Dodaj do ulubionych

Zaczelo sie bardzo niewinnie....

30.01.02, 09:20
.....maile, rozmowy przez gg, pozniej pierwszy telefon z zyczeniami
urodzinowymi, nastepne telefony, smsy, mnostwo cieplych slow i wyznan. To bylo
jak bajka. Jestem informatykiem. Pracuje przy komputerze cale dnie.
Czlowiek ktory byl zawsze dla mnie, wyrozumialy, czuly, bardzo inteligentny.
Moglam z nim rozmawiac cala noc. Poruszalismy wszystkie tematy,
dyskutowalismy... Taki przyjaciel wirtualny, takie porozumienie dusz. Zadnych
problemow, zadnych konfliktow.
On zonaty i ja mezatka.
Nie myslalam nigdy ze tak zabrne:(((((( Gdyby mi ktos 1,5 roku temu powiedzial
ze bede myslala o zdradzie meza to nie uwierzylabym i wysmialabym tego
kogos!!!!!!!!!!!!!!!!! Mialam zasady.
Teraz nie wiem co robic dalej. Spotkalam sie z nim na kawie. Myslalam ze moze
spotkanie zweryfikuje i nieco ochlodzi nasze uczucie (o ile mozna o czyms takim
w ogole w tym przypadku mowic). Ale niestety z jego strony jest jeszcze gorzej
teraz. Chce sie spotykac, szaleje, dzwoni, smsuje. Ja jestem rozdarta.
Chcialabym zerwac. Ale tak zabrnelam:(( Jedna Iza chce zerwac i wie ze to
byloby dobre dla niej a druga Iza nie chce. POza tym nie wiem jak mu
powiedziec ze to koniec? Nie da sie kontynuowac tej znajomosci w jakiejkolwiek
formie. Nie da sie zrobic kroku wstecz gdy sie gdzies zabrnelo.
Nie umiem powiedziec NIE. Przypuszczam ze mezczyznom jest latwiej. Oni po
prostu odchodza jak cos im nie pasuje.
Co mam mu powiedziec? Nie chce mi sie juz zyc.
Tylko nie krzyczcie na mnie i nie potepiajcie mnie ani jego. Juz wycierpialam
swoje. A zaczelo sie naprawde niewinnie:(
Iza

Obserwuj wątek
    • chudyy Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 09:23
      izabe napisał(a):
      > Nie umiem powiedziec NIE. Przypuszczam ze mezczyznom jest latwiej. Oni po
      > prostu odchodza jak cos im nie pasuje.

      no daj spokój dziewczyno, masz problem, ale nie ułatwiaj sobie w taki naiwny
      sposób samopoczucia
      • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 09:31
        czy ja sobie poprawiam samopoczucie?:((
        iza
        • chudyy wiem, że cały tekst jest poważniejszy 30.01.02, 13:09
          ale tamto zdanie to taka łatwizna,
          może dlatego żem facet
    • miska77 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 09:39
      W moim przypadku zupelnie tak samo sie zaczelo... On zonaty, chociaz zona
      odeszla w maju, ja bylam sama...
      Znalismy sie wczesnie z widzenia ale bylo tylko "czesc, czesc". Pewnej nocy
      napisal do mnie na GG i tak sie zaczelo... Dyskutowalismy cale noce,
      smsowalismy, doszlo do spotkania... Tydzien pozniej pojechalam z nim do niego
      na dzialke na weekend... Dwa tygodnie pozniej mieszkalam u niego przez tydzien
      ale musialam wracac do domu, do psa...
      Milosc kwitla, swiata za soba nie widzielismy...
      Na poczatku stycznia poznal dziewczyne (mezatke) przez GG, zaczelo sie tak samo
      nie winnie jak w naszym przypadku... Nic mi nie powiedzial dopoki go nie
      zmusilam... Dowiedzialam sie o niej w zeszlym tygodniu. Zapytalam co jest
      miedzy nimi, powiedzial "taki popaprany uklad... czyjs maz, czyjas zona". Wiem,
      ze ona jest mlodziutkama 23 lata i od roku jest mezatka.
      Mam nadzieje, ze bedzie z nia szczesliwy i za 3 miesiace nie postawi jej w
      takiej sytuacji jak mnie...
      • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 09:47
        Ja znalam sie z nim rok i dwa miesiace zanim doszlo do spotkania w realu. Wcale
        nie nalegal, nie prosil o nic. To byla nasza wspolna decyzja ze warto byloby
        sie zobaczyc. Nie zakladam ze jest podrywaczem internetowym. Ale dzieki Miska
        za wypowiedz.
        izab
        • miska77 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 10:36
          poznal ja w realu na poczatku stycznia, przez internet rozmawiali znacznie
          dluzej...
          Prawde mowiac tez nie sadzilam, ze taki "pluszowy misio" moze tak potraktowac
          kobiete... ale coz, stalo sie i zyje dalej z podniesiona glowa. Raz sie jest na
          wozie, raz pod wozem.
          teraz dochodze do wniosku, ze nas polaczyl tylko motocykle...
    • angieblue Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 09:58
      Znam z autopsji... Bądż egoistką. Weż dwa dni urlopu, wyjedż sama, na przykład
      w góry. Po powrocie podejmij decyzję. Twoje życie nie należy ani do twojego
      męża, ani do ludzi, których oceny się teraz obawiasz. Jeśli On chce tego samego-
      nie bój się Waszego szczęścia. Zamiast martwić się, że poznaliście się tak
      póżno- pociesz się, że zdołaliście odnależć się w tym dziwnym świecie.
      Powodzenia!
      Na początku będzie Ci ciężko. Mąż będzie chciał, żebyś została. Najważniejsza
      jest asertywność. Powiedz mu wprost, że nie możesz być z nim dłużej, ale nie
      niszcząc tego, co było między wami. Nie rób mu wyrzutów, nie miej pretensji- on
      będzie dostatecznie cierpiał. Nie przyglądaj się temu cierpieniu, nie daj
      wciągnąć w grę na litość, błagania. Bądż chłodna, zdecydowana, ale życzliwa.
      Ja nie żałuję,chociaż nie jestem już z tym kimś, dla którego odeszłam od męża.
      Czuję się wolna.
      • agus7 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 10:14
        Przede wszystkim powinnaś zastanowić się co jest dla Ciebie najważniejsze,
        innymi słowami - CO MASZ DO STRACENIA. Właściwie z Twojej wypowiedzi nie
        wynika, czy chcesz się związać z Internetowym Mężczyzną, czy w ogóle rozważasz
        odejście od męża. Moja rada: nie śpiesz się, nie podejmuj pochopnych decyzji.
        Pomyśl na ile jesteś szczęśliwa z mężem, czy ten nowo poznany mężczyzna jest w
        stanie dać Ci coś więcej, czy to jest osoba, z którą chciałabyś spędzić
        życie... a może to tylko (aż?) miły epizod w Twoim ustabilizowanym życiu,
        chwilowe oderwanie się? (rok to w sumie nie aż tak długo...). Którego z nich
        kochasz miłością prawdziwą? Może to tylko zauroczenie? Z drugiej strony jeśli
        ta znajomość zaczęła Cię "uwierać", nie wahaj się tego zakończyć. Czasem w
        życiu trzeba być egoistą - dla własnego (a może nie tylko własnego) dobra.
        Powodzenia! Trzymam kciuki za właściwą decyzję.
    • vicca Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 10:08
      Bo to się tak zaczyna. Ja z moim byłym towarzyszem życia poznaliśmy się przez
      telefon (właściwie przez znajomą, która podała mu mój numer telefonu). Potem
      były listy i wreszcie spotkania.
      Teraz, po 7 latach spólnego zycia, poznał na stopa młodszą dziewczynę (ma 20
      lat i jest ode mnie młodsza o 5 lat). Spotykał się z nią przez 1,5 m-ca zanim
      mi powiedział (nota bene w Sylwestra - Szczęśliwego Nowego Roku!) że odchodzi
      do niej, bo jest ona Miłością jego życia
      • Gość: Ange24,5 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.29.133.* 30.01.02, 10:11
        No i mnie ten Sylwester prześladuje- 4 lata temu wyszłam za mąż, 3 lata temu
        odeszłam, 2 lata temu znowu odeszłam, w zeszłym roku nie zdążyłam odejść- bo on
        ogłosił, że odchodzi. Ja miałam już kogoś innego...4 wesela.. kiedy pogrzeb?
    • Gość: Dora Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 212.244.205.* 30.01.02, 10:14
      >Nie myslalam nigdy ze tak zabrne:(((((( Gdyby mi ktos 1,5 roku temu powiedzial
      >ze bede myslala o zdradzie meza to nie uwierzylabym i wysmialabym tego
      >kogos

      To jest właśnie najgorsze że nigdy nie wiadomo co i kiedy wymknie się spod
      kontroli. Nie ma 100% bezpiecznych znajomości. Żadne śluby ani obietnice nie
      uchronią przed tym że któregoś dnia po prostu pojawi się człowiek płci
      przeciwnej do którego poczuje się tak zwany pociąg (osobowy, pospieszny albo
      TGV). Czy gdybyś miała świadomość tego co się teraz dzieje w chwili kiedy go
      poznałaś to kontunuowałabyś tę znajomość przez internet? No ale na takie
      rozważania i tak już jest za późno, ty wsiadłaś do osobowego który po 1,5 roku
      powoli zbliża się do stacji Zdrada. Zobaczymy jaka będzie następna stacja.

      >Nie umiem powiedziec NIE. Przypuszczam ze mezczyznom jest latwiej. Oni po
      >prostu odchodza jak cos im nie pasuje.

      Umiesz, tylko protestuje ta druga Iza która nie chce zerwać.

      Na marginesie dodam ze to naprawdę nie jest aż takie trudne i niemożliwe,
      powiedzieć "nie". Najgorszy jest pierwszy raz, potem już będzie łatwiej. Bo do
      emerytury jeszcze daleko...
      • Gość: Angi24,5 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.29.133.* 30.01.02, 10:23
        Kwestia nie leży po prostu w popędzie płciowym( sic!). Człowiek stworzeniem
        jest myślącym i zasadniczo swoje popędy i zapędy powinien trzymać na wodzy.
        Takie skakanie z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu coraz atrakcyjniejszego
        kochanka tez będą miały swój naturalny kres. Jeżeli los łaskawie się z tobą
        obejdzie- ich granicą będzie data twoich czterdziestu urodzin. Oczywiście- grę
        można kontynuować, ale nastąpić będzie musiał drastyczny spadek możliwych do
        osiągnięcia korzyści..
        Są oczywiście kobiety, z przerośniętym libido, ale są to przypadki kliniczne i
        powinny się poddać leczeniu.
        • agus7 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 10:40
          Czytając takie posty jak ten Twój, Angi24,5, mam nieodparte wrażenie że czytam
          wypowiedź jakiejś zgorzkniałej nieudacznicy życiowej, w której głowie każde
          słowo zmienia się na S E X!!! ;-) Uwierz że sex i uroda to nie wszystko, i nie
          o to w tym wątku chodzi. Wybacz, ale: my o zupie, Ty o d...
          • Gość: Angi24,5 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.29.133.* 30.01.02, 10:47
            Nie wmówisz mi , że po miesięcznej znajomości w grę wchodzą inne niż seksualne
            czynniki przyciągania. I tak powinno być, taka jest kolej rzeczy. Dla mnie to
            właśnie jest piękne!
            • Gość: Mikey Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 10:51
              hehe, jesteś pierwszą dziewczyną, która tak mówi
              ale chyba dla większości kobiet seks liczy się mniej niż kasa, :(
              • vicca Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 10:52
                Absolutnie się nie zgadzam!
              • Gość: Angi24,5 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.29.133.* 30.01.02, 10:55
                jakiś czas temu zostawiłam multimilionera, dla biednego studenta...
                Ten student dawał mi taki zastrzyk andrenaliny,o który na próżno dopominałabym
                się u znudzonego bywalca kręgielni i konesera cygar!
                • Gość: Mikey Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 11:19
                  Gość portalu: Angi24,5 napisał(a):

                  > jakiś czas temu zostawiłam multimilionera, dla biednego studenta...
                  > Ten student dawał mi taki zastrzyk andrenaliny,o który na próżno dopominałabym
                  > się u znudzonego bywalca kręgielni i konesera cygar!

                  a po co byłaś z tym multimilionerem?
              • miska77 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 10:55
                > hehe, jesteś pierwszą dziewczyną, która tak mówi
                > ale chyba dla większości kobiet seks liczy się mniej niż kasa, :(

                dla mnie liczy sie bardziej. Uwazam, ze jak para nie jest dopasowana do siebie
                pod wzgledem seksualnym to beda mieli problemy i predzej czy pozniej zbliza sie
                do stacji "ROZSTANIE".
                Dla mnie kasa jest niewazna bo sama niezle zarabiam a partner musi mi odpowiadac
                intelektualnie i fizycznie.

                • Gość: Mikey Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 11:18
                  dobra, muszę przyznać, że to sie powoli zmienia, bo kobiety teraz stają sie
                  coraz bardziej wyemancypowane
                  nie zmienia to faktu, że wciąż większość kobiet jednak najpierw patrzy na kasę,
                  potem na jakieś "duchowe" wartości, a dopiero później na seks
                  a mężczyźni dokładnie odwrotnie... :)
                  • Gość: Angi24,5 Re: Do Mickey IP: 62.29.133.* 30.01.02, 11:20
                    Założe się że masz około 26 lat i słabo płatną posadkę. Stąd ten kompleks!
                    • Gość: Mikey Re: Do Mickey IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 11:29
                      hehe, pomyliłaś się
                      ani nie mam 26 lat ani nie mam słabo płatnej posady
                      nie moge więc mieć żadnego kompleksu związanego z tym
                      po prostu wypowiadam własne zdanie na ten temat
                      no ale przyznaję, że tak jakoś wolę dziewczyny, które nie interesują się
                      kasą, :)

                      pozdrawiam
                      • Gość: Angi24,5 Re: To sorry.. IP: 62.29.133.* 30.01.02, 11:38
                        już się czerwienię i wycofuję..
                      • misiaczek31 Re: Do Mickey 30.01.02, 12:26
                        Gość portalu: Mikey napisał(a):

                        > no ale przyznaję, że tak jakoś wolę dziewczyny, które nie interesują się
                        > kasą, :)

                        He he he... Nic nowego - kazdy facet woli i to raczej normalne :)))
                        Niemniej jednak skoro wolisz wlasnie takie dziewczyny, to tym samym przyznajesz,
                        ze istnieja.
                        To brzmi optymistyczne ;)
                        Pozdrawiam -M.
    • Gość: Angi24,5 Re: Do Mikey IP: 62.29.133.* 30.01.02, 11:21
      Przepraszam za przekręcenie nicka. Pozdr
    • Gość: . Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.3miasto.net 30.01.02, 12:34
    • Gość: fantasia Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.233.138.* 30.01.02, 16:14
      izabe napisał(a):

      Jedna Iza chce zerwac i wie ze to byloby dobre dla niej a druga Iza nie chce.

      Iza musi wybrać. I, co gorsza, się streszczać. Im dalej w las...
      A tak na marginesie, rzadko tak bywa w życiu, by z sytuacji wiodły tylko dwa
      wyjścia. Albo jest ślepy zaułek, albo możliwości jest wiele, najwyżej mniej
      oczywistych. Nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. I, wbrew pozorom,
      właśnie że można zrobić krok wstecz, krok w inną stronę, albo półtora, albo nawet
      dwa :-) To tylko w amerykańskich filmach między dobrym gliną a złym zbrodniarzem
      nie ma innych opcji. Można wiele zrobić z takim układem.
      Bo szkoda szans na fajną przyjaźń... na rozmowę jeszcze kiedyś... na uśmiech sms-
      em przesłany właśnie wtedy, gdy jest potrzebny... Po co to dramatyzować?

      POza tym nie wiem jak mu powiedziec ze to koniec?

      Normalnie. Z tego, co o nim piszesz, wynika, że rozumie różne rzeczy nie gorzej
      od Ciebie. Ale też posłuchać jego. I bez pośpiechu, bez teatralnych gestów.

      Nie da sie kontynuowac tej znajomosci w jakiejkolwiek formie.

      Na pewno?

      Nie da sie zrobic kroku wstecz gdy sie gdzies zabrnelo.

      Na pewno?
      • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 18:14

        > Nie da sie kontynuowac tej znajomosci w jakiejkolwiek formie.
        > Na pewno?
        > Nie da sie zrobic kroku wstecz gdy sie gdzies zabrnelo.
        > Na pewno?

        No wlasnie wydaje mi sie ze nie. Gdy to jest obopolna decyzja, gdy cos minelo,
        cos sie skonczylo to jest inaczej. Ale gdy jedna osoba sie wciaz waha (niestety)
        a druga jest bardzo zaangazowana to nie sadze ze to jest mozliwe. Moze kiedys w
        przyszlosci.
        I tak samo z tym krokiem wstecz. Mi sie wydaje ze albo koniec albo nadal
        przyjazn...Tylko ze jaka przyjazn. Mniej czula? Nie mam doswiadczenia. Nie wiem:
        (((((
        iza
        • Gość: fantasia Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.233.138.* 30.01.02, 18:26
          No pewnie, że kiedyś w przyszłości, przecież nie za dwie godziny... To znów
          różnica między życiem a zabawą, zabawa się kończy, wiaderko w łapę i do
          widzenia się z piaskownicą, w "realu" inaczej - czasem trzeba przeczekać burzę,
          nie wykonując w tym czasie zbędnych ruchów. Pewnie, że wygodniej by było zabrać
          wiaderko, schować do szafy, zamknąć szafę i zacząć się bawić lalkami, każdy by
          chyba tak wolał. Tyle że ta metoda przestaje działać kiedyś, i trzeba się
          raptem nauczyć cierpliwości, empatii, elastyczności... Skończyć, rozwalić,
          przecierpieć i zapomnieć jest łatwiej niż się wydaje - ale nie za duże ryzyko?
          nie żal tego czasu, Waszej bliskości, tego faceta wreszcie? Próbowałabym chyba
          na Twoim miejscu rozmawiać z nim nadal. Jeśli Cię było stać na mówienie dużych
          słów i na "wpadnięcie po uszy", musi być Cię teraz stać na odwagę cywilną i
          znalezienie - wspólne, krok po kroku - najlepszego rozwiązania. Po
          prostu "zerwanie" byłoby tchórzostwem, i dowodem niedojrzałości. Nawarzyłam
          piwa, wystraszyłam się i wieję - kurczę, nie zawsze tak można... Nie sama się w
          to bawiłaś, i nie tylko Twoja ta piaskownica...
          Nie odbierz moich słów, Izo, jako krytykę czy napadanie na Ciebie. Sama jestem
          w coś podobnego uwikłana, i sama szukam najlepszej drogi. No i odkrywam różne
          strony tego samego medalu. Też mi trudno, też się waham w różnych sprawach. Ale
          bardzo bym chciała być fair, zrobić tak, żeby było jak najlepiej, a nie jak
          najłatwiej.
          • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 18:39
            Tak fantasia masz racje. Tylko ze cos wisi pomiedzy nami (nawet gdy nie
            rozmawiamy o spotkaniu) i to czuc. Juz nie jest tak jak bylo. Boje sie ze to cos
            co wisi juz zawsze bedzie wisiec. Nie ufam tez sobie.
            To sie samo tak nakrecalo jakos i w pewnym momencie poczulam ze nie panuje juz
            nad niczym. Obudzilam sie po spotkaniu. To nie dlatego ze mi sie nie spodobal!!!!
            Wrecz przeciwnie. Zreszta juz widzialam wczesniej jego zdjecie.
            Dla mnie to jest dowod na to ze tak naprawde to nie ma przyjazni pomiedzy
            mezczyzna a kobieta. Takiej prawdziwej, bliskiej przyjazni. Bo fajnych kumpli w
            pracy to mam wielu.
            Ciezko bedzie mu powiedziec ze to koniec. Strasznie ciezko.
            izabela

            • Gość: fantasia Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.233.138.* 30.01.02, 19:14
              Czemu, Izo, tak uparcie nie chcesz spróbować spojrzeć z innego punktu widzenia?

              Mówisz: coś wisi w powietrzu (iskry, znaczy?) i boisz się, że nie przestanie
              wisieć. No tak, jest takie ryzyko w nawiązywaniu bliższych kontaktów z płcią
              przeciwną (a czasem i tą samą), że zaiskrzy. Czy to znaczy, że nie warto
              nawiązywać bliższych kontaktów? Nie. Tylko trzeba pamiętać, że jest takie
              ryzyko. Na przykład zapytać się nawzajem, jeszcze na
              etapie "wirtualnym", "posłuchaj, a co zrobimy, jak zaiskrzy?" (niekoniecznie
              tak obcesowo, można to delikatnie, z uśmiechem). I mieć odwagę powiedzieć
              uczciwie "jak zaiskrzy, to ucieknę". Nie stało się tak. Więc go Twoja ucieczka
              pewnie zdziwi, zrani. Naturalnie - no bo przed czym chcesz uciec? Przed tym,
              że "ulegniesz", że zrobisz jakieś głupstwo? Z deszczu pod rynnę, coś mi się
              zdaje.

              Po drugie - wciąż na swojej przykrości się koncentrujesz, jaka to Ty będziesz
              nieszczęśliwa, gdy z nim "zerwiesz"... A to, zdaje się, jemu palma odbiła? i to
              on zleci na mordę! Wierz mi, Werterów nie ma, facetowi bardzo zależy, bo
              okazało się, że Wam dobrze RAZEM. Sam sobie tego nie wymyślił. Oboje robiliście
              jakieś kroki. Ale gdy tylko jego kroki przestały Ci pasować (wystraszyła Cię
              jednoznaczność), całe to "razem" gdzieś Ci paruje... A ze wszystkim przecież
              tak jest, że prędzej czy później przychodzą konsekwencje. Jak się coś oswoi, to
              jest się za to odpowiedzialnym. Umiałaś go oswajać, a odpowiedzialność Cię nie
              dotyczy? Tylko dlatego, że się wystraszyłaś? To nie jest metoda, i wiesz o tym
              dobrze. Nie mówisz mu o tym, jak to odbierasz, podejmujesz decyzję, że to
              koniec, bye bye. A postaw się w jego sytuacji - ładny kop w mordę, nie?

              Nie próbuję Cię przekonać, żebyś zrobiła tak albo tak, zrobisz tak, jak uznasz
              za słuszne. Ale pogadaj z nim o tym. To mu się od Ciebie zwyczajnie należy.
              Powiedz mu, że się boisz, że nie ręczysz za siebie, że nie wiesz, co teraz. To
              takie samo stworzenie jak Ty, on też się boi, on też niczego nie wie do końca.
              Poczekajcie trochę, nie teraz, zaraz, natychmiast, już... z perspektywy
              wszystko wygląda zupełnie inaczej...

              A poza wszystkim - przecież znacie się dobrze, jesteście sobie bliscy, jakoś
              tam. Dotyczy to i Ciebie, i jego. Więc zdobądź się na potraktowanie go jak
              partnera, a nie jak zabawkę. Będzie mu przykro, gdy usłyszy, że nie chcesz
              tyle, ile on. Ale znokautujesz go, gdy usłyszy "no to koniec, cześć". Tak się
              po prostu nie robi. W dodatku to się mści na wszystkich.

              I na koniec - takie rzeczy przydarzają się niemal każdemu. Zwykłe, ludzkie
              rozterki. Nie ma co robić z tego greckiej tragedii. Ani to takie straszne, ani
              to takie poważne. Dystansu trochę... No i co się stanie wielkiego, jak
              poczekasz z tym "zrywaniem"? A bo to korona Ci spadnie, jak mu powiesz, że nie
              będziesz Księżną Jego Snów, tylko małą zwykłą Izą, bo na razie nie umiesz
              inaczej? A bo to on się klingą potnie, jak się dowie, że Ty nie chcesz tak, jak
              on? A bo to te iskry, co wiszą w powietrzu, to wyrok jaki czy palec boży?
              ludzka rzecz, trzeba to jakoś rozegrać, a nie uciekać gdzie pieprz rośnie, jak
              przed zarazą jaką... Nie trzeba z takich przypadków robić rzeczy ostatecznych,
              wpadać po uszy, rozstawać się we łzach, nękać się rozterkami... "Rzadko jakaś
              rzecz jest długo poważna". Naprawdę. A każdą warto rozegrać z klasą i uczciwie.
              Twarz masz jedną, nie trać jej bez sensu. Histeria jest kiepskim doradcą.
              Poczekaj. Uspokoi się. Prześpij się z tym raz, drugi. Pogadaj, pomyśl. Potem
              będzie dużo łatwiej.
              • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 19:52
                > Na przykład zapytać się nawzajem, jeszcze na
                > etapie "wirtualnym", "posłuchaj, a co zrobimy, jak zaiskrzy?" (niekoniecznie
                > tak obcesowo, można to delikatnie, z uśmiechem).

                Nie przyszloby to mi do glowy w najsmielszych snach.

                > Po drugie - wciąż na swojej przykrości się koncentrujesz, jaka to Ty będziesz
                > nieszczęśliwa, gdy z nim "zerwiesz"... A to, zdaje się, jemu palma odbiła? i to
                >
                > on zleci na mordę! Wierz mi, Werterów nie ma, facetowi bardzo zależy, bo
                > okazało się, że Wam dobrze RAZEM. Sam sobie tego nie wymyślił. Oboje robiliście
                >
                > jakieś kroki. Ale gdy tylko jego kroki przestały Ci pasować (wystraszyła Cię
                > jednoznaczność), całe to "razem" gdzieś Ci paruje... A ze wszystkim przecież
                > tak jest, że prędzej czy później przychodzą konsekwencje. Jak się coś oswoi, to
                >
                > jest się za to odpowiedzialnym. Umiałaś go oswajać, a odpowiedzialność Cię nie
                > dotyczy? Tylko dlatego, że się wystraszyłaś?
                Bylo(jest) tak:
                On nalega na kolejne spotkanie. Ja sie go pytam z usmiechem czy nie lepiej zeby
                wszystko pozostalo tak jak do tej pory, ze tak jest bezpieczniej. Poza tym to
                nie fair takie spotkania na kawie. Jestem mezatka! On na to ze wie o tym i ze o
                nic mu nie chodzi (ja wiem jednak ze pomiedzy nami zrobilo sie wyjatkowo
                erotycznie od momentu spotkania pomimo ze do niczego nie doszlo).
                Komputer i telefon owszem ale to mu nie wystaracza. Poza tym prosi o chociaz
                jedno spotkanie, chce mi na nim cos powiedziec. Ja sie go pytam dlaczego nie
                mozemy tego zalatwic przez telefon a on ze nie bo nie i sie smieje.
                POza tym ta druga ja chcialaby sie spotkac. Dlatego nie jestem zdecydowana i
                zaczynam krecic. On wyczuwa ze ja sie motam ale mi nie ulatwia niczego.
                Nie wiem czy jest jeszcze szansa na przyjazn. Mam wrazenie ze im dluzej sie z
                nim kontaktuje tym bardziej brne.

                > Nie mówisz mu o tym, jak to odbierasz, podejmujesz decyzję, że to
                > koniec, bye bye. A postaw się w jego sytuacji - ładny kop w mordę, nie?

                On tez jest zonaty. A nasze rozmowy i spotkania zrobily sie niebezpieczne. Wiec
                chyba tez powinien byc odpowiedzialny? Poza tym nie zakoncze tej znajomosci
                slowami bye bye. MOze poprosze go by przeczytal ten watek:(

                I po cholere mi to bylo? Wszystko przez internet.
                W realu umiem trzymac dystans i nie jestem kochliwa.
                :(((((((
                izabela

                • Gość: fantasia Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: 62.233.138.* 30.01.02, 20:16
                  Oj, Iza... Już jest pogmatwane "z natury", a Ty jeszcze mnożysz komplikacje...
                  Czemu miałabyś się z nim, u licha, nie spotkać na kawie? (w publicznym miejscu)
                  Rozumiem młot erotyzmu wiszący nad głowami, ale rzadko chyba kończy się to
                  ekstatycznym spółkowaniem na kawiarnianym stoliku? :-)) Twarzą w twarz zawsze
                  zdrowiej... toć idź na spotkanie i martw się na miejscu, razem z nim, nie
                  osobno i w dodatku w tłumie niedoinformowanych forumowiczów! :-)))
                  O odpowiedzialności - ależ oczywiście, że na Was obojgu spoczywa. Ale nie
                  polega to na tym, żeby swoją porcję przerzucić na drugą stronę, ani na tym,
                  żeby spróbować ją zamknąć w piwnicy. Trzeba używać, i to w dodatku rozważnie...
                  Ohoho, przez internet, akurat! Jak i przez Leszka Millera, wysokie ciśnienie,
                  Boga, poezję i samotność człowieka w kosmosie!
                  Sami tego chcieliście... :-)))
                  No, a teraz weź się w garść i dosyć tych fochów i szlochów. Przewróciło się i
                  leży, popłakało dziecko, pomarudziło, a dorosła Iza musi to teraz doprowadzić
                  do pionu. Tak, żeby było OK dla wszystkich, i ładnie też, żeby się później nie
                  trzeba było wstydzić.
                  A na drugi raz będziesz już rozważniejsza... :-)
                  "Rannyś? Ten świat jest borem!
                  Rąbałeś bór toporem,
                  toś się i zaciął"...
                  • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 20:47
                    Oj fantasio jakie to wszystko proste gdy sie Ciebie czyta:)
                    Dzieki za wszystkie Twoje wypowiedzi. Na pewno jestem teraz madrzejsza niz dzis
                    rano:)))))))))))))))))) Pomimo ze nie wszystko jest takie proste jak piszesz.

                    Acha jeszcze cos.
                    Jesli powiedzialabym mezowi ze mam spotkanie przy kawiarnianym stoliku to na
                    pewno zaooferowalby sie ze chetnie pojedzie ze mna.
                    Dlatego nie chce juz ani jednego takiego spotkania, ktore musialoby sie odbywac
                    w ukryciu. Pomijajac nieuczciwosc to konspiracja na dluzsza mete bardzo meczy.
                    A moj znajomy nie chce poznac mojego meza. Zreszta ja tez nie chce. Czulabym
                    sie dziwnie. To nie jest zwyczajny kolega.

                    iza
                    • malina123 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 21:31
                      Izo,
                      dziwi mnie Twoj ostatni list,chyba jasne jest ,ze on nie chce poznac Twojego
                      meza.Ale wlasciwie to ja mam inna uwage:on jest tak bardzo zaangazowany tylko
                      ciekawa jestem co by bylo gdyby doszlo do rozmow powazniejszych? Bo chyba nie
                      wiesz jakie on ma zamiary ,zony nie zostawi chyba????? Nie znaczy to ,ze radze
                      komukolwiek podejmowac takie decyzje ale pomysl czy to nie jest fascynacja ,
                      ktora po pewnym czasie ostygnie.....Nie zastanawiaj sie nad nim pomysl o sobie
                      i zrob tak aby Tobie bylo dobrze. To jest najwazniejsze !!!
                      Powodzenia
    • Gość: Katia Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.chello.pl 30.01.02, 21:38
      Radzę - nie komplikuj sobie życia. Wyślij mu sms, że dziekujesz za znajomość.
      Chociaż mam wrażenie, że w tym układzie ci sie podoba i nie chodzi tu o odwage
      w zerwaniu tej znajmości, tylko o to, że sie skończy i nie bęzdie dreszczyku
      emocji. A tak dawno nie czułaś takiego dreszczyku. Prawda???
      • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 21:52
        Gość portalu: Katia napisał(a):

        > Radzę - nie komplikuj sobie życia. Wyślij mu sms, że dziekujesz za znajomość.
        > Chociaż mam wrażenie, że w tym układzie ci sie podoba i nie chodzi tu o odwage
        > w zerwaniu tej znajmości, tylko o to, że sie skończy i nie bęzdie dreszczyku
        > emocji. A tak dawno nie czułaś takiego dreszczyku. Prawda???

        Smsem??????????? Chyba zartujesz Katia.
        Co do dreszczyku emocji to nie wiem co masz na mysli. Chyba sie nie rozumiemy.
        iza
      • kwieto Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 30.01.02, 23:07
        A ktoras z dziewczyn niedawno sie oburzala, ze chlopak jej podziekowal za
        znajomosc SMS-em...

        Kali brac krowe - dobrze, Kalemu zabrac - zle?

        Iza: zgadzam sie z fantazja, trzeba wybrnac z tego elegancko.
        I w sumie dlaczego sie na ta kawe nie umowic? Choc mozesz zaznaczyc, ze to Cie
        krepuje, i ze to bedzie wasze ostatnie spotkanie "na zywo"...
        Mozesz sie liczyc z tym, ze on Ci na tym spotkaniu powie cos w stylu "kocham
        Cie". I zawczasu przygotowac go, ze wtedy dostanie czarna polewke.

        A potem sie z nim umowic na te kawe...

        Kto nie ryzykuje - ten nie ma...
        • Gość: song Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.elblag.dialog.net.pl 31.01.02, 15:39
          Każdemu z nas dane jest tylko jedno życie.I tylko od nas zależy jak je przeżyć
          godnie , nie czyniąc nikomu szkody...Selavi./Nie zazdroszczę Ci problemu,ale
          dzięki ,że napisałaś o tym,bo może innym otworzyć oczy na "wspaniałą"wirtualną
          znajomość.
    • Gość: ania Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.01.02, 09:04
      IZO!
      mysle ze rozumiem cie doskonale..sama jestesm w takiej trudnej sytuacjia mzoe
      jeszcze bardziej skomplikowanej.poznalismy sie przez iinternet godziny
      przegadane o wszsytkim trwalo to ponad pol roku .od poczatku wiedzial ze
      jestesm mezatka a on jest kawalerem.moje malzenstwo nie jest udane od lat i
      chyba dlatego zdecydowalam sie na taki maly romansik...jak wtedy myslalam
      potrzebowalam milych slow ktore ogrzewaly moje serduszko rannych sms itd.po
      pol roku przylecial do kraju...... prosil o spotkanie poromzaiwmy przy
      kawie ..taki kawl drogi..dla ciebie warto nawet przyleciec na kawke a moze..tak
      stalo sie nasze spotkanie przeszlo najsmielsze oczekiwania...i tutaj sie
      wszystko komplikuje nie odejde od meza ze wzgledu na dziecko zerwalam z
      nim ....ale coz to jest jednak silniejsze ode mnie i od niego znou sa listy
      sms.........co dalej czas pokaze ....jezlei jeszcze masz sile to zerwij z nim i
      nie komplikuj sobie zycie.... chyba ze jestes pewna swoich uczuc...zastanow sie
      co masz do starcenia a co do wygrania..........
    • Gość: karo13 Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... IP: *.interpc.pl 31.01.02, 10:18
      Mysle ze powinnas mu powiedziec wprost (o ile jestes pewna ze to koniec i ze
      nic was nie laczy) ze to jest problem dotyczacy doroslego zycie wiec niech
      zachowuje sie jak dorosly czlowiek i powiedz mu ze masz rodzine, dom i ze nie
      mozesz tak rzucic tego dla niego.Bo takie znajomosci zazwyczaj sie koncza.
      Powiedz mu jeszcze ze on tez ma rodzine i nie moze jej zostawic.
      Powinno Ci sie udac, ale jest jeden warunek. Otoz musisz bardzo chciec
      tego"zarwania" bo jak nie to nic Ci nie wyjdzie.
      pozdrawiam
    • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 02.02.02, 09:35
      Dzieki wszystkim za wypowiedzi:)))))

      Umowilam sie z nim. Mamy sie spotkac po poludniu. Zobaczymy jak to bedzie.
      Jestem strasznie zdenerwowana od samego rana.
      iza
      • mala_100krotka Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 06.02.02, 00:05
        izabelka,
        jak po spotkaniu.daj znac, wszyscy czekamy.

        pozdrowienia
        • izabe Re: Zaczelo sie bardzo niewinnie.... 06.02.02, 20:03
          hej. przeczytaj watek "czy mozna zrobic krok wstecz". tam troche napisalam:)
          iza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka