Gość: "Doświadczony"
IP: 83.168.111.*
30.06.05, 11:18
Wyobraźcie sobie podwórko, na którym jest piaskownica. W tej piaskownicy bawi
się trójka chłopaków; dwóch z nich (załóżmy, że są to J. i T.) zna się od
dawna, choć ich kontakty były rzadkie, a trzeci (to będzie K.) jest całkiem
nowy, choć od pewnego czasu zna się z T. Można powiedzieć, że spotkali się na
tej piaskownicy razem i postanowili, że zbudują sobie zamek. Każdy dostał
swoją zabawkę i miał nią pracować. Jak każda praca zespołowa i ta nie
pozbawiona była konfliktów, ale cel był powoli osiągany i zaczynały pojawiać
się fundamenty budowli. Wszystko wyglądało całkiem sympatycznie aż do pewnego
dnia: otóż któregoś razu, nie mówiąc ani jednego słowa chłopiec K. zabrał
zabawki chłopca J. mówiąc, że teraz on będzie nimi pracował na innym
podwórku, które, jak okazało się później, było już wcześniej przez obu
upatrzone (bo K. działał w porozumieniu z T. i chociaż T. miał największą
decyzyjność w tym zespole, to do dnia dzisiejszego nie powiedział nawet słowa
na temat tego, co się wydarzyło). Tym sposobem J. pozbawiony został swoich
zabawek przez K., który miał do nich najmniejsze prawo. J. nadal nie wie, jak
chłopcy bawią się dzisiaj, bo nikt nie uznał za stosowne odezwać się do niego
i powiedzieć choć jedno słowo celem wyjasnienia tej absurdalnej sytuacji.