22.04.08, 23:01
Witam Was,
jestem w związku z mężczyzną od 8 miesiecy. Przez cały ten czas
byliśmy prawie codziennie razem. od 6 m-cy u mnie pomieszkiwał,
właściwie nocował codziennie.
Z przerwami...
No właśnie, ze 4 razy przez ten czas zdarzało się, że nagle jechał
do siebie, spotykał się z kolegami na zakrapiane spotkania, mieszkał
u siebie, nie dzwonił,a jak ja dzwoniłam nie bardzo chciał gadać,
albo nie odbierał. Jak już rozmawiał, to mówił, że źle się czuje i
nie chce przebywać ze mną w takim stanie. Te okresy trwały ok. 3 dni.
Teraz zostawił mnie już na prawie 5 dni, znowu nie chce rozmawiać
przez tel, mówi, że źle się czuje i nie ma ochoty rozmawiać. Z
kolegami chyba spotyka sie codziennie. Nie chciał też, żebym do
niego przyjechała.
Bardzo cieżko przeżywam te rozłąki. nie mogę sobie znaleźć miejsca.
Ciągle bym chciała do niego dzwonić, nawet jak nie odbiera, to
próbować w nieskończoność, ale rozsądek podpowiada mi, żeby się nie
narzucać ,żeby się tak nie uzależniać emocjonalnie od drugiego
człowieka i żyć swoim życiem i dobrze się czuć sama ze sobą. Jednak
to jest dla mnie bardzo trudne, za trudne.
Dodam jeszcze, że oboje mamy zaburzenia osobowości i depresję.
Oprócz tego on czasami coś wspominał takiego, że czuje się niegodny
mnie (ma niższe wykształcenie niż ja, gorsze warunki finansowe), ale
dla mnie to nie jest żadna przeszkoda, zwłaszcza że życie kołem sie
toczy i za parę lat może być odwrotnie, a jeśli nawet nie, to też
bardzo dobrze.
Mamy oboje koło 30-stki, różnica między nami 5 lat.
Raz też powiedział, że chyba nie jestem jego wymarzoną dziewczyną. I
jako powód podał moje wady, takie typowo depresyjne:że mi się nic
nie chce, że godzinę trwa, zanim mnie wyciągnie na rower czy żebyśmy
razem gdzieś pojechali, że nie chcę wychodzić z domu, chodzić z nim
na zakupy, zmywać, sprzątać. I jeszcze dośc poważną przeszkodą jest
to, że ja nie chcę seksu przed ślubem, tzn. chćę,ale nie mogę z
powodów religijnych.
I może w ogóle nie powinnam się wiązać, bo nie czuję się zdolna, aby
mieć dzieci, w związku z tym nawet po slubie nie chcę takiego seksu,
z którego chociaż cień szansy jest, że może być dziecko. Pewnie
takie małżenstwo to byłoby znęcanie się nad mężczyzną. Ale lepsze to
niż zerwać, jesli 2 osoby pragną swojego towarzystwa na codzień, czy
nawet się kochają.
Będę wdzięczna za wszelkie komentarze i skojarzenia związane z
opisaną sytuacją
POzdrawiam
Obserwuj wątek
    • malawinka Re: związek 22.04.08, 23:47
      boszszsz... mnie akurat kojarzy się to z jakąś brednią nocną porą
      z niedopicia
      • laurpi Re: związek 23.04.08, 00:00
        będę wdzięczna za rozwinięcie tematu, co jest taką brednią
        konkretnie, jeśli oczywiście Szanowna Dyskutantka ma ochotę. A
        niedopita nie jestem, bo nie piję, tylko "napalona" (fajkami)
        • kozica111 Re: związek 23.04.08, 11:20
          Palenie fajek to też grzech, przeciwko 5 przykazaniu.
    • paco_lopez Re: związek 23.04.08, 11:02
      nie wiem czy wiesz, ale jak mencizna ma długo wzwód i tyle to go
      potem podbrzusze boli. żadna religia tu nie pomaga.a poza tym czy wy
      jakies narkotyki przyjmujecie, ze macie takie wachania emocji ??
    • kryzolia Re: związek 24.04.08, 10:13
      Każdy coś od związku oczekuje.
      Nie przeczytałam dokładnie, ale:
      Twój facet , chce seksu, TY nie chcesz i powołujesz się na religię...
      Chce również mieć kiedyś dzieci - TY nie, a religia zdaje się właśnie rodzenie
      dzieci uważa za sens bycia małżeństwem.

      Wolisz, żeby facet szedł w poszukiwaniu seksu do innych kobiet, tłumacząc się
      pijaństwem?
      Dziwny związek...poszukaj faceta impotenta...



    • facettt A jakiz to związek? 24.04.08, 10:24
      Rozumiem, ze nawet osoby z zaburzeniami osobowosci pragna miec
      kogos i nie chca byc same, tylko ze wychodzi z tego jakis lekko
      niezdrowy uklad.

      Mieszkac z kobieta i z nia nie sypiac?
      Ten Twoj partner musi byc istotnie w Tobie oblednie zakochany,
      albo tez ma zaburzenia potencji, tylko to ukrywa :)))

      Nikt Ci tu na powaznie nic madrego nie doradzi
      - to przypadek dla fachowca, psychologa.
    • jackulus Rzeczywście, smutkiem wieje... 24.04.08, 15:27
      z tego co napisałaś. Tak w kontekście dotychczasowych odpowiedzi na
      Tój post - inni podobnie chyba go odczuwają. "Oceniam" w ten sposób,
      ponieważ pytasz o skojarzenia.

      Tylko dwa słowa, dlaczego.

      Jedno z podstawowych praw sprawdzających się w naszym życiu jest
      takie, że dopóki nie dojdziesz sama ze sobą do ładu, zazwyczaj,
      związek z drugim człowiekiem spotęguje jedynie bałagan, a nie go
      złagodzi. Twoja nadzieja, na wsparcie, na odmianę, na lepszą jakość,
      wynikające ze związku jest złudna. Nie muszę chyba dodawać, że
      jeśli "dobierają się" dwie osoby z podobnym nastawieniem, że dostaną
      coś od związku i że postawi je to na nogi, to nic z tego nie
      wyjdzie. Dobrego oczywiście. Każde z Was, chce coś ze związku brać.
      Od kogo ma brać ? Zadajesz sobie to pytanie ? Znasz przysłowie o
      Salomonie ?

      Związek ma sens, jeśli jesteś coś w stanie komuś zaoferować. A to
      jest możliwe, kiedy sama ze sobą nie masz kłopotu. Innej drogi nie
      ma.

      Drugie słowo jest o Twoim podejściu do religii. Nie wiem jakiej,
      domyślam się, że mówisz o katolicyźmie. Chyba jeszcze większe
      przygnębienie przebija z tego co napisałaś w tym temacie.

      Z tego co podałaś wynika, że religia jest dla Ciebie źródłem
      cierpienia. Czy zdajesz sobie sprawę, co się stanie, kiedy
      (teoretycznie) zawrzecie małżeństwo i będzie starali kochać się
      fizycznie, ale będziesz obawiała się zajść w ciążę ? Zakładam, że
      nie będziecie chcieli sotosować środków antykoncepcyjnych. Czy
      wyobrażasz sobie, że takie współżycie może być udane ?

      Nie może. Nie ma żadnych szans.

      Jeśli godzisz się cierpieć w imię zbawienia po śmierci (?), powinnaś
      zdawać sobie z tego sprawę. Że cierpisz, bo chcesz cierpieć. I
      unikać angażowania w to innych ludzi, ponieważ Twoja energia nie
      będzie dobrze wpływała na otoczenie. To trudna droga i wielu osobom
      trudno jest zrozumieć taki wybór. Jeśli za Twoją religią kryje się
      prawdziwa wiara, to wiara zazwyczaj przynosi odwrotny skutek - daje
      wolność, radość i mnóstwo energii. Jeśli Twoja religia jest "pusta",
      pozostaje tylko cierpienie - takie wrażenie odnosi się po
      przeczytaniu Twojego postu. I taka wydaje się Twoja rzeczywistość,
      na podstawie kilku informacji, które podałaś. Może zastanów się,
      czym jest dla Ciebie religia ? Może to tylko przesiąknięta
      cierpieniem tradycja ?

      Póki co, tylko praca nad sobą. O resztę się na razie nie martw...

      :-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka