Dodaj do ulubionych

a co jeśli...

19.03.08, 21:11
co jeśli ja chcę być uzależniona od jedzenia?
Na kompulsywne objadanie się cierpię od 10 lat, przeszłam anoreksję, bulimię, miałam dwie psychoterapie, w tym jedną na oddziale dziennym szpitala psychiatrycznego. Odchudzam się i tyję na przemian, do tego stopnia, aż stało się to treścią i sensem mojego życia.
Nie jestem ani gruba, ani otyła,ani też chuda, choć zdarzyło mi się uderzyć zarówno w 50 kg jak i 100. Na analizę problemu, lektury, rozmowy z psychologami, znajomymi, wizyty na forach, stronach, blogach strawiłam większą część ostatnich dwóch lat, tak że nie bardzo pamiętam co się zdarzyło pomiędzy 2005-2007 rokiem.
Miałam ciężką depresję, chciałam się zabić, bo dalsze 50 lat istnienia pomiędzy wagą chudą i wagą nieco zbyt dużą wydały mi się piekłem.
W momencie olśnienia zrozumiałam, że nie mogę poradzić sobie z chorobą, bo jedyną motywacją do zerwania z nałogiem jest obawa, że jeśli będę gruba (a często tyję, bo zdecydowanie jem więcej niż powinnam) to ludzie będą się ze mnie wyśmiewać (co mi się dawniej zdarzało)no i to, że jeśli będę chuda...to będę mogła JEść!!!!!! DUUUUUżOOOOO!!!!!!!!!!!!!
To dlatego nie mogę dojść do wagi naturalnej. To dlatego nie przestaję jeść mimo, że fizycznie nie jestem głodna (co ciekawe, mój organizm nie potrzebuje dużo jedzenia). Jedzenie stało się sposobem nie tylko na stłumienie emocji, ale też zapełnienie czasu, stało się codziennym rytuałem, sposobem życia. I co najgorsze, wcale mi to nie przeszkadza...Przeszkadza mi tylko skutek uboczny, jakim jest tycie. Oczywiście wiem, że powinnam przeżywać prawdziwe emocje i się z nimi zmierzyć, ale...nie potrafię. Nie znam innego życia, niż bezpieczna relacja z jedzeniem. Nie daję rady nawet próbować. Długa psychoterapia nie dała rezultatu, gdy tylko coś osiągałam, cofałam się z podwójną siłą. Właściwie to od momentu uświadomienia sobie, że moje ciągłe hobbystyczne odchudzanie się jest chorobą zaczęło się piekło.
Wiem, że lekarstwem na chorobę powinno być słuchanie wewnętrznego "ja",głębokie relacje z innymi ludźmi, rozwijanie moich zainteresowań. Tylko jak? Jak? Jeśli całe moje życie to jedzenie, najukochańszy przyjaciel i jedyne lekarstwo.
:(
Obserwuj wątek
    • nienill Re: a co jeśli... 19.03.08, 23:18
      sister.midnight napisała:

      Długa psychoterapia nie dała rezultatu,
      "dluga" to znaczy jaka? bo jesli w ciagu dwoch lat zaliczylas dwie,
      to zbyt dlugie one nie byly :|
      • sister.midnight Re: a co jeśli... 20.03.08, 09:45
        też zależy od częstotliwości terapii, można odbywać ją kilka razy w
        tygodniu, zaś w szpitalu trwa kilka godzin dziennie przez kilka
        miesięcy
    • korka.com Re: a co jeśli... 20.03.08, 07:56
      sister.midnight napisała:

      > co jeśli ja chcę być uzależniona od jedzenia?

      To bądź. To Twoje życie, Twoje ciało i Twoje zdrowie. Na siłę nikt Cię nie wyleczy.
      • sister.midnight Re: a co jeśli... 20.03.08, 09:46
        korka.com napisała:

        > sister.midnight napisała:
        >
        > > co jeśli ja chcę być uzależniona od jedzenia?
        >
        > To bądź. To Twoje życie, Twoje ciało i Twoje zdrowie. Na siłę nikt
        Cię nie wyle
        > czy.

        zamiast ciepłych słów liczyłam raczej na to, że ktoś z was miał
        podobną obserwację i znalazł jednak motywację do leczenia...:(
        • korka.com Re: a co jeśli... 20.03.08, 12:38
          > zamiast ciepłych słów liczyłam raczej na to, że ktoś z was miał
          > podobną obserwację i znalazł jednak motywację do leczenia...:(

          to ja jednak rozwinę wcześniejszą wypowiedź, popierając ja przykładem własnym ;)

          dopóki będzie Ci dobrze z Twoim problemem, dopóty będziesz w nim tkwić.
          Ja tyłam regularnie do momentu, kiedy poczułam, że doszłam do ściany i kiedy
          poczułam, że mam dość, chcę inaczej i mam siłę, by było inaczej.
          Tylko że nie zaczęłam terapii wtedy. Terapię zaczęłam ponad pół roku wcześniej,
          jako emocjonalny wrak ;). A zaczęłam ją nie od jedzenia, a od depresji i
          ogólnego czucia się źle, potem wylazły emocje, potem lęki, potem przeszłość. I
          dopiero, kiedy w tych emocjach zaczęło się robić luźniej, kiedy zaczęłam mieć na
          nie miejsce - pomału zaczęłam też uczyć się funkcjonować po nowemu, w tym
          ogarniając jedzenie.

          I tak to. Powtarzam - żeby z tego wyjść, trzeba bardzo chcieć. Trzeba też być
          gotowym na długą i bolesną terapię, bez gwarancji natychmiastowego rezultatu.

          Idąc na terapię postanowiłam sobie zająć się swoją głową, emocjami -
          postanowiłam przestać myśleć o tym, że tyję. Ustawiłam sobie priorytety -
          najpierw wnętrze, a ciało potem. Umiesz tak? ;>

          powodzenia.

          • sister.midnight Re: a co jeśli... 20.03.08, 12:54
            no właśnie...
            > Tylko że nie zaczęłam terapii wtedy. Terapię zaczęłam ponad pół
            roku wcześniej,
            > jako emocjonalny wrak ;). A zaczęłam ją nie od jedzenia, a od
            depresji i
            > ogólnego czucia się źle, potem wylazły emocje, potem lęki, potem
            przeszłość. I
            > dopiero, kiedy w tych emocjach zaczęło się robić luźniej, kiedy
            zaczęłam mieć n
            > a
            > nie miejsce - pomału zaczęłam też uczyć się funkcjonować po
            nowemu, w tym
            > ogarniając jedzenie.

            to wszystko było, ciężka depresja, proby samobójcze...potem po
            intensywnej psychoterapii zwyżka formy i znowu wrak...
            nie wiem jak to jest: czuć prawdziwe emocje, żyć bez lęku. nigdy tak
            nie żyłam, szczególnie w dzieciństwie. gdy tylko pojawia się szansa
            spróbować, pojawia się bezpieczna przystań jedzenia. wydawało mi
            się, że już doszłam do ściany i to nie raz...
            dzięki za odpowiedź, mniej więcej o to mi chodziło...
            • korka.com Re: a co jeśli... 20.03.08, 16:34
              > to wszystko było, ciężka depresja, proby samobójcze...potem po
              > intensywnej psychoterapii zwyżka formy i znowu wrak...

              dobrze rozumiem, że przerywałaś terapię, kiedy się lepiej poczułaś?
              myślę, że tu tkwił błąd. Terapia to nie środek przeciwbólowy, który bierze się,
              dopóki boli, a który odstawia się natychmiast, jak się czujemy lepiej.

              generalnie - wracaj do psychologa i nie rezygnuj :)
              • sister.midnight Re: a co jeśli... 20.03.08, 21:31
                nie, nie, to psycholodzy zakończyli terapię, była przewidziana na określony okres.
    • tropposole Re: a co jeśli... 20.03.08, 09:44
      Nienil ma rację. Jedną dwuletnią terapię trudno nazwać jakąś megadługą... co
      dopiero dwie. Pobyt w szpitalu przecież też nie każdemu służy...
      a skoro chcesz tak żyć to po co pytasz na forum, gdzie (jak przypuszczam) nikt
      nie chce dłużej w tym tkwić?
      wszystkie lubimy się oszukiwać.
      pozdrawiam,
      tr
      • sister.midnight Re: a co jeśli... 20.03.08, 09:49
        hm...źle sformułowałam swoją wypowiedź. oczywiste jest, że
        moja "świadoma", "rozumowa" część nie chce tkwić w tym stanie,
        rozumiem, że jest to problem emocji, generalnie masa problemów, a
        nie problem z jedzeniem jak to kiedyś napisałaś. "emocjonalna" część
        nie znajduje motywacji, ot problem, powtórzę: nie znając normalnego
        stanu nie wiem po co do niego dążyć. a post nie jest oczywiście
        pochwałą choroby.
    • girl200 Re: a co jeśli... 22.03.08, 12:42
      niestety nie wiem jak mozna wyjsc z tego stanu sama w nim tkwie i dlatego byłam
      u psychologa i zamierzam chodzić do niego częsciej:D
      • horlaa Re: a co jeśli... 24.03.08, 19:59
        ja tez nie znalam normalnego stanu i nie wiedzialam po co mi tak naprawde bycie zdrowym.
        ale skoro podjelas terapie, lub skoro podejmowalas kroki w druga strone (samobojcze proby), to znaczy, ze JEST CI ZLE i nie udawaj, ze nie i nie udawaj, ze problemu nie ma bo chodzi tylko o "tycie".
        gdyby bylo ci dobrze, nie zachowywalabys sie tak.

        skoro ci w takim stanie zle, probuj i kombinuj, walcz ze soba, to nie bedzie latwe ani krotkie, moze trwac rok, moze dwa, moze piec, ale musisz nad soba pracowac i to niezaleznie od terapii. bedziesz miala mieszanine dziwnych mysli w glowie, bedziesz reagowac dziwnie, ale kiedys, w koncu, cos zacznie sie zmieniac.
        jesli tylko tego chcesz.
        i tego ci goraco, z calej sily zycze.
        zebys chciala.
        bardzo, bardzo :)

        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka