Gość: lilo
IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl
29.02.04, 17:59
Co sądzicie o takiejsytuacji? Pewna firma (szkoła prywatna) praktycznie z
dnia na dzień wprowadziła przepis, że od teraz pracownikom należy się nie 7
tygodni urlopu (jak w zwykłych szkołach) tylko 4. Ponieważ nie mogła
większości pracowników zapewnić zajęcia na te brakujące tygodnie, zmusiła ich
do napisania podań o urlop bezpłatny, przez co niespodziewanie zostali bez
dochodów (dla większości oznaczało to konieczność zadłużenia się, nie mówiąc
o tak prozaicznej kwestii jak zrujnowanie planów wakacyjnych). Pracownicy
oczywiście nie byliby skłonni podpisać czegoś takiego z własnej woli, więc
dyrekcja jko argument nie do odrzucenia wyciągnęła różne zarzuty i
niedociągnięcia z przeszłości, np. sprzed roku czy dwóch, które do tej pory
im tak bardzo nie przeszkadzały, i najpierw zastraszyła zwolnieniem, a potem,
niby po przemysleniu, łaskawie zgodziła się na "jeszcze jedną szansę". Po
takiej rozmowie nikt już nie był w stanie się spierać o urlop bezpłatny,
tylko pisał bez szemrania wszystko, co mu kazali...Czy jeszcze gdzieś stosuje
się takie praktyki, czy tylko to miejsce jest nienormalne? A może to
normalne, tylko ja i mnie podobni nie zdążyli sie przyzwyczaić?