Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Przesada z tą znajomością kilku języków !!!

    IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 31.08.05, 10:08
    Wszędzie w jakim kolwiek ogłoszeniu na prawie każdym stanowisku wymagają
    znajomości języka a najlepiej dwóch - im wiecej tym lepiej :). Czy może mi
    ktoś powiedzieć po co ? Nie przesadzajmy z tymi językami. Potrzebne to jest
    tłumaczowi albo przy współpracy z zagranicznymi kontrahentami i dosłownie
    jeszcze na kilku innych stanowiskach. Przeglądam te oferty pracy i nawet
    listonosz czy kurier powinien znać przynajmniej jeden jezyk. To jakaś
    paranoja. Pracowałam w kilku firmach gdzie poszukiwali ludzi ze znajomościaą
    np. języka angielskiego i z ręka na sercu pamietam dosłownie kilka razy na
    rok kiedy była potrzeba rozmowy w tym języku. To jakaś paranoja. Mam wrażenie
    że wielcy szefowie firm po prostu sami nie potrafia sie go nauczyć :) i
    potrzebują kogoś kto im napisze głupie pisemko. Co za obłuda i przerost formy
    nad treścią. Mam dosyć tych wygórowanych wymagań do wystawiania np. faktur.
    Obserwuj wątek
      • Gość: abc Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.lodz.dialog.net.pl 31.08.05, 10:52
        Wymagania sa wielkie:)
        ale nikt za te umiejetnosci nie chce zapłacić:)
        Też uważam ze to lekka przesada
        • Gość: tidudidu To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.05, 13:36
          A mnie właśnie podoba się to, że od ekspedientki czy policjanta wymaga się
          podstawowego angielskiego. Przynajmnej w zakresie obsługi klienta czy choćby
          udzielenia składnej i zrozumiałej odpowiedzi na pytanie o drogę.

          Przypadkowy przechodzień na ulicy może być intelektualnie na poziomie czarnucha
          z getta i wiedzieć wyłącznie, że: 1. jemu się należy, 2. Lepper zbawi Polskę,
          bo "dobrze gada". Trudno.
          Ale człowiek na posadzie powinien umieć porozumieć się w języku, który znają
          choć trochę wszyscy, którzy podróżują po świecie. A teraz zaczynają odwiedzać
          też Polskę.
          Tylko wtedy mamy szansę na awans do grona krajów cywilizowanych.

          • Gość: pudit Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.u.wavenet.pl 01.09.05, 15:30
            popieram - pomyślcie, jak kłopotliwe jest kupienie czegokolwiek zagranicą,
            kiedy sprzedawca/sprzedawczyni nie umieją ani be, ani me, ani kukuryku po
            angielsku.

            Biegła znajomość angielskiego powinna być standardem w Polsce. To mogłaby być
            nasza szansa w Europie - taka, z jakiej korzystają choćby kraje skandynawskie
            (mówi się tam wręcz o osobnym dialekcie angielskiego). W portalu
            www.angielski.edu.pl (największy polski serwis językowy) oraz
            www.ling.pl (największy darmowy słownik internetowy) od dawna
            postulujemy choćby filmy z podpisami w telewizji publicznej (wychodzi taniej
            niż lektor, a pomaga się uczyć), czy obowiązkowy angielski od przedszkola. Mało
            kto jednak się tym interesuje...
            • mikronezja Ciekawe, że te cholery na zachodzie nie chcą ... 05.09.05, 18:31
              się uczyć polskiego, to dlaczego ja mam się uczyć angielskiego by im było
              wygodnie ?
              Niech przyjezdni się uczą naszego, niech sobie kupią rozmówki swojojęzyczno-
              polskie tak jak część z nas robi wyjeżdżając tam !
              • Gość: koleżanka Re: Ciekawe, że te cholery na zachodzie nie chcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 20:05
                nie wiem ludzie skad wy takie rzeczy biezecie znajomosc jezyka ma nam ulatwic
                pobyt za granica
                znalezienie lepszej i ciekawszej pracy a przedewszystkim uczymy sie dla siebie
              • Gość: andy Re: Ciekawe, że te cholery na zachodzie nie chcą IP: 5.6.2D* / 62.225.37.* 19.09.05, 17:14
                Nie musisz uczyc sie niczego, jesli jestes czlowiekiem niezaleznym finansowo.
                Ale jesli utrzymujesz sie z wlasnej pracy a nie z posiadanego kapitalu to
                po prostu uczysz sie tego, czego wymaga pracodawca (nawet jesli sa to
                umiejetnosci niepotrzebne na danym stanowisku), albo prace dostaje osoba
                mniej oporna na nauke.
                Znam goscia, ktory do zmywania garow w pizerii zatrudnil osobe z biegla
                znajomoscia angielskiego i francuskiego, bo jak pilnowal interesu to lubil
                sobie odswierzyc wlasna znajomosc tych jezykow i troche pogadac.
            • mikronezja A ja postuluję, że każda osoba przyjeżdżająca do . 05.09.05, 18:34
              Polski ma go znać w zakresie podstawowych zwrotów. Obowiązkowo mają go też
              nauczać w przedszkolach.

              Pojechałem do Francji - nie znali angielskiego, musiałem się katować
              rozmówkami, w Niemczech w dużym sklepie też się opędzali, musiałem sam szukać,
              bo nie miałem rozmówek. POLSKIEGO TEŻ NIE ZNALI !
              • Gość: a Re: A ja postuluję, że każda osoba przyjeżdżająca IP: *.sub.uni / *.sub.uni-hamburg.de 19.09.05, 16:50
                a czy ty jakis jezyk obcy poza angielskim znasz?? nieglupim pomyslem byloby
                nauczyc sie jezyka kraju, do kt. sie wyjedzdza!
                • Gość: wojtek Re: A ja postuluję, że każda osoba przyjeżdżająca IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 12.01.06, 13:07
                  Znasz taką metodę która pozwoli ci opanować podstawy w ciagu tygodnia bo chyba
                  nikt. Jak w dzieciństwie nie nauuczysz się to na starość nie trąci. Potem jakimś
                  cudem go opanujesz i wyjedziesz zagarnicę to i tak nikt cię nie zrozumie i nie
                  dlatego , że słabo go opanowałeś tylko przeciętny mieszkaniec danego kraju też
                  nie potrafi swoim językiem posługiwać się.
            • Gość: wojtek Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.05, 12:47
              hmm, nie lepiej aby ten turysta przyjeżdżający do Polski nauczył się
              polskiego ? Nie musielibymy się uczyć obcych języków tylko po to aby komuś coś
              sprzedać w sklepie, czy wytłumaczyć jak dojechać do biura nieruchomości, albo
              do nocnego klubu :) A teraz morał ! - jak widać znajomość języka angielskiego
              nie wiele daje, skoro taki turysta przyjeżdżając do naszego kraju ma problemy w
              porozumiewaniu się. I po co tu się uczyć angielskiego?? :)
              • Gość: Marcinekk Jednak cos w tym jest IP: *.toya.net.pl 07.09.05, 15:12
                Na poczatek troche wyjasnien. Przyczyn tego że angielski stał sie jezykiem
                globalnym jest wiele, ale nie mniej jednak jest to fakt. I denerwuja mnie
                tłumaczenia typu "oni sie nie ucza polskiego, to po co ja mam
                angielskiego", "oni angielski znaja to im wygodnie". Rownei dorbze miałbym
                takie samo zdanie gdyby to był jakikolwiek inny jezyk.

                A teraz dalej. Każda posada, na ktorej ma się kontakt z ludzmi - czy to ludzmi
                na ulicy, czy w sklepie, czy gdziekolwiek indziej powinna wymagać choć
                częściowej znajomosci języka angielskiego. Dla mnei dobrym sposobem byłyby
                specjalne szkolenai pod katem zawodu. (dajmy na to szprzedawca musiałby umiec
                cos sprzedac po angielsku, a policjant wytłumaczyc droge czy wlepic mandat).

                Poziom wykształcenia ludnosci świadczy o poziomie intelektualnym narodu!
                A dla przykłądu sprzedawca ktory nei potrafi sprzedac nic cudzoziemcowi
                pozbawia zysku wlasciciela sklepu więc po co mu taki pracownik?

                A co do turystow uczących się polskiego, przeciez to bez sensu. W koncu to my
                czerpiemy zyski z turystyki. I to my powinnismy byc przygotowani na podjęcie
                turystow. Ja osobiscie sam nei pojechałbym do kraju gdzi nie mogłbym nic kupic
                w sklepie nie moglbym wynajac pokoju w hotelu z powodu nieznajomosci jezyka
                przez tamte osoby. A jak bym sie miał uczyc innego jezyka z kazdym wyjazdem to
                ja podziekuje....
            • Gość: dorota Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.05, 16:52
              mój podziw wzbudzają ludzie którzy biegle władają językiem obcym i pojęcia nie
              mam jak do takiego stanu doprowadzić siebie; uczę się niemieckiego już tyle
              lat że na dobrą sprawę nie powinnam mieć żadnych problemów, niestety, nie
              rozumiem co mówią, kiepsko przyswajam słówka, brakuje mi mocnych podstaw bo
              niestety w szkołach za moich czasów nie chętnie uczono zachodniego języka; czy
              ktoś wie jak się zorganizować, żeby w miarę swobodnie się poruszać??
              Dzisiaj jest to absolutnie nie dopuszczalne-mówić tylko w ojczystym języku,
              zachodni pracodawcy wchodzą na nasz rynek i warto z nimi dobrze ponegocjować...
            • olias kiedyś pewien poseł gorąco walczył 19.09.05, 18:20
              o przeforsowanie zestawów głośnomówiących w samochodach. Dla bezpieczeństwa.
              Potem okazało się że jest producentem tych zastawów. Twój post przypomina mi
              tego posła ... czy to ktoś z rodziny?
          • Gość: Kacha Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.pl / *.smsnet.pl 01.09.05, 17:17
            Nawiazujac do twojej wypowiedzi o policjantach i ludzi z obsługi to jak byłam 2
            lata temu w Berlinie szukałam miejsca pod którym umówiłam sie ze znajomymi, a
            ponieważ dworzec jest ogromny to ciężko było i rzeba było sie popytać, niemca
            nieznam wiec angielski poszedł w ruch. Nikt a nikt, nie mówiąc o obsłudze
            dworca, policjantach, przechodniach nawet nie starał sie wytłumazyć na zdanie
            Excuse me Do you speak english? wszyscy najn i odchodzili pośpiesznie, ze 40
            minut czekałam aż ktoś przemówi po angielsku. Az zagadnełam do straży miejskiej
            stał pan i pani, pan na moje pytanie się obruszył i udał że go to nie obchodzi
            a pani " a little", żeczywiście to było mniej niż little ale chociaż chęci
            miała i na migi dogadałyśmy się, nie zapomnę jej do końca życia, bo już miałam
            tego serdecznie dość! I co wy na to?
            • Gość: smycz Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.acn.waw.pl 01.09.05, 22:04
              dokładnie uczmys sie a będziemy lepsi niż frnacja portugalia i włochy bo tam
              inglisz is not egzist, nie ma tam takiego jezyka inglisz
            • Gość: DarkDante Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 12:17
              Przykładem kraju, w którym naprawdę trudno jest się dogadać może być Francja.
              Francuzi wychodzą z założenia, że jeśli chcesz się dogadać to naucz się
              francuskiego. Byłem we Francji parokrotnie, na wakacjach, służbowo i za każdym
              razem mam problem ze znalezieniem kogoś, kto mówi po angielsku. Niemiecki to już
              wogóle dla nich język egzotyczny. Jedynie w dużych firmach, działających
              globalnie jest wymóg znajomości angielskiego, lecz to naprawdę jest potrzebne,
              ponieważ na przykład na szkolenia (tak jak ja byłem) przyjezdzają ludzie z
              całego świata i wtedy angielski jest językiem podstawowym. Współpracowałem
              kiedyś z pewną dużą firmą z Francji, śmieszyła mnie sytuacja, gdy podczas
              przerwy na lunch od godz. 12.00-13.00 w całej firmie zostawała tylko jedna
              sekretarka nie znająca żadnego obcego języka. W chwili gdy akurat musiałem się
              czegoś dowiedzieć, dzwoniąc tam, mówiąc po angielsku, otrzymywałem odpowiedz po
              francusku i Pani odkładała słuchawkę :). W polskiej firmie jest to nie do
              pomyślenia. Uważam więc, że języki obce wymagane powinny być jedynie wtedy gdy
              naprawdę są potrzebne. Ludzie na stanowiskach handlowych, sekretarki i wszyscy
              inni, którzy na codzien kontaktują się z zagranicą powinni znać angielski lub
              niemiecki (to jest oczywiste), lecz bezsensem jest dla mnie sytuacja, gdzie
              firma poszukuje zwykłego sprzedawcy w sklepie i wymagana jest znajomość obcego
              języka, gdy wiadomo, że na przykład raz na rok ten sklep odwiedzi jakiś
              cudzoziemiec.

              Tyle :)
            • Gość: gosc Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 07.09.05, 13:35
              "żeczywiście" przerazajaca ignorancja:) pozdrawiam
              • Gość: wojtek Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 12.01.06, 13:13
                Gościo ma rację, Wiele p..koncernów rozwala lub dzieli je aby mieć rynki zbytu.
                I po co i tak nie nauczysz się więcej jak jednego języka, no może drugiego "trochę"
            • Gość: goha Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.dyn.sprint-hsd.net 19.09.05, 16:45
              a ja jak bylam w niemczech to chyba wszyscy mowili po angielsku, ale mogli cie
              nie "obsluzyc" bo wyczuli polski akcent a oni nas Polakow nienawidza "(i v-ce
              versa zreszta)
              • Gość: andy Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: 5.6.2D* / 62.225.37.* 19.09.05, 17:19
                Od 15 last zyje w Niemczech. Po niemiecku mowie bez beldow gramatycznych ale z
                akcentem. Jeszcze mi sie nie zdarzylo, zeby mnie gdzies nie obsluzono, a chodze
                w rozne miejsca.
                • Gość: wojtek Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 12.01.06, 13:20
                  Bo znasz ich język. Jakbyś się odezwał po polsku to miałbyś podobną sytuację jak
                  przedmówca. Kiedys moja babka wyjechała pojechała na wakację do "czech" do
                  Pragi. Chyba na początku lat 60tych i zaszła do sklepu spożywczego. Poprosiła
                  ekspedjentkę lecz ta nawet nie odezwała się. Wiec babcia przemówiła po niemiecku
                  i wtedy została obsłużona. Co ty na to?
                  • Gość: Bula Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: 213.94.227.* 17.01.06, 16:55
                    Nie wpadles na pomysl, ze moze niek w Pradze nie mowi po Polsku. Sama bylam
                    kilka razy w Pradze i mowilam po niemiecku lub angielsku. Ciekawa jestem ja bys
                    zareagowal gdyby w Warszawie ktos do ciebie mowil po czesku??????????!!!!!
              • olias bzdura! rozróżnij west i ost 19.09.05, 18:29
                zachodni Niemcy raczej znają angielski. Inna rzecz - nie ma na zachodzie
                takiego głupiego wymogu poprawności jak w PL. Istotna jets zdolność do
                komunikacji. Dlatego Polak który w Polsce nie umie angielskiego, w Angli umie
                godzinę po przekroczeniu granicy.
                Natomiast Niemcy zachodnie - tak jak i w Polsce znają rosyjski. Proste?
          • Gość: dzenifer Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: 5.5.* / *.proxycache.rima-tde.net 02.09.05, 20:30
            a ktore to sa te kraje cywilizowane???
          • sinusoida29 Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad 04.09.05, 23:54
            czarnucha z getta? nie przesadzasz troche? kto Ci dał prawo tak sie o kims
            wyrażać? słomka z butów Ci wyłazi...
          • u.too Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad 06.09.05, 04:24
            Niestety nawet błyskotliwa znajomość języka angielskiego nie zapewni ci
            Tidudidu awansu do grona cywilizowanych. Zapewne bywając w szerokim świecie
            dowiedziałeś(dowiedziałaś) się coś nie-coś o, cytuję 'czarnuchach z getta'.
          • heureka7 Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad 06.09.05, 10:44
            zabawne ;) w kraju "cywilizowanym" przede wszystkim pracownikom placi sie za ich
            prace tyle, by straczylo na (w miare) godne przezycie... a gdy sie dobrze placi,
            mozna tez wymagac - ale zawsze w tej kolejnosci, nie odwrotnie
          • Gość: Arakiel Dlaczego my? IP: *.telpol.net.pl 07.09.05, 12:38
            Dlaczego my się mamy uczyć języków dla przyjezdnych obcych? Pracowałem przez
            wakacje w Anglii. Pracodawca zatrudniał tylko polaków i czy on się uczył
            naszego języka? Nie! Ktoś może powiedzieć: w końcu to pracodawca. Fakt ale
            dlaczego w moim kraju mam mówić po obcemu? Dlaczego jak my gdzieś jedziemy nie
            jesteśmy obsługiwani w naszym rodzimym języku? Dlaczego mamy się go uczyć bo
            przyjadą do nas turyści z Anglii, Niemiec czy Francji? Chcą czegoś to niech się
            sami uczą. Amerykanie to samo. "imperium glupoty" jak napisal "Przekrój".

            Jesteśmy najbardziej wykształconym narodem. Wiem to z doświadczenia a nie z
            pisemek. Dlaczego mamy się tego wstydzić? Dlaczego mamy się wstydzić naszego
            języka? Tak naprawde to Polska przecież wygrała wojne (enigma, Monte Casino) i
            jak jesteśmy za to traktowani?

            Jednym slowem uważam że jeśli my mamy się uczyć naszego języka jadąc gdzieś (bo
            w naszym nie zostaniemy obsłużeni) to to powinno się tyczyć również innych
            narodów.
          • Gość: Gwynbleidd Jeden język obcy !!! IP: *.rybnet.pl 07.09.05, 16:42
            Rozumiem żeby się uczyć jednego języka, ale jeśli komuś nie są potrzebne to po
            jakiego ch**a ma się uczyć kolejnych ?!
          • Gość: kloozkha Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.icpnet.pl 07.09.05, 17:35
            Jasne, można też znaleźć pracę "ratunkową" dzięki językom. Ja z wykształcenia
            jestem wschodoznawcą, ale jeszcze w liceum miałem trochę chęci i zrobiłem CAE,
            no i robię jako anglista. A jak zobaczyłem, że się z tego nie da wyżyć, to
            założyłem sobie firmę na dodatek, teraz robię fajną kasę i jestem szczęśliwy, a
            o Rosji wiem tyle, że jest gdzieś po prawej na mapie, hyhy...
            • Gość: wojtek Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 12.01.06, 13:29
              Dobra jaką firmę założyłeś. Nie szczerze pytam bo co może robić wschodoznawca
              tylko tłumaczyć lub doradzać. To musisz nieźle znać kraje za wschodnią granicą.
          • Gość: :) Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.dip.t-dialin.net 07.09.05, 21:55
            no i kur/"! racja :)
          • Gość: kibic Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.lodz.dialog.net.pl 19.09.05, 16:08
            Czasem, żeby lepiej po angielsku lub francusku mówił policjant, niż cała chmara
            office staff w wielu zachodnich firmach.
          • Gość: w Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.sub.uni / *.sub.uni-hamburg.de 19.09.05, 16:47
            chyba bez ciebie rasisto!
          • olias wybacz ale Twoja kultura polegająca na obrażaniu 19.09.05, 18:15
            innych .... śmieszy mnie jedynie.
          • Gość: amerykanin zeby mowic po angielsku trzeba umiec po polsku IP: *.hsd1.wa.comcast.net 19.09.05, 20:15
            wielu polakow nie potrafi sklecic poprawnego zdania po polsku. w obcym jezyku
            bedzie to dla nich po prostu niemozliwe. podstawowa znajomaosc jezyka nie
            istnieje. to sa brednie. ale sie w danym jezyku mowi i go rozumie albo nie.
            dukanie dwoch slow bez zrozumienia pytajaego nie jest podstawowa znajomoascia
            jezyka. to zenada. posluchajcie jak mowia wasi przywodcy miller i kwach. to jest
            cyrk pokomuny.
          • Gość: Karolina... Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.05, 20:36
            Umiejętnośc języka jest owszem bardzo potrzebna ..Tylko niestety poziom
            nauczania w szkolach jest tak niski ze bez dodatkowych zajec jest to
            niemozliwe...Dlaczego wiekszosc nauczycieli przede wszystkim w szkolach zajmuje
            sie tym..tak bez pasji...nie umiejac przekazac swojej wiedzy??rozumiem ze ich
            pensje nie motywuja ich do tego jednak wybierajac taki zawod sami sie na to
            decydowali...tak szczerze mowiac bez korepetycji lub kursow nauka jezyka nawet
            w stopniu pdstawowym jest niemalze niemozliwa...A jak wiadomo kursy lub
            korepetycje "troszke"kosztuja..A wiec kolo sie zamyka.
          • njan6 Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad 19.09.05, 21:19
            jeszcze troche to babacia klozetowa w zadupiu tez bedzie musiala znac jezykimyslac twoimi kategoriami jak byles za granica to ktos cie zrozumial po polsku a figa jezeli to nie byl polak i jeszcze cie wyzwia ze /smiesz sie o cos pytac tluku/ a myslac twoimi kategoriami to skad wziac nauczycieli do nauki bo moja corke uczy ukrainka w polskiej szkole i ma klopoty jak wymawia na lekcji poprawnie slowa znajac je od znajomych z anglia jak chcesz sie nauczyc wszkole to powodzeniaZGRAMANICZNIAKU ZA DYCHE IPOPALIC
          • njan6 Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad 19.09.05, 21:19
            jeszcze troche to babacia klozetowa w zadupiu tez bedzie musiala znac jezykimyslac twoimi kategoriami jak byles za granica to ktos cie zrozumial po polsku a figa jezeli to nie byl polak i jeszcze cie wyzwia ze /smiesz sie o cos pytac tluku/ a myslac twoimi kategoriami to skad wziac nauczycieli do nauki bo moja corke uczy ukrainka w polskiej szkole i ma klopoty jak wymawia na lekcji poprawnie slowa znajac je od znajomych z anglia jak chcesz sie nauczyc wszkole to powodzeniaZGRAMANICZNIAKU ZA DYCHE IPOPALIC
          • Gość: alva Re: To nie jest żadna paranoja, nawet nie przesad IP: *.dhcp.wifi.komrel.net 20.12.05, 12:46
            A ja uwazam, ze obcokrajowcy, ktorzy przyjezdzaja do Polski (albo do jakiegos
            innego kraju) powinni sie uczyc podstaw jezyka tego kraju do ktorego wlasnie
            sie wybieraja!!! Dlaczego jak ja jade do Anglii albo Niemiec to mam dogadywac
            sie po angielsku albo po niemiecku, a jak ktos przyjezdza do Polski to ja mam z
            nim sie dogadywac po angielsku albo jeszcze tam w jakims jezyku?! Anglicy w tym
            momoencie maja najlepiej! No bo po co jakis anglik ma sie uczyc jakiegos
            jezyka, skoro wszedzie musza umiec angielski...
            Jestem obcokrajowcem i nie sprawilo mi problemu nauczyc sie polskiego. Skoro
            zedecydowalam sie przyjechac do Polski i studiowac, to przed wyjazdem nauczylam
            sie jezyka. A Uczyc sie jezykow trzeba,ale teraz troche przesadzaja w
            wymaganiach... Przyjezdzasz do Polski to sie naucz chociaz podstaw, a jak ja
            pojade do jakiegos innego Panstwa, to z przyjemnoscia sie naucze obcego
            jezyka....! Pozdrawiam
        • Gość: dr. tyłek Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 81.219.149.* 03.09.05, 11:37
          Cywilizację, jak piszesz, należy zacząć nie od wymagania znajomosci języków od
          sprzątaczki, tylko od dołów społecznych, których przybywa z każdą chwilą od
          nadmiaru tolerancji i swobód. Pisząc o cywilizacji zacznij dostrzegać bezwład
          prawa, anarchię i wszechobecną bezkarną dzicz robiącą co i gdzie chce, oraz
          brak działań zdegenerowanego i bezwładnego systemu prawnego. To od tego należy
          zacząć cywilizację a nie od wymogów posiadania doktoratów od sprzątaczy ulic.
          Widzę, że coś Ci umknęło w dostrzeganiu otaczającej rzeczywistośći, ciekawe co
          jest tego przyczyną?.
          • ampolion Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 03.09.05, 20:55
            Co tu mówić o obcych jesli własny szwankuje. Wystaczy rozejrzeć się po
            medialnych produkcjach czy też przeczytać to i owo w jakims forum by zapomnieć
            o wymogach znajomosci angielskiego...
        • Gość: JA No i CO LUDZIE!!!!! IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.09.05, 23:06
          Jesli chcecie sie liczyc w swiecie!! MUSICIE SIE UCZYC JEZYKOW!!!
          A POLSKA chce byc w centrum i chce byc jednym z najlepszych krajii ale na razie
          tak nie jest jak bedziemy tacy jak USA to nie bedziemy musieli sie uczyc.
          • Gość: szwet14 Re: LUDZIE!!!!! IP: *.bredband.comhem.se 19.09.05, 11:04
            "Jii", hi,hi. No dobrze, ucze sie, ucze.
      • jasmina_tdi Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 31.08.05, 11:48
        Właśnie sobie odpowiedziałaś, dlaczego powinnaś znać język, choć jeśli nie
        wiesz, czym w firmie zajmuje sie "wielki szef", a czym zwykły pracownik, to co
        ci będę tłumaczyć.

        Gość portalu: Justyna napisał(a):

        Mam wrażenie że wielcy szefowie firm po prostu sami nie potrafia sie go
        nauczyć :) i potrzebują kogoś kto im napisze głupie pisemko.
        • calibra2 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 31.08.05, 11:54
          ale po co od razu wszyscy pracownicy mają władać językiem obcym ?
          • Gość: Kamillo Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.zywiec.plusnet.pl 01.09.05, 11:51
            najlepiej językiem powinna władać sekretarka, prawda ? ;)
            • Gość: smycha Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.acn.waw.pl 01.09.05, 22:06
              i czesto wlasnie tak jest ze sekretarka zna najlepiej i najwiecej jezykow i w
              kazdym pomaga szefowi bo on sobie wychodzi z gabunetu prosi kawe i niech pani
              napisze franuzom i niemcom ze ich oferta no sama pani wie co... i laska i
              skleci poprawnie i kawe da a ze niby to takie wsiowe stanowisko, a puknac sie
              szefom w glowe przydaloby
        • Gość: joka Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 05.09.05, 02:25
          To nie wrazenie tylko stwierdzenie faktow.
          Mieszkam w USA ,znam j.angielski, ale nie uzywam go w kontaktach z Polakami.
          W zwiazku z tym wielokrotnie zwracano mi uwage,i byly to osoby duzo starsze i
          gowniarzeria,"Jestes w Ameryce mow po angielsku".
          Powinnismy to zastosowac w Polsce ,szeroko i bez kompleksow ,i wymagac zeby
          dorobkiewicze z zachodu uczyli sie naszego jezyka,a przynajmniej nie wymagali
          go od pracownikow ktorym nie jest to potrzebne.
          Niezatrudnienie Polaka tylko dlatego ze nie zna j.obcego jest zwykla
          dyskryminacja .Moze osoba znajaca prawo moglaby cos podpowiedziec ,w jaki
          sposob radzic sobie z takimi pracodawcami,bo w USA mozna ich pozwac do sadu.
          • the_dzidka Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 05.09.05, 10:44
            > Mieszkam w USA ,znam j.angielski, ale nie uzywam go w kontaktach z Polakami.
            > W zwiazku z tym wielokrotnie zwracano mi uwage,i byly to osoby duzo starsze i
            > gowniarzeria,"Jestes w Ameryce mow po angielsku".

            Że co? Ja chyba źle zrozumiałam.
            Polacy w Ameryce żądają, żebyś rozmawiała z nimi po angielsku?
            Ta amerykańska Polonia jest chyba faktycznie w dużym stopniu trzepnięta na
            umyśle.
      • Gość: Daimler Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.toya.net.pl 31.08.05, 12:07
        dokladnie tak
        w zadnym innym kraju europejskim nie ma takich chorych wymagan

        tylko w Polsce pracodawcy wymagaja
        najlepiej wieloletniego doswiadcenia
        bieglego jezyka ang najlepiej
        studiow szkolen i specjalizacji

        nigdzie na swiecie nie ma takich idiotow jak w Polsce
        u nas zawsze nastepuje zwielokrotnienie wymagan
        jakie stawiaja zachodni pracodawcy
        nasi musza udowodniz ze oni wymagaja jeszcze wiecej

        to nienormalne
        i wrecz zenujace

        zachowanie w stylu "wyzej sram niz dupe mam"
        • tribeca Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 31.08.05, 14:37
          Gość portalu: Daimler napisał(a):

          > to nienormalne
          > i wrecz zenujace
          >

          co w tym nienormalnego, ze pracodawca szuka najlepszych???
          ciekawe, czy tak samo byś uważał, gdybyś miał wieloletnie doświadczenie, znał
          biegle angielski i co najmniej dobrze inne języki, skończył studia, szkolenia
          itp:)))
          • Gość: Justyna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 31.08.05, 14:53
            Owszem ma to swoje uzasadnienie ale jeśli język obcy jest faktycznie
            wykorzystywany.
            Po za tym językiem narodowym w Polsce jest polski to dlaczego angielski (lub
            inny) + dodatkowy jest na równi wymagany ???????????????
            • Gość: literka m Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 15:17
              > Po za tym językiem narodowym w Polsce jest polski to dlaczego angielski (lub
              > inny) + dodatkowy jest na równi wymagany ???????????????


              dlatego, ze w Polsce - jak w zadnym innym kraju - 90% przemyslu to kapital
              zagraniczny i to glownie tam, tworza sie nowe miejsca pracy.
              • Gość: sewa Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 17:38
                Na etat w budżetówce poszukiwano zdesperowanego absolwenta uczelni wyższej
                znającego biegle język angielski, francuski, hiszpański, mile widzinay arabski
                i jakiś jeszcze, którego nie pamiętam. Etat w biurze ds. uchodźców, pensja w
                okolicah 1500 zł. W zasadzie po co mają zatrudniać kilku tłumaczy, jak można
                pożewrować na jednym pracowniku i jeszcze dołożyć mu kwesie merytoryczne z
                zakresu ukończonych studiów? Na odpowiedź znajomego posiadającego kwalifikacje
                wymagane i pożądane nie odpowiedziano. Jak myślicie, w jakim celu zamieszczają
                informację o konkursach?
                • Gość: sewa Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 17:38
                  Sorry, to literówka miało być oczywiście w okolicach.
                • Gość: Julianna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.chello.pl 31.08.05, 19:50
                  To ja ci odpowiem, bo akurat zdarzyło mi się wygrać taki konkurs rok temu, bez
                  żadnych znajomości. Część z tych konkursów to szczera prawda, druga część to
                  niestety lipa. Zawsze warto próbować, bo nie wiesz, który jest który. Razem z
                  moim były rozpisane dwa inne i te były lipne. A najprosciej dostać sie do
                  urzędu po stażu/praktykach, lub zdając do KSAP - i którąś z tych dróg polecam
                  znajomemu.
                • Gość: wododo to się nazywa "polityka prorodzinna" '-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 11:29
                  Mało kto (w praktyce nikt) czuje się na siłach by spełnić tak wypasione
                  wymagania, więc konkurs zamykają z powodu braku kandydatów i "szukają" na
                  własną rękę a potem przyjmują "pierwszego lepszego" - jakiegoś krewnego lub
                  znajomka...
                  • Gość: Julianna Re: to się nazywa "polityka prorodzinna" '-) IP: *.chello.pl 02.09.05, 18:13
                    Nie masz racji, nikogo nie można zatrudnić bez konkursu - przynajmniej w
                    urzedach centralnych.
                    • mikronezja Czy masz na nazwisko ... 05.09.05, 18:43
                      Naiwna ?
              • Gość: jupi Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.lodz.dialog.net.pl 31.08.05, 17:38
                Czasem w firmie zachodnie jedynym obowiązującym językiem jest angielski, a
                skład międzynarodowy. Pracujesz w Polsce, a 10h rozmawiasz po angielsku, więc
                czasem się przydaje jego znajomośc
                • mariuszdz Ok! Jesten inż. + biegła znajomośc angielskiego 01.09.05, 00:59
                  Tylko kto mi w Polsce zapłaci 2000 Euro :)
                  Czyli , przy pewnym poziomie wykształcenia , jest bez sensu pracować w Polsce , bo
                  powyżej pewnej sumy zwyczajnie się nie podskoczy.
                  Ale takich ogłoszen juz jest mało , rynki pracy się otworzyły :)




                  Gość portalu: jupi napisał(a):

                  > Czasem w firmie zachodnie jedynym obowiązującym językiem jest angielski, a
                  > skład międzynarodowy. Pracujesz w Polsce, a 10h rozmawiasz po angielsku, więc
                  > czasem się przydaje jego znajomośc

          • Gość: grak Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.05, 14:45
            To, że pracdowca szuka najlepszych nie jest oczywiście niczym nienormalnym
            nienormalnym natomiast jet twoje zarozumialstwo. Fakt, że władasz kilkoma
            językami i masz zapewne wyższe wykształcenie nie oznacze jeszcze, że jesteś
            ten/ta najlepszy/najlepsza. Wykształcenie i znajomość języków obcych to tylko
            narzędzie, w prawdzie bardzo potrzebne, ale nie jedyne i nie jest to wrtością
            samą w sobie.Trochę pokory dziecino!
          • neo1113 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 19.09.05, 23:07
            I najlepiej został sprzątaczem sracza. Ludzie szanujcie się trochę !
        • Gość: camel daimler co za bzdety pleciesz... IP: 81.19.200.* 01.09.05, 08:38
          sorry, ale w kazdym z krajow europejskich jest najczesciej wymagany
          przynajmniej angielski. moze oprocz anglii.
          chyba ze starasz sie o posade sprzataczki.

          oddziwerny w KaDeWe w Berlinie MUSI znac przynajmniej 4 jezyki - oczywiscie
          jest tez do tego adekwatnie wynagradzany.
        • feminasapiens Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 01.09.05, 08:59
          "> w zadnym innym kraju europejskim nie ma takich chorych wymagan"

          Bo w żadnym "innym kraju europejskim" nie ma tak że na jedno stanowisko pracy
          jest 200 chętnych.
          Pracodawcy mogą przebierać w kandydatach jak w ulęgałkach i stąd wygórowane
          wymagania.
        • Gość: mmoonchild Daimler, 'szczury' Ciebie nie zrozumieja IP: *.autocom.pl 01.09.05, 13:53
          Dobrze to ujales,ale niestety nie zrozumieja Cie "szczury".Smutne jest zycie w
          tej naszej niby wspanialej Polsce.W sumie to jest wygodne umiec 5
          jezykow,siedziec w pracy 11 godzin,lizac w tylek szefa i miec za to kase a
          potem wracac do pustego domu, w ktorym nie czekaja na nas zadne obowiazki.
          Jesli Polacy nie beda siebie szanowac to tym bardziej nie beda robic tego inni.
          Jestem studentka ale moja przyszlosc widze tak jak to opisalam powyzej.Wygodnie
          ale smutno- to takie zycie bez zdarzen.
          • neo1113 Re: Daimler, 'szczury' Ciebie nie zrozumieja 19.09.05, 23:14
            Hej ! Trochę wiary w siebie. ja tez studiuję a jestem po 30-ce. I to pracuję na
            własny rachunek. Całość bardzo niełatwa. Ale jeśli się tu nie uda to lepiej
            stąd spieprzać. Liczą się tylko nasze marzenia i ich reaLIZACJA. POWODZENIA !!!
        • trydzyk Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 05.09.05, 14:06
          > dokladnie tak
          > w zadnym innym kraju europejskim nie ma takich chorych wymagan

          W Holandii sa znacznie wieksze - znajomosc angielskiego jest tam prawie ze
          oczywistoscia, jak znajomosc czytania i pisania. Aby dostac jakakolwiek sensowna
          posade, nalezy znac co najmniej 2 jezyki obce.

          pozdr.,

          F.
          • Gość: Kacha Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.pl / *.smsnet.pl 05.09.05, 14:13
            Jasne, proszę tu nie porónywać Holandi do Polski. Po pierwsze Niderlandzki to
            pomieszanie angielskiego z niemieckim (wiekszej części niemieckim)Po drugie tam
            wszystkie filmy w telewizji są z napisami (nie ma lektora, który zagłusza) tak
            więc mimowolne uczysz sie jezyka angielskiego od dziecka. Więc proszę mi tu bez
            takich.
        • Gość: mfs Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 16:56
          Gość portalu: Daimler napisał(a):

          > dokladnie tak
          > w zadnym innym kraju europejskim nie ma takich chorych wymagan

          Wg mnie to nie są chore wymagania. To jest nawet lepsze od owych zachodnich
          wymagań. Świadczy to poprostu o ambicji narodu polskigo jako całości. Mało
          który kraj Europy zachodniej może się poszczycić tak wyspecjalizowanymi
          pracownikami jak w Polsce. Może poprzeczka wymagań rzeczywiscie jest postawiona
          bardzo wysoko, ale jeżeli przestaniesz się w końcu lenić, podwiniesz rękawy i
          weźmisz się "do roboty", to możesz zostać specjalistą w wielu dziedzinach, a w
          konsekwencji dostać bardzo dobrą posadę (nawet za zachodnią granicą, gdzie
          coraz bardziej ceni się Polaków), no i oczywiście wysoką pensję, dzięki której
          możesz podwyżyć swój standart życia. Proste, prawda? :)
      • Gość: Jean Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 17:48
        O,o,o właśnie. Po polsku, drodzy szefowie, po polsku trzeba umieć się
        wypowiedzieć - to jest wizytówka firmy. Listy handlowe, oferty i korespondencja
        pozostawiają wiele do życzenia. A dobre posługiwanie się językiem ojczystym jest
        jak dobrze dopasowany krawat do garnituru:-)
        • xplict Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 01.09.05, 09:11
          krawat dopasowujemy do koszuli :-) A koszule do garnituru... (w razie czego -
          skarpety dopasowujemy do butów a nie do garnituru )... takie male uwagi na
          marginesie.
          • Gość: kIRKE_F16 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 83.17.143.* 01.09.05, 14:17
            To ja pozwolę sobie skromnie dodać od siebie,że krawat powinien być dobierany
            do koszuli, a nie "dopasowywany"...:. Podobnie jak do reszty stroju dobieramy
            buty,a nie dopasowywujemy je ...To tak gwoli ścisłości, bądź też adekwatnego
            słownictwa. jak kto woli.:)
            • Gość: obserwer2 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.chomiczowka.net.pl 01.09.05, 16:39
              A ja nie przepadam za krawatami.......
            • Gość: Julianna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.chello.pl 02.09.05, 19:09
              Gość portalu: kIRKE_F16 napisał(a):

              > To ja pozwolę sobie skromnie dodać od siebie,że krawat powinien być dobierany
              > do koszuli, a nie "dopasowywany"...:. Podobnie jak do reszty stroju dobieramy
              > buty,a nie dopasowywujemy je ...To tak gwoli ścisłości, bądź też adekwatnego
              > słownictwa. jak kto woli.:)

              Słuszna uwaga - jakikolwiek element stroju dopasowany to taki, który ściśle
              przylega do ciała. Dobieranie części garderoby do siebie to co innego.
      • Gość: zuzu jesteśmy krajem wielkich przegięć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 18:42
        ha, ja widziałam lepsze ogłoszenie. Na jakieś tam zwykłe stanowisko firma
        życzyła sobie pracowników z biegłym angielskim (to zrozumiałe) ale jeszcze
        idiotyczny warunek postawiła: studia odbyte w Anglii lub Stanach.
        Cholera, człowiek we własnym kraju zaczyna czuć się jak murzyn (o, przepraszam,
        kolorowy).
        A barachło po polskich uczelniach do mioteł, tak?

      • Gość: Gosc Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.kolornet.pl 31.08.05, 18:46
        Prawda jest taka, ze gdyby wszyscy uczyli sie w szkolach, a nie
        tylko "uczeszczali na zajecia" to nie byloby problemu, bo kazdy znalby
        angielski albo nawet jeszcze inny jezyk. Kwestionowanie koniecznosci znajomosci
        jezykow to tak jak kwestionowanie uczenia sie literatury czy biologii. No bo po
        co ksiegowej budowa bezkregowcow? Jezyk to troche wiecej niz umiejetnosc
        zamawiania kawy w restauracji. I szkoda ze nie wszyscy to widza.

        Choc to, ze przy wysokich wymaganiach firmy nie zbyt wiele maja same do
        zaoferowania, to niestety fakt :(
        • Gość: Kamil Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.tvkgsm.net / 80.51.48.* 31.08.05, 19:15
          Justynko, jak juz kilka osob usilowalo Ci wytlumaczyc, wszystko zalezy firmy w
          jakiej pracujesz i zajmowanego stanowiska. U mnie w pracy wiecej uzywam
          angielskiego jak polskiego - troche to dziwne bo 99% pracownikow, reszta to
          przewaznie Niemcy, ale jezykiem "urzedowym" jest wlasnie angielski. Czasami
          zdarza sie nam nawet miedzy nami Polakami zapomniec sie i pogadac sobie w obcym
          jezyku :)
          • Gość: Bolo Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 80.48.96.* 31.08.05, 21:14
            Mam nadzieję, że w języku obcym lepiej Ci idzie niż w ojczystym
            • Gość: Ania Verbiest Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.access.telenet.be 31.08.05, 21:45
              W Belgii prawie do kazdej pracy wymagaja znajomosci trzech jezykow:
              flamandzkiego, francuskiego i angielskiego, z tym ze tutaj prawie wszyscy
              wladaja tymi trzema jezykami...
              • Gość: rilla Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.ghnet.pl 01.09.05, 09:42
                ok ale w Beligii urzędowym jest flamandzki i fransuski, więc de facto wymagaja
                tylko jedengo obcego języka
              • Gość: Voska Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.access.telenet.be 03.09.05, 01:05
                W Belgii malo kto wlada obowiazujacymi jezykami urzedowymi.
                Szczegolnie w Walonii trudno znalezc kogos,kto mowi w jezyku innym niz francuski (nawet policja!!).
                We Flandrii jest troche lepiej (czesciej mozna spotkac kogos,kto zna przynajmniej podstawy
                francuskiego,angielskiego czy niemieckiego-ktory tez jest jezykiem urzedowym).
              • Gość: andy Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 5.6.2D* / 62.225.37.* 19.09.05, 17:57
                To rzeczywiscie zadziwiajace. Podejrzewam, ze wymienione przez ciebie jezyki sa
                po prostu jezykami urzedowymi w Belgii i dzieciaki ucza sie ich od 1 klasy
                podstawowki.
          • Gość: salmotrutta Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 203.152.102.* 04.09.05, 09:51
            Jezykiem urzedowym jest w Polsce jezyk polski. I wylacznie ten jezyk powinien
            byc jezykiem roboczym w kazdej firmie zlokalizowanej w tym kraju. Firma
            "zagraniczna" dziala w Polsce w oparciu o wylacznie polskie prawo, na podstawie
            zezwolenia udzielonego przez polskie wladze, jakim prawem wiec zmusza
            pracownikow do porozumiewania sie w jezyku innym niz polski?
            • mikronezja Jakim prawem ? 05.09.05, 18:51
              To od nazwiska jakiegoś facet, Kaduk mu było czy jakoś podobnie !
              A my się nie szanujemy i włazimy wszystkim w d...

              Dziwne, że od kandydatów na Prezydenta RP sie nie wymaga znajomości +3-4
              języków obcych, bo oni mają najwięcej kontaktów zagranicznych.
              • Gość: Kacha Re: Jakim prawem ? IP: *.pl / *.smsnet.pl 05.09.05, 18:55
                O tak tu popieram w kwesti prezydenta. Ciekawe właśnie jakimi językami
                posługują się kandydaci ktoś wie?
                • mikronezja Sądząc z treści jakimi się obrzucają 06.09.05, 01:22
                  to musi być jakaś Lingua Latrina ...
                • Gość: Kacha Re: Jakim prawem ? IP: *.pl / *.smsnet.pl 08.09.05, 15:44
                  www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_050818/kraj_a_1-1.F.jpg
      • Gość: kuba Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 21:59
        Ja pracuje w firmie miedzynarodowej/globalnej uzywam jezyka angielskiego
        codziennie (w wiekszosci przypadkow jest to czytanie jakichs tekstow), czasem
        musze rozmawiac z hindusami to juz troche trudniejsze :), ale wszyscy w tej
        firmie rozumieja ze czasem ciezko sie dogadac i jakos zawsze sie to uklada :)
        (najgorzej jest z ludzmi z Azji). Znajomosci jezyka wymagano w stopniu
        komunikatywnym - mysle ze bylo wspolmierne do zadan ktore dostaje. I zgadza sie,
        wiele ogloszen jest na wyrost, np. smiesza mnie wygorowanr wymagania jezykowe
        stawiane kandytatom do pracy inzynierskiej, ale z tego co wiem i tak ktos tam
        aplikuje i kogos tam wybieraja. Jesli oni na wyrost to my pracownicy mozemy np
        nieodpowiednio (za wysoko) ocenic swoje umiejetnosci. Tak sobie mysle, grajmy w
        te gre tymi samymi metodami co oni, gdzies musi byc granica zdrowego rozsadku.

        Kuba

        p.s. mimo wszystko znajomosc jednego jezyka w srednim stopniu jest bardzo przydatna.
        • neo1113 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 19.09.05, 23:23
          O MISTRZU ! SPRÓBUJĘ ZASTOSOWAĆ TO W PRAKTYCE. A TAK POWAŻNIE JAK SIĘ UDA TO
          DZIĘKI ! STAWIAM DUUUŻĄ FLACHĘ !
      • Gość: chmiel Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 82.177.183.* 31.08.05, 22:09
        znajomosc jezyka swiadczy o wyksztalceniu oraz poziomie intelektualnym czlowieka. wymagaja tego w prawie kazdym ogloszeniu - gdyz prawie kazda praca wymaga kontaktu z ludzmi, czesto przypadkowymi, i dlatego lepiej, zeby np. pani na poczcie lub magazynier mowili po angielsku - moze akurat trafi sie obcokrajowiec chcacy wyslac list lub opis produktu w obcym jezyku. w takich sytuacjach ludzie "bez jezyka" staja sie bezuzyteczni.
        pozdrawiam
        • Gość: Pauli Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.chello.pl 31.08.05, 23:25
          tak, ostatnio widzialam jak sie taki obcokrajowiec zablakal na dworzec glowny w
          warszawie...
          gdyby nie nasz pomoc, biedak dostalby bilet ulgowy do gdanska a nie w jedna
          strone:)) [nie wiem zreszta, skad pomysl, ze nalezy mu sie ulgowy...]
          wniosek jest taki: tam, gdzie jezyk by sie przydal (czyli np chociaz jedna pani
          na te iles-tam kas w stolicy wielkiego europejskiego kraju)to nikt go nie
          wymaga:) a do wystawiania faktur rzeczywiscie szukaja z dwoma jezykami:) czyli
          jednak drobna paranoja;)

          Pauli
          • Gość: i. Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 194.42.116.* 01.09.05, 08:47
            to fakt, wszyscy moi znajomi obcokrajowcy narzekaja, ze w polsce nikt na ulicy
            nie umie nawet kilku slow powiedziec po angielsku, czy w jakims innym obcym
            jezyku (na ulicy, w sklepie, kasie itp.). i to rzeczywiscie blad, chociaz
            podstawy powinno sie znac.

            a co do pracy, to rzeczywiscie jaka sdziwna sytuacja panuje w naszym kraju.
            znam 4 jezyki (2 biegle, 2 komunikatywnie), mam 2 fakultety (w tym lingwistyke)
            i pracuje w duzej firmie w dziale odpoweidzialnym za kontakty miedzynarodowe.
            jak szlam tu do pracy, to myslalam, ze to wreszcie cos dla mnie: bede pracowac
            w miedzynarodowym srodowisku, wykorzystywac swoje kwalifikacje itp. I co?
            rzeczywistosc okazala sie brutalna. kontaktami zagranicznymi zajmuja sie
            wstawieni przez szefa ludzie, ktorzy nawet po polsku nie potrafia zdania
            sklecic, nie mowiac juz o jezykach obcych, albo ktorzy nie dokonczyli studiow,
            bo cos tam, to oni sobie wyjezdzaja i przynosza wstyd naszemu krajowi. a ja? ja
            zalatwiam im bilety lotnicze i hotele. nawet pism nie tlumacze, bo zlecaja na
            zewnatrz... wiec po co szukali kogos ze znajomoscia jezykow? nie wiem, ale ja
            szukam nowej pracy.
            • 6x9 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 02.09.05, 19:32
              przepraszam, ale przyjeżdzając do polski tez mogliby się nauczyć paru zwrotów
              • Gość: dzenifer Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 5.5.* / *.proxycache.rima-tde.net 02.09.05, 20:39
                nic doadc, nic ujac
              • Gość: i. Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.tvsat364.lodz.pl 05.09.05, 19:39
                ciekawe, czy jak ty jedziesz na wakacje do holandii, to sie holenderskiego
                uczysz? nie, bo tam w sklepie, na ulicy, ba, nawet w zwyklej strożowce ludzie
                po angielsku mowia :)
                • Gość: Ja Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.icpnet.pl 07.09.05, 16:23
                  ale jak jedziesz do wloch to po angielsku sie nie zbyt dogadasz bo oni tam nie
                  wladaja angielszczyzna!!!
                  Wiec to nie jest do konca tak jak mowisz!!
                  • Gość: andy Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 5.6.2D* / 62.225.37.* 19.09.05, 17:42
                    Ale dogadasz sie po francusku, albo hiszpansku wiec nie jest tez tak tragicznie.
        • Gość: Stella Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 23:31
          No bez przesady :)) Znajomość języków nie świadczy o poziomie intelektualnym i
          nie każde wykształcenie, nawet wyższe wymaga znajomości jezyków. Ich znajomość
          jest po prostu przydatna, a niezbędna jedynie tam, gdzie dużo kontaktów jest na
          szczeblu pozakrajowym. Panie na poczcie raczej nie władają językami :D Ale panie
          w biurach podróży i informacji turystycznej już tak.
          Pracodawcy ze wszystkim teraz przesadzają, takie czasy, taki rynek. Ja zawsze
          odpisywałam na ogłoszenia, których postawione wymagania nie do końca spełniałam,
          a potem na 90 procent rozmów okazuje się, że nie, wcale nie był to niezbędny
          wymóg. Podobnie jest z językami zapewne.
          • Gość: Justyna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 08:46
            Nie przeczę, że język obcy jest potrzebny ...ale dostosujmy wymogi do realnych
            potrzeb.
            Mam wrażenie,że firmy dając ogłoszenie np. w gazecie prześcigają się w
            stawianiu wymagów przyszłym pracownikom po to by inni widzieli jak są "prężną"
            i wymagającą firmą z wykształconym personelem. To jest absurd. Nie zawsze
            wykształcenie idzie w parze z intelektem. Osobiście dla mnie ważne są
            umiejętności i podejście człowieka do pracy. Szczerość i pracowitość. W tym
            wszystkm zapominami o samym człowieku co myśli i jak mysli a patrzymy na jego
            oceny, stopnie, uczelnie itp. System ocen nie jest współmierną oceną wiedzy i
            umiejętności człowieka. Kto z nas nie wkurzał się na wykładowcę bo źle nas
            ocenił bo się zawzioł i zaniżył ocenę i to ma być wyznacznik ???? Język obcy
            nie może dyskredytować i być traktowany na równi z ojczystym. Rozgraniczmy
            obowiązek posługiwania się nim a zwykły kaprys pracodawcy. Nie sprzeczam się o
            fakt przydatności języka obcego a nie rozumiem przymusu znajomości go na każdym
            stanowisku.
          • Gość: nik Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 04.09.05, 15:52
            > No bez przesady :)) Znajomość języków nie świadczy o poziomie intelektualnym i
            > nie każde wykształcenie, nawet wyższe wymaga znajomości jezyków.

            To jak niskiej jakosci jest wyzsze wyksztalcenie Polakow? Jak jest mozliwe
            jakiekolwiek wyksztalcenie na wysokim poziomie, jesli jest oparte tylko na
            zrodlach w jezyku polskim tzn. PRZESTARZALYCH? Chyba, ze Polska przoduje na
            swiecie w nauce i najwazniejsze publikacje sa w jezyku polskim. Nie rozumiem,
            jak w Polsce ludzie robia mgr, jesli opieraja sie tylko na polskojezycznych
            zrodlach? Jakimi oni sa specjalistami w porownaniu do zachodu, jesli nie czataja
            najnowszych publikacji?


            pozdrawiam
            • Gość: Baryla Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 80.249.4.* 05.09.05, 14:39
              Myślę, że studiowanie filologii polskiej czy też polskiego prawa karnego nie
              musi się opierać na obcojęzycznych publikacjach.
              • Gość: ag Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 18:30
                pisze prace magisterska z prawa karnego i znajomosc angielskiego, francuskiego
                i wloskiego sie przydaje... swoja droga chcialabym znalezc pracodawce, ktory
                pozwoli mi korzystac z tych jezykow, a nie tylko bedzie ich wymagal na
                papierku... bo jezyk nieuzywany niestety "zanika" :(
        • neo1113 Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 19.09.05, 23:28
          A PRAWDA PENIE WYGLĄDA TAK: 20 % BEZROZBOCIA: ZAPOTRZEBOWANIE NA 20 %
          KANDYDATÓW ZE ZNAJOMOŚCIĄ ANGIELSKIEGO, NIEMIECKEIGO, FRANCUSKIEGO, WŁOSKIEGO,
          ROSYJSKIEGO, PORTUGALSKIEGO ITD. OCZYWIŚCIE DO OBSŁUGI SRACZY, I NP. INNY
          KRAJ, 5 % BEZROBOCIA TO POWIEDZMY 5% TAKICH DURNYCH PROPOZYCJI. INACZEJ, MAM
          KASĘ TO ŻĄDAM ŻEBY PAPUGA GADAła mi po polsku, nie mam kasy to uczę się od
          papugi !!! i ty/e !
        • Gość: croyance Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 83.148.128.* 20.12.05, 15:19
          Problem polega na tym, ze jesli ktos zna swietnie obcy jezyk i jest
          inteligentnym, ambitnym czlowiekiem, w zyciu nie bedzie chcial pracowac na
          poczcie.
      • clk Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 01.09.05, 09:07
        w pracy codziennie uzywam i angielskiego i niemieckiego (hiszpanski raczej sie
        nie przyjade. Smieszna sprawa, kandydowalam na wiele stanowisku, a na polowie z
        nich jezyk wydaje mi sie, ze jezyk byl nie potrzebny, ale w ogloszeniu twardo
        bylo "biegle, co najmniej 2".
        Z tymi kasami na dworcach to fakt, te panie powinny chociaz zrozumiec jaki bilet
        sie chce... Aczkolwiek w niemczech pani nie miala pojecia o jezyku angielskim,
        wlasnie na dworcu...
        • Gość: Justyna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 09:14
          bezdyskusyjnie w takich miejsach powinien być obowiązkowy
          • coco_cannelle jak to wygląda w praktyce 01.09.05, 10:03
            Mam kolejną dziewczynę na stażu (płatnym!! napiszę, zanim jakie błoto o
            wykorzystywaniu padnie :), CV imponujące - 2 kierunki studiów, 3 języki obce (w
            tym dwa na bdb), 26 lat, doświadczenia zero, no ale to w końcu staż więc nic
            to, choć młoda nie jest. Ucieszyłam się tymi językami (dużo tłumaczymy)
            zwłaszcza, ze wyznała, ze uwielbia pisać. Niestety błąd - bo zamiast urządzić
            jej konkurs jak do wyścigu o fotel prezydencki (na który tak wszyscy
            narzekacie) UWIERZYŁAM W JEJ KWALIFIKACJE, głównie dlatego, że jako jedyna nie
            miała kłopotów z polskim ;).

            Angielski na bdb okazał się stertą słówników, po dwóch dnia tłumaczenia
            jakiegoś kretyńskiego tekstu pisanego potocznym językiem dziewczyna jest na
            granicy zawału, a ja nie wiem, co z tym fantem zrobić. Jest jeszcze gorzej:
            worda ani żadnego innego programu też nie potrafi obsłużyć (wczoraj przez pół
            dnia siedziala z twarzą przklejoną do monitora - bo np nie wie, jak powiększyć
            czcionkę). Nie wiem, gdzie ona się uchowała, wiem jednak jak to się skończy:
            będzie rozpowiadać wszystkim znajomym, ze ma dwa kierunki studiów, zna jezyki,
            odbyła staż w dobrej firmie i nikt sie na niej nie poznał i wszyscy jesteśmy
            bandą kapitalistycznych wyrobników i kretynów.

            Uf, musiałam to z siebie wyrzucić. Tak tak - pretensje moge miec tylko do
            siebie, zgadza się.
            • Gość: Justyna Re: do coco_cannelle IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 10:28
              Dobrze,że o tym piszesz. Dyplomy i języki to nie wszystko ! Liczy się przede
              wszystkim człowiek. Czasem za często wierzymy w to co jest napisane (dyplomy i
              i inne świadectwa)
              Co masz zrobić ? Jeśli możesz powierzyć jej jakieś inne zadania, które może
              wykonywać to ją zatrzymaj oczywiście jeśli wykazuje chęć do nauki i jest bystrą
              osobą.
              Jeśli potrzebujesz tłumacza to chyba strata czasu...
              • coco_cannelle Re: do coco_cannelle 01.09.05, 10:37
                Tłumacza mam - korzystamy z normalnego biura albo zaprzyjażnionych osób.
                Pomyślałam jednak, ze posadzę ją przy czyms, co będzie musiała zrobić od
                początku do końca - pozna wszystko itd. Teraz mam dylemat, bo nie wyrwę jej
                tego, a trochę mi sie pali z terminem. Oczywiscie zatrzymam ją tu, bo
                zaswiadczenie potrzebne jest jej na uczelnię itp. Moze się rozkręci.

                Gość portalu: Justyna napisał(a):

                > Dobrze,że o tym piszesz. Dyplomy i języki to nie wszystko ! Liczy się przede
                > wszystkim człowiek. Czasem za często wierzymy w to co jest napisane (dyplomy
                i
                > i inne świadectwa)
                > Co masz zrobić ? Jeśli możesz powierzyć jej jakieś inne zadania, które może
                > wykonywać to ją zatrzymaj oczywiście jeśli wykazuje chęć do nauki i jest
                bystrą
                >
                > osobą.
                > Jeśli potrzebujesz tłumacza to chyba strata czasu...
                • mikronezja Owszem ona może mieć bdb z języków obcych ... 05.09.05, 19:04
                  tyle, że praktycznie w żadnej szkole nie uczą języka potocznego czy gazetowego.

                  Wszystkie kursy kręcą się wokół "I have a pencil" lub "Have you can of beer in
                  your fridge ?" lub "Do you see that man ? Which on ? That wearing a black hat".
                  Żadnych tekstów użytkowych, słownictwo w zakresie podstawowym.

                  • Gość: scur Re: Owszem ona może mieć bdb z języków obcych ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.05, 14:38
                    wielkie sorry, ale kompletnie nie znasz angielskiego
            • Gość: expatka A jednak warto... IP: *.consilium.eu.int 01.09.05, 10:30
              A jednak znajomość języków obcych się przydaje...dzięki niej w końcu robię to,
              co zawsze chciałam robić- tłumaczę:-))
              • Gość: Justyna Re: A jednak warto... IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 10:32
                Nie chodzi o sens uczenia się języków i samej nauki ale stawiania takich
                wymogów na stanowisko które tego nie wymaga :)
                • coco_cannelle Re: A jednak warto... 01.09.05, 10:40
                  skąd wiesz, jak bedzie wyglądac twoje stanowisko pracy za rok lub dwa? moze
                  firma pozyska wspolnika lub klienta i jesli okazesz sie niekomunikatywna to cię
                  wymienią na lepszy model. Do kogo bedziesz miec wtedy pretensje?

                  Gość portalu: Justyna napisał(a):

                  > Nie chodzi o sens uczenia się języków i samej nauki ale stawiania takich
                  > wymogów na stanowisko które tego nie wymaga :)
                  • Gość: Justyna Re: A jednak warto... IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 10:43
                    jesli pracownik traktowany jest jak kapitał i pracodawcy zależy na dobrych
                    pracownikach to może zainwestować w jego rozwój
                    • coco_cannelle Re: A jednak warto... 01.09.05, 10:45
                      tez fakt, ale po co ma inwestować, jak moze zatrudnic kogos, kto sam postawił
                      na swój rozwój? chyba tylko w urzedach panstwowych funduje sie kursy od podstaw
                      (no chyba, ze mówimy o drugim języku).

                      Gość portalu: Justyna napisał(a):

                      > jesli pracownik traktowany jest jak kapitał i pracodawcy zależy na dobrych
                      > pracownikach to może zainwestować w jego rozwój
                      • Gość: Justyna Re: A jednak warto... IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 10:49
                        masz rację ale w życiu różnie bywa
                        • Gość: andy Re: A jednak warto... IP: 5.6.2D* / 62.225.37.* 19.09.05, 17:54
                          Pracownik to specyficzny kapital. Jak kupie koparke, to mi kopie rowy az ja
                          zezlomuje. W wyksztalcenie pracownika moge wlozyc grube pieniadze.
                          (Niektore specjalistyczne kursy kosztuja pare tysiecy zl za pare dni)
                          a on potem pojdzie do konkurencji. Konkurencja moze mu placic wiecej, bo w
                          wyksztalcenie nie inwestuje nic. Po prostu na miejsce tych osob ktore z braku
                          mozliwosci rozwoju odchodza z firmy zatrudnia pracownikow ktorych ja juz
                          wyksztalcilem i ktorzy szukaja lepiej platnej pracy. Dlatego z inwesteowaniem w
                          pracownika pracodawcy moga zaczekac do chwili gdy pracownikow bedzie za malo.
                          Wtedy mozna to traktowac jako dodatkowa motywacje. Przy obecnym pozionie
                          bezrobocia kazdy ksztalci sie sam i na wlasnej skorze odczuwa poziom swego
                          wyksztalcenia.
                        • Gość: tesia Re: A jednak warto... IP: 213.155.175.* 19.09.05, 18:10
                          faktycznie szukam pracy w Szczecinie na każdy etat jaki poszukujem jest dużo
                          chętnych ale pracodawcy zwariowali w swoich wymaganiach .Nie jestem poliglotom
                          ale w jednej z firm gdzie składałam podanie potrzebowali osoby ze średnim
                          wykształceniem z czteroma językami wymieniam je to
                          angielski,niemiecki ,rosyjski , hiszpański .Wszystko na wyrost ja znam dwa
                          języki ale cztery to przesada .Firma wspólpracuje tylko trochę z NIemcami i
                          tylko jak do tego sklepu przyjdą . -bo blisko granicy Jak spytałam po co bo
                          może w przyszłości będziemy wsółpracować. Mój mąż nie zna ani słówka w obcym
                          jężyku a na schody czy blaty się dogadał po POlsku .Poprostu zna rysunki
                          techniczne i plany i to mu wystarczy .Kwotę uzgadnia podając na rozmowie po
                          obliczeniu kosztów.
                      • p26 Re: A jednak warto... 01.09.05, 12:45
                        Można sobie popłakać ze wymgania pracowdawców za duże w stousnku do naszych
                        umiejętności ale trzeba zrozumieć ze to wynika po prostu z prawa podaży i
                        popytu. Więcej pracy mniej wymagań i vice versa. Nie ma o czym dyskutować.
                        Pretensje to można mieć do polityków ze robią wszystko aby gospodarka się nie
                        rozwijała i nie postawały nowe miejsca pracy.

                        Ps. Żeby wszystko było jasne dyskutowany problem dotyczy także mnie - rzadko
                        kiedy spełniam wszyskie kryteria ;-)
                        • neo1113 Re: A jednak warto... 19.09.05, 23:41
                          gościu ! z ust mnie wyjąłeś !
            • mietowe_loczki Jak to wygląda naprawdę. 01.09.05, 13:09
              Szczerze mówiąc, współczuję dziewczynie.

              Przez to, że firmie, w której robi staż, nie chce się zapłacić należnych,
              wysokich, owszem, stawek ludziom, którzy zajmują się tym PROFESJONALNIE (czytaj
              TŁUMACZOM PRZYSIĘGŁYM), przyklei jej się etykietkę przereklamowanego produktu
              wyższych uczelni. Wiesz co, nie wiem, jaki tekst ma do przetłumaczenia, nie
              wiem, gdzie się języka uczyła, ale powiem Ci jedno - ona to zrobi, i zrobi to
              ŹLE - i wiesz, czyja to będzie wina? Osoby, która jej to zleciła.

              Nawet filolog z dyplomem z wyróżnieniem NIE MUSI być świetnym tłumaczem, powiem
              więcej, może być tłumaczem całkiem dennym. Translatoryka to odrębna dziedzina,
              gdzie teorię najtrudniej przełożyć na praktykę, nie każdy filolog to potrafi, i
              ma do tego święte prawo. Czymś szczególnie nieodpowiedzialnym jest zlecanie
              tłumaczeń komuś, kto skończył nawet dwa kierunki, zna trzy języki obce, bo to w
              tym przypadku nie jest żadnym wyznacznikiem. Prawdopodobnie tekst, który ta
              biedna dziewczyna próbuje przetłumaczyć będzie wizytówką Twojej firmy,
              podejrzewam, że kiepską z powodów, które opisałam. Może wpłynąć na PR całego
              przedsięwzięcia, a mimo to zleca się to osobie, która ma prawo się na tym nie
              znać i ma prawo tego nie potrafić. Nie zazdroszczę sytuacji, w jakiej się
              znalazła, bo odpowiednie adnotacje zostaną poczynione na jej możliwym liście
              referencyjnym.

              Nie można oceniać znajomości języka na podstawie przetłumaczonego przez kogoś
              tekstu. Jest to nadwyraz niesprawiedliwe, a osoba, której to zlecono, nie ma
              odwagi, a pewnie nawet nie wie, że może, bronić się przed tak krzywdzącą oceną.

              Jeszcze jedno - "ma 26 lat, choć młoda nie jest." No, moim zdaniem rewelacja.
              Skończyła dwa kierunki, nauczyła się 3 jezyków na poziomie komunikatywnym,
              powinna mieć przecież 21 ...
              • mietowe_loczki Re: Jak to wygląda naprawdę. 01.09.05, 13:14
                To miało się podpiąć pod postem Coco, ale jakoś nie wyszło.

                Jeszcze jedno - jestem kilka lat po studiach filologicznych, w domu mam około
                10 słowników, najróżniejszych, polsko-angielskich, angielsko-polskich,
                angielsko-angielskich, synonimów, kolokacji i jakich tylko chcesz. Używam ich
                bez przerwy. To że pani praktykantka obłożyła się słownikami, bardzo dobrze
                o niej świadczy i potwierdza, że ma wpojone dobre nawyki. I to by było już na
                tyle.

                pozdrawiam
              • Gość: Justyna Re: Jak to wygląda naprawdę. IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 01.09.05, 13:49
                masz rację
              • coco_cannelle Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 01.09.05, 16:43
                ja tez jej współczuję - tu się zgadzamy. Chcesz dam Ci do niej numer telefonu -
                złożysz jej kondolencje, utwierdzisz, ze kwalifikacje ma jak najbardziej ok,
                poklepiesz po pleckach.
                Masz chyba jakis problem z rozumieniem tekstu - wyraznie napisałam, ze nie
                potrzebuje tłumacza, bo MAM. I wogóle - co ty bredzisz? jaki PR? Jakie
                wysyłanie kiepsko przygotownych zlecen? tekst tłumaczony przez praktykantkę
                wizytówką firmy??????? z choinki się urwałas?? o czym ty wogóle? halo halo!
                pobudka!

                mietowe_loczki napisała:

                > Szczerze mówiąc, współczuję dziewczynie.
                >
                > Przez to, że firmie, w której robi staż, nie chce się zapłacić należnych,
                > wysokich, owszem, stawek ludziom, którzy zajmują się tym PROFESJONALNIE
                (czytaj
                >
                > TŁUMACZOM PRZYSIĘGŁYM), przyklei jej się etykietkę przereklamowanego produktu
                > wyższych uczelni. Wiesz co, nie wiem, jaki tekst ma do przetłumaczenia, nie
                > wiem, gdzie się języka uczyła, ale powiem Ci jedno - ona to zrobi, i zrobi to
                > ŹLE - i wiesz, czyja to będzie wina? Osoby, która jej to zleciła.
                >
                > Nawet filolog z dyplomem z wyróżnieniem NIE MUSI być świetnym tłumaczem,
                powiem
                >
                > więcej, może być tłumaczem całkiem dennym. Translatoryka to odrębna
                dziedzina,
                > gdzie teorię najtrudniej przełożyć na praktykę, nie każdy filolog to potrafi,
                i
                >
                > ma do tego święte prawo. Czymś szczególnie nieodpowiedzialnym jest zlecanie
                > tłumaczeń komuś, kto skończył nawet dwa kierunki, zna trzy języki obce, bo to
                w
                >
                > tym przypadku nie jest żadnym wyznacznikiem. Prawdopodobnie tekst, który ta
                > biedna dziewczyna próbuje przetłumaczyć będzie wizytówką Twojej firmy,
                > podejrzewam, że kiepską z powodów, które opisałam. Może wpłynąć na PR całego
                > przedsięwzięcia, a mimo to zleca się to osobie, która ma prawo się na tym nie
                > znać i ma prawo tego nie potrafić. Nie zazdroszczę sytuacji, w jakiej się
                > znalazła, bo odpowiednie adnotacje zostaną poczynione na jej możliwym liście
                > referencyjnym.
                >
                > Nie można oceniać znajomości języka na podstawie przetłumaczonego przez kogoś
                > tekstu. Jest to nadwyraz niesprawiedliwe, a osoba, której to zlecono, nie ma
                > odwagi, a pewnie nawet nie wie, że może, bronić się przed tak krzywdzącą
                oceną.
                >
                > Jeszcze jedno - "ma 26 lat, choć młoda nie jest." No, moim zdaniem rewelacja.
                > Skończyła dwa kierunki, nauczyła się 3 jezyków na poziomie komunikatywnym,
                > powinna mieć przecież 21 ...
                • mietowe_loczki Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 01.09.05, 18:32
                  Ojej, skąd to zdenerwowanie, skąd tyle sarkazmu :) Piszesz, że zleciłaś
                  dziewczynie przetłumaczenie tekstu, widocznie był istotny, skoro postanowiłaś
                  zająć jej tym czas. Przecież na coś bezużytecznego, jak sama piszesz w swoim
                  następnym poście, byś go nie trwoniła. Ta najwidoczniej nie daje sobie z nim
                  rady, a moim zdaniem, ma do tego prawo, natomiast Ty na tej podstawie oceniasz
                  jej kompetencje językowe, oczywiście negatywnie. Kto tu ma problemy ze
                  zrozumieniem tekstu?

                  Nigdzie też nie komentowałam jej umiejętności, czy raczej braku umiejętności,
                  obsługi komputera, więc może zrobię to teraz. Nie rozumiem, że tak łatwo
                  przychodzi krytyka braku pewnej JEDNEJ umiejętności, której można się nauczyć w
                  dwa dni (tu: obsługa worda), a prawie całkowicie ignoruje się fakt, że
                  ukończenie dwóch kierunków i nauczenie się trzech języków wymaga "pewnej" dozy
                  ambicji, zamozaparcia i systematyczności. Ale nie zapominajmy, że żyjemy w
                  polskim piekiełku :)
                  • coco_cannelle Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 01.09.05, 19:05
                    Loczki.... alez ona NIE UMIE TYCH JĘZYKÓW... !!!! nie umie ich w takim stopniu,
                    w jakim deklarowała, co WYDAŁO SIĘ (to chyba najlepsze słowo) w ciągu paru
                    godzin. Dziewczyna zdeklarowała się na bdb, podtykała nam jakieś papiery. Jakby
                    powiedziała, ze zna średnio albo sie uczy to dla mnie tez byłoby ok, ale po
                    kiego wciska kit! A ty z uporem maniaka piszesz, ze ona ZNA te języki, pomimo,
                    że całe moje umęczenie (i przy okazji jej) wynika z faktu, ze skłamała. Dostała
                    tekst, który musiał byc przetłumaczony - jeden z wielu, prosty, nie zmienia to
                    jednak faktu, ze mial swojego adresata i przeznaczenie. Co jej miałam zlecic?
                    Umycie szklanek po wszystkich? Tłumaczenie ulotek z pizza hut? Co masz na
                    mysli? Jakie teksty daje sie stażystom, którzy deklarują swoją pomoc w tym
                    zakresie? Wymysla sie je na szybko?

                    Zdaje sobie sprawe, ze chocbym nie wiem co tu napisała, to ja będę to złą, a
                    druga strona to ta pokrzywdzona (choć nie wiem, z jakiej przyczyny).
                    Umiejętność obsługi worda w stopniu podstawowym wydaje mi się tak naturalna,
                    jak oddychanie. Mój ośmioletni siostrzeniec potrafi go odpalic i wybrać sobie
                    czcionkę, którą chciałby pisać. Ta dziewczyna ma z tym problem. Jeszcze jakieś
                    pytania?

                    mietowe_loczki napisała:

                    > Ojej, skąd to zdenerwowanie, skąd tyle sarkazmu :) Piszesz, że zleciłaś
                    > dziewczynie przetłumaczenie tekstu, widocznie był istotny, skoro postanowiłaś
                    > zająć jej tym czas. Przecież na coś bezużytecznego, jak sama piszesz w swoim
                    > następnym poście, byś go nie trwoniła. Ta najwidoczniej nie daje sobie z nim
                    > rady, a moim zdaniem, ma do tego prawo, natomiast Ty na tej podstawie
                    oceniasz
                    > jej kompetencje językowe, oczywiście negatywnie. Kto tu ma problemy ze
                    > zrozumieniem tekstu?
                    >
                    > Nigdzie też nie komentowałam jej umiejętności, czy raczej braku umiejętności,
                    > obsługi komputera, więc może zrobię to teraz. Nie rozumiem, że tak łatwo
                    > przychodzi krytyka braku pewnej JEDNEJ umiejętności, której można się nauczyć
                    w
                    >
                    > dwa dni (tu: obsługa worda), a prawie całkowicie ignoruje się fakt, że
                    > ukończenie dwóch kierunków i nauczenie się trzech języków wymaga "pewnej"
                    dozy
                    > ambicji, zamozaparcia i systematyczności. Ale nie zapominajmy, że żyjemy w
                    > polskim piekiełku :)
                    • Gość: Kacha Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków IP: *.pl / *.smsnet.pl 01.09.05, 19:09
                      coco_cannelle
                      Ja się z tobą zgodzę co do kwesti worda, irytująca sytuacja. Pozatym zastanawia
                      mnie to jak ona napisała swoje prace dyplomowe skoro nie umie podstawowych
                      rzeczy :)
                      • coco_cannelle Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 01.09.05, 19:14
                        Kurcze chciałam ją o to spytac, ale ugryzłam się w język. I tak już cierpi - ze
                        wstydu (przyznała się przed wyjściem). Może pisała odręcznie i zleciła komuś do
                        przepisania. NIE WIEM.

                        Gość portalu: Kacha napisał(a):

                        > coco_cannelle
                        > Ja się z tobą zgodzę co do kwesti worda, irytująca sytuacja. Pozatym
                        zastanawia
                        >
                        > mnie to jak ona napisała swoje prace dyplomowe skoro nie umie podstawowych
                        > rzeczy :)
                    • mietowe_loczki Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 01.09.05, 19:30
                      Coco, nie dogadamy się, dopóki nie zrozumiesz, że dobra znajomość języka nie
                      przekłada się na sukcesy w tłumaczeniu.

                      Co do worda, także podtrzymuję swoje zdanie.
                      • coco_cannelle Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 01.09.05, 21:18
                        to na co w takim razie się przekłada? na co przekłada się deklarowana w stopniu
                        bardzo dobrym znajomosc języka? jesli nie mozna przetłumaczyć tekstu o oli, ali
                        i małym piesku, to co w takim razie mozna zrobić z taką
                        umiejętnością???????????????????????????????????????????????????????????????????
                        ????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
                        ?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
                        Ty chyba uważasz, ze ja sobie jaja robię, jak słowo daję.
                        Dobra, koniec tej dyskusji, bo wychodzi na to, ze mamy dwa gatunki ludzi, jedni
                        zawsze mogą, a drudzy nigdy nie.


                        mietowe_loczki napisała:

                        > Coco, nie dogadamy się, dopóki nie zrozumiesz, że dobra znajomość języka nie
                        > przekłada się na sukcesy w tłumaczeniu.
                        >
                        > Co do worda, także podtrzymuję swoje zdanie.
                        • kinkygirl Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków 04.09.05, 00:02
                          coco: jako obserwator tej dyskusji i tłumacz, powiem ci, że w tej dyskusji
                          chodzi o... nieporozumienie. otóż znajomość języka to jedno, a tłumaczenie
                          drugie. trzeba być uzdolnionym językowo, żeby byc dobrym tłumaczem - wyczucie
                          frazy, stylu, sensu merytorycznego, natomiast, cóż, znajomością conajmniej
                          jednego języka może pochwalić się właściwie każdy człowiek. masz rację, że to
                          jak do tego tłumaczenie podeszła twoja praktykantka może świadczyć o tym, że nie
                          zna języka (pewnie czytałas próbki, więc wiesz jakie mogą być tragiczne), ale
                          moje koleżanki z anglistyki, też spędzają całe wieki nad tekstami, które ja
                          "robię" w jeden wieczór. ja dostaję 5, a one 3+ ;)
                    • mikronezja Niezapominaj, że jak ta dziewczyna miała 8 lat 05.09.05, 19:19
                      To Word nie był jeszcze dostępny w naszym Kraju, słowo font było pustym
                      dźwiękiem a komputer to była maszyna zajmująca sporą halę.
                      Więc nie mieszaj oddychania z odpalaniem Worda, czy innego Excela. Masa ludzi
                      nawet po kursach duka w obsłudze komputera mimo, że używa ich na codzień.

                      Co do języków - wg wymagań tych kursów, które kończyła znała język na bdb ale
                      to nie były kursy tłumaczenia tekstów. Tłumaczenie wymaga praktyki i to
                      praktyki ukierunkowanej na tłumaczenia. Trzeba znać odpowiedniki konstrukcyjne
                      zdań w obu językach, idiomy, wersje kontekstowe bo to samo zdanie zależnie od
                      tematyki tłumaczy się różnymi słowami i konstrukcjami a tego zwykłe kursy nie
                      uczą. Z resztą jak to takie proste to sama przetłumacz jak czas tak pili !
                      • Gość: ziuta Re: Niezapominaj, że jak ta dziewczyna miała 8 la IP: 194.246.124.* 07.09.05, 13:26
                        Halo? Jestem 3 lata młodsza od nieszczęsnej stażystki, ale Worda poznałam juz w
                        liceum, jeśli dobrze pamiętam, a na studiach to już na pewno. Kłopoty z
                        komputeryzacją to mogą mieć moi 50-letni rodzice, ale nie równieśniczka???
                    • Gość: croyance Re: Jak to wygląda naprawdę / do loczków IP: 83.148.128.* 20.12.05, 15:51
                      Jak to, po kiego wciska kit?
                      Masz pojecie, jak zdesperowani sa w Polsce ludzie szukajacy pracy?
              • elli_nika Re: Jak to wygląda naprawdę. 04.09.05, 13:31
                Duza częśc najprofesjonalniejszych tłumaczy zawodowych w tym kraju z
                najwyzszymi kwalifikacjami nie jest tłumaczami przysiegłymi, ponieważ;
                - stawki urzędowe dla tłumaczeń uwierzytelnionych są o wiele niższe, niż te za
                które pracują specjalisci;
                - tłumacze ci mają za dużo pracy, by móc się stawiać do pracy za grosze na
                każde zawołanie sądu;
                jednoczesnie jest wielu niedokształconych tłuamczy przysiegłych, którzy
                uprawnienia zdobyli za poprzedniej epokji oferujących usługi marnej jakosci.
                czyli po pierwsze - tłumacz zawodowy nie równa się tłumacz przysiegły; tłumacz
                wysokiej jakosci nie równa się tłumacz przysiegły.
          • Gość: Paweł Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.05, 11:15
            Uważam, że języki są ważne- choćby dla własnej satysfakcji. Śmieszy mnie jednak
            jeśli co druga osoba w CV pisze, że zna bdb, albo biegle angielski. Żeby mówić o
            dobrej (nawet nie bardzo dobrej) znajomości języka, trzeba być na poziomie
            umożliwiającym zdanie CPE. Ludzi piszą, że są świetni mając FCE - kpina.
            • Gość: D Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.chello.pl 01.09.05, 11:30
              Po pierwsze przeglądam gazetę i ogłoszenia iu szczerze mówią wogóle prawie tu
              nie ma wymagan językowych (a gdzie są te dwa ???) -czyli usiujecie własną
              niewiedzę i kompleksy schować za pretensjami do pracodawców.

              czytajac CV mam wrazenie że jesteśmy krajem geniuszy (fajnie by było) . A
              rzeczywistość jest bardziej szara, wykształcenie wyższe którym się tak
              chlubicie to na ogół kurs maretingu i ekonometrii na pozionmie marnego stanowej
              średniej szkoły, znajomość języka (który nawet u mnie nie jest niezbędny -choc
              się czasem przyda)oznacza na ogół to że było się w kinie na amerykkańskim
              filmie..:-))

              Stąd i czasem te wymagania .
              Po drugie jest wolny kraj i rynek. Za najmniejsze koszty chcę najlepszy towar.
              To zdrowy objaw.
              Choć na nasze ogloszenie w 3mieście nie zglosiła się ani jedna osoba... Tyle że
              wymagamy RZECZYWISTEJ wiedzy , a nie "Wyzszego Wykształcenia" z którego nic
              nie wynika.



              "Nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego
              obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes. Zwracamy się nie do ich
              humanitarności, lecz do egoizmu i nie mówimy im o naszych własnych potrzebach,
              lecz o ich korzyściach. Tylko żebrak gotów jest żyć z łaski innych"- Adam Smith
              • mikronezja Wolny kraj ! 05.09.05, 19:33
                "Za najmniejsze koszty chcę najlepszy towar.
                To zdrowy objaw."

                Oczywiście a resztę wystrzelać albo topić w niemowlęctwie, bo nie rodzą się ze
                zdolnościami językowymi, nie mają wystarczających pieniędzy na dobre kursy, a w
                szkole uczy ich sfrustrowany anglista (-tka), który uznaje jedynie swoje metody
                nauczania, jedynie swój akcent (nie spotykany nigdzie indziej).

                Niedługo to we własnym kraju językiem urzędowym będzie angielski, francuski
                albo niemiecki a za używanie polskiego to będzie, kara, bezrobocie i margines
                społeczny ! LUDZIE WY SIĘ OPAMIĘTAJCIE !

                Może jeszcze żądajmy, by każdy po szkole był jednocześnie informatykiem,
                prawnikiem, budowlańcem, lekarzem, itp a do tego był ponętną blondynką
                dyspozycyjną z własnym samochodem, mieszkaniem, odchowanymi dziećmi no i
                oczywiście w wieku do lat 18-stu. (No i obowiązkowo 4 języki perfekt w zakresie
                tłumaczeń we wszystkich możliwych dziedzinach, tłumaczenia kabinowe, etc).
                Oczywiście wszystko za płacę 1000 zł brutto (docelowo po 15 latach pracy).
            • Gość: andersena Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.05, 12:44
              trzeba być na poziomie
              > umożliwiającym zdanie CPE. Ludzi piszą, że są świetni mając FCE - kpina.

              Tak się składa, że znam język na poziomie CPE, ale w CV mam tylko FCE - z tego
              prostego powodu, że nie stać mnie na zdawanie CPE, chyba że nic bym nie jadła
              przez pół roku. Koło się zamyka - nie mam pracy, bo nie mam CPE, nie mam pracy,
              nie mam pieniedzy na zdanie CPE
            • Gość: jojka Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 22:56
              Łatwo pisać... Jak wiadomo kursy przygotowawcze jak i same egzaminy kosztuja.
              Nie każdy może szastać kasą, że go na wszystko na raz zdać. Zdałam FCE pod
              koniec gimnazjum na A, uczęszczałam do klasy z rozszerznym językiem angielskim
              (ocena końcoworoczna 6) w dobrym liceum, wyróżnienia w olimpiadach, nowa matura
              na 100% i 95%, co pare lat jeżdże do Anglii (mam tam rodzinę),dostałam się na
              anglistykę, ale ostatecznie wybrałam zarządzanie i marketing - możesz mi
              wierzyć czy nie, ale angielski umiem bardzo dobrze! Lecz wszystko wskazuję, że
              z tym FCE zostanę jeszcze przez parę lat - powód brak kasy! Za duzo pieniążków
              poszło na korki z matmy do matury, prawo jazdy, a obecnie uczę się
              niemieckiego - bo wypada znać, a w szkole nauczycielka wolala wdawac sie w
              pogawedki niz prowadzic lekcje... I co w takim razie, skoro mam TYLKO FCE to
              mam pisać, że angielski umiem dobrze, podczas gdy inni umiejacy angielski
              srednio napiszą, że znaja go bardzo dobrze/biegle?! Chodzi mi o to, ze to iż w
              danej chwili posiadasz FCE nie znaczy, że uważasz, że nie dasz rady zrobić CAE
              lub CPE, mozesz np nie mieć pieniążków...
              • klemenko Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 04.09.05, 00:20
                Znajomość angielskiego (nie dyskutuję, na jaim poziomie) to pewne minimum, tak
                samo jak obsługa MS Office. Nie znasz - do widzenia; znasz - a o pogadamy o
                sprawach merytorycnych.

                Niestety u mnie w firmie jest się karanym za znajomość języka - ci, co znają,
                mają więcej roboty. Jak ktoś nie zna, to może się wykręcić od jakiejś roboty -
                i wszystko OK.
              • Gość: baba Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 194.246.124.* 07.09.05, 13:36
                Troche mi to dziwne, bo stać Cię na prawko, korki do matury, dodatkowy
                niemiecki, a więc koszt CPE to raczej kwestia priorytetów, jakie przyjęłaś, a
                nie braku kasy...
          • jsolt Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 01.09.05, 12:11
            Gość portalu: Justyna napisał(a):

            > bezdyskusyjnie w takich miejsach powinien być obowiązkowy

            niekoniecznie, w końcu niemiecki jest jednym z oficjalnych języków UE
            więc tak naprawdę, to zasada jest prosta - chcesz się dogadać w Anglii,
            Francji, Niemczech - mówisz po "ichniemu", a oni mogą sobie pozwolić na to,
            żeby innych języków nie znać.
          • camel_3d no co ty... 02.09.05, 21:57
            jadac do jakiegos kraju wypada sie po prostu nauczyc podstawowych zwortow..
      • Gość: wododo jednooki jest królem wśród ślepców '-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 11:22
        Potwierdzam Twoje obserwacje! Komunikatywna (nie jakaś nieziemska) znajomość
        języków obcych jest w pracy moim dużym atutem; nie płaczę nad swoim
        losem "jednookiego wśród ślepców" '-)
        • antidotumm Re: jednooki jest królem wśród ślepców '-) 01.09.05, 11:42
          Z kolei na wielu stanowiskach panstwowych - ktore - wiadomo - rozdawane sa po
          znajomosci - nikt nie umie wydukac slowa w zadnym jezyku.
          Pamietam, jak dwa lata temu ktos usilowal kupic bilety w KASIE MIEDZYNARODOWEJ
          PKP w Poznaniu, i kasjerka ani ani w zadnym jezyku.
      • mietowe_loczki Przesada z tym lenistwem. 01.09.05, 12:13
        Żenuje mnie, że przy tak słabej znajomości języków Polacy znajdą każde
        wytłumaczenie, żeby i tak nie musieć się ich uczyć. Większość postów to zwykłe
        i głupie narzekanie na "jakieś tam" wymogi pracodawców, którzy zwyczajnie
        uważają, że skoro istota języka się nauczyła (dla mnie jest to przynajmniej
        CAE), oznacza, że jest bystra, dociekliwa, SYSTEMATYCZNA, dokładna, pojętna i
        uparta - i takich cech zwyczajnie poszukują. Zgadza się, że znajomość języka
        jest często wartością dodaną, ale podejrzewam, że pracodawcy zwyczajnie się
        asekurują, wiedząc, że po paru latach od otwarcia granic bez kadry władającej
        jezykami obcymi po prostu na rynku się nie utrzymają. Nie chcecie, nie uczcie
        się, nikt nie zmusza, ale ktoś kto nie zdaje sobie sprawy z tego, że w świecie
        biznesu angielski jest numerem jeden, za kilka lat pozostanie bez pracy. Dane z
        1995 roku mówią, że język angielski jest językiem pierwszym dla 375 mln osób na
        całym świecie, dla następnych 375 mln jest językiem drugim w kolejności. Przez
        ostatnie 10 lat nastąpił prawdziwy boom, więc ta druga liczba z pewnością
        gwałtownie wzrosła, zwłaszcza w krajach Europy Wschodniej. Wnioski nasuwają się
        same, ale czemu nie, można narzekać dalej.

        Przez ostatnie dwa miesiące uczę pana, który stara się o intratną posadę w
        międzynarodowej firmie - istnieje ryzyko (?), że rozmowa kwalifikacyjna
        odbędzie się w języku angielskim. Człowiek jest świadomy, że przygoda z
        językiem w tej firmie może się dla niego skończyć na tym etapie, czyli może być
        tak, że w pracy jako takiej nie będzie go potrzebował. Mimo to, uczy się jak
        oszalały, żeby jak najlepiej wypaść, a nie ględzi, że firma ma tak głupie
        wymagania.

        W zeszłym miesiącu przygotowywałam do rozmowy kwalifikacyjnej bardzo młodego
        informatyka, tutaj 100% pewności, że będzie ona po angielsku, bo w kraju
        będącym drugi "zagłębiem informatycznym." Mózg niesamowity, który niedługo
        wyfrunie z tego kraju, ale który na początku każdych zajęć podkreślał, że
        żałuje zaniedbania języka na studiach, bo oferta pracy spadła mu z nieba,
        całkiem niespodziewanie. I tak naprawdę gdyby nie znał angielskiego na poziomie
        FCE (prawdziwym FCE), mógłby sobie o tym stanowisku zwyczajnie pomarzyć, bo
        nie nadrobiłby zaległości przez dwa tygodnie kursu wakacyjnego.

        Wszystkim "myślącym inaczej" zazdroszczę dobrego samopoczucia.

        pozdrawiam
        • Gość: dilbert Re: Przesada z tym lenistwem. IP: *.chello.pl 01.09.05, 14:10
          tracisz czas chłopie...
        • Gość: Stella Re: Przesada z tym lenistwem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.05, 15:41
          Loczki, wszystko się zgadza, ale Ty mówisz o kierowniczych stanowiskach a
          wcześniej była mowa o pani na poczcie :)) To chyba trochę co innego. Ja tez
          uważam że w powaznych firmach, które mają kontakty z zagranicą znajomośc języka
          obcego jest niezbędna. A ja np. jestem handlowcem i przez cała moją 3 letnią
          karierę w tym zawodzie na szczeblu służbowym nie zamieniłąm ani jednego zdania
          po angielsku :) Czego bardzo żałuję, uczyłam się języka 6 lat a z powodu, że nie
          mam okazji go używać po prostu bardzo dużo zapomniałam, taki język robi się
          bierny. Ja wszystko nadal rozumiem :) Ale umiejętność komunikacji spada gdy jej
          się nie ćwiczy.
          Jest jeszcze jedna sprawa, kursy językó obcych są bardzo drogie!!! Jeśli nie
          finansuje ich firma i ani nie mamy języka na uczelni to wielu osób po prostu na
          to nie stać. A już najdroższe są konwersacje.
          • coco_cannelle pytanie 01.09.05, 17:11
            słuchajcie po przeczytaniu niektórych wypowiedzi, takie pytanie mi się
            nasunęło: co wg was powinien robić stazysta?
            Jak takiemu sie trafi parzenie kawy, to ma pretensje, ze niczego sie nie
            nauczył. Jak cokolwiek dostanie do pracy - wielkie pretensje, ze coś ma robic.
            Nie jestem wstanie wymyślac jakiś żenujących zajęć, bo uważam, ze byłoby to nie
            fair w stosunku do praktykanta. Normalnego zajecia też nie dam, bo jak ktoś ma
            problem z obsługą komputera na poziomie podstawowym, to bez sensu.

            Wiecie co robię? siedzę, i uczę ją worda kawalek po kawałku zastanawiając się,
            czy przez ostatnie 10 lat lezała w śpiączce. I jeszcze czytam, jakie to
            potworne, ze zajęłam jej uwagę tłumaczeniem tekstu na poziomie horoskopu z
            brukowca. Akurat jak dojdziemy do wstawiana tabelek i formatowania tekstu
            miesiąc minie.

            A tekst o jej wieku napisałam z premedytacją - 26 lat to chyba całkiem sporo,
            zeby umiec to i owo, nie uważacie?
            • agulha Re: pytanie 01.09.05, 22:53
              Witajcie. A ja jestem ze starszego pokolenia (:-)), w szkole uczyłam się
              rosyjskiego i francuskiego [z tym że w odróżnieniu od większości kolegów
              jako-tako się ich _nauczyłam_], o komputerach dopiero zaczynano mówić i tak
              poszłam do pracy, w budżetówce (w szpitalu konkretnie). Nauczenie się Worda to
              nie jest jeden dzień, kotki moje puszyste, niemniej nikt mi żadnych kursów nie
              fundował, a nauczyłam się. Jak komputery zaczęły wchodzić do codziennego użytku,
              mimo żem noga stołowa z wszelkich spraw technicznych, trzeba się było wdrożyć.
              Ten i ów coś pokazał i jakoś to poszło. Excela nauczyłam się na kursie, który
              sama sobie z chudej podówczas pensji opłaciłam. Z przeglądarek internetowych
              nauczyłam się korzystać dopiero po 7 latach pracy, bo też mi to w pracy
              poprzedniej nie było specjalnie potrzebne. Angielskiego zaczęłam się uczyć
              dopiero na studiach i jeszcze w połowie tychże studiów bardzo, bardzo marnie mi
              szło porozumiewanie się po angielsku. Bo wtedy nie bardzo było z kim pogadać
              :-). Po studiach zaczęłam tłumaczyć (!). Przez te, hmm...już teraz kilkanaście
              lat nauczyłam się biegle angielskiego w mowie i piśmie, po prostu z praktyki.
              Podjęłam pracę w firmie, gdzie angielski używany jest na co dzień i oczywiście
              pakiet Office też (Word i rzadziej Excel) plus program pocztowy i przeglądarki.
              Kilka lat temu dla świętego spokoju zapisałam się na roczny kurs i egzamin CAE,
              który zdałam na "A" - i nikt mnie nigdy o to nie pytał. Kto z potencjalnych
              pracodawców był (jest) ciekaw, jak znam angielski, rozmawia ze mną w tym języku
              albo daje krótki tekst i każe przetłumaczyć, to znaczy zwykle ustnie powiedzieć,
              o co w nim chodzi. Nie mam więc motywacji, żeby podchodzić do CPE, chociaż
              pewnie bym go zdała. Nie wierzę, że ktoś nie dostaje pracy, bo nie ma CPE. Jak
              słyszę te żałośne piski osób, które w szkole teraz "uczą się" latami
              angielskiego, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Jeżdżę trochę po Polsce (i
              zagranicy). Właśnie byłam w 2-dniowej delegacji w towarzystwie Niemki z innego
              naszego oddziału. Nauczył się angielskiego jeden z 3 taksówkarzy, którzy nas
              wozili? Nauczył się. Ten na oko najstarszy, siwiutki. Nauczyły się kelnerki w
              średnim wieku (w hotelu pracują)? Nauczyły się. To i Wy, do cholery, nie mówcie,
              że nie możecie.
              • Gość: ziuta Re: pytanie IP: 194.246.124.* 07.09.05, 13:45
                jak widać nauka nie tylko języka, ale wszelkich nowych umiejętności to kwestia
                dobrych chęci, determinacji i może ciekawości świata ;)
                Pozdrawiam :)
            • mikronezja Wiesz, że Word powstał w 1983 roku ... 05.09.05, 19:48
              a w Polsce pojawił się pewnie gdzieś w latach 90-tych, a poza tym ile osób
              miało już wtedy komputer PC, na którym chodzi Word ?

              Ja mając zetknąłem się z PC-tem w 1987 roku (kolega dostał od ojca ze USA, PC
              XT 4.77 MHz). Pracownia z PC-tami powstała na PW w jakimś 1988 i to też były
              antyki w stosunku do dzisiejszych wymagań.
              Poza tym współczesne wersje Worda mają to do siebie, że każdej wersji trzeba
              się uczyć od początku by opanować funkcje podstawowe (ulubione zajęcie
              producenta to zmiana rozkładu menu, na "Życzenie" uzytkowników).
            • Gość: ewa Re: pytanie IP: *.dyn.sprint-hsd.net 19.09.05, 17:20
              Coco,
              musialabym zobaczyc ten tekst ktory jej zapodalas zeby cos ocenic, ale jesli
              chodzi o komputer to ci serdecznie wspolczuje; trzeba byc ciemnota zeby po
              studiach (gdzie nawet jak cie nie stac na wlasny to sa udostepnione komputery)
              nadal nic nie czaic w tej materii.
              Wiem, bo sama mialam na wydziale takie "panienki" - sciagaly wiec mialy wysokie
              stypendia, mimo ze z przedmiotow wiodacych nic nie umialy, a w pracowni
              komputerowej BALY SIE (doslownie) dotknac komputera. Teraz zas taka lala siedzi
              i placze nad swoim losem. ZENADA!
        • Gość: szopen Re: Przesada z tym lenistwem. IP: 206.73.209.* 02.09.05, 04:18
          mietowe_loczki napisala:

          którzy zwyczajnie
          > uważają, że skoro istota języka się nauczyła (dla mnie jest to przynajmniej
          > CAE), oznacza, że jest bystra, dociekliwa, SYSTEMATYCZNA, dokładna, pojętna i
          > uparta -

          Aczkolwiek moze sa i tacy co tak uwazaja ale moim zdaniem to dosc bledne
          przekonanie.
          Moja osoba jest prostym dowodem.
          Moze jestem bystry i pojetny ale pozostalych cech to raczej nie posiadam.
          A pare jezykow znam. Chyba dosc dobrze.
          Nie wiem co to jest CAE ale pare miesiecy temu do przedluzenia pewnych
          technicznych uprawnien potrzebny byl dowod ze znam angielski i po jakichs 3
          dniach przygotowan (na pol gwizdka) IELTS zdalem na 8.5 (nie wiem jak sie ma
          jedno do drugiego).
          Innym jezykiem (powiedzmy dosc trudnym) tez wladam w stopniu wystarczajacym by
          sobie poradzic w pracy bez wiekszych problemow.

          Jako ze w mojej pracy znajomosc jezykow roznych bardzo sie przydaje lub
          powiedzmy szczerze jest niezbedna wiec mam ciut doswiadczenia to chcialbym
          podzielic sie taka drobna uwaga. W niewielu sytuacjach potrzebna jest
          perfekcyjna znajomosc jezyka w wiekszosci sytuacji duzo bardziej istotna jest
          umiejetnosc komunikacji czyli zrozumienia o co drugiej osobie chodzi i
          przekazania w zrozumialy sposob tego o co nam chodzi. Jezyk to tylko narzedzie.
          Pisze to bo wielokrotnie spotkalem sie z ludzmi znajacymi swietnie jezyk
          (swietnie w moim zrozumieniu to tak ze przez telefon nie da sie odroznic od
          native speaker) ktorzy mimo tego zupelnie nie nadawali sie do pracy bo nie
          potrafili sie po prostu dogadac.
          • Gość: Justyna Re: Przesada z tym lenistwem. IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 02.09.05, 09:29
            nawiązując do przedmówcy...
            nie znam dobrze języka angielskiego i nie lubię się go uczyć :) ale...
            jeśli jest taka konieczność a pojawia się naprawde bardzo, bardzo rzadko to
            jestem wstanie się porozumieć po angielsku. W sytuacjach, które spotkały mnie w
            życiu moja znajomość języka angielskiego była wystarczająca :)
            • Gość: kolakola Re: Przesada z tym lenistwem. IP: *.kolonianet.pl 02.09.05, 20:05
              W zapyziałym powiatowym miasteczku bachory uczą się angielskiego od
              przedszkola.Do matury.Na naprawdę dobrym poziomie, bo nauczyciele się nie
              zmieniają,jest ciągłość i jak ktoś się chce nauczyć,chociaż porozmawiać, to się
              nauczy.Za darmo! W ub. r na maturze na jakieś 50 osób angielski zdawały
              dwie.Reszta w większości pewnie siedzi na socjalu, połowa jest klientelą
              Leppera, a niektórzy, niewykluczone, się tu wpisują.Nawet na saksy nie pojadą,
              bo ich orżną na dzień dobry. P.S. Ja też miałam stażystów, którzy powpisywali
              do CV b. dobrą znajomość języków obcych.Jednego wysłałam na rozmowę z
              angielskim turystą, jak mu się Polska podoba, już nie wrócił do roboty. Druga
              krótkiej rozmówki ze Szwedem, ze skandynawistyki onaż, "nie miała czasu"
              napisać.Żeby mnie nie zrobiła w konia, poprosiłam, żeby dwa pytania i odp. były
              po szwedzku.Więc przestańcie tu pieprzyć głupoty.
              • Gość: prosiaczek przegiecie z jezykami IP: 83.18.100.* 03.09.05, 00:32
                ppopieram ze to przesada z jezykami. U nas tez sa wymagania zeby znac super
                angielski a my uzywamy tylko pisanego jezyka a do tego w 99 % formatek stalych,
                zadnego rozmawiania w tym jezyku czy kontaktu z zywym jezykiem. W ogloszeniu
                pisali ze musi byc b . dobry. I po co??? Ano zeby pomagac szefowi bo on nie zna
                i pszemy sporo za tego debila tylko ze mamy po 1700 brutto a on prawie 8 tys
                • Gość: Kacha Re: przegiecie z jezykami IP: *.pl / *.smsnet.pl 03.09.05, 01:03
                  O tak prosiaczek ma racje. Ja tez pracowałam w wielkiej firmie w której prezes
                  ni wząb po angielsku, a kontaktów było wiele w tym jezyku, komputera ni wząb a
                  wszysko robiły jego sekretarki które miał dwie sztuki ale to on był
                  prezesiskiem.
                • Gość: lingwista Re: przegiecie z jezykami IP: 81.219.149.* 03.09.05, 11:45
                  Podstawowym wymogiem powinna byc przede wszystkim znajomość jezyka polskiego,
                  ktorym niestety niewiele osób, nawet ze znajomoscią języków obcych umie się
                  posługiwać. Trzeba nauczyć sklecać podstawowe zdania bez przerywników typu
                  k...wa, bez których osoby nawet wykształcone nie potrafią się porozumiewać.
              • starytata Jak ktos chce to moze 03.09.05, 01:07
                Cora chciala i sie sama nauczyla francuskiego. Sama wyszulaka jakies
                niewiadomojakie miasta w Polsce, gdzie trzeba bylo zdawac jakies Delfy czy
                delfiny i pozdawala. Do Francyji pojechala i sie dogadala. Do Szwajcaryji
                pojechala i postudiowala sobie tam kapinke. Egzaminy pozdawala w jezyku
                zabojadow tez. I to nie jakies tam koronkarstwo studiuje ale i medycyny w tym
                duzo i elektroniki i takie tam scisle wszystko. Powiedzieli jej w szkole ze
                trzeba tez po angielsku szprechac to sie uczy angielskiego az milo. Jakies
                papiery pisze, gdzies tam w Oregonie ja drukuja, nie wyrozumiesz z artykulu
                niczego, bo sama matematyka taka ze Fourierowi wlosy na glowie same w falki sie
                ukladaja (kto sie zna zrozumie zart ;-) Po Kopenhagach jezdzi, klapie costam na
                jakichs konferencyjach az strach.
                A niektorzy z jej rodzenstwa musza byc wolami do nauki jezykow obcych (w tym
                polskiego - a moze przede wszystkim?) ciagnieci. Ani be ani me ani kukuryku. I
                co? CD-ROMy te same, DVDki te same, kasety, plyty te same w domu maja. Ksiazki,
                slowniki jakie chcecie...I co? Musi byc cosik niezdefiniowanego, bo chyba nie
                geny ani nie wychowanie - jedne diabliki robotne som i siem uczom a inne w
                nosie majom i kijem sie nie zapedzi do nauki.
      • Gość: aniołek Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 20:10
        Witam, osobiście uważam, że to nie jest paranoja. Poprostu dobrze jest znać
        obcy język. Powiem Ci szczerze, że ostatnio miałam dziwną sytuacje: w
        restauracji kelnerka nei potrafiła obsłuzyć klienta, gdyż był anglikiem, w moim
        mieście bardzo często zdarza się, ze przejeżdzaja obcokrajowcy, a angielski i
        niemiecki to najpopularniejsze jezyki. W każdym razie doszlo do tego, ze
        udzielilam pomocy temu anglikowi (znam angielski, moze nie w stopniu
        zaawansowanym, ale dalam rade).. pozniej okazal się bardzo sympatyczny. Więc
        sama widzisz, sytuacja banalna..ale znajomość sie bardzo przydała. poprostu
        pracodawcy wiedza, ze moze zaistniec taka sytuacja. Dlatego warto uczyć się
        języków.. pomimo wszystko. Pozdrawiam, pa
        • mikronezja Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 05.09.05, 20:04
          A ty jak wyjechałeś do innego kraju to tamta sprzedawczyni czy kelnerka znały
          polski ? Chociaż pojedyńcze słowa ? Przecież ty byłeś dla nich obcokrajowcem
          więc powinni znać ?

          Nie dajmy się zwariować !
      • Gość: Marcin Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 22:50
        To faktycznie paranoja... ostatnio widziałem ogłoszenie: Przyjmę sprzątaczkę.
        Język angielski był wymagany!!! Po co sprzątaczce znajomośc języka ang.!? Czy
        ktoś z tego zawodu wykorzysta tą wiedzę? Wątpie! Chyba, że ktoś rozmawia z
        miotła angielskiej produkcji podczas pracy... To chore! Tak jak wiele innych
        rzeczy w tym kraju...
        • Gość: Eva Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.arcor-ip.net 04.09.05, 00:37
          Czy jesli wladam, tak jak w moim przypadku, plynnie i perfekt j.niemieckim to
          musze koniecznie miec CPE?sorry,ale co to jest?
          Tak sie sklada,ze nie zyje w PL tylko wlasnie w Niemczech,ale gdybym kiedys
          zamieszkala znow w Pl,to czy nie wystarczylaby mala proba moich znajomosci
          jezyka np.poprzez test? Po co zaraz zdawac egzaminy i tracic czas.
          Zgadzam sie co do tego, ze Polacy ogolnie mowiac czesto bardzo przesadzaja ze
          swoja znajomoscia jazykow obcych.Zatrudnialam przez ponad rok nianki z Polski i
          szukalam kogos kto zna w stopniu komunikatywnym Niemiecki lub Angielski aby
          sprawnie porozumiewaly sie z mezem Niemcem i innymi naszymi pracownikami w
          domu.Oczywiscie kandydatki zapieraly sie, ze znja niemicki dobrze,ale juz
          podczas rozm.tel.wyczowalam,ze blefuja.Tylko jedna miala naprawde pojecie i
          zalezalo jej podczas pracy poszerzyc swoje umiejetnosci jezykowe,poprzez zywy
          kontakt z jezykiem.Podstawowym bledem podczas uczenia sie jezyka jest nie
          uzywanie go.Wtedy slowka ktorych sie uczymy staja sie martwe.
          Moim zdaniem mozna jak najbardziej oceniac znajomosc jezyka potencjalnego
          kandydata na jakiekolwiek stanowisko, po przetlumaczonym przez niego tekscie
          badz przez bezposrednia konwersacje w danym jezyku.
          Zgadzam sie z coco.Dziewczyna nadaje sie do zwolnienia.Do odbycia starzu
          potrzbne jest posiadanie zasadniczych umiejetnosci, do ktorych jak najbardziej
          nalezy sprawna obsluga programow komputerowych a word nie jest bynajmniej
          specyficznym programem tylko regularnym.To faktycznie jak "powietrze".
          • mikronezja Podobnie jak wiedzenie, że pisze się: 05.09.05, 20:08
            STAŻ a nie STARZ !

            A jak ktoś nie ma komputera i Worda (koniecznie licencjonowanego) to ma
            skończyć pod mostem ?
            • Gość: baba Re: Podobnie jak wiedzenie, że pisze się: IP: 194.246.124.* 07.09.05, 13:53
              wiedzenie??? poza tym nie musi mieć, żeby móc sie nauczyć.
          • Gość: zx Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 130.239.34.* 19.09.05, 20:15
            >word nie jest bynajmniej specyficznym programem tylko regularnym
            REGULARNYM? to znaczy co? pojawiającym się w stałych odstępach czasu? Domyślam
            się o co autorce chodziło ale tak się po polsku chyba nie mówi.
        • mikronezja Jak to po co ? 05.09.05, 20:01
          A jak jej przełożony powie:

          "Do yo speak englisch ? "
          "Yes, I do"
          "To bier tego brasza i klinuj ten hol do tjuzdeja, a potem się zobaczy
          Aha i remownij te strołę co mi się z moich szuzów sypie, wciurności"
          • agulha Re: Jak to po co ? 05.09.05, 22:18
            A choćby po to, żeby wiedzieć, że English po angielsku pisze się zawsze wielką
            literą i z -sh- na końcu, a englisch to bodajże po niemiecku, bo oni piszą
            -sch-, a Angole -sh-. Niemiecki znam słabo, więc z góry upraszam o przebaczenie,
            za to angielski dobrze i jeszcze 3 języki obce nieźle. A jak się już popisujemy
            pseudogwarą, to może warto i sprawdzić, że "wciórności" pisze się przez "ó", a
            nie "u". Wot i kilka zawodów dla mikronezji odpada :-)).
            • mikronezja Re: Jak to po co ? 06.09.05, 01:33
              Jestem pewien, że ten gostek mówi English z małej litery, przez -sch na końcu a
              wciórności wymawia przez "u" otwarte.

              Ja na przykład widziałem w "profesjonalnym" opracowaniu za ciężkie pieniądze
              słowo: "rybołustwo" (pisownia oryginalna) i wielu dyrektorów to czytało a żaden
              nie zauważył.
              • enoxaparin Re: Jak to po co ? 07.09.05, 23:38
                A'propos, "rybołówstwo" się pisze, z lit. "w', od "połów". Pozdr. ;)
      • diplomatica z zycia 04.09.05, 11:25
        kiedys bedac na praktyce musialam polaczyc szefa z X z biura w Barcelonie.
        Dzwonie, odbiera sekretarka i .......... skonalam.
        Ja do niej po hiszpansku bo dzwonie do Hiszpanii, a ta sie mnie pyta czy ja
        mowie po angielsku? z akcentu bylo slychc ze to niehiszpanka.
        Przeszlam na angielski i dowiedzialam sie ze ona pracuje tu dopiero od MIESIACA
        !!! chyba AZ miesiac.
        Total.

        I co wy na to?
        • Gość: Stella Re: z zycia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 14:27
          No co, trochę dziwne i tyle :) Dziwne jest to, że w Hiszpanii przyjmują do pracy
          na stanowisku sekretarki osobę, która nie zna hiszpańskiego :D A może to nie
          była sekretarka? Jeśli dogadałaś się z nią po angielsku to nie widzę problemu.
          Gorzej jakby mówiła tylko w Swahili ;))
          • Gość: remek Re: z zycia IP: *.chello.pl 04.09.05, 21:42
            W OGÓLE PARANOJA ŻEBY WYMAGAĆ CZEGOKOLWIEK OD POLAKA W PRACY!
            JĘŻYKI , bez sensu, przecież polak to sprżątacz to po co mu jakiś "ucone"
            języki.
            Przecież Andrzej Lepper nie zna a jaki mądry człek z niego. I sprytny.
            Wszystkich tych uconych Tusków robi w balona.

            WY BANDO ROSZCZENIOWYCH LENI !!!!
            Cieszcie się że w oóle od Was coś się wymaga bo jak widzę tu CZERWONE
            WĄSATE ZADUFANE PYsKI głodne książki to kopa w tyłek bym Wam nie dał !!!

      • Gość: jsp Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 07:17
        ZGADZAM SIE !!!!!!!!!!!!
        PO PROSTU JAKAS CHORA MANIERA,
        ROZUMIEM HOTELR, ALE CZASAMI,NAWET CI KTÓRZY PRZYJMUJA NIE POTRAFIA
        PRZEPROWADZIN INTERV. PO ANGIELSKU...HA HA
        ALE, WARTO ZANAC TO WIE KAZDY
        • Gość: Justyna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.poczta / *.poczta-polska.pl 05.09.05, 08:06
          Może po to są gzaminy pąństwowe z języków bo pracodawcy go dobrze nie znają he
          he :) a tak masz zaświadczenie i sam rekrutujący się nie zbłaźni :)
      • mietowe_loczki uwaga na marginesie 05.09.05, 21:21
        Po lekturze niektórych postów chyba zapomnę, że Polska ma jeden z niższych
        współczynników zdolności przyciągania inwestycji zagranicznych, a w kraju
        panuje dwudziestokilkuprocentowe bezrobocie.
        • mikronezja Byłem na kilku służbowych wyjazdach zagranicznych 06.09.05, 02:37
          Francja, Holandia, Niemcy, Szwajcaria - słyszałem kilka "wersji" języka
          angielskiego (akcent, wymowa) - wszędzie ludzie robili błędy i nikt się tym nie
          przejmował, jak coś było niezrozumiałe to się prosiło o powtórzenie.
          Szczególnie we Francji, osoby prowadzące wykłady szkoleniowe miały tendencję
          pomijać literkę h w wymowie i powstawały takie kwiatki jak:

          as -> has
          av -> have
          ydraulic cooling system (ajdraulik kuling system)

          innym razem to było:

          "alf a second" (half a second) co zawodowy tłumacz nie znający francuskiej
          wymowy angielskiego przetłumaczył ze słuchu jako "alfa sekunda" (śmialiśmy się,
          że powstała nowa jednostka czasu).

          Było to na początku męczące, bo nie wiadomo było o co chodzi w zdaniu (najmniej
          w tym trzecim jako wyrażeniu złożonym, ale te as i av były zmorą)potem już
          jakoś szło zrozumieć.
          Z tych obserwacji wnoszę, że największym naszym nieszczęściem w nauce języka
          angielskiego jest nadmierny perfekcjonizm i zwracanie uwagi na
          superhiperwymowę. Powoduje to, że wiele osób zamyka się w sobie i boi się
          odezwać, bo wedle perfekcyjnego polskiego systemu nauczania jak tylko się
          pomyli w wymowie, użyje nie tego czasu czy końcówki to zostanie zabity
          śmiechem, wdeptany w ziemię i odsądzony od czci i wiary. Prawda jest taka, że
          wersji wymowy słów angielskich jest tyle ile osób ich używających, każda
          wymawia innaczej, z innym akcentem i wykrzywieniem paszczy I NIKT Z TEGO NIE
          ROBI PROBLEMU wpędzającego rozmówcę w kompleksy.
          Podobnie jest z pisownią Brytyjczycy używają jednej wersji pisowni a Amerykanie
          innej, spotyka też się zapis pseudofonetyczny np. nite zamiast night, nie
          wspominając już o różnym znaczeniu słów w obu językach angielskich (jeszcze
          inne "cuda" będą w wersji australijskiej angielskiego).

          Podobnie też zauważyłem, że ani Niemcy ani Francuzi jakoś masowo nie uczą się
          angielskiego i trzeba było używać ich mowy by się porozumieć. Jedynie
          Szwajcarzy płynie przechodzili pomiędzy angielskim, francuskim i niemieckim ale
          u nich te języki występują na ich terenie na codzień (plus jeszcze retoromański
          w niektórych kantonach).
          Tak więc wydaje mi się, że nie nalezy przeginać z tymi supercertyfikatami
          językowymi, bo one świadczą najwyżej, że ktoś umie rozwiązywać konkretny typ
          testów, który zda jak mu zasób słówek podejdzie.
          Z resztą czy kto widział w życiu codziennym podobne zmory jak uzupełnianie
          wyrazów brakujących w wydumanym do bólu zdaniu ? Wszyscy się bawią w
          odczytywanie rozmoczonej wiadomości znalezionej w butelce na środku morza, czy
          jak ? Co to ma wspólnego z językiem i zdolnościami komunikacyjnymi
          użytkownika ? Wymaga się od ludzi perfekcyjnej znajomości języków obcych a ile
          osób, tak na prawdę, mówi poprawnie po polsku, pełnymi zdaniami, literacką
          polszczyzną, z właściwym akcentowaniem i przydechami ? Mówimy niepełnymi
          zdaniami, często pojedyńczymi wyrazami, nie w tych formach gramatycznych a
          jednak się rozumiemy.
          Kto słyszał przeciętnego Anglika używającego wszystkich, bodajże 16 czasów, 14
          stron biernych i innych dziwnych konstrukcji ? Trzy, cztery czasy na krzyż.

          Jak taki u nas uczony z dyplomami trafi na jakieś nietypowe słowa, zwroty czy
          konstrukcje to utknie mimo posiadania bdb na egzaminie.
          Na to wszystko nakładają się jeszcze dynamiczne zmiany języka, wchodzenie i
          zanikanie wyrażeń "modnych" no i język specjalistyczny gdzie słowo popularne
          może mieć specyficzne znaczenie. Niedostatki specjalistyczne widać czasami w
          tłumaczeniach różnych instrukcji, gdzie tłumacz znał angielski ale nie znał
          specyfiki dziedziny, z której tłumaczył.

          NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ !

          Uważam też, że na terenie RP powinien obowiązywać w kontaktach pracowniczych
          język polski a inne języki powinny być używane w momentach gdy są jakieś
          niejasności. Używanie języka angielskiego w Polsce jako kontaktowego w firmie
          na terenie RP (są takie firmy) uważam za nieporozumienie.
          Co my jesteśmy jakąś obcą kolonią, że my się mamy dostosowywać do
          języka "najeźdźców" ? Miejmy dla siebie i swojego Kraju jakiś szacunek, bo i
          tak już nas mało szanują. Jak ktoś chce robić interesy w Polsce to niech się
          uczy polskiego tak jak my się uczymy obcego wyjeżdżając do nich. !
          • Gość: scept89 kolonia... IP: *.ljcrf.edu 06.09.05, 04:03
            mikronezja napisał:
            > Szwajcarzy płynie przechodzili pomiędzy angielskim, francuskim i niemieckim
            >ale u nich te języki występują na ich terenie na codzień (plus jeszcze
            >retoromański w niektórych kantonach).

            Prosimy o nazwy kantonow gdzie tubylcy natywnie mowia po angielsku...
            No chyba ze (tfu tfu tfu) Obce Firmy obecne w Szwajcarii angielskiego wymagaly?

            >Używanie języka angielskiego w Polsce jako kontaktowego w firmie
            > na terenie RP (są takie firmy) uważam za nieporozumienie.

            Glupoty Waszmosciu piszesz. Zadnej miedzynarodowej firmy nie stac na to aby
            dokumenty z Pekinu byly po chinsku i krzyzowaly sie w powietrzu z rownie
            zrozumialymi dokumentami po polsku czy wegiersku . Faktury na zakup papieru
            toaletowego to mozesz sobie i w wystawiac w jezyku Nauru (6tys native speakers)
            jesli masz filie na wyspie ale dokumenty do Centrali to juz moze jednak w jakims
            bardziej uniwersalnym jezyku?

            Jak sie obudzisz w rzeczywistosci gdzie tak skromnie 90% cytowanych artykulow
            naukowych (nie mam pojecia o ilosci prawniczych dokumentow i umow handlowych ale
            watpie aby faktury zakupu katownikow prostych w Etiopii Chorwaci pisali w
            Ahmara...) byloby napisane w jezyku polskim to wtedy i tylko wtedy mozesz
            jakiegos Koreanczyka, Niemca, Saudyjczyka przekonywac iz bez polskiego to to ani
            rusz.


            > Co my jesteśmy jakąś obcą kolonią, że my się mamy dostosowywać do
            > języka "najeźdźców" ?

            Jestesmy sredniej wielkosci krajem ktory to przez ostatnie 50 lat mial minimalny
            wplyw na ekonomie i niewiele wiekszy na nauke swiatowa. Lepiej znac swoje
            miejsce niz miec manie wielkosciowa.

            >Miejmy dla siebie i swojego Kraju jakiś szacunek, bo i
            > tak już nas mało szanują.

            Polecam Mrozka. Jesli mnie pamiec nie myli to w "Moniza Clavier" wystepuje
            wspolobywatel domagajacy sie szacunku od swiata za szczerbatosc "za wolnosc
            wybili!".


            >Jak ktoś chce robić interesy w Polsce to niech się
            > uczy polskiego tak jak my się uczymy obcego wyjeżdżając do nich. !

            Zycze wyslania na wysunieta placowke! Najlepiej do Chin, ale jesli gustujesz w
            jezyku klikowym to moze byc np. do Namibii. Zapewne ze swoim geniuszem jezykowym
            zaczniesz byc uzyteczny w firmie juz po jakis 5ciu latach? Podobnie Niemiec w
            Polsce.
          • mietowe_loczki Re: Byłem na kilku służbowych wyjazdach zagranicz 06.09.05, 10:27
            mikronezja napisał:

            > Francja, Holandia, Niemcy, Szwajcaria - słyszałem kilka "wersji" języka
            > angielskiego (akcent, wymowa) - wszędzie ludzie robili błędy i nikt się tym >

            Ach, więc jednak język angielski? Ale dlaczego z tłumaczem, jeśli osoba jadąca
            tam w interesach powinna przecież nauczyć się języka kraju, z którym chce te
            interesy robić?

            > Z tych obserwacji wnoszę, że największym naszym nieszczęściem w nauce języka
            > angielskiego jest nadmierny perfekcjonizm i zwracanie uwagi na
            > superhiperwymowę. Powoduje to, że wiele osób zamyka się w sobie i boi się
            > odezwać, bo wedle perfekcyjnego polskiego systemu nauczania jak tylko się
            > pomyli w wymowie, użyje nie tego czasu czy końcówki to zostanie zabity
            > śmiechem, wdeptany w ziemię i odsądzony od czci i wiary. Prawda jest taka, że
            > wersji wymowy słów angielskich jest tyle ile osób ich używających, każda
            > wymawia innaczej, z innym akcentem i wykrzywieniem paszczy I NIKT Z TEGO NIE
            > ROBI PROBLEMU wpędzającego rozmówcę w kompleksy.
            > Podobnie jest z pisownią Brytyjczycy używają jednej wersji pisowni a
            > Amerykanie innej, spotyka też się zapis pseudofonetyczny np. nite zamiast
            > night, nie wspominając już o różnym znaczeniu słów w obu językach angielskich
            > (jeszcze inne "cuda" będą w wersji australijskiej angielskiego).

            Z nadmiernym perfekcjonizmem i z hiperwymową spotkałam się TYLKO na anglistyce
            (i wiem, że nie jest tak na każdej), gdzie po pierwszym roku wyrzucano osoby,
            które nie nauczyły się mówić poprawnie fonetycznie (mogły zdać całkiem dobrze
            pisanie, czytanie i gramatykę). Nigdy z czymś takim nie spotkałam się w
            późniejszej pracy, gdzie stosowanie takich kryteriów wobec uczących się byłoby
            nieporozumieniem, także spokojnie mogę powiedzieć, że to co napisałeś jest
            nieprawdą.

            > Podobnie też zauważyłem, że ani Niemcy ani Francuzi jakoś masowo nie uczą się
            > angielskiego i trzeba było używać ich mowy by się porozumieć. Jedynie
            > Szwajcarzy płynie przechodzili pomiędzy angielskim, francuskim i niemieckim
            > ale u nich te języki występują na ich terenie na codzień (plus jeszcze
            > retoromański w niektórych kantonach).

            Niemcy masowo uczą się angielskiego i na dodatek świetnie nim władają. Nawet
            dotąd niechętni Francuzi przymuszeni sytuacją na rynku światowym coraz częściej
            się go uczą, więcej, przejmują anglosaskie sposoby zarządzania. Poza tym nie ma
            sensu porównywać się do innych krajów i próbować równać w dół, kiedy to właśnie
            nam, Polakom, powinno zależeć na przyciąganiu inwestycji zagranicznych.


            > Tak więc wydaje mi się, że nie nalezy przeginać z tymi supercertyfikatami
            > językowymi, bo one świadczą najwyżej, że ktoś umie rozwiązywać konkretny typ
            > testów, który zda jak mu zasób słówek podejdzie.

            Kolejny bzdurny stereotyp.

            > Z resztą czy kto widział w życiu codziennym podobne zmory jak uzupełnianie
            > wyrazów brakujących w wydumanym do bólu zdaniu ? Wszyscy się bawią w
            > odczytywanie rozmoczonej wiadomości znalezionej w butelce na środku morza,
            > czy jak ? Co to ma wspólnego z językiem i zdolnościami komunikacyjnymi
            > użytkownika ?

            Tzw Cloze Test sprawdza znajomość gramatyki i umiejętność szerszego spojrzenia
            na język. Nie zapominaj, że na egzaminach są też inne zadania - sprawdzanie
            różnych technik czytania, pisanie pism zarówno w rejestrze potocznym, jak i
            oficjalnym (to wielka sztuka rozróżniać rejestry, prawda? bo świadczy o
            umiejętności znalezienia się w sytuacji i dobrania do niej odpowiedniego
            języka), słowotwórstwo, które sprawdza ortografię, test wielokrotnego wyboru
            testujący kolokacje, transformacje, które utrwalają najbardziej przydatne
            konstrukcje, i wiele wiele innych. Od sprawdzania umiejętności komunikacyjnych
            jest zwykle wieloczęściowy egzamin ustny.


            > Wymaga się od ludzi perfekcyjnej znajomości języków obcych a
            > ile osób, tak na prawdę, mówi poprawnie po polsku, pełnymi zdaniami,
            > literacką polszczyzną, z właściwym akcentowaniem i przydechami ? Mówimy
            > niepełnymi zdaniami, często pojedyńczymi wyrazami, nie w tych formach
            > gramatycznych a jednak się rozumiemy.

            Tak tak, i jest to zwykle język spod budki z piwem. W pracy przy szefie, na
            konferencji, spotkaniach negocjacyjnych, szkoleniach i w kontaktach z klientem
            przez telefon też używasz byle jakiego języka?


            > Kto słyszał przeciętnego Anglika używającego wszystkich, bodajże 16 czasów,
            > 14 stron biernych i innych dziwnych konstrukcji ? Trzy, cztery czasy na krzyż.

            Ja naprawdę nie rozumiem, skąd się to bierze :) Takie opinie są chyba głoszone
            przez osoby, którym zwyczajnie tych czasów nie chce się nauczyć. Z tego co
            wiem, wszystkie czasy są używane. Nawet the Future Perfect, który dla nas jest
            straszny, i przez to rzadko uczą go w szkole, bo rzekomo nieużywany. Nic
            bardziej mylnego. Co do strony biernej, jest tylko jedna. A pogorszyć Twoje
            samopoczucie może fakt, że jest używana w codziennym, potocznym języku
            o wiele częściej niż w naszym języku. Wynika to z uwarunkowań kulturowych, np z
            tego, że strona bierna jest bardziej dyplomatyczna i nieprzyjemne treści można
            przekazywać w całkiem bezosobowy sposób, niebezpośredni. Czy mógłbyś mi
            zdradzić źródło tych rewelacji, o których piszesz?

            > Jak taki u nas uczony z dyplomami trafi na jakieś nietypowe słowa, zwroty czy
            > konstrukcje to utknie mimo posiadania bdb na egzaminie.

            Następny argument na rzecz nieuczenia się, prawda? Nie zaniedbujmy każdej
            możliwości poprawienia sobie samopoczucia. Mam dyplom z bdb. Codziennie
            spotykam się ze słowami i zwrotami (konstrukcjami nie), których zwyczajnie nie
            znam, ale umiem czytać ze zrozumieniem, więc pojedyncze w tekście, książce,
            wiadomościach mi nie przeszkadzają. Potrafię zrozumieć mimo to. Można się tego
            nauczyć. Zresztą, tak naprawdę na tym to polega. Dobra znajomość języka nie
            polega na znajomości wszystkich słów - tylko m.in. na umiejętności radzenia
            sobie ze zwrotami nieznanymi. Poza tym, są słowniki, z których korzystam w domu
            i pracy - przy uczących się, żeby sobie wykształcili dobre nawyki. Nie wstydzę
            się przyznać do tego, że jakiegoś słowa nie znam.


            > Na to wszystko nakładają się jeszcze dynamiczne zmiany języka, wchodzenie i
            > zanikanie wyrażeń "modnych" no i język specjalistyczny gdzie słowo popularne
            > może mieć specyficzne znaczenie. Niedostatki specjalistyczne widać czasami w
            > tłumaczeniach różnych instrukcji, gdzie tłumacz znał angielski ale nie znał
            > specyfiki dziedziny, z której tłumaczył.

            Dlatego nie można tracić kontaktu z językiem.

            > NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ !

            Jeszcze nam do tego daleko.

            > Uważam też, że na terenie RP powinien obowiązywać w kontaktach pracowniczych
            > język polski a inne języki powinny być używane w momentach gdy są jakieś
            > niejasności. Używanie języka angielskiego w Polsce jako kontaktowego w firmie
            > na terenie RP (są takie firmy) uważam za nieporozumienie.
            > Co my jesteśmy jakąś obcą kolonią, że my się mamy dostosowywać do
            > języka "najeźdźców" ? Miejmy dla siebie i swojego Kraju jakiś szacunek, bo i
            > tak już nas mało szanują. Jak ktoś chce robić interesy w Polsce to niech się
            > uczy polskiego tak jak my się uczymy obcego wyjeżdżając do nich. !

            A to już bez komentarza.
            • Gość: croyance Re: Byłem na kilku służbowych wyjazdach zagranicz IP: *.server.ntli.net 20.12.05, 17:29
              Loczki, moj facet jest Anglikiem i profesorem na wyzszej uczelni, a jak zyje
              nie slyszalam, zeby uzywal 16 czasow albo strony biernej.
      • Gość: Paweł Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 17:49
        Zgadzam się z Tobą w 100%, w Polsce jest już przesada z tą znajomością języka na każde stanowisko.

        Nie zaprzeczam, że znajomość języka się przydaje i ja osobiście lubie się uczyć obcych języków.

        Uważam, że są dwa powody tych wygórowanych wymagań:

        1. Osoby prowadzące firmy same nie znają języka
        2. Zbyt wysokie bezrobocie spowodowane zbyt wysokimi obciążeniami pracodawców co pozwala im na stawianie kosmicznych wymagań.

        Pozdrawiam.
        • mietowe_loczki Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 06.09.05, 18:01
          Paweł napisał(a):

          > Uważam, że są dwa powody tych wygórowanych wymagań:
          > 1. Osoby prowadzące firmy same nie znają języka
          > 2. Zbyt wysokie bezrobocie spowodowane zbyt wysokimi obciążeniami pracodawców
          > co pozwala im na stawianie kosmicznych wymagań.


          skoro TAK JEST i przez długi czas się to NIE ZMIENI, może pora przestać
          marudzić i brać się do nauki, żeby być w podstawowym stopniu konkurencyjnym?

          Wiele osób sarkastycznie komentuje sytuacje, kiedy to szef wymaga od kogoś
          znajomości języka, a sam nim nie włada. Co w tym złego, jeżeli osoba ta tworzy
          miejsca pracy, rozszerza działalność i zapewnia paru osobom w miarę stałe
          źródło dochodu? Od tłumaczeń, korespondencji, kontaktów z klientami
          zagranicznymi są ludzie specjalnie po to zatrudniani. Znowu, co w tym złego?
          • Gość: ksiaze Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.ri.ri.cox.net 07.09.05, 04:54
            czy macie okres loczki?
            wez sie dziewcze wybierz na uczelnie na wyspy, porozmawiaj ze studentami i
            uslyszysz ilu czasow uzywaja - zarowno w rozmowach kolezenskich jak i
            polemizujac z profesorami. nastepnie wybierz sie na columbia univ., harvard,
            mit i inne i tam takze to zweryfikuj. poki co nie poparlas tej tezy
            • mietowe_loczki Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 07.09.05, 11:27
              Część twojego komentarza - żenua. I jakiej tezy nie poparłam? Tej o stronie
              biernej? Gratuluję wiedzy.

              pierwsza lepsza wypowiedź z forum www.irishtimes.com :

              I'm talking about smashing the monopoly on creche insurance that has been run
              for years by virtually just one guy, who threatens the likes of Lloyds of
              London with extreme denial of business if they independently offer insurance
              policies to all comers. Yeah, same guy that runs all the insurance for bouncy
              castles and so forth. Least last time I looked that was the case. I'll find out
              his name from wunna my reliable EXCELSOURCES and splash it up here shortly. She
              had to deal with him a few years back. Anyway, digression.

              Nie mam żadnej próbki mowy, ale powiedzmy, że tamto forum jest odpowiednikiem
              naszego, więc jest to mowie najbliższe. W pierwszym zdaniu trzy czasy i jedna
              strona bierna w perfekcie, która nam, Polakom, sprawia mnóstwo problemów (ergo:
              nie uczyć się jej, prawda?) Następnie czas przyszły, przeszły "normalny" i
              przeszły z modalnym - razem 7 trudnawych konstrukcji.

              Coś jeszcze?
              • Gość: ksiaze Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 198.7.249.* 07.09.05, 17:58
                wniosek: 3 czasy uzyte.
                ps mowilem - "o mowie" nie o angielskim pisanym. jedz do londynu i rozmawiaj.
                wroc i wtedy pisz na forum
                • mietowe_loczki Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 07.09.05, 21:00
                  Sześć użytych. Widzę, że wiedza powalająca.

                  O jakim angielskim pisanym ty mówisz? Wypowiedź na forum to w formie jak
                  wypowiedź ustna.

                  Uwielbiam wypowiedzi osób, które popracowały w Wlk Brytanii i w Stanach tu i
                  tam, i uważają się za językowych ekspertów. "Walczę" z nimi na codzień w pracy,
                  ale tu na forum już mi się nie chce.
                  • Gość: ksiaze Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 198.7.249.* 07.09.05, 22:49
                    ta, walczyc to ty mozesz w domu. 4 czasy uzyte - nie popiera twojej tazy ze 16
                    czasow jest uzywanych w _zwyczajnej codziennej komunikacji_
                    to wszytko. nie mowie ze sie na angielskim nie znasz, ale poza nim, wyglada ze
                    innych obszarow nie zbadalas/es
                    • mietowe_loczki Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 08.09.05, 11:41
                      To że czasów jest 16 napisał mikronezja, nie ja. JA powiedziałam, że w języku
                      angielskim używa się wszystkich czasów. Widzisz różnicę, czy potrzebujesz
                      korepetycji z polskiego? Sprawdziłam jeszcze raz swój post. Jeśli chodzi o
                      język codzienny, a chyba do tego pijesz, pisałam o stronie biernej.

                      Upierasz się, że 4 czasy zostały użyte.
                      I'm talking - 1
                      that has been run - 2
                      they independently offer - 3
                      who threatens the likes of Lloyds of - 3' (czas prosty z końcówką -s, wymaga
                      dodatkowych ćwiczeń)
                      Least last time I looked that was the case - 4 + 4' (forma "być" i inne
                      regularne uczone są osobno)
                      She had to deal with him a few years back. - 4'' (przeszły z modalnym wymaga
                      dodatkowych ćwiczeń)
                      I'll find out - 5

                      Jest ich tutaj pięć + wariacje, co daje kilka trudnych konstrukcji do
                      nauczenia. A to pierwsza z brzegu wypowiedź z irishtimesowego forum.

                      Ach, i jeszcze ten Harvard, Oxford i Cambridge :) Rozumiem, że tam nie ma
                      wypowiedzi pisemnych, ekhm.

                      Nie bądź taki mały, książe :)
            • Gość: baba Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 194.246.124.* 07.09.05, 14:03
              jak na księcia to macie, panie, maniery pozostawiające wiele do zyczenia...
      • Gość: lilililili Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.piotrkow.pilickanet.pl / *.piotrkow.pilickanet.pl 07.09.05, 08:20
        wszytsko fajnie, powinniśmy się uczyć i każdy ma tego świadomośc tylko jak
        młoda osoba z pensją 600 netto ma sie uczyć najlepiej kilku języków naraz (aha
        oczywiście do tego studiując zaocznie)?
      • Gość: Ania Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: 158.75.241.* 07.09.05, 10:49
        Znajomość języków to dobra rzecz, ale jeśli jesteśmy w Polsce obowiązuje nas
        język polski. Kiedy wyjeżdżamy gdzieś, wtedy od nas mogą wymagać odpowiednio
        języków obcych, jeśli do nas cudzoziemcy przyjeżdzają, niech się uczą
        polskiego, jak my wyjeżdzamy my się uczymy, proste.
      • Gość: cokolwiek dla własnej wygody IP: 213.172.172.* 07.09.05, 11:03
        lepiej się będziesz czuć jeżeli będziesz rozumiał co ktoś mówi.

        to tak jak z pływaniem. nigdy nie wiesz kiedy Ci się może przydać ...

        ponadto, przy obecnej postępującej globalizacji, odpowiedź wydaje się być
        oczywista.
      • Gość: gosc Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.chello.pl 07.09.05, 11:28
        W Polsce jak zaczyna sie wymagac jezyka to juz zle a jadac do innego kraju
        chcialbys/chcilabys porozumiec prawda?? Ja bylam w Finlandi i tam w kazdym
        sklepie, kiosku na poczcie, gdzie kolwiek znali angielski i gdyby nie to nic
        bym nie zalatwila a czy to zle ze tak jest??
        • Gość: Justyna Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.Red-83-35-242.pooles.rima-tde.net 07.09.05, 12:41
          masz racje zgdadzam sie z opinia ze obcych jezykow uczymy sie rowniez dla
          wygody. obecnie mieszkam w hispzanii i nie znam jeszcze tego jezyka co jest dla
          mnie straszne, ale ucze sie. ale dlaczego obcokrajowcy odwiedzajacy Polske nie
          znaja go przynajmniej w podstawach a jeszcze czesto gesto uwazaja ze nie
          powinni hgo znac bo nibuy my musimy sie z nimj porozumeic bo co bo ona ma kase
          i mysli ze rzadzi. jesli my wyjezdzajac musimy sie uczyc jezyka obcego to
          niechinni tez to robia a nie ida na latwizne niestety starsi ludzie znaja tylko
          polski jezyk i z nikim sie nie dogadaja mimo ze sa w swoim kraju i chyba
          powinno sie gadac w ich jezyku
          • jsolt Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! 07.09.05, 14:43
            Gość portalu: Justyna napisał(a):

            > masz racje zgdadzam sie z opinia ze obcych jezykow uczymy sie rowniez dla
            > wygody. obecnie mieszkam w hispzanii i nie znam jeszcze tego jezyka co jest
            dla
            >
            > mnie straszne, ale ucze sie. ale dlaczego obcokrajowcy odwiedzajacy Polske
            nie
            > znaja go przynajmniej w podstawach a jeszcze czesto gesto uwazaja ze nie
            > powinni hgo znac bo nibuy my musimy sie z nimj porozumeic bo co bo ona ma
            kase
            > i mysli ze rzadzi.

            to dlatego, że może nie zauważyłaś, że nasz język ojczysty nie należy póki co
            do grupy najpopularniejszych języków na świecie, takich jak angielski,
            niemiecki, francuski.

            jesli my wyjezdzajac musimy sie uczyc jezyka obcego to
            > niechinni tez to robia a nie ida na latwizne niestety starsi ludzie znaja
            tylko
            >
            > polski jezyk i z nikim sie nie dogadaja mimo ze sa w swoim kraju i chyba
            > powinno sie gadac w ich jezyku

            Jeżeli kiedyś odwiedzę np. Indie albo Wietnam, to ani mi się śni uczyć przedtem
            hinduskiego czy wietnamskiego- liczę na to, że dogadam się np. po angielsku.
      • Gość: Nica Re: Kazdy powinien znac przynajmniej podstawy ang. IP: *.range86-129.btcentralplus.com 07.09.05, 14:38
        Jestesmy ambitnym narodem i troszeczke wiedzy nigdy jeszcze nikomu nie
        zaszkodzilo.Ja nie mowie zeby kazdy "speak'al" pieknie po angielsku ,bo i w
        Londynie az tak dobrzy nie sa,ale podstawy kazdy powinien znac.Jesli nie dla
        innych,ale dla samego siebie. Gdzie sie nie obejrzymy to cos po angielsku,i
        milo jest wiedziec o co chodzi,a nie zgadywac z obrazka.
        Z naszej niewiedzy angielskiego smieja sie wszyscy w glos:np reklama
        restauracji na Starowce brzmi- "Polish Kitchen"???,sklep obuwniczy w Jankach-
        "athlete's foot"???-dla nie wtajemniczonych -to rodzaj grzybicy.Co bedzie
        nastepne,salon fryzjerski-dandruff?Wiec uczmy sie,przynajmniej troszeczke!
        • 0sa Re: A little knowledge is a dangerous thing 19.09.05, 18:35
          Gość portalu: Nica napisał(a):

          > Jestesmy ambitnym narodem i troszeczke wiedzy nigdy jeszcze nikomu nie
          > zaszkodzilo.Ja nie mowie zeby kazdy "speak'al" pieknie po angielsku ,bo i w
          > Londynie az tak dobrzy nie sa,ale podstawy kazdy powinien znac.Jesli nie dla
          > innych,ale dla samego siebie. Gdzie sie nie obejrzymy to cos po angielsku,i
          > milo jest wiedziec o co chodzi,a nie zgadywac z obrazka.
          > Z naszej niewiedzy angielskiego smieja sie wszyscy w glos:np reklama
          > restauracji na Starowce brzmi- "Polish Kitchen"???,sklep obuwniczy w Jankach-
          > "athlete's foot"???-dla nie wtajemniczonych -to rodzaj grzybicy.Co bedzie
          > nastepne,salon fryzjerski-dandruff?Wiec uczmy sie,przynajmniej troszeczke!

          Nica stwierdza ze "troszeczke wiedzy nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodzilo" choc
          raczej prawie kazdy wie ze jest odwrotnie a tym bardziej ktokolwiek zaczynajacy
          nauke angielskiego natknie sie bardzo szybko na jedno z najbardziej potocznie
          znanych i przetlumaczanych powiedzen na swiecie
      • Gość: Keira Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.05, 14:50
        Jeden jezyk znać dobrze a w drugim podstawy i starczy, nie przesadzajmy,
        przecież nie jestem jakimś poliglotą. Uczę się w szkole i mam 2 języki, jak dla
        mnie o jeden za duzo...
      • Gość: zreformowany rolni Re: Przesada z tą znajomością kilku języków !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 16:13
        ja to mam w dupie czy jakis amerykanin zna polski a angielski trza znac zeby
        mozna bylo sie dogadac na calym swiecia a po polsku dogadacie sie w chinach??

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka