annazesnu
29.01.09, 17:09
Czytalam wiele watkow ponizej, podobne sytuacje znalazlam - chociaz
nie do konca, dlatego pisze proszac o kilka opinii; sa mi potrzebne,
poniewaz nie patrze trzezwo na to co wokol mnie sie dzieje; wiem
tylko jedno- nie daje sobie juz rady.
Jestem dojrzala kobieta ale dusze mam chyba ....nastolatki,
wrazliwosc dziecka a rozumu ...brak; mowia ze mezczyzni kieruja
sie ...(....) zamiast rozumu, z kolei ja zamiast rozumu uzywam
wylacznie serca i zazwyczaj konczy sie to tak jak teraz...
Rozpadlo sie moje malzenstwo,dlugo odchorowywalam, ale doszlam do
siebie po jakims czasie. Kiedy stanelam na nogi, zaczelam chorowac,
potem klopoty w pracy ze wzgledu na nieobecnosc a poniewaz mam
intratna posade , na moje miejsce bylo kilka chetnych....skonczylo
sie tym , ze bylam zalamana, stracilam poczucie bbepzieczenstwa pod
kazdym wzgledem - prywatnym i zawodowym. mialam dosc zycia, ale
poznalam kogos. To byla milosc od pierwszego wejrzenia, nigdy w to
nie wierzylam, powiem wiecej- czesto sama to wymiewalam wczesniej,
ale i mnie ona dopadla. W momencie kiedy rozwazalam jak uporzadkowac
sprawy i w koncu skonczyc z soba.
Na poczatku bylo cudownie, co prawda jeszcze mieszkal z dziecmi i
byla zona ,ale juz szukal wlasnego kata i wszystko wygladalo na to
ze bedzie dobrze.Z czasem mielsimy zamieszkac wspolnie, kiedy ich
sprawy majatkowe sie zakoncza.Nic jednak sie przez ten rok nie
podziało. Dzieci w wieku szkoly podstawowej, ale przywiazane do ojca
jako jedynego zywiciela rodziny oponowaly i nadal oponuja przed jego
wyprowadzeniem sie, byla zona takze - koszty utrzymania spadlyby na
nia ale ona przstala pracowac wiele lat temu i nie zamierzala wracac
do pracy. On otrzymujac rozwod mial sie wyprowadzic ale ...tak sie
nie stalo. Zawsze cos staje na drodze - w tym dobro dzieci- chociaz
rozumiem wiele aspektow tego to jednak brak mi jakiejkolwiek
stanowczosci w postawie mojego przyjaciela. Potem zachowanie zony,
ktora woli byc utrzymywana a kiedy ta kwestia zostala ukrocona,
nagle sie.....powaznie rozchorowala, nie zgadniecie na jaka chorobe-
otoz chodzi na,,, terapie psychologiczna i przechodzi menopauze !!!
Tym samym w swoim nie jest w soim mniemaniu gotowa zajac sie dziecmi
i pracowac. Co robi ojciec dzieciom? Chce je zabrac ale dzieci chca
byc z mama w starym wielkim kosztownym w utrzymaniu domu. Co robi
byly maz? Utrzymuje rodzine tak jak wowczas kiedy byl mezem, na
dodatek zajmuje sie dziecmi praiwe caly czas po pracy dziecmi ktore
opieki de facto wymagaja, ale sa samodzielne i rozumne podobnie jak
byla zona. Partner nie umie podjac decyzji o wyprowadzeniu sie,
robi zakupy, opiera, dba etc. Była małzonka w tym czasie lega na
kanapie i wraza sowje niezadowolenie z tego w sposob agresywny i
malo kulturalny. Moj partner pokornie podwija ogon i mi tlumaczy ze
przeciez nie moze tak zostawic dzieci z tak "chorą" była zona.
Dla mnie to jedna wielka manipulacja. Rozwod jest faktem,
dokument...ale psychicznie jest tak jak wczesniej - zona i dzieci
tresuja tate wyrzytami sumienia, na tym polega ich polityka, na co
podam przyklady:
- kiedy on jest u mnie dzwonia dzieci ze natychmaist cos jest im
potrzebne - np. zeszyt po ktory przeciez same moga pojsc ale...nie
maja np. pienidzy zaraz pada ich odpowiedz
- kiedy jest u mnie byla zona wychodzi i zostawia dzieci same wiec
dzwonia ze sa same i on ma przyjechac
- kiedy on chce sie wyniesc z domu, pada zarzut ze zostawia chora
byla zone ktora mu dzieci narodzila i jest tak "ciezko chora" i
nalezy jej sie jego opieka do konca zycia bo ona nie zamierza
pracowac
- dzieci palcza kiedy wychodzi chociaz wczensiej nawet nikt nie
interesowal sie kiedy wroci i czy wroci poniewaz istotny byl
przelew na konto
- wczesniej nikt nie martwil sie czemu nie wraca na czas z pracy ,
nikt mu nie pral, nie gotowal , nie pytal jak sie czuje dopiero
kiedy zwiazal sie ze mna
- rozwod byl wynikiem ciaglych awantur i bicia przez zone a teraz
dalej jest podobnie- tyle ze maja papier rozwodowy i ona juz nie
bije
Ja palcze bo mielismy plany a widze ze on zamyka sie w sobie, ze
ulega tym naciskom bylej zony i zmanipulowanych dzieci. To nie sa
kilkulatki, ktore nic nie rozumieja. Dzwonia zreszta tylko kiedy
jest tu mnie, jesli wiedza ze pracuje 12 godzin to nawet do ojca
smsa nie wysla....
Ktos powie ze jestem niesprawiedliwa, ze ojciec dziecio jest
potrzebny , ze biedna byla zona chora....Tak, owszem, ale to ona
chciala rozwodu, ona go wyrzucala z domu wiedzac ze on jest slaby i
wroci . Kiedy go poznalam byl juz rozwiedziony wiec mam czyste
sumienie.
Teraz widze co sie dzieje, kiedy byla zona zrozumiala ze to nie
zabawa i on ma kogos kto chce z nim byc i kto go kocha a na dodatek
sprawi ze on podnosi sie z kolan wobec niej i wyprowadzi tak
naprawde a nie tylko w slowach,zaczela bajke z choroba....Menopauza
to nie jest przeciez choroba tylko naturalny etap w zyciu kobiety, a
do psychoterapeuty chodzi mnostwo ludzi i nie znaczy to nic .
Widze jak on sie mota,ja nei wie co robic, jak chudnie i marnieje
ale nei potrafi zawalczyc o siebie. Mnie to takze wykancza , jestem
u progu zalania, poniewaz czasem mam wrazenie ze on swoje frustracje
przelewa na mnie.... odsuwa sie twierdzac ze bedac ze mna zaniedbuje
dzieci, ze moze ona naprawde taka chora , ze ma wyrzuty sumienia.
Zapytalam go czy moze ja nadal kocha, jesli tak, niech do niej
wraca. Twierdzi ze kocha mnie ale coraz czarniej to wszystko widze.
A Wy co myslicie?