mokra_jane
24.08.05, 09:57
wczoraj kupowalam w Leclercu na stoisku Inglota cień. Zapłaciłam, wzięłam
pudełko z cieniem, schowałam do torebki. Przyszłam do domu, wyjęłam, a na
opakowaniu jest napisane: aplikator gratis, więc byłam przekonana, że on
będzie tam wewnątrz. Ale niestety po otwarciu okazało się, że żadnego
aplikatora nie ma. Ale tak to już chyba jest, że o gratisy trzeba się
upominać. Kiedyś w gazetce rossmannowej przeczytałam, że do jakiegoś tam
kosmetyku Garniera torebka gratis. A że akurat te kosmetyki mi odpowiadają,
to podeszłam do kasy własnie z czymś tam Garniera i tak czekam, kiedy pani
przy kasie zaproponuje mi tę torebkę. Ale nic nie usłyszałam. Zapłaciłam i
zapytałam o tą torebkę, a pani tak zagląda gdzieś tam na dół po czym krzyczy
gdzieś: "Anka, nie mamy już tych torebek, prawda?". Pani Ania odpowiada, że
nie. Natomiast pani przy kasie widząc moje spojrzenie zaproponowała mi jakąś
piankę do włosów wyjętą gdzieś spod kasy. Zapewne z innego gratisu. Smutne
to, nieprawdaż?