sueellen
13.06.12, 10:07
Znaczy ile dać jej czasu?
Babka wróciła z macierzyńskiego i deliktanie mówiąc pracę olewa. Pracujemy w zespole, każde z nas ma własne portfolio, ale niektóre nasze obowiązki się zazębiają, dzielimy się nimi. Wszyscy mamy stanowiska kierownicze i jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za swoją działkę ale także za portfolio innych osób. Każdy z nas pracuje w odrobinę innych godzinach dzięki czemu biuro otwarte jest 7/7 od 08:00 do 19:00. Innymi słowy, jeśli koleżanka kończy o 17:00 a ja jestem do 19:00, to podczas jej nieobecności mam obowiązek rozwiązać jej problemy jeśli nagle (z jej winy czy nie) zaistnieją.
No i tu pojawiąją sie schody bo dziewczyna wychodzi z biura punkt 17:00 bez względu na to czy faktycznie skończy pracę czy nie, a najczęściej nie kończy. Zostawia rozbabrane sprawy z którymi inni muszą się uporać i nieraz zostawać przez to dłużej. Popełnia wciąż te same błędy, które kilka razy naprawiałam zostając dłużej w pracy. Też mam małe dziecko i życie prywatne, moi koledzy także.
Starałam się zachować spokój, pisałam jej maile z uwagami, ale wyłacznie do niej. W dodatku grzeczne i cierpliwe. Kolega puścił natomiast maila z grubej rury do całego działu kiedy pobiła rekord pozostawiajac 40! otwartych, wprawdzie niewielkich spraw, ale pozostawione niezałatwione zbyt długo staly się trudne do rozwiązania. Koledzy siedzieli do 21:00 by poodkręcać to co pozawalała.
Wczoraj byłam bliska wyslania podobnego maila już nie tylko do niej, tak jak to zrobił kolega, ale kiedy mu o tym wspomnniałam, kolega mnie powstrzymał twierdząc że dziewczyna przechodzi "trudny czas" i sprawa już jest w HR. Podobno dyrektor zabronił w poniedziałek (nie było mnie) komukolwiek wysyłania jej jakichkolwiek maili i jakichkolwiek komentarzy na temat jej pracy, argumentując to tym, że może to zostac uznane jako mobbing. WTF??
Dziewczyna "trudny czas" miała jeszcze przed ciażą. Nie zapomnę jak wkurzona, w ósmym miesiacu ciąży siedziałam do późna i sprzatałam za nią jej bajzel (kiedy ona jeszcze w ciąży nie była) bo panna musiała wyjść o czasie olewając obowiazki.
Od razu zaznaczam, że dziewczyna nie ma "pleców". Zastanawiam się tylko kto wniósł sprawę do HR, ale coś mi się zdaje, że dziewczyna właśnie by się bronić w razie proby jej zwolnienia.