Gość: Bleh Koń by się uśmiał IP: *.acn.waw.pl 30.05.11, 21:49 Bardzo śmieszny artykuł. Biedne pokolenie Y. Nie dość, że nie mogą znaleźć pracy, to jeszcze pracodawcy nie chcą uwzględniać ich potrzeby realizowania życia prywatnego w godzinach pracy oraz potrzeby szybkich pieniędzy i szybkiego awansu. I sfrustrowani są, o mój Boże... Po prostu życie i rynek pracy weryfikuje ich poglądy na siebie, uczy ich nieco pokory, nie ma to jak na dzień dobry dostać po dupie i zacząć patrzeć realnie na rzeczywistość. No nic, oni też wezmą kredyty to szybko się nauczą czy siłownia może, czy nie może przeszkadzać w pracy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oxy Pewnie tak szeregowcy w korporacjach mają słodko IP: *.compower.pl 30.05.11, 21:51 w takich sieciach handlowych np. albo w innym pie...iku;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oh kariera Jak zwykle "Gazeta Praca" oderwana od życia IP: *.spray.net.pl 30.05.11, 21:51 oni nawet nie wiedzą, że emeryci z porządnych domów grzebią w śmietnikach, aby przeżyć. Gazetka Praca - tekściki dla japiszonów z Pcimia Dolnego, Pacanowa i Mieczków Poziemaków Odpowiedz Link Zgłoś
szatek100 Więcej Y w pracy 30.05.11, 21:53 Artykuł cośkolwiek śmieszny i najwyraźniej napisany tylko po to, by wzbudzić sensację i falę wściekłej piany w kierunku dwudziestokilkulatków. Po pierwsze, jak już kilka osób zasygnalizowało, określenie "Generacja X" odnosi się do amerykańskiej młodzieży urodzonej w latach siedemdziesiątych, która miała ogromne problemy ze zdobyciem satysfakcjonującej pracy na skutek wysycenia rynku przez o dekadę starsze dzieci powojennego pokolenia "baby boomers". Trudno było ich określić, jako karierowiczów- raczej jako ludzi zniechęconych i wycofanych (podobnych do lansowanego przez "GW" "straconego pokolenia") Po drugie ciekawi mnie to, gdzie autor widział tych "igreków"? Owszem, młodzi ludzie nie są najwierniejszymi pracownikami i jak tylko znajdą lepsze możliwości, natychmiast z nich korzystają. Ale co w tym dziwnego? Czy praca za 1300 zeta na zlecenie ma być szczytem ambicji? Klasycznych "igreków" można spotkać w bogatych krajach zachodnich- w USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji etc. W naszym grajdole toczy się walka o przetrwanie i jeśli ktoś wybrzydza, to znaczy, że należy do oderwanego od rzeczywistości marginesu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lelo Re: Więcej Y w pracy IP: *.e-plan.pl 30.05.11, 22:38 Ja tu nie chcę być stronniczy ale ty zawężasz definicje pokolenia X bo przeczytałeś książkę której inni nie czytali i chyba chcesz sie pochwalić. Wadomo że ktoś tam pierwszy zdefinował pokolenie ale potem ta definicja została rozszerzona i przetworzona. Autor tu wypisał tylko kilka cech charakterystycznych dla X, a wiele pominał - moze mu się nie zmiesciły bo można by elaborat i o X i o Y napisać. Ale co do zachowania w pracy to X i Y w miare tu sie kupy trzyma - bo praca to wycinek tylko zycia. X mogli się frustrować i olewać pracę - ale jak co do czego przysżło o zap...li jakby motorki mieli wiadomo gdzie. Bo wiedzieli że z nieba nie spadnie. A Y mają przecież Unię co da każdemu cacko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Magda Więcej Y w pracy IP: *.sgn.sca.se 30.05.11, 21:53 Bardzo mnie zaciekawił ten artykuł. Po dwuletnim pobycie za grancą z X przeszłam metamorfozę w Y. Mój mąż również. Na sama mysl o pracy od 8.00 do 16.00 mam dreszcze. Mamy jednak to szczęście, że nikogo nie obchodzi czy pracujemy 2 dni w tygodniu po 20godzin czy 5 dni po 8h. Jednak potrzeba dużo samodyscypliny, aby bez bata nad głową, pracę wykonywać. To jest rozwiązanie tylko dla ludzi, którzy pracują żeby żyć - nie odwrotnie. Mam nadzieję, że niedługo więcej pracodawców dojrzeje do takich rozwiązań. Pracowników zresztą też. Pozdrawiam wszystkie Y :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: X/Y Re: Więcej Y w pracy IP: *.icpnet.pl 30.05.11, 23:44 No widzisz, mnie tez nikt nie rozlicza z tego, czy pracuję 8h 5/7 czy 20h 2/7. mam zlecenie i termin, tylko, że do tego trzeba samodyscypliny i doświadczenia, których większość "Y" nie ma w ogóle. Czasem mam wątpliwości, czy oni znają takie pojęcia jak rzetelność, punktualność, zaangażowanie, lojalność, dyscyplina. Y chcą natychmiast tego, na co X musieli pracować po kilka, czy kilkanaście lat, przy okazji wykazując śladowe zaangażowanie w cokolwiek poza własnymi przyjemnościami. Postawa roszczeniowa młodziaków jest porażająca w zestawieniu z ich nikłą wiedzą, zerowym doświadczeniem i nieznajomością realiów. Myślą, ze jak skończyli studia, nawet najlepsze, to jest to już podstawa do zajęcia kierowniczego stanowiska, albo bajońskich jak na polskie warunki pensji i bonusów. Tymczasem są na początku drogi zawodowej, w punkcie zero i w 99% przypadków nie potrafią nic, poza wymyślaniem nierealnych kwot za swoje puste CV. Na rynku pracy są nikim, tylko w większości przypadków są za tępi, żeby zdać sobie z tego sprawę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Więcej Y w pracy IP: 62.244.139.* 30.05.11, 21:53 Tylko czemu napisane ze Y = lata 80te? predzej 90te jezeli juz. Sam jestem z poczatku 80tych i ani ja ani moi koledzy czy kolezanki ty tkaich tekstow nie podali. Za to jeden z moich mlodszych braci _91r ur.) no to jest problem z nim jak i jego znajomymi, nawet jak im sie zajecie znajdzie to nie ma mowy o byciu na czas i jeszcze czemu autem po pracy nie dam sie przejechac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: blądynka Podobno tak jest w "Biedronce"...? IP: *.spray.net.pl 30.05.11, 21:53 czy to prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
tom.plamka Jak tu robić by się nie narobić 30.05.11, 21:54 To jest motto wielu młodszych i starszych Polaków. Nygusy i lesery Odpowiedz Link Zgłoś
escott Więcej Y w pracy 30.05.11, 21:58 ...zawsze mnie bawią ci wszyscy forumowi twardziele, którzy nie tolerują Ygrekowego "luzactwa" i "lenistwa" - bo przecież jak MOŻNA nie chcieć całego życia marnować na siedzenie w biurze!!! toż to całkowity brak ambicji!!! ambicja to jest zarabiać ileś tam dla korporacji i mieć wielki dom, w którym się nie bywa i wypasione gadżety, z których nie ma się kiedy korzystać :) A żeby spełnić te szlachtne ambicje trzeba najpierw latami dać sobą pomiatać i tyrać za marne grosze, nigdy nie wstając później niż o 6.30 bo to jest dopiero życie, a jeśli ktoś chce czegoś lepszego to po prostu nieodpowiedzialny gó...arz. Do dziś pamiętam, jak kiedyś na forum dziewczyna pytała, gdzie jej chłopak, który ma taką ideę, żeby robić w życiu coś z sensem (nie, wciskanie ludziom kredytów, analizowanie finansów jakiegoś molocha, który w nosie ma środowisko i pracowników albo zatruwanie ludziom życia reklamami to, o zgrozo, nie było jego zdaniem coś z sensem), może szukać pracy, w jakich ngo-sach etc. Została zmieszana z błotem, a jej chłopak zaocznie zwyzywany od ostatnich nieudaczników... Odpowiedz Link Zgłoś
condor82 Re: Więcej Y w pracy 30.05.11, 22:03 Myślę tak samo. Sama udziel sobie odpowiedzi na pytanie czemu tak mało jest w PL wydziałów tańca czy plastycznych,czy dotyczących jakiegokolwiek rozwoju osobistego. I dlaczego nie ma streetworkerów. Przecież trzeba zająć się czymś poważnym,a w/w rzeczy to opierd... się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: Więcej Y w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:15 Między tym co Y chce, a tym co Y może jest bardzo wielka różnica. A jak wychodzi społeczeństwo na byciu Y możesz zobaczyć w Hiszpanii. Tam zrobili już takie Y, że im to bokiem wychodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg0,75 Re: Więcej Y w pracy IP: *.net.autocom.pl 30.05.11, 23:13 Ależ MOŻNA nie chcieć. Niestety, spora (większa?) część dostępnych etatów łączy się z pracą w sztywnych ramach czasowych. Drugie niestety - praca w trybie zadaniowym, że o wolnych zawodach nie wspomnę, zazwyczaj dostępna jest dla osób lepiej kwalifikowanych. Ogólnie - chcesz się dorobić, musisz być ponadprzeciętnie kompetentny albo zapieprzać (albo jedno i drugie). Oczywiście - dorabianie się NIE jest obowiązkowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sebastian Więcej Y w pracy IP: 212.160.172.* 30.05.11, 21:59 Luźniejsze podejście w pracy powinno być jak należy. Pracuję w dużej firmie działającej na terenie całej Polski i najpierw pracowałem 2 lata na najniższym stanowisku ale wiedziałem że w przyszłości jest szansa na utworzenie działu gdzie będzie się robić ciekawsze i kreatywniejsze rzeczy. Po dwóch latach faktycznie taki dział powstał, zawsze byliśmy w ścisłej czołówce (na kilkanaście oddziałów w różnych miastach) a atmosfera świetna. Mój bezpośredni przełożony wiedział że nawet jak się spóźnię czasami kilkanaście minut to zawsze swą pracę wykonam jak należy. Poza tym jak było dużo pracy to każdy się uwijał i wszystko było na czas, jak było luźniej to wtedy i luźniejsza atmosfera była. Niestety inni kierownicy widzieli Nas tylko wtedy kiedy były luźniejsze chwile jak chodzimy po korytarzu, jak jemy spokojnie nie licząc każdej minuty. Nie ważne były wyniki tylko że "Kowalski to chyba za dużo przerwy dziś miał". No i niestety dostaliśmy coraz większe ograniczenia, kontrolę komputerów, rozliczanie każdej minuty czasu pracy a przez to efektywność znacznie spadła bo człowiek już nie załatwiał sprawy klientów firmy tylko skupiał się aby zmieścić się w wyznaczonym czasie a wynik załatwienia problemu był sprawą drugorzędną. Tak jest niestety do dziś. Załatwienie problemów w firmie w której pracuje w przypadku gdy cokolwiek choć trochę odstaje od normy to już prawie nierealne. Bardziej od klientów liczą się raporty i tabelki a jak klient ma problem to dostaje się odpowiedź z góry "Jaka skala problemu? 100? To tylko ułamek procenta, nie ma co sobie zawracać głowy". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: buraczana.lejdi ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: 95.108.91.* 30.05.11, 22:00 jak to latwo powiedziec, ze jakies tam Y, ludzie urodzeni w latach 80 maja wysokie oczekiwania placowe; tylko proszę się zastanowic ile kosztowal metr mieszkania 10 lat temu? jaki byl stosunek do sredniej krajowej wtedy a jaki jest dzisiaj; ludzie urodzeni ok. roku 70 są o jakies 200tys bogatski tylko i wylacznie dlatego, ze mieli szczescie sie w tych latach uroszic; jak w latach 90 dopiero wchodzily do polski korporacje to brali zmardzu absolwentow na kierownikow, bo zadnej kadry doswiadczonej nie bylo; wiec takie porownania sa lekko zalosne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:11 Y to pierwsze pokolenie które może doświadczyć spadku realnych zarobków w porównaniu do swoich poprzedników. To że Y nie idą na dno wynika tylko z faktu, że do budżetów domowych dorzuca się coraz więcej kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.multi-play.net.pl 30.05.11, 22:12 A co to ma do rzeczy?? Zastanów się co piszesz. Mi musiało wystarczyć 400zł na miesięczne utrzymanie na studiach, teraz jak rodzice dają 1000 1200zl to za mało i ciężko zaparkować pod blokiem bo wszyscy studenci przyjeżdżają samochodami do swoich wynajmowanych mieszkań, bo w akademiku to wstyd mieszkać. I może lepiej było się urodzić później niż wcześniej bo by nam sie wygodniej żyło, zgodnie z Twoim tokiem rozumowania. Może to wcześniejsze pokolenie dzięki temu jest bardziej zaradne, bo nie miało wszystkiego podanego na tacy?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antyHipokryta Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: 193.106.85.* 30.05.11, 22:18 poczekaj az pojda do roboty, nagle te wszystkie fury bda staly dalej pod blokiem bo nie bedzie za co do baku wlac Odpowiedz Link Zgłoś
buraczana.lejdi Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? 30.05.11, 22:21 proponuje spojrzec na faktyczne dane - stosunek sredniej krajowej do ceny m2 mieszkania; wyobraz sobie, chociaz moze to jest poza twoja percepcja, ze niektorzy nie maja kasiastych starych; i co wtedy? zonk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AFik Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.warszawa.mm.pl 30.05.11, 22:27 Hipoteka na całe życie, a jak cię nie stać to wynajem, mieszkanie z rodzicami i dziedziczenie po nich a może po babci... poza twoją percepcją buraczana jest to że nikt ci nie obiecywał jak przyszłaś na ten świat że będziesz piękna zdrowa bogata i zyć będziesz szczęśliwie do późnej starości... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.multi-play.net.pl 30.05.11, 22:34 A że te mieszkania są na kredyty brane często we franku po 2,20, gdzie teraz jest po 3,20? Na pewno postrzegają to za szczęście. Że jak nie mają kasiastych starych to zonk? O biedni, to niech siedzą cichutko i czekają na swoje szczęście, może przyjdzie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: y.y Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.warszawa.vectranet.pl 30.05.11, 23:01 W 1999 r. średnia krajowa wynosiła ~1700 złotych brutto, a cena m2 mieszkania wynosiła ~ 2100 złotych. W 2010 roku średnia krajowa wynosiła ~3200 złotych brutto, a m2 mieszkania - ~4,500 zł. (wszystkie dane z GUSu). Więc, za przeproszeniem, szanowna Lejdi, brednie opowiadać waćpanna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 23:20 Średnio to pan i pies mają po trzy nogi. W roku 96, może 97, farmaceutka po studiach zarabiała w krakowskiej aptece 2 tysiące na rękę, czyli tyle, ile kosztował wtedy metr mieszkania w średniej lokalizacji w Krakowie. Nie wiem, ile dziś zarabia młoda farmaceutka, ale raczej nie tyle, co średnia cena metra w Krakowie, która dziś wynosi 7 tysięcy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg0,75 Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.net.autocom.pl 30.05.11, 23:27 Ze strony GUSu: Opis metodologiczny Zgodnie z ustawą, na mocy której ogłaszany jest wskaźnik, przez cenę 1 m2 powierzchni użytkowej budynku (mieszkalnego) rozumie się przeciętne dla całego kraju nakłady poniesione przez inwestorów na budowę wielomieszkaniowych budynków mieszkalnych w przeliczeniu na 1 m2 powierzchni użytkowej budynku, wyznaczone jako (...). Nie może być więc wykorzystywany jako cena 1 m2 powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych oddanych do użytkowania - oferowana na rynku mieszkaniowym. Oj, chyba nie o to było pytanie... Odpowiedz Link Zgłoś
buraczana.lejdi Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? 30.05.11, 23:30 cena m2 podawana przez GUS to co innego niz cena rynkowa Odpowiedz Link Zgłoś
sammler Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? 30.05.11, 23:41 Sam opowiadasz brednie. Nawet nie chce ci się sprawdzić, jakie dokładnie dane publikuje GUS. Otóż to, co podałeś, to średni koszt budowy 1 m2 p.u. mieszkania, szacowany zresztą na podstawie danych zgłaszanych przez samych inwestorów. Ceny to sobie możesz obejrzeć na portalach lub w biurach nieruchomości. Buraczana ma rację. Na przełomie wieków (lata 2000-2003), czyli po 10 latach przemian, mieszkania na Ochocie (obecnie jedna z droższych dzielnic Warszawy) deweloperzy sprzedawali po 2,5-3 tys. zł (oczywiście ówczesna sytuacja gospodarcza, a były to czasy ujawnienia tzw. dziury Bauca, też zrobiła swoje). Relacja była mniej więcej taka: 1-1,1 m2 za jedną pensję brutto. Obecnie (gdy o mieszkaniu myśli pokolenie tych, urodzonych o 10 lat "za późno") za przeciętną pensję brutto kupisz 0,3-0,5 m2. S. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Poczytny Ale czemu dziesięć lat? IP: *.ists.pl 31.05.11, 15:08 Oj, ale bez przesady z tymi "10 lat za późno". W 2000-2003 chyba wskaźnik bezrobola wynosił około 19%, nie? Relacja pensji do metra zgoda, ale inne czynniki dla absolwentów nie były jakieś maks różowe. Za granicą się pracowało często nielegalnie na wizę turystyczną. Jeśli już pozostajemy przy tym, kto miał więcej drzwi otwartych to może wróćmy od biedy do tego początku mitycznych lat 90tych i napiszmy 20 lat za późno. W moim przekonaniu wielkiej różnicy w położeniu X i Y (tych z artykułu, pomijając fakt, że to bzdurny podział) nie ma. Bez sensu tutaj wyróżniać jakieś różne mentalności, ja u 10 lat młodszych nie zauważam wielkich różnic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ax222 Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: 213.192.80.* 31.05.11, 11:29 W 1999 r. średnia krajowa wynosiła ~1700 złotych brutto, a cena m2 mieszkania wynosiła ~ 2100 złotych. W 2010 roku średnia krajowa wynosiła ~3200 złotych brutto, a m2 mieszkania - ~4,500 zł. Czyli wskaźnik cena/wynagrodzenie wzrósł z 1,24 do 1,41. Pomijam to, że średnia coraz mniej oddaje rzeczywistość (asymetria rozkładu statystycznego) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 30latek Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.rzeszow.mm.pl 30.05.11, 23:10 tym postem potwierdziłaś właśnie, że jesteś Y albo nawet i Z - macie pretensje do całego świata o to że cena za m2 jest 3 razy wyższa niż 5 lat temu, o to że na dzień dobry nie dostaniesz min. 3000 tysi na rączkę, a w ogóle to dlaczego masz pracować od - do?? tylko widzisz my tzn X przez ostatnie 10-15 lat (a uwierz sytuacja w 2000 roku wcale nie była lepsza od obecnej) zasuwaliśmy bez jęczenia wiedząc, że frycowe na dzień dobry trzeba zapłacić i dzięki temu jesteśmy 200 tys do przodu - to się nazywa PRACA tak do Twojej wiadomości :D Odpowiedz Link Zgłoś
sammler Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? 30.05.11, 23:44 Czy jeśli ktoś przedstawia fakty, zawsze prezentuje automatycznie postawę roszczeniową? S. PS Nie sądzę, by ktokolwiek marzył o pensji w wysokości 3 mln zł "na rączkę"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Poczytny A liczba komciów rośnie. IP: *.ists.pl 31.05.11, 15:16 Nie gadaj z nim, on pisze "frycowe" brednie. A i przepraszam za jednolinijkowca. Tak wyszło. Odpowiedz Link Zgłoś
buraczana.lejdi Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? 30.05.11, 23:46 po czym wnosisz, ze mam pretensje do calego swiata? artykul jest napisany tak, aby byl poczytny i budzil kontrowersje; przedstawiono w nim nieliczne (wg mnie) przypadki postepowania; ani ja ani zaden moj znajomy nie zachowuje sie w sposob, jaki zostal opisany w art.; ja tez pracuje; nie wiem czy ciezej niz ty czy lzej; jest jak jest; nie widze po prostu perspektywy na godne, spokojne zycie; i nie mowie tu o jakis luksusach, bo nie wydaje mi sie, ze luksusem jest posiadanie mieszkania i otrzymywanie pensji pozwalajacej na oplacenie rachunkow; uwazam jednak, ze jakis czas temu bylo latwiej zachowac godnosc; coraz wiecej jednak osob nie potrafi sie postawic w sytuacji drugiego czlowieka i chociaz probowac zrozumiec Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Poczytny Iksoigreki IP: *.ists.pl 31.05.11, 15:13 "zasuwaliśmy bez jęczenia wiedząc, że frycowe na dzień dobry trzeba zapłacić i dzięki temu jesteśmy 200 tys do przodu" A tam dzięki temu. Na pewno dzięki frycowemu. Już to widzę. Jestem 30latkiem, więc nie wciskaj mi kitu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zenek Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.dynamic.chello.pl 13.07.11, 22:35 >zasuwaliśmy bez jęczen ia wiedząc, że frycowe na dzień dobry trzeba zapłacić i dzięki temu >jesteśmy 200 tys do przodu - to się nazywa PRACA tak do Twojej wiadomości :D Praca, jasne... Teraz wiecej pracują i gó... mają. To po prostu historyczny łud szczescia, ze akurat w latach 2003-2008 mieszkania poszly o 300% w gore. Moglbys sie urodzic np. po 1945 i by Cie ruscy wywlaszczyli z nowo kupionego mieszkania jako chciwego kapitaliste . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: X/Y Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: *.icpnet.pl 31.05.11, 00:03 Jestem z rocznika '73. W mojej pierwszej pracy w roku 1996 zarabiałem początkowo 1400 zł brutto, koledzy mi zazdrościli... bo zarabiali po 800-1000. Teraz takie kwoty mnie śmieszą, ale żeby móc się teraz śmiać, to trochę dupsko wypłaszczyłem w różnych biurach i nabrałem pokory i doświadczenia. Pokory i doświadczenia, których pokolenie Y nie ma w ogóle, a zarabiać chcą jakby siedzieli w branży od 15 lat. No cóż, już na rozmowie wychodzi, że wiedzą niewiele, a umieją jeszcze mniej. Za to wyobraźnię mają wysoko rozwiniętą, w sam raz pasującą do bajek jakie wymyślają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ax222 Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? IP: 213.192.80.* 31.05.11, 11:31 Za to wyobraźnię mają wysoko rozwiniętą, w sam raz pasującą do bajek jakie wymyślają. Dostosowują się do poziomu ogłoszeń HR w sprawie pracy. Tam też bajki tworzą zamiast podać: wynagrodzenie w przedziale 1800-2300... Odpowiedz Link Zgłoś
1realista Re: ile kosztował m2 mieszkania dla X? 31.05.11, 11:48 to chyba w stolicy były takie płace. Ja w 97 zarabiałem 406 zł bo tyle wynosiło minimum socjalne. Z tym że płace te były jeszcze przed ubruttowieniem jakie obecnie znamy. W ciągu roku z hakiem dostałem dwie podwyżki bo minimum szło wtedy do góry. Po drugiej podwyżce prawie doszło w firmie do strajku bo ludzie zarabiali naprawdę marnie te 700-800 zł a tu przyszedł młody i ma już dwie podwyżki i to łącznie prawie o stówę. Ponieważ wtedy było duże bezrobocie to możliwości negocjacyjne dla pracowników był żadne. Jako ciekawostkę mogę podać że właściele firmy - jeden kupił synowi na 18-kę samochód za 55tys, a drugi oprócz samochodu dla dziecka opłacił drogie prywatne studia. Ta piersza latorośl jako kompletnie niezdolna została w firmie na stanowiskach prezesowskich, druga zaś mimo naprawdę dobrej szkoły i możliwości sporych perspektyw powróciła do tatusiowej firemki na stanowisko.... tak tak oczywiscie prezesowskie. W sumie to wyszło z tego że ludzie tyrali za naprawdę małe pieniądze ( np te 800 zł zarabiał doswiadczony operator żurawia wieżowego) na zdezelowanym sprzęcie a kasa szła do właścicieli na zbytki i zabawę( wille z kortami, hektarowe rezydencje, luksusowe samochody, motory i zagraniczne wczasy). Rozwijając temat szerzej to właśnie takie firmy zabijają nam gospodarkę bo mają tanią siłę roboczą, nie inwestują w inowacyjność bo właściciele jej nie ogarniają a dzieci tęz średnio zdolne, firma generalnie służy do wyciągania z niej pieniędzy by potem kolejne pokolenia mogły żyć jako rentierzy. Dobrze że pojawia sie pokolenie wymagające cywilizowanych warunków pracy bo w polskich realiach mit o pracowistości w zamian za perspektywy podwyżek i stanowisk sprowadza sie do nepotyzmu w monstrualnej formie. Pamietajmy że nieco zacofana technologicznie firma to ekspresowe cofanie sie w rozwoju czego organizacje pracodawców nie dostrzegają. A rozwój nawet pracownika wymaga sporych nakłądó finansowych. Niedawno była informacja o tworzeniu nowych miejsc pracy... średnio jedno miejsce wymaga zainwestowania ok 1,2 mln zł. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieburaczany-men Re: nie było kadry?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.11, 12:32 Droga lejdi, skąd to przekonanie, że <jak w latach 90 dopiero wchodzily do polski korporacje to brali zmardzu absolwentow na kierownikow, bo zadnej kadry doswiadczonej nie bylo>? To nieprawda. Była, była. Tylko jej korporacje nie chciały, bo uważały, że jest "skażona PRL-em". I to jest dopiero przegrane pokolenie! Cicho o tym, bo dotyczy niewielkiej grupy osób (mało kto miał wyższe wykształcenie). Ale to też ludzie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: brzęczyszczykiwicz nie róbcie młodym ludziom wody z mózgu... IP: 194.42.110.* 30.05.11, 22:00 potem mi bedą takie głupoty na rozmowie opowiadać i będę musiał powiedzieć "oddzwonimy do pani/a" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zażenowany Re: Więcej Y w pracy IP: *.aster.pl 30.05.11, 22:01 Pasożyty czy mróweczki - współczuję wam wszystkim, owady. Na szczęście ze swoją pracą i zarobkami mogę mieć gdzieś wasze sztywne godziny i zarabiając spore pieniądze - mogę cieszyć się życie. "Życie" - mówi ci coś to słowo? Dla ułatwienia dodam, że nie jest to synonim "wegetacji". Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Lepiej być śmieciarzem w UK niż kierownikiem w PL 30.05.11, 22:03 Lepiej być śmieciarzem w UK niż kierownikiem w PL. I tyle na temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lumpenliberałek Re: Lepiej być śmieciarzem w UK niż kierownikiem IP: *.spray.net.pl 30.05.11, 22:14 też tak słyszałem, ale kierownik może się wyżywać na ludziach (w Polsce bezcenne, w Anglii niemile widziane). Odpowiedz Link Zgłoś
ateofi Więcej Y w pracy 30.05.11, 22:04 Pokolenie próżniaków z przerośniętym ego. Tyle w temacie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: Więcej Y w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:10 Y czyli inaczej Generacja "Piotruś Pan". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antyHipokryta Re: Więcej Y w pracy IP: 193.106.85.* 30.05.11, 22:11 widze iz jestes od rostowskiego , tez uwazasz iz pensja 1700 brutoo to szczyt bezczelnosci? ale wez sobie 21 smarkule jako doradce w ministerstwie wcisnij, dla poprawy humoru, no dalej !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbychu Gazeto nie rób młodym wody z mózgu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:05 Tylko garstka ludzi pracujących (szefostwo handlowcy i tez nie wszyscy) tak ma w tym kraju a reszta zap.. czasami tez i po godzinach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ygrek Re: Gazeto nie rób młodym wody z mózgu IP: *.adsl.inetia.pl 30.05.11, 22:46 O, to o mnie artykuł. Nie chce mi się robić po godzinach, do pracy zdarza mi sie przychodzic kolo 9 (mam na 8), obowiazki wypelniam szybko i tresciwie (zdarza mi sie konczyc o 12,13 - nie mam szefa nad glowa) jak klient mnie wku... to nie plaszcze sie przed nim tylko mowie co o nim mysle. Po pracy jezdze na rowerze, chodze na silownie, gram w pilke, kosza, chodze na mecze, koncerty, gram na perkusji....i jeszcez 1000 innych rzeczy. Nie mam cisnienia na karierowy wyscig. Moge zarabiac 2,5k cale zycie i nie cuzje sie z tego powodu gorszy ani lepszy od nikogo. Kwestia priorytetow, zycie mnie nauczylo ze wszystko moze sie rozsypac w 5 minut, dlatego wole "having fun" niz zabijanie sie w robocie od 8 do 20 zeby miec prestiz, dobry samochod i fajna chate, bo sa to rzeczy, ktore nic dla mnie nie znacza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbychu Re: Gazeto nie rób młodym wody z mózgu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 23:07 Jak rozumiem jesteś jeszcze b młody, niedawno zacząłeś prace mieszkasz z rodzicami nie masz kredytu na dom/mieszkanie :) Zycie to cię dopiero nauczy.... dobrej nocy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Gazeto nie rób młodym wody z mózgu IP: *.tfo.upm.es 31.05.11, 18:34 to po co brales kredyt skoro cie na niego nie stac?? zycie to nie kredyty i samochody :D Odpowiedz Link Zgłoś
blaze_0 Więcej Y w pracy 30.05.11, 22:10 Ludzie ogarnijcie się, trochę za bardzo skupiacie się nad tym jak autor przetworzył swój zamysł na tekst pisany, niż nad tym co chciał przekazać. Wg mnie (co prawda, sam jeszcze nie mam stałej pracy, wciąż studiuję) autor ma w sporej części rację. Moja opinia wynika z obserwacji moich znajomych ze studiów i tych trochę starszych, a także analizy moich celów. Wielu moich znajomych już na studiach uważa się za "marzenie pracodawcy", który na nich, pracowników bez jakiegokolwiek doświadczenia(nie oszukujmy się studia nie uczą praktyki, ale skupiają się w Polsce na wpajaniu teorii, często są względne i zależą od opinii danego profesora) oczekuje z otwartymi ramionami i 3 - 4 tys. miesięcznie na początek. Z kolei z drugiej strony barykady mam kilku kolegów, którzy pomimo dobrego wykształcenia i nawet już z zapasem pewnych doświadczeń zawodowych poszukują pracy, w której na początek oczekiwali by zarobków na poziomie ok 1,8 - 2 tys na rękę, bo jak sami twierdzą, na wyższą pensję trzeba zapracować. Szczerze ja uważam iż jestem raczej tak pośrodku i raczej poszukiwałby po studiach pracy, która zapewni mi zdobycie pewnego bagażu doświadczeń przy w miarę godziwych zarobkach, które pozwoliły by mi na zaspokojenie moich podstawowych potrzeb(nie muszę przecież co tydzień, lub co dzień imprezować, wychodzić do pubu). No, a wracając do ram czasowych pracy, to wbrew pozorom nie jest takie ważne w każdym zawodzie np. recepcjonistka powinna być na stanowisku w sztywnych ramach czasowych, ale np. policjanci z sekcji dochodzeniowej nie mają często sztywnego grafiku i dojeżdżają często dopiero jak jest wezwanie z komendy. Odpowiedz Link Zgłoś
mr.kev Re: Więcej Y w pracy 30.05.11, 22:41 Ą ę, a ja wolę zamiast pracować 40h i mieć 2500 na rękę - pracować 20h i mieć 1250 na rękę, a resztę dorabiać wg uznania i jako freelancer! Jakiż ze mnie straszny rozpuszczony bachor, nie mam wielkich potrzeb konsumpcyjnych i chcę mieć czas dla bliskich i rodziny. Normalnie zło. Druga w życiu propozycja etatu na V roku studiów, drugi dyplom niezłej uczelni się kroi, stypendium naukowe od zarania dziejów, ogólnie żałosny leser i roszczeniowiec ;P Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Więcej Y w pracy 30.05.11, 22:48 Będą z Ciebie ludzie. Po pierwsze (i najważniejsze) - praca to nie jest łaska (z żadnej strony). To normalna umowa pomiędzy dwiema dorosłymi osobami. To oznacza obustronne korzyści, lecz także obowiązki. Ja zobowiązuję się np. pracować od 8-16 (barbarzyńska pora), a pracodawca zobowiązuje się mnie za to wynagradzać. Jeżeli jedna ze stron uważa, że może tę umowę traktować "luźno" to chyba należałoby stwierdzić, że druga strona także może "luźno" traktować swoje obowiązki. A wysłać np. wypłatę nie 1wszego, a 15tego - no jak luz to luz. Ciekawe jak taki Y by zareagował na tekst "człowieku, nie można być takim materialistą - ciesz się życiem!". Po drugie - w Polsce płaca "na rękę" to mniej więcej 50% tego ile musi być warta czyjaś praca, aby w ogóle opłacało się tego kogoś zatrudnić. M.in. z tego powodu płace w Polsce wyglądają jak wyglądają, a bezrobocie jest jakie jest. Jakby ktoś chciał wyjeżdżać z tekstami, że na Zachodzie są wyższe koszty pracy to powiem tylko - jak będziemy mieć taki poziom eksportu jak Niemcy, lub poziom zasobów naturalnych per capita jak Norwegia, czy Szwecja to możemy wrócić do tematu. Po trzecie - współcześni "emgieery" to, w znakomitej większości, ofiary systemu edukacji. Po ekono-polito-socjo-antropologiach historycznych w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie Łupkowym (dawniej Ziemnym, ale idzie nowe) nie wiedzieć czemu są przeświadczeni o swej wartości. Jakby debil z tytułem czymś się różnił od debila bez tytułu (ponoć 90% ludzi w wieku 19-24 lata studiuje, a to oznacza, że studiują także debile - krzywa dzwonowa nie pozostawia złudzeń). Po czwarte - jak ktoś jest dobry, a do tego sumienny - niezależnie od wieku - pracodawca będzie go chciał za pracownika. I prędzej cały łupież sobie ze łba wydrapie nim odpowie "nie" przy rozmowie o podwyżkę. Odpowiedz Link Zgłoś
mr.kev Re: Więcej Y w pracy 30.05.11, 22:57 Że ze mnie? będą ludzie? spoko, dzięki, ale nie mam złudzeń. Nie będą ze mnie korporacyjni ludzie. Raczej niedojadający wolny strzelec :) Co do pensji, wiem jak to wygląda i wiem jak kiepsko wygląda samozatrudnienie. Co do uczelni... no, krajowa pierwsza trójka. Co do podwyżek... wolałabym elastyczny czas pracy i więcej urlopu, nawet niepłatnego. Ból jest taki, że to dezorganizuje pracę całej firmy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zzz Re: Więcej Y w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 23:11 Tia, umowa między dwojgiem dorosłych ludzi i wpitalanie się o przychodzenie nie punkt 9.00, ale niezauważanie, że niestety ktoś musiał wypuścić dziś projekt i zmuszony był wyjść punkt 21.00, bo zależny był od innych, bo projekt wpadł dziś rano etc. Kiedy czytam o tych umowach, poważnym stosunku etc., wszystko się we mnie gotuje... Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Więcej Y w pracy 30.05.11, 23:42 A to wziąłeś ślub z pracodawcą? Jesteś tak traktowany jak sam na to pozwolisz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bat na glupote Panie Nikodemie - jestem Pana fanem IP: *.t-mont.net.pl 31.05.11, 00:14 4 punkty, kilka zdań - i doskonale opisane problemy społeczno-gospodarcze Polandii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wierzbno Pokolenie Y = pokolenie rozwydrzonych bachorów IP: *.dynamic.chello.pl 30.05.11, 22:12 Masakra. A potem się dziwią, że nie mają pracy. Zero pokory, tylko roszczeniowość. Gdyby kandydat do pracy mi powiedział, że nie może być od 8 do 16, chociaż tego wymagałoby stanowisko, to bym mu kazał wypieprzać. Powiedziane 8-16 w dyspozycji pracodawcy, a w pozostałych godzinach rób co chcesz. I koniec tematu. Podsumowując - artykuł żenujący. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Poczekaj na pokolenie Z, śliny ci w gębie braknie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:17 Z-ci mają mózgi rozjechane przez komputery i net. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antyHipokryta Re: Pokolenie Y = pokolenie rozwydrzonych bachoró IP: 193.106.85.* 30.05.11, 22:19 ooo kolejny rostowski 1700 brutto to bezczelnosc!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pracodawca zgadza się: IP: *.aster.pl 30.05.11, 22:50 pokory uczy dopiero życie, a ściślej: bezrobocie, najlepiej długotrwałe. Opowiem Państwu taką oto historię: Gdy prowadziłem rekrutację w mojej firmie, miałem okazję rozmowy z takim okazem "Y". Wchodząc do mojego gabinetu przemówił słowami: "Dzień dobry panie A. (tutaj "A" jest inicjałem mojego imienia, które Y przeczytał na tabliczce przy drzwiach. Na moje pytanie "czy my się znamy?" butnie odparł: "Nie, ale przyszedłem tu właśnie po to, aby pana poznać". No dobra, pomyślałem, zobaczymy co będzie dalej. Dalej było już całkiem śmiesznie. Y bezceremonialnie (nie zapytany!) zażyczył sobie kawy. Nie dostał, to oczywiste, i chyba nie muszę nikomu (dobrze wychowanemu) tłumaczyć dlaczego. W trakcie rozmowy oświadczył, że w ramach zatrudnienia jego osoby oczekuje (sic!) od firmy jednego dnia wolnego na pobieranie nauk na studiach zaocznych, chodziło o piątki, kiedy to szanowny Y. miał zajęcia na uczelni w innym mieście, pechowo akurat w tych godzinach, w których w mojej firmie się pracuje. Clou programu scenicznego tego Y. było stwierdzenie, że ten dzień wolny ma być oczywiście płatny i wliczany do czasu pracy. Na pytanie o to, dlaczego tak miałoby być, odparł z kozacką niemal brawurą, że przecież "dzięki temu moja firma będzie czerpała korzyści z jego wykształcenia". Odpowiedź na pytanie o oczekiwane wynagrodzenie była już tylko pocieszną anegdotą: Y. stwierdził, że planuje wyjazd na drugą półkulę, i w związku z tym za 3 miesiące od chwili zatrudnienia, jego wynagrodzenie powinno mieć na początku cyfrę "4" (Y. szybko dodał, że "nie interesuje go moja relacja z urzędem skarbowym i ZUS-em, więc chodziło mu o płacę netto). Ze stoickim spokojem oddałem kandydatowi przedarte na pół CV (darłem je spokojnie, powoli, z namaszczeniem, patrząc na blednącą, to znów czerwieniącą się od napływającej krwi twarz Y. Tak, jestem człowiekiem kulturalnym, bo gdybym był chamem i prostakiem, to rzuciłbym mu w twarz jego "życiorys" pełen bajek i szmoncesów. Zaserwowałem Y-szonowi cudowny i nie pozostawiający żadnych złudzeń gest kapitana Wagnera z "C.K. Dezerterów", gdy wypraszał z gabinetu swoich podwładnych. Nieszczęsny kandydat słyszał szyderczy śmiech jeszcze wtedy, gdy mijał wartownię. Gdy minął szlaban i znalazł się na ulicy, obrócił się w stronę okien mojego biura i pochwalił się całą okazałością swojego najdłuższego palca. W tym momencie sięgnąłem po telefon, i zadzwoniłem do dwóch firm, o których Y. wspomniał na rozmowie, że go "również interesują". Dodam, że firmy te są zarządzane przez moich kolegów ze studiów... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: X/Y Re: zgadza się: IP: *.icpnet.pl 31.05.11, 00:20 Znam takie okazy :) Ostatnio ten gatunek zaczął występować stadnie. W sumie nawet pocieszni są, tacy ufni we własne wizje. Jak im rodzice utną kasę, ze dwa lata pochodzą za robotą i jeszcze im się przypadkiem rodzina powiększy, to apetyt na "korzystanie z życia" szybko im mija ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paul Re: zgadza się: IP: *.dynamic.chello.pl 31.05.11, 03:06 A jest w tej bajce kierowca autobusu (aluzja do licznych podobnych zmyślanych historyjek na demotywatorach)? Jestem tym wstrętnym Y. Z pokolenia wykształconego jak żadne dotąd. Obytego z językami jak żadne dotąd. Gdy mnie spytano o oczekiwaną pensję nie powiedziałem żadnej liczby z "4" na początku, tylko 1700. Kwota pozwalająca na opłacenie pokoju (nawet nie mieszkania w Krakowie!), na nadążanie za zużywaniem się ciuchów i na odłożenie (nie przepicie! Brzydzę się pijaństwem) miesięcznie zawrotnej sumy 500 złotych! Naprawdę tak wiele oczekuję? Nie wyobrażam sobie żądać od pracodawcy żeby skrócił mój tydzień pracy i mi jeszcze płacił. Ale tak, wyobrażam sobie PYTANIE czy mogę raz na 4-5 tygodni popracować jeden dzień krócej (i nadrobić te godzinny w inne dni!) żeby zdążyć na pociąg i odwiedzić rodzinę w innym mieście. Co w tym byłoby złego-nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: zgadza się: 01.06.11, 01:52 Drogi Pawle. Odpowiedz mi tylko na parę pytań: 1. Jak to możliwe, że obecne pokolenie jest "wykształcone jak żadne dotąd", skoro w ciągu ostatnich 20 lat ilość studentów wzrosła dziesięciokrotnie, a ilość wykładowców raptem dwukrotnie? 2. Jak to możliwe, że obecne pokolenie jest "wykształcone jak żadne dotąd", skoro w ciągu ostatnich 20 lat w szkolnictwie dominuje selekcja negatywna? Bo w szkołach i na uczelniach zostają (ze względów finansowych) zwykle ci, którzy nie "załapali się" do innych prac? 3. Jak to możliwe, że obecne pokolenie jest "wykształcone jak żadne dotąd", skoro obecnie ponoć studiuje 90% młodych ludzi, co musi oznaczać, że poziom został dramatycznie zaniżony aby głąby, co to nawet nie matury, ale nawet świadectwa ukończenia podstawówki nie powinny dostać, nie wylatywały z hukiem? Szkołom wyższym płaci się "od głowy" - nikt nie patrzy na rezultaty nauki. Rozdajmy dzisiejszym 5 latkom doktoraty - to dopiero będziemy mieć wykształcone pokolenie. 4. Czy zapłaciłbyś 3500 miesięcznie za to aby koleś, o którym nic nie wiesz, np. robił Ci kawę? Bo zatrudniając kogoś obcego podejmujesz właśnie takie ryzyko - zapłacisz i będziesz miał taką ruchomą paprotkę. 5. Jak to możliwe, że pokolenie "tak obyte" z językami mówi słabo po angielsku, jeszcze gorzej po niemiecku i w ogóle po rosyjsku? Bo widzisz - starsze pokolenia też były nauczane języków. Tyle, że innych. Że z filmu polecę: "odmień 'to be'". Nie piszę tego wszystkiego aby Ci "dokopać" (życie to zrobi lepiej ode mnie), lecz aby Ci uświadomić, że tak jak potrzeby pracodawcy mało Cię interesują, tak samo jego nie interesuje, czy Ty za te 1700 wynajmiesz sobie pokój, czy je przepijesz. On kupuje od Ciebie Twoją pracę; Twój czas. Powiedz - czy podczas zakupów zastanawiasz się, czy nie powinieneś zapłacić za bułkę jednak więcej? A przecież może piekarz też chciałby "pocieszyć się życiem"? Może ma wydatki? No na bank bułka powinna kosztować tak z 5 zł. To przecież nie tak wiele. Podoba Ci się taka perspektywa? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zgadza się? Re: zgadza się: IP: 193.106.228.* 03.06.11, 10:06 Czyli najlepiej, Panie A ,aby do Pana przychodzili ludzie nieśmiali, ale z doświadczeniem,żeby interesowała by ich praca za minimum, ale w nagrodę,że po studiach to z umową o pracę na 1.0 etat,żeby Ci ludzie nabrali u Pana rozmachu i w momencie, dzięki swojej ciężkiej pracy i znajomości branży, a przede wszystkim Pańskiej firmy, żądając podwyżki należało by pokazać im drzwi, ponieważ za moment przyjdzie kolejny nieśmiały. A ten, który wypłynął na szerokie wody z pod Pańskich "skrzydeł" nigdzie już pracy nie znajdzie, bo po co zatrudniać za 3k, skoro można za 1k lub ze stażów z UP? Dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeszcze jedno Re: zgadza się: IP: 193.106.228.* 03.06.11, 10:14 pokory uczy dopiero życie, a ściślej: bezrobocie, najlepiej długotrwałe. szanowny Panie pracodawco, choć jestem oficjalnie bezrobotny, to dorabiam, bo ziemi i trawy nie dam rady zjeźć i odpwiem Ci tak: jak ktoś ma dużo czasu, porusza się się komunikacją miejską i szwenda po ulicy np. o 11 w południe to widzi, kto jest biedny, kto sprawdza bilety w tramwajach, kto grzebie w śmietnikach. A jako ochroniarz, który stoi na koncertach, festiwalach, to widzę tych "biedaków"., którzy potrafią 260zł sobie wydać na przedstawienie i jeździć wypasionymi brykami. I to są albo biznessmeni tacy jak Pan, albo "ofiary "poprzedniego systemu tacy jak byli sb - cy lub wojskowi. Dla innych nie ma ratunku... Odpowiedz Link Zgłoś
cin1977 Re: Pokolenie Y = pokolenie rozwydrzonych bachoró 30.05.11, 23:01 Gość portalu: Wierzbno napisał(a): > Powiedziane 8-16 w dysp > ozycji pracodawcy, a w pozostałych godzinach rób co chcesz. I koniec tematu. Po > dsumowując - artykuł żenujący. Oki, więc jako potencjalny pracodawca zgadzasz się, ze jako twój potencjalny pracownik pojawiam się na stanowisku DOPIERO punktualnie o 8 i rzucam wszystko w cholerę JUŻ punktualnie o 16, poza tym między 16 a 8 nie zamierzam odbierac telefonów od ciebie i słyszeć niczego na temat firmy? Nie? Ale przecież właśnie taką zawarliśmy umowę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: Pokolenie Y = pokolenie rozwydrzonych bachoró IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 23:04 Nie nakręcaj się tak, bo i tak w godzinach 8-16 zrobisz wszystko, aby nie zrobić nic. Odpowiedz Link Zgłoś
red_adidas Bzdury-Fantastyka -Brednie. 30.05.11, 22:17 15 km od katowic ,miejscowość Ruda SL. Wirek praca na parkingu od 8-18 pensja 300 PLN-zapraszam. 19 km od katowic ,miejscowość Ruda SL praca w budownictwie firma "Szymbud" praca 8h od 6h min 40 do 17 płaca "akordowa" pensja"co łaska" ,chcesz zobaczyć polskiego "prywaciarza" w "akcji"przyjmij się do Szymbudu,HE,HE,HE,HE. Miało być tak pięknie a wyszło jak zawsze...:)))) Życie to nie pudełko czekoladek ani artykuł w GW. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mumin Komuną wieje z tych komentarzy! IP: *.cable.net-inotel.pl 30.05.11, 22:20 Aż dziw bierze, że ta cała banda urzędników lub odliczających do emerytury czas szczurów korporacyjnych wstających o 6 rano jeszcze jest w necie. Siedźcie sobie przy biurkach i odliczajcie czas do 16 - stej, ale dajcie normalnym ludziom żyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbychu Re: Komuną wieje z tych komentarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:28 Czy ty wiesz co to komuna dziecko ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg0,75 Re: Komuną wieje z tych komentarzy! IP: *.net.autocom.pl 30.05.11, 23:48 Rozumiem że masz na myśli popularne "za komuny" podejście "czy się stoi czy się leży XYZ złotych się należy"? No fakt, współcześnie próbujemy jednak wrócić do kapitalistycznego "jaka praca taka płaca" - a szacunek dla pracy i obowiazkowość znów łączą się z poziomem dochodów czy nawet faktem zatrudnienia (na razie tylko na wartościach negatywnych: olewasz - wyp..., ale zawsze to postęp) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: commodore 64 Wierszówka odwalona, a wy się prujecie! IP: *.dynamic.chello.pl 30.05.11, 22:24 Wierszówka poleciała (tłumaczenie, wymyślone bzdety), a akcja na forum jest - kliku kliku i gazeta.pl zarabia. Większych durnot nie czytałem. Chyba tylko pokolenie Y może pracować w Agorze - chociaż co innego mówią na mieście. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rob_83 Work-life balance? Pokolenie Y? IP: *.wroclaw.mm.pl 30.05.11, 22:26 Cały czas myślałem, że mam wyjątkowo dobrze płatną pracę. Ale teraz widzę, że tak naprawdę jestem dymany: zasuwam po kilkanaście godzin na dobę, jestem na każde zawołanie pracodawcy, sam się dokształcam, nie narzekam, nie żądam, robię co mi każą. Jutro idę do pracy na 8 godzin, w tym 2 godziny będą przeznaczone na basen. W końcu też jestem Y. Dość bycia korporacyjnym szczurem. Jutro zaczynam nowe życie. Odpowiedz Link Zgłoś
fair_rules Muszę ten artykuł pokazać szefowi 30.05.11, 22:31 niech wie na jakiego pracownika mógł trafić gdyby nie JA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pisiorek Jutro wszyscy w Agorze idą na basen o 9.00!!! IP: *.dynamic.chello.pl 30.05.11, 22:39 Odpowiedz Link Zgłoś
olias Re: Muszę ten artykuł pokazać szefowi 30.05.11, 22:53 dobre. o ile szef ma poczucie humoru. ale uważaj - jak będzie w kiepskim nastroju to za samo pokazanie artykułu wyp... Cię. te wypociny to z cyklu "jak mała Agatka wyobraża sobie świat dorosłych" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zen Więcej Y w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:41 Nie wiem z jakiego pokolenia jest autor czy tam autorka artykułu ale takich pierduł to dawno nie czytałem. Może warto się zastanowić nad karierą w kabarecie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirka Re: Więcej Y w pracy IP: *.echostar.pl 30.05.11, 22:44 teoretycznie należę do pokolenia X, ale mentalnie bliżej mi do pokolenia Y. Też jestem zwolennikiem elastycznego czasu pracy (oczywiście tam gdzie jest to możliwe) z nastawieniem na realizację celu. Tak naprawdę co kogo obchodzi w jakich godzinach będę pracowała nad swoim projektem - ważne że ma być zrealizowany w określonym terminie, i tyle. Niestety w wielu firmach nadal ważniejsze jest wysiedzenie przysłowiowych 8 godzin niż realna produktywność. Wydaje mi się, że jednak wynika to z tego, że wielu szefom się wydaje, że pracownik, któremu da się wolną rękę co do godzin pracy nie będzie robił nic. A to bardzo mylne podejście. Ja mam właśnie taki 'elastyczny' układ z moim szefem i tak też pracuję moi pracownicy. Patrząc na efekty myślę, że taka forma pracy jest bardzo korzystna i dla pracownika i dla firmy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: Więcej Y w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 23:00 Przy takiej organizacji o jakiej piszesz nie trudno doprowadzić się do sytuacji w której jeden zbyt napięty termin lub jedno zbyt trudne zadanie spowoduje, że będziesz nad tym rozmyślać w pośredniaku. Odpowiedz Link Zgłoś