Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Firma: Sys.tem Security – omijać!

    07.01.10, 12:29
    (nazwę firmy podałem specjalnie z kropką by nie promować firmy w
    wyszukiwarkach).
    Firma mieści się w Sędziszowie ale działa na terenie Krakowa, oto
    moja z nią pouczająca przygoda:
    Jako bezrobotny wybrałem sobie ofertę pracy w tej firmie w Grodzkim
    Urzędzie Pracy (Kraków). W ofercie było 6zł neto za godzinę, stała
    praca, pełny etat jako detektyw sklepowy.
    Na rozmowie rekrutacyjnej która odbyła się w GUP (kwalifikacyjnej
    nie można było jej nazwać bo nie pytali o nic) okazało się że to nie
    ma być 6 zł ale 5 zł netto. Ale człowiek w desperacji, bo bez pracy
    to myśli sobie – lepsze i to, niż żadne pieniądze. Po prawie
    miesiącu telefon, że praca jest, żeby przyjechać na obiekt pojutrze,
    na miejscu ustali się szczegóły i od razu można pracować. Obiektem
    jest duży supermarket w Krakowie, otwarty do późna wieczorem, niemal
    nocy. Na miejscu okazuje się że to nie detektyw sklepowy ale
    ochroniarz, do tego praca na stojąco/chodząco po 11 godzin – no
    trudno, praca uciążliwa, ale pracować trzeba. Do tego szefowa
    zaczyna się zastanawiać czy wyjdzie z tego cały etat bo nas ma być
    trzech na obiekcie, na zmiany co trzeci dzień. Mnie tam żadną miarą
    nie wychodzi cały etat – co jej wyliczam godzinowo, lecz ta
    niezrażona mówi – „że jakoś to będzie” i umawia się na następny
    dzień do podpisania umowy na obchodne. Ja zostaję na sklepie
    przebrany w uniform i dreptam koło kas, bo na sklep mi wejść nie
    wolno, mój rewir ma być za kasami. Moje tłumaczenie kobiecie że z
    stamtąd to ja złodzieja nie nakryję bo chyba musiałby być taki ślepy
    i głupi by z daleka (sklep prawie jak boisko) nie zasłonić trafiły w
    próżnię. Mam zbierać koszyki koło kas i tam być i koniec! No trudno –
    myślę sobie, każą to każą.
    Na drugi dzień pojechałem do siedziby Krakowskiej filii firmy, tyle
    że „pocałowałem klamkę” bo pani vice prezes (szefowa) zapomniała o
    spotkaniu, „a zresztą i tak księgowej nie ma” – usłyszałem w
    telefonie zamiast przeprosin. Umówiliśmy się na dzień następny, i
    tym razem zadzwoniłem przed spotkaniem by się upewnić, by nie jechać
    znów po próżnicy. Tym razem była, a nawet księgowa była, więc
    dostałem umowę. Umowa zlecenie, wpisane 220 zł brutto. Jak to tak? –
    pytam. „A to 220 to tylko dla urzędu skarbowego, by płacić mniejsze
    podatki” – usłyszałem od szefowej. Ja tam się na księgowych
    kruczkach nie znam, więc OK. Tyle że jednak ma być nas trzech na
    obiekt, i jednak nie wyjdzie pełny etat, ale pół. Czyli 400 zł z
    hakiem (w soboty i niedziele sklep krócej otwarty), tyle że po
    odliczeniu za dojazdy wyjdzie i bez haka te 400. Trudna decyzja bo
    wyżyć za to nijak nie idzie (bo gdzie jakiekolwiek opłaty) ale z
    drugiej strony lepsze to niż 0 zł, więc w desperacji się zgodziłem.
    Teraz zacząłem zadawać trudne pytania o fach ochroniarza - a to
    szkolenia, a to do obrony przed nożem chuliganów/złodziei
    sklepowych. „Szkolenia są za drogie, bo to koło 500 zł”- usłyszałem,
    a „najlepszą metodą przed nożem jest szybka ucieczka”- w sumie i
    racja, tyle nie jak się ma kogoś/coś chronić. Więc liczyć na tonfę
    (pałka taka) czy paralizator nie miałem co – do tego usłyszałem że
    to „niebezpieczne narzędzia i jeszcze mógłbym bandycie zrobić
    krzywdę” a ryzykowanie życia za 400 zł miesięcznie przeciw różnym
    uzbrojonym świrom/bandytom to nic w porównaniu z tym co pani vice
    prezes „ryzykuje jeżdżąc samochodem”, co w sumie może być i racja
    gdy tak jeździ swym autem jak zarządzą firma security... Umowa
    podpisana, i to nawet tylko po 2 dniach, co i tak dość fortunne, bo
    inny pracownik na obiekcie już „mojej” firmy przez 2 tyg. pracy nie
    miał takiego szczęścia by zobaczyć jakąkolwiek umowę (i w sumie nie
    wiem czy już ma, bo nie mieliśmy poza razem jednym kontaktu, przez
    te zmiany).. Tylko miesiąc zajęło szefowej sporządzenie grafiku
    naszego, po licznych skargach szefostwa chronionego obiektu że
    obiekt w jakieś dni nie był chroniony. Tyle samo czasu zajęło jej
    przekazanie dodatkowych obowiązków które w końcu wymogło szefostwa
    obiektu, a które to obowiązki są standardem, tyle że skąd nowy w
    branży pracownik ma o tym widzieć gdy mu się wcześniej tego nie
    przekaże? Ale widać firma nie oszczędza tylko na pieniądzach (ten
    drugi pracownik bez umowy, to nawet niekompletny uniform dostał) ale
    też na szkoleniu... samych siebie. Bo skąd taka szefowa może
    wiedzieć o tym jak należy coś chronić gdy się mnie po raz piąty z
    rzędu pyta który mamy dzień miesiąca, przy poprawianiu w końcu
    sporządzonego grafiku? Kierowniczkę sklepu (chroniony obiekt)
    chciała krew zalać gdy rozmawialiśmy z moją szefową, bo tak
    niekompetentnej osoby to ja chyba w życiu nie widziałem na
    stanowisku zwierzchniczym...
    Całe szczęście nowe godziny pracy w niedzielę uniemożliwiły mi pracę
    w Sys.tem Security za co mogę być tylko wdzięczny losowi, bo inaczej
    nie miałbym nawet jak podjąć nowej uczciwej pracy (bez straty pensji
    za cały miesiąc), bo ta fikcyjna umowa była obwarowana miesięcznym
    wypowiedzeniem i wypłatą do 25 dnia następnego miesiąca.

    Podsumowując: osobom bez pracy serdecznie odradzam tą firmę, bo
    nie zarobią w niej nawet na chleb.
    A Firnom odradzam zatrudnianie w roli security mojej ex firmy, bo
    pracownicy nie są ani przeszkalani, ani naleźcie chociaż
    instruowani, a jak już to bezmyślnie, i żadną miarą należytej
    ochrony zapewnić nie mogą, nawet jakby bardzo chcieli...
    A GUP’owi i Urzędowi Skarbowemu doradzam skontrolować tą firmę, bo
    oferują pracę na innych warunkach niż w oferta GUP, a umowy mają
    fikcyjne (lub żadnych).


    Pozdrawiam
    Były pracownik Sys.tem Security
    Obserwuj wątek

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka