Wiadomo, każdy ma jakiś swój system wartości. Zastanawiam się co musiało by się wydarzyć by inne rzeczy przestały być dla mnie ważne. Natchnęła mnie sytuacja w pracy.
Mianowicie kończymy duży projekt. Termin się prawie skończył, wiszą nad nami widma wysokich kar za niedotrzymanie umowy a wszystko stoi bo podwykonawca nawalił. Kobieta zapadła się pod ziemię, nie odpisuje na maile, nie odbiera telefonów. Swoją część miała skończoną, wystarczyło kilka poprawek i gotowe. W końcu szef zastał ją w domu. Kobieta oburzona bo "ma ważniejsze teraz sprawy na głowie". Okazało się że dziecko jej zachorowało, nie znam szczegółów. Z jednej strony rozumiem, że rodzina najważniejsza, z drugiej sama nie dostanie zapłaty a my leżymy. Wystarczyło zadzwonić i powiedzieć żebyśmy poszukali kogoś na jej miejsce bo ona teraz nie może. Miała na to 2 miesiące. Współczuje jej strasznie a jednocześnie mam ochotę trzepnąć