Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    chemia pracy!

    IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 15:31
    moja szefowa, stwierdziła po prawie pół roku pracy (wczesniej nie słyszałam od
    niej żadnej uwagi), że czuje intuicyjnie, że nie ma między nami "chemii" - że
    psychicznie jej nie odpowiadam!, za jeden z powodów podała fakt, że nie
    domyslam się, czego ona czasami oczekuje, że jestem okrutnie odpychająca, i ze
    nie bedzie sie meczyć -tz. zwolni mnie, daje mi dwa tygodnie czasu na "poprawę"
    w którą i tak nie wierzy.
    CO ROBIĆ???
    Obserwuj wątek
      • Gość: FIZYK Re: chemia pracy! IP: *.racke.de, / 192.168.6.* 30.04.02, 15:52
        Niestety nie wiem. Ten swiat potrafi byc zimny i chamski. Szkoda.

        Ale solidarizuje sie z Toba. Ona jest 1) po prostu wredna albo 2)chora
        w glowie albo 3) wygodna albo 4) wyrafinowana/perfidna(planowala juz dluzej?).

        Ale jesli bedziesz zmuszony/a opuscic firme, na co wyglada,
        napisalbym list dokladnie 1:1 jak Twoj eMail Z DANYMI O FIRMIE Z ADRESEM
        do lokalnej gazety, do Urzedu Pracy, do Izby Handlu i Przemyslu,
        do burmistrza, do biskupa, do ogolnopolskich czasopism, do klientow,
        do konkurencji, do ex-wspolpracownikow, do studentow najblizszych
        uczelni, do szefa (ktory chyba wie), ale tez jego malzonki/a, .........

        No i nie zapomnij: zycie idzie dalej
        i jest przewaznie piekne (choc za krotkie).
        A swiat potezny i wielobarwny.
        ---> Bedzie lepiej.
        • Gość: Bea Re: chemia pracy! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 15:58
          dzięki za wsparcie, czuje sie podle, ale na szczescie mam teraz długi łykend to
          odetchnę. nabiore sił by postawić temu czoła. chyba już tylko entuzjazmu do tej
          pracy nie znajdę.
          a taka byłam zadowolona, tak mi sie ta praca podobała!, tyle możliwości, wyjady
          zagraniczne itp. masa kontaktów.
          a tu, o ironio!
          ale co tam life is brutal and full of zasadzkas.
          • Gość: ida Re: chemia pracy! IP: *.csk.pl 30.04.02, 16:24
            Bea, czy to Twoja szefowa Cię zatrudniła? tzn czy była obecna na rozmowach
            kwalifikacyjnych czy innych takich?
            Bo jesli sama Cie wybrała, to takie zachowanie jest niedopuszczalne. I masz
            pełne prawo czuc sie rozżalona

            Natomiast jesli dostała Cie niejako "z przydziału", to uważam wprawdzie, że nie
            powinna tego mówić głośno, ale ją rozumiem. JA nigdy nie zatrudniłabym osoby,
            jeśli nie ywczułabym między nami właśnie jakiejs takiej "chemii" (beż żadnych
            podtekstów). I to nie wiem jak wielkie kwalifikacje miała ta osoba. Wiem, że to
            brutalne, ale niestety tak jest. Tyle, że u mnie by to wyszło od razu na
            rozmowie. Po prostu taka osoba nie zostałaby zatrudniona.
      • Gość: agulha Re: chemia pracy! IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 30.04.02, 19:30
        Witam i solidaryzuję się z Tobą. Ale co Ci tu radzić? W normalnej sytuacji -
        wiadomo: "znajdź sobie inną pracę", gdzie Cię docenią, gdzie będziesz z
        szefem/zespołem "odbierać na tych samych falach". A teraz, przy tym bezrobociu?
        To zależy oczywiście od tego, jak jest w Twoim zawodzie/środowisku/regionie,
        czy Ty sama masz jakieś możliwości znalezienia pracy, propozycje, oferty.
        Prawnie ta pani nie wiem, na jakiej zasadzie mogłaby Cię zwolnić - o ile nie
        wygasa Ci umowa na czas określony - brak chemii nie jest wystarczającym
        uzasadnieniem dla Sądu Pracy. Ale jeśli jej determinacja będzie wielka i uda
        się jej zyskać poparcie w firmie i pomoc prawnika, cholera wie, jakie zarzuty
        wymyśli. Teraz taka moda, że daje się zarzuty na granicy zwolnienia
        dyscyplinarnego, a wyssane z palca. Nie "pije i pali", bo to łatwo obalić, a
        np. "przechwytuje klientów firmy" (autentyk).
        Możesz przełamać się i poprosić ją o rozmowę - może nawet zaprosić tę żmiję na
        kawę - udać głębokie wewnętrzne przemyślenia nad sobą i poprosić ją o
        doprecyzowanie, o co, do ciężkiej cholery, jej chodzi. Może nie mówisz "dzień
        dobry" jak wchodzisz do pokoju albo jak ona wchodzi, albo może za mało się
        uśmiechasz, albo idziesz robić sobie kawę i nie pytasz żmii, czy nie zrobić i
        jej, a ona przeczytała książkę o psychologii zarządzania i uznała to za dowód
        niezgrania (?). Może zmieniając takie czysto zewnętrzne zachowania nie stracisz
        pracy (a co będziesz myślała o szefowej, to Twoje).
        Nie radzę Ci wszczynać otwartej wojny z obsmarowywaniem szefowej i firmy przed
        klientami i wszelakimi instancjami, bo możesz spalić za sobą wszystkie mosty. I
        jeszcze powiedzą "no widzi Pan, taka niezrównoważona, pieniaczka, nie dziwi się
        Pan chyba, że nie można z nią było wytrzymać". Po co komu konfliktowy pracownik
        (albo oskarżany o konfliktowość), jak ma teraz taki wybór kandydatów do pracy
        na rynku (mówię o potencjalnych następnych pracodawcach).
        • Gość: Rybka Re: chemia pracy! IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 02.05.02, 01:10
          Gość portalu: agulha napisał(a):

          > Witam i solidaryzuję się z Tobą. Ale co Ci tu radzić? W normalnej sytuacji -
          > wiadomo: "znajdź sobie inną pracę", gdzie Cię docenią, gdzie będziesz z
          > szefem/zespołem "odbierać na tych samych falach". A teraz, przy tym bezrobociu?
          >
          > To zależy oczywiście od tego, jak jest w Twoim zawodzie/środowisku/regionie,
          > czy Ty sama masz jakieś możliwości znalezienia pracy, propozycje, oferty.
          > Prawnie ta pani nie wiem, na jakiej zasadzie mogłaby Cię zwolnić - o ile nie
          > wygasa Ci umowa na czas określony - brak chemii nie jest wystarczającym
          > uzasadnieniem dla Sądu Pracy. Ale jeśli jej determinacja będzie wielka i uda
          > się jej zyskać poparcie w firmie i pomoc prawnika, cholera wie, jakie zarzuty
          > wymyśli. Teraz taka moda, że daje się zarzuty na granicy zwolnienia
          > dyscyplinarnego, a wyssane z palca. Nie "pije i pali", bo to łatwo obalić, a
          > np. "przechwytuje klientów firmy" (autentyk).
          > Możesz przełamać się i poprosić ją o rozmowę - może nawet zaprosić tę żmiję na
          > kawę - udać głębokie wewnętrzne przemyślenia nad sobą i poprosić ją o
          > doprecyzowanie, o co, do ciężkiej cholery, jej chodzi. Może nie mówisz "dzień
          > dobry" jak wchodzisz do pokoju albo jak ona wchodzi, albo może za mało się
          > uśmiechasz, albo idziesz robić sobie kawę i nie pytasz żmii, czy nie zrobić i
          > jej, a ona przeczytała książkę o psychologii zarządzania i uznała to za dowód
          > niezgrania (?). Może zmieniając takie czysto zewnętrzne zachowania nie stracisz
          >
          > pracy (a co będziesz myślała o szefowej, to Twoje).
          > Nie radzę Ci wszczynać otwartej wojny z obsmarowywaniem szefowej i firmy przed
          > klientami i wszelakimi instancjami, bo możesz spalić za sobą wszystkie mosty. I
          >
          > jeszcze powiedzą "no widzi Pan, taka niezrównoważona, pieniaczka, nie dziwi się
          >
          > Pan chyba, że nie można z nią było wytrzymać". Po co komu konfliktowy pracownik
          >
          > (albo oskarżany o konfliktowość), jak ma teraz taki wybór kandydatów do pracy
          > na rynku (mówię o potencjalnych następnych pracodawcach).



          100% powtórzenie sytuacji z mojej ostatniej pracy na etacie. Kończyła się umowa
          próbna na 6 miesięcy, więc nawet nie trzeba było zwalniać. Szefowa przyszła i
          powiedziała, że ona nie czuje chemii... Dokładnie to samo: nie potrafiłem
          odczytywać poleceń ze sposobu skrzywienia przez nią wargi lub spojrzenia prawym
          okiem (bo lewe patrzyła ciągle na komputer), ja po prostu jej nie rozumiem.

          Powiem szczerze, że po raz pierwszy w życiu zdarzyła mi się, iż ktoś nie potrafił
          się ze mną dogadać, a pracowałem naprawdę z najróżniejszymi osobami (charakter,
          wiek, stanowiska, narodowość), ale w tym wypadku było to raczej zainscenizowane
          przez ową szefową. Informacje o przejmowaniu pewnych spraw, a potem cisza.
          Informacje o szkoleniu dla każdego nowego pracownika, a potem cisza.
          Ogólnie w firmie chodziła plotka, że ona jest specyficzna (ludzie wypowiadali się
          bardzo kulturalnie na jej temat, ale wyraz oczy mówił swoje - po co się narażać).
          Nazwy firmy nie ma co wspominać, bo cholera wie czy jeszcze gdzieś to jakoś nie
          wypłynie poza tym już prawie o tym zapomniałem, niemniej jednak, jest to znana
          firma.

          Po moim odejściu na stanowisko zatrudniono osobę, którą mój kolega z innego
          działu widział w przeszłości w firmie podczas przyjacielskih pogawędek z szefową
          (zresztą w czasie pracy).

          Drugiego kolegę, któremu przekazano część moich obowiązków wypieprzono z firmy 3
          miesiące później (wypowiedzenie?), jako że akurat tą częścią obowiązków również
          docelowo zarządzała szefowa marketingu.

          Ale niech tam, żyje się dalej, więc na pewno będzie lepiej. Bezrobocie też czegoś
          uczy :-))
          • Gość: ida Re: chemia pracy! IP: *.csk.pl 02.05.02, 14:17
            Gość portalu: Rybka napisał(a):

            > 100% powtórzenie sytuacji z mojej ostatniej pracy na etacie. Kończyła się umowa
            >
            > próbna na 6 miesięcy, więc nawet nie trzeba było zwalniać. Szefowa przyszła i
            > powiedziała, że ona nie czuje chemii... Dokładnie to samo: nie potrafiłem
            > odczytywać poleceń ze sposobu skrzywienia przez nią wargi lub spojrzenia prawym
            >
            > okiem (bo lewe patrzyła ciągle na komputer), ja po prostu jej nie rozumiem.


            No dobrze, żarty żartami, zdarzają się ludzie na kierowniczych stanowiskach,
            którzy mają nieźle narąbane w głowach i nieuzasadnione pretensje do wszystkich
            dookoła, ale... Jak sobie wyobrażacie zatrudnienie ( i potem współprace dajmy na
            to, 8 godzin dziennie) osoby, do której od "pierwszego wejrzenia" czujecie
            antypatię? Na papierze wszystko jest OK, kwalifikacje, dośwaidczenie- super, a
            wystarczy wymiana paru zdań "na żywo", troche obserwacji, i niestety ale
            pojawiają się ogromne wątpliwości...

            No i z tym "odczytywanie poleceń"- z moich obserwacji wynika, że całkiem sporo
            osób jest z gatunku tych, co jak ich sie nie prowadzi "za rączkę" i się im nie
            wytłumaczy dokładnie krok po kroku co i jak mają robić( i to za każdym razem), to
            same do tego nie dojdą. A trudno przewidzieć co się może wydarzyć, każdemu
            wszystko wytlumaczyć i być non-stop pod telefonem, bo jakaś "ofiara losu" nie
            umie użyć swojego "zdrowego rozsądku"(istnieją duże wątpliwości, czy w ogóle coś
            takiego ma) i zawraca głowę takimi głupotami, że to się mozna przekręcić. A
            używanie tego zdrowego rozsądku nie ma nic wspólnego z czytaniem ze "skrzywienia
            wargi" czy czyms takim...
            • Gość: bea Re: chemia pracy! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.05.02, 16:14
              może podam więcej szczegółów, przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że to
              faktycznie moja wina, bo: prosiłam o urlop na Swięta Bożego Nardzenia - nie
              sądziłam, że dostanę, ale dostałam - szczęśliwa byłam, że hej.
              po 3 miesiącach rozmawiałam z Panią (sama mnie zatrudniała) czy wszstko ok,
              czy zadowolona - powiedziala, że tak, że ok, że podpiszemy umowę na stałe.
              ja jeszcze bardziej szczęsliwa - sama praca tez mi się podobała.
              Potem dostałam umowę do podpisu - nie takie warunki jakie były ustalane - więc
              dzwonię do Pani (pani sprytnie wzięła urlop) i pytam grzecznie dlaczego.
              Podpadłam.
              Potem wysłali mnie gdzies na zdjęcia - jestem z dziale handl. a nie marketingu.
              pojechałam własnym autem całe popołudnie zjeżdziłam - dzwonię to Pani pytam
              grzecznie czy ewentualnie mogłabym zatankowac na firmę, bo mi brakuje paliwa
              10 litórw - tak, oczywiście - potem się dowiedziałam, że jestem egoistką i
              tylko o sobie myslę! - ej a co Wy byscie zrobili gdybyście mieli 30 PLN na
              kącie do końca miesiąca, a kolejna pensja nigdy nie wiadomo kiedy bedzie?
              do pracy dojeżdzam dziennie 25 km za miasto.
              Nie chodziłam do niej często z pytaniami - myślała, że nic nie robie
              chodziłam często - stwierdziła ze jestem nie samodzielna.
              nie wiem, jestem załamana - ludzie - wolna amerykanka!
              • Gość: ida Re: chemia pracy! IP: *.csk.pl 02.05.02, 18:09
                Bea, zaraz wyjdzie, że bronie Twojej szefowej, ale wcale tak nie jest, bo jej po
                prostu nie znam osobiście, a mam taką zasadę, że nie wydaje opinii o ludziach na
                podstawie tego co mi mówią inni(bez urazy), ale tylko i wyłącznie na podstawie
                własnych obserwacji. Co mi zaoszczędza wielu pomyłek, gdyż opinie innych ludzi
                często sa diametralnie różne.
                No a w Twojej wypowiedzi wyczuwam ironię

                > może podam więcej szczegółów, przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że to
                > faktycznie moja wina, bo: prosiłam o urlop na Swięta Bożego Nardzenia - nie
                > sądziłam, że dostanę, ale dostałam - szczęśliwa byłam, że hej.


                nie wiem w jakiej firmie pracujesz, ale jeśli nie jest to jedna z tych instytucji
                które muszą pracować na okrągło, światek, piątek czy niedziela, to swięta Bożego
                NArodzenia są dniami ustawowo wolnymi od pracy(chyba, że miałaś na myśli np
                swięta prawosławne przypadające w innym terminie) także wnioskuję, że chciałaś
                tych dni wolnych mieć więcej, a szefowa poszła Ci na rękę. Skąd podejrzenia, że
                miałabys przez to jej podpaść? JA w tym roku miałam sytację, że spędziłam święta
                przebijając się przez stos dokumentacji bo sprawa była naprawdę pilna, trzeba
                była się bardzo szybko zorientować się co i jak, i zacząć nowy projekt(na żadne
                szkolenia już w ogóle nie było czasu). I pewnie domyslasz się jakbym zareagowała
                na pracownika, który w takim momencie mówi, że go to g... obchodzi, bo on ma
                święta...

                > po 3 miesiącach rozmawiałam z Panią (sama mnie zatrudniała) czy wszstko ok,
                > czy zadowolona - powiedziala, że tak, że ok, że podpiszemy umowę na stałe.
                > ja jeszcze bardziej szczęsliwa - sama praca tez mi się podobała.
                > Potem dostałam umowę do podpisu - nie takie warunki jakie były ustalane - więc
                > dzwonię do Pani (pani sprytnie wzięła urlop) i pytam grzecznie dlaczego.
                > Podpadłam.

                Dlaczego uważasz, że ona wzięła urlop specjalnie dlatego? To jest moim skromnym
                zdaniem zbyt duża nadinterpretacja. A czy wyjaśnila Ci dlaczego warunki umowy są
                inne niz wcześniej ustalone? Jesli nie wyjaśniła to mam ogromne wątpliwości co do
                jej umiejętności kierowania ludźmi.

                > Potem wysłali mnie gdzies na zdjęcia - jestem z dziale handl. a nie marketingu.
                > pojechałam własnym autem całe popołudnie zjeżdziłam - dzwonię to Pani pytam
                > grzecznie czy ewentualnie mogłabym zatankowac na firmę, bo mi brakuje paliwa
                > 10 litórw - tak, oczywiście - potem się dowiedziałam, że jestem egoistką i
                > tylko o sobie myslę! - ej a co Wy byscie zrobili gdybyście mieli 30 PLN na
                > kącie do końca miesiąca, a kolejna pensja nigdy nie wiadomo kiedy bedzie?
                > do pracy dojeżdzam dziennie 25 km za miasto.

                Kwestia paliwa i używania prywatnego samochodu powinna była zostac wyjaśniona
                przez samą szefową jeszcze przed powierzeniem Ci tego zadania. Natomiast jeśli
                zdecydowałaś się pojechać własnym samochodem z własnej inicjatywy (żeby np. nie
                jechać autobusem, pociągiem czy cos takiego) to niestety, ale nie powinnaś się
                domagac zwrotu kosztów juz po fakcie dokonanym. To powinno było zostać wyjaśnione
                przed. Co do tego, że dostałaś zadanie nie ze swojego działu. Ja się ostatnio
                podjęłam zadania tylko i wyłacznie dlatego, że chciałabym się o tym cos wiecej
                dowiedzieć i dla zdobycia w tym troche doswiadczenia(wprawdzie nie będę musiała
                do tego "interesu" dopłacać, ale w ostatecznym rozrachunku wyjdę prawie na zero)
                i znowu pomysl co człowiek o takim podejściu do pracy jak ja pomysli sobie o
                pracowniku, który lubi mieć "odtąd dotąd", i od godziny takiej do takiej i ani
                minuty dłużej...


                > Nie chodziłam do niej często z pytaniami - myślała, że nic nie robie

                Myślała czy mówiła? JAk mnie nikt o nic nie pyta to ja np. myślę, że wszystko
                idzie OK, co jest zresztą bardziej logiczne niz podejrzewanie wszystkich o
                opierdalanie sie czy cos takiego.

                > chodziłam często - stwierdziła ze jestem nie samodzielna.

                Wiem, bywam złośliwa, ale tylko TY jak sobie przeanalizujesz wszystkie sytuacje
                mozesz odpowiedzieć na pytanie czy naprawdę nie miała choć odrobiny racji...

                > nie wiem, jestem załamana - ludzie - wolna amerykanka!

                Hej, nie załamuj się, bo może to po prostu nie jest firma dla Ciebie. Niestety
                tak czasami bywa. Ja sama była kiedys na rozmowie kwaliwfikacyjnej, którą
                prowadził facet, który był w moim odczuciu tak pierdołowaty (przepraszam za
                wyrażenie), że ja gdybym została tam zatrudniona to bym sie najprawdopodobniej
                wykończyła psychicznie, bo pewnie w wyniku jego działalności jest tam już więcej
                takich jak on i taką firme trzeba omijać szerokim łukiem...
                Życze znalezienia firmy, w której ta "chemia" bedzie :-))))
                • Gość: bea Re: chemia pracy! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.05.02, 14:22
                  do Idy,

                  Ida, widzę, że wiesz dużo na temat zarządzania ludzmi, kierowania itp.
                  faktycznie byłam trochę ironiczna, ale to przez emocje - naprawdę mam ich sporo
                  w tym momencie.
                  bronisz mojej szefowej - raczej stawiasz się w jej położeniu - w sumie słusznie
                  ja też próbowałam.
                  Pracowałam już w kilku firmach - róznych - dużych, małych, gdzie pracowało się
                  od do i gdzie pracowało się jak szef chciał nawet po 24 h/dobę.
                  ale zawsze człowiek wiedział, o co chodzi, było jasno postawione zadania np. Ty
                  i Ty macie zrobić to do jutra, albo projekt ma być gotowy do dnia itp. Ty
                  jesteś odpowiedzialny. Były wydawane polecenia służbowe, których należało
                  przestrzegać itp.
                  Jak ktoś brał urlop -chciał wziąć - to od szefa słyszał " nie teraz, weżmiesz w
                  innym terminie" i było wszystko w porządku.
                  Dla mnie szef jest osobą decyzyjną, która wydaje polecenia, której należy
                  słuchać, być lojalnym.
                  Myślę, może się mylę, że pracownik może zgłościć chęć wzięcia urlopu a szef ma
                  prawo mu go nie dac, jesli są jakieś pilne spray usłyszę, Pani X nie moge Pani
                  dać urlopu, bo...
                  Przed Swiętami zostałam zatruniona, nie miałam stanowiska, komputera, nie
                  bardzo wiedziałam co mam w ogóle robić, w kadrach powiedzieli mi, ze mam 2 dni
                  urlopu, więc pomyślałam, powiem, najwyżej nie dostanę, trudno - Pani Y dała mi
                  urlop.
                  Co do umowy nie było zadnej rozmowy wcześniej - i o to miałam największy zal,
                  bo mogła mi przecież powiedziec, Pani X, nie moge Pani dac tyle i tyle, bo...
                  zrozumiałabym. Przyzwyczajona byłam, że ludzie ze mną rozmawiają. a tu nic, w
                  kadrach tylko postraszyli, że jeśli dziś nie podpiszę to od poniedziałku nie
                  pracuję.
                  Pani Y wróciła z urlopu i rozmawiałyśmy - powiedziałam jej, że brakowało mi
                  właśnie rozmowy - przyznała mi rację - ale jak ja mówię "smród został"
                  Teraz - ten samochód - nie było wolnego służbowego samochodu - jechałam do
                  miasta, w stronę domu, nie było żadnej rozmowy na ten temat, nic a nic, z trasy
                  zadzwoniłam i spytałam, gdybym miała pełny bak to nie dzwoniłabym nawet.
                  tak samo z tą sesją.
                  Rozmowa wyglądała mniej więcej tak - Pani X ma Pani zdolności plastyczne, może
                  je Pani wykorzystać.
                  Potem dowiedziałam się z maila od innej Pani, że mi pomoże szukac plenerów.
                  pojechałam,
                  planowano sesję zdjęciową ale nikt mi nie powiedział, Pani X ma Pani wziąć
                  udział w sesji zdjeciowej tego i tego....
                  Prosze zarezerwowac sobie tego i tego....
                  nic, słyszałam tylko, że planowana jest na ten i ten, ale nie słyszałam, że ja
                  mam wziąć udział. (wszystko było też ustalan poza mną, nawet nie wiem, kto jest
                  fotografem.
                  mogłam się jedynie domyślac, że może powinnam tam być. Ale jesłi moj szef nic
                  mi nie mówi...
                  poprosiłam czy moge dostac dzien urlopu, ale zaznaczyłam, że jesli Pani uważa,
                  że nie powinnam, to ok.
                  no i się zaczeło.
                  Nie wiem, może jest jescze masa jakiś szczegółow mojej pracy, o których nie
                  wiem, nie pamiętam.
                  Acha - Pani Y mówi, że "myślała, że nic nie robię"
                  jestem referentem - na tym stanowisku, raczej nie powinno się podejmować wielu
                  samodzielnych decyzji, bez konsultacji z szefem.

                • Gość: bea Re: chemia pracy! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.05.02, 14:28
                  Co do tego urlopu na grudniu, teraz Pani Y powiedziala mi, że nie powinnam
                  była go brać - stąd wniosek że jej podpadałam.
                  • Gość: FIZYK Re: chemia pracy! IP: *.racke.de, / 192.168.6.* 03.05.02, 16:46
                    Jesli bylo tak jak to opisujesz (zrozumiala, bo ludzka, bylaby
                    w takim stresie taka mala tendencja do subjektywnej interpretacji),
                    to zapewniam Cie, ze napewno masz racje w ocenie tej historyji.

                    Wiem, bo tez juz mialem takie "kopniete" fazy,
                    a raczej konstrukcje tzn. nieprofesjonalne osoby,
                    w moim dotychczasowym "zyciu zawodowym"(na szczescie
                    bez takiego, powiedzmy, dramatycznego przebiegu sprawy).

                    Te chore konstelacje wlasnie takie sa:
                    co zrobisz albo i nie, zawsze moze byc zle.

                    Ona mowi: "nie ma chemii".
                    Ja mowie: "komunikacja smarem maszyny".


                    Good luck !
      • paw_dady Re: chemia pracy! 02.05.02, 22:29
        powiedz tej starej rurze, ze jednna chemie, ktora ona zna
        to c2h5oh

        niestety jak chce cie wypie* to jedynie sad pracy

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka