izabe
30.01.02, 09:20
.....maile, rozmowy przez gg, pozniej pierwszy telefon z zyczeniami
urodzinowymi, nastepne telefony, smsy, mnostwo cieplych slow i wyznan. To bylo
jak bajka. Jestem informatykiem. Pracuje przy komputerze cale dnie.
Czlowiek ktory byl zawsze dla mnie, wyrozumialy, czuly, bardzo inteligentny.
Moglam z nim rozmawiac cala noc. Poruszalismy wszystkie tematy,
dyskutowalismy... Taki przyjaciel wirtualny, takie porozumienie dusz. Zadnych
problemow, zadnych konfliktow.
On zonaty i ja mezatka.
Nie myslalam nigdy ze tak zabrne:(((((( Gdyby mi ktos 1,5 roku temu powiedzial
ze bede myslala o zdradzie meza to nie uwierzylabym i wysmialabym tego
kogos!!!!!!!!!!!!!!!!! Mialam zasady.
Teraz nie wiem co robic dalej. Spotkalam sie z nim na kawie. Myslalam ze moze
spotkanie zweryfikuje i nieco ochlodzi nasze uczucie (o ile mozna o czyms takim
w ogole w tym przypadku mowic). Ale niestety z jego strony jest jeszcze gorzej
teraz. Chce sie spotykac, szaleje, dzwoni, smsuje. Ja jestem rozdarta.
Chcialabym zerwac. Ale tak zabrnelam:(( Jedna Iza chce zerwac i wie ze to
byloby dobre dla niej a druga Iza nie chce. POza tym nie wiem jak mu
powiedziec ze to koniec? Nie da sie kontynuowac tej znajomosci w jakiejkolwiek
formie. Nie da sie zrobic kroku wstecz gdy sie gdzies zabrnelo.
Nie umiem powiedziec NIE. Przypuszczam ze mezczyznom jest latwiej. Oni po
prostu odchodza jak cos im nie pasuje.
Co mam mu powiedziec? Nie chce mi sie juz zyc.
Tylko nie krzyczcie na mnie i nie potepiajcie mnie ani jego. Juz wycierpialam
swoje. A zaczelo sie naprawde niewinnie:(
Iza