Dodaj do ulubionych

wieża Dennetta

25.01.08, 19:53
na najwyższym jej piętrz
żyją stworzenia popperowskie (od Karla Poppera)
mogą one wyobrażać sobie rezultaty swych działań
dlatego to ich hipotezy umierają za nich

ludzie maja wciąż mało wyobraźni

po prostu nie wyobrażają sobie skutków tylko marzą

marzenie szczególnie takie życzeniowe
i nie powiązane z realem
raczej nie pomagają przeżyć
choć wielu ludzi się nimi narkotyzuje
łudząc się że przynoszą (jak narkotyki) ulgę
w świecie który bez nich byłoby nie do zniesienia

a on jest nie do zniesienia właśnie z nimi

wyobraźnia sprawia ze zamiast tylko czuć
wyobrażasz sobie co będziesz czuł miał w przyszłości

lepiej się żyje tym którzy dzięki wyobraźni
układają mapy rzeczywistości na bazie obserwacji i myślenia
nie obciążonego życzeniami i chęciami

lecz cóż robić gdy cała populacja zaczyna żyć wiara w mit

potem ludzie myślą ze coś z nimi nie tak
im się nie udało bo coś z nimi nie tak
wolą zginąć niż zmienić mit
wolą wierzyć w poczucie winy czyli ze coś z nimi nie tak
bo trudno sądzić ze cała populacja od pokolenia sobie wyobraża głupotę

może to z mitem coś nie tak
tymczasem kolejne pokolenia ludzi umierają za zbiorowe mity które jakieś
takie średniowieczne

na najwyższy szczebel wieży Bennetta
nie tak łatwo się dostać

emocje są jak niewidzialne ciężarki
obciążają myśli
jak kamień co na dno ciągnie
Obserwuj wątek
    • ja_adam Re: wieża Dennetta 25.01.08, 19:56
      najlepiej być nosorożcem
      • gadagad Re: wieża Dennetta 25.01.08, 20:04
        A nosorożec marzy by być gazelą.
      • ja_adam a ja myslałem że człowiek jest mitem 25.01.08, 20:04
        www.youtube.com/watch?v=VntFEWF8I8A
        • mona.blue Re: a ja myslałem że człowiek jest mitem 25.01.08, 20:11
          Podobno teraz najważniejsze jest EQ - inteligenacja emocjonalna :P
        • gadagad Re: a ja myslałem że człowiek jest mitem 25.01.08, 20:14
          pl.youtube.com/watch?v=voJQcG8PcMQ
      • solaris_38 tylko 25.01.08, 21:28
        czasem
      • solaris_38 do Adama nt 25.01.08, 21:29
        • ja_adam do Solaris i nikogo więcej 25.01.08, 21:34
          Wiesz Solaris dlaczego tak sie wku..am?
          Bo mam ochotę wdrapać się teraz na tą wieżę, rozpalić ognisko i pogadać z Tobą
          majac na sobie tylko białe skarpetki.

          Tu w słowa me mysli ubrac nie sposób.
          maczuga!
          • solaris_38 Ad 25.01.08, 21:41
            tylko czy ja tam jestem ?

            czasem myślę ze daleko mi do tych pięter

            choć o nich wiem

            :)
          • spinline Re: do Solaris i nikogo więcej 25.01.08, 21:45
            pogadać z Tobą
            majac na sobie tylko białe skarpetki.

            ....

            Masz na mysli tego "nieszczesnego" faceta z wideo w Yoy Tube, ktore
            dedykowales mi?

            W sumie moglby powstac z tego niezly film typ drama:=)))
            • ja_adam Re: do Solaris i nikogo więcej 25.01.08, 22:04
              mam na mysli tego faceta z wizytówki ja_adam
              • solaris_38 zrozumiałam 27.01.08, 16:40
                ta tęsknotę za ważną częścią siebie samego
    • spinline Re: Tutaj nazywa sie to 25.01.08, 21:40
      dagsdrömmar tzw, dzienne marzenia.

      Czlowiek pograza sie w marzeniach jest to ucieczka przed
      rzeczywistoscia.Bardzo czeste zjawisko.

      cala wiare w Boga i swietych nazwalbym taka ucieczka przed
      rzeczywistoscia. Smutne gdy dotyka nam bliskich osob.
      • solaris_38 Yukio Mishima 25.01.08, 21:48
        taką piękną książkę czytam
        zimny płomień

        jest tam opowiadanie o jakimś mnichu
        który wierzył w Czysta Ziemię
        była to wiara (ruch religijny) w Japonii w 11 wieku
        wierzyli w jakąś szmaragdowa krainę
        taki 11-wieczny kościół scjentologiczny po japońsku
        miałay tam być szmaragdowe pejzarze
        inkrustowane cennymi kamieniami komnaty
        bez głodu lecz ze zjadanymi węchem potrawami najcudniejszymi
        itd

        ludzie życie temu oddali
        siedzieli w kucki godzinami dziennie medytując sutry
        mieli uważać ową krainę za realną a życie realne za złudę


        i sama nie wiem czy to przepiękne zjawisko czy smutne

        siedzisz w kucki i wierzysz że TY złapałeś BOGA za nogi i wiesz gdzie iść
        podczas gdy inni zagubieni
        • spinline Re: To jest tragedia. 25.01.08, 22:05
          Najlepiej jak piszesz daja sobie w zyciu rade ludzie, ktorzy sa
          bardzo realistyczni w stosunku do zycia i oczekiwan i nie zyja
          marzeniami. Tak jest najlepiej i chyba najzdrowiej.
          • mona.blue Re: Zgadzam się - grunt to realizm 25.01.08, 22:08
            • solaris_38 ale Mona 28.01.08, 00:25
              ale realizm nie jako odcięcie sie od uczuć i ducha
          • solaris_38 Spin 27.01.08, 17:03
            myślę ze realizm kojarzy się ludziom
            z brakiem uczuć wyobraźni i cynizmem

            są pogodni ludzie nie pozbawieni fantazji ani uczuć
            którzy są dobrze zakorzenieniu w realu i szanują go

            nie żeby ich za dużo było

            bo to w końcu w pewnym sensie Forma Przyszłości
            Bohater do którego dąży sie


        • ja_adam Re: Yukio Mishima 25.01.08, 22:07
          a ja czytam "dzikie łabędzie:trzy córki chin"
          literatura faktów, japończycy gdy zniewalali chińczyków zmuszali ich poprzez
          kary cielesne do niebywałego wysiłku. dzieci pracowaly przy niebezpiecznych
          maszynach. Gdy włóczka wypadla z mocowania w maszynie tkackiej i wydłubała
          dziecku oko, japończyk skrzyczał dziecko za to ze nie było dość uwazne i...
          Cholera wie co siedzi w mentalności azjatów.

          A w kwestii pseudo wiary w coś tam
          Myślę że bogu bliżej ludzi niż ludziom bogu.
          • spinline Re: Przyczyna okrucienstwa ludzi wobec ludzi 25.01.08, 22:13
            jest wieloraka.
            Z obserwacji zycia aktualnego w Chinach jest najwieksza ilosc
            wyrokow smierci.
            Zycia tam nikt widac na serio nie traktowal i nie traktuje.

            Zeszlismy na smutne tematy.
            • solaris_38 Re: Przyczyna okrucienstwa ludzi wobec ludzi 28.01.08, 00:27
              u nich ponoć jednostka jest sługa ogółu
              podejście niby piękne
              lecz kto powie w imieniu owego ogółu co robić ?

              bo jednak robią to jednostki
              i do tego zranione i oszołomione własną włąsną władzą
        • szarylemur Re: Yukio Mishima 26.01.08, 02:36
          no no
          karl poper chyba stanie sie jedna z milosci mego absurdalnego zywota :]
          ciekawe mial pomysly chlopak

          wszyscy w cos wierzymy
          to cos o czym sadzimy ze jest realizmem jest tez tylko iluzja
          nie ogarniamy rzeczywistosci, a nasze jej modele tylko przy duzej dozie
          zyczliwosci wobec siebie mozemy uznac za realistyczne
          a moze to tylko ja i mi podobne fatamorgany bledne mapy rysujemy?
          hmm, nie sadze, ale moge sie mylic, jak zwykle

          solaris, czy czytalas szestowa?
          dobrze, mysle, rownowazy, poppera

          pozdrawiam
          • solaris_38 niegrzeczna dziewczynka 27.01.08, 16:44
            masz na myśli szelmostwa niegrzecznej dziewczynki ?
            czytałam niedawno
            bardzo piękne i ciekawa książka
            i mam bogate przemyślenia na ten temat

            jak będziesz na południu Polski daj znać pogadamy :)



        • szarylemur Re: Yukio Mishima 27.01.08, 21:32
          zjawisko smutne i piekne
          a w kazdym razie uniwersalnie wystepukace w roznym nasileniu
          zycie samo w sobie prawdopodobnie jest NICZYM
          NIE MA SENSU
          jest tylko mrowcza krzatanina
          ale trudno i bezsensownie zyc z taka swiadomoscia
          lub - z takim wyobrazeniem
          i trudno w takiej sytuacji znalezc wytlumaczenie dla moralnosci chociazby
          dlatego mamy swoje mity
          a ze zabijamy sie o nie?
          no, coz, taka jest cena silnej wiary

          dziekuje szczerze za zaproszenie na poludnie polski
          czy sa tam owce ktore moglabym nieco popasac?

          ja zapraszam na poludnie poludnia
          obecnie mamy male meduzy w duzych ilosciach
          sa jak galaretki biedronki
          ale malo interaktywne

          :)
          • solaris_38 Nic i Sens 27.01.08, 22:39
            ja nie wchodzę głębiej teraz w pojęcie niczego
            choć wydaje się być ono z fizycznego widzenie współczesnej fizyki wielką
            potencjalnością (np z próżni może wyskoczyć cząstka i antycząstka to kto wie co
            jeszcze ;) :) :) - NIE TAKA PRÓŻNIA PUSTA JAKBY SIĘ WYDAWAłO:)

            skupię sie na pojęciu sensu
            często o tym pisałą

            wg mnie pojęcie sensu pojawia się (i ma sens) tylko w odniesieniu do konkretnego
            CELU
            jeśli potrafisz dać taki kierunek jak cel możesz zastanawiać sie nad tym co
            temu celowi sprzyja = ma sens
            a co nie sprzyja =nie ma sensu

            czyli sens jako kryterium zgodności z obranym celem
            natomiast mówienie o sensie całości nie wydaje mi sie płodne

            kiedy to piszesz nei czuje tego ale zazwyczaj jak ktoś pisze ze życie nie ma
            sensu to choćby dowodził to nie wiem jak intelektualnie i filozoficznie znaczy
            to tylko jego obniożony nastrój
            brak sił

            niektórzy np filozofowie to celebrują
            utrzymują sie w podłym nastroju bo wtedy lepiej i głębiej jest im dowodzić
            braku sensu ha ha ha ;) ;) ;)

            a ja zapraszam w centrum zawiei i wichrów i śniegów

            wg mnie wszystko ma sens ale tylko w tym sensie :) ;) :) że każda rzecz nadaje
            się do jakiegoś celu
            a celem jest i konstrukcja i destrukcja bo obie potrzebne
            klasyczne jin i jang

            • solaris_38 do Lemurra Sharego nt 27.01.08, 22:54
            • szarylemur Re: Nic i Sens 27.01.08, 23:13
              hem, no ale ja o tej bezsensownosci i bezcelowosci pisalam w odniesieniu do
              mnichow co siedzac w kucki raduja sie ze zlapali boga za kostki...

              "siedzisz w kucki i wierzysz że TY złapałeś BOGA za nogi i wiesz gdzie iść
              podczas gdy inni zagubieni"

              odnosnie tego fragmentu te moje mrowki

              kryterium sensownosci jakiegos dzialania bedzie to na ile prowadzi ono do
              obranego celu
              ale czy cel jest sensowny?
              mozemu uwtorzyc cala hierarchie celow
              gdzie te male i posrednie beda jak najbardziej sensowne, logiczne, a jednak na
              ich szczycie stac moze cos co - w pewnym momencie wyda sie nam samym lub innym
              osobom - kompletna bzdura/iluzja/ falszem.
              depresja bedzie raczej owocem niz przyczyna takiego zalamania ustalonego swiata
              wartosci.
              jezeli nie doswiadczamy pewnosci co do tych wartosci najwyzszych, cala reszta pada.
              albo: mozemy zyc dokladnie tak samo jak wczesniej, niejako automatycznie lub jak
              marionetki zarazone memem i majace nadzieje na prawdziwosc mitu organizujacego
              zycie, lecz przy braku autentycznej wiary bedziemy wciaz sie potykac, gubic,
              odczuwac zniechecenie.
              jak mawia moj " ulubiony" paulo coelho- trzeba odnalezc wlasna legende, cos, dla
              czego chce sie zyc tak bardzo, ze nawet umrzec za to wydaje sie lepszym niz bez
              tego trwac.
              niestety, najczesciej silnej wierze towarzyszy przekonanie o obiektywnej/
              jedynej prawdziwosci swojego wyznania, co powoduje ostre konflikty, staje sie
              uzasadniniem dla krucjat i innych takich wybrykow.
              tak bardzo chcemy zeby to w co wierzymy bylo czyms wiecej niz nasza wiara,
              zamienic " wierze" na " wiem". uzyskujemy przez to kamien wegielny, na ktorym
              mozemy budowac pomniejsze cele i wytyczac do nich sensowne drogi. taka gwiazde
              polarna.

              skad bierze sie ta niezgoda na niepewnosc?
              • szarylemur Re: szestow 27.01.08, 23:20
                no i wlasnie o takim doswiadczeniu " nieoczywistosci" pisal pan szestow
                tak jak to mgliscie pamietam
                • solaris_38 idę poszukac kto to ten szestow nt 27.01.08, 23:50
                  • szarylemur Re: idę poszukac kto to ten szestow nt 27.01.08, 23:59
                    jesli masz odstep do bibliotek to polecam wyporzyczyc ktorys z tytulow.
                    szalony jest troche szestow...
                    • solaris_38 Szestow 28.01.08, 00:21
                      każda mądrość
                      której owocem jest męka i miotanie się
                      zdaje mi sie być wewnętrznie chora
                      i sprzeczna z założeniem życia któremu hołduję

                      ale bardzo zaciekawiłaś mnie tą postacią i cieszę się że ja poznałam

                      oto kilka cytatów które mnie zaciekawiły
                      i które czasem skomentuję krótko:



                      1. " W roku L. Szwarcman, w tym czasie uczeń gimnazjum w Kijowie został porwany
                      przez grupę anarchistów, mających nadzieję na okup. Jednak jego ojciec nie ugiął
                      się pod szantażem, okupu nie zapłacił, a przyszły filozof powrócił do domu
                      dopiero po pół roku . Choć sam Szestow nigdy o tym zdarzeniu nie wspominał -
                      jednak bez wątpienia, ów brak ojcowskiej miłości - musiał wpłynąć na
                      kształtowanie jego postawy myślowej (apoteozy nieoczywistości - niezakorzenienia
                      - braku oparcia w czymkolwiek - jeśli dziecko nie może zaufać własnemu ojcu, że
                      ten będzie się starał je uratować - to jak może wierzyć w cokolwiek, co dawałoby
                      trwałe oparcie?)."

                      - bardzo interesujące w kontekście jego późniejszej twórczosci


                      2. "Sfera przeciętności - to postawa, jaką przyjmuje człowiek pod wpływem
                      tradycji, moralności, filozofii naukowej i samej nauki - podporządkowując się
                      Rozumowi. Świat jawiący się oczom człowieka sfery przeciętności - to świat
                      przeniknięty Logosem, świat racjonalny, świat będący intelligibilną całością, w
                      której raz na zawsze byt jest oddzielony od niebytu, prawda od fałszu, a dobro
                      od zła. W tym świecie wszystko - odbywa się w zgodzie z absolutnymi prawami
                      rozumu, nie ma w nim miejsca na przypadek, czy wolność . W sferze tragedii
                      natomiast - żadne z praw normalnego, przeciętnego świata już nie obowiązuje.
                      Człowiek tragiczny jest zmuszony odrzucić zarówno wszystkie prawa nauki,
                      moralności, filozofii, jak i prawa zdrowego rozsądku (z prawem niesprzeczności
                      włącznie). Musi przyjąć, że doświadczenie tragedii, jakie zostało mu dane jest w
                      stanie zniszczyć cały gmach myśli racjonalnej budowany od 2000 i więcej tysiąca
                      lat . Co ważne jednak, to nie człowiek wchodzi w sferę tragiczności, to nie on
                      szuka źródłowego doświadczenia tragedii, ale to tragedia znajduje człowieka, ona
                      do niego przychodzi, miażdży go i wrzuca do podziemia, z którego nie ma już
                      powrotu - mimo tęsknoty do normalności ."

                      człowiek tragiczny to emocjonalny wybór
                      buddyści też podważają prymat rozumu
                      a jednak osiągają przez to harmonię raczej niż dramat

                      3. "Atmosferę skandalu ciekawie oddają słowa młodzieży, która groziła rodzicom:
                      "będę oddawał się rozpuście i czytał Szestowa" .

                      jedynie uśmiech :) za komentarz

                      4. "To, co prawdziwe wcale nie musi być możliwe, a raczej możliwym nie jest.

                      esensja sprzeczności


                      5, "celem filozofii ma być - nie uzyskanie prawdy - a nauczenie człowieka życia
                      w niewiedzy."

                      to mi się podoba

                      i to jest związane z tym co pisałaś o niewiedzy
                      o uciążliwości życia w niewiedzy

                      zaiste byłoby to piękne szkoła ucząca jak znosić więcej niepewności niż potrafimy

                      to by bardzo poszerzyło wyobraźnie pokorę i horyzont myślowy

                      lecz JEŚLI miałoby to się odbywać kosztem owego Dramatu
                      to by mi się nie podobało

                      to samo ale bez dramatu
                      ;)
                      sądzę ze możliwe

                      6. " Wielki Inkwizytor (symbol katolicyzmu) u Dostojewskiego, to samozwaniec i
                      uzurpator, który absolutną władzę nad człowiekiem przywłaszczył sobie za pomocą
                      "cudu, tajemnicy i autorytetu"


                      jak na owe czasy to było tak odważne że budzi podziw

              • solaris_38 Re: Nic i Sens 27.01.08, 23:42
                wg mnie cel nie może być sensowny czy nie bo jest tylko elementem cząstkowym
                ta sama rzecz ma sens pod względem innego celu i nie ma gdy go rozpatrzysz
                pod kątem innego celu

                cel nie posiada sensu
                on jest sam w sobie takim lokalnym sensikiem i może a nawet musi być sprzeczny
                z innymi jak najbardziej

                co do hierarchii celów to też sadzę ze one wchodzą ze sobą w synergie i antagonizmy

                ale ich łączna suma może dawać zero a nie plus czy minus

                może też być tak a jesli założymy ze jedne sensy są droga do innych tak jak
                rozpad służy życiu to już całkiem na szczycie wszystko zlewa sie w spójny i
                oscylujący konstrukt miedzy sensem a jego zaprzeczeniem

                może tez być tak
                że ogólna suma wszystkich celów ma jakąś uprzywilejowaną stronę

                lecz my świadomi jedynie tego co cząstkowe
                byty przejściowe tylko
                nie musi nam pomagać żadna ostateczna racja
                może jest nawet wbrew nas i dlatego nas unicestwia po zrealizowaniu swojego celu

                ale i ja lubię sobie wyobrażać owa spójność wszystkiego i wzajemne przenikanie
                i wynikanie i powiązanie
                lubie widzieć w swiecie wielki fraktal w kórym nie martwię sie że rozumeim malutko
                bom wszystko jerst powtórzeniem tego samego tylko w róznych skalach

                i czy ma sens czy nie
                podba mi sie ten fraktal
                choć może inaczej bym sądziła gdybym zdychała w Afryce od głodu i strzelb
                zachłannych braci-kacyków

                co do kolejności to będę sie upierać jednak ze depresja jest pierwotna a nei
                jest przyczyną załamania sie systemu wartosci
                ponieważ pierwotne są zawsze pierwotne piętra
                i choć na siebie zwrotnie wpływają to jednak pierwsza zawsze odezwie sie
                emocja a rozum dopiero do niej dołączy

                i nie pomyśli ze życie nie ma sensu człowiek SZCZĘŚLIWY

                brak wiary ?

                czy zwierzęta maja wiarę ?
                pracowałam kiedys nad lekami przeciwdepresyjnymi i są modele na zwierzętach,
                one tez maja depresję
                można ją wywołać
                jest kilka modeli ja lubię model umiarkowanego stresu chronicznego Wilnera

                nie wiem skąd bierze sie dysonans poznawczy
                lecz ludzki umysł jest maszynką do ujednolicania i syntezowania zatem odrzuca
                fakty niedopasowane z koncepcja która zdaje mu sie nadawać spójność chaosowi
                informacji

                chaos nie sprzyja życiu

                czy możliwa jest harmonia z chaosem ?

                a czy śmierć nie jest chaosem ?
                rozpadem organizacji na rzecz sprawiedliwego rozproszenia cząstek ?

                pamiętam keidyś uświadomiłam sobie balon złudzenia na którym żyje i żegluję
                on był jak lodź
                nawet nie czułam że nie po rzeczywistosci płynę tylko ponad nią wyżej lub niżej
                a wszystko takie rzeczywiste że hej
                mogłabym tak pływać i pływać
                a nawet bohatersko ze sztormani wyimaginowanymi walczyć
                a nawet w gromadzie z innymi wspólne wojny na wspólnych urojeniach toczyć

                ale zachciało mi sie ziemi

                uwierzyłam ze wznieść sie mogę naparwdę tylko na solidnej wiedzy która zbuduje
                samolot
                • szarylemur Re: Nic i Sens 28.01.08, 00:09
                  musze przemyslec :)
                • solaris_38 spzrecznosci 28.01.08, 00:34
                  mój poscik bardzo różnorodnie sprzeczny
                  mam nadzieję że oprócz zmęczenie cię zainspirował ;)
                • szarylemur tak na brudno 28.01.08, 03:38
                  to znaczy tak:
                  aby uznac droge do celu za mniej lub bardziej sensowna trzeba orzec na ile nas
                  ona do tego celu zbliza
                  cel zatem bedzie jakims stanem badz rzecza warta osiagniecia
                  bledem jest mowic o jego sensownosci
                  lepiej mowic o wartosciowosci danego celu
                  jakis tam posredni cel moze byc tez rowniez " punktem" na drodze do celu
                  wyzszego, ale wtedy nie rozpatrujemy go juz jako celu, lecz jako etap mniej lub
                  bardziej sensownego dzialania

                  tak wiec sensowna droga moze prowadzic do celu o watpliwej wartosci
                  i nie dosc ze dzieli nas pojecie tego co wartosciowe to nawet wsrod wyznawcow
                  jednej wartosci nie ma zgody na to jakie dzialania zrealizuja ja najsensowniej
                  stad konflikty

                  kiedy mowie o konfliktach to juz moze bez goryczy
                  ale i bez radosnego uniesienia


                  "może też być tak a jesli założymy ze jedne sensy są droga do innych tak jak
                  rozpad służy życiu to już całkiem na szczycie wszystko zlewa sie w spójny i
                  oscylujący konstrukt miedzy sensem a jego zaprzeczeniem"
                  a moze wlasciwie wszystko jedno czy zrobimy cos czy zrobimy nic?


                  'i nie pomyśli ze życie nie ma sensu człowiek SZCZĘŚLIWY"
                  ano, raczej nie pomysli
                  bedzie zwyczajnie taplal sie w szczesciu nie probujac go bron boze zarysowac
                  krytycznym osadem, zamienic w przeszlosc mysla. nawet do glowy mu nie przyjdzie
                  nie ufac swoim ocenom w tym stanie :)

                  "ja lubię model umiarkowanego stresu chronicznego Wilnera"
                  a ja bym chciala dowiedziec sie czym skutkuje silny stres chroniczny

                  pozdrawiam
                  • solaris_38 wartosci i cel i sens 28.01.08, 23:28

                    > aby uznac droge do celu za mniej lub bardziej sensowna trzeba orzec na ile nas
                    ona do tego celu zbliza

                    dokładnie

                    > cel zatem bedzie jakims stanem badz rzecza warta osiagniecia
                    > bledem jest mowic o jego sensownosci

                    jasne dlatego to nie cel ma sens ale zgodność postępowania z założonym celem

                    sam cel może być głupi , destrukcyjny , niegodziwy,
                    jednak wciąż każda droga ma sens lub nie w zależności czy do niego prowadzi czy
                    na manowce

                    > lepiej mowic o wartosciowosci danego celu

                    cel i wartość to co inengo
                    bo mogą być cele pozbawione pozytywnych wartosci wartosci



                    >
                    > tak wiec sensowna droga moze prowadzic do celu o watpliwej wartosci

                    tak sądzę

                    > i nie dosc ze dzieli nas pojecie tego co wartosciowe to nawet wsrod wyznawcow
                    > jednej wartosci nie ma zgody na to jakie dzialania zrealizuja ja najsensowniej
                    > stad konflikty

                    ale ty sądzisz ze jest JEDNA wartość ?

                    bo ja myślę ze konflikty też mają wartość

                    > kiedy mowie o konfliktach to juz moze bez goryczy
                    > ale i bez radosnego uniesienia

                    i dobrze
                    po co te skrajności jak gorycz i uniesienie
                    to już nie epoka czarno-białych filmów i ich niesamowitego dramatyzmu
                    czas uczyć sie żyć wśród subtelniejszych odniesień szarości i kolorów


                    >
                    > 'i nie pomyśli ze życie nie ma sensu człowiek SZCZĘŚLIWY"
                    > ano, raczej nie pomysli
                    > bedzie zwyczajnie taplal sie w szczesciu nie probujac go bron boze zarysowac


                    ;) no tak

                    to jest groźne
                    ta bezmyślność towarzysząca szczęściu
                    i nadmiar myślenia towarzyszący pesymizmowi


                    > "ja lubię model umiarkowanego stresu chronicznego Wilnera"
                    > a ja bym chciala dowiedziec sie czym skutkuje silny stres chroniczny


                    ostry to chyba nerwice wywołuje ?


                    w każdym razie chroniczny nieprzewidywalny (to ważne nie wiem czy dodałam)
                    stres umiarkowany wywołuje klasyczną

            • szarylemur Re: Nic i Sens/ off 28.01.08, 06:38
              "kiedy to piszesz nei czuje tego ale zazwyczaj jak ktoś pisze ze życie nie ma
              sensu to choćby dowodził to nie wiem jak intelektualnie i filozoficznie znaczy
              to tylko jego obniożony nastrój
              brak sił "

              moze dlatego ze ja to pisze na chlodno
              tak jakby patrzac z daleka, tak ze i matki rodzace i mnichowie w kuckach i robotnicy i artysci i biznesmeni i wynalazcy i dzieci gwalcone i podpalane zywcem i matki teresy wszelkiego sortu
              wygladaja jak mrowki i mijaja tak szybko i niby cos zmieniaja niby moze nastepnym pokoleniom mrowek zyje sie lepiej lub gorzej
              ale tak jak patrzysz na mrowki
              widzisz tylko zycie, przemijanie
              nic wiecej
              zadnego wiekszego sensu
              bilans byc moze wyjdzie na zero
              o ile ktos bedzie aby go zrobic
              o ile bedzie mu sie chcialo

              mialam swietnego wykladowce, facet zajmowal sie religia
              na pierwszym roku, gdy mlodzi tacy i zachlysnieci wolnoscia mysli
              toczylismy krwawe boje ideowe na zajeciach bodajze z socjologii lub filozofii lub moze psychologii religii
              pan ( pomine nazwisko) ziewal
              gdy sytuacja znajdowala sie na granicy bojki wrecz
              on z zolwim zainteresowaniem ogladal swoje paznokcie
              gniewnie indagowany o argumenty na rzecz jednej ze stron
              o osobista deklaracje
              on znudzony lecz zyczliwy odpowiadal ze on nie wie
              ze jest agnostykiem
              i zachecal nas do dalszej dyskusji

              osiagnac spokoj to znalezc sie gdzies pomiedzy perspektywa mrowki a perspektywa boga
              mrowka zgubnie duza wage przyklada do ciezaru przytrafiajacych jej sie zdarzen
              "bog" z kolei od mikroskali oderwany, zbyt obojetny by doznawac jakichkolwiek wzruszen, przez co traci zyciowy naped

              dreczy ma dusze - ze tak powiem
              gdy ktos mi jazgocze czy wyklada pracowicie ze wie jak zyc
              jak bedzie lepiej
              ze chcialby i mi pomoc
              bym zaufala slowom jezusa
              mahometa
              prometeusza
              proroka psychologow
              kresli mi wizje swiata z jasnym rozgraniczeniem na dobre i zle
              wypisuje recepty
              i szczerze przejety, innych od siebie nazywa niewiernymi
              bladzacymi
              topi mnie w swej milosci braterskiej
              w szczerym wspolczuciu
              zamyka w sloiku sensu/ wartosciwosci wg tego a tamtego

              ja nie potrafie z tego korzystac
              ja czasem wierze w przeznaczenie
              w to ze moja droga tez wiedzie w gore, do swiatla
              ale ze nie jest to wiara ani pewnosc
              a i rezulatow szczegolnie imponujacych w rzeczywistosci nie osiagam
              to watpie w moje wlasne tezy srednio raz dziennie

              z moich starych zapiskow pamietam jedno z ulubionych hasel:
              arbeit macht frei
              ale ja chce tworzyc

              chwytam sie slow ze dla kazdego jest miejsce w tym cyrku
              choc czasem tez wyrzucam sobie z niedowierzaniem, ze ja chyba tylko pisac potrafie o rzeczach o ktorych nikomu nie chce sie myslec

              kilka lat temu poznalam henry'ego millera i to byl przelom w moim zyciu.
              "Odkryłem, że przez całe życie nie pragnąłem bynajmniej żyć - jeżeli te zabiegania innych nazwać życiem - lecz wyrazić siebie. "
              no, wlasnie.

              trudno kogos o takim nastawieniu do zycia nazwac realista, chyba.
              niemniej jednak sa rozne szczescia, a zatem rozne drogi do niego.
              tak, chyba tak jest.
              to sie byc moze okaze :)
              • solaris_38 kontemplacja małych sensów 28.01.08, 23:49

                > wygladaja jak mrowki i mijaja tak szybko

                poczekaj czy to życie jest takim piekłem ?
                ono pewnie bywa piekłem ale zmieniac pownni ci których to dotyczy

                jeśliżyjesz w zcasie wojny tzreba zamienić wojnę na pokój
                jeśli zyjesz w kraju bez wody
                tzreba jakos ropwziazać ten problem

                ale to nie życie nie ma sensu ale po prostu panują trudne warunki
                czy to odbiera życiu sens?
                czy tylko słoneczne plaże słodycze i przejedzenie są wartością
                te miejsca są innym wyzwaniem
                tam łatwo o cukrzycę nowotwory narkotyki nałogi otyłość i przysypanie namd
                piwkiem zamiast ŻYĆ

                >
                i niby cos zmieniaja niby moze nastepnym pokoleniom mrowek zyje sie lepiej lub
                gorzej

                wysiłki mrówki tzreba oceniac z perspektywy mrówki
                to "niby" które tak łatwo niedojrzeć tak małe
                może mieć płonąca namiętność do życia
                która nei zważa na oceny i sama siebie karmi bo chce

                > ale tak jak patrzysz na mrowki
                > widzisz tylko zycie, przemijanie
                > nic wiecej
                > zadnego wiekszego sensu


                Lemurka
                jaki DUŻE ty musisz mieć te sensy żeby ci sie wydawały warte radości ???
                przejdź na kontemplację małych sensów


                > bilans byc moze wyjdzie na zero
                > o ile ktos bedzie aby go zrobic
                > o ile bedzie mu sie chcialo


                bilans rzecz zmienna
                jak na giełdzie
                czasem jest epoka lodowcowa a czasem dinozaurów

                wszystkie są piękne i warte istnienia
                my o bilansie ogólnym i tak nie mamy pojęcia

                >
                > osiagnac spokoj to znalezc sie gdzies pomiedzy perspektywa mrowki a perspektywa
                > boga

                bardzo mi to odpowiada

                ale raczej jako zachowanie rónoiczesne obu punktów
                niż wyciaganie jakiejś średniej

                takie widzenie dwoma oczyma z któcyh każde mówi o czym innym
                jakby dualizm skalowy


                > dreczy ma dusze - ze tak powiem
                > gdy ktos mi jazgocze czy wyklada pracowicie ze wie jak zyc

                jesli cię przekona - sam uwierzy bardziej w to,
                w co na razie tylko chce wierzyć :)

                ale mnei to o tyle nie meczy o ile ktoś nie ma władzy nad moim życiem
                jeśli jest w pozycji mi narzucać to jestem zadziwiająco małostkowa
                na szczęście (na wygodę mozę raczej?) nie wyrastam ponad epokę i społeczeństwo
                nei musi mnie obawiać


                > ja czasem wierze w przeznaczenie
                > w to ze moja droga tez wiedzie w gore, do swiatla

                ja też tam mam
                że zcasem wierzę w jakieś enigmatyczne światło po którego nitce zdążam lub
                zdążać sie staram

                bo mi w nim cieplej i lepiej i ppiekniej :)

                > ale ze nie jest to wiara ani pewnosc
                > a i rezulatow szczegolnie imponujacych w rzeczywistosci nie osiagam
                > to watpie w moje wlasne tezy srednio raz dziennie
                >
                > z moich starych zapiskow pamietam jedno z ulubionych hasel:
                > arbeit macht frei
                > ale ja chce tworzyc
                >
                > chwytam sie slow ze dla kazdego jest miejsce w tym cyrku
                > choc czasem tez wyrzucam sobie z niedowierzaniem, ze ja chyba tylko pisac potra
                > fie o rzeczach o ktorych nikomu nie chce sie myslec
                >
                > kilka lat temu poznalam henry'ego millera i to byl przelom w moim zyciu.
                > "Odkryłem, że przez całe życie nie pragnąłem bynajmniej żyć - jeżeli te zabiega
                > nia innych nazwać życiem - lecz wyrazić siebie. "
                > no, wlasnie.
                >
                > trudno kogos o takim nastawieniu do zycia nazwac realista, chyba.
                > niemniej jednak sa rozne szczescia, a zatem rozne drogi do niego.
                > tak, chyba tak jest.
                > to sie byc moze okaze :)
                • solaris_38 kontemplacja małych sensów 2 28.01.08, 23:58


                  > > to watpie w moje wlasne tezy srednio raz dziennie

                  ano czyli ze życie kipi w tobie :) ;)


                  > jedno z ulubionych hasel:
                  > > arbeit macht frei
                  > > ale ja chce tworzyc

                  tworzenie jest rodzajem pracy - o co chodzi kobieto ?


                  > > chwytam sie slow ze dla kazdego jest miejsce w tym cyrku

                  tak
                  jesli kiedy piszesz CYRK
                  piszesz z miłością do jego dziwnych stworzeń

                  > > choc czasem tez wyrzucam sobie z niedowierzaniem, ze ja chyba tylko pisac
                  > potra
                  > > fie o rzeczach o ktorych nikomu nie chce sie myslec

                  ty to lubisz sobie dołożyć
                  zdołować się
                  czy potem ci lepiej jak już sobie doładujesz to myślisz ze jednak ni e jest tak
                  źle?


                  myślenie jest trudem i praca i nawet tym którzy mają tak sprawne aparaty myślowe
                  że co myśl to nagroda czasem ciężko pracowac
                  na to idzie za dużo energii
                  to musi zostać wymuszone i nagrodzone


                  > >
                  > > kilka lat temu poznalam henry'ego millera i to byl przelom w moim zyciu.


                  lubię Milera i jego masochistyczną żarłoczność życia

                  ale nie kusi mnie to do budowania podobnych klimatów

                  człowiek jak chce być szczęśliwy musi sobie wybierać szczęślwych mistrzów a
                  nie zdołowanych nawet jeśli mają swój urok i niewątpliwe piękno

                  zobacz szestow też cię jakoś zafascynował a to kolejny Człowiek Tragiczny

                  • szarylemur Re: kontemplacja małych sensów 2 29.01.08, 05:09
                    przemyslenie tego co napisalas i tego co ja odpisalam tobie lecz nie wysylam,
                    zajmie mi prawdopodobnie kilka przyszlych wcielen.
                    na razie wiec tylko
                    pozdrawiam
                  • szarylemur Re: kontemplacja małych sensów 2 01.02.08, 05:38
                    pominmy moje osobiste preferencje dotyczace wielkosci celow.
                    o niby - bezcelowosci dzialan mrowek mowilam w odniesieniu do twoich wahan czy
                    to piekne czy smutne ze mnisi odwrocili sie od doczesnosci i chwala kostki, za
                    ktore zlapali boga.
                    dla nich celem jest zycie wieczne, sensownym - wedle wyznawanej przez nich
                    religii - wydaje sie nie tracenie czasu na doczesnosc zatem.
                    wybierz sobie jakas wartosc za cel i znajdz mape. i juz, masz swoj cel,
                    zarabiasz na swoj sens.
                    ALE jesli spojrzysz z bardzo daleka, jedynym celem jakiego dopatrzysz sie w
                    zyciu, jest .... chyba tylko zycie samo, przemiana.
                    skoro to przemiana, zycie jest celem samym w sobie, jest ono tak samo sensowne
                    jak i bezsensowne.
                    czy nie?
                    a jesli spojrzysz z perspektywy konkretnej mrowki, wczujesz sie w nia, olsni cie
                    celowosc jej dzialan.

                    dla mnichow ich droga jest piekna.
                    dla ciebie moze byc smutna.
                    jesli nie uwazasz/ nie wierzysz ze istnieje jakis obiektywny cel/ wartosc ktora
                    nalezy realizowac w zyciu, nie mozesz oceniac inaczej niz pod wzgledem zgodnosci
                    ze swoimi celami/wartosciami.

                    a to co do mnie piszesz dalej jest ocena.
                    nie watpie ze kierujesz sie zyczliwoscia
                    a jednak przeczysz swojej wlasnej koncepcji pluralizmu sensownosci i celowosci.
                    moja droga nie musi ci sie podobac, moze byc dla ciebie smieszna i pozalowania
                    godna albo i piekna i wzniosla i realistyczna.bledna albo sensowna. ale to
                    dlatego ze oceniasz moje cele i moje drogi podle swojej. a to niby dlaczego?
                    ani ja ani ty ani nikt w ogole nie wie, ktore z nas zlapalo boga za kostki
                    byc moze kazde z nas
                    byc moze nikt
                    a byc moze ty akurat?
                    ale tylko byc moze
                    " hmm, byc moze masz racje"
                    oto moja dyplomatyczno - konformistyczna - wycofana odpowiedz na proby nawrocenia
                    mowisz mi jakich mistrzow mam sobie wybierac jesli chodzi mi o spokojne
                    szczescie rownoczesnie dajesz prymat szczesciu spokojnemu nad niespokojnym.
                    tu sa odcienie bieli, a tu czerni
                    " a karmazyn najpiekniejszy jest"

                    wiem ze przylaze jak mi jest zle
                    taka moja slabosc
                    nie chcialabym stracic mozliwosci wytchnienia, ale czy jedyna droga wiedzie
                    przez podporzadkowanie sie?
                    ----
                    przechodzac w realizm - uznaje sensownosc istnienia konfliktu. one cos
                    zmieniaja na jakims poziomie, dzieki nim rozwija sie cywilizacja. nie neguje.
                    wedlug mnie nie obejdzie sie tez bez konfliktow na poziomie metafizycznym ani
                    towarzyskim. wiekszosc zycia zajmuje nam zmaganie sie z czyms. bezczynne
                    zadowolenie jest nieproduktywne, nigdy nie trwa dlugo, przesyt staje sie bodzcem
                    do wynalezienia nowego celu. taka dynamika zycia, zdaje sie.

                    pozdrawiam szczerze

                    ps nigdzie nie napisalam ze to wirujace mrowcze zycie wydaje mi sie pieklem.
                    nie, zwyczajnie, zyciem mi sie to wydaje.
    • wichrowe_wzgorza Re: wieża Dennetta 25.01.08, 22:04
      ....
      dlatego ja nie marzę, żyję, a wyobraźnia w sensie widzenia "rzeczy" ze
      wszystkich stron - z mojej, twojej, jej, jego - pomaga uzyskać zrozumienie i
      pozwala nie osądzać, nie kwalifikować i nie potępiać.
      Wyobraźnia powinna ulepszać życie nie w sensie zludzen, ale wiary, że warto
      odmieniać siebie, bo to gwarantuje odmianę świata wokol nas.
      Marzenia, które nie stają się planem, a następnie faktem - kaleczą i
      przysparzają zbędbych żalow....
      • solaris_38 Re: wieża Dennetta 27.01.08, 16:45
        zgadzam sie

        widać Wzgórzata że nas czeka teraz już tylko praktyka
        w której nigdy dość inspiracji w owej praktyce bo to sie łatwo wygasza ;)

    • akwarysta84 Re: wieża Dennetta 25.01.08, 23:47
      No np. ja żyłem w takim micie, że na każdego w miarę przystojnego i
      rozsądnego faceta,(aha, nawet kiedyś wydawało mi się, że jestem
      inteligentny, atrakcyjny, wrażliwy i zdolny)znajdzie się jakaś
      wybranka, z którą w odpowiednim czasie zacznie układać sobie życie.
      To teraz autor postu może mi pogratulować(myślę, że to dość spory
      wyczyn): Wyrzekłem się ostatnio tego zamierzenia, bo niestety
      okazało się niezgodne z moimi możliwościami,( Co ja poradzę, że
      jestem inny niż wszystkie dzieci:) )

      Trochę to źle działa na moja psychikę, bo czuję się jak pedał
      skończony i nie wiem jak z tym długo przetrwam.Przynajmniej na razie
      żyje jednak w większym spokoju, nie robię sobie złudnych nadziei i
      nie przeżywam rozczarowań.

      • solaris_38 Re: wieża Dennetta 27.01.08, 16:51
        jeśli nie masz nałogu np nie pijesz .. za dużo to myślę że masz duże szanse
        na spotkanie kogoś z kim życie bezie lepsze niż samemu choć wciąż trudne i
        pełne niewygód i irytacji

        jednak lepsze

        świat jest pełen kobiet marzacych jako istoty niesamodzielne emocjonalnie
        szukających związków i wiele z siebie dających

        a jeśli jeszcze nie potrafisz kochać
        to wciąż czas sie nauczyć

        zresztą ze zdziwieniem zauważam ze choć jestem typowa kobieta zaczynam czuć sie
        zdolna do samotności bez poczucia wewnętrznej tragedii i minięcia sie z czymś
        istotnym

        jednak wciąż sądzę zę być we dwoje szczęślwiym to wyższa forma nuć być
        szczęśliwym w samotności

        pragnęłabym tego dla siebie
        i tobie tego życzę

        chyba ze sam życzysz sobie czegoś innego ;) ;) ;)

    • mmax20 Re: wieża Dennetta 26.01.08, 17:55

      zynowie zórki mytów czy czegoś tam
      tchnący potrzebujecie pomocy czy o co vam choci?
      • solaris_38 odpowedz na wołanie cór i synów 27.01.08, 16:52
        czujesz zew wołający cię na pomoc dobry człowieku ?
        • mmax20 Re: odpowedz na wołanie cór i synów 27.01.08, 19:31

          tutaj chyba już wiele nie nawojuję:)


    • hansii Jasne, ze Racjonalizm jest bardziej praktyczny :) 27.01.08, 16:49
      od Sentymentalizmu :)

      Lecz czy daje wiecej radosci zycia?
      - NIE.

      Nawet gdy radosc jest ULUDA i tylko na jakis czas...
      pozostaje radoscia :)))
      • solaris_38 protestuję 27.01.08, 16:58

        to prawda ze radosci życia codzienengo tzreba sie uczyć
        i wymaga to pewnej ewolucji i pracy nad własną zdolnoscią do widzenia

        ale nie zgadzam sie racjonalizm jest smutny a złudzenia radosne

        radość jaką czuje zdrowe żywe ciało np w ruchu, wśród przyrody
        jest wspanialsza niż rozmemłane fantazje narkomanów i marzycieli

        HA !

        ja mam nawet koncepcje ze nawet stary kulawy pies słonecznego dnia mzoe czuć
        PRAWDZIWI RADOŚĆ przekraczającą
        Marzenia O Prawdziwej Miłosci

        • hansii i mozesz :) 27.01.08, 17:50
          solaris_38 napisała:
          ale nie zgadzam sie racjonalizm jest smutny a złudzenia radosne
          >
          > radość jaką czuje zdrowe żywe ciało np w ruchu, wśród przyrody
          > jest wspanialsza niż rozmemłane fantazje narkomanów i marzycieli


          1. Dobra pogoda dla bogaczy :)
          dla niebogaczy sa prognozy zle :)

          2. Roznimy sie tym, ze Ty lubisz pracowac nad soba :)

          Trzyam za Ciebie kciuki :)))

          Poniewaz moja wlasna osoba wysoce mnie nudzi,
          wole pracowac nad innymi :)))


          • wentyl77 Re: i mozesz :) 27.01.08, 18:27
            > radość jaką czuje zdrowe żywe ciało np w ruchu, wśród przyrody
            > jest wspanialsza niż rozmemłane fantazje narkomanów i marzycieli
            Skąd wiesz?

            Czyli, że powinniśmy mieć cele a nie marzenia? Pół-automaty z
            wbudowanym programem, nie oglądające się na boki, na możliwość
            zboczenia z kursu? A przecież ludzką rzeczą jest błądzić, myślę że z
            takiego błądzenia może powstać coś ciekawego - może nie samo w
            sobie, ale jako zalążek czegoś wielkiego. Tak myśle...

            --
            www.stolicakomiksu.boo.pl
            • solaris_38 Re: i mozesz :) 27.01.08, 23:08
              słowo marzenia znaczy wiele różnych rzeczy

              podoba mi sie marzenie jako piękny cel, fantazja która pragnie być zrealizowana
              i dodaje mocy do czynu dążenia i generalnie ma związek z rzeczywistością
              bo TO jest godne człowieka

              to jest nie-automatyczne
              to jest wzruszająco piękne i godne podziwu
              inspirujące
              i daj oczywiscie wiele okazji do twojego ulubionego błądzenia ;)


              nie podoba mi się marzenie jako bezowocne fantazjowanie
              czyli psychiczne onanizowanie się
              nie żebym sama tego nie robiła
              w szerokim i wąskim tego słowa znaczeniu :)

              ale zawsze lepsze to co ma wymiar rzeczywisty
              niż to co zwodzi w rejony samotnie złudne i odbierające moc do realnych poczynań

              sądzę też że są wyjątki
          • solaris_38 Han 27.01.08, 21:28
            Niby faktycznie bogacze w tej konwencji mają lepiej czyli zdrowe ciała
            ale czy chore nie czuje radości kiedy sie je myje dotyka pieści pielęgnuje
            może inne ma swoje przyjemności

            a z ta praca to lubię ale jak sobie przypomnę
            bo generalnie to człowiek zawsze jest zanurzony w jakieś swoje standardy i mało
            co może pracować chyba że już tak narozrabia ze potrzeba pracy nad sobą wyda mu
            się nie tyle przywilejem co koniecznoscią

            ale z tym nudzeniem sie sobą to coś mi nie pasuje
            jak to
            jaka osoba jest NIE nudna?
            artysci? wariaci? reformatorzy ? wynalazcy?
            jesli cię nudzi własne osoba to znaczy ze masz jakieś niewykorzystane
            potencjały których realizacje łatwiej ci odszukać u innych
            a tu niespodzianka
            u ciebie tez

            nudzić sie może tylko ktoś z niedoborem bodźców
            nie znajdujesz w sobie bodźców?

            a co do pracy z innymi to zawsze łatwiej kogoś zainspirować do pracy nad sobą
            niż samego siebie

            kto z nas jest swoim najlepszym uczniem ?

            najgorszym pewnie wszyscy ;) ;) ;)

            moze ty masz w sobei jakąś malarke rewolucjonistkę albo kontestatorkę
            • hansii Re: Han 01.02.08, 08:46
              solaris_38 napisała:

              > jesli cię nudzi własne osoba to znaczy ze masz jakieś
              niewykorzystane

              - jasne, cala mase :)

              > potencjały których realizacje łatwiej ci odszukać u innych
              > a tu niespodzianka u ciebie tez

              - jak wyzej, wiem :)
              >
              > nudzić sie może tylko ktoś z niedoborem bodźców
              > nie znajdujesz w sobie bodźców?

              - alez znajduje :)
              >
              > a co do pracy z innymi to zawsze łatwiej kogoś zainspirować do
              pracy nad sobą niż samego siebie

              - masz zupelna racje, Moja Wyrocznio.
              Probem polega jednak na czym innym: Praca nad kims innym, to
              satsfakcja. Do tego bezpieczna. Gdy robota sie uda, ma sie te czysta
              altruistyczna radosc. Gdy przeciwnie - nogi za pas i mozna uciekac.
              Praca nad soba - to sfera wysokiego ryzyka. Gdy robote sie sprzeprzy
              trzeba z taka kaleka zyciowa odcowac 24 h/dobe, wiec lepiej juz
              zlego nie ruszac, by nie uczynic go jeszcze gorszym :)))

              > moze ty masz w sobei jakąś malarke rewolucjonistkę albo
              kontestatorkę

              - mialem, ale mi uciekla - z podanego powyzej powodu :)
    • szarylemur Re: wieża Dennetta 27.01.08, 21:18
      wieza dennetta posluzyla ci, solaris, jako podstawa do snucia twoich wlasnych
      fantazji ;)

      tutaj wklejam przydlugi cytat dla zainteresowanych:

      "Parter wieży zajmują „istoty darwinowskie", które ewoluują w wyniku doboru
      naturalnego, a ich zachowania całkowicie uwarunkowane są przez geny. Błędy w
      praktyce je eliminują, a ich rozwój jest powolny. Na pierwszym piętrze tej wieży
      zamieszkują „istoty skinnerowskie", u których pojawia się warunkowanie
      instrumentalne (metoda prób i błędów) jako forma darwinowskiego doboru. Mogą one
      zmieniać się tak, że nie giną one same, ale ich nieefektywne (nie nagradzane)
      zachowania. Drugie piętro zasiedlają „istoty popperowskie", których zachowania
      ewoluują jeszcze szybciej, bo mogą one wyobrażać sobie wyniki własnych działań i
      rozwiązywać problemy, analizując je w myślach. Zdolność ta, jak powiedział Karl
      R. Popper, „pozwala, by nasze hipotezy umierały za nas". Jest to poziom, który
      osiągnęły liczne ptaki i ssaki. Na trzecim zaś piętrze spotykamy „istoty
      gregoriańskie", nazwane tak za brytyjskim psychologiem Richardem Gregory'm,
      który pierwszy zwrócił uwagę na to, że wytwory kultury nie tylko wymagają
      inteligencji dla swego powstania, ale również podnoszą inteligencję swoich
      nosicieli i użytkowników. Istoty, które posiadają więc narzędzia, idee i umieją
      je skutecznie stosować, mogą objawiać wyższą inteligencję. Są to sukcesorzy
      „istot popperowskich", " (...) których wewnętrzne środowiska są formowane przez
      skonstruowaną część zewnętrznego środowiska. Jedną z fundamentalnych myśli
      Darwina — wyjaśnia Dennett - była uwaga, że konstruowanie jest drogie, lecz
      kopiowanie — tanie; to znaczy, tworzenie całkiem nowej konstrukcji jest bardzo
      trudne, lecz rekonstruowanie już istniejących jest stosunkowo proste" [_37_].
      Ten „pod-pod-zbiór" "istot darwinowskich" nazywa Dennett właśnie „istotami
      gregoriańskimi" i do nich należą ludzie, którzy z jednej strony zakorzenieni są
      w swym bycie biologicznym oraz we fragmentach wcześniejszych form umysłowości, z
      drugiej zaś w swojej transcendencji, z której czerpią w aktach komunikacji
      istniejące tam pomysły, naśladują je, uczą się ich, wnosząc do nich jednocześnie
      nowe inwencje."

      zrodlo:

      www.racjonalista.pl/kk.php/s,4712/k,4
      "emocje są jak niewidzialne ciężarki
      > obciążają myśli
      > jak kamień co na dno ciągnie"

      rozlaczmy zatem jednym ruchem nasze polaczenia nerwowe, aby juz wiecej nie dac
      sie na dno ciagnac emocjom naszym, temu diablu w owczej skorze! wydaje mi sie,
      ze tym samym utracimy poczucie bycia zywymi.
      • solaris_38 Re: wieża Dennetta 27.01.08, 21:41
        ja cytowałam z Maszyny memowej S.Blackmoore
        ciekawe że ona używa (bez cudzysłowu) dokładnie tych samych sformułowań (nota
        bene ja tez nie użyłam a powinnam cudzysłowu pisząc o tych hipotezach bo to
        był dosłowny cytat)

        właśnie to przegladałam i wyszło mi że na najwyższym stopniu sa jednak te
        gregoriańskie istoty ale z Blackmoore nie dokładnie zrozumiałam 0o co chodzi
        Dennetowi

        natomiast zrobiły na mnie wrażenie te Popperowskie
        te których hipotezy umierają za nie (szczególnie to mi się spodobało)

        w cytowanym przez ciebie fragmencie jest dużo więcej ale i tego nie rozumiem
        (tych istot gregoriańskiech)
        są dla mnei jakoś nei różniące się od popperowskich
        a z drugiej strony

        czy ptaki i ssaki mają hipotezy które umierają za nich ...
        może tak
        np polowanie
        czy nie wymaga postawienie licznych hipotez i założeń bez których drapieżnik
        umarłby z głodu ?
        a jednak wydają mi sie bardziej darwinowskie
        bo jesli ktoś źle robi hipotezy i założenia to właśnie umiera a nie zmienia je
        to ze przetrwają geny tego co miał dobre nie wskazuje na to ze zmienił hipotezę
        co ocaliło mu życie

        ale tom dla mnie trudne choć inspirujące

        zauważam ze bardzo delikatnie zwróciłaś mi błąd który popełniłam


        • szarylemur Re: wieża Dennetta 27.01.08, 21:58
          jesli wpiszesz w google " wieza dennett"
          na drugim miejscu wyskoczy ci " 110 wstep" plik pdf / adobe
          tam jest ta cala wieza wyjasniona jeszcze troche inaczej
          a ja nie moge ci tego tu wkleic bo mam tylko foxita, niestety

          pisza tez o tym ze dennett gabinetowym filozfem nie byl, co implikuje, ze sam
          sobie tezy o popperycznosci zwierzat nie wymyslil.
          ale, szczerze mowiac, nie przebrnelam jeszcze przez nawet ulamek tego tematu, a
          nawet nie wiem czy przebrne
          jednako - pozdrawiam :)
          • solaris_38 Re: wieża Dennetta 27.01.08, 23:09
            poczytam muzę pojmę te zawiła konstrukcje
            a ciebie odsyłam do postu nic i sens bo niecierpliwie czekam na odpowiedz twoją ;)
            • mmax20 to proste 28.01.08, 12:21

              > poczytam muzę pojmę te zawiła konstrukcje

              podstawą jest ufność (nie zaufanie, tylko ufność), z niej powstaje
              miłość

              i to jest wszystko co pozostaje, reszta ginie
              • gadagad Re: to proste 28.01.08, 13:24
                Ufne może być dziecko,bo nie ma bagażu doświadczeń.Ufność u dorosłego człowieka
                to przejaw infantylizmu.Dojrzały człowiek wybiera według swoich umiejętności
                rozpoznawania co dla niego ma wartość nadrzędną.
                • solaris_38 zmysł ufnosci 29.01.08, 00:25
                  ufność może być jak zmysł
                  wybiegać w przyszłość
                  łączyć


                  ale to coś inengo niż owa infantylna ucieczka od odpowiedzialności za ciężar
                  obserwacji i własne ryzyko decyzji


              • solaris_38 tak troche obok 29.01.08, 00:21
                coś jest w ufności

                ale nie tej zaufaniu ani nawet zawierzeniu i ani oddaniu i zbycie odpowdzialnosci
                'ale ufność jako nastawienie maksimum słuchu
                skupienie na tym co w drugiej istocie jest prawdziwe i życiodajne
                a to każdy skoro żyw ma

                a życie zsadza się na łączności i powiązaniu
                wspólnocie

                nawet cienka nitka zaprowadzi niespodzianie daleko z kimkolwiek jeśli ja
                złapiesz

                podobno to sie robi w ciszy
                • solaris_38 to do Maxa było nt 29.01.08, 00:25
    • zlotyswit Re: wieża Dennetta 28.01.08, 23:41
      marzenia są nie groźne. ambicje to dopiero karuzela, można się nieźle porzygać...
      • solaris_38 Re: wieża Dennetta 29.01.08, 00:16
        marzenia ale te rozmamłane i onanistyczne są jak trawa i haszysz
        ambicje seks i władza sa jak speedy i ekstazki
        religie i okultyzm są jak opium


        wszystkie coś dają zabierając dużo więcej

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka