Gość: Rudy Najgorszy polski sklep w UK jest w Huddersfield IP: *.4-1.cable.virginmedia.com 08.11.11, 23:28 W moim mieście jest sklep, który nazywa sie Mini Supermarket. Czyli mały duży sklep. Para, która go prowadzi nie wita wchodzących klientów, jak to jest w UK przyjęte, tylko ścisza rozmowę, którą są zawsze zajęci tak, że klient ma wrażenie, że im przeszkadza. Często nawet nie raczą na klienta spojrzeć. W sklepie panuje półmrok. Nie proponują, by spróbować nowych produktów, nie mają cen na wędlinie i mrożonkach, co jest w UK niezgodne z prawem. W sobotę, kiedy jest największy ruch są w sklepie w pojedynkę. Nie przyjdzie im do pustych głów, by kogoś zatrudnić do pomocy. Ludzie czekają pół godziny w kolejce. Wielu rezygnuje z zakupów. Sklep jest w naprawdę dobrym miejscu, można zaparkować tuż obok, a to wiele znaczy. Brakuje konkurencji. BARDZO! Jeśli chcesz otworzyć polski sklep w UK, otwórz go w Huddersfield, Lockwood Road. Przy odrobinie kultury wobec klientów SUKCES MUROWANY! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rafvis Re: Najgorszy polski sklep w UK jest w Huddersfie IP: *.barn.cable.virginmedia.com 17.02.12, 10:08 szanowny kolego czy mógłbyś się ze mną skontaktować? nie jestem właścicielem tego sklepu czy coś. mam kilka pytań odnośnie Huddersfield. pozdrawiam. rafvis@interia.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jakub Re: Najgorszy polski sklep w UK jest w Huddersfiel IP: *.4-1.cable.virginmedia.com 14.10.12, 11:23 najlepsza jest wlascicielka. jak ja widze z ta mina jakby miala zatwardzenie to az mi sie chce wyjsc ze sklepu, poza tym sama prawde napisales.najgorszy sklep w UK. Zawsze sie trzeba pytac o cene. raz facet pytal sie o cene bulek, a wlasciciel wykladal towar jakby go nie slyszal i za piatym zapytaniem odpowiedzial ze juz idzie tam.... brak jakiegokolwiek szacunku dla klienta. mam nadzieje ze zamkna ta spelune. Odpowiedz Link Zgłoś
shootthemall Re: Najgorszy polski sklep w UK jest w Huddersfie 27.01.13, 02:09 rudy, ale z ciebie prawdziwie polska menda Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zgred z Hudds Re: Najgorszy polski sklep w UK jest w Huddersfie IP: *.4-1.cable.virginmedia.com 25.09.13, 13:24 shootthemall - polska menda to ty. Mam wrażenie że nigdy tam nie byłeś. To jest ciemna nora a kolega "Rudy" opisał dokładnie cały ten syf. Potwierdzam. Właściciele - z reguły jedno w sklepie. Odpowiedz Link Zgłoś
sselrats Pyszny artykul 08.11.11, 23:31 “sklep, jako jedyny w mieście, ma sklep internetowy.” – tego Angole nie maja “agencja ukradła nam paszporty” – kto ukradl? Co to jest agencja? “Gośka kupuje dwa bochenki chleba. - Jestem mięsożerna” “w organizacji pomagającej bezdomnym stanąć na nogi” – to niech mniej pija “Darek, kierowca autobusu miejskiego, żonaty. Przyszedł po mąkę ziemniaczaną i kapustę kiszoną. Więcej nie potrzebuje” “Nie pracuję dla Angola. U Polaka sprzedawca na początku zarabia niecałe 6 funtów brutto za godzinę, ale po roku może już mieć ponad siedem.” – raj panie, raj na ziemi “zajęliśmy się przeprowadzkami. Mamy własnego TIRa, który do Polski wracał pusty. Ludzie przychodzili, pytali, czy możemy ich rzeczy do Polski zawieźć” – a kto to swoje rzeczy z UK do Polski zawozi? Chyba ze… Nie niemozliwe nikt z UK do Polski nie wraca… “To obiektywnie dobra praca, ale nie dla mnie, bo nie używam tu w ogóle języka!” – a baterie jak sprawdza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krab Nie pracuję dla Angola IP: 79.97.83.* 09.11.11, 00:40 Ale wjochą zajeżdża od Polonii z Bristolu, skąd ci ludzie się biorą Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Angol:) Nie pracuję dla Angola IP: *.barn.cable.virginmedia.com 09.11.11, 00:40 Witam. pracuje w uk od 5 lat:) wnioski?:) tak anglicy SĄ rasistami:) usmiechnietymi do ciebie milymi rasistami:) ale co z tego - polacy nie sa?:) to falszywy narod ale daja zyc:) obozy pracy? tak sa wiekszosc polakow pracuej w takich warunkach ale JAK DASZ SIE TRAKTOWAC - TAK BEDZIESZ TRAKTOWANY:) ja po ubiorze i zachowaniu widaz ze Ciebie gamon to tak bedziesz traktowany. ja milałem watpliwosc przyjmenosc pracowania wa takich fabrykach i miesiac dwa szukałem innej . nNie widze poeowdu zeby sie meczyc za grosze. tera z pracvuej w duzej miedzynarodowej firmie z samymi angolami:) jestem doceniany.inna sprawa ze na tle sredniorozgarnietych angoli trudno nie blysnac:) suma sumarum - JEST ROZNIE. ale da sie zyc i godnie zarabiac. Pozdrawiam myslacych i szanujacych samych siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ina.benita Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.hari.cable.virginmedia.com 09.11.11, 02:21 Pani pisze, ze moze miec wszystko...."nie chodzi wprawdzie w ciuchach od Zary"(ze chyba niby zbyt gorna polka? Czy tak?:), ale jednoczesnie za 200funtow, ktore jest w stanie odlozyc, moze miec i kosmetyki i ubrania i rozne roznosci (oprocz Zary:)... No coz, ja mieszkam w Londynie, w Bristolu nigdy nie bylam, mi tygodniowo, po odliczeniu rachunkow na mieszkanie i oysterke, zostaje 290 funtow. Gdyby mi mialo zostac 50, nie powiedzialabym, ze moge kupic wszystko;)i po prostu juz by mnie tu nie bylo;) P.S. "Nie chodze" w ciuchach od Zary;)Po prostu jakos mi niekoniecznie odpowiada jakosc wykonania, podobnie jak nie ubieram sie w np.River Island;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MWP Nie pracuję dla Angola IP: *.6-3.cable.virginmedia.com 09.11.11, 02:55 Pani Monika, to jakaś ze wsi chyba się zerwała. W polsce w normalnym sklepie, obsługiwanym przez prawdziwych sprzedawców, kiełbasa krakowska jest obierana ze skóry bez proszenia. Z prostej przyczyny zdzieranie papierowej otuliny z plasterków jest upierdliwe, a z całej kiełbasy sprawny sprzedawca zrywa ją w kilka sekund. No ale co się dziwić, jak ktoś nie ma pojęcia o usługach i urwał się z biednej wsi, dorwał do paru groszy, nędznych groszy, co to jest 200 funtow na tydzień. Po takim szoku można faktycznie dostać pomieszania zmysłów i zostać królową angielską. Żenujące. A pokój za 200 funtów/mc to chyba nora gdzie gdyby trzymać psa to by ukarali za znęcanie się nad zwierzętami. Czy na prawdę ten co to pisał był w UK? czy tylko forma opowiadania, coś ala LEM? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Normalny Polak Obrzydliwość. Nie dość, że wykorzystują gościnność IP: *.dynamic.chello.pl 09.11.11, 07:58 Anglików to jeszcze ich obrażają. Najgorsze jest wiejskie i malomiasteczkowe, pazerne, złodziejskie bydło pańszczyźniane, które przynosi nam wstyd. Jak cyganie Rumunom! Kiedyś uwielbiałem UK. Teraz jest mi tam wstyd się pojawić odkąd ta swołocz jest na każdym kroku i rogu ulicy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jk fragm co się nie trzyma kupy IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.11.11, 10:07 "Tu mogę mieć wszystko, co tylko zechcę. Wszystko! Ciuchy, kosmetyki, różne nowości. W sklepie zarabia się 200-250 funtów tygodniowo. Za pokój miesięcznie trzeba zapłacić 200, kolejne 200 idzie na rachunki i zakupy. Jak się ma samochód, to jeszcze na ubezpieczenie. 200 funtów zawsze można odłożyć. " Jak ona to wyliczyła, że 200 jeszcze odłoży? Czyli nic nie je? Tylko ścinki ze sklepu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: swojska Nie pracuję dla Angola IP: *.dip.t-dialin.net 09.11.11, 10:04 A ja w polsce zawsze prosze o krakowska bez skorki,po tej wypowiedzi wiem czemu niektorzy maja prace tylko w Bristolu,w Polsce nie spełniają wymagan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bull i nadzieja Nie pracuję dla Angola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 10:12 Witam polakoangoli (bo 100% Polakami nazwać was juz nie można:) Czy w każdym mieście UK>30 tys . mieszkańców jest już polski sklep? Pytam z ciekawości :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktos_z_netu Nie pracuję dla Angola IP: *.as13285.net 09.11.11, 10:36 co by nie mówić, dawno nie było artykułu o tym co w jukeju słychać:) Ludzie pracujący w fabrykach? no straszne... że akurat trzeba pracować jak linia pozwala - nie da się ani przyspieszyć, ani zwolnić. Po prostu prędkość wyznacza maszyna a ludzie ją obsługują. A że kapitalista jest podły i chce mieć zysk? hej ludzie - nie musicie pracować w fabryce! możecie sobie założyć własny biznes i samemu wykorzystywać innych za minimum wage! a co do polskich sklepów - są lepsze i gorsze, są tkie w których obsługa jest ok i sa takie do których wchodzi się tylko raz. I jeszcze to porównywanie - jakie ma znaczenie gdzie jesteś - a jukeju,w bolandii czy innych niderlandach? mówisz tak jak ludność miejscowa albo odstajesz. I tak jest z tym przykładem "przerwa - pokazywanie palcem", bo skoro przerażająca większość się języka nie uczy (ja też spocząłem na laurach dwa lata temu i słabiutko z postępem) to i nie będzie wiedziała jak przeczytać instrukcję (nawet najprostszą mycia rąk) czy zrozumieć coś więcej niż "yes, get this put there". Bo swoją drogą najwięcej pretensji to mają w większości ci co akurat słabo gadają/rozumieją że o słowie pisanym nie wspomnę. I oczywiste jest że angole to wykorzystują - przychdzi "świerzy" do danej pracy,widzi jak w większości proste czynności są do wykonania i zauważa że jest duża grupa ludzi co i moze pracują dobrze, ale mają problem z rozumieniem.... smutne ale prawdziwe. Dla przykładu mój kumpel - porobił kursy na wózki widłowe i ciągle się dziwi że borą go do najprostszych prac za najniższą stawkę. Chodzi sfrustrowany, ciągle szuka owej roboty a nie chce przyjąć do wiadomości że musi umieć coś powiedzieć (poprawnie), przeczytać, podjąć jakąś decyzję i powiedzieć o tym przełożonemu - a wszystko się zamyka w barierze językowej przez którą nie potrafi się przebić (bo nie chce - jakby chciał to już dawno by poszedł na odpowiedni kurs, wziął lekcje konwersacji czy cokolwiek innego. I jeszcze inny przykład - do uk (bo tu mieszkam to i mogę conieco powiedzieć) przyjeżdżają ludzie nie tylko z PL. Dla przykładu są także litwini. Przyjeżdżają znając jedynie litewski i rosyjski. I co - po kilku miesiącach jednocześnie się uczą i angielskiego, i (co może niektórych zdziwi) polskiego. czemu? bo pracując z polakami wiedza że z polakiem po angielsku raczej się nie dogadasz, a po polsku zawsze. Wnioski nasuwają się same Odpowiedz Link Zgłoś
amenominakanushi-pan-poczatku Re: Nie pracuję dla Angola 09.11.11, 10:47 A czego spodziewać się po narodzie niewolników, który ostatni tysiąc lat schyla się by całować rękę pana z Watykanu? ------------------------------------------------------------------------------------------------------- Gość portalu: zzz napisał(a): > "- Sklep otworzyliśmy po czterech latach, bo nie chcieliśmy dłużej pracować w o > bozie pracy. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Tak, właśnie obóz pracy - rzuca > ojciec chłopaka. - Anglicy traktowali nas jak bydło. " > > A czego się spodziewać po narodzie które ostatenie 500 lat budował imperium w o > parciu o agresywny kolonializm? Odpowiedz Link Zgłoś
sauerkraut rewelacyjne zakończenie z tą kiełbasą! :) 09.11.11, 10:57 typowo polskie podejście, ekspedient nasz pan, klient-petent z takim podejście można pracować oczywiście tylko polskim sklepie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a może pracować Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 11:23 Kurcze, mam dylemat. Pracować dla Angola za 500 funtów dziennie (Londyn), czy zostać przy swoich 300 Euro dziennie w PL? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: benny Re: Nie jestem głupia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 11:50 Ale jedno jest w tym tragiczne . Tam żyjąc w niższej klasie społecznej panience wg artykułu zostaje po opłaceniu rachunków jakieś 1500-2000 pln na ciuchy, auto, pierdułki itp. Powiedzcie gdzie w PL młodej osobie pracującej na siebie nie będącej córeczką ustawionych rodziców/prostytutką itp zostanie po opłaceniu rachunków 2000pln? Sami widzicie .... Co lepsze pracować u Angola albo w polskim markecie czy u polskiego burżuja w PL. traktującego ludzi jak niewolników i płacącego 1000-1500pln na umowie śmieciowej? Przy kosztach życia w dużym polskim mieście nie różniących się wiele od kosztów w U.K. Rozśmieszacie tym że mogłaby być np.nauczycielką .Dostałaby pracę w szkole -bez znajomości miałaby na to 15% szans .Potem pensja tak z 1700neto opłać pokój ,rachunki jedzenie ,jakiś ciuch i pensji nie ma ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aka Re: Nie jestem głupia -> chyba jesteś IP: 95.149.17.* 14.11.11, 01:55 A bierzesz pod uwagę wartość pieniądza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sete Nie pracuję dla Angola IP: *.3-1.cable.virginmedia.com 09.11.11, 11:54 polaczkowej za lada odbija... w PL w kazdym szanujacym sie sklepie zdejmuja skorki z kielbach i wedilin oraz serow przed pokrojeniem, jakbny mi ktos dal pokrojona wedline i mialabym potem godzinami szukac sptrzepkow folii w tym to bym babie zostawila ten produkt na sniadanie w pracy i nie zaplacila (obojetne czy w PL czy w UK) dwa, kto nie ma pracy ten nie ma, jak ktos jedzie z zerowymi kwalifikacjami i zeorwa znajomoscia jezyka to sie nie dziwie ze laduje na dupnej robocie i obozie pracy. Trezba byc niezwykle prostym na umysle zeby myslec, ze za sam przyjazd ktos bedzie placil krocie nierobowi i nieukowi. Bo nie ukrywajmy, brak jezyka = nieuctwo, bo mozna spokojnie podstaw sie samemu nauczyc. Nie wspomne o tabunach polakow mieszkajacych w UK latami, i nie potrafiacych zlozyc prostego zdania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh Re: Nie pracuję dla Angola IP: 62.233.246.* 09.11.11, 12:14 Bogu dziękuje że wróciłem z Jukejowa po 7 latach do Polski bo spodziewałem sie że wkrótce internet zaroi sie od wszelkiej maści domorosłych expertów od angielszczyzny, światowców obeznanych ze slumsami w angielskich miastach, i całej reszty asów którym los uchylił rąbka fortuny aby mogli zobaczyć coś innego niż pastwisko.A o specach z Polski co niby to robią takie kariery to nie przesadzałbym bo to często baardzo na wyrost opowieści.Ale przecież Polska stoi tym że zastaw sie a postaw sie, więc i zapewne 80% w Jukejowie to wysokiej klasy fachowcy.I na koniec College to nie studia przygłupy z redakcji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh Re: Nie pracuję dla Angola IP: 62.233.246.* 09.11.11, 12:20 Aby za wczasu sprostować, pierwszy bohater podobno skończył studia biznesowe, więc na tego nie neguje tylko chciałbym zauważyć że często w Polsce tłumaczy się że College to studia?? Zapewne od czasownika study to sie bierze.Wniosek mój biorę stąd że po 5 latach jeżeli skończył Masters to był utalentowany, jeżeli Bachelor to bardzo możliwe ale tylko powtarzam tylko przypuszczam że to był College. A teraz całujcie mnie w dupę jak całujecie angielskiego pracodawcę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ilonka45 Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.static.as8844.net 09.11.11, 13:36 @ eh Tez na te "studia" zwrocilam uwage, takich kursow byznesowych do nieczego jest tu od groma, wogole artykul jakims dziwnym jezykiem napisany. " Jestem mięsożerna, nie jestem w stanie jeść - tak jak Anglicy - jajecznicy z frytkami - mówi." Po pierwsze uderza mnie pogarda tych ludzi dla Anglikow, po drugie nigdy nie spotkalam Anglika ( a spotkalam ich pewnie wiecej niz ta pani, jej maz,ich rodzice i wszyscy, ktorzy u nich kupuja razem wzieci) ktory by jadl jajecznice z frytkami! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh Re: Nie pracuję dla Angola IP: 62.233.246.* 09.11.11, 14:10 Egg and fries bap :) kosztowałem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ilonka45 Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.static.as8844.net 09.11.11, 16:16 @ eh Jajecznica? czy jajko smazone? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ilonka45 Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.static.as8844.net 09.11.11, 16:18 Egg n'chips, fries sa w McDonaldzie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maxxi Re: Nie pracuję dla Angola itd. IP: 173.233.210.* 09.11.11, 19:59 "French fries" albo "fries" - tak mawia sie w USA. A Wlk. Brytania ma swoje "chips"! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh Re: Nie pracuję dla Angola itd. IP: 62.233.246.* 10.11.11, 08:56 ja w lokalnym breakfaście kosztowałem egg and fries bap. Pozwijcie tego anglika co taki szyld wywiesił. Wieści z google nie są wykładnią wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh Re: Nie pracuję dla Angola itd. IP: 62.233.246.* 10.11.11, 09:10 Szybko wklejam link aby jednak udowodnić że nie ma aż tak twardych zasad co do chips and fries bo obawiam się że wojnę o frytki wywołacie www.geronimo-inns.co.uk/thedukeofclarence/rations Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ilonka45 Re: Nie pracuję dla Angola itd. IP: *.static.as8844.net 10.11.11, 11:16 @eh Sa zasady, w normalym fish n' chip shop sprzedaja chips, w "nowszych" miejscach pubach i restauracjach czesto wystepuje amerykanska nazwa fries, roznia sie one gruboscia, chips moga byc nierowne lub grube, fries zawsze cieniutkie (french fries tez). Mnie chodzilo o cos innego, mianowicie o stwierdzenie tej dziewczyny, ze "Angole" (wyjatkowo wkurza mnie to okreslenie) jedza JAJECZNICE Z FRYTKAMI, dlatego napisalam, ze nie jedza, jedza jajko SMAZONE, najczesciej z boczkiem w bulce, czasami z frytkami. Twoj link tylko potwierdza to o czym ja pisze: "Honey mustard roast ham, hens eggs and fries, £11.00 Beer battered fish and chips, tartar sauce, garden peas," Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ilonka45 Re: Nie pracuję dla Angola itd. IP: *.static.as8844.net 10.11.11, 17:59 Jajko Sadzone bedzie bardziej po polsku :) Odpowiedz Link Zgłoś
amenominakanushi-pan-poczatku Re: Nie pracuję dla Angola 13.11.11, 13:40 Hmm, uświadom sobie, że pt Redaktorowi Amerykanie zamieszali. Bo to w Stanach High School to polskie liceum , a College to szkoła wyższa. W UK odwrotnie (prócz Szkocji), College to liceum, a High School to szkoła wyższa. I weź się tu rozeznaj. FUBAR. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kalm Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.legnica.vectranet.pl 13.11.11, 23:37 Jak sie zachowują, tak ich traktują. Teraz zaczyna się płacz, a sami niczego złego w sobie nie dostrzegacie ??????????? Wy jeseście ci dobrzy, a reszta jest zła ????????????? Niektórzy są tak naćpani, albo zajęci sobą że nawet nie widzą swojego postępowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aka Nie pracuję dla Angola IP: 95.149.17.* 14.11.11, 01:52 W Anglii spotykam takich polaków którzy myślą,że nie wiadomo kim są, bo zarabiają 100% więcej niż w Polsce. Przyjechali,przyjeżdzają bądź przyjadą do Anglii ludzie którzy min uciekają przed służbą wojskową,wymierem sprawiedliwosci, płaceniem alimentów, tacy którzy zostawili rodziny, z długami , narkomani, pijacy...WYKOLEJEŃCY. są też całkiem normalni ludzie. inteligentni, wykształceni itd. Jak ktoś słusznie zauważył nie którzy z emigrantów z polski liża dupę w pracy swoim przełożonym, i uwazają się za niewiadomo kogo gdy odwiedzają ojczyznę. Swój status społeczny oceniają wysokością zarobków, bo są zakompleksieni ze swojego życia w Polsce. Nawet nie myśla o tym ,ze można żyć inaczej. Napiszcie o tym ,ze wielu z nich zgrywa wielkie państwa , a mieszkają w domach ze szczurami,po piątku szaleństwa na zakupach(za 200 f) a na wyjazd do polski karta kredytowa. jAk ktoś był burakiem w Polsce to bedzie burakiem w Anglii i wysokość zarobków tego nie zmieni! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aka Nie pracuję dla Angola IP: 95.149.17.* 14.11.11, 02:10 Jest tyle miejsc na ziemii w których mozna zarobić na życie. Mieszkam w WB , jestem tutaj juz 2gi raz , ale mam już tego kraju dosyc. Może dlatego , że przeszkodą jest średni angielski, a moze i miejsce i charakter pracy. Niektórym on pasuje innym nie. jedni wolą lizać dupę i być popychlami i materiałem na pośmiewisko u anglików,a inni np pracują w Polsce i też sa szczęsliwi. Polacy w dużej liczbie są takim narodem który sprzedałby się za pieniadze.I nie policzą, ze zarabia więcej,ale też więcej wydaję na pierdoły i daję się łapać w korporacyjne pułapki których w WB jest mnóstwo.a jak chcesz zaoszczędzić to biedujesz. Możesz sie rozwijać ,ale po 11 h pracy to padasz i czekasz na dzwięk budzika nad ranem, i nie w głowie zadne szkoły -kursy itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mrgn Nie pracuję dla Angola IP: *.chem.ed.ac.uk 14.11.11, 14:11 Za każdym razem, gdy czytam podobny artykuł, naprawdę cieszę się, że nie dane mi było poznać naszego polskiego piekiełka w UK, mimo że także tu mieszkam. Jestem pracownikiem naukowym na uniwersytecie, przyjechałam zaraz po magisterce, dobrze zarabiam (ciuchy od Zary jako synonim luksusu, ha ha no proszę Was!), płynnie znam nie tylko angielski, moi współpracownicy to Anglicy, jak również ludzie z całego świata... i praktycznie jest wśród nich ledwie 2 Polaków (niestety - a i też nie są to moi najbliżsi przyjaciele). Do tej pory, z racji tego, że jestem Polką, spotykały mnie tylko pozytywne reakcje, znajomi proszą mnie bym przywoziła im polskie specjały z mojego miasta - ciekawe, czemu nie chcą jakoś iść do polskich sklepów w UK? Czuję się doceniana w pracy i traktowana z szacunkiem, nie do pomyślenia jest by ktoś kazał mi pracować w weekend. A nasze piekiełko, owszem, widuję. Jak szlaja się taka zakazana morda po parku, rzucając mięchem z wibrującym "rrrrr". Jak stoi kolejne wcielenie Joli Rutowicz w kolejce do kasy - niemal zawsze okazuje się, że to Polka. Jak małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem wyzywa się nawzajem na środku galerii handlowej, myśląc, że nikt nie rozumie, gdy wymyślają synkowi od ch* i tym podobnych. Smutno i straszno, i ani trochę śmieszno. Odpowiedz Link Zgłoś
cul-de-sac Nie pracuję dla Angola 27.11.11, 14:09 Niewazne jakim jezykiem Polak przemowi ani w jakim zakatku swiata. Po narzekaniu go poznacie. On jest bowiem wzorem cnot i inteligencji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gk Re: Nie pracuję dla Angola IP: *.aztw.cable.virginmedia.com 09.12.12, 13:14 angole przynajmniej sa kims teraz a nie jak polaczki i PL ze ponad 2 miliony w UK siedzi!!! Odpowiedz Link Zgłoś