Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    IP: 212.244.168.* 22.08.05, 10:10
    Gazeta Wyborcza" pisze o jednym z obozów na południu Włoch, w którym
    przebywali pracujący tam Polacy. Według dziennika, mieszkali oni w barakach
    ogrodzonych drutem kolczastym i pilnowani byli przez uzbrojonych strażników.
    Ogrodzone drutem kolczastym baraki bez światła i wody, ludzie śpiący na
    materacach brudnych od ekskrementów, całą dobę pilnowani przez uzbrojonych
    strażników - w takich warunkach koło Orta Nova mieszkali Polacy, którzy do
    Włoch pojechali zarabiać przy zbiorze pomidorów - pisze "Gazeta Wyborcza". W
    piątek nad ranem 80 karabinierów wkroczyło do takiego obozu.

    Polacy z Orta Nova opowiadali, że wstawali o godzinie 3.30 i pracowali bez
    przerwy do 21. Nie mogli opuszczać obozu. Raz w tygodniu zawożeni byli do
    supermarketu na zakupy. Płacili za wszystko, zostawały im więc grosze albo i
    nie. Nad niepokornymi znęcali się strażnicy.
    Obserwuj wątek
      • Gość: z USA Prawidlowo ich traktowali! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 22.08.05, 12:15
        jak kto glupi - to ma na co zasluguje!
      • dos6 Re: wlochy 22.08.05, 20:35
        Małopolska 27-09-2004

        Wywiezieni w pole


        Miała być pośredniczką w organizowaniu wyjazdów zarobkowych do Włoch, stała się
        współuczestniczką przestępstwa


        (INF. WŁ.) Ma 38 lat, ale przygnieciona życiowymi problemami wygląda na więcej.
        Tylko oczy, duże, niebieskie, są pełne blasku. Zwłaszcza wtedy, gdy patrzy na
        swoją córkę Karolinę - studentkę dziennikarstwa UJ. To Karolina wysłała
        wstrząsający w treści e-mail do redakcji, prosząc nie tyle o pomoc, co o
        psychicznie wsparcie. Karolina wierzy, że historia jej matki, opowiedziana
        przez dziennikarza, będzie dla tej ostatniej rodzajem katharsis. Dla
        czytających zaś przestrogą, aby nawet wtedy, gdy zostaną bez środków do życia,
        nie decydowali się na pracę w charakterze słupa.

        Małgorzata W., absolwentka Technikum Ekonomicznego, przez wiele lat pracowała w
        handlu. Kilka lat temu spotkało ją nieszczęście - nagłe pogorszenie stanu
        zdrowia i operacja kręgosłupa. Gdy wyszła ze szpitala, jej sytuacja była nie do
        pozazdroszczenia. Nie miała pracy ani prawa do świadczeń z ZUS. Gdyby nie pomoc
        ojca, który kilka miesięcy później zmarł, nie miałaby czym nakarmić siebie i
        córki. Przez pewien czas udało się jej zatrudnić w charakterze przedstawiciela
        handlowego jednej z firmy. Później sprzedawała choinkowe bombki, stojąc z dużą
        walizą na placu Kleparskim w Krakowie. W takiej sytuacji zastała ją
        przyjaciółka sprzed lat, proponując, iż skontaktuje Małgorzatę z osobami,
        dzięki którym będzie mogła zarobić.

        Monika P. i Ewa K., młodsze o kilka lat od Małgorzaty mieszkanki Krakowa,
        obiecały dobry zarobek. Wymagania miały niewielkie. Małgorzata, mająca
        mieszkanie w centrum Krakowa, miała być pośrednikiem w organizowaniu wyjazdów
        zarobkowych do Włoch.

        Pod ogłoszeniem o treści: "praca dla mężczyzn we Włoszech", zamieszczanym w
        prasie na terenie Podkarpacia i Lubelszczyzny widniał krakowski numer telefonu
        Małgorzaty W.

        - Zainteresowanie tą oferta było ogromne, niemal


        bez przerwy

        odbierałam telefony. Przy aparacie miałam karteczkę (jest w sądowych aktach) na
        której Monika P. napisała mi, co mam mówić chętnym do pracy. Co? Tylko to, że
        jest to praca przy zbiorze pomidorów i że trzeba najpierw zapłacić 300 zł
        wpisowego a później, we Włoszech 500 tys. lirów, plus oczywiście koszty
        przejazdu busem. Monika P. i Ewa K. cały czas były ze mną wyłącznie w kontakcie
        telefonicznym. Nie pojawiły się nawet w zaplanowanym dniu wyjazdu. Zapewniały,
        że są już we Włoszech, aby przygotować miejsca pracy.

        Małgorzata W. twierdzi, że cała grupa z nią, jako opiekunem, była już gotowa do
        odjazdu, gdy zadzwoniła Monika P. z poleceniem, aby jeszcze zanim wyruszą do
        Włoch zebrała od każdego kandydata do pracy po 500 tys. lirów. Uczyniła to,
        chociaż niektórzy protestowali. - Pieniądze wiozłam w czarnej aktówce, w której
        była również lista pasażerów. Celem naszej podróży miało być pierwotnie
        miasteczko Termolii koło Neapolu, ale po drodze Monika P. skierowała nas
        telefonicznie do miejscowości Folgi. Gdy tam dojechaliśmy, zjawiła się Monika
        P. i od razu zabrała aktówkę z pieniędzmi - kontynuuje swoją opowieść
        Małgorzata W. - P. powiedziała, że mamy jechać busem za samochodem mirafiori,
        do którego sama wsiadła. Zatrzymaliśmy się na wypalonym przez słońce pustym
        polu. Z mirafiori wysiadł jakiś Arab, który przedstawił się jako Mohamed i
        łamaną polszczyzną powiedział, że kandydaci do pracy mają w tym miejscu
        wysiąść. Mężczyźni zabrali swoje bagaże i zostali w szczerym polu trochę
        oszołomieni. Nie zdążyłam się z nimi pożegnać, bo kierowca chciał jak
        najszybciej wracać do kraju. Już po 2-3 godzinach jazdy w kierunku Polski i
        Krakowa odebrałam pierwszy telefon od moich podopiecznych. Skarżyli się, że
        nikt się nimi nie zajął, że są w innym miejscu, nie tym, w którym mieli być i
        że wszystko to wygląda


        bardzo podejrzanie.

        Zaniepokojona, wykręciłam numer telefonu komórkowego Moniki P. Ona uspokajała,
        że Mohamed na pewno o nich zadba. Jednak telefony od Polaków nie milkły. Gdy
        dojechaliśmy busem do Polski, kandydaci do pracy z mojej grupy dali znać, że są
        na dworcu w Neapolu i zdecydowali się wracać do kraju. Przy okazji usłyszałam
        niepochlebne opinie na swój temat. Próbowałam porozumieć się z Moniką P. i Ewą
        K., ale wyłączyły telefon. Powoli docierało do mnie, że ja znalazłam się w
        podobnej sytuacji jak ci mężczyźni.

        Córka uświadomiła Małgorzacie, że jej sytuacja jest bardzo zła, bo oszukani
        kandydaci do pracy mieli kontakt wyłącznie z nią, nie z Moniką P. i Ewą K. To
        jej - Małgorzaty W. numer telefonu widniał na ogłoszeniu; ona była kasjerem i
        pilotem w drodze do Włoch.

        W końcu zdecydowała się złożyć zeznania w prokuraturze. Na tej podstawie, już
        następnego dnia zatrzymano Monikę P. i Ewę K. Okazało się, że K. była już
        karana (z art. 286 par. 1 kk) za podobne przestępstwo. Obie wyszły z aresztu po
        wpłaceniu przez rodzinę kaucji, ale prokurator wydał im nakaz opuszczania kraju
        i odebrał paszporty. Wobec Małgorzaty W. nie zastosowano żadnego środka
        zapobiegawczego. Miała być


        koronnym świadkiem

        w tej sprawie.

        Akt oskarżenia wpłynął do Sądu Rejonowego w Rzeszowie w maju ub. roku. 19
        mężczyzn, niefortunnych pracowników na włoskich plantacjach opowiadało, że
        zakwaterowano ich w szczerym polu, w rozpadającej się stajni, bez sanitariatów
        a nawet bez dostępu do bieżącej wody! Mohamed, mężczyzna, który miał być
        rzekomo ich opiekunem, zażądał od Polaków wydania paszportów. Ci, którzy mimo
        wszystko zdecydowali się pójść do wskazanej przez niego pracy, przepracowali
        kilka dni po 12 godzin i albo w ogóle nie dostali wynagrodzenia albo otrzymali
        20-35 zł za podwójną dniówkę. Po kilku dniach zrozumieli, że zostali oszukani i
        wrócili do Polski.

        Mężczyźni wskazali na sali sądowej Małgorzatę W. jako osobę, która ich
        oszukała. Większość z nich nie wiedziała, kto to jest Monika P. i Ewa K. W
        obronie Małgorzaty W. stanął natomiast kierowca busa i szefowa firmy
        przewozowej. Kilka dni temu przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie zapadł wyrok.
        Wszystkie trzy kobiety: Monika P., Ewa K. i Małgorzata W. dostały rok i osiem
        miesięcy więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz 20 tys. zł grzywny.

        Małgorzata W. jest zrozpaczona. Sądziła, że stawiając się dobrowolnie w
        prokuraturze i wyjaśniając, że w całej tej sprawie pełniła rolę ogłoszeniowego
        słupa, zostanie uniewinniona.

        - Jestem od dłuższego czasu bezrobotna. Żyjemy z córką za 500 zł miesięcznie.
        Tyle zarabia pracując w recepcji jednego z młodzieżowych hoteli. Mając drugą
        grupę inwalidztwa mogłam przed procesem pracować choćby "na czarno". Osoby z
        sądowym wyrokiem nikt nie zatrudni nawet za marne wynagrodzenie. Gdyby nie
        Karolina, już dawno skończyłabym z sobą - wyznaje Małgorzata W. Decydując się,
        za namową córki, na upublicznienie swoich przeżyć, chce w ten sposób przestrzec
        inne osoby, będące w podbramkowej sytuacji, aby nie dały się wykorzystać tak,
        jak ona.

        Sprawa Małgorzaty W. nie jest pierwszą ani zapewne nie ostatnią tego typu,
        którą zajmował się wymiar sprawiedliwości. We włoskim miasteczku Foggi, które
        nie wiedzieć dlaczego upatrzyli sobie nieuczciwi pośrednicy, co jakiś czas
        koczuje na dworcu grupa Polaków, których wystawiono do wiatru.

        GRAŻYNA STARZAK

        Do Włoch w poszukiwaniu pracy wyjeżdża coraz więcej Polaków; głównie z
        Podkarpacia i Małopolski. W tym kraju obowiązuje limit zatrudnienia osób z
        nowych państw członkowskich (20 tys.). Zezwolenia na legalną pracę wydawane są
        w kolejności napływania zgłoszeń. Tryb załatwiania pracy jest następujący:
        włoski pracodawca składa w Powiatowej Dyrekcji Pracy podanie o zezwolenie na
        pracę, w którym określa na jak długo daje zezwolenie oraz wysokość
        wynagrodzenia. Polski pracownik, gdy otrzyma takie zezwolenie, powinien zgłosić
        się do włoskiej Kwestury (organ MSW) po "kartę pobytu i pracy". Kwestura wydaje
        kartę tylko wówczas, gdy
        • Gość: sibith wlochy od zaraz lepiej niemcy IP: 212.244.168.* 23.08.05, 10:31
          tylko jechac i stracic...dobrze ze pani o tym pisze trzeba prawde
          walic choc smutna jest ja daje adres strony niemieckiej napiaac
          ogloszenie niemcy dzwonia jak opetani www.siteboard.de/cgi-
          siteboard/board.pl?fnr=35819&index

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka