Dodaj do ulubionych

SAMOTNOSC W ZWIAZKU

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.11.03, 17:24
------------------------------------------------------------------------------
--
czuje sie tak bardzo samotna w moim zwiazku.
nie laczy nas nic oprocz dziecka.
milosc przyjazn nie ma nic juz miedzy nami..
mecze sie dusze w tym zwiazku
tyle lat juz sama spedzam kady dzien..
ja w jednym on w drugim pokoju.
on mowi kocham cie ale na czym niby ta milsoc ma polegac???
on mnie kiedys bardzo skrzywdzil teraz moze i stara sie co neico
naprawic ale ja wiem ze juz nie mozna..
najchetniej wyszlabym z domu i juz nie wrocila.
jednak moj syn mnie trzyma przy zyciu.to dla niego zyje..
tak bardzo brakuje mi ciepla dobrego slowa.
zapytacie sie nie masz znajomych.
odpowiem nie mam on zabral mi caly swiat
bylam tylko ja i on..
zero kontaktow ze znajomymi zero wyjsc jezeli to tylko razem..
to smutna historia bardzo ubolewam ze na to pozowlilam..
ale on stosowal szantaz on uzaleznil mnie od siebie.
co robic jak zyc..



Obserwuj wątek
    • kurde.bemol Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU 13.11.03, 17:31
      nie mozna byc samotnym w zwiazku podobnie jak nie mozna byc w tlumie na
      bezludziu.
      • Gość: anna Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.11.03, 20:05
        jednak mzona byc ////////
      • Gość: filut Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: 62.233.169.* 16.11.03, 08:23
        kurde.bemol napisał:

        > nie mozna byc samotnym w zwiazku podobnie jak nie mozna byc w tlumie na
        > bezludziu.

        Chyba jesteś młody;)

        Pozdrawiam bez złośliwości
        Fil
    • Gość: Kotta Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.03, 23:07
      To przykre co Cię spotkało. Niestety, nie wróżę nic dobrego Twojemu związkowi.
      Ale czy rozmawiałaś ze swoim mężem(?) na ten temat, że czujesz się samotna?
      Może potrzebna Wam taka rozmowa. Spróbuj. Ale jeżeli tak będzie dalej to się
      skończy i tak. Nie da się tak żyć. A może on ma inną? Zastanów się też nad tym.
      Mimo wszystko trzymam za Ciebie kciuki - może jeszcze nie wszystko stracone.
      • komandos57 Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU 13.11.03, 23:30
        Gość portalu: Kotta napisał(a):

        > To> skończy i tak. Nie da się tak żyć. A może on ma inną? Zastanów się też
        nad tym.
        > Mimo wszystko trzymam za Ciebie kciuki - może jeszcze nie wszystko stracone.
        XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
        o,myslalem zes kotka.
    • Gość: Jomka Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 09:54
      Wiem dokladnie co czujesz, przeczytalam twoj list i mialam ochote dopisac
      jeszcze wiecej roznych zdarzen z mojego zycia.
      Poswiecilam sie dla rodziny,dzieci, maza,ie myslalam o sobie, chcialam miec
      kochajaca sie rodzine i mialam przez kilka lat,potem wszystko sie zmienilo. Z
      tysiacami problemow musialam sobie dawac rade sama i dalam sobie
      rade,doskwierala mi samotnosc ale ja szlam dalej do przodu, walczylam o kazdy
      szczesliwy dzien.Brakowalo mi ciepla i milosc,milych slow ze strony meza, ale
      mialam dzieci ktore osladzaly mi zycie.I tak powoli nasze malzenstwo
      umieralo,dzis mieszkamy razem, rozmawiamy ze soba,czasem zalatwiamy jakies
      sprawy, ale nie ma juz zadnych uczuc z mojej strony,wrecz moge stwierdzic ze
      ten czlowiek dla mnie nic nie znaczy,nie zalezy mi na tym zeby byl obok mnie,
      daje sobie swietnie rade sama, zaczelam zyc na nowo.
      A On? zmienil sie,nawet zaczal sie starac tworzyc cieplo rodzinne, ale ja nie
      umiem tego zaakceptowac, chociaz byly momenty ze probowalam,ale bylo to z mojej
      strony udawanie.
      Nie umiem byc z kims do kogo niczego nie czuje, a na sile nic nie mozna
      pozytywnego zdzialac.
      Czuje sie teraz bardziej dojrzala, madrzejsza i chyba moge stwierdzic ze jestem
      doswiadczona kobieta, ale mam w sobie odrobine dziewczego szalenstwa.
      Uwazam ze powinno sie rezygnowac z takich zwiazkow i dac sobie szanse nowego
      udanego zycia , wszak zycie mamy tylko jedno i nalezy je przezyc szczesliwie.
      Sorry ale na takie tematy nie bardzo umiem pisac bo cisnie sie tysiace slow do
      glowy, a chcialoby sie napisac wszystko, a czas nie bardzo pozwala. pozdrawiam
      • Gość: ANNA Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.11.03, 06:22
        czytajac twoja historie mysle ze to ja napisalam.
        bardzo podbnie to wszytko sie u mnie uklada
        tak zaczynam walczyc o siebie .
        zawsze staram sie stwotzuc cieply serdeczny dom.. w takim wlansie sie
        wychowala i chyba to najbardziej mnie boli ze ja nie bylam w stanie dac tego
        mojemu dziecku..
        wiele mozna by pisac..
        dzikuje za twoj list szczery i otwarty
        pozdrawiam cie.
    • Gość: Ann Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.andrychow.sdi.tpnet.pl 14.11.03, 10:16
      Czas chyba wziąć sprawy w swoje ręce. Nie rób z siebie ofiary. On zabrał Ci
      cały świat, ale widocznie Ty Mu na to pozwoliłaś. Czas szczerze porozmawiać z
      Nim. Powiedzieć czego Ty pragniesz, czego Ty potrzebujesz i co Ciebie w Jego
      zachowaniu boli najbardziej. Prosto i otwarcie, bez owijania w bawełnę, ale i
      bez oskarżania, wina zazwyczaj leży pośrodku. Bardzo spokojnie. Może się
      okazać, że On czuje się całkiem podobnie. Takie rozmowy są bardzo trudne, wiem,
      ale nie masz chyba nic do stracenia. Powalcz trochę o własne szczęście. Życzę
      powodzenia i pozdrawiam serdecznie.
    • seksuolog Terapia bezwzglednie wskazana 15.11.03, 12:02
      Gość portalu: zagubiona napisał(a):

      > on mowi kocham cie ale na czym niby ta milsoc ma polegac???
      > on mnie kiedys bardzo skrzywdzil teraz moze i stara sie co neico
      > naprawic ale ja wiem ze juz nie mozna..
      > najchetniej wyszlabym z domu i juz nie wrocila.
      > jednak moj syn mnie trzyma przy zyciu.to dla niego zyje..
      > tak bardzo brakuje mi ciepla dobrego slowa.

      Konieczna jest terapia zwiazku. Twoj partner ma jak sie zdaje
      dobra wole. Ty jak sie zdaje tkwisz w zamknieciu, trzeba sie
      otworzyc. Proba terapii jest o wiele latwiejsza niz proba
      przezycia zycia w takim ukladzie.
    • Gość: Samotrak Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.11.03, 03:37
      Czuje podobnie choc zwiazek jescze bez dziecka.Mamy rozne zainteresowania,jej
      poglady raczej mnie smiesza niz zmuszaja do dyskusji,zachowanie wsrod
      znajomych zdaje sie tak przewidywalne jak komedia braci marx,jak mi sie podoba
      czarne to jej rozowe itd a do tego jej sądy kategoryczne i nie zakładaja
      czyjegos odmiennego zdania.Na koncu ust mam nieraz słowa co my razem jescze
      robimy.Ale nie potrafie ,caly czas slysze jako to ona jest biedna,nikogo
      oprocz mnie nie ma,nikt jej nie kocha,nie wie co by zrobiła ,opowieści o
      cięzkim dzieciństwie (nie powiem sam łatwego nie miałem to sie na to łapię)a
      na koniec pytanie:kochasz mnie jescze? Byłbym ostatnim chyba gnojem gdybym
      powiedział :nie, po takim wstepie.Nie wiem,litosć ma,szantaz emocjonalny a
      moze moja wygoda.Bo przeciez mam pewnosc ze ona mnie kocha,stara sie ...to
      jest mile ale.. miało byc o samotności.Tak jestem samotny w swoich uczuciach
      bo musze je ukrywać aby jej nie zranić,jestem samotny w swoich myslach i
      skojarzeniach,boje sie ze z tego nie wybrnę.Będziemy mieli w końcu
      dziecko,potem się pobierzemy,potem będziemy sie męczyli,potem walczyli a na
      końcu w wielkiej wojnie pogrązni skażemy na takie dziedzictwo nasze dzieci.
      Nie chcę takiego scenariusza i nie wiem jak to zmienic aby nie zranić .Ta
      milosc mnie przeraza.A moze taka jest norma,to wszystko to tylko walka płci i
      ego naszych? A ja o jakiejs królewnie snię na jawie a szczescie przeplywa
      obok.Nie potrafie zdecydować ale samotnosc czuje.
      • Gość: filut Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: 62.233.169.* 16.11.03, 08:34
        Gość portalu: Samotrak napisał(a):

        > Czuje podobnie choc zwiazek jescze bez dziecka.
        Będziemy mieli w końcu dziecko........
        ...... a szczescie przeplywa obok.Nie potrafie zdecydować ale samotnosc czuje...

        Z uwagi na zgrożenie(;)) trwania dziecka w domu bez uczuć, a w następstwie
        wychowania potomka z wadą psychiczną (rokuję zaburzenia uczuć) sugeruję
        zakończenie tego związku.
        Wiele lat już przeżyłem i nie znam pozytywnego zakończenia historii podobnej do
        opisanej przez Ciebie.

        Pozdrawiam
        Fil ;)
    • luenka Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU 16.11.03, 14:08
      czuje dokładnie to samo, dokładnie. Gdzie wyjście z tego błędnego koła? Czy
      już za późno na nie? Nie mam odwagi skończyć związku, nie mam odwagi skończyć
      ze sobą. Dziecko, odpowiedzialność za nie, wstyd wobec dziecka, że tak
      mogłabym zawieść jako matka. Jak dać sobie radę?
    • Gość: mrseska Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 16.11.03, 20:59
      >Samotnosc we dwoje.Przypuszczam ze takich zwiazkow jest bardzo duzo.Nasze
      pokolenie ...diesto latkow zyje samotnie w zwiazkach malzenskich poniewaz bylo
      nie do pomyslenia aby zyc w wolnym zwiazku/wychowanie,mentalnosc
      spoleczenstwa,kosciol/Ja zyje rowniez w takim zwiazku.Ale swoje corki
      przestrzegam przed pochopnym podejmowaniu decyzji o malzenstwie.Nie mam nic
      przeciwko temu aby zyly ze swoim partnerem w wolnym zwiazku.Zawsze mozna sie
      sprawdzic czy pasujemy do siebie-poniewaz szalone uniesienia z czasem
      przemijaja nalezy skupic sie na przyjazni szacunku a tego nikt nas nie uczyl
      ttego musimy nauczyc sie.Znamienne jest to ze bardzo duzo osob na tym FORUM
      dzieli sie ze swoimi ogromnymi problemami.To daje duzo do myslenia.
      • anna_bella Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU 16.11.03, 21:53
        Podam Wam pomocna dlon zrozumienia. Badzmy silni i odwazni by przerwac to co
        boli, by przezyc zycie godnie i szczesliwie.
    • Gość: Ania Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.11.03, 10:46
      Moi drodzy,
      naprawdę rozumiem, co czujecie, ale... nie można tylko narzekać! Wiem, to
      trudne bardzo zmierzyć sie z samotnością w związku, ale zapewniem Was, ze coś
      takiego dopada kazdy, nawet najbardziej udany związek. I nie myślcie
      przypadkiem, ze pisze to szczęściara, której wszystko grzecznie się ułożyło.

      Dużo tracicie tkwiąc w takim stanie ducha. Trzeba zrobić ruch i wszysto sie
      zmieni. Pewnie nie od razu, może nie od razu na lepsze, ale drgnie, odżyjecie,
      poczujecie co jest dla Was ważne...

      Zdecydowanie polecam mediatora, jakiegoś psychoterapeutę, który wysłucha, coś
      podpowie...
      Jeśli nie znajdujecie już sił na takie rozwiązanie (u mnie tak było, nie
      wyobrażałam sobie terapii, nie chciałam jej, chciałam zwyczajnei się uwolnić),
      trzeba od siebie odpocząć. Zmierzyć sie z problemem w odizolowaniu rzeczywistym
      od partnera. Działa, gwarantuję!

      Moi drodzy, jestem już krok dalej, ale jeszcze kilkanaście miesiecy temu
      napisałabym to samo co autorka postu. Nie tkwijcie w miejscu, róbcie coś,
      szkoda życia, może być dobrze. Może nie tak jak w bajce, ale można każdy dzień
      witać usmiechem.

      I jescze jedno, ktoś kiedyś powiedział takie mądre słowa: szczęścia ma się w
      życie tyle ile się z niego samemu wyciągnie...
      Nic nie przychodzi samo.
      Odwagi.

      Pozdrawim wszystkich ciepło.
      • Gość: Jomka Re: SAMOTNOSC W ZWIAZKU IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.03, 12:03
        Uwazam ze masz racje,nalezy zycie przezyc szczesliwie bo mamy tylko jedno,
        jesli zwiazek sie rozpada i czujemy ze juz sie nic nie ulozy to nalezy
        odejsc.Wazne zeby decyzji nie podejmowac pochopnie, w moim przypadku trwalo to
        3 lata,dlugie lata analizowania i proby naprawienia bledow, godziny powaznych
        szczerych rozmow i wreszcie decyzja ze nalezy zaczac zycie od nowa i osobno.
        Tak juz to trwa ponad rok i czuje sie bardzo dobrze,jestem samodzielna kobieta
        i mysle, ze przedemna jeszcze wiele wspanialych lat.
        Najwazniejsze ze umialam porozumiec sie z wlasnym partnerem i dalismy sobie
        oboje szanse na dalsze zycie, ale juz osobno.
        Sama sie zastanawiam jak w sobie znalazlam tyle odwagi i sily,nasuwa mi sie
        wiele opowiedzi, ale jedna mocno siedzi mi w glowie, dla dzieci! bo chce zeby
        mnie swoja matke widzialy zawsze szczesliwa i usmiechnieta ( teraz taka
        jestem),a niestety moje malzenstwo mnie przytlaczalo,nie dawalo radosci,milosci
        i szczescia.
        Czasem warto zaryzykowac.
        PS: Podziwiam kobiety ktore mimo wszystko probuja ratowac takie nieudane
        zwiazki i zastanawiam sie na czym tak naprawde taki zwiazek sie opiera,czy
        mozna pokochac mezczyzne po raz drugi?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka