Dodaj do ulubionych

Jaka jest prawda?

29.12.08, 23:49
Co ich łączyło?

Ogólnie wiadomo, że mężczyzna kiepsko znosi problemy małżeńskie wszelkiego
rodzaju i dość chętnie szuka pocieszenia, zrozumienia ... u innej kobiety.
A później, gdy sprawy zachodzą za daleko, dość często decyduje się pozostać z
rodziną, choć pokusa innego, tego fajniejszego życia z tą inna była bardzo
kusząca.

Z moim małżonkiem było podobnie.
Obecnie deklaruje chęć życia z rodziną.

A problem mam ja.

Codziennie zadaję sobie pytanie co ich łączyło? Jakie on ma na prawdę intencje
i zamiary? Jak wierzyć w jego słowa, gdy tyle razy skłamał patrząc prosto w
oczy powołując się na Boga.

Codziennie powtarza, że jest uczciwy i dobry, że nie robił nic złego, choć
oszukiwał i jest to udowodnione.

On oczekuje, że teraz nasze życie będzie dobre, może nawet szczęśliwe, a to co
miało miejsce pójdzie w zapomnienie. Ot cyk i zapomnieć o wszystkim, choć
fakty jakie poznałam i to co on mi powiedział jest niejasne, niespójne .....

Jak wierzyć?

Mnie wydaje się to niemożliwe.
Jestem osaczona myślami, ze jak np. znika gdzieś po cichu to pewno pisze
potajemnie smsy.
Skąd mam wiedzieć, że tak nie jest skoro i wtedy, kiedy to robił niczego nie
zauważałam, a on twierdził, że z nikim nie rozmawia, że z nikim nigdy nie
pisał itd.

Jak kiedyś bywał nieobecny, tak teraz oczekuje życia jakby nie zaszły te
oszustwa, jakby nie było tych znajomości.

Ale dla mnie problem tkwi, o ile dobrze siebie rozumiem, w tej niewiedzy,
niepewności - co było kiedyś i co jest teraz.

Bo skoro odmienił się "skończył ze wszystkim" - jak się wyraził, to ja pytam
się jego z czym skończył. I on nie ma dla mnie żadnej odpowiedzi.
Powiedział, że "uganiał się za nimi", ale zapytany o wyjaśnienie tych spraw
staje się agresywny.

A ja wątpię w szczerość jego uczucia do mnie, bo jest mu wszystko jedno jak ja
sobie w ogóle radzę z tymi informacjami o jego "zbliżeniu/oddalaniu się, byciu
KIMŚ, nadawaniu na tych samych falach i (nie)pasowaniu do siebie" (już po
"skończeniu ze wszystkim") z pocieszycielką.

Czuję się jakbym była w typowej sytuacji - mąż zmęczony żoną odświeża się nową
znajomością, potem się wystraszył, że może "stracić" rodzinę i "wrócił".

Ale on wmawia mi, ze to była normalna znajomość/kumpelstwo. Ukrywał te
relacje, jak mówi - bym mu nie robiła "wymówek". Lecz czego się spodziewał? Że
będę akceptować, że ma przyjaciółkę od serca, która go rozumie, akceptuje,
przed która się otwiera, nawiązuje bliskość, odczuwa troskę, by "jej nie
skrzywdzić" ..... ?
Ode mnie, jak się domyślacie, oddalił się oczywiście i ani mu było w głowie
zmartwić sie tym. Pamiętam, jak mu przestało zależeć i miał w nosie, że nie
rozmawiamy ze sobą już prawie.

A teraz? Obiecuje od czasu do czasu, ze wyjaśni, że porozmawia, ... i na
obietnicach sie kończy, a nawet jak mu to przypomnę, to zaprzecza.

A ja nie czuję sie dobrze w takim układzie.
Ta niewiedza i niepewność - fakty, które znam mogą świadczyć o romansie, o
zdradzie, a najmniej o przyjaźni.

On wie, ze ja sie szamocę z tą sytuacją, a jakby ignoruje.
Potrzebuję usłyszeć od niego jak i co było i jak to teraz ocenia.
Po prostu pogadać o tym jak bliskie osoby.
Każda próba rozmowy oddala nas bardziej, a ja czuje się udręczona jego
nieszczerością i hasłami typu "nic złego nie robiłem", albo "zabronisz mi
rozmawiać?".
No i prawdę mówiąc nie radzę sobie po prostu z tym czymś co sie zdarzyło.
Nawet nie mogę sie z tym zmierzyć bo nie wiem co tak na prawdę ich łączyło. Na
ile on był zaangażowany itd.

Najgorsze jest to dla mnie, że on nie jest teraz szczery, nie obchodzi go
teraz co ja czuję, przeżywam i jak się z tym męczę.
Po co mi mówi, że nic ich nie łączyło skoro podały miedzy nimi cytowane przeze
mnie słowa.
Mnie się wydaje, że normalni znajomi/koledzy nie wchodzą na takie płaszczyzny.

I tak zawisłam pomiędzy prawda a domysłem i robieniem ze mnie głupiej, że nie
wiem jak z tego wybrnąć.

Czy go kocham, czy on kocha?
Nie wiadomo.
Padają takie słowa, pojawiają się takie uczucia, emocje, myśli i pragnienie.
Jednak ten problem o którym piszę i podejście męża do tej sprawy gasi uczucie
i spojrzenie w przyszłość.

Jak poradzić sobie z tego typu zawiłością?
Czy jest jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji?
Jak poznać prawdę?
Jak zaakceptować opisaną postawę drugiej osoby?
Jak poradzić sobie ze sprzecznościami?
Obserwuj wątek
    • mar.lena Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 00:22
      Ten list byl Ci potrzebny jak widac, zebys mogla z siebie wszystko wyrzucic. Ja go nie doczytalam, za co przepraszam, bo jest dosc dlugi.

      Wg mnie potrzeba Ci przebaczenia dla niego. Nie potrzeba Ci znac prawdziwych motywow, ani szczegolow, bo one nie cofna tego co sie stalo. Zrob cos, co odmieni Twoje zycie, zrob cos dla siebie samej.
      Przestan sie nim przejmowac, a zajmij sie soba. Idz na nowe studia, zainwestuj w swoje hobby, wybierz sie w podroz zycia, bez niego...

      Postaw na siebie, jestes dla siebie najwazniejsza osoba, on tego nie cenil, ale Ty cenisz. Zapowiedz, ze takie rzeczy wybacza sie tylko raz i zostaw temat.

      I wreszcie zacznij normalnie oddychac. ;]

      Glupolku... Kochany. Faceci sa wazni w zyciu, ale nie przeceniajmy ich roli, nie sa z nami zrosnieci, prawda? :o)
      • nie.jestem.soba Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 01:51
        Może chciałabym przebaczyć, ale nie wiem co mam przebaczyć. To jest taka
        katorga. Wolałabym znać najgorszą prawdę niż te niepewność.

        Mam już tak momentami dość tej perfidii (bo jak chcę z nim porozmawiać o tym co
        sie wydarzyło i co czuję, to on oczywiście napada, odwraca kota ogonem itd) że
        rzeczywiście zrobię w końcu coś w desperacji. chciałabym poznać kogoś z kim
        mogłabym rozmawiać, kto by mnie rozumiał, uszanował moja wrażliwość, nie kpił sobie.

        Wciąż jestem od męża uzależniona uczuciowo, emocjonalnie. chciałabym się z nim
        porozumieć, ale on sie nie stara o to. Przynajmniej tak to widzę.
    • jatonieja.1 Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 01:28
      Po przeczytaniu tego wpisu odniosłam wrażenie, że tobie najbardziej
      zależy na rozdrapywaniu rany a nie na jej zagojeniu. Dlatego sądzę,
      że jeszcze długo będziesz stawiała pytania, które nie przyniosą ci
      odpowiedzi. Jeżeli lubisz cierpieć, to rób tak dalej.
      • nie.jestem.soba Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 01:40
        Więc jak mam myśleć?
        Jak sobie poukładać w głowie tamte wydarzenia?
        Czy ma mi być wszystko jedno - może zdradził, może był zakochany, może zamierzał
        się z nią związać, ...może?
        To, że został ze mną ma wystarczyć?

        A jak mam budować zaufanie przy braku szczerości, przy braku zrozumienia?
    • maniek_koniuszko Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 01:39
      On ci to zrobi drugi raz.
      I tzreci pewnie.
      I czwarty.
      Jeśli nie jesteś w stanie tego zaakceptować i być ponad to to nie
      pozwól mu wrócić.
      On ci to zrobi drugi raz!
      • nie.jestem.soba Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 01:44
        Nie mogę pojąć jak on może być taki zakłamany.
        Robi mi to cały czas. Tzn. nic nie wiem o nowej znajomości, czy odnowieniu
        tamtej, ale ciągle od niego słyszę "nie rozmawiam z żadnymi koleżankami" i
        ciągle okazuje się, że rozmawia sympatycznie i wesoło.

        Nie chodzi o to by nie rozmawiał oczywiście, ale by nie kłamał.
        Po co to robi?
    • nawrocona5 Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 09:41
      >Wolałabym znać najgorszą prawdę niż te niepewność.

      Nie masz racji. Twój mąż robi mądrze, nie opowiadając Ci o swoich emocjach
      związanych z inną kobietą. Twoja obecna niepewność i domysły to coś, co mija z
      czasem ( życzę Ci, aby jak najszybciej)
      A szczegóły, które chciałabyś poznać, nie dają się w żaden sposób wymazać z
      pamięci i uniemożliwiają wybaczenie.
      Skoncentruj się na rozmowach o waszym małżeństwie a nie o romansie.

      > Ogólnie wiadomo, że mężczyzna kiepsko znosi problemy małżeńskie wszelkiego
      > rodzaju i dość chętnie szuka pocieszenia, zrozumienia ... u innej kobiety.

      Zamiast drążyć temat przyjaciółki, lepiej zająć się przyczynami tego, co się
      wydarzyło.
      • mruff Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 18:12
        Po co Ci te szczegóły?Wystarczy,że czujesz, że oddalając się od
        Ciebie zbliżył się do niej.

        Chciałabyś usłyszeć że była "tylko" usmiechniętą koleżanką
        czy tak naprawdę chciałabyś usłyszeć"rozmyślałem o niej nawet gdy
        spałaś obok.."? Naprawdę chciałabyś???

        Poszukaj forum "zdrada i wybaczenie"-tam Ci pomogą
    • mathias_sammer Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 19:17
      Jak poradzić sobie z tego typu zawiłością?
      Czy jest jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji?
      Jak poznać prawdę?
      Jak zaakceptować opisaną postawę drugiej osoby?
      Jak poradzić sobie ze sprzecznościami?

      skrocilem nieco wywod i pozwol, ze doradze. odpusc, a zobaczysz, ze
      zycie bedzie o wiele latwiejsze.
      pozdrawiam,
      m.s.
      • kwiaaatek1 Re: Jaka jest prawda? 30.12.08, 19:32
        Wszystko w życiu jest proste i rozwiązanie każdego problemu jest proste. Każdy
        wie, co jest dobre, a co złe. Zdrada jest zła, więc nie ma sensu przebywać z
        człowiekiem, który zdradził. Czujesz się źle, odejdź.
        Gdyby wszyscy ludzie postępowali zgodnie z zasadami, ludzie by przywiązywali
        dużą wagę do swojego postępowania, sto razy by się zastanowili, zanim zrobią
        przykrość bliskim, ale spodziewają się, że nie spotka ich za to kara, więc
        ryzykują, w tym przypadku zdrada.
        ,,Wybaczamy" (wzięłam to słowo w cudzysłów) ze strachu, z egoizmu, bo jesteśmy
        słabi, cały ludzki gatunek, a szczególnie zapętlają się w problemach osoby
        niesamodzielne, które nie potrafią egzystować bez aprobaty drugiej osoby.
        Najlepszą radą na zdradę jest odcięcie się od partnera, fizyczne bądź psychiczne.
        • brak-chmur Re: Sorry Kwiaaatku, ale.... 30.12.08, 19:37
          ...po raz kolejny jesteś zbyt radykalna w swych poglądach i jeśli to wynika z
          Twojego braku doświadczenia życiowego, rozumiem, ale nie akceptuję i proszę,
          abyś zastanowiła się nad słowami które powyżej umieściłaś.

          Wybaczamy zazwyczaj dlatego, że po prostu kochamy i chwała tym partnerom, którzy
          budują swój związek na autentycznym uczuciu zdolnym zarówno prosić o wybaczenie,
          jak i wybaczyć.
        • nie.jestem.soba Re: Jaka jest prawda? 31.12.08, 02:22
          Piszecie o romansie, o zdradzie, o wybaczeniu.
          Sama również tak to czuje.
          Jednak mąż próbuje wmówić mi, ze nic złego nie robił. Że jest uczciwym, dobrym
          człowiekiem.

          I ja już momentami nie wiem, czy mi odbija, czy ja jestem jakaś nienormalna.
          Dlatego opisuję w szczegółach.

          Napisał do niej np. "że są podobni, nie mogliby żyć razem". Słowa te pisał już
          po (jak to z kolei ona określiła) "zerwaniu z nią".

          I zapytałam go, by mi wytłumaczył powyższe słowa.
          Stwierdził, że mówił jej, ze nie mogliby razem żyć, bo oboje lubią pić i
          przepili by wszystko.
          Tak mi tłumaczy słowa napisane powyżej w dialogu dotyczącym tego jaki to
          wcześniej był inny i zmienił się i że trzeba iść naprzód i że za wszystko w
          życiu trzeba płacić. Ona mu na to, że piękne słowa.

          Chciałabym aby ktoś obiektywnie napisał, czy ja przesadzam. Czy tak jak
          napisałam tu i wcześniej rozmawiają zwykli koledzy z pracy??????

          On twierdzi, że u nich wszyscy tak rozmawiają. Ale za umycie kubeczka nie
          podziękował jej w kuchni przy wszystkich lecz na skype i jeszcze posłał kwiatuszek.

          Przebaczenie.
          Może i chciałabym mu przebaczyć. Nie wiem, czy bym potrafiła.
          W obecnej zaś sytuacji nie mogę mu przebaczyć, bo mnie dręczy. Powtarza, ze nic
          złego nie robił oprócz tego, ze mi o tych znajomościach nie mówił.
          Ale nic się nie zmienia - dalej powtarza to co do tej pory - że z nikim nie
          rozmawia, że z żadną koleżanką nie ma żadnego kontaktu itd.

          Aby być dalej razem potrzeba przebaczenia, ale to z kolei obwarowane jest czyjąś
          skruchą, tym żalem, że sie skrzywdziło drugą osobę, że ....
          Zaś dla niego nie istnieje problem. Twierdzi, że ja do tego doprowadziłam - do
          czegoś złego -tzn. chyba do tego, że mnie oszukiwał. A z drugiej strony uważa,
          że te relacje z tamtą koleżanką były dobre, bo jest teraz ze mną. Że gdyby były
          złe, to by go tutaj nie było.

          Dla mnie to jakaś paranoja co on mówi. Każdy przecież wie, że faceci wdają sie w
          romanse nie po to najczęściej by się rozwodzić i to że on jest ze mną teraz nie
          jest dowodem na to, ze nic go nie łączyło z nią (a wyraźnie napisała do niego
          "łączyło nas wiele").

          On nie chce rozstania, chce żyć jakby się nic nie wydarzyło. A ja mu nie ufam.
          Nie pojmuję jak człowiek może być tak perfidny.
          Ewidentnie powiedział mi jeszcze jakiś czas temu, że np. "nie miał doświadczenia
          z kobietami", "że go nie kochałam, więc mógł robić co chciał.
          A dziś stwierdza, ze są to słowa wyrwane z kontekstu.

          Lecz nie są to słowa wyrwane z kontekstu, ale niedokończone zdania. I ja nie
          pytałam od razu o rozwinięcie tematu, bo byłam w wielkim szoku jak się wszystko
          "sypło", co do jego rzekomego "braku zainteresowania innymi kobietami".
          Dziś dopiero pytam o wyjaśnienie tych, czy innych słów, sytuacji, ale on kończy
          wszystko napaścią na mnie, histerią. Kiedyś namiętnie wmawiał mi, że mam omamy,
          aż pewne rzeczy czarne na białym przed oczy mu wygarnęłam.

          Wiecie, taka mnie wściekłość ogarnia na takie zachowanie człowieka.
          Dlatego między innymi staram się dowiedzieć jak było na prawdę.
          Gotuję sie cała wewnątrz, że on chce ze mnie głupka zrobić, że nie szanuje moich
          uczuć, obraża, po tym jak wyszły jego kłamstwa.
          Wielce chce być ze mną, ale drwi z mojego bólu. Nie obchodzi go, ze nie wiem jak
          mu mam ufać - stwierdza, ze "nigdy mi nie ufałaś", albo "nie potrafisz ufać".
          Staram się z nim rozmawiać dlaczego tak postępował - odpowiada "i tak nie
          zrozumiesz".

          Jedna z porad to odpuścić. Może i tak było by lepiej, rozsądniej.
          może ja się mylę, ale wypowiedziałam mu w pewnym sensie wojnę.
          Krew sie we mnie gotuje na taką ignorancję i brak odpowiedzialności.
          Mam totalny mętlik w głowie, on o tym wie i zupełnie go to nie interesuje. I
          jeszcze gada, że mam czego chciałam.

          Jak wybaczyć zaocznie????
          Może i do takiego przekonania w końcu dojdę i spróbuję to zrobić.
          Na razie rządzi mną ból - którego on nie dostrzega, pragnienie szczerości, która
          umożliwia ponowne zbliżenie - czego on nie popiera i nie odczuwa takiej
          potrzeby, żądza wyłuskania prawdy, by mnie więcej nie poniżał.

          Zastanawiam się, czy mogę źle ocenić całą tę sytuację.
          On odmawia wyjaśnień: - czy może mieć inny powód niż chęć ukrycia złych postępków?
          Nie żałuje tego co wiem na pewno że było i nazywa to dobrymi relacjami: - czy
          może mieć inny powód niż zawziętość?

          Proszę, spójrzcie na to co piszę bardzo obiektywnie.
          Ja jestem bardzo uwikłana emocjami i może błędnie oceniam sytuację.
          • my_dying_bride nie ma prawdy 31.12.08, 08:14
            obiektywnej, Ty masz swoja prawde, Twoj maz swoja,
            'kolezanka' meza z pracy swoja... ;)

            Jedno jest pewne- masz przez te sytuacje niezly wzrost adrenaliny

            istotna sprawa jest- jaka chcesz uslyszec odpowiedz od meza, bo cos
            mi sie wydaje, ze nie o prawde Ci tak bardzo chodzi jak o pewne
            deklaracje

            masz dwa wyjscia- albo dac ujscie swoim rozbuchanym emocjom, okazac
            swa wscieklosc z powodu zachowan meza, ktore sa dla Ciebie nie do
            przyjecia
            albo rzeczywiscie odpuscic

            maz, jak widze nie potrafi byc z Toba szczery i jesli nie zmienicie
            czegos w Waszych wzajemnych relacjach, nie bedzie szczery w
            przyszlosci, wrecz przeciwnie

            Tobie jednak, jak pisalam - nie o szczerosc chodzi a o uwage ze
            strony meza bardziej ;)

            Niepokojaca jest Twoja zazdrosc, lekko chorobliwa
            i infantylizm Twego meza tez

            zastanowcie sie nad tym razem, moze pokaz mu ten watek i razem go
            przedyskutujcie z okazji nadchodzacego Nowego Roku ;)

            wszystkiego dobrego

          • yoko0202 żle 31.12.08, 10:48
            Aż mi się trochę słabo robi, jak czytam to co piszesz, bo mnie
            zajęło wiele długich miesięcy wyjście z wieloletniego związku z
            podobnym facetem, i naprawdę przeszłam gehennę emocjonalną.
            Z tego co piszesz wyłania się obraz faceta, który nawet jak złapią
            go za rękę to powie, że nie jego ręka.
            Mnie również mój były wmawiał bzdury przez wiele lat, robił ze mnie
            idiotkę, histeryczkę, heterę, zazdrośnicę, dominatorkę itp itd.
            Potrafił przysięgać na życie swojej córki (!!!), że nie zrobił
            czegoś, co jak się później okazywało dokładnie zrobił. Ściemniał
            tak, że w czerwcu w południe słońce zachodziło. Na WSZYSTKO miał
            jakieś wytłumaczenie. Przy jakiejkolwiek konfrontacji, po złapaniu
            go na kłamstwie, robił ze mnie głupka i odmawiał dalszej dyskusji,
            nie udzielał żadnych informacji, powtarzając jak mantrę "jestem
            dobrym człowiekiem, nic złego nie zrobiłem". Postawiony pod ścianą,
            atakował i nigdy do niczego się nie przyznał. Ciągle twierdził, że
            jest partnerem idealnym, i o co mi w ogóle chodzi, a w ogóle to w
            zasadzie wszystko moja wina, ja i tak nie zrozumiem, i po co mi
            takie informacje...
            Jeżeli powyższe brzmi znajomo, to z całego serca życzę Ci, abyś w
            trybie natychmiastowym zakończyła ten związek!!!
            Ja dopiero dochodzę do siebie, rozstaliśmy się niedawno - przed
            rozstaniem byłam strzępem człowieka, leczyłam się na depresję,
            ogólnie mój stan zdrowia przez ostatnie dwa lata uległ po prostu
            degradacji.
            Przez wiele wiele miesięcy wmawiałam sobie, że to przecież
            niemożliwe, żeby on jednak taki był, taki wredny i wyrachowany, zero
            empatii, żeby tak mnie okłamywał, że to jednak coś ze mną jest nie
            tak, że nie patrzę trzeźwo na sytuację (brzmi znajomo?...). No i w
            końcu nie wytrzymałam.
            Myśl teraz wyłącznie o sobie i jak zrobić, żeby TOBIE było dobrze, i
            nie daj z siebie robić głupka!!!
            • kwiaaatek1 Re: żle 01.01.09, 17:26
              nie.jestem.soba, jeśli nie zmienisz swego zachowania, dalej będzie tak jak jest.
              Wg mnie n[powinnaś dać spokój z wymaganiem wyjaśnień, tylko w jakiś sposób
              ukarać męża za jego zdradę. Na Twoim miejscu przestałabym mu gotować, prać, spać
              z nim, zajęłabym się swoimi zainteresowaniami, częściej wychodziła, spotykała
              się z koleżankami, odcięłabym się od męża mieszkając pod jednym dachem, aby
              poczuł się tak źle, że sam będzie zabiegał o wybaczenie i o Twoje względy, a
              jeśli tego nie zrobi, Wasz związek nie jest nic wart. A jeśli będzie miał
              pretensje, zawsze możesz powiedzieć, że wymyśla, że zachowujesz się normalnie,
              że z nim coś nie tak.
              • nie.jestem.soba Re: żle 01.01.09, 21:59
                Dzięki za radę. Masz chyba rację. Domaganie się wyjaśnień rzeczywiście nic nie
                daje. On zawziął sie i na wszystko mówi, ze nieprawda i że nic się nie zdarzyło.
                Ta zmiana, o której piszesz wydaje mi się trudna. Mam małe dziecko i on od razu
                zarzuci mi, ze je zaniedbuję. Poza tym czuje się osaczona, zalękniona. boję sie,
                że jak wyjdę to on zrobi coś "złego". Jestem w pewnej pułapce pilnowania go.
                Wiem, ze to zgubne dla mnie. Staram mu sie tego nie pokazywać, staram sie być
                twarda. Najgorzej jest gdy wciągam się w kłótnie, gdy daję się sprowokować, bo
                on zazwyczaj zaczyna wypowiedź od tego, ze to ja utrudniam nam normalne teraz życie.
                Jakoś nie wyobrażam sobie żebym mogła wyjść sama z domu wieczorem. Jeśli już to
                najwyżej raz w miesiącu - ale wtedy to nic nie da pewnie.
                Mam też pytanie w tej kwestii - jak długo zwykle musi trwać takie jak opisałaś
                zachowanie, żeby on zaczął sie starać i coś robić? Tydzień? Miesiąc?
            • nie.jestem.soba Re: żle 01.01.09, 22:13
              Jak to sie stało yoko, że po wielu latach związku rozstałaś się z mężem?
              Mnie właśnie ten długi staż małżeński, dziecko, względy majątkowe i głęboko
              zakorzenione przeświadczenie o nierozerwalności małżeństwa - to wszystko blokuje
              mnie i ogranicza, szamocę się, próbuję coś ratować, ale on nie toleruje żadnych
              trudnych rozmów, wszystko musi być cacy, bo jak nie to albo udać, że nic się nie
              dzieje, albo napaść i wyzwiska nawet gdybym próbowała naciskać.

              Dzięki za cenną radę - myśleć o sobie, nie dać z siebie robić głupka. Tak bardzo
              jestem zdesperowana. On mnie oszukiwał, lekceważył i nie ma najmniejszych z tego
              powodu wyrzutów. Wręcz traktuje mnie jakbym to ja zrobiła coś złego - no właśnie
              - to, ze odkryłam jego nieuczciwość.

              Tyle jest we mnie gniewu, że daję się wciągać w kłótnie - i kiedy tylko powiem
              mu w złości coś nieprzyjemnego, to on wtedy czuje się górą. Jak zachować spokój
              i nie dać się prowokować i ile można znosić taką sytuację? Więc sama też
              wybucham i tak w kółko.
              • martusss1 Re: żle 01.01.09, 22:56
                Poszukaj DOBREGO psychologa i umów się na wizyte. Spisz wszystko na
                kartce papieru,co Ciebie trapi i przeanalizuj wszystko z
                psychologiem.Najlepiej takim,który zajmuje się terapią małżeńską i
                następne wizyty umówisz się z mężem ( o ile sie zgodzi?!).Psycholog
                Ciebie ukierunkuje i pomoże,bo to ciężki temat i sama sobie nie
                poradzisz,zostaniesz strzępkiem nerwów,a dziecko baaaaaaaaaaardzo na
                tym ucierpi.Przykre to wszystko i bardzo bolesne.On nie może Ciebie
                tak osaczać i szantażować,że być może jeszcze sobie coś zrobi i nie
                czuć skruchy...i dużo innych rzeczy nie powinien,bo Ty
                cierpisz.Jeśli boisz się jego reakcji,to umów się na pierwszą
                wizyte,nie mówiąc mu o tym.Tylko ważne jest też,żeby znależć dobrego
                psychologa,a nie takiego,co jeszcze bardziej namiesza w głowie.
                Trzymam kciuki i nie daj się.
    • solaris_38 Re: Jaka jest prawda? 01.01.09, 23:17
      nie możesz mając czarnego kota codziennie obwiniać że nie jest biały

      jest jaki jest
      albo go kochaj z tym jego uganianiem się za innymi które jest jego nałogiem i
      które go niszczy
      albo go rzuć i uwolnij się


      sadze że CHCESZ być w tej matni
      bo boisz się być sama




      • florynka07 Re: Jaka jest prawda? 02.01.09, 00:19
        Wg mnie Twój mąż jest typowym psychopatą i żaden psycholog Ci nie pomoże. Wpisz
        w Google słowo psychopata i czytaj. Miłej lektury :-))
        • kwiaaatek1 Re: Jaka jest prawda? 02.01.09, 12:58
          nie.jestem.soba,

          -masz rację, że domaganie się wyjaśnień NIC nie da
          -psycholog jest DOBRYM rozwiązaniem

          Piszesz, że masz jedno dziecko, ale można odnieść wrażenie, że nie jedno, ale
          dwoje, w tym bardziej martwisz się o większe dziecko, czyli Twego męża. Boisz
          się skorzystać z mojej rady, bo tak naprawdę boisz się stracić męża, boisz się
          samotności.
          Co mąż daje Ci z siebie? Nic nie piszesz na ten temat, czy Ci pomaga, opiekuje
          się Tobą?

          Zawsze możesz częściej wychodzić z dzieckiem do najbliższej rodziny, do
          przyjaciół, którzy także mają dzieci, na spacer, do kina, nie namawiam Cię, abyś
          porzuciła dom i zaczęła imprezować, tylko dalej się zajmowała dzieckiem,
          gospodarstwem domowym, ale odseparowała od siebie męża, przestała mu prać,
          gotować, osobne łóżko, zadbała o swój wygląd, tylko formalne rozmowy,
          postawienie wyraźnych granic i warunku, że nie tolerujesz zdrady, a jeśli on się
          nie zmieni, to Ty też się nie zmienisz. Ale mam wrażenie, że Ty się boisz
          stawiać warunków, poważnie z nim rozmawiać, boisz się porzucenia, tylko... co on
          daje Ci z siebie?

          Masz małe dziecko, a cały czas mówisz o mężu, jak by tylko on się liczył, to
          dorosły facet, którego nie trzeba pilnować. Będzie chciał zdradzić to i tak
          zdradzi. On Cię nie szanuje, bo Ty sama siebie nie szanujesz, pozwalasz mu na
          fochy, nie słuchaj go.
          • nie.jestem.soba Re: Jaka jest prawda? 02.01.09, 16:11
            Wybieramy się na terapię małżeńską do Kliniki Psychiatrii w styczniu.
            Dlatego m.in. pisze również na forum żeby zebrać myśli, bo mam okropny mętlik. I
            chcę się rzeczywiście dobrze przygotować szczególnie do pierwszej wizyty -
            dzięki za podpowiedzi jak to zrobić.

            Mąż rzeczywiście często sprawia wrażenie bardzo niedojrzałego.
            Owszem również duzo dobrego mogę napisać o nim. Od tamtego czasu zmienił się,
            było to równiez spowodowane pojawieniem się u nas dziecka - adopcja. cieszył się
            i mówi, że teraz ma dla kogo żyć.
            Zmienił się - jest o wiele bardziej zaangażowany w prace domowe, stara się
            opanowywać napaści nieuzasadnionej agresji np. w sklepie, juz nie jest taki
            przykry dla mnie jak to bywało w okresie jego fascynacji koleżankami. No i mniej
            spożywa alkoholu - kiedyś sporo.
            W łóżku zmieniło sie o niebo - zrobił się chętny i zazwyczaj jest rozkosznie.

            Jak pisałam - gdy chcę z nim porozmawiać o tym co się stało, dlaczego itp. to
            wtedy staje sie agresywny, obraża mnie słownie i gestami, obwinia, krzyczy,
            płacze, zachowuje sie jak furiat, histeryk, człowiek pozbawiony rozumu. Zdarza
            się nawet, że rękę zaciska w pięść i szarpie mną, lub gestem daje do
            zrozumienia, że chętnie by mi przyłożył.

            Dziecko kocha nas oboje i my ją również. Mnie było ciężko zaakceptować sytuację,
            że "obce" dziecko jest moim. Są to delikatne odczucia - choćby fakt, czy mam
            prawo poczuć, że jest moja. Przed oczyma snują się wizje, że młody człowiek mówi
            np. do przybranego rodzica "nie mażesz mi czegoś kazać , bo nie jesteś moim
            ojcem / matką" itp.
            To odrębny temat.

            Kwestia wychowania dziecka - też mamy spięcia. choćby kwestia ustalania pewnych
            zasad postępowania z dzieckiem - pora kładzenia spać itp. Mąż nie chce ustalać
            żadnych zasad, bo nie lubi żadnych ograniczeń. Więc na czasami dochodzi do spięć
            i dziecko próbuje manipulować pomiędzy mamą i tatą.
            choć muszę przyznać, że trochę dociera to do niego, że musimy być jednomyślni co
            do podejmowanych decyzji i ustalać pewne rzeczy poza dzieckiem. Nie powiem -
            stara się ze mną podejmować współpracę.
            Ale to wszystko przychodzi z trudem i mnie wykańcza, bo prawie o wszystko musze
            walczyć, mąż sam od siebie nie czuje potrzeby pewnych zachowań, czy działań.

            Jak widać jest jakaś szansa, by ratować ten związek.

            Ja pytałam jak długo należałoby stworzyć sztuczną atmosferę mojej odrębności, bo
            na dłuższą metę nie chciałabym tak żyć.
            Zawsze chciałam być z kimś po to by sie angażować, być blisko. Jakby w sposób
            naturalny jest to pewne uzależnienie się od drugiej osoby.
            I choc jestem samodzielna - skończone studia, praca, własne zdanie, realizacja
            celów - to potrzebuje bliskości, jakiegoś zjednoczenia, rozmów, całej tej
            płaszczyzny.

            Straciłam do niego zaufanie. Obecne nadal nie ma miedzy nami dobrej komunikacji,
            brak porozumienia.
            • kwiaaatek1 Re: Jaka jest prawda? 02.01.09, 16:43
              Rzeczywiście bez pomocy specjalisty się nie obejdzie. Troszkę więcej napisałaś o
              swoim mężu, że pomaga w obowiązkach domowych, nie jest taki zły, jak wydawało
              się z poprzednich postów, ale wydaje się niedojrzały, a Tobie brak stanowczości.

              Być może Wasze problemy tkwią w dzieciństwie. Kilka lat temu uczęszczałam na
              terapię grupową DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików) i tam kobiety poruszały
              podobne problemy do Twojego. Kobiety i mężczyzn, którzy pochodzą z toksycznych
              rodzin, ciągnie do siebie, mimo, że mężczyźni z takich rodzin często także
              zostają alkoholikami albo boją się bliskości, a kobiety mają niskie poczucie
              wartości, boją się porzucenia. Nie będę więcej na ten temat pisać, bo nie wiem,
              jak jest z Wami.

              Dojście do porozumienia jest konieczne, tylko nie będzie go, jeśli wyraźnie nie
              powiesz, czego od męża oczekujesz, jeśli nie ustalicie wspólnych zasad,
              wspólnego frontu opieki nad dzieckiem.
              Wg mnie jedyną metodą dla męża jest coś, co by nim wstrząsnęło, ale Ty się tego
              boisz odseparować od męża, boisz się porzucenia, że odejdzie do innej kobiety,
              pytasz się, na jak długo, a ja odpowiadam - do skutku, z tego, co piszesz,
              zależy Ci na wspólnym porozumieniu, czyli tak długo, aż sam zacznie poważną
              rozmowę bez agresji i dąsów.

              ,,Zawsze chciałam być z kimś po to by sie angażować, być blisko. Jakby w sposób
              naturalny jest to pewne uzależnienie się od drugiej osoby.
              I choc jestem samodzielna - skończone studia, praca, własne zdanie, realizacja
              celów - to potrzebuje bliskości, jakiegoś zjednoczenia, rozmów, całej tej
              płaszczyzny.''

              To jest naturalne, każda kobieta tego chce, tylko jak Ty chcesz osiągnąć to
              zjednoczenie? Przecież teraz między Wami brak jedności.
              • nie.jestem.soba Re: Jaka jest prawda? 02.01.09, 23:01
                Ja pochodzę z rodziny rozbitej,w dzieciństwie awantury. Mąż z normalnej, tylko
                jego ojciec był zawsze bardzo skryty, również bywał wybuchowy - ogólnie nieco
                zachwiany emocjonalnie - tez są tego przyczyny (może to tez geny).

                Mąż rzeczywiście przejął pewne obowiązki na siebie - takie banalne typu
                rachunki, karmienie pieska. Wcześniej czułam się strasznie - jakby wszystko na
                mojej głowie. Choć z drugiej strony on przejął te obowiązki bo ja przestałam się
                wieloma rzeczami po prostu zajmować. I nie robił o to awantury lecz jakoś tak
                sam od siebie przejął te sprawy.

                Napisałam o tej bliskości - tego zawsze pragnęłam i rzeczywiście bardzo trudno
                mi znosić takie jak teraz oddalenie. Również mam problemy ze stanowczością i
                podejmowaniem decyzji.
                W krańcowych jednak sytuacjach nie daje sobie w kaszę dmuchać i jeśli mąż
                jeszcze raz zrobi mi taki numer z tym zbliżaniem się z koleżankami, to
                skorzystam z Twojej rady, nie będę się motać i zastanawiać i płakać.

                Nieco odeszłam od tematu, bo moim celem było przybliżenie odpowiedzi na pytanie
                "co tak na prawdę sie wydarzyło i co go łączyło z tamtą kobietą". Chciałam tu
                analizować jego wyjaśnienia i z waszą pomocą jakoś zdecydować czy mówi prawdę
                czy nie , czy to sie wszystko jakoś kupy trzyma.
                Jest to dla mnie ważne, bo straciłam zaufanie, próbowałam jakoś go kontrolować i
                przekonać się czy mówi prawdę. I okazywało się, że nie. Nie kontynuował
                znajomości z tamtą kobietą ale nie mówił prawdy na temat kontaktów z innymi
                koleżankami.
                Na temat tamtej znajomości dostarcza niezrozumiałych wyjaśnień, no i zachowuje
                się jak opisałam.

                Zdaje sobie sprawę, ze ja sama jestem w ogromnych emocjach i pewno moje reakcje
                również są impulsywne.
                Świat usunął mi się spod nóg rok temu. Do tej pory to siedzi we mnie.
                Ale jak opisują zdradzone osoby długo ból towarzyszy.

                Dziś jestem nieco spokojniejsza, trochę "trzeźwiej", inaczej patrzę na sytuację.
                Na spokojnie łatwiej poukładać myśli i dojrzeć problemy jakie nas doświadczają.
                Zaczynam również dostrzegać jakie sama błędy popełniałam - typowe - praca,
                zagonienie, przemęczenie, drażliwość - cd. łatwo dopisać.

                Jak pisałam - dobrze jest jak jest dobrze, leczy gdy przychodzą trudne sytuacje
                - nie radzimy sobie i mąż przejawia zachowania może i psychopatyczne. Oczywiście
                grozi wówczas również że odejdzie, że się zabije.

                Powrócę jeszcze do tematu rozstrzygnięcia, czy to co on mi mówi może być prawdą.

                Pozdrawiam Wszystkich, dziękuję serdecznie za porady.
                • martusss1 Re: Jaka jest prawda? 02.01.09, 23:09
                  Przykro mi,ale wydaje mi się,że do końca się nie otworzył przed
                  Tobą,bo nie potrafi i się boi...poczekaj do wspólnej terapii. Jak
                  chcesz to napisz na priv...przechodziłam podobne katusze...teraz też
                  nie jest łatwo.
                  • anikleo Re: Jaka jest prawda? 21.02.09, 08:15
                    wydajesz się mądrą osóbką ... sama potrafisz sobie odpowiedzieć na większość
                    pytań, choć w formie wątpliwości, które wyrażasz ... zapytaj siebie z jakim
                    bagażem emocji "od ukochanej osoby" jesteś w stanie żyć, czego oczekujesz od
                    siebie i niego ... od Ciebie zależy jaki poziom życia będziesz prowadzić i czy
                    pozwolisz, by ktoś manipulował Tobą ... wspólna terapia, próba zrozumienia
                    drugiej strony ... zawsze gdy mężczyzna na to zasługuje, ale przede wszystkim
                    dla siebie ... dla niego pod warunkiem, że Twoje wymagania zostaną podczas tych
                    sesji spełnione i nastąpiło zadośćuczynienie, dla siebie, aby emocje zostały
                    ukojone, jeśli nie doszukasz się innej rekompensaty ...
                    do tego czasu stań z boku i spójrz na sytuację, jakbyś oceniała wątek filmu ...
                    i postępuj zgodnie z uczuciami, tylko postaraj się nie być słabą, głupiutką kozą...
                    kobiety, nie wiedzieć czemu, pozwalają mydlić sobie oczy ... choć potem jeszcze
                    bardziej szczypią ... przyjmują ochłapy, gładkie słówka i wymówki, doszukując
                    się w nich zapewnień, wyjaśnień i powodów do wybaczenia ... za to mężczyźni
                    rzadko są uczciwi w usprawiedliwieniach, praktycznie nigdy... i przykro to
                    mówić, żerują na "babskiej" wrażliwości i ufności ... przy czym między sobą
                    twierdzą wprost, że kobiety są głupie, bo "idą jak owieczki na rzeź", gdy tylko
                    powiesz im to co chcą usłyszeć ...
                    ... a więc czego oczekujesz od życia?
                    • wsb123 Re: Jaka jest prawda? 21.02.09, 10:49
                      ta a ja mialem na odwrot i co? to nie ja zdradzilem tylko partnerka
                      i co? najwazniejsze to sobie wybaczyc nie drugiej osobie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka