Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    co z doktoratem?

    06.06.06, 10:18
    Jestem doktorantką, kończy mi sie grant, a więc szukam pracy, muszę z czegoś
    żyć.Pytania dotyczy kilku kwestii związanych z wchodzeniem doktoranta na
    rynek pracy. Pierwsza: czy w CV (aplikacja na stanowiska nieakademickie)
    wspominać o tym że jestem doktorantką (szczególnie jeśli jest to doktorat z
    nauk humanistycznych czyli mało przydatny w potencjalnej pracy). Następne
    pytanie: czy jak już bedę doktorem (mam nadzieję:)), przy aplikowaniu o tym
    wspominać (cały czas mowa niestety o pracy nieakademickiej). Co zrobić z
    kilkuletnią przerwą w życiorysie (w razie ukrywania studiów doktoranckich) i
    małym doświadczeniem w stosunku do wieku (np.30 lat, i tylko rok pracy, na
    studiach zabroniono nam pracować). Czy chwalić się w CV dokonaniami stricte
    naukowymi typu publikacje, konferencje, stypendia zagraniczne? Gdzie w ogóle
    aplikować, żeby wysiłek pisania doktoratu został doceniony (wiem, że nie ma
    jednoznacznej odpowiedzi, ale może jakies sugestie, inspiracje...). Jak
    pracodawcy traktują doktorantów i doktorów podczas rekrutacji?
    Dziękuję bardzo za wskazówki.
    Obserwuj wątek
      • anna11233 Re: co z doktoratem? 06.06.06, 12:51
        Hej, mam ten sam problem, tyle ze doktorat z nauk technicznych, ale kobieta więc sama rozumiesz.. Powoli zaczynam wysylac CV bo jesienią złóże prace doktorską, skończy sie stypendium, obrona dopiero w styczniu, a z czegos trzeba życ. No i tez mam problem - pisac wszystko czy nie... Czy przyznawac sie ze robie doktorat..
        Moze ktos kto zajmuje sie rekrutacja od tej drugiej strony sie nam tu wypowie?

        Pozdrawiam i wzajemnego powodzenia!
      • joanna_rutkowska Re: co z doktoratem? 07.06.06, 11:40
        Witam,
        drogie panie, nie bardzo rozumiem problem z doktoratem i zasadność pomysłu o
        ukrywaniu go. Przecież robiłyście go panie w jakimś celu, okupiłyście go
        konkretnym wieloletnim wysiłkiem i teraz zamierzacie go wymazac z życiorysu?
        Żeby pokazać ze w tym czasie nic nie robiłyście?
        Życiorys ma za zadanie pokazac osobę z jak najlepszej strony, jak najrzetelniej
        i najpelniej przekazać o niej informacje. Trudno mi jednak wypowiadać się w
        kwiestii dokładnie tego co ma zawierac cv, czy wszystkie konferencje?, czy
        wszystkie publikacje? Nie wiem, to zalezy na jakie stanowiska i do jakiej pracy
        panie aplikujecie.
        Nie potrafie także odpowiedzieć gdzie ma pani aplikować, bo nie wiem jaką pracę
        chce pani wykonywać. Jest to wyłącznie pani decyzja i nic tu po mnie.
        Życze powodzenia, pozdrawiam,
        • r.richelieu Re: co z doktoratem? 07.06.06, 13:46
          Jak to nic tu po pani? Praktyki odrzucania doktorów stosowane są właśnie przez
          pracodawców, niby, że szef nie zatrudni bardziej wykształconego od siebie.
          Można potraktować takie studia jako hobby, jeśli nie jest związany bezpośrednio
          z branżą, ale w przypadku nauk humanistycznych zawsze można podkreślić giętkość
          języka, komunikatywność. Mi, tylko ankiety, dały mnóstwo powodów do chwalenia
          się, że niby, jeśli potrafię przekonać respondenta do wypełnienia długiej
          ankiety (mogę nawet ją załączyć, aby widział pracodawca jak długa i że jemu by
          się nie chciało), to mogę przekonać i do innych, trudnych rzeczy.

          Z drugiej strony ukryć na czas selekcji CV możnaby było, gdyby nie kretyński
          wymysł rekruterów by mieć życiorys na widelcu od skończenia liceum. Po co to
          im, pracują dla GUS, KGB? Że widać kształtowanie ścieżki zawodowej. Kto teraz w
          Pl kształtuje tę ścieżkę tak, żeby późniejsze wynikało z wcześniejszego. Tylko
          nielicznym, przy dużym szczęściu się to udaje. Cała reszta łapie co się
          nawinie. Bezrobocie może być krępujące dla kandydata i nie chce o nim pisać.
          Brak pieniędzy nie pozwala na podjęcie żadnych szkoleń (chyba, że z PUPu), by
          potem usłyszeć od nawiedzonego rekrutera, że brak aktywności i że niedobrze.
          Opiekował się ktoś kimś chorym, sam był chory, i nie chce o tym pisać. W Pl
          obecnie tylko chory na kilka chorób cieszy się spoiłeczną akceptakcją (jak
          chorzy na raka, którzy znaleźli swoje odpowiedniki w ludziach z mediów). Więc
          będzie na sto procent kłamał, wymyśli sobie inną, ciężką chorobę po to tylko,
          żeby głupi rekruter nacieszył oczy pełnym życiorysem. Albo depresja, który z
          przeciętnych rekruterów uzna to za powód do niepracowania. Powiedzą, że
          delikwentowi robić się nie chciało i sobie wymyślił chorobę egzaltowanych
          panienek.

          • anna11233 Re: co z doktoratem? 07.06.06, 21:02
            popieram uwagę dot. tego że szef nie zatrudni sobie nikogo lepiej wykształconego, no bo to jakos tak glupio niby ze on inż. A jakas panienka na nizszym stanowisku ma dr. Niwiele jest takich firm dla których pracownik z doktoratem to coś prestizowego jakby..
            A poza tym juz słyszałam o "za wysokich kwalifikacjach".
            Ech, co za zycie..
            • dagmara.matysiak Re: co z doktoratem? 08.06.06, 13:22
              Z pewnością jest w tym część racji, co Panie piszecie, ale jest też druga
              strona tego zagadnienia. Wiele jest firm, które bardzo cenią sobie cierpliwość
              i wytrwałość dkotorantów w dążeniu do celu.
              A co do bezrobocia - hm... mam na ten temat zupełnie inne zdanie. Komu zależy
              na pracy, będzie pracował. Ale osobom poszukującym pracy, szczególnie młodym
              (oczywiście pomijam te obszary kraju, gdzie na[prawdę w tej kwestii nic się nie
              dziej) nie chce się pracować. Bo jak wytłumaczyć mozna fakt, ze osoba ze
              średnim wykształceniem i niewielkim doświadczeniem oczekuje 4000 PLN? Jak
              wytłumaczyć fakt, że na umówione spotkania kandydaci notorycznie się nie
              zgłaszają? Jak wytłumaczyć fakt, że nawet z podpisaną umową młody człowiek nie
              idzie do pracy, bo coś mu wypadło i bardzo chętnie korzysta z urlopu na żądanie?
              Te przykłady mogłabym mnożyć - dlatego bardzo proszę o odrobinę rozsądku i
              wiary we własne siły!! Nie wierzę, ze się nie uda jeśli Paniom naprawdę zależy.
              Motywacja i zapał także są obecnie w cenie.
              • r.richelieu Re: co z doktoratem? 08.06.06, 15:36
                A jak wytłumaczyć fakt, że czym wyższe wykształcenie tym bardziej wmawia się,
                że nie wolno chcieć wysokiej (2000 znaczy) pensji. Absolwentowi zawodówki o
                specjalności hydraulik nie wmawiają dziesiątki "dziennikarzy" w poradnikach
                pracowych, żeby spuścił z tonu i cieszył się z kuroniówki za staż.

                A jest mowa o doktorach, a nie o ludziach ze średnim, i nie o zarobkach,
                nieodpowidzialnym zachowaniu, nieprzychodzeniu na rozmowy i do pracy. Dlatego
                proszę o odrobinę większej dbałości o zgodność z tematem. Wytrwałość w dążeniu
                do celu można podeprzeć czymkolwiek, nie trzeba na to 4 lat intensywnej pracy.
            • leeloo2002 Re: co z doktoratem? 12.06.06, 22:38
              no nie przesadzalabym z tym "lepszym wyksztalceniem". Jest to po prostu o
              stopien naukowy wyzej. I tylko tyle. To z pewnoscia liczy sie to ( a nawet
              jest niezbedne)w srodowisku akademickim. W takim razie wybierz kariere
              uczelniana.
              A motywy robienia doktoratow, oprocz zamilowania do nauki, bywaja rozne: np
              niechec do zmierzenia sie z rzeczywistoscia i podjecia pracy (jakze cudowny
              pretekst - robie doktorat). Pracodawcy o tym wiedza. Nie bez znaczenia jest tez
              rozbuchane ego swiezo upieczonych doktorow :)
              Z mojego otoczenia podam taki przyklad: kolega, ktory nie do konca radzil sobie
              z prowadzeniem projektow informatycznych w realu i rzucil sie w wir pracy
              naukowej i wyklada to na uczelni od strony teorii :)
              • r.richelieu Re: co z doktoratem? 12.06.06, 22:57
                hehe, byłaś rekruterem? Widać ;)

                Też nie zgadzam się z określeniem "lepsze wykształcenie", ale wyższe już
                tak. "Po prostu o jeden" nie jest tak po prostu, bo to bardziej przypomina
                różnicę między maturzystą a magistrem niż maturzystą a licencjatem. Nie mówiąc
                o zupełnie innym charakterze takich studiów i innych wymaganiach, obejmujących
                mnóstwo innych rzeczy poza zdawaniem egzaminów i pisaniem pracy na koniec.
                Sęk tkwi w tym, że właśnie panuje takie przekonanie, że każdy doktor to buc i
                będzie się wywyższał, a przecież potrzeba wywyższania się jest niezależna od
                wykształcenia. Doktor-buc będzie się chwalił doktoratem, statystyczny Kowalski-
                buc będzie chwalił się nową plazmą. Widzę, że chwalenie się dobrami
                materialnymi jest mniej denerwujące. Ba, jest na to pełne przyzwolenie
                społeczeństwa, wręcz oczekiwanie, by po każdym dzień dobry nastąpiło
                dziecięce "a ja mam nowe porshe", "a ja mam bilet na Teneryfę". Czy w tej
                sytuacji rozpierająca ich piersi duma "bo mój synek ma same szóstki", nie jest
                odpowiednikiem "bo ja mam doktorat"?
                • leeloo2002 Re: co z doktoratem? 12.06.06, 23:23
                  Czy w tej
                  > sytuacji rozpierająca ich piersi duma "bo mój synek ma same szóstki", nie
                  jest
                  > odpowiednikiem "bo ja mam doktorat"?

                  Jedno i drugie uwazam za obciach. A znane mi z otoczenia przypadki robienia
                  doktoratow maja, niestety, drugie dno.
                  Jeden juz opisalam wyzej, drugi to kolega, ktory jest pod silnym wplywem
                  autorytetu ojca, a tatus chce miec doktora w rodzinie.
                  Nie uwazam, ze kazdy doktor to buc. Ale z drugiej strony trudno usprawiedliwiac
                  rozzalenie doktorow ze rynek nie przyjmuje ich z otwartymi ramionami. Podczas
                  gdy oni uprawiali teorie, inni praktykowali.
                  Moj kolega (ten ktory ma ambitnego tate) wyklada przedmioty biznesowe na
                  uczelni . A jednoczesnie nie ma pojecia o biznesie w realu, bez skrupolow
                  bierze kase od ojca, mimo ukonczenie 35 roku zycia. Czy to nie jest straszne?
                  Inny przyklad - mlody doktorant, teoretyk logistyki z SGH, dostal zaproszenie
                  jako konsultant za spore pieniadze do projektu biznesowego. No i co, spenial,
                  nie podjal sie zadania.

                  Znam tez przypadki b. sympatycznych doktorow: moja mam chrzestna jest doktorem
                  matematyki i wspanialym pedagogiem. Moja szwagierka robi doktorat z ekonomii,
                  ale tylko i wylacznie aby usatysfakcjonowac swojego pracodawce (ona akurat
                  wyklada w szkole). Doktorat z pewnoscia otwiera wiele drzwi dla kariery w
                  edukacji
                  • r.richelieu Re: co z doktoratem? 13.06.06, 00:34
                    Powody "robienia" doktoratów coraz bardziej przypominają powody "robienia"
                    studiów w ogóle. Dlaczego więc na tapetę brać wyłącznie doktorów-buców, mając
                    na podorędziu magistrów i licencjatów-buców. Bo w Twoim poście nadal widzę
                    tendecję, że jednak większość doktorów jest be. Powiedz jeszcze, że chlubne
                    wyjątki potwierdzają regułę. ;)

                    Rozżalenie o zamkniętość rynku pracy ma zupełnie inne podstawy niż mówisz.
                    Chodzi o traktowanie ich po prostu jako absolwentów, tak jak magistrów czy
                    licencjatów. Jeśli doktor ma niewiele doświadczenia zawodowego w swojej branży,
                    to oczywistym jest, że aplikuje na najniższe stanowiska, jako stażysta,
                    asystent czy w najlepszym wypadku zastępca zastępcy zastępcy. I okazuje się, że
                    nie zostaje tym asystentem, magister zostaje, bo co?

                    I tu następuje chwila przerwy na modlitwę nad trumną z naszymi latami. Co roku
                    z okazji kolejnych urodzin, trzeba płakać za straconym czasem, bo jutro nie
                    będzie takie jak wczoraj i wolno będzie nam ubrać się w inne sytuacje. Chlip,
                    chlip.

                    Trąbię o tym od początku pobytu tutaj.

                    Bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy zapleślałymi w konwencji i nie wyobrażamy
                    sobie sytuacji innej, jak utarte w wielowiekowej tradycji koleje życia.
                    Rekruterzy też, zwłaszcza oni, bo szukanie idealnego jest szukaniem nie góry, a
                    środka i nie najlepszego, a optymalnego. Taki ich "zawód". Szkoda tylko, że
                    wyuczeni podręcznikowych regułek są na tyle tępi, żeby na przykład preferować 4-
                    letni wyjazd za granicę w celach turystycznych od doktoratu. Takie zalecenia
                    wyjazdowe wypisywane są na portalach pracowych. Kilka lat balangował, w
                    międzyczasie w Grecji ponosił kieliszki w tawernie, w Niemczech posprzątał w
                    stringach i oliwce u Hausfrau, w Stanach wypożyczał sprzęt pływający. No, ale
                    to naturalnie jest milej widziane dla rekrutera niż kilka lat hodowania
                    nagniotków na pupie przy pisaniu.
                    • annajustyna Re: co z doktoratem? 13.06.06, 10:11
                      Wiesz, Richelieu, ale wlasciwie takie wyjazdy wiecej ucza zaradnosci i
                      przebojowosci niz niejeden doktorat...Ja np. zrezygnowalam z doktoratu ze
                      wzgledow praktycznych: juz teraz majac 2 fakultety, mam nadkwalifikacji, a o
                      dopiero, gdybym jeszcze miala dra przed nazwiskiem (a na uczelni, aby zostac za
                      przyzwoite pienieadze, nie jest niestety latwo)...
                    • leeloo2002 Re: co z doktoratem? 13.06.06, 10:51
                      > Szkoda tylko, że
                      > wyuczeni podręcznikowych regułek są na tyle tępi, żeby na przykład preferować

                      > 4 letni wyjazd za granicę w celach turystycznych od doktoratu. Takie
                      zalecenia
                      > wyjazdowe wypisywane są na portalach pracowych. Kilka lat balangował, w
                      > międzyczasie w Grecji ponosił kieliszki w tawernie, w Niemczech posprzątał w
                      > stringach i oliwce u Hausfrau, w Stanach wypożyczał sprzęt pływający. No, ale
                      > to naturalnie jest milej widziane dla rekrutera niż kilka lat hodowania
                      > nagniotków na pupie przy pisaniu.

                      Mysle, za dla kazdego kto nie lubie sie umartwiac, rowniez jest to milej
                      widziane.
                      Richelieu, mam wrazenie ze probujesz przerzucic na innych odpowiedzielnosc za
                      podjete przez siebie decyzje zyciowe. Skoro doktoranci, jak sama piszesz, nie
                      sa chetnie widziani na rynku pracy, to po jakiego grzyba brnac w ten doktorat i
                      miec pretensje do wszytkich dookola?

                      • r.richelieu Re: co z doktoratem? 13.06.06, 13:13
                        annojustyno i leeloo

                        Zaradności i operatywności można się nauczyć wszędzie, ale wg rekruterów nie w
                        szkole. Nie przerzucam odpowiedzialności. Mam ponad 7 lat doświadczenia
                        zawodowego, także na najniższych stanowiskach. Zachodzi tu śmieszny paradoks,
                        że gdyby nie obecne studia, byłabym chwalona za pracowitość, że jako
                        sprzątaczka i fizyczny w GB i że to super, że żadnej pracy się nie boję. Jednak
                        doktor wg rekruterów, a i dużej części społeczeństwa, nie jest tym, co żadnej
                        pracy, jest za to przeteoretyzowanym bucem, który na bank będzie uprawiał swoją
                        bucowatość już od progu firmy. Można by Tobie, Annojustyno, zadać to samo
                        pytanie. Jeśli po 2 kierunkach jest zbyt wykwalifikowana, to po co był ten
                        drugi? Ja wiem po co, też mam na koncie to i owo, Ty wiesz po co, ale ci,
                        którzy twierdzą o Twoim przekwalifikowaniu należą do tej samej grupy, jak ci od
                        skreślania dr. I nic tu nie dają twierdzenia, że to nasze hobby na przykład.
                        Chadzać na występy chipenndales można dla rozrywki, strzelić se gniota ze
                        stopniem już nie, i to i to też nie. Bo to ktoś lepiej wie co jest dla mnie
                        rozrywką.
                        • annajustyna Re: co z doktoratem? 13.06.06, 13:26
                          Tzn. ja skonczylam akurat prawo polskie i niemeickie, czyli kierunki
                          podobne...Robie podyplomowa ekonomie. Juz dawno mialabym prace, gdybym nie miala
                          ZADNYCH studiow...Taki niemiecki paradoks. Wlasnie rozmawialam z moja
                          doradczynia zawodowa (dostalam z urzedu z niemieckiego posredniaka). Powiedziala
                          mi wprost, ze pewnie nikt nie czyta moich podan i nawet nie dochodzi, czy mam
                          studia etc, jak widzi mezatka bez dzieci...Teoretycznie moge nie podawac stanu
                          cywilnego, to moze wyjdzie na jaw dopiero, jak ktos przeczyta DO KONCA moje
                          CV...Ale moze tez byc tak, ze jak nie podam info o stanie cywilnym, to od razu
                          beda miec wizje bezdzietnosci lub pieciorga niemowlakow domu...Paranoja...
                          • r.richelieu Re: co z doktoratem? 13.06.06, 18:17
                            I to kolejny kretynizm ze strony rekruterów. Jestem "na szczęście" niezamężna,
                            ale gdy będę szukać pracy jako mężatka bezdzietna, do wzmianki o statusie
                            rodzinnym dodam "używam środków antykoncepcyjnych". Hehe, śmieszne, ale jeśli
                            rekruter jest kretynem, któremu trzeba tłumaczyć takie sprawy, to trudno.
                            Zresztą dobrze jest ich rozbawiać. ;)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka