nie.jestem.soba
29.12.08, 23:49
Co ich łączyło?
Ogólnie wiadomo, że mężczyzna kiepsko znosi problemy małżeńskie wszelkiego
rodzaju i dość chętnie szuka pocieszenia, zrozumienia ... u innej kobiety.
A później, gdy sprawy zachodzą za daleko, dość często decyduje się pozostać z
rodziną, choć pokusa innego, tego fajniejszego życia z tą inna była bardzo
kusząca.
Z moim małżonkiem było podobnie.
Obecnie deklaruje chęć życia z rodziną.
A problem mam ja.
Codziennie zadaję sobie pytanie co ich łączyło? Jakie on ma na prawdę intencje
i zamiary? Jak wierzyć w jego słowa, gdy tyle razy skłamał patrząc prosto w
oczy powołując się na Boga.
Codziennie powtarza, że jest uczciwy i dobry, że nie robił nic złego, choć
oszukiwał i jest to udowodnione.
On oczekuje, że teraz nasze życie będzie dobre, może nawet szczęśliwe, a to co
miało miejsce pójdzie w zapomnienie. Ot cyk i zapomnieć o wszystkim, choć
fakty jakie poznałam i to co on mi powiedział jest niejasne, niespójne .....
Jak wierzyć?
Mnie wydaje się to niemożliwe.
Jestem osaczona myślami, ze jak np. znika gdzieś po cichu to pewno pisze
potajemnie smsy.
Skąd mam wiedzieć, że tak nie jest skoro i wtedy, kiedy to robił niczego nie
zauważałam, a on twierdził, że z nikim nie rozmawia, że z nikim nigdy nie
pisał itd.
Jak kiedyś bywał nieobecny, tak teraz oczekuje życia jakby nie zaszły te
oszustwa, jakby nie było tych znajomości.
Ale dla mnie problem tkwi, o ile dobrze siebie rozumiem, w tej niewiedzy,
niepewności - co było kiedyś i co jest teraz.
Bo skoro odmienił się "skończył ze wszystkim" - jak się wyraził, to ja pytam
się jego z czym skończył. I on nie ma dla mnie żadnej odpowiedzi.
Powiedział, że "uganiał się za nimi", ale zapytany o wyjaśnienie tych spraw
staje się agresywny.
A ja wątpię w szczerość jego uczucia do mnie, bo jest mu wszystko jedno jak ja
sobie w ogóle radzę z tymi informacjami o jego "zbliżeniu/oddalaniu się, byciu
KIMŚ, nadawaniu na tych samych falach i (nie)pasowaniu do siebie" (już po
"skończeniu ze wszystkim") z pocieszycielką.
Czuję się jakbym była w typowej sytuacji - mąż zmęczony żoną odświeża się nową
znajomością, potem się wystraszył, że może "stracić" rodzinę i "wrócił".
Ale on wmawia mi, ze to była normalna znajomość/kumpelstwo. Ukrywał te
relacje, jak mówi - bym mu nie robiła "wymówek". Lecz czego się spodziewał? Że
będę akceptować, że ma przyjaciółkę od serca, która go rozumie, akceptuje,
przed która się otwiera, nawiązuje bliskość, odczuwa troskę, by "jej nie
skrzywdzić" ..... ?
Ode mnie, jak się domyślacie, oddalił się oczywiście i ani mu było w głowie
zmartwić sie tym. Pamiętam, jak mu przestało zależeć i miał w nosie, że nie
rozmawiamy ze sobą już prawie.
A teraz? Obiecuje od czasu do czasu, ze wyjaśni, że porozmawia, ... i na
obietnicach sie kończy, a nawet jak mu to przypomnę, to zaprzecza.
A ja nie czuję sie dobrze w takim układzie.
Ta niewiedza i niepewność - fakty, które znam mogą świadczyć o romansie, o
zdradzie, a najmniej o przyjaźni.
On wie, ze ja sie szamocę z tą sytuacją, a jakby ignoruje.
Potrzebuję usłyszeć od niego jak i co było i jak to teraz ocenia.
Po prostu pogadać o tym jak bliskie osoby.
Każda próba rozmowy oddala nas bardziej, a ja czuje się udręczona jego
nieszczerością i hasłami typu "nic złego nie robiłem", albo "zabronisz mi
rozmawiać?".
No i prawdę mówiąc nie radzę sobie po prostu z tym czymś co sie zdarzyło.
Nawet nie mogę sie z tym zmierzyć bo nie wiem co tak na prawdę ich łączyło. Na
ile on był zaangażowany itd.
Najgorsze jest to dla mnie, że on nie jest teraz szczery, nie obchodzi go
teraz co ja czuję, przeżywam i jak się z tym męczę.
Po co mi mówi, że nic ich nie łączyło skoro podały miedzy nimi cytowane przeze
mnie słowa.
Mnie się wydaje, że normalni znajomi/koledzy nie wchodzą na takie płaszczyzny.
I tak zawisłam pomiędzy prawda a domysłem i robieniem ze mnie głupiej, że nie
wiem jak z tego wybrnąć.
Czy go kocham, czy on kocha?
Nie wiadomo.
Padają takie słowa, pojawiają się takie uczucia, emocje, myśli i pragnienie.
Jednak ten problem o którym piszę i podejście męża do tej sprawy gasi uczucie
i spojrzenie w przyszłość.
Jak poradzić sobie z tego typu zawiłością?
Czy jest jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji?
Jak poznać prawdę?
Jak zaakceptować opisaną postawę drugiej osoby?
Jak poradzić sobie ze sprzecznościami?