myszencja6
27.01.09, 12:04
jesteśmy małżeństwem od 5 lat, mamy trzyletniego synka. Mój mąż
bardzo lubi pograć sobie wieczorem na komputerze, posłuchać muzyki
etc. Często jest tak, że ja zasypiam a on sobie tam siedzi.
Parę tygodni temu znowu obudziłam się ok. pierwszej w nocy i z kimś
kilkał na gg. I wtedy okazało się, że ma dwa gg. Jedno 'oficjalne'
które widzę jak włączam komputer, drugie jakieś inne ukryte z jednym
kontaktem. Jak zapytałam z kim rozmawia w środku nocy, to wsiadł na
mnie i zaczął gadać, że go sprawdzam, kontroluję, że nie będzie mi
się ze wszystkiego tłumaczył...potem na odczepnego powiedział, że
rozmawiał z kolegą. Nie wiem czemu mu uwierzyłam, chyba chciałam
uwierzyć.
W zeszły piątek znowu obudziłam się w nocy i widzę, że znowu
rozmawia na gg i...otwiera meila gdzie są zdjęcia jakiejś kobiety.
Kilka razy klikał sobie na te zdjęcia i oglądał. Znowu się obruszył
jak zapytałam co robi i kto to jest. Znowu się wściekł, że go
sprawdzam, że nie ma żadnej prywatności, że to zwykła znajomość.
Całą sobotę był na mnie zły (on na mnie!), ja oczywiście też. Nie
powiedział mi nic o tej kobicie, poza tym, że to koleżanka ze
studiów (studia skończył 10 lat temu). Nigdy nic mi o żadnej
koleżance ze studiów nie wspominał. Powiedziałam, że dla mnie to nie
jest normalne że rozmawia w środku nocy z koleżanką ze studiów i
ogląda jej zdjęcia! co to w ogóle ma być, że ona mu zdjęcia
przesyła. Poza tym znalazłam ją na naszej-klasie, więc tam też są
jej zdjęcia, po co wysyła mu na meila? wkurzona byłam strasznie ale
w zasadzie nie widziałam co mam zrobić.
No i wczoraj znowu. Tym razem obudziło mnie jego szeptanie,
rozmawiał z nią przez skypa. O godzinie 24. W sumie nieważne co
mówił, bo to nie było nic ważnego ale mówił to takim namiętnym
tonem....Jak zobaczył, ze się obudziłam, to szybko wszystko
wyłączył. Tym razem się przestraszył, bo zobaczył moją minę,
wiedział, że słyszałam. Nie wypierał się. Powiedział, że to
koleżanka ze studiów, że nie romansują, że nie ma zamiaru
romansować, że nigdy mnie nie zdradzi bo najbardziej na świecie boi
się tego, że mnie straci. Że jestem jego całym światem. Mówił to ze
łzami w oczach i strachem. Zapytałam dlaczego to robił, skoro tak
się boi mnie stracić. Powiedział, że wydawało mu się, że nie robi
nic złego, że nie przekracza granicy ale teraz już wie, ja to mogę
czuć inaczej. Że nigdy więcej już nie sprawi żebym się tak czuła;
oszukana, nieufająca, zawiedziona. Powiedział, że rozmawiali sobie
ot tak o życiu, nie zamierzał się ani z nią spotykać, ani ciągnąć
tej znajomości. Powiedział, że nie będzie już z nią rozmawiać.
Powiedział, że nie może powiedzieć, że to skończy bo tak naprawdę
nic nie było, nic się nie zaczęło.
Wieczorem mocno mnie przytulał i przepraszał. Kochaliśmy się, był
bardzo czuły, taki jaki zwykle. Nie wierzę mu jednak do końca.
Nie wiem naprawdę. Nie mam siły o tym rozmawiać. Nie wiem co mam mu
powiedzieć, jak to 'rozegrać', jak się zachować. Jestem na początku
drugiej ciąży i naprawdę źle się czuję a teraz to. Nie wiem co mam
zrobić, czekać? Sprawdzać? Przecież to paranoja, żebym go pilnowała,
przecież wie, że takich rzeczy się nie robi. A jeżeli mimo wszystko
to robi, to znaczy, że to coś ważnego? Wiem, że kocha mnie i nasze
dzieci, wiem, że jesteśmy dla niego ważni. Więc dlaczego? Jak go
pytam dlaczego, to on twierdzi, że przecież nic nie zrobił. Że mnie
nie zdradził a ja się czuję jakby to zrobił. I nie umiem sobie z tym
poradzić. Nie powinnam się teraz stresować, ciąża jest w
newralgicznym momencie i to jest najważniejsze.
Najgorsze jest to, że on nie jest typem ‘podrywacza’ i ‘flirciarza’.
Ma mało koleżanek, tym bardziej mój mózg bije na alarm. On twierdzi,
że to zwykła koleżanka i nie jest tak głupi aby przez jakąś
znajomość narażać nasze małżeństwo i znowu, że ja jestem jego życiem
i beze mnie nic nie ma sensu. To akurat dość często mówił, jest
facetem, który nie ma problemu z powiedzeniem ‘kocham Cię’.
Nie wiem, naprawdę nie wiem……