Gość: Inwentarz
IP: 217.30.156.*
26.11.04, 16:11
Minelo juz pare miesiecy, wiec teraz spogladam na to z dystansu, ale chetnie
pogadam z ludzmi, ktorzy zostali tak jak ja, sprzedani razem z firma nowemu
wlascicielowi.
Sa tu tacy?
Pol roku przed sprzedaza firmy zapanowala histeria, bo nikomu nie gwarantowano
pracy po sprzedazy spolki, a przed sprzedaza wycisnieto nas jak cytryny.
Trzeba sie przeciez jak najlepiej sprzedac. Praca po 16 godzin dziennie, ale
nie tylko zadnej premii, czy nadgodzin nie zobaczylismy ("Teraz zarzad nie
moze wydawac kasy, bo przeciez wynik finansowy!"), ale nawet DZIEKUJE nikt nie
powiedzial. W dniu podpisania umowy sprzedazy (o czym dowiedzielismy sie po 2
mies., w dniu wejscia umowy w zycie) przedstawiono nam przyszlych wlascicieli.
Powiedzieli "dzien dobry" i znikneli. W dniu wejscia umowy w zycie zniknal
stary zarzad. Tak zupelnie bez slowa. Zaden z pracownikow nie mial pojecia, co
z nim bedzie, nie bylo zadnych informacji, nawet po zmianie wlasciciela.
Wiekszosc pracownikow byla na skraju zalamania nerwowego. Caly proces
sprzedazy trwal blisko rok. Potem zaczely sie ciecia pensji i dokladanie
obowiazkow. Zeby nie bylo grupowych zwolnien wykonczyli nas psychicznie i
finansowo. Wiekszosc sama sie zwolnila, albo poszla na zwolnienie z powodu
nerwicy lub depresji. Ze starej firmy zostaly 3 osoby. W umowie sprzedazy
firmy zalacznik dotyczacy pracownikow mial raptem 2 kartki, z czego druga to
byla lista nazwisk osob, ktore mialy (teoretycznie) nadal pracowac w firmie
(nie bylo tam tylko 3 pracownikow). Zalacznik dotyczacy krzesel, biurek i
spinaczy byl cztery razy obszerniejszy. Najwyrazniej te przedmioty mialy
wieksza wartosc. Prawda jest taka, ze cala ta operacja byla przykrywka dla
zdobycia praw do pewnej umowy. Ludzie nie byli istotni, to same koszty. Biurka
mozna przynajmniej sprzedac.
Wiem, ze to nie jest wyjatkowa sytuacja :( ale pracuje juz jakis czas w innej
firmie, a nadal mnie trzesie. Jesli jeszcze kiedys uslysze haslo: "Chyba
sprzedamy te firme!" zwalniam sie natychmiast!!! nigdy wiecej, tego nie da sie
opowiedziec, zeby to zrozumiec - trzeba przezyc!