolei w
          > głowie.Śledził mnie,czytał moje listy,grzebał mi po kieszeniach-urządzał
          > awantury.Mieszkaliśmy razem,pracowaliśmy razem...wiec nawet gdybym chciała
          > (...) to nie miałam okazji do zdrady,czy flirtu.Po swoich napadach furii na
          > drugi dzień kupował mi kwiaty i przepraszał-tak to sie ciagnęło z pól
          > roku.Nawet zaciągnęłam go do psychologa-żeby coś tam jeszcze ratowac.Ale
          > stwierdził,że psycholog jest ze mną w zmowie:-) bo jest kobieta i nie ma
          > zamiaru się reformowac;no wiec spakowałam sie pod jego nieobecność i
          > uciekłam.Ty też powinnaś coś zrobić bo wykończy Cię psychicznie-i wasze
          > dziecko też.
          > Pozdrawiam Cię


          Masz rację. To typowy damski bokser, choc chciałam wierzyć, że tak nie jest, bo
          oczytany, błyskotliwy w towarzystwie , z dużym poczuciem humoru.

          Pozostaje mi jeszcze porozmawiać otwarcie z TYM mężczyzną.
          Czy myślisz, że On zrozumie ?

          pozdrawiam,
          Brygida

          • blabona Re: być na rozstaju dróg 09.08.03, 16:14
            bryggida napisała:

            > Pozostaje mi jeszcze porozmawiać otwarcie z TYM mężczyzną.
            > Czy myślisz, że On zrozumie ?
            >
            > pozdrawiam,
            > Brygida

            pytasz o tego drugiego-tego poznanego w necie?

            • bryggida Re: być na rozstaju dróg 09.08.03, 18:44

              Tak. Właśnie o tego.
              Miedzy nam jest juz POWAŻNIE.

              Brygida
              • blabona Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 09:37
                bryggida napisała:

                >
                > Tak. Właśnie o tego.
                > Miedzy nam jest juz POWAŻNIE.
                >
                > Brygida
                cześć,sorki ze tak późno się odzywam;
                nie wiem,czy dobrze rozumiem?-czy chcesz z nim porozmawiać na temat
                ewentualnej przyszłości razem? jeżeli o to chodzi,to myśle,ze jak
                najbardziej.Skoro twierdzisz,że między wami jest coś poważnego,to porozmawiaj
                i spytaj czego on od Ciebie oczekuje i jak widzi wasz dalszy zwiazek-w jakim
                kierunku ma sie ta znajomość rozwijać.Po takiej rozmowie będziesz wiedziała na
                czym stoisz,czego możesz sie spodziewać.
                Pozdrawiam
                • bryggida Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 17:30

                  Blabona, chyba niezbyt jasno się wyraziłam.
                  On chce być ze mną i moją córką, ale nie wie , że mam męża.
                  Ja po prostu zwyczajnie stchórzyłam i nie powiedziałam mu o nim.
                  Teraz boję się jego reakcji.

                  Brygida
    • cossa Re: być na rozstaju dróg 09.08.03, 19:15
      bryggida,
      gdy przeczytalam po raz pierwszy Twoj post wydawalo mi
      sie, ze masz problem z mezem. teraz wydaje mi sie, ze
      szukasz przytakniecia, ze powinnas zaangazowac sie w
      zwiazek z mezczyzna poznanym w necie. dla mnie oznacza
      to, ze malzenstwo nie ma juz szans, ze spisalas je na
      straty. mam racje? nowa milosc szybciutko "obrzydza"
      dawne uczucia, a tym bardziej, ze sa ku temu powody. mam
      jednak pytanie. czy Twoj maz probowal zasiegnac rady
      psychologa? z tego co piszesz wnioskuje, ma powazne
      klopoty ze soba, ze swoimi emocjami. moze nie byc z
      gruntu zly, ale po prostu "chory". nie chce, by odebrano
      to jako usprawiedliwienie damskiego boksera, ale watpie,
      by ktokolwiek urodzil sie z taka cecha. i wierze, ze
      mozna cos z tym zrobic jesli sie chce.

      i o Twojej corce.. piszesz, ze jeszcze jest jej trudno
      uwierzyc, ze nie wszystkie zyczenia sie spelniania. to
      jest jej prawo w to wierzyc. przynajmniej poki jest
      dzieckiem. nie mozna wymagac od niej zbyt wiele.

      jesli nowopoznany jest idealem to czym predzej obejrzyj
      go pod lupa (musi miec jakies wady) i jesli bedzie do
      zaakceptowania - probuj.

      jesli czymkolwiek Cie urazilam, przepraszam
      nie mialam takiego zamiaru

      pozdrawiam
      cossa
      • bryggida Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 00:24

        Nie cossa, nie gniewam się.
        Zdaję sobie sprawe, że to może wyglądać tak, jakbym
        znalazła okazje do wyzwolenia sie z mojego małżeństwa.
        Nie jest tak, bo takich "okazji" mogłabym mieć wiele,
        a jednak wczesniej nie " skorzystałam".
        Myślę, że tak po prostu miało być...
        Byłam kiedyś z mężem u psychologa, było
        to parę wizyt i skończyło sie na niczym.
        Może teraz bardziej ta pomoc przydałaby się mnie ?
        Ja po prostu już go nie kocham, a może to zawdzięczać
        swojemu postępowaniu w ciągu naszego małżeństwa.
        Czuję wstręt tylko fizyczny, bo wciaż mam w głowie
        każda awanturę i każde pobicie.
        Poza tym nie czuję nic....
        Jak wiesz, co mija nie wraca, a straszne jest
        mieszkanie z kimś do kogo uczucie się wypaliło
        Na dodatek brak nam juz wzajemnego szacunku.

        Tymczasem tamten mężczyzna jest inny.
        wierzę mu, ale nie patrzę na niego bezkrytycznie-
        - zwłaszcza w świetle moich dotychczasowych doswiadczen.

        pozdrawiam
        Brygida
        • cossa Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 00:32
          w takim razie zycze Ci szczescia ;)
          bys odnalazla to czego szukasz..:)

          pozdrawiam nocna pora
          cossa
    • nabokoff Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 01:47
      bryggida napisała:

      > Szuka, wciąż rozpaczliwie szukam w tym wszystkim miejsca dla swojej córki.

      ty się dzieckiem nie zasłaniaj...
      • komandos57 Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 20:01
        Ty zbradziazona brygado.Poszla won do nabakowa.
        • bryggida Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 20:30
          chłopcze pi, pi, piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii

          Brygida
          • komandos57 Re: być na rozstaju dróg 10.08.03, 20:32
            Rasowa kurewko.Co powiesz ciekawego.Masz kalafiora w pizdzisku?
    • matrek Re: być na rozstaju dróg 11.08.03, 07:00
      To co napisalaś, wydaje mi sie zbyt skomplikowane, abyś mogla znaleźć sensowną
      rade na forum internetowym.
    • walentyna Re: być na rozstaju dróg 11.08.03, 09:55
      Masz do przemyślenia dwie sprawy i chociaż łączą się ze sobą, może warto
      je "myślowo" rozdzielić. Żeby nie zniekształcać sobie obrazu. Twoje życie z
      mężem - być czy nie być, ratować czy dobić - to jedno. Nowy związek - to
      drugie.
      To, co powiedziała Twoja Coreczka wywarło na mnie ogromne wrażenie. Wolałaby,
      żebyście jej nie kochali, a kochali siebie. Pewnie, że nie wszystkie życzenia
      się spełniają. I właśnie rolą rodziców jest poprowadzić dziecko przez te
      niespełnione życzenia tak, aby to zrozumiało i zaakceptowało.
      Wybierasz spośród wyjść, z których każde ma swoją cenę. Coś zyskujesz, coś
      tracisz. Nie da się bezboleśnie. A każda Twoja decyzja - również ta o
      pozostaniu z mężem - będzie miała wpływ na Twoje Dziecko. Dlatego dla Niej
      chyba ważniejsze będzie nie to, jaka będzie Twoja decyzja, tylko jak będziesz
      ją wspierać i jak pomożesz jej odnaleźć się w sytuacji - zmienionej czy nie.
      Pozwalam sobie na takie wymądrzanie, bo sama jestem dzieckiem samotnego
      rodzica. Moi rodzice rozstając się potrafili jednak zadbać o to, abym była jak
      najmniej "poobijana" ich rozwodem, a jak najwięcej skorzystała na tej zmianie.

      Pozdrawiam.
      W.
    • Gość: Sergiusz Być za rozstajem dróg? IP: 213.17.172.* 11.08.03, 11:08
      Słów kilka ode mnie.

      "Mąż nie był zachwycony..." - czyżbyś była wiatropylna?
      Czyżby on w tej "sprawie" nie brał udziału? Został przez
      Ciebie zgwałcony?
      Przepraszam za ostre słowa, ale dla mnie ta
      "niezachwyconosć" stanowi początek i korzeń całego
      dalszego nie-układania-się Waszego związku. To był
      pierwszy sygnał, który (chyba) został przez Was
      zignorowany. Liczenie na to, że pojawienie się dziecka
      ustabilizuje stosunki między rodzicami to duży błąd.
      Najczęściej, niestety, bywa odwrotnie.

      Następne znaczące słowa - "uderzył mnie po KTÓREJŚ
      kłótni". Słowa "uderzył" nie podkreśliłem, bo ono mi się
      nawet w głowie nie mieści...

      "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko
      wtedy, kiedy chce mu pomóc, by się podniósł".

      Uderzyć?
      Nigdy.



      Myślę, że już nie jesteś na rozstaju, jesteś kilka
      kilometrów za nim - tylko jeszcze tego nie chcesz
      zauważyć. Nie można poświęcić całego swojego życia dla
      dziecka. To nie jest egoizm - myślenie także o sobie. Tak
      naprawdę to też jest dla jego dobra. Kiedyś Twoje dziecko
      dorośnie, wszystko zrozumie i, tak naprawdę, będzie
      nieszczęśliwe wiedząc, że jego istnienie zniszczyło życie
      co najmniej jednego z rodziców.

      Rozejście się rodziców nie jest niczym dobrym, ale
      trwanie chorej rodziny to rzecz jeszcze gorsza. Jak
      napisała Walentyna - najważniejsze, by mimo rozstania
      rodzice umieli tak ułożyć wzajemne stosunki, aby nie
      poobijać dziecka. Mnie to szczęście nie spotkało...

      Chyba wiesz, co masz zrobić. Chyba już od dawna nosisz w
      sobie tę decyzję. Może pora, by ujrzała światło dzienne?
      Bo, siedząc w Twoim wnętrzu, rozkłada się i wytwarza
      trujące substancje.

      MS.
      • blabona Re: Być za rozstajem dróg? 11.08.03, 11:35

        "Blabona, chyba niezbyt jasno się wyraziłam.
        On chce być ze mną i moją córką, ale nie wie , że mam męża.
        Ja po prostu zwyczajnie stchórzyłam i nie powiedziałam mu o nim.
        Teraz boję się jego reakcji.

        Brygida"

        tylko szczera rozmowa...może być trudno-nie wiadomo jak on zareaguje,czy nie
        poczuje się oszukany?-ale niestety trzeba mu wyjaśnić całą sytuację.Skoro Wam
        na sobie zależy to i tak-prędzej,czy później-dowiedziałby sie,ze jesteś
        mężatką-a najlepiej będzie jak dowie się tego od Ciebie:-)
        Najwazniejsze jest to,że wie o Twojeje córce i chce być z Wami.
        Ps.wydaje mi sie,że juz zdecydowałaś ,ze nie chcesz być z mężem?
    • kamfora Re: być na rozstaju dróg 11.08.03, 18:52
      bryggida napisała:

      > Ostatnio , porażająco dojrzale stwierdziła,
      ze:"woalałaby , abyśmy jej nie
      > kochali, a kochali siebie ".
      > To było dla mnie straszne wyznanie.

      Jeszcze raz ja:
      wydaje mi się, że powinnaś porozmawiać z córką,
      ale przedtem poradzić się dobrego psychologa
      dziecięcego. Nie chciałabym, bynajmniej, straszyć
      Cię, ale...czy nie wygląda to na obwinianie się
      córki za wasze konflikty? Chciałaby poświęcić to, co ma
      najcenniejsze - Waszą miłość do niej w imię
      Waszej wzajemnej miłości.
      Dzieciom przychodzą bardzo głupie pomysły do głowy w
      takich momentach...
    • qw5 Re: być na rozstaju dróg 12.08.03, 09:46
      Reakcja córki jest zupełnie naturalna - Ty i Twój mąż jesteście dla niej tak
      naprawdę całym światem. Układ taki jak Wasz powoduje, że dziecko traci grunt
      pod nogami, traci poczucie bezpieczeństwa, najprawdopodobniej również obwinia
      siebie za ten stan rzeczy. Kocha Was oboje i bardzo cierpi widząc co się
      dzieje, czuje się bezradna, i poświęciłaby wszystko, aby to naprawić.
      Kierując się dobrem dziecka i pozostając w takim związku, tak naprawdę
      wyrządzisz krzywdę wszystkim. Trzeba zdobyć się na odwagę, ocenić swoje
      mozliwości ( czy masz gdzie zamieszkać, z czego żyć ) i podjąć decyzję
      dojrzałą. Ale wcześniej porozmawiać z dzieckiem i wytłumaczyć jej najlepiej jak
      potrafisz całą sytuację, traktując tę rozmowę bardzo poważnie, tak jak
      rozmawiałabyś z dorosłą osobą, wbrew pozorom dzieci więcej rozumieją niż nam
      się wydaje. Ona musi wiedzieć, że bardzo ją kochacie oboje, że Wasze problemy
      nie mają żadnego związku z nią i że cokolwiek się stanie zawsze będziecie z nią
      i zawsze będziecie ją kochać, a że tak się czasem w życiu zdarza ...
      Oczywiście sprawa jest jasna, że rówinież potrzebna jest rozmowa z mężem na
      podobnej zasadzie. Pamiętaj przy tym, aby dotrzymać danych obietnic i aby
      dziecko miało kontakt, mozliwie jak najczęstszy z ojcem.
      Natomiast co do Twojej nowej znajomosci - paradoksalnie ( dla dziecka ) to nie
      jest dobry moment, aby zastąpić jej tatę jakimś nowym, ani dobry moment na
      wprowadzenie nowego mężczyzny w jej i wasze życie. To może przynieść jej
      dodatkową przykrość. A więc jeśli możesz bądż bardzo ostrożna, daj dziecku czas
      i jeśli to możliwe dobrze byłoby aby nie wiedziała o Twojej nowej znajomości, a
      zwłaszcza o zażyłości. Oczywiście nie jest to rzecz, którą bedziesz ukrywać
      całe życie, ale wymaga ogromnej delikatności, taktu, a potem oczywiście równiez
      szczerej rozmowy. Dziecko musi wiedzieć na czym stoi i znać dokładnie rolę
      każdego z panów w jej życiu.
      Jakkolwiek każdy ma prawo do szczęścia. A tak naprawdę szczęśliwe są dzieci
      szczęśliwych rodziców. I nawet jeśli w tej chwili córka jest za mała aby
      zrozumieć, że swiat dorosłych jest skomplikowany, to za kilka lat, jeśli uda
      się to rozegrać mądrze, zrozumie. Życzę Ci tego i pozdrawiam serdecznie.
    • komandos57 Re: być na rozstaju dróg 12.08.03, 22:42
      A ty kurwiszonie zejdz z rozdroza bo cie tyr pierdolnie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka